Troszczenie się o rodzinę miało różne oblicza: Chester dbał o reputację swojej rodziny, pomimo wcielenia w szeregi popleczników Czarnego Pana większości jej członków starał się dbać o ich bezpieczeństwo, wynikająca z poczucia obowiązku troska o wnuki była w dużej mierze związana z myśleniem o przyszłości świata czarodziejów czystej krwi. Z tego właśnie względu starał się znaleźć odpowiednią kobietę dla swojego syna po to, aby podtrzymać czystość ich rodu oraz uzyskać dodatkowe korzyści dla nich, jako rodziny. Odpowiednio zaaranżowane małżeństwo niosło ze sobą stabilność, której w jego mniemaniu nie gwarantowały porywy serca. Podejmowane przez niego rozważania odnośnie poszukiwania dla siebie partnerki nie stały zbytnio w sprzeczności z jego poglądami, ponieważ miał za sobą całkiem udane i stabilne małżeństwo, w trakcie którego spłodził trójkę dzieci i niektóre z nich miały wnuki. Nie oznaczało to, że odpuściłby swoje standardy odnośnie czystości krwi kandydatki. Przez wzgląd na bycie ojcem trójki dorosłych dzieci, posiadanie kolejnych nie wydawało mu się priorytetem. Jednocześnie ich nie wykluczał. Będący jego bratem Eryk posiadał wyłącznie jednego syna, natomiast Albert stracił obu synów. Michael również założył rodzinę.
— W porównaniu do innych... odszczepieńców, z którymi miałem już styczność podczas tegorocznej Lithy, ten faktycznie wydawał się niegroźny. — Nie zamierzając wdawać się w szczegóły luźno nawiązał do tego niefortunnej próby kradzieży i naruszania jego nietykalności przez tego obscenicznie ubranego zboczeńca, którego miał nadzieję zastać w dniu jutrzejszym wraz z towarzyszką w ministerialnym areszcie, zatrzymanych na maksymalnie czterdzieści osiem godzin. Biorąc jednak pod uwagę swoje przypuszczenie, że jeden ze złodziei jest szlamą, tak wolałby zająć im się nim inaczej. Oficjalnie ograniczało go prawo, które mógł łamać jedynie gdy przywdziewał czarną szatę Śmierciożercy i ukrywał twarz za maską, w służbie Czarnemu Panu.
Uwadze Chestera nie uszedł wkradający się na policzki kobiety rumieniec, nawet jak starała się odwrócić wzrok. Nie wypadało mu tego w żaden sposób komentować. Zwłaszcza jak otrzymał za niego stosowne podziękowanie, tak samo jak jego brat... będący bardziej bezpośrednim od niego.
— Proszę się nie krępować i zostać tak długo, jak pani uważa za stosowne. — Chester podzielał zdanie swojego brata odnośnie obecności Camille. Chester potrafił radzić sobie z takimi ludźmi. Zwrócił za to uwagę na sposób, w jaki Eryk wypowiedział te słowa, z radością w głosie. Nie wiedział, że to ma związek z powrotem do czasów ich wspólnego dzieciństwa. Widział że Eryk uśmiechał się błogo, że spoglądał w bezchmurne niebo i przetrząsał kieszenie. Zmrużył powieki, dostrzegając to skupione na nim dziwnie rzewne spojrzenie. Nie uszło to jego uwadze, że nachylał się niemu. Chciał powiedzieć coś na osobności?
W tym czasie pod namiot, pod którym stali, wszedł czarodziej ze swoją partnerką, która niosła pluszowego jednorożca, którego posiadanie przykuło uwagę wnuków Chestera. Chłopcy po zjedzeniu waty cukrowej do końca ożywili się i zaczęli domagać się podobnych maskotek. Chester postanowił zapytać pary o to, gdzie można takie dostać. Spodziewał się, że można było gdzieś tutaj je zakupić, a to okazało się, że trzeba było je wygrać.
— Spróbujemy z wujkiem wygrać je dla was. — Spojrzał znacząco na Eryka. Jedna maskotka dla dwóch chłopców okaże się niewystarczająca i stanie się kością niezgody. Nie obiecywał im, że na pewno je wygrają, bo wiedział jak wyglądają tego typu zabawy. Podejście do tego stoiska stanowiło kolejną sposobność do dojrzenia swojego syna i jego żony, z którymi miał się tutaj spotkać.
— Zechce nam pani towarzyszyć? — Zapytał Camille, po tym jak doczyścił buzie i ręce chłopców z waty cukrowej. Miał na uwadze to, że ona chciała pozostać przy nich przez chwilę z powodu kontaktu z tamtym dziwakiem.