06.02.2024, 01:40 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.11.2024, 23:20 przez Mirabella Plunkett.)
adnotacja moderatora
Rozliczono osiągnięcie - Piszę więc jestem - Lyssa Mulciber
Uśmiechnęła się nieco szerzej, wyraźnie zadowolona z siebie, kiedy podłapała że jej komentarz na temat Loretty chyba przypadł mu do gustu. Miło było wiedzieć, że ktoś doceniał nie tyle jej własne spostrzeżenia, co te które starannie wybrała z całego katalogu, który miała w głowie. Było też coś w tym, co mówił na temat wyczynom pojedynkujących się, które jeszcze nie tak dawno mogli obserwować na parkiecie. Nie były poruszające - Lyssa złapała się na tym, że chyba faktycznie nic co tam na dole się działo, nie mogło równać się w jej mniemaniu z takim chociażby omdleniem Vakela. Tym przejęła się okropnie i nawet nie chodziło o to, by zrobić taki pokaz magii, który by to zmartwienie przebił w jakiś sposób, ale jej serduszko ani na moment nie zatrzepotało bardziej, kiedy Louvain tak machał tą różdżką i machał. Ale może to nie była jego wina. Może to jego przeciwnik był tak mało wymagający.
- Nie zastanawiałam się nad tym wcześniej, ale może powinien, biorąc pod uwagę okoliczności - uśmiechnęła się do niego wesoło, zanim wsunęła mu ochoczo dłoń pod zaoferowane jej ramię. Szybko doszła do wniosku, że bardzo podobało jej się to, jak Lockhart się w ogóle prezentował. Brakowało mu pewnej drapieżności, owszem, ale z ochotą była gotowa przyznać, że jego prezencja młodego gentlemana również była ujmująca. Mogła sobie teraz iść pod rękę po Horyzontalnej z przystojnym chłopakiem i inne dziewczyny mogły jej tylko zazdrościć.
Miała tylko szczerą nadzieję, że Vakel nie będzie o to bardzo zły.
- A ty też mieszkasz gdzieś w okolicy czy...? - zawiesiła pytanie w powietrzu, spoglądając na niego ciekawsko. Odgarnęła z twarzy parę zbłąkanych kosmyków, które uciekły spod ciemnych okularów, które wcześniej dumnie nosiła na nosie dla upodobnienia do Vakela, a które potem przesunęła na głowę, kiedy Eden zgubiła ją gdzieś w tłumie i nagle wydawały jej się dziwnie nie na miejscu. - Może mógłbyś skorzystać z naszego kominka w razie czego. Myślę, że nikt nie miałby nic przeciwko... - zasugerowała, jednak dało się w jej głosie wyczuć pewną ostrożność, jakby nie była tego w stu procentach pewna, albo też tego, jakie wrażenie było w stanie wywrzeć mieszkanie Dolohova na innych ludziach. Sama świetnie pamiętała swoją reakcję, kiedy pierwszy raz przekroczyła próg jego kamienicy, gdzie przywitał ją dzik Bonifacy, albo pełnoprawna fontanna. Tego typu luksusów, albo raczej zbytków, nie miała we Francji, nawet jeśli wiodły z matką życie na poziomie, dzięki pieniądzom Mulciberów.
- Muszę też przyznać, że jakkolwiek miły nie jest nasz spacer, to nieco mi szkoda tego afterparty. Znaczy, wiesz, miałam małą nadzieję, że sobie może dzisiaj z kimś potańczę... - zmarszczyła nieco nos przy uśmiechu który mu posłała, jakby nieco wstydząc się swoich zachcianek, które w gruncie rzeczy były trywialne. Bo potańczyć to sobie mogła nawet na murku tej fontanny w domu ojca i nikt niemiałby nic przeciwko.
la douleur exquise
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.