!magicznydrink
Czuła, że jeszcze chwila, a jej granica zostanie przekroczona. Wypluwała z siebie słowa, które normalnie nigdy w życiu nie przeszłyby jej przez gardło. Nie była taka, nie była wredna, potrafiła trzymać język za zębami, bo nie zniosłaby myśli, że przypadkiem powiedziała coś nie tak, że kogoś skrzywdziła, chociażby słowem, a teraz mówiła nieprawdę, której smak był bardzo gorzki.
- Szkoda, że wam się podoba. - Powiedziała jeszcze do Perseusa gdy wspomniał o tym, że zamówienie dotarło i spełnia ich oczekiwania, słowa wypadały z jej ust bardzo szybko, najwyraźniej była bardzo zdenerwowana i zupełnie nie panowała nad tym, co mówi.
Odsuńcie się. Wzięła głęboki oddech, jednak wcześniej posłuchała rady Sama. Spodziewała się bowiem, jak to może się skończyć. Pamiętała o tej jego umiejętności, bo takich rzeczy się nie zapominało. Chcąc nie chcąc, kiedy pojawił się przed nią niedźwiedź pojawiły się wspomnienia. Uderzyły w nią zupełnie niespodziewanie. Jej myśli pomknęły ku tej nocy, kiedy wszystko się zaczęło, kiedy porwał ją do lasu, jako swoją księżniczkę, gdy myślała, że ich drogi skrzyżowały się na zawsze, że są sobie przeznaczeni, a później... później ją zostawił, jakby ta noc nie miała najmniejszego znaczenia. Miała ochotę dotknąć tego futra, bo zapomniała już, jakie było miłe w dotku, poczuć choć przez chwilę to, co czuła dawno temu, wyciągneła nawet rękę w kierunku niedźwiedzia, ale zatrzymała ją nim dotarła do celu. Nie mogła sobie na to pozwolić.
Złapał szybki ruchem Erika, dzięki czemu ten nie wzbił się pod sufit. Czuła, że stali się całkiem niezłą atrakcją tej zabawy, nie wiedziała jednak, czy było to coś, czego potrzebowała, czy chociaż raz nie mogła znajdować się poza największym zamieszaniem? - Świetny chwyt. - Rzuciła jeszcze do Samuela, chociaż to wcale nie było to, co chciała powiedzieć.
- Och tak, takie niedźwiedzie powinny być trzymane w klatce, są niebezpieczne, trzeba je zamknąć z dala od świata, te uszka to tylko pozory. - Skomentowała jeszcze słowa Perseusa. Znowu kłamała, wiedziała, że stojący przed nimi misiek nie byłby w stanie nikogo skrzywdzić, jednak to co mówiła, świadczyło o czymś zupełnie innym.
- Myślę, że ci już wystarczy drinków, nie patrz więc na mnie. - Na miejscu Erika pewnie sama domagałaby się więcej, ale teraz jej alter ego mówiło zupełnie coś innego.
Morpheus i Neil odeszli od nich równie szybko, jak się pojawili. Może to i dobrze, mniej upokorzeń przed nią. W odruchu bezwarunkowym sięgnęła po kolejnego drinka, i upiła z niego spory łyk, żeby jakoś ukoić nerwy. Spiew Victorii nie wydał się jej być niczym nadzwyczajnym, tak bardzo była zaaferowana tym, co działo się wokół niej, że nie zauważyła, że ktoś postanowił wejść na scenę.