• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Szkocja Edynburg [06 VI 1972] Zadyma meczowa || Stanley, Sauriel & Anthony

[06 VI 1972] Zadyma meczowa || Stanley, Sauriel & Anthony
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#1
02.11.2023, 13:57  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.12.2024, 10:43 przez Baba Jaga.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Stanley Borgin - osiągnięcie Badacz tajemnic I

6 czerwca 1972, późny wieczór
stadion Gargulców z Edynburga - Edynburg, Szkocja
Stanley Andrew Borgin, Anthony Ian Borgin & Sauriel Rookwood
Zadyma meczowa, czyli burda na stadionie


Minęło już dobre 20 minut od rozpoczęcia meczu. Według ich uprzednich ustaleń, Tosiek miał w najlepsze siedzieć na stadionie i kibicować komu tam mu się żywnie podobało, a nawet nie kibicować tylko po prostu być i pilnować czasu. Mieli 10 minut zanim jego kuzyn miał wyciągnąć Kaidena do nich na sam dół aby mogli się z nim rozliczyć. I nie chodziło tutaj wcale o żadne kwestie finansowe, a pewnego rodzaju porachunki.

Aportowali się razem z Saurielem do budynku nieopodal stadionu Gargulców. Na całe szczęście nie było daleko stąd do miejsca zbiórki. Raptem kilka kroków i będą na miejscu. Większość osób była już na meczu, co sugerował jazgot donoszący się z trybun. Nikogo tutaj nie było - spokój jak makiem zasiał ale chyba nikt z kibiców nie spodziewał się, że jest to tylko cisza przed burzą.

Stali tak z Saurielem i właśnie zabierali się do realizacji pierwszego punktu ich planu - blokady kominka. Potrzebowali kupić sobie wystarczająco dużo czasu, aby w razie jakichś niepowodzeń, szkoccy Aurorzy mieli dłuższą drogę do pokonania aby ich ewentualnie pochwycić - Zablokujesz? - zapytał przyjaciela - Ja nam przy wieży transmutuję szaty i maski z płaszczy... Później przemkniemy przy drzewach do wieży i będziemy oczekiwać na T - dodał, przekręcając oczami na samą myśl, że Tosiek nie miał jeszcze kurwa żadnego pseudonimu po którym mogli się do niego zwracać. Czy to było takie ciężkie? Czy on naprawdę nie był w stanie otworzyć atlasu ze zwierzętami i sobie wybrać któreś z nich? Jak tak dalej pójdzie to Stanley będzie zmuszony to zrobić za niego.

Borgin wierzył, że Rookwood poradzi sobie z blokadą tego kominka, wszak nie było to przecież nic trudnego, a Sauriel był przecież trochę lepszym czarumarodziejem w tej kwestii od samego Staszka. To była po prostu odpowiednia osoba na odpowiednim miejscu. Mógłby Pardusa nazwać murarzem, tynkarzem, akrobatą i wcale by się nie pomylił w tej kwestii, ponieważ ten musiał właśnie zamurować ten kominek.

Po krótkiej chwili wyszedł z budynku i rozejrzał się po okolicy. Bez trudu dojrzał toczący się pojedynek na stadionie. Zaraz udało się też usłyszeć gromki wiwat, sugerujący, że ktoś mógł właśnie zdobyć kilka punktów dla swojej drużyny. Ciekawe czy to drużyna Kaidena... zastanawiał się ale szybko zaniechał dalsze rozmyślanie nad tym tematem, ponieważ ruszył w kierunku drzew. Tak jak zapowiedział Saurielowi, tak miał zamiar to zrobić - przygotować im odpowiedni ubiór do tej akcji.

I jeżeli czar się powiódł, miał zamiar ruszyć na miejsce zbiórki - pod wieżę, gdzie mieli się zaraz spotkać. Jeżeli mu się nie powiodło, to nie był na tyle głupi aby nie spróbować tego zrobić jeszcze raz. Wierzył, że i Tośkowi jego część pójdzie gładko. W końcu był specjalistą w tych swoich urokach.



Rzuty na przemianę płaszczy w szaty i maski. Korzystam z transmutacji.
Rzut N 1d100 - 24
Akcja nieudana

Rzut N 1d100 - 77
Sukces!

Rzut N 1d100 - 2
Akcja nieudana


"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#2
02.11.2023, 20:43  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.11.2023, 21:05 przez Sauriel Rookwood.)  

Sauriel zatrzymał się na parę chwil, wsłuchując w otoczenie i wpatrując w ciemność. Połowicznie rozpraszana przez sztuczne źródła światła cechowała się prawdziwym letnim jazgotem, kiedy dodasz do tego już krzyczący i wiwatujący tłum. Jedni śpiewali, inni gwizdali, a jeszcze inni krzyczeli coś, co być może składało sięę nawet na zdania, a nie na totalny bełkot, ale Sauriel nie wsłuchiwał się nawet w to, o co chodzi. Przesunął wzrokiem po okolicy, pozornie leniwie, niedbale obracając pierścień na palcu.

Obrócił się w kierunku sieci fiuu, kominka, kiedy Stanley zapytał, czy go zablokuje. Owszem, zablokuje. Skupił na nim spojrzenie przez moment, by niewidzialna siła rozerwała go od środka. Kawałki kamienia odpadły, uderzyły w ściany, a płonący ognik dający znać, że z siecią fiuu wszystko jest w porządku po prostu zgasł. Sauriel nie do końca znał się na innych formach blokowania sieci fiuu. Zgodnie z planem - z powrotem wtopią się w tłum... o ile wszystko zgodnie z planem pójdzie. A jak nie to będą robić to, co zawsze. Improwizować. Prychnął, wychodząc w kierunku Stanleya i skierował się tam, gdzie umówili się czekać na Anthonyego. Albo Pana T, jak to tajemniczo zabrzmiało.

- T... prawie jak nasz Pan Zagadka. - Dobrze, że Stanley nie mówił jego imienia, bo chociaż Sauriel był przekonany, że nikogo tutaj nie ma, to przezorny zawsze ubezpieczony. - Wydaje się dobrym chłopakiem. - Sauriel... nie był mistrzem utrzymywania relacji. Pewnie coś miało z tym wspólnego to, jakie pisał listy. Na pewno to musiało być to. I to, że wolał siedzieć na najwyższym szczycie najwyższej wieży, by patrzeć z góry na ludzi, niż spoglądać im w twarz i przeprowadzać konwersacje. Wbrew pozorom nigdy nie był nadmiernie imprezowy i w zasadzie to nie lubił nawet tłumów. Za to był bardzo dobry w psuciu relacji. W tym powinni mu wręcz przyznać medal. W każdym razie dał się polubić.

To przyjemne uczucie polowania nie opuściło go. Było to widać w jego ruchach i krokach, po skupionym spojrzeniu, zamiast koronie ze znudzenia na skroni. Czuł to. Czuł całym sobą, że tutaj będzie więcej zabawy niż z kilkoma mizernymi chłystkami w pubie imiennika Stanleya. Nie był nawet przy tym nadmiernie rozmowny, bo niemal czuł już tą krew i zapach dymu w nozdrzach, którego samo wyobrażenie przeszywało jego ciało dreszczem. Jak dziecko, które miało dostać wcześniej prezent na Boże Narodzenie.



Rzut na percepcję
Rzut Z 1d100 - 14
Akcja nieudana


Rzut na kształtowanie
Rzut Z 1d100 - 13
Akcja nieudana

Rzut Z 1d100 - 98
Sukces!


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
Kapryśny Dziedzic
"Have some fire. Be unstoppable. Be a force of nature. Be better than anyone here and don't give a damn about what anyone thinks."
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Anthony jest wysokim i dobrze zbudowanym facetem, schludnym i przeważnie elegancko ubranym, zważywszy na swoją pozycję.. Ma burzę brązowych, niesfornych włosów - delikatnie kręconych i duże oczy. Gdy się uśmiecha, czasem pojawiają mu się dołeczki w polikach i ma ten charakterystyczny, zadziorny wyraz twarzy. Lubi nosić zegarki, na palcu ma sygnet rodowy. Jeśli nie korzysta z teleportacji, spotkać go można na motorze.

Anthony Ian Borgin
#3
06.11.2023, 23:02  ✶  
Szkocja była bardziej wietrzna niż Anglia. Powietrze pachniało trochę lepiej, ale krajobrazy dookoła były bardziej wiejskie, sam Edynburg był może i ładniejszy w centrum od stolicy Anglii, ale na obrzeżach było, jak u plebsu. Poruszył się niespokojnie, ławeczka nie była wygodna. Jak ustalili, tak siedział z przyklejonym uśmiechem do mordy i cieniem niezadowolenia w oczach, ignorując zaczepki wątpliwego pochodzenia towarzystwa. Oh, ile on by dał za papierosa i coś dobrego do picia, a dodatkowo jakiś zawzięty kibic w szaliku zjadł chwilę wcześniej ciepłego burgera lub hotdogga, nie mógł się dokładnie przyjrzeć. I narobił mu apetytu. Zerknął na zegarek ukradkiem, poprawiając swój ciemny płaszcz. Wskazówki leniwie przesunęły się na właściwą porę, a Anthony odszukał wzrokiem swojej ofiary, podnosząc się z miejsca. Miał go wyciągnąć, więc to zrobi. Młody Borgin był może postrzegany, jak klaun i niewiele w nim było powagi, ale gdy przychodziło do obowiązków, był paskudnie sumienny i upierdliwi, przez co tak szybko awansował i piął się w górę kręgów władzy swojego departamentu, docelowo pragnąć szczytu. Byłby doskonałą głową Skarbu Państwa, szczególnie biorąc pod uwagę jego umiejętności kaligrafii oraz hipnozy, które mogłyby rozwiązać wiele problemów w bardzo krótkim czasie.
- Oh, dobry wieczór Panu! Dawno się nie widzieliśmy. Co za ekscytujące spotkanie, prawda? - zaczął nonszalancko, obdarzając jegomościa przenikliwym spojrzeniem, szukając tej krótkiej sekundy, która na skorzystanie z hipnozy była najlepsza. To moment, gdy pierwszy raz przy spotkaniu przecinały się tęczówki, a mózg jeszcze nie do końca przetworzył głos i aparycję napotkanej jednostki. Objął go ręką, a gdy napotkał zaskoczone i brzydkiego koloru ślepia, skupił się na nich aż nieprzyzwoicie, wykorzystując swoje umiejętności. - Uważam, że powinien Pan teraz ze mną pójść, bo mamy do obgadania ważne sprawy.
Jego ton głosu się zmienił, był niższy i zwyczajnie trudno było sprzeciwić się sposobowi, w jaki mówił oraz spoglądał w oczy czarodzieja. Zrobił oczywiście rozeznanie, przy użyciu hipnozy z zaskoczenia na tak słabej jednostce, nie powinien mieć żadnego problemu z osiągnięciem sukcesu, ale miał oczywiście gotową wymówkę i kolejną sztuczkę, gdyby nie udało mu się to tak, jak od lat ćwiczył na mugolach. Metoda bez wisiorka nie zadziałałby na Staszka lub Sauriela, byli zbyt silny i mieli zbyt pewne siebie charaktery, co znacznie wpływało na siłę ich woli. Tony był komornikiem, znał się na rozmowach z ludźmi i urabianiu ich, sprawianiu, że Ci samodzielnie odchodzili do podsuwanych przez niego wniosków. Miał więc w pogotowiu papierosa i obszerną odpowiedź na to, dlaczego chciał go zabrać z meczu drużyny, którą ten głupek tak kochał.

Na zauroczenie, hipnoza

Rzut PO 1d100 - 9
Akcja nieudana

Rzut PO 1d100 - 65
Sukces!
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#4
08.11.2023, 21:08  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.11.2023, 21:12 przez Stanley Andrew Borgin.)  

Drzewo dawało im trochę cienia mimo, że na dworze było już dużo ciemniej, niż jeszcze kilka godzin temu. Sauriel rzeczywiście zadał pytanie na które miał zamiar za moment odpowiedzieć. Stanleyowi udało się transmutować swoje szaty jak i Rookwooda - tak samo jak udało im się dzięki temu uciec z Beltane. W ten oto sposób stali w maskach oraz szatach i mogli wreszcie zacząć się do siebie zwracać według swoich alter ego - Vulturis i Pardus - To prawda. Jest. Co więcej, jest za dobry na to wszystko - wzruszył lekko ramionami. Tak właśnie Borgin odbierał Tośka. Anthony może miał swoje za uszami ale był dobrym chłopakiem mimo wszystko. Lekko może zagubionym ale na pewno bez takich chorych odpałów jak pozostała dwójka, która była wraz z nim na meczu.

Gdyby nie mieli zasłoniętych twarzy, Pardus mógłby dostrzec pytający spojrzenie gotowy? ale jako, że nie był w stanie tego zauważyć, Vulturis po prostu ruszył do przodu, korzystając z osłony drzew aby po krótkiej chwili znaleźć się przy wieży. W głębi duszy liczył, że Borginowi Juniorowi udało się zrobić swoją część i zaraz będzie po wszystkim.

Kiedy tylko znaleźli się przy wejściu, Stanley rozejrzał się i dostrzegł, że nikogo nie ma wokół - Czysto - rzucił w kierunku towarzysza - Zapraszam - odchylił kawałek materiału, wpuszczając Rookwooda do środka by wejść zaraz po nim. Mieli jeszcze z minutę, może dwie zanim T powinien się tutaj zjawić. Nie trzeba było podnosić zbędnego rabanu... a na pewnie jeszcze nie teraz. Mieli w końcu jakiś plan i na razie się go trzymali. Można by zapytać - "a co jak coś się nie uda"? No jak to co? No to trudno. Coś się wymyśli na szybko albo będą zmuszeni ratować się ucieczką.

- Lada chwila powinien tu być - rzekł do Pardusa, opierając się o jedną z belek, które tworzyły konstrukcję całej tej wieży. Vulturis różdżkę miał w pogotowiu i czekał tylko na zejście Kaidena wraz z Tośkiem. Ten drugi wtedy będzie mógł uciec, a oni się zajmą ich "fanatykiem".



Rzuty na rozejrzenie się na dole czy wszyscy są zbyt zajęci meczem i czy nikt nie szwęda się na dole trybuny. Korzystam z percepcji.
Rzut O 1d100 - 82
Sukces!

Rzut O 1d100 - 18
Akcja nieudana

Rzut O 1d100 - 30
Akcja nieudana


"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#5
09.11.2023, 13:20  ✶  

Jeszcze dwa miesiące temu powiedziałby, że powinien go ochronić przed ich własnym losem. Bo czy to naprawdę była wolna wola, by opadać na dno za szaleńcem? Czy można było tego chcieć? Dzisiaj była tylko cisza i zastanowienie. Nostalgia za tym, co zgasło i opuściło jego zimne ciało. Równie chłodny był jego umysł. To przecież było oczywiste, że nie możesz chronić tych, którzy musieli zostać poświęceni w tej niesłusznej wojnie. Ale to, kto miał rację, mieli dopiero opisać zwycięzcy. Ten, który ustanie na końcu wśród morza ciał, złamanych serc i umysłów będzie tym, który napisze swoją wersję historii. I może kiedyś ktoś sięgnie po tajemnice kryjące się za kurtyną, spróbuje zobaczyć, jak wszystko wyglądało z drugiej strony medalu. Sauriel, w swoim spojrzeniu na wieczność, zastanawiał się czasem, jak świat ich zapamięta. Jak wielkimi zbrodniarzami zostaną we dwójkę, ile win ich własnych i ile tych, których się nie dopuścili, zostanie podpięte pod ich konto. A postaci Anthonyego było coś nostalgicznego. Wspomnienie tego, czego nie utrzymali w swoich dłoniach, chociaż Sauriel się naprawdę starał. A teraz już chciał płynąć z tą falą, bo było mu dobrze, było łatwiej. Konieczność zamieniła się w przyjemność. Chyba Stanley chciał tego samego. Oto wykazywali obojętność wobec tego, że ich druh mógł zostać zniszczony tak samo jak oni. Akceptowali to i po prostu czekali. Tak jakby wtedy mogli powitać go jak dawno wyczekiwanego przyjaciela. Przekroczyłeś próg, gdzie człowieczeństwo coś znaczyło i stałeś w czerni, która była absolutnością wspaniałą - ponieważ wybaczała. Czegokolwiek byś nie zrobił - ona wybaczała.

Skinął w potwierdzeniu, że owszem - był gotowy. Ruszył za przyjacielem i przeszedł pod płachtą materiału, spoglądając na belki wokół tworzących skomplikowaną konstrukcję trybun. Przesunął się w bok - wyglądał prawie tak, jakby stopił się z cieniami panującymi tutaj, kiedy zamarł w zupełnym bezruchu. Gdyby nie wiedzieć, że tam stoi, to bardzo łatwo było go przegapić w tej czarnej szacie. Jak ten cień, który miga w kąciku oka, ale zdajesz sobie sprawę z tego, że jest tylko jednym z nocnych mar, które nie mogą uczynić ci krzywdy. A może jednak..? W niektórych miejscach ciemność była o wiele gęstsza i zbierała całe wiadra strachu po swojej stronie.

- Czynisz honory? - Sauriel mógł przyjąć formę... skrzydłowego. W końcu to była umówiona randka ze Śmiercią.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
Kapryśny Dziedzic
"Have some fire. Be unstoppable. Be a force of nature. Be better than anyone here and don't give a damn about what anyone thinks."
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Anthony jest wysokim i dobrze zbudowanym facetem, schludnym i przeważnie elegancko ubranym, zważywszy na swoją pozycję.. Ma burzę brązowych, niesfornych włosów - delikatnie kręconych i duże oczy. Gdy się uśmiecha, czasem pojawiają mu się dołeczki w polikach i ma ten charakterystyczny, zadziorny wyraz twarzy. Lubi nosić zegarki, na palcu ma sygnet rodowy. Jeśli nie korzysta z teleportacji, spotkać go można na motorze.

Anthony Ian Borgin
#6
15.11.2023, 22:17  ✶  
Każdy miał swojego potwora, który potrzebował tylko odpowiednich okoliczności, aby się przebudzić. Nie istnieli ludzie dobrzy, tylko po prostu tacy, którzy nie mieli powodu wyjść ze strefy komfortu i miłych spojrzeń, które oferowało społeczeństwo dla tych uczynnych. Gdyby zapytać samego Tośka, nie nazwałby się osobą dobrą — raczej egoistyczną. Uśmiechnął się raz jeszcze, dostrzegając tę zmiane w tęczówkach człowieka, którego miał stąd wyprowadzić — trafiony, zatopiony.
- Ah, oczywiście, oczywiście. Koniecznie musimy porozmawiać! - przytaknął entuzjastycznie, skupiony już bardziej na młodym Borginie, niż na swojej ukochanej drużynie. A ta wcale nie była taka dobra, Lou i Atre lepiej latali na miotle, ale powstrzymał się od komentarza, przytakując i zapraszając go gestem ręki, aby za nim poszedł w stronę zejścia z trybun. Czy czuł, jakby prowadził biedną świnkę na egzekucję? Nie, lubił smak bekonu i było mu to absolutnie obojętne. Stanley potrzebował jego pomocy, nic innego nie miało znaczenia. Szedł więc za Kaidenem, trzymając dłonie w kieszeniach. - Nasza rozmowa nie może dłużej czekać, a w tym hałasie, doprawdy, nic bym nie usłyszał! O czym właściwie chciał Pan porozmawiać, Panie..?
- Dowie się Pan wszystkiego, jak tylko będziemy na dole, ledwo Pana tu słyszę i paskudnie na tej klatce śmierdzi. - odparł ze spokojem, mimowolnie wzruszając ramionami. Spojrzenie miał utkwione w czubkach swoich drogich trzewików, bo przecież szanowany komornik z Departamentu Skarbu Państwa nie mógł chodzić, jak fleja, mugol lub biedak. Zastukał palcami dłoni, które tkwiły ukryte w jego spodniach.
- Podoba się Panu dzisiejszy mecz?! Są niesamowici, prawda?
Wywrócił oczami, powstrzymując się od odpowiedzi, bo dotarli do umówionego miejsca, zostawiając schody i tłum za sobą. - Nie jest Pan fanem sportu? - odwrócił głowę w stronę Anthonyego, jednak ten jedynie wyprostował głowę i utkwił spojrzenie w dwóch sylwetkach, które wyróżniały się na tle konstrukcji. Dopiero po chwili chwycił spojrzenie mężczyzny.
- Niech Pan nie używa teleportacji, nie robi szumu. To poważna rozmowa. - rzucił tylko, pół żartem i pół serio, nie bardzo wiedząc, czy rozkaz rzucony w ten sposób faktycznie zadziała. - Ci Panowie bardzo chcieli Pana spotkać.
Przekręcił głowę na bok, uśmiechając się i wciąż trzymając ręce w kieszeniach, westchnął, przenosząc wzrok na swojego brata oraz przyjaciela i przytaknął, sugerując, że ich zabawka była gotowa i właściwie to wszyscy byli tak pochłonięci tym meczem, że nikt nie zauważył niczego podejrzanego.

Rzut PO 1d100 - 27
Akcja nieudana

Rzut PO 1d100 - 87
Sukces!
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#7
18.11.2023, 11:06  ✶  

Czas tykał i Stanley mógłby przysiąść, że właśnie wybiła odpowiednia pora. Pora o której Anthony miał się zjawić z ich całkiem niespodziewanym gościem, tudzież prezentem, który miał im właśnie zgotować los. Niejako nagrodą za cały trud wyprawy do górzystej Szkocji. Dla osoby nie zorientowanej w temacie, żyjącej w błogiej bańce nieświadomości i świętym przekonaniu o własnym bezpieczeństwie, ta dwójka mężczyzn, którzy stanowili niejako tło wraz z płachtą i konstrukcją całej wieży, byli nikim ważnym. Niestety, a może właśnie dobrze, że prawda była całkowicie inna - Czynię honory, a na pewno pierwszy cios będzie mój - przytaknął na słowa Sauriela, mimowolnie wykonując podobny gest głową - Ale jakby mnie trochę poniosło... - zaczął, przenosząc swój wzrok w jego kierunku. Oczywiście Borgin pił do tego, że był wielkim fanatykiem cruciatusów, więc dużo bardziej stawiał cierpienie swoich ofiar na piedestale, niż ich szybsze pozbycie się Avadą czy innym czarem ofensywnym - To po prostu go dobij - skwitował, niejako zostawiając wolną rękę do działania Rookwoodowi. Prawda była też taka, że bez słowa by się dogadali - w końcu zależało im na powrocie w jednym kawałku do domu. Na każdego z nich ktoś tam w Londynie przecież czekał.

Na dole zaraz pojawił się Tosiek wraz z ich gościem specjalnym, a Stanley uśmiechnął się pod maską - zawsze tak robił na widok swojego kuzyna-brata. Biedny Kaiden musiał być w szoku kiedy ktoś wycelował w jego kierunku różdżkę i zaraz cisnął go cruciatusem, chcąc rzucić go na kolano, wszak przyszło zapłacić za swoje grzechy - Tu cię zapędziły twoje poglądy... - rzucił pod nosem, ponownie celując różdżką w mężczyznę, którego mieli się pozbyć i czym prędzej potraktował go Avadą, a zielona łuna zaraz wypełniła to małe pomieszczenie, rozbijając się na boki. Z tej całej ekscytacji, Stanley musiał aż na moment przymknąć oczy, nie widząc jeszcze czy jego działania przyniosły skutek ale to nie miało teraz znaczenia. Zaraz miała nastąpić druga salwa, która w razie czego by go sprzątnęła z ziemii. A jeżeli ich słodki aniołek już spał - należało rozpocząć proces oczyszczania wieży i wezwania Mrocznego Znaku.

Anthony spisał się na medal - mógł już uciekać, lekko nawet wrzeszczeć, sugerując, że coś go właśnie przestraszyło. Skinął głową w kierunku płachty, którą mógł opuścić wieżę, dając znak Borginowi Juniorowi, że może się zawijać. Nie było sensu dalszego ryzykowania jego zdrowia, życia czy reputacji.


Rzut na cruciatusa w kierunku Kaidena. Korzystam z nekromancji.
Rzut PO 1d100 - 50
Sukces!

Rzut na avadę w kierunku Kaidena. Korzystam z nekromancji.
Rzut PO 1d100 - 29
Akcja nieudana


"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#8
19.11.2023, 14:12  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.11.2023, 14:13 przez Sauriel Rookwood.)  

W całym jestestwie Stanleya rozumiał wszystko. Wszystko oprócz jednego - skąd u niego takie zamiłowanie do sprowadzania bólu na ludzi. Skąd to podniecenie wynikające z... ach nie, chyba rozumiał. Kiedy myśl wkraczała na magiczne słowo "podniecenie", a potem dodawałeś do tego ten słodki obraz wraka zamiast człowieka, który został zrównany do roli kundla podłogowego, któremu nie pozostało nic poza łkaniem o przetrwanie, zaczynałeś rozumieć, dlaczego ktoś może lubić przynosić ból. Wtedy człowiek był przy kontroli. Wtedy mogłeś naprawdę coś znaczyć  w swoim mikrouniwersum, jakie kręciło się tylko i wyłącznie wokół ciebie. Stanley miał talent do tego, żeby kompletnie niepozornie prześlizgiwać się wśród ludzi. Taki wariacik, trochę niepełnosprawny umysłowo, jakby miał dodatkowy chromosom czy ki chuj. Porzuca trochę dziwnymi tekstami, pożartuje, poleni się, żeby czasem potem nikt od niego nie wymagał więcej (a to już Sauriel rozumiał bardzo dokładnie), a potem cię zaskoczy. To nie będzie nagłe. Odkryjesz to dopiero, kiedy wejdzie ci już pod skórę i uzmysłowisz sobie, że ta lepka, słodka manipulacja zawsze zawierała w sobie ziarenko tej niepozorności. Że ta swoboda i wolnomyślicielstwo zaklęte były czymś więcej - i nie zatrzymywały się na głupocie. Fergus kiedyś powiedział Saurielowi, że w oczah drugiego człowieka odnajdywało się jego duszę - ale w oczach Sauriela przyglądało się swojej własnej. Czasem, tak jak w chwilach takich jak ta, czarnowłosy widział odbicie swojej duszy w oczach Stanleya. To był wyższy poziom intymności, do którego mógłby mruczeć gardłowo jak stary kocur, grając na strunach głosowych zamiast na strunach gitary. Dotknąć czyjejś duszy - to wykraczało poza cielesne zamiłowania. Ale może to było tylko pierdolenie wampira, który nawet za życia nigdy nie lubił, jak za dużo się go tykało.

Anthony był takim specjalnym płatkiem śniegu, który kładł odrobinę bieli na tę płaszczyznę czerni. Chciało się go chronić. Chciało się go bronić. Pozostało echo dawnych przyzwyczajeń i pragnień, kiedy tych, którzy jeszcze mieli szansę, chciałeś trzymać jak najdalej. Chciałeś im pomóc. Czy tutaj było jeszcze co pomagać należało jednak nie do jego zastanowienia. Już na pewno nie teraz. Krzyk Kaidena zatonął we wrzawie z boiska. W krzykach ekscytacji, w kibicowaniu swoim zawodnikom. Tutaj ktoś hołubił Śmierć i to jej składano te okrzyki. Zielona łuna przyniosła rzeczywistość, albo takie miała zadanie. Opuścić kurtynę, złożyć hołd jednej z miłości Stanleya. Jak ofiara na ołtarzu między modlitwami. Ale zabrakło w tym woli. Ikry? Sauriel ani tego nie oceniał, ani nie zapisywał w głowie, bo emocje potrafiły zaburzać sny - a tym bardziej zaburzały czary.

Sauriel złapał bezbronnego mężczyznę za włosy, stając nad nim, by poprawić uchwyt na jego twarzy, a jedną nogą docisnąć jego klatkę piersiową do ziemi. Nie było wiele władności w jego mięśniach, kiedy skręcały go konwulsje bólu i jeszcze zakaz Anthonyego, żeby się nie bronił. Junior Borgin zrobił kawał dobrej roboty. Pozostało ją dokończyć. Napiął mięśnie. Trzasnął kark. I krzyki umilkły.

- Lecimy dalej.


Rzut PO 1d100 - 66
Sukces!

Rzut PO 1d100 - 79
Sukces!


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
Kapryśny Dziedzic
"Have some fire. Be unstoppable. Be a force of nature. Be better than anyone here and don't give a damn about what anyone thinks."
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Anthony jest wysokim i dobrze zbudowanym facetem, schludnym i przeważnie elegancko ubranym, zważywszy na swoją pozycję.. Ma burzę brązowych, niesfornych włosów - delikatnie kręconych i duże oczy. Gdy się uśmiecha, czasem pojawiają mu się dołeczki w polikach i ma ten charakterystyczny, zadziorny wyraz twarzy. Lubi nosić zegarki, na palcu ma sygnet rodowy. Jeśli nie korzysta z teleportacji, spotkać go można na motorze.

Anthony Ian Borgin
#9
22.11.2023, 22:48  ✶  
Uśmiechnął się do Stanleya, kiwając głową i sugerując tym samym, że fanatyk latania na miotle i tutejszej drużyny sportowej jest do jego pełnej dyspozycji, a do tego pozbawiony możliwości ewentualnej teleportacji. Strzepał z ramienia niewidzialny pyłek i poprawił marynarkę, zupełnie ignorując trwające zamieszanie. Oczywiście, facet miał rodzine — był czyimś synem, może bratem czy ojcem i trochę paskudnie, że nie wróci do domu, ale lepiej on niż Sauriel lub Stanley. Świat w ostatnich miesiącach był bardziej brutalny i bezwzględny, niż dotychczas i Antek miał wrażenie, że zaczęło obowiązywać prawo dżungli — zjedz lub zostań zjedzony. A może zawsze tak było, tylko dopiero teraz zaczął to wszystko dostrzegać i rozróżniać? Ostatnie miesiące znacznie zmieniły jego postrzeganie świata, znieczulały go na ciągle występujące dookoła nieszczęścia. Miał właściwie głęboko w poważaniu to, czy wszystko dookoła płonęło, czy też nie, dopóki jego najbliżsi byli bezpieczni. Potrzeba zapewnienia im bezpieczeństwa kosztem wszystkich i wszystkiego stawała się coraz silniejsza, jakby powolnie próbowała przedrzeć się na miejsce tej, która kierowała nim przecież od lat — żyć po swojemu, według własnych zasad. Facet cierpiał, był niczym ryba wyjęta na brzeg, pozbawiony szansy na ucieczkę, a jego usta otwierały się i zamykały, gdy próbował złapać powietrza. Gdy podniósł ponownie spojrzenie na śmierciożerców, Ci zdawali się dobrze bawić. Byli mroczni i pokręceni jak zaginieni bliźniacy. Uzupełniali się w jakiś sposób. Chciał ich chronić, jak oni jego, chociaż on wcale nie nazywał ich płatkiem śniegu. Rookwood miał szczęście, że Antek nie umiał czytać w myślach, bo na pewno by się obraził, może nawet tupnął nóżką. Jedyne co mógł zrobić, to zapewnić im brak pościgu za skazaną na śmierć ofiarą.
- Nie dajcie się tylko złapać. - rzucił w ich kierunku, sięgając do kieszeni spodni po różdżkę i niedbale machnął, rzucając zaklęcie w stronę jednej ze ścianek konstrukcji, a potem kiwnął w ich stronę głową, ruszając w stronę wyjścia. Nie mógł sobie pozwolić na rozpoznanie, a zaraz zacznie się przecież prawdziwe zamieszanie. Narażanie kariery i twarzy, nazwiska Borgin nie było mądre, nawet jeśli perspektywa zostawienia ich tu samych mu się zupełnie nie podobała. Byli zgranym duetem, uzupełniali się — o czym utwierdził go w przekonaniu nieprzyjemny odgłos pękających kości gdzieś za plecami. Sauriel urywał mu głowę? Oby nie. Nie odwrócił się jednak, znając zasady. Zapach palonego drewna wdzierał mu się subtelnie do nosa, napędzał chęć sięgnięcia po papierosa. Nie wyszedł jednak głównym wejściem za dwójką przyjaciół, poszedł drewnianym tunelem pod kolejną trybunę, szybkim krokiem, niknąc gdzieś w półmroku i skorzystał z innego sposobu, innej bramki, na opuszczenie trybuny meczu.

Kształtowanie na podpalenie
Rzut Z 1d100 - 81
Sukces!

Rzut Z 1d100 - 74
Sukces!


Postać opuszcza sesję
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#10
03.12.2023, 19:33  ✶  

Czar nie zadziałał tak jakby to sobie Vulturis założył... ale cruciatus już tak. Może tak naprawdę to tego oczekiwał? Może nie chciał rzucać tej avady? Mniejsza o to. Pardus poradził sobie idealnie. Złapał mężczyznę i niczym drapieżnik na polowaniu, pozbył się ofiary. Chwila moment i już go nie było. W tym wypadku... wilk syty, a owca martwa.

- Nie damy - odparł Anthony'emu, a następnie zaczął przyglądać się jak ogień zajmuje łapczywie kolejne drewniane elementy. Korzystając z okazji, że kawałek materiału już zdążył się spalić, podszedł minimalnie bliżej i wykorzystując lukę, która powstała - dotknął swojego znaku na przedramieniu, a chwilę później na niebie zagościł dobrze im znany znak - Mroczny Znak. Dało się usłyszeć poruszenie, może jakąś panikę na trybunie nad nimi.

Borgin Junior już zdążył zniknąć, a oni mieli jeszcze chwilę zanim opuszczą to miejsce. Vulturis uniósł swoją różdżkę do góry, którą następnie skierował w kierunku schodów. Miał zamiar je wysadzić, a przynajmniej spróbować, aby utrudnić ucieczkę pozostałym osobom. Nie czekając dłużej - zrobił to.

Kiwnął głową do Pardusa, że to już czas na opuszczenie tego meczu. Wszystko zresztą wskazywało, że zaraz miał zostać przerwany. Niestety nie mieli czasu, aby napawać się tymi wszystkimi zniszczeniami, tym wszystkim co tu się właśnie stało. Kaiden leżał na ziemi, nie dając żadnego znaku życia, a wieża w której zasiadał - właśnie płonęła.

Dwójka Śmierciożerców wydostała się tak samo jak tu się dostała - przeszli pod plandeką, która otaczała konstrukcję wieży. I ruszyli ile sił w nogach w kierunku lasu. Ogień za ich plecami trawił kolejne elementu konstrukcji, krzyk był zdawał się dobiegać zewsząd. Wiedział, że Pardus jest dużo sprawniejszy i że da sobie radę, a Vulturis wykorzystał swoją umiejętnosć teleportacji aby przenieść się bliżej lasu. Stąd mogli dalej uciekać razem, by po chwili transformować swoje szaty i maski w jakieś płaszcze - tak samo jak przy ucieczce z Beltane.

Czarny Pan 1, Gargulce z Edynburga 0?


Dwie próby ukształtowania ciśnienia, które rozsadzi trybuny. Korzystam z kształtowania.
Rzut N 1d100 - 24
Akcja nieudana

Rzut N 1d100 - 16
Akcja nieudana


Koniec sesji


"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Ian Borgin (1214), Sauriel Rookwood (1230), Stanley Andrew Borgin (1578)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa