• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance?

[04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance?
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#141
22.02.2024, 14:00  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.02.2024, 23:49 przez Nora Figg.)  
Tańczę z Samem

To tylko taniec. Tylko taniec. Powtarzała sobie w duchu, jak mantrę, aby oszukać swoje uczucia. Nie było to wcale proste, ani trochę, bo jak mogłoby takie być? Zostawił ją, bez wyjaśnienia; ze złamanym sercem, tego nie da się wymazać z pamięci, szczególnie, kiedy codziennie ma się przed oczami owoc tej znajomości. Spojrzała w jego oczy, w których tyle razy udało jej się zatonąć, Mabel miała to samo spojrzenie, ciekawe świata, jednak nieco wycofane i głębokie jak toń jeziora.

Serce biło jej w tylko sobie znany rytm, który był zdecydowanie szybszy od muzyki która grała w tle. Ironia losu, że trafili właśnie na taki utwór, bo to na słowach piosenki próbowała się skupić, aby zająć czymś myśli, wcale jednak nie ułatwiało jej przeżycia tej sytuacji.

Chcąc, nie chcąc porównywała obcego mężczyznę do tego chłopaka, którego znała osiem lat temu. Nie zmienił się za bardzo, przynajmniej na zewnątrz. Wyglądał dobrze, bardzo dobrze, jakby wszystko było u niego w porządku. Czas był dla niego łaskawy. Ucieszyła się nawet, że jest w takiej dobrej formie, bo nie życzyła mu źle, nie było w niej nienawiści, chociaż wtedy ją skrzywdził.

Miała ochotę go zapytać o to, jak się czuje, co u niego słychać, czy jest szczęśliwy, jednak brakowało jej odwagi. Trochę się też bała, że może to otworzyć ranę, która się zabliźniła, w tej chwili jednak nie była pewna, czy faktycznie. Niczego już nie była pewna.

Może powinna mu powiedzieć, znaleźć go wtedy, wrócić, wyjaśnić wszystko. Duma jej jednak na to nie pozwoliła, bo przecież radziła sobie sama, udowodniła wszystkim wokół, że jest samowystarczalna.

Zdecydowanie łatwiej by było, gdyby muzyka była nieco skoczniejsza. Mogłaby się wtedy skupić na tym, żeby się nie przewrócić, by nadążyć, teraz myślała tylko o ciepłych dłoniach, które znalazły się na jej ciele. Tych dłoniach, z którymi jej palce wiele razy się splatały. Samuel całkiem zgrabnie prowadził ją przez parkiet, nie musiała się obawiać, że na kogoś wpadną, czuła się w jego objęciach bezpiecznie, jak przed laty.

Nie potrafiła przenieść wzroku gdzieś indziej, zaglądała w jego oczy, mimo, że on próbował uciekać spojrzeniem. Nie do końca wiedziała, co powinna powiedzieć, czy w ogóle miała to zrobić? Cisza jednak była niezręczna, szczególnie, kiedy ciała całkiem zgrabnie współpracowały w tańcu, jakby nie zapomniały o tym, że się znają. - Pewnych rzeczy się jednak nie zapomina. - Powiedziała cicho, chodziło jej oczywiście o kroki, niejedną noc przecież przyszło im już razem przetańczyć.

corbeau noir
— light is easy to love —
show me your darkness
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Gdyby Śmierć przybrała ludzką postać, wyglądałaby jak Perseus; wysoki i szczupły, o kredowym licu oraz zapadniętych policzkach. Pojedyncze hebanowe kosmyki opadają na czoło mężczyzny; oczy zaś, czarne jak węgiel z jadeitowymi przebłyskami, przyglądają się swym rozmówcom z niepokojącą natarczywością. Utyka na prawą nogę, w związku z czym jego stały atrybut stanowi mahoniowa laska z głową kruka.

Perseus Black
#142
22.02.2024, 19:36  ✶  
Zostaje wyswobodzony z toalety przez Elliotta po męskiej rozmowie z Erikiem i Nielem.

Nie był pijany - co najwyżej odrobinę rozluźniony tym jednym, jedynym drinkiem - a mimo to miał pewne trudności z rozpoznaniem w pierwszej chwili osoby, która wyswobodziła ich ze stalowych objęć krwiożerczej toalety, która zacisnęła się na nich jak muchołówka. Na szczęście ich rycerzem w lamparciej zbroi okazał się... na Merlina, to Elliott! Wyglądał zupełnie inaczej z tymi ciemnymi włosami (czy one przypadkiem ostatnim razem nie były krótsze? Ciekawe jakiego szamponu używał, że rosły mu tak szybko i czy pomoże na robiące się Perseusowi zakola?) i w tej koszuli, tak niepodobnej do surowej elegancji, w którą zazwyczaj był odziany. Chciał nawet coś powiedzieć, skomentować wygląd swego przyjaciela, jednak ten odezwał się pierwszy.

— Skądże, po prostu urządziłem sobie kawalerski nad pisuarem — uśmiechnął się szeroko rozbawiony absurdem tej sytuacji. Chciał dopytać, czy Elliott nie pamięta jak to było z jego własnym kawalerskim, ale tak się złożyło, że nawet nie był na niego zaproszony, bowiem w czasie, kiedy Malfoy brał ślub, ich stosunki było nieco... napięte — Może do nas dołączysz?

Mimo to chwycił swoją laskę pod pachę i bardzo dumnym, choć naznaczonym chorobą krokiem, wyszedł z pomieszczenia i stanął tuż obok Elliotta. Stodoła, nawet jeśli pełna ludzi, była zdecydowanie przyjemniejsza niż mała łazienka.

— Och, gdzie moje maniery — nigdzie, Percy, nigdzie. I w tym problem — Elliocie, to jest Neil. Mieszka w Alei Horyzontalnej — na końcu języka miał "mój pacjent", ale w porę się powstrzymał i uśmiechnął się do chłopaka porozumiewawczo; to był ich sekret — Neil, to jest Elliott Malfoy, nasza pijaw... to znaczy, nasz kanclerz skarbu.

To tak pieszczotliwie, z miłością (czystą, platoniczną, przyjacielską); każdy, kto znał Perseusa wystarczająco blisko, wiedział, jakie miał zdanie na temat podatków - były jak subskrypcja, której nie dało się anulować, a on nie był do końca zadowolony z jakości serwisu po tym, jak sekretarka w Ministerwie kazała mu czekać minutę by mógł wejść do gabinetu Elliotta.


[Obrazek: 2eLtgy5.png]
if i can't find peace, give me a bitter glory



Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#143
22.02.2024, 20:47  ✶  
Wolność! Uwolnieni z kibla. Neil wita się z Elliottem, ale ma za słabą psyche i idzie chlać do baru.

Drzwi szczęknęły otworzyły się, a w nich pojawił się... On... Kto to? Znał go? Nie. Czy ten facet w ogóle był na imprezie zanim zatrzasnęli się w łazience? No jakby nie patrzeć nie widział wszystkich ludzi, a tłum był taki, do tego oczęta jego piękne leciały głównie w stronę Morhpeusa i siłą woli w stronę tańczącej z nim kobiety.
Stał dość niezręcznie widząc nową twarz, która żartem była zachęcana do dołączenia do Klubu Kiblujących Kawalerów. Zerkał to na Erika, to na Perseusa, nie wiedząc na kim zawiesić wzrok, aż w końcu ten pozostał na Perseusu, co zaczął przedstawiać sobie wszystkich. Podszedł odrobinę do wyjścia, licząc na to, że uda mu się niepostrzeżenie prześlizgnąć i uciec, ale nie, bo musi pokazać, że ma dobre maniery. Spokojnie, to tylko ludzie, nic wielkiego. Nie odgryzą rąk, nie poliżą uszu, chyba, sam już nie wiedział, a kieliszki wina w liczbie... eee... Nie miał pojęcia jakiej, chyba wypił trzy i to duszkiem. Musiał zwolnić.
-Dobry...-wymruczał na przywitanie, podnosząc dłoń na pomachanie mężczyźnie. Elliott Malfoy? Kompletnie faceta nie znał i wiedział to. Choć określenie go mianem pijawki trochę podsunęło mu myśl na temat tego czy mężczyzna nie jest wampirem, ale... nie był... W sumie nie spotkał chyba nigdy wampira. Czy czułby do nich jakąś wewnętrzną niechęć? Wrodzona nienawiść wilkołaka do wampirów? Na razie jedyna wrodzona nienawiść jaka w nim żyła, to była ta do samego siebie.
-No, Panowie...-westchnął głęboko, klasnął w dłonie i przecisnął się między nimi, a że szczupły był, to nie było to większym problemem.-Miło było, ale pójdę się napić, w końcu to zabawa, prawda?-rzucił z promiennym uśmiechem. Co on w ogóle gadał, co to była za składnia? Gubił bardzo wątki, a niezręczność się w nim coraz bardziej nawarstwiała. Musiał się uspokoić, ale ani tu nie odpocznie, ani tam, ani nigdzie. Może jakiś z bardziej osłoniętych stolików będzie wolny, to zajmie sobie miejsce tam. Póki co jednak skorzysta z możliwości napicia się czegoś. Ruszył więc dziarsko do baru, zamawiając zaraz drinka. Wszyscy je piją, to czemu on miałby nie spróbować? Inną kwestią jest to czy dobrze jest mieszać wino z innym alkoholem.

!magicznydrink
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#144
22.02.2024, 20:47  ✶  
Stajesz się dziwnie lekki - przez kolejną turę lub dwie możesz skakać bardzo wysoko, a na chwilę nawet wzbić się w powietrze
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#145
23.02.2024, 00:26  ✶  
Rozmawiam z Sebastianem. Słucham rozmowy Sebastiana i Victorii. Cieszę się, że Sebastian i Brenna będą tańczyć. Wreszcie mijam nadchodzącego Atreusa i wbijam na scenę by zaśpiewać Yesterday.

Patrick przekrzywił głowę, wsłuchując się w uderzającego w marudny ton Sebastiana. Uśmiechnął się, najpierw lekko – unosząc tylko kąciki ust do góry – chwilę później rozbawienie objęło też jego oczy. Pewnie był w tym trochę bezczelny, ale jakoś odruchowo założył, że McMillanowi dobrze robiło takie chwilowe wymknięcie się ze swojej twardej skorupki. Nawet jeśli swoje musiał przy tym pozrzędzić.
- Przyznaj się, że trochę lubisz ten dreszcz niepewności, gdy Brenna wpada do twojego biura. – rzucił przekornie. Wybuchy, dziwne egzorcyzmy, rzadko spotykane przypadki duchów zaklętych w wazę albo dusze uwięzione w kryształowych czaszkach. Longbottom pewnie nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, że wchodząc z butami w wąski, ale uporządkowany i nudny świat Sebastiana, wnosiła do niego sporo życia. Klepnął go po przyjacielsku w ramię. – Prawdę mówiąc jestem ci wdzięczny, że tu dzisiaj ze mną przyszedłeś. Naprawdę. I zdaję sobie sprawę jakie to dla ciebie… - zmarszczył brwi, szukając odpowiedniego określenia. Trudne – pewnie było najwłaściwsze, ale nie do końca pasowało. – Nieznośne.
W końcu lubił ciszę i spokój a tutaj panował hałas i zgiełk. Już opierając się o bar, zaczął się zastanawiać, czy jednak nie przesadził z tym przyciąganiem go tutaj na siłę. Wychodzenie ze stref komfortu było pewnie dobre, ale – odkąd sam musiał wyjść ze swojej wiedział, że – niełatwe. Słuchał konwersacji między Victorią a Sebastianem jednym uchem, jedynie ruchem głowy dając im znać, że słuchał. A potem westchnął cicho pod nosem, gdy zobaczył nici Brenny. Szkoda, że zamiast skupić swoją uwagę na może zrzędliwym, ale statecznym i odpowiedzialnym Sebastianie, wolała bohaterskiego aurora. To przygoda na statku tak ich zbliżyła do siebie czy Beltane?
I wtedy zanurzył usta w drinku, który zamówił. Nagle naszła go ochota na śpiew. Zabębnił palcami o szkło, rozpoznając pierwsze nuty nowej melodii. Och, przecież to znał! Mugole uwielbiali ten zespół.
- Wspólny taniec to świetny pomysł – zgodził się na słowa Brenny, choć ta wcale nie zamierzała tańczyć z nim, ale z Sebastianem. – A ja wam zaśpiewam. Wszystkim zaśpiewam. Mam w głowie świetną piosenkę – rzucił z podekscytowaniem.
Jego głos pod wpływem magicznego drinka brzmiał trochę inaczej i przypominał głos jednego z wokalistów znanego mugolskiego zespołu. Nie namyślając się przesadnie długo – ileż to było te dwie, trzy sekundy – ruszył w stronę sceny, mijając się po drodze z Atreusem, by już tam, po wzmocnieniu cichym „sonorus”, zacząć śpiewać. Śpiewając, wodził wzrokiem po tańczących i znajdujących się przy barze, nie próbował już jednak dostrzec niczyjej aury lub nici.
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#146
23.02.2024, 01:43  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.02.2024, 03:14 przez Sebastian Macmillan.)  
Rozmawiam z Patrickiem i Victorią.
Pije drinka i mniej więcej od przybycia Brenny zaczynam kłamać.
Idę z Brenną na parkiet, mijam Atreusa.
Tańczę z Brenną i kłamię jej prosto w twarz.


Sebastianowi było bardzo miło i przyjemnie w jego czterech ścianach. Niczego mu tam nie brakowało, a jeśli zaczynał odczuwać jakiekolwiek braki, mógł bardzo łatwo sobie to zamówić za pomocą sowiej poczty. To musiał być jeden z najlepszych wynalazków czarodziejów, jaki dostał się w ręce ogółu społeczeństwa. Jedyną potrzebą, jakiej nie mógł sobie zapewnić na własną rękę, był kontakt z drugim człowiekiem.

Prosty, acz jak bardzo znaczący. Może to i dobrze, że Steward go tutaj przyprowadził? Przynajmniej mógł zobaczyć, jak wyglądają imprezy, które nie są ceremoniami weselnymi, stypami lub kowenami. A oceniając po wnętrzu stodoły, Brenna Longbottom potrafiła bardzo dobitnie wbić swym gościom do głowy, jak powinno wyglądać przyjęcie z prawdziwego zdarzenia.

— To prędzej dreszcze strachu o własne bezpieczeństwo niż niepewności. Słyszeliście w tym swoim departamencie o instynkcie samozachowawczym? To właśnie to.

Niepewność związana z osobą panny Longbottom powoli zaczynała mu się kojarzyć z ekscytacją. Jej, a nie jego, tak dla jasności. Odnosił czasem wrażenie, że dla niej praca w Ministerstwie Magii była rozrywką, a gdy praca stawała się zabawą... Cóż, to niosło ze sobą pewne niebezpieczeństwa. Zwłaszcza gdy ktoś miał tak dziką energię, jak ta dziewczyna. Na dźwięk kolejnych słów Stewarda, egzorcysta pokraśniał widocznie.

— Cóż, jeszcze żyję — rzucił, kuląc się nieco, gdy Patrick tak obnażył jego brak zdolności w kontaktach towarzyskich. — Poza tym, ciekawie zobaczyć naszą gwiazdę w środowisku naturalnym. Może zacznę bardziej doceniać, jak bardzo się stara, gdy wykracza poza jego granice.

Odetchnął z ulgą, gdy Victoria przyznała mu rację. Skłonił przed nią ponownie głowę. Czy naprawdę ona jako jedyna rozumiała, jak cierpi przez Brennę? Może ona też lądowała w podobnych sytuacjach? Bądź co bądź, Sebastian miał swój departament, a siły bezpieczeństwa miały swój. Skoro dziewczyna tak mocno mu się narzucała na co dzień, to co musieli znosić jej bezpośredni współpracownicy z Brygady Uderzeniowej i Biura Aurorów. Jak na kogoś, kto tak bardzo jej nie znosi, to dużo o niej myślisz, pomyślał w nagłym przypływie samoświadomośći. Skrzywił się na tę rewelację.

— Obawiam się, że w jej przypadku już na to za późno — przyznał bez zająknięcia, sącząc niespiesznie kolorowego drinka. — Chochlik wniknął w nią tak głęboko, że stanowi integralną część jej osobowości.

Niedługo później przy barze pojawiła się pani gospodarz przyjęcia. Sebastian nagle zaczął wyrażać intensywniejsze zainteresowanie swoim napitkiem i pochłonął bardzo szybko z pół drinka, aby zaraz odstawić go na stół. Żałował, że Patrick nie stoi bardziej z przodu, bo chętnie schowałby się nawet częściowo za jego plecami.

— Ooo, no tak! Oczywiście, że musimy! — rzucił niepewnie do Brenny, dopiero po chwili zdając sobie sprawę, że wcale nie chciał brzmieć tak podekscytowanie. — Wiesz, że zawsze cię bardzo lubiłem, prawda?

Posłał Patrickowi morderczy wzrok, gdy ten zasugerował, że im zaśpiewa. Nie przypominał sobie, aby ktokolwiek o nazwisku Steward kiedykolwiek wyraził zainteresowanie dołączeniem do sabatowego chórku. A przecież wiadome było, że to stamtąd wywodziły się wszystkie talenty muzycznego świata czarodziejów.

— Niech cię Matka pobłogosławi, drogi Patricku — wymamrotał przez zaciśnięte zęby, aż nazbyt świadomy tego, że na końcu języka czaiły się duże gorsze i odważniejsze słowa.

Potem nie miał już wyboru, jak tylko udać się z Brenną na parkiet, mijając po drodze Atreusa. Gdy wylądowali pośród tańczących, Sebastian objął delikatnie Longbottomównę, jakby się jej bał. Co by było, gdyby wizja Limbo nawiedziła go akurat teraz? Ugh, to nie byłoby przyjemne. W najmniejszym stopniu.

— Krzywo stawiasz nogi, wiesz? — Uśmiechnął się zniesmaczony. Kolejne kłamstwo wypłynęło z jego ust. A przecież próbował być miły. — I... Wyglądasz jak... Ofiara najgorszego opętania, jakie widziałem w życiu. — Komplement podążał za komplementem, czyste szaleństwo. — Ale nawet ty wypadasz lepiej niż ten wystrój. Przeszłaś... Przeszłaś dosłownie samą siebie.
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#147
23.02.2024, 03:14  ✶  
Wychodzę z męskiego zebrania w kiblu.

Rozmawiam z Perseuszem i Elliotem, bo Neil poszedł do baru.



Mimowolnie wstrzymał oddech, gdy zobaczył w progu Elliotta. Powinien najpierw zwrócić uwagę na jego przyciemnione włosy, które zdawały się pochłonąć jasne pasma dotychczas goszczące na głowie mężczyzny. To jednak zaczarowana koszula w lamparty rzuciła mu się w oczy jako pierwsza. Zdziwienie rozlało się po twarzy Longbottoma, mieszając się z półuśmiechem zadowolenia i ulgi, kiedy zdał sobie sprawę, że Malfoy faktycznie tu był.

To nie było żądne przywidzenie, które nawiedziło go po wypiciu zaczarowanego drinka czy projekcja będąca wynikiem siatki skomplikowanych zaklęć narzuconych przez Brennę na wnętrze stodoły. Elliott zjawił się na przyjęciu, dotrzymał danego mu w liście słowa i się zjawił. A mimo to Erik poczuł nieprzyjemną gulę, która zaczęła się formować w jego gardle, utrudniając mu złapanie oddechu. Na szczęście Percy ruszył pierwszy na powitanie, a zaraz dołączył do niego także i Neil, który jednak szybko ulotnił się, aby ruszyć w stronę baru.

— Obawiam się, że Kanclerz Skarbu ma na ten wieczór inne obowiązki — powiedział cicho, chrząkając parokrotnie. Obdarzył Perseusza przelotnym uśmiechem, aby zaraz przenieść spojrzenie na Elliotta. — Chyba się ze mną zgodzisz Perseuszu, że po tym, jak... — Uniósł brwi, a następnie poruszył nimi kolejno w dół i znowu w górę. — Próbowałeś wychłeptać wodę z muszli klozetowej, to ktoś powinien odstawić cię do domu.

Zagryzł dolną wargę, chowając ręce za plecami i wbijając spojrzenie w podłogę, starając się nie zacząć parsknąć śmiechem. Próbował skinąć głową, ale głowa już mu się kołysała - nie potrafił powstrzymać śmiechu. W końcu na jego twarz wykrzywiła się w zadowoleniu. Żarty, dowcipy... Może to faktycznie było jakieś lekarstwo na zły humor? Ostatnio nie miał za bardzo się, z czego śmiać, a Perseusz Black praktycznie sam się podłożył, a drobne kłamstwo tylko ubarwiło ich przygodę. Czy powinien go żałować? Łudził się, że w ten sposób odepchnie na bok wszelkie wątpliwości czające się na granicy jego świadomości.

— Cieszę się, że udało ci się przyjść, Ellio — dodał po chwili, nieco spokojniejszym głosem. Nawet parsknięcia śmiechem i oczy próbujące się śmiać nie mogły jednak przykryć worów pod oczami i zmęczenia ostatnich dni, jakie zdawało się otulać jego sylwetkę. — Chyba jednak potrzebowałem ratunku. Znowu. To dopiero tradycja.

Wiedział, że blondyn nie da mu zapomnieć o licytacji i tego, że wydał na kolację z nim równowartość średniej wielkości działki na wsi. A może od tamtej pory przelicznik się zmienił? Obecnie w świecie czarodziejów katastrofa goniła katastrofę, toteż ceny z czasów Ostary mogły ulec drastycznemu podwyższeniu. Przeczesał ręką włosy, rujnując raczej przygotowane u Nory uczesanie, niźli je poprawiając.

— Ładna koszula — skomentował sugestywnie, obserwując, jak zwierzaki przeskakują z rękawa na kołnierz, aby skryć się na plecach Malfoya. — Ktokolwiek ci ją podsunął, ma dobry gust.

Ach, nie ma to, jak komplementować samego siebie.


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#148
23.02.2024, 08:50  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.02.2024, 09:22 przez Brenna Longbottom.)  
gadam przez chwilę do Victorii, Sebastiana, Patricka I Atreusa.
Potem idę z Sebastianem na parkiet, wypytać, jak dokładnie wyglądają ofiary najgorszych opętań.



- Dziękuję. Obawiam się, że nie mam na wymianę nic, co by ci pasowało, bo spinki jakie wylosowałam nie są raczej w twoim stylu - powiedziała jeszcze nim zeszli z parkietu ku drinkom. Nieświadoma, że jest obiektem toczącej się rozmowy i to przypadek z serii: o wilku mowa.

Uśmiechnęła się tylko na pełne wyrzutu spojrzenia Victorii, bo ostatecznie była pewna, że gdyby ta naprawdę nie chciała śpiewać, to by tego nie zrobiła. Nie zdołała nawet zrobić skruszonej miny, zwłaszcza, że Sebastian zaskoczył ją absolutnie, bo spodziewałaby się raczej odpowiedzi "po moim trupie" albo panicznego "już obiecałem ten taniec Patrickowi!".
Ale i tak nie mógł zatańczyć że Stewardem, bo ten postanowił przyćmić występ Victorii i ruszył ku scenie.
- Naprawdę? Ten moment, kiedy ostatnio weszłam do twojego gabinetu, a ty poderwałeś się z okrzykiem: o nie, tylko nie znowu ty, trochę mnie zmylił - stwierdziła wesoło i odprowadziła spojrzeniem Patricka, odchodzącego ku podwyższeniu, z którego płynęły pierwsze tony melodii. - Może potem powinniśmy posłać jeszcze na scenę Alka i Atreusa, i zrobić głosowanie, kto z aurorów najlepiej śpiewa?
Posłała uśmiech Victorii i Atreusowi, zostawiając ich z drinkami (i magicznymi efektami), ruszając na ten taniec na parkiet z Sebastianem.
Piosenka na szczęście nie należała do bardzo szybkich, bo biedny Macmillan mógłby tego nie znieść. Brenna raz zerknęła ku Patrickowi na scenie: jego głos brzmiał teraz wcale nie gorzej od tego Paula z Beatlesów.
- Nie miałam pojęcia - odparła z poważną miną, gdy oświadczył, że stawia krzywo nogi. Nie skojarzyła tej uwagi z efektem drinka, ale i nie wzięła za objaw złośliwości: raczej za zwykłą zrzędliwość Sebastiana i zamiłowanie do planowania. Może istniała jakaś mapka jedynych słusznych kroków do takich melodii, a ona wyszła z niej o pół milimetra. Macmillanowie w końcu bardzo poważnie traktowali taniec. - Naprawdę? A jak wyglądała ta ofiara? - zapytała Brenna szczerze zaintrygowana. Najwyraźniej nałożyła dzisiaj za mało makijażu albo nie powinna wybierać czerni. - Rozumiem, że nie lubisz leśnych klimatów. I tak, chyba jak już się rozpędziłam trochę ciężko było mi się zatrzymać, ale część rzeczy to robota właścicieli. Zwykłe wynajmują to miejsce na wesela, a teraz kilka odwołano, więc nie mają obłożenia.
W maju nikt nie miał nastroju do świętowania, a w czerwcu i lipcu zakaz wstępu do pobliskiego lasu też zrobił swoje.
- Obiecuję następnym razem postarać się bardziej. Co polecasz? Wielki bal z duchami? Nagrobki jako dekorację? Mogłabym zaprosić Prawie Bezgłowego Nicka i Grubego Mnicha, pewnie dawno nie opuszczali Hogwartu.



Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#149
23.02.2024, 16:02  ✶  
Dziwię się, że Patrick umie śpiewać.

Tańczę z Brenną i próbuje walczyć z efektami drinka. Przegrywam.


Wybałuszył w zdziwieniu oczy, słysząc głos Patricka. Czyżby mylił się co do niego? Może pomiędzy łapaniem czarnoksiężników i znajdowaniem kryształowych czaszek miał jednak czas na jakieś hobby? Na Matkę, gdyby się okazało, że faktycznie miał tak wielki talent, to może byłby to dobry moment na wskrzeszenie dawnego Kowenowego Zespołu Chorałowego.

— Cieszę się, że mogę pomóc. — Zmrużył oczy.

Na końcu język błądziła mu fraza zbliżona do czegoś w stylu "taka jesteś na co dzień przemyślna, to powinnaś się tego już dawno domyślić".

— Każda z nich jest piękna i hipnotyzująca jak świt nowej ery. — Krzywił się na własne słowo, nie wiedząc, czemu jego narządy mowy działają wbrew jego woli, przekształcając jego myśli w ich wypaczone, skrzywione wersje. — To obietnica wielkiej przyjemności i ostatecznej błogości. — Faktycznie, Brenna Longbottom świetnie się wpisywała w ten schemat. — Osacza cię swoją wielkością, tak samo jak morze pochłania ofiary katastrof wielkich okrętów, a góry pożerają nieuważnych podróżników, którzy zbaczają ze szlaku.

Sprawdzał granice magicznych blokad, które zmieniały jego słowa. Rzadko kiedy bawił się w poetę, a ładne słówka czerpał raczej z tekstów religijnych niźli meandrów własnej wyobraźni. Chociaż udało mu się przemycić kilka słów prawdy, tak magia zręcznie zmodyfikowała podstawowy materiał na coś... Co miało komplementować pannę Longbottom, odnosząc się do jej urody, pewności siebie i zdecydowania. Bądź co bądź, sam Sebastian określiłby ofiary ciężkich opętań jako osoby zbliżone do demonów w ludzkiej skórze, zwłaszcza gdy testowały granice własnych ciał i próbowały wspinać się po pionowych ścianach i sufitach. Brr.

— Dobrze, że je odwołali — przyznał, modląc się w duchu do Matki Natury, aby mu to wybaczyla. Każde anulowane małżeństwo było jak cios dla społeczności. — Dzięki temu udało nam się spotkać.

Klątwa, magiczny efekt zaklęć, jakimi wyłożona była stodoła, czy raczej coś innego? Co było powodem tej przedziwnej anomalii magicznej? Drinki, zdał sobie nagle sprawę, zerkając kątem oka ku barowi. Oczywiście! Gdy tylko wziął kilka łyków, od razu coś mu się przestawiło w głowie! A to przecież Patrick zamawiał mu napitek... Czemu nic nie powiedział, że coś tutaj dosypują. Westchnął ciężko, nie wiedząc, jak inaczej dać ujście swej dezaprobacie.

— Tylko ty i ja. Razem. Gdziekolwiek i kiedykolwiek zechcesz. — Jego spojrzenie pociemniało z zażenowania.
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#150
23.02.2024, 18:41  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.02.2024, 19:07 przez Samuel McGonagall.)  
Dalej tańczy z Norą

To wcale nie było tak, że w każdej napotkanej kobiecie szukał jej rysów. Oczy ześlizgiwały się beznamiętnie po brunetkach i szatynkach, ale jasny snop włosia zawsze sprawiał, że jakoś trudniej było przejść obojętnym. I wszystkie te panny przegrywały, pozbawione naturalnej charyzmy, dzikości, rumieńca, śmiechu, tej chrypki w głosie, która czasem śniła mu się po nocy.

Jej słowa zawstydziły go, bo oczywiście, że pomyślał o innych ruchach, o tych, w których odnajdywali się o wiele naturalniej niż w tańcu, który jednak był zbiorem wyuczonych zasad. O ruchach, w których tych zasad nie było zbyt wiele, a tylko podążanie za instynktem za poszukiwaniem szczęścia dla partnerki i dla siebie... Czuł, jak pieką go uszy, dobrze, że nie było tu zbyt jasno, choć żałował, że jego włosy nie są już tak długie, aby zasłonić karminową skórę.

– Tak – wydukał. Przy niej znów miał siedemnaście lat, przy niej znów nie wiedział, co i jak powiedzieć, bo wszystko już między nimi zostało powiedziane.

Obrócił ją, nieco niewprawnie, ale wzrostem byli na tyle dopasowani, że zgrabnie znów mogła wylądować w jego objęciu.

– Mmm... Nora? – zaczął wciąż nie mogąc zebrać myśli, bo jedna głównie kotłowała się w jego głowie. To było trudne, to było niemalże niewykonalne. Ten tekst, przeklęty tekst, który dzwonił mu w uszach... I said something wrong? I don't know... . Kurwa... Obiecał sobie, że tego nie zrobi, a jednak... – To nie była Twoja wina. Ja po prostu nie mogłem. Wtedy. – kołysali się nadal, choć miał zwieszoną głowę i patrzyła na swoje stopy i jej piękną dryfującą obok gwieździstą suknię po tafli jeziora. – Moja matka, ona... – urwał, bo przecież nigdy nie obarczał Nory wiedzą o tym co działo się w jego rodzinnym domu. Nie chciał, by czuła się zobowiązana, żeby została z nim z litości. Westchnął ciężko. – Moja matka ma Maledicusa. – och jak bardzo chciał, żeby cały czas był to czas teraźniejszy, a nie przeszły – Każdy dzień, mógł być tym ostatnim... – dodał zdecydowanie ciszej, pochylając się trochę i zamykając oczy, nie będąc pewnym, czy jego czoło będzie mogło dotknąć jej. Wiedział, że znalazła sobie potem kogoś innego, kogoś, kto otoczył ją miłością i dał jej piękną córkę. Ale teraz, nagle, w obliczu listu który mu wysłała i piosenki, która dźgała jego poczucie winy, uznał, że powinna znać prawdę. Chociaż tę jej część, którą mógł wyjawić.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alastor Moody (2419), Atreus Bulstrode (5737), Avelina Paxton (1782), Bard Beedle (3596), Brenna Longbottom (6134), Dora Crawford (2097), Effimery Trelawney (1285), Elliott Malfoy (1227), Erik Longbottom (6964), Florence Bulstrode (1519), Julien Fitzpatrick (704), Morpheus Longbottom (3148), Neil Enfer (5806), Nora Figg (6410), Pan Losu (1128), Patrick Steward (3187), Perseus Black (3207), Samuel Carrow (4402), Samuel McGonagall (6257), Sebastian Macmillan (3662), Septima Ollivander (1076), Ula Brzęczyszczykiewicz (4993), Victoria Lestrange (7112), Vincent Prewett (1783)


Strony (27): « Wstecz 1 … 13 14 15 16 17 … 27 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa