- Ty jesteś głupi czy głupszy? - Zapytał, kiedy Stanley walnął o tych burkach. - Wiesz co to Disneyland a nie wiesz, że "burki" to określenie na psy? - Ten człowiek był po prostu czasami niemożliwy, nigdy nie wiedziałeś, co mu przyjdzie do głowy, co powie, z czym wypali. W ogóle... czemu on przyrównał to do kobiet, skąd mu się to wzięło? I oto więc pytanie, czy jesteś gotowy na odpowiedź, więc i czy chcesz o to pytać. Sauriel nie był. Jeszcze by Stanley obraził Victorię i co? Pokręcił głową, kiedy ten zaczął gadać o Mulciberze, chociaż to akurat nie na to kręcił głową tylko nadal do tych burek.
- Nom. Jakieś tam kuzynostwo, piąta woda po kisielu. Nie wiem. - Sauriel nigdy nie był nadmiernie przywiązany do rodzinnych więzów, ale byli. - Co lepsze jego matka też miała na imię Anna. - Wskazał trzymanym nożem na Stanleya, tak jakby była tutaj jakakolwiek wątpliwość co do tego, o kim mówi. No przecież nie o Atreusie, z nim łączyło go co najwyżej to, że mocno się trzymał z braciami Borginami i Louvainem tworząc ekipę szkolnych bożków. Każdy miał swoją rolę i każda dziewczyna miała do kogo wzdychać. Sauriel też miał tam swoją rolę - samotnika. Ale i tak często był z nimi gdzieś tam widywany na szkolnych korytarzach.
Uniósł brew patrząc na Atreusa, ale to był cały komentarz dotyczący wkładania sobie noża w dupę. Nawet nie zaśmianie się czy warknięcie sugerujące, że żart przekroczył jego tolerancję (albo nie trafił w dobry humorek), tylko zostało to przemilczane. Za to miał ochotę sprawdzić, czy nadal celnie potrafi nożem rzucać, przez moment układając palce na ostrzu, ale sobie darował. Dwójka aurorów i dwóch Śmierciożerców przy jednym stole. To dowcip sam w sobie. Nie wymagał żadnej kontynuacji. Łączyli siły w poszukiwaniu idealnych ogórków w słoikach, żeby Stanley mógł sobie zagryzać do wódeczki. Poszedł sobie do krańca stołu, zabrał jedną deskę i położył swojego zdobycznego ogórka. Gdzie kucharek sześć tam nie ma co jeść, jak to mawiają, a on miał artystyczną wizję do spełnienia.
- To zależy. - Odparł usłużnie w kierunku Stanleya na pytanie, czy coś mu się stało. - Twoja szafka próbowała mnie zabić, bo zapomniałem, że ją otworzyłem. - Dzięki Bogu - wampira trudno było ubić, szafka nie miała miotacza ognia. Win win situation. - Kto ma wiedzieć jak nie Ogórkowidząca. - Tymczasem Sauriel pochylił się nad swoim ogórkiem. Okej, no wiedział, jak wbić komuś nóż pod żebra - ale wbić nóż w ogórka? Tym nie mniej artysta wziął się do roboty. - Widziałem ostatnio mydło z ogórków. I wódkę. Niekoniecznie obok siebie i w tej kolejności. - Tak, przez Stanleya już WSZĘDZIE widział te ogórki. Zresztą dowód na to miał zaraz powstać. Pierwsza próba zakończyła się niepowodzeniem, druga też się rozpadała, to jeszcze nie to. Więc sobie ciachał dalej. Normalnie przy trzeciej już rzuciałby tym ogórkiem, jego pokrojonymi częściami i samym nożem - ale nie. Jak Sauriel sobie coś umyślił, że to zrobi, to owszem, potrafił się szybko wkurwić, ale robił to, dopóki nie dotrze do celu. Dopóki się nie uda. Nie istniało coś takiego jak "niemożliwe". Choć... tak, istniało. To, co dotyczyło znaku na jego lewej ręce.
Zapytacie, co powstało z ogórka w dłoni Sauriela?
Ano, tak po prostu. Krzesełka.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
![[Obrazek: 8fb1607505fd318bab0441eceec29c0c.jpg]](https://i.pinimg.com/564x/8f/b1/60/8fb1607505fd318bab0441eceec29c0c.jpg)