Rozliczono - Rodolphus Lestrange - osiągnięcie Badacz Tajemnic I
Kingston upon Hull
W Anglii padał śnieg. To była zima z prawdziwego zdarzenia - mróz szczypał w policzki, różowił je i czerwienił nosy. Sprawiał, że dzieci się śmiały, a zakochani dorośli podziwiali biały puch. Ci młodsi rzucali się śnieżkami, a ci starsi podziwiali skrzące się w słońcu płatki. Niby takie same, a jednak każdy inny. Jutro miała być Wigilia - prawie wszyscy mieli przygotowane prezenty i szykowali się do powrotu do domu, by móc spędzić noc przed Gwiazdką w gronie najbliższych. Ostatnie dzieciaki chwytały promienie słońca podczas jazdy na sankach i lepieniu igloo. Zaraz rodzice zawołają ich do domów i położą spać, a maluchy nie będą w stanie zasnąć z podekscytowania.
W kilka dni po wykonaniu zadania od Czarnego Pana Rodolphus zniknął na jeden dzień, by móc w spokoju dokończyć eksperyment. Jeden z wielu, które prowadził przez ostatnie lata. Część jego badań została opublikowana, jednak nie chciał się nimi w całości chwalić. Jeszcze nie teraz. To, co robił obecnie, miało być przełomowe. Miało być czymś, co na zawsze zmieni świat czarodziejów i mugoli. Sprawi, że te dwa światy zostaną oddzielone grubą krechą. Był jednak jeden problem - wyniki nie mogły wyjść poza mury tej pracowni, przynajmniej na razie. Pracowni, którą była zaadaptowana chatka, chroniona magicznymi zabezpieczeniami. Już niedługo miała pójść z dymem, tak jak dom szlam, który razem z Bellatrix odwiedzieli nie dalej jak trzy dni temu. W Dolinie Godryka już nigdy nie będzie tak samo.
Na samo wspomnienie o masakrze, jaką urządzili, poczuł przyjemny dreszcz ekscytacji. Ostrożnie odłożył pióro. Dbał o porządek, nienawidził gdy wokół niego panował bałagan. Nie potrafił się wtedy skupić, a teraz potrzebował pełni skupienia. Niezwykle jasnymi, szarymi oczami spojrzał na pergamin, zapisany równym, kaligraficznym wręcz pismem. Kolejny list do osoby, z którą minął się o włos. Jedynej osoby, która znała ten adres. Nawet Bellatrix nie wiedziała, gdzie Rodolphus przeprowadza swoje eksperymenty. Te mniej legalne, oczywiście - bo oficjalnie pracował w Departamencie Tajemnic i miał do dyspozycji wiele miejsc i dobrowolnych uczestników.
Ale to nie było to samo.
Oni musieli czuć ból i strach, pierwotne przerażenie. Musieli być doprowadzeni na skraj. Dopiero wtedy synapsy reagowały tak, jak należy. Kolejne płaty i fałdy mózgu świeciły się, uaktywniając nieznane dotąd ośrodki i reakcje, ukazując prawdę, której tak się bali wszyscy oprócz nielicznych. Rodolphus westchnął i powoli wstał. Robert mu nie odpowie, jak zwykle. Jego eksperyment miał być przełomem, który zostanie ogłoszony po objęciu władzy przez Lorda Voldemorta. Był już na końcówce i chciał, by Mulciber o tym wiedział. Informował go co jakiś czas o postępach, tak jak wysyła się wiadomości do swoich idoli. Bez nadziei na odpowiedź. Trudno. Lestrange wierzył, że Robert je czytał, jednak nie bez powodu nie odpowiadał. Nie miał zamiaru naciskać - jego listy były pisane w wyważonym tonie, beznamiętnym i naukowym. Tak jakby deklamował mu co jadł na śniadanie.
Nie zdradzał oczywiście wszystkiego. Pilnował, by balansować na krawędzi tego, co zakazane, a co dozwolone, w razie gdyby ktoś przechwycił korespondencję. Wiedział, że Robert mimo różnicy wieku był jego bratnią duszą. Byli tacy sami, jednak urodzili się w innych okolicznościach - przez to mieli osiągnąć zupełnie inne rzeczy. Wiedział, że odczyta podtekst i przybędzie w odpowiednim czasie: nawet po to, by zastać spalone zgliszcza i truchła osób, które przyczyniły się do rozwoju nauki i stworzenia nowego, lepszego świata.
- Nie mogłem was na długo zostawić - wymruczał do siebie, pieszczotliwie ujmując różdżkę w dłoń. Spojrzał na klapę w podłodze, starą i zardzewiałą. Miękko wyszeptał zaklęcie, które cicho uniosło ją do góry. Nie markował jednak kroków. Musieli słyszeć, że się zbliża do schodów.