Rozliczono - Rodolphus Lestrange - osiągnięcie Badacz Tajemnic I
Aberystwyth, Walia
Skrzat domowy dostarczył Robertowi informacje, jak znaleźć kolejną z chat, które Rodolphus wynalazł z dala od Londynu. W liściku, który mu przekazał, wytłumaczył swoją decyzję brakiem należytej inwigilacji Ministerstwa Magii w tych rejonach Wysp oraz ciszą i lokalizacją na uboczu miasteczka. Nikt postronny nawet nie pomyśli, żeby zapuścić się w te rejony. A nawet gdyby pomyślał, to nałożone na chatę zaklęcia uchronią budynek przed wścibskim spojrzeniem.
W liście była też informacja o tym, że dokumenty Rodolphus będzie miał ze sobą. Nie mogli ich zostawić tam, je trzeba było trzymać blisko. To był jedyny mankament tak odległej lokalizacji, lecz była to zaledwie maleńka niedogodność w tym całym przedsięwzięciu. Dokumenty mogli trzymać u Rolpha lub Roberta, blisko, albo zostawić tam, czego jednak młody Lestrange raczej nie chciał. Ta kwestia była do dogadania. Robert mógł się domyślić, o które dokumenty chodzi - nie o badania, a o spis mugoli, który udało się zebrać. To było dość łatwe przedsięwzięcie, w przeciwieństwie do prawdziwego wyzwania, które stało przed nimi: zdobycia spisu czarodziejów. To jednak było tak odległe zadanie, że na razie Rodolphus skupił się na tym, co mieli.
Dość powiedzieć, że to była nie tylko bułka z masłem, ale i przyjemność. Wystarczyło proste zaklęcie, urok osobisty i niewinne kłamstwo, a także odrobina perswazji żeby po prostu zdobyć to, co chciał. Sierocińce odpadły w przedbiegach, lecz szpital i budynek mugolskiego urzędu w Londynie oraz Rhayader i Brecon, w Walii, to był strzał w dziesiątkę. Specjalnie wybrał dodatkowe dwa miasta poza Londynem, żeby nie wzbudzać niepotrzebnego zainteresowania.
Do liściku dołączony był świstoklik z informacją, że Rodolphus będzie na Roberta czekał 12 marca i później, jeśli Robert wyrazi chęć przełożenia spotkania.