• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Bliskie Okolice Londynu v
« Wstecz 1 2 3 Dalej »
[21.07.1972] Zbrodnia, kara czy fiasko?

[21.07.1972] Zbrodnia, kara czy fiasko?
Widmo
Nie mam nic do ludzi.
Nawet szacunku.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Co się rzuca w oczy, gdy do pomieszczenia wchodzi ON? Jego wzrost (197 cm). Jest gigantem, umięśniony, dba o to, aby być silnym fizycznie. Jest to jego atut. Ma na ciele sporo blizn ze spotkań z niebezpiecznymi stworzeniami. Zwykle ma zarost na twarzy, kręcone włosy i ciemne jak otchłań piekła oczy, które patrzą na ludzi z nienawiścią, a na zwierzęta z obsesyjną miłością. Jeśli pracuje, nie spodziewa się gości ubiera się niedbale, byle jak, bez patrzenia na modę. Jeśli idzie do ludzi, brata, rodziny to ubiera się w skrojone na jego miarę garnitury, koszule, kamizelki (ale za tym nie przepada).

Vincent Prewett
#11
30.12.2023, 19:22  ✶  

Nie zdążył nawet skomentować niezadowolenia Lestrenge, gdy ją poklepał po głowie. Wszystko wokół dla niego wręcz przyśpieszyło, a umysł po prostu kazał mu działać, aby bronić tego miejsca. Czuł jak w środku narasta w nim wściekłość, jego oczy ściemniały, a twarz stężała w wyrazie niezadowolenia.

Ruszył szybko w stronę intruza będąc tuż za jarczukiem i przed Victorią. Nadal miał odruch bronienia osób wokół siebie. Może i wmawiał sobie oraz ludziom wokół, że nienawidzi ludzkości, ale nie wybaczyłby sobie, gdyby komuś się tutaj coś stało. Machnął różdżką chcąc obronić się przed atakiem wroga. Jeśli się mu udało po prostu machnął znowu różdżką i rzucił zaklęcie, którym chciał sprawić, aby naśladowca rzucił swoją różdżkę w pizdu daleko.


Rzut na rozproszenie
Rzut N 1d100 - 14
Akcja nieudana


Rzut na zauroczenie
Rzut N 1d100 - 77
Sukces!
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#12
30.12.2023, 20:30  ✶  
Wszystko działo się zdecydowanie zbyt szybko. Nagle pojawiło się kolejne stworzenie, co łącznie dawało już dwa. John nie był głupi - zdawał sobie sprawę z tego, że nie ma szans w starciu z dwójką czarodziejów oraz dwójką bestii, szczególnie że jedną z nich był wilk, a drugą przerośnięty burek, w którego oczy nie chciał nawet spoglądać w obawie, że znajdzie tam obietnicę bolesnej i powolnej śmierci. No i był za daleko - jeszcze. Przecież jeśli te ogromne szczęki jednego lub drugiego zacisną się na nim, niechybnie zmiażdżą kości a może i nawet urwą rękę?

Twarz pod maską wykrzywiła się z gniewu. To nie tak miało wyglądać. Czuł się zdradzony, oszukany i wystawiony prosto w pułapkę. Jebać abraksany i Laurenta Prewetta - żaden wywiad nie był tego wart. On sam zresztą nie był na to kompletnie przygotowany - ani na atak z czterech w sumie stron, ani na to, że zaklęcie mężczyzny spęta mu nogi. Co prawda nie wywrócił się, zdążył posłać nawet swoje w odwecie, ale ciemnowłosa kobieta znacznie je osłabiła, efekt był więc dość mizerny, żeby nie powiedzieć gorzej. Nie na to się pisał i nie taka była umowa. Pierwszym odruchem było użycie protego, a drugim - próba teleportacji poza New Forest. Jakiś durny koniopodobny zwierzak i chęć nauczki nie były warte tego, by narażać się na walkę z dwoma czarownikami oraz dwoma bestiami.

protego i teleportacja
Rzut N 1d100 - 73
Sukces!

Rzut N 1d100 - 66
Sukces!
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#13
30.12.2023, 21:12  ✶  
Czasem jesteś majestatycznym wilkiem.
A czasem, próbując ugryźć naśladowcę, kończy się to tak:
Wybijasz się, i już, już masz zacisnąć kły na jego ręku, kiedy ta ręka się rozmywa, naśladowca też się rozmywa, ale ty już skaczesz, i impet wybicia sprawia, że leeeecisz, leeecisz, a że spodziewałeś się natknąć łapami na przeszkodzę, potem bardzo, bardzo mało majestatycznie przewalasz się w powietrzu, z dużym impetem uderzasz o ziemię i przetaczasz się po trawie.
Właśnie to drugie przydarzyło się Brennie.
Wilczyca dość mocno walnęła o glebę. Na tyle mocno, że we łbie jej zadzwoniło. I kiedy przemieniła się z powrotem w człowieka, wciąż była trochę zdezorientowana, a obity bark i obita głowa mocno bolały.
- Jasny szlag - warknęła z frustracją i uderzyła lewą pięścią o ziemię. A potem rozejrzała się, czy mężczyzna nie teleportował się gdzieś w pobliżu, by znowu zaatakować lub nie miał wsparcia. Najwyraźniej jednak albo był zwiadem, albo nie spodziewali się, że Laurent może być zagrożeniem (o tym, że celowo go wywabiono, wszak nie miała pojęcia.)
Jednak nie mieli żadnej paranoi, nie przesadzali. Posłano tutaj kogoś, aby ukarał Laurenta za ten wywiad. Może nawet go zabił? Brenna przymknęła na moment powieki, bo to przecież nie był jeszcze koniec. Prewett nie był bezpieczny. New Forest nie było bezpieczne. Zwierzęta nie były bezpieczne. Jasne, skoro teraz śmierciożercy wiedzieli, że to miejsce ma ochronę, i że ta ochrona wie już, że ci mogą się pojawić, byłoby skrajną głupotą ponowić atak - ale kto powiedział, że mieli tam samych tytanów intelektu?
Bolała ją myśl o tym.
Bolało ją i to, że będą musiały powiedzieć o tym Prewettowi. Brenna myślała mimowolnie o tym wieczorze, gdy przywoływał ducha i zdawał się tak cholernie przytłoczony... wszystkim. Całym światem. Jak mocno przytłoczy go informacja, że zostanie tutaj nie było przesadą? Że do ataku faktycznie doszło?
- Będzie trzeba dać o tym znać Harper... i... i Laurentowi - powiedziała, podnosząc się powoli, sięgając odruchowo do włosów, by wygrzebać z nich źdźbła trawy, pozostałe po upadku. Harper i całemu Zakonowi Feniksa. Ale o tym drugim Victoria i Vincent już nie musieli wiedzieć.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#14
30.12.2023, 22:28  ✶  

Jedna osoba. Pojawiła się jedna osoba w śmiesznym szlafroku i masce i Victoria cały czas rozglądała się za kolejnymi. Wysłanie tu jednej osoby nie miało absolutnie żadnego sensu i ciągle spodziewała się, że to tylko pułapka. Że zaraz pojawią się dwie kolejne osoby zza krzaków – ale nikt nie wychodził. Nie było żadnej dodatkowej drętwoty, czy co gorsza, avady. Nic. Null. Zero. Nada.

Udało jej się w pewien sposób zneutralizować zaklęcie wymierzone w Vincenta, przynajmniej nie pieprznęło z pełną mocną, zaś to, co próbował zrobić Prewett zostało zatrzymane przez tamtego. Victoria już miała ponowić próbę, by wyrwać mu tę pieprzoną różdżkę i przestał robić bałagan, a Duma usłuchał i w pełnym rozbiegu przebierał łapami – już odbijał się od ziemi by skoczyć i powalić intruza… A ten nagle zniknął.

O sekundę za szybko.

I jarczuk musiał zrobić zwinny zwód, by nie zderzyć się z Brenną, która postanowiła zrobić to samo co on, tylko kilka ułamków sekundy szybciej. Zderzenie nie nastąpiło, jarczuk zgrabnie przeturlał się po ziemi i szybko się podniósł, kiedy Brenna zaryła, a chwilę później się przemieniła.

Napastnik zniknął, Victoria biegiem dopadła do tamtego miejsca, rzucając po drodze jeszcze kolejną tarczą, w razie, gdyby coś miało nadlecieć z krzaków…

Ale nic nie leciało. Nikogo tu nie było… Ale wcale nie był o tym przekonana.

– Duma, przeszukaj teren – poleciła jarczukowi, samej obracając się wokół siebie. Naprawdę był tylko jeden? Nikogo więcej? To zdawało jej się niedorzeczne. I szczerze? Naprawdę wolałaby, by to wszystko to była paranoja, a nie fakt.

– Nic ci nie jest? – rzuciła do Longbottom, widząc, jak ta podnosi się, skołowana. Może i była przyzwyczajona do tego, że wiecznie na coś wpada i się obija, ale cholera, nawet ona nie miała aż tak twardej głowy. – Wiem jak mam wykonywać moją pracę, Brenn – dodała jeszcze, bo dzisiaj naprawdę miała wrażenie, że Brennie myliły się zawody, to zresztą Atreus też przyznał, nim jeszcze Laurent nie zniknął z Fuego w kominku. Nie musiała więc słuchać, że trzeba o tym dać znać Harper – wiedziała co robić, zresztą dokładnie takie rozkazy dostała, by tu zostać i pilnować, więc rozumie się samo przez się, że musiała złożyć z tego raport. A patrząc na to, co miało miejsce, to nawet szybciej niż później. Teraz był jeden… Ale trzeba było niestety sprawdzić, czy nie było ich więcej. Czy czegoś nie zrobili. Czy nie zastawili jakiejś pułapki. Może nawet… spróbować go jakoś… namierzyć? To, że się tu pojawił, w tej głupiej szacie… Naprawdę narobi im kupy roboty. Ze złością za pomocą różdżki przywołała upuszczony wcześniej papieros, którego nawet nie zdążyła sobie popalić i zapaliła go raz jeszcze, wypuszczając przy tym kłąb dymu. – Trzeba będzie sprawdzić cały teren… I dać znać Laurentowi, żeby tu na razie nie wracał – nie miała zielonego pojęcia, że w tym czasie nawet nie siedział u Bulstrode’ów. – Vincent… Ty go pierwszy zauważyłeś. Widziałeś skąd szedł?

Widmo
Nie mam nic do ludzi.
Nawet szacunku.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Co się rzuca w oczy, gdy do pomieszczenia wchodzi ON? Jego wzrost (197 cm). Jest gigantem, umięśniony, dba o to, aby być silnym fizycznie. Jest to jego atut. Ma na ciele sporo blizn ze spotkań z niebezpiecznymi stworzeniami. Zwykle ma zarost na twarzy, kręcone włosy i ciemne jak otchłań piekła oczy, które patrzą na ludzi z nienawiścią, a na zwierzęta z obsesyjną miłością. Jeśli pracuje, nie spodziewa się gości ubiera się niedbale, byle jak, bez patrzenia na modę. Jeśli idzie do ludzi, brata, rodziny to ubiera się w skrojone na jego miarę garnitury, koszule, kamizelki (ale za tym nie przepada).

Vincent Prewett
#15
03.01.2024, 19:33  ✶  

Zachwiał się od uderzenia i prawie wywalił. Padł jedynie na jedno kolano, ale to sprawiło, że nie zdołał odpowiednio wycelować zaklęcia i zamaskowanemu mężczyźnie udało się uciec. Spojrzał na Brenne, która przeleciała przez teren i Dumę, który w odpowiednim momencie zmienił swój lot, aby nie znokautować Longbottom. Sam Vincent jedynie zdarł sobie kolano, czego nawet nie poczuł, bo był za bardzo wkurwiony całą tą sytuacją. Chciał go złapać, zaciągnąć do swojego brata i zająć odpowiednio, aby wiedział, że z Prewettami się nie zadziera. Wstał i w kilku krokach dopadł do Brenny, aby pomóc jej się podnieść. Miał nadzieję, że Duma znajdzie ślad tego intruza, ale sam nie zamierzał biegać na oślep i szukać nie wiadomo gdzie innych osób. Jeśli zaatakują lepiej byłoby stać tu razem. Dłoń miał zaciśniętą w pięść jakby chciał się na tym wyładować.

Jego wzrok padł na Aurorkę i skinął głową, a następnie wskazał palcem mniej więcej miejsce skąd szedł mężczyzna.

– Nie wiem dokładnie, bo zobaczyłem go w połowie drogi. Idiota założył białą maskę w nocy. Rezolutni to oni nie są – prychnął nadal uważnie rozglądając się dookoła, ale wszystko wyglądało jak nienaruszone, jakby przed chwilą nie było u nikogo, a cała ta sytuacja była jedynie głupim marazmem.

– Powinienem o tym powiedzieć mojemu bratu. Nie będzie zadowolony, że ktoś zaatakował Laurenta – mruknął, a jego spojrzenie powędrowało do Brenny, bo wiedział, że jej rodzina nie przepadała za jego własną, a Edward był szczególnym ekscentrykiem i czasami zbyt pewnym siebie narwańcem. Sam Laurent nie miał pozytywnych relacji ze swoim ojcem, ale cóż. Praca to praca.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#16
03.01.2024, 19:56  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.01.2024, 20:22 przez Brenna Longbottom.)  
– Nic mi nie jest. Dzięki – zapewniła tylko, starannie skrywając frustrację, jaką czuła na myśl o tym, że dali draniowi uciec. Do licha, była zajęta kichaniem, kiedy ktoś tutaj się skradał. Czy mogła spierdolić sprawę jeszcze bardziej? Przyjęła pomoc Vincenta w staniu, głównie dlatego, że odmowa byłaby po prostu niegrzeczna: była trochę poobijana, ale na szczęście nie stało się nic poważnego.
Odetchnęła, starając się odepchnąć od siebie irytację. Co się stało, to się nie odstanie. Pozostawało się cieszyć, że ten człowiek nie zastał tutaj Laurenta samego.
– O ile zechce cię posłuchać. Zdawał się zdeterminowany tu wrócić – mruknęła Brenna. Jeżeli ktoś z nich mógł przekonać Prewetta, to pewnie właśnie Victoria. Bo chociaż Longbottom wolałaby widzieć chłopaka w jakimś bezpiecznym miejscu, nie miała przecież prawa do czegokolwiek go zmuszać czy nawet nakłaniać. Mogła co najwyżej spróbować mieć oko na okolicę… – Jeśli z Biura nie przyznają oficjalnej ochrony, a on postanowi się stąd nie ruszać, mogłabym poprosić, żeby dał mi jakiś czas zostać w New Forest w pokoju gościnnym, by nie był tu sam, ale nie wiem, czy się zgodzi i to i tak nie rozwiąże problemu.
Nikt nie mógł zabronić jej siedzieć w czasie wolnym u znajomego. Problem polegał jednak po pierwsze na tym, że Laurent raczej wolałby mieć pewnie spokój. I na tym, że właśnie byłby to "czas wolny". Musiała chodzić do pracy, tutaj mogłaby wpadać jedynie po godzinach, pomijając już to, że jedna osoba nie zrobi wielkiej różnicy, bo Brenna nie mogła mieć stale oczu dookoła głowy. I tak, to miała zamiar zaproponować całkowicie poza służbowo, jako koleżanka, jeżeli Biuro Aurorów uzna, że nie ma podstaw albo dostatecznej ilości ludzi, aby pilnować jakiegoś tam rezerwatu. Chociaż pojawienie się naśladowcy raczej tworzyło pole do obaw. Poprzednio ścigali po prostu mugolaka, nie był to atak wymierzony w Prewetta, ale tym razem? Przecież nikt nie wpadł sobie po prostu na spacer...
Oby Laurent po prostu dał się przekonać Victorii.
- Nie chciałam, żeby brzmiało to jak pouczenie. Przepraszam - odparła po prostu Brenna. W tym wypadku raczej ot stwierdziła oczywistość, naprawdę nie chciała niczego negować, chociaż prawda była taka... że faktycznie w głębi ducha nie ufała, że Victoria jest naprawdę dobrą aurorką. Czarodziejką, pracownicą, pewnie, ale nie aurorką, łowczynią czarnoksiężników. Och nie, nie pod tym względem, że podejrzewałaby, że ta nie napisze odpowiednich raportów albo że nie zadba o bezpieczeństwo Laurenta na tyle, na ile to możliwe. W to, że tym Lestrange zajmie się doskonale, wierzyła bez zastrzeżeń. Raczej znając siłę wpływów rodziców na kobietę bała się, że ta na pewne rzeczy przymknęłaby zwyczajnie oka, gdyby uznała, że tak jest dla niej wygodnie albo leży to w interesie jej rodziny... Brenna po prostu nie mogła uważać za dobrego aurora kogoś z takim podejściem. I nawet nie dlatego, że gdyby coś takiego wyszło na jaw, to aurora nie tylko wywalono by ze służby, ale też pewnie postawiono przed sądem, bo przecież sama siebie powinna dawno aresztować za rzeczy, które wyrabiała.
Z powodu Beltane. Z powodu wszystkich ludzi, którzy ginęli. I bo to wspierało Voldemorta, a że osób z takim podejściem było pewnie sporo, stawało się elementem sprawiającym, że Ministerstwo przegrywało, że Voldemort mógł wygrać.
Że ginęli tacy ludzie jak Jason i Derwin.
Na pewno jednak nie chciała nikomu spoza Zakonu pokazywać zbyt dosadnie, jakie ma zdanie na ten temat. Zwłaszcza, że odkąd Victoria wbiegła w płomienie podczas Beltane, Brenna nie była już pewna, czy słusznie ją o coś takiego podejrzewała. I miała przez to wyrzuty sumienia.
– Jasne – odparła krótko na słowa Vincenta. Prewettowie i Longbottomowie może nie dogadywali się może zwykle, ale ani myślała próbować sugerować Vincentowi, że ma kryć coś takiego przed bratem. Zwłaszcza, że ten i tak mógłby dowiedzieć się w inny sposób. To nie było coś, w co miałaby prawo się wtrącać. Może Laurent wolałby utrzymać to w tajemnicy, ale to już powinni uzgodnić między sobą.
Myśl o tym, że może sama w takim razie powinna pogadać z Edwardem, miała przyjść jej do głowy dopiero za jakiś czas.
- Też rozejrzę się po okolicy. Pracę i tak zaczynam dopiero za dwie godziny - stwierdziła, po chwili krótkiego zastanowienia, co jest pilniejsze: posłanie samej paru wiadomości, czy sprawdzenie terenów New Forest. Wprawdzie skoro mężczyzna się deportował, z dużym prawdopodobieństwem przybył tutaj tą samą drogą, ale Victoria miała rację. Mógł ukryć się w pobliżu i ich obserwować. Ktoś mógł w tej chwili podkradać się pod dom Vincenta. Możliwości było mnóstwo. Nie wspominając o tym, że wiadomości pewnie będzie bezpieczniej napisać później z Warowni, a stąd raczej żadne z nich nie ruszy się, póki list nie dotrze do Harper, i nie nadejdzie jakaś odpowiedź…
Po tych słowach kobieta znów zmieniła się w wilka. Potrzasnęła łbem, a potem pobiegła w las, w inną stronę niż Duma. Kierowała się w okolice domu Vincenta Prewetta, chcąc sprawdzić, czy ktoś nie kręcił się w tamtej okolicy. Węszyła w powietrzu, w poszukiwaniu nowych, podejrzanych zapachów i…
…miała wielką nadzieję, że tym razem nie natknie się już na żaden rumianek.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#17
04.01.2024, 19:46  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.01.2024, 19:50 przez Victoria Lestrange.)  

– Posłucha albo nie, to dorosły mężczyzna i ma prawo wyboru – odpowiedziała rozdrażniona, głównie tym, że jednak ktoś się tu pojawił i że im po prostu uciekł, nie dając wielkiej możliwości, by pochwycić intruza – chociaż bardzo się starali. To tym bardziej utwierdziło Victorię, że musi jeszcze mocniej poćwiczyć translokację, nie tylko do teleportacji z kimś, ale ewidentnie miała braki w próbach rozbrojenia wroga. A to, że zwiał, oznaczało wiele rzeczy i dawało też wiele możliwości. Nie zamierzała nawet udawać, że nie jest zdenerwowana czy sfrustrowana, bo to było dość oczywiste. A nade wszystko – czekało ich tu wiele pracy. Brenna może zaczynała swoją zmianę na dwie godziny i będzie musiała się zawinąć do Ministerstwa, ale Victoria właśnie robiła bardzo przepisowe nadgodziny i nie zanosiło się, by z tej pracy miała wyjść szybko. Nie to, że chciała, Laurent był dla niej cholernie ważny, niezależnie co tam sobie Brenna na jej temat myślała czy nie (co zabawne, póki co samą siebie nie miała za bardzo za co aresztować).

– Szczerze? Wątpię, że się zgodzi. Ale kto wie… – mruknęła jeszcze do Brenny, odnośnie tego, czy Laurentowi będzie pasowało, że Longbottom u niego przesiaduje w czasie wolnym i zajmuje pokój gościnny. Wpatrywała się teraz w miejsce, które wskazał jej Vincent. – Dzięki – rzuciła do niego jeszcze, wydmuchując dym przez usta.

Nie odpowiedziała już nic na te pouczenia, albo ich braki, zaś jej wzrok skierował się teraz w stronę stajni.

– Spróbuję się skontaktować z Laurentem, ale najpierw muszę mieć pewność, że teren jest czysty – Różdżkę cały czas trzymała w pogotowiu, lecz nim wejdzie do stajni – zamierzała na miejsce, w którym znajdowali się teraz, rzucić kilka zaklęć – w tym rozpraszających.

Strzeżonego Matka strzeże.

To miał być długi poranek i długi dzień. Sprawdzenie terenu, napisanie do Harper, napisanie do Laurenta… A wszystko to ze zmrużeniem oczu ledwie na kilka chwil. Nie było to jednak nic dla niej nadzwyczajnego – przyzwyczaiła się już do długiego i nieregularnego czasu pracy. Odpocznie, gdy będzie pewna, że jej najlepszy przyjaciel jest bezpieczny. I cholernie pewne, że sięgnie wtedy po eliksir nasenny – czego nie odważyła się zrobić tutaj, kiedy poszła się położyć w trakcie.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bard Beedle (1108), Brenna Longbottom (1737), Victoria Lestrange (1743), Vincent Prewett (890)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa