• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance?

[04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance?
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#161
25.02.2024, 01:08  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.02.2024, 01:09 przez Brenna Longbottom.)  
Tańczę z Sebastianem i upewniam się, że egzorcysta nie potrzebuje egzorcyzmów.

Słowa wypływające z ust Sebastiana trochę ją skonsternowały, głównie dlatego, że absolutnie nic z nich nie zrozumiała – nie była pewna, czy Macmillan opisuje ofiary opętania (a Brenna zapamiętała to trochę inaczej, gdy przypomniała sobie dom Rosów), czy nagle poczuł potrzebę recytacji jakiejś modlitwy. Ta ostatnia myśl pchnęła rozważania Brenny na nieco inne tory.
– Próbujesz mnie egzorcyzmować? – zapytała, bo przedziwne wierszyki, w połączeniu z informacją o tym, że wygląda jak ofiara opętania mogły sugerować właśnie coś takiego. Chociaż czy prawdziwe egzorcyzmy nie powinny odbywać się po łacinie? Chyba ostatnio używał łaciny? Nie brzmiała przy tym pytaniu na urażoną, raczej na wyjątkowo zaintrygowaną możliwością przeprowadzania na niej egzorcyzmów na środku parkietu, podczas potańcówki w Dolinie Godryka.
Kiedy jednak odezwał się znowu, Brenna z wrażenia omal nie zmyliła kroku (zdołała wrócić do rytmu dość szybko – na szczęście, matka przecież by umarła ze wstydu, gdyby usłyszała, że jej jedyna córka podeptała kogoś w tańcu!), bo to już nawet w uszach takiego tłuka jak ona nie brzmiało, jakby chciał ją egzorcyzmować.
Nie, to brzmiało jakby on potrzebował egzorcyzmów. Takich w trybie bardzo pilnym, bo to przecież był Sebastian Macmillan, a ona była… no… była po prostu sobą. Tą Brenną, której kazał uprzedzać się o każdej sprawie z najmniej dwudniowym wyprzedzeniem, żeby przygotować się psychicznie do rozmowy.
– Sebastianie, jesteś pewny, że coś cię ostatnio nie opętało? Czy tylko sobie ze mnie żartujesz? – spytała, tym razem trochę podejrzliwie. Do licha, mężczyźni zachowywali się tak wobec niej zazwyczaj kiedy się czymś naćpali, to już się zdarzało w przeszłości. Może czegoś dodano mu do drinka? Brenna mogłaby przysiąc, że wspominała właścicielce, że efekty mają być nieszkodliwe i że ani kropla amortencji ani innego eliksiru miłosnego nie ma prawa znaleźć się w pobliżu tej szopy, ale może jednak coś przemycili? Albo któryś eliksir był przeterminowany lub źle przyrządzony i Sebastian doznał w wyniku napicia się go poważnego pomieszania zmysłów?



Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#162
25.02.2024, 02:15  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.02.2024, 02:18 przez Sebastian Macmillan.)  
Tańczę z Brenną.

Łapię spojrzenie Alastora; może zobaczyć, że jestem przerażony.

Zaczarowany drink przestaje działać, bo minęły dwie tury, odkąd go wypiłem.


Na jego ustach zamarł kpiący uśmiech, gdy zapytała go, czy próbuje z niej wygnać obcą duszę. Gdyby faktycznie zdecydowałby się zrobić coś takiego, to byłby prawdopodobnie pierwszym egzorcystą w historii Ministerstwa Magii, który postanowił to zrobić na parkiecie w stodole pełnej ludzi. Przecież to by było otwarte naruszenie wszelkich możliwych norm bezpieczeństwa. Nawet jeśli połowa gości bawiących się na imprezie następnego ranka miała zjawić się w biurach Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Bądź co bądź, mogliby się stać potencjalnymi ofiarami. Kto wie, jakie diabły mogłyby wyjść z Brenny Longbottom podczas rytuału oczyszczenia jej ciała i duszy?

— Panno Longbottom, ile razy mam to powtarzać? Egzorcyzm to nie jest zabieg kosmetyczny, jaki wykonują Potterowie na zapleczu swojej drogerii w mieście. To bardzo skomplikowany proces i na pewno nie przeprowadziłbym go w towarzystwie tylu... postronnych. Niektórzy są wierni Matce. Obawiam się, że mogliby źle znieść widok innej wiernej, której głowa wykręca się nagle na drugą stronę — zwrócił jej automatycznie uwagę Sebastian, z początku nie orientując się, że jego język w końcu przestał być marionetką wierutnych kłamstw. — A tak na marginesie, to wątpię, żebyś dała się poddać choćby jednemu egzorcyzmowi. A przydałoby ci się. Parę modlitw mogłoby ci tylko pomóc. Na deser zaoferowałbym wino mszalne z zeszłego sezonu. Pomaga wypłukać niesmak z ust.

Kiedy wypluwane przez niego w przydługim monologu słowa w końcu dotarły do jego własnego umysłu, Sebastian zaczął gubić kroki. Jego dolna warga zadrgała, a wzrok począł skakać między Brenną a parami, które kręciły się wokół nich. Wydawało mu się, że na moment złapał spojrzenie Alastora ale był zbyt podenerwowany, aby jakkolwiek na niego zareagować. Zwolnił nieco swój uścisk, spowalniając swoje ruchy. Miał ochotę uciec. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że magiczny efekt drinka przestał działać i mówił prawdę, samą prawdę i tylko prawdę.

— To nie moja wina! — żachnął się i poczerwieniał jak burak. To ona go w to wpakowała. Chociaż nie: tym razem ona również była ofiarą. Patrick. Cholerny Steward! I barman! Oboje byli w zmowie i... Egzorcysta nabrał wody w usta, wydychając powoli powietrze zalegające mu w płucach. Nie. Nie da się sprowokować. — Myślałem, że to twoja sprawka. — Napięcie w mięśniach twarzy jakby zelżało, wygładzając rysy Macmillana. — Jakieś twoje czary, ale to najwyraźniej barman zbyt odważnie dziś polewa.

Przecież nie przyzna się przed nią, że mógł bardziej uważać, po tym, jak praktycznie zaczął jej cytować poezję. Już i tak się przed nią wygłupił. Ona... Ona mu tego nigdy nie zapomni. Będzie mu to wypominać tak długo, jak oboje będą kroczyć po tym świecie. A ona znajdzie go wszędzie, w każdej dziurze, w każdej piwnicy, aż pewnego dnia otworzy lodówkę i zamiast obiadu z poprzedniego dnia znajdzie tam Brennę z kryształową czaszką, a potem on zacznie krzyczeć na jej widok i... I... I to będzie koniec, taki ostateczny i na wieki!

— Ładna sukienka — wymamrotał pod nosem, wbijając spojrzenie w czoło Longbottomówny. Jakby ten tekst mógł jakkolwiek uratować sytuację.
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#163
25.02.2024, 06:24  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.02.2024, 20:03 przez Atreus Bulstrode.)  
zionę niebieskim ogniem i tańczę z Viką

- Wiem? - zapytał, uśmiechając się do Victorii głupkowato. - Eee, jak to było? Veronica? Viola? Valerie...? - to unosił, to marszczył brwi, dla każdego kolejnego imienia robiąc inną minę, jakby raz rozważał, czy brzmi dobrze, a raz z miejsca je wręcz odrzucał. - Wybacz, to musiał być szczęśliwy traf, Lestrange - uśmiechnął się wreszcie do niej rozbrajająco. W jego przypadku, cóż - mówił tak do sporej ilości osób, nie tylko kobiet z resztą. Nawet jeśli z początku był to wynik różnicy doświadczenia i braku sympatii, tak potem przynajmniej intonował inaczej nazwiska osób, które darzył jakąkolwiek sympatią. A sama Victoria, cóż - lubił ją, bo czemu miał nie, ale jej nazwisko i bez tego było dla niego sympatyczne, głównie za sprawą przyjaźni z Louvainem.
- Nie? Szkoda - zacmokał, wyraźnie rozczarowany. - A gdyby mi się taki trafił, to jaką byś chciała usłyszeć? - zagadał ją jeszcze, uśmiechając się do niej wciąż, ale myślami już pijąc kolejnego drinka, nawet jeśli dopiero po niego sięgał.

Wreszcie napił się, jakiś taki wyraźnie bardziej zadowolony, przyglądając się Vice znad kieliszka. Zaraz jednak zrobiło mu się tak dziwnie trochę, jakby to co właśnie wypił namieszało mu trochę w żołądku. Nie pierwszy, nie ostatni raz i miał plan robić dobrą minę do złej gry (i też wypić resztę tego co pił, bo przecież szkoda było). Kiedy zapytała, czy chce zatańczyć, kiwnął szybko głową i wychylił resztę alkoholu do końca, odstawiając szkło na pobliski stolik, zaraz zwarty i gotowy.
- Z tobą? Zaw... - ale nie dokończył, bo zaraz dziwne uczucie rozrosło się i z ust wypłynął błękitny, chłodny płomień. Bulstrode wzdrygnął się, zatrzymując w pół kroku i intensywnie zastanawiając, co się kurwa dzieje i czy przypadkiem zaraz się nie spali od środka, ale dość szybko doszedł do tego, że nie czuje nic, co wskazywałoby na poparzenia. Otworzył usta znowu, chcąc coś powiedzieć jeszcze do Lestrange, ale kiedy tylko to zrobił, płomienie buchnęły raz jeszcze. No trudno - pokręcił tylko głową do siebie, a do niej wyciągnął rękę, wzruszając ramionami. Musiał to przeczekać.

Poprowadził ją na parkiet, ujmując zgrabnie w pasie i za dłoń, nie mogąc w sumie nie zwrócić uwagi na fakt, że albo zgubiła, albo coś jej zjadło pierścionek, który jeszcze do niedawna (?) nosiła. Czuł, jak dziwaczne uczucie w żołądku rozchodzi się nieco, aż w końcu zanika i na próbę znowu otworzył usta, a wtedy na całe szczęście, nie buchnął Lestrange płomieniem w twarz.
- Powiedz mi, Vivienne - uśmiechnął się do niej, puszczając do niej oczko. - O ile w ogóle masz ochotę, ale z tego co pamiętam, to byłaś zaręczona? A teraz widzę, że brakuje ci dość istotnego elementu na palcu. Czyżby kandydat na męża okazał się skończonym chujem, zdolnym tylko do kiszenia ogórków?
King with no crown
Stars, hide your fires
Let no light see my black and deep desires
wiek
31
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Kanclerz Skarbu
Schludny, młody mężczyzna ze starannie ułożonymi blond włosami. Nie grzeszy wzrostem, będąc wysokim na 178 centymetrów, acz chodzi na tyle wyprostowany i z uniesioną głową, że może wydawać się górować nad rozmówcą. Pomaga mu w tym spojrzenie chłodnych, niebieskich oczu, na tyle skutych lodem, że nie sposób się przez niego przebić, aby dostrzec kryjącą się za nimi duszę. Zazwyczaj używa perfum z cedrowymi nutami przeplatającymi się z drzewem sandałowym. Dobiera ubrania starannie, zwłaszcza kolorystycznie. Nie ubiera się krzykliwie, acz odpowiednio do okazji; zawsze z idealnie wyprasowanym materiałem koszuli, dobrze dopiętą kamizelką. Charyzmą przyciąga do siebie innych, acz waży słowa w naturalnie ostrożnej manierze. Nie brak mu w głosie donośnych tonów, na marne można oczekiwać, że otworzy usta, aby krzyczeć, nawet te cicho wypowiedziane przez niego słowa potrafią być dobitniejsze niż cudzy krzyk. Stawia na niską intonację, uważając, że jest przyjemniejsza dla ucha i bardzo dobrze podkreśla angielski, wręcz krzyczący w swojej pretensjonalności o jego uprzywilejowanym urodzeniu, akcent.

Elliott Malfoy
#164
25.02.2024, 15:25  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.02.2024, 15:37 przez Elliott Malfoy.)  
Elliott rozmawia z Erikiem oraz Perseuszem. Wita się z Neilem, jest pasywno agresywny, acz w ramach dobrego smaku.

Pierwszym, co Elliotta uderzyło, po tym jak uwięzieni wcześniej mężczyźni wytoczyli się w uldze z toalety (no kto by się spodziewał, zazwyczaj to działa na odwrót?), był fakt, że Perseusz wyglądał na faktycznie zadowolonego. Od raz odgonił sprośne myśli, które formowały mu się w głowie - no bo przecież co innego może przyjść na myśl po oswobodzeniu atrakcyjnych mężczyzn z potrzasku w toalecie.

- A czy nie na tym polegają kawalerskie? Na byciu zamkniętym w klaustrofobicznie małych pomieszczeniach z dużą ilością innych... kawalerów - chociaż kierował słowa do Blacka, to jego spojrzenie skupione było na Eriku i zmieszanej z półuśmiechem ulgą wykwitającej na jego twarzy.

Kwiecisty zapach bukietu wylosowanego przy wejściu na potańcówkę sprawiał, że troski zaprzątające na codzień głowę Malfoya wyblakły nieco i ustąpiły pozytywnym odczuciom; rozluźnieniu w komfortowym półmroku magicznie urządzonego pomieszczenia.

Już zamierzał odpowiedzieć coś równie błyskotliwego na pytanie Perseusa o 'dołączenie' do pochylania się nad pisuarami i, oczywiście w domniemaniu, również nad innymi widokami, które mogłyby tam wykwitnąć, ale rozmowa pognała do przodu, z toalety wyszła jeszcze jedna osoba - Elliott nie znał tego mężczyzny. Zmierzył Neila wzrokiem od stóp do głów. Ten wyglądał na zestresowanego - czyżby w tej łazience działo się więcej niż Malfoy z początku zakładał? Po reakcjach Perseusa i Erika wykluczył tę możliwość. Sam nieznajomy, którego zaraz Black też przedstawił nie przestał czuć się niekomfortowo. Elliott niespecjalnie się tym przejął - nie pierwszy i nie ostatni raz ludzie nie wiedzieli jak zachować się w jego towarzystwie. Może to i dobrze, sami wykreślali się z listy rozmówców, przez których trzeba przejść, aby nie wyjść na buca.

- Miło poznać - rzucił za Efnerem, nieco pasywno-agresywnie, chcąc zasugerować na odchodne, że być może byli w stodole, ale maniery wciąż byłyby mile widziane. Ostatecznie popatrzył nacząco na Perseusa, unosząc nieco brwi, ale nie dodał nic w tym temacie.

- Świetnie, dziękuję Percy, teraz nie dość, że ludzie będą mówić o tym, że farbuje włosy, to jeszcze że zostałem wampirem - dodał, acz czysto żartobliwie. Cala ta sytuacja bardziej go bawiła niż stresowała, prawdopodobnie za sprawą bukietu kwiatów, który wciąż dzierżył w dłoni.

- Inne obowiązki? - zwrócił się w końcu do Longbottoma, zamiast tylko się w niego bezceremonialnie wgapiać - Musisz mnie wprowadzić w te 'inne obowiązki - uśmiechnął się kątem ust.

Lamparty na koszuli poruszyły się, gdy spojrzał po sobie, aby docenić ... wyjątkowość ubioru, jakim zaszczycił dzisiejszych gości postańcówki.

- Skromnie. Niesamowicie dziękuję ci za polecenie mi tej koszuli. Mogę wyglądać spektakularnie ratując cię z tarapatów, w które obiecałeś, że nie wpadniesz - westchnął teatralnie, coby dodać sytuacji dramatyzmu.

- Percy, już zdążyłeś się upić i wytrzeźwieć? - uniósł jedną brew. Pytanie było zadane z powodu komentarza Erika o 'odprowadzaniu do domu'.



“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#165
25.02.2024, 15:30  ✶  
Luźna tura, żebyście mogli sobie potańczyć/porzucać kostki/pogadać.
Atrakcje: wyjec + światła.
28.02 będzie tura z ogłoszeniem konkursu tańca, za którym zagłosowaliście – w niej będzie czas na dobranie się w pary, w kolejnej sam konkurs. Rozpiska szczegółowa dalszych tur jest w temacie w szpalcie.

Kto, gdzie, co o ile nic mi nie umknęło
Odkryj wiadomość pozafabularną
Avelina i Alastor tańczyli spektakularnie.
Ula i Samuel C. też tańczyli spektakularnie.
Victoria i Atreus tańczą.
Brenna i Sebastian kończą tańczyć.
Nora i Samuel M. kończą tańczyć.
Neil pił drinka i witał się z Septimą.
Dora i Effie siedzą razem.
Morpheus jest z Septimą.
Florence i Vincent są przy jednym ze stolików.
Erik, Perseus i Elliott razem wyszli z łazienki i rozmawiają.

*
Występ dobiegał powoli końca: Patrick Steward, nagrodzony oklaskami, skończył wyśpiewywać ostatnie słowa Yesterday i melodia wygrywana przez instrumenty też wygasała powoli. Srebrzysty pył, efekt zaklęcia, znikł, za to kiedy chwilę później rozbrzmiały nuty kolejnej melodii – Sinnerman – światła lampionów, ukrytych dookoła parkietu, zaczęły powoli zmieniać barwy. Nie tak szybko jak w mugolskich dyskotekach, więc nie błyskały szaleńczo, a bardzo spokojnie przechodziły od błękitu do niebieskiego, do granatu i do zieleni, a powierzchnia „jeziora” migotała razem z nimi. Wcześniej ciemna jak nocne niebo, teraz przybierała różne kolory.

Zanim jednak wyśpiewano pierwsze słowa Sinnermana, do szopy wleciała sowa.
Ptak przeleciał przez salę i wypuścił czerwoną, charakterystyczną kopertę tuż nad głową Brenny i Sebastiana, którzy nie zdążyli jeszcze zejść z parkietu.
Wyjec wybuchł, a jego głos był dobrze słyszalny dla wszystkich na parkiecie i w jego najbliższych okolicach. Oto bez wątpienia Heather Wood – bardzo podekscytowanym tonem – informowała:

BRENNA, 
STAŁO SIĘ, JUŻ NIEDŁUGO BĘDĘ PANIĄ LUPIN, POWIEDZIAŁAM TAK, CAMERON ZEMDLAŁ, ALE BĘDZIE ŻYĆ, ŻYCIE JEST PRZEPIĘKNE, SZUKAJ SOBIE KIECKI NA ŚLUB!!!


Kolejna tura: 28.02 wieczorem.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#166
25.02.2024, 15:35  ✶  
Na parkiecie oddycham z ulgą, że Sebastiana jednak nie opętało, śmieję się na wyjca od Heather i idę zejść z parkietu.


– Bogom niech będą dzięki, wreszcie brzmisz jak ty! – ucieszyła się Brenna szczerze, kiedy Sebastian zaczął tłumaczyć, że egzorcyzmy to poważne przedsięwzięcie. Oczywiście puszczała samą treść pomimo uszu, bardziej skupiona na jej formie: a ta wreszcie pasowała do Sebastiana Macmillana, którego znała. Zwłaszcza te przemycone przytyki wobec jej osoby, tak, tutaj wszystko się zgadzało. Ulżyło Brennie przeogromnie, bo stężenie absurdu sięgało już zenitu, a przecież to nie tak, że już nie miała ochoty iść walnąć głową o jakąś dowolną powierzchnię płaską po rozmowie z Atreusem – nie zrobiła tego dlatego, że urządziła tę imprezę i powinna dbać o gości.
Zwolniła również, odruchowo dostosowując krok, i starając się nie pozwolić, by któreś z nich podeptało drugie. Nie umknęło jej uwagi ani że egzorcysta najpierw wyglądał tak, jakby zobaczył przed sobą diabła – zwykle robił taką minę kiedy ją widział, ale przechodziło po paru sekundach – a potem cały się zaczerwienił i jeszcze postanowił krzyczeć na parkiecie.
– Moje czary? Sądzisz, że rzucam na ludzi zaklęcia, żeby opowiadali mi, że wyglądam jak ofiara opętań? – spytała, i starała się brzmieć poważnie, bo zrobiło się jej trochę szkoda mężczyzny, ale nie do końca wyszło, uśmiech czaił się gdzieś w kącikach ust. – Nie przejmuj się, to nic wielkiego. Obiecuję nigdy więcej słowem o tym nie wspomnieć, spuśćmy na to zasłonę milczenia. I porozmawiam z nim zaraz. Z barmanem, to znaczy. Nie mam pojęcia, co mogło zadziałać w ten sposób. Może jesteś szczególnie podatny na jakiś składnik?
Albo jednak dolali eliksiry miłosne do drinków, uznając, że bez tego nie ma zabawy. Nie wpadało jej do głowy, że to drink na kłamstwo – w końcu ten utrudniał mówienie prawdy, ale żeby od razu zachęcał do recytowania poezji?

A potem nie wytrzymała się i roześmiała się, puszczając jego dłoń, gdy dźwięki Yesterday umilkły, on zaś postanowił skomplementować jej sukienkę. Ten komplement w zestawieniu z resztą rozmowy był po prostu tak straszliwie zabawny.
– Dziękuję, pasuje ci ten pył z pierścionka – odwdzięczyła się, a potem…
…wyjec?
Brenna zesztywniała, uśmiech natychmiast znikł z jej ust. Opuściła dłoń ku ukrytej magią kieszeni – bo tak, nie było mowy, by nie miała przy sobie różdżki, więc krawiec miał tu specjalne zamówienie – niemal pewna, że stało się coś bardzo złego, a ona była chyba jedyną trzeźwą członkinią Zakonu na Sali…
Ale nie.
To nie było wezwanie.
Przysłoniła usta, powstrzymując kolejny śmiech, tym razem i radości, i rozbawienia. Heather więc dostała czego chciała i oczywiście czuła się w obowiązku natychmiast poinformować o tym Brennę.
– No cóż, chyba wiosną odbędzie się znacznie większa impreza – oświadczyła, ruszając do zejścia z parkietu. Po jej ustach błąkał się lekki uśmiech.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#167
25.02.2024, 16:06  ✶  
Razem z Norą schodzą z parkietu. Sam już samotnie podchodzi do drink baru, konkretnie do Septimy, Neila i Morpheusa.

Skinął głową.

To był głupi pomysł, tak samo jak ten cały taniec, ale w sumie jak mógłby jej odmówić? Był jej to winien. Przez lata myślał, że tamtego feralnego popołudnia wyraził się jasno, ale list, który otrzymał kilka nocy temu, wyraźnie temu przeczył. Cóż, pamięć, podobnie jak uczucia, to wszystko było ułomne, temu wszystkiemu nie warto było dawać wiary. Tak, to właśnie był jedyny i niezaprzeczalny powód dla którego chciał iść z nią w chłód sierpniowej nocy. Trzeba było sobie to dobrze wyjaśnić.

Moment w którym ich dłonie się rozdzieliły, był niekomfortowy. Nora podążyła do Erika, a jemu pozostało odwrócić się i przyspieszyć, zacisnąć szczękę i rozciągnąć palce dłoni, aby zgubić ze stwardniałej pracą skóry wrażenie żałoby. Nawet ten wyjec... ledwie słyszał jego treść, utopiony we własnych niewesołych myślach.

Podszedł do baru i od razu ujął przygotowany dlań kufel czerwonego, grzanego wina. Sam o tym nie pomyślał, ale zmyślny barman, który już nazbyt nabroił magicznymi drinkami i zaburzonymi proporcjami, wykazał się refleksem i podgrzał mu zawartość tego Brennowego podarku. Intensywna woń słodyczy, cytrusów, goździków i cynamonu otoczyła szczupłą twarz Samuela, który rozpaczliwie próbował znów powrócić do równowagi. Diadem nic nie ważył na jego głowie, ale zobowiązywał. Mężczyzna odetchnął i rozejrzał się, zdając sobie sprawę, że stoi tuż obok Morpheusa, przybłędy i bardzo eleganckiej, z pewnością miastowej damy. Wiedział, że chyba powinien coś powiedzieć, zagadać, przywitać się, ale w głowie absolutnie zabrakło mu opcji dialogowych. Pod tym względem był zupełnie niepodobny do swego ojca, który onegdaj brylował na przyjęciach, dla każdego mając adekwatną anegdotkę, czy soczystą ploteczkę z kuluarów towarzyskiej śmietanki. Samowi zdecydowanie brakowało pod tym względem doświadczenia, ale też woli by "na sucho" takie umiejętności trenować. Nigdy nie było powodu, by to robić.

Czas stanął dla niego w miejscu, gdy oparty o ladę, z rzeźbionym kuflem w dłoni, milczący i zamyślony patrzył na pogodne oblicze tego, który go zaprosił na tę całą potańcówkę. W myślach obracał różne zasłyszane zdania, strzępki słów, ale żadne nie wydawały się odpowiednie, wszystkie brzmiały sztucznie.

Czy się więc dziwacznie gapił? Owszem. Czy miał tego świadomość? Ani trochę.

Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#168
25.02.2024, 18:39  ✶  
Schodzę ze sceny, zamawiam drinka, patrzę na ludzi. Teraz skupiam się na aurowidzeniu/niciowidzeniu wobec: Morfeusza, Elliota, (ponownie) Samuela.

Nieświadomy zamieszania, które wywołały zamówione przez niego drinki, Patrick skłonił się krótko, gdy dobiegły do końca ostatnie kawałki piosenki. Już wracając w stronę baru, gdy ekscytacja z powodu znajomej melodii (i działanie magicznego alkoholu) minęła, zaczął się sam zastanawiać nad tym, co właściwie przyszło mu do głowy z tym występem. Zazwyczaj wolał pozostawać raczej z boku i w żadnym razie nie wybijać się na pierwszy plan. Ba, odkąd został Zimnym, starał się zrobić wszystko, by czarodzieje zapomnieli o jego istnieniu. A tu proszę… czyżby to był drink? Barman uprzedzał, że te specjalne mogą mieć przyjemne konsekwencje, ale Steward jakoś nie wpadł wcześniej na to, że „przyjemne konsekwencje” mogły oznaczać wokalny występ przed wszystkimi.
A jednak trochę jakby korcąc los, postanowił zamówić sobie jeszcze jednego „specjalnego” drinka. Już stojąc przy barze i czekając aż barman mu go przygotuje, spojrzał w stronę tańczących, bardziej zainteresowany tym kto z kim tańczył, niż jak właściwie radzili sobie na parkiecie. Bardziej niż na Sebastianie i Brennie, zawiesił wzrok na wlatującej do stodoły sowie, początkowo kompletnie nie zdając sobie sprawy z tego jaki rodzaj listy niosła. Wreszcie, gdy zdał sobie sprawę, zmarszczył brwi, kompletnie nie spodziewając się wiadomości o ślubie Heather Wood. Co prawda akurat ta brygadzistka wydawała mu się bardzo młoda, ale najwidoczniej bardzo jej było śpieszno by zmienić status z panny na panią.
A potem Patrick, gdy już sięgnął po alkohol, zaczął się przypatrywać znajdującym się niedaleko ludziom. Najpierw skupił się nieco bardziej na Morfeuszu Longbottomie, potem trochę przez to co wiedział o Eriku, na Elliocie a wreszcie jeszcze raz popatrzył na Samuela McGonagalla. Na tym ostatnim, trochę z przekory. W końcu nie udało mu się nic w nim dostrzec ostatnim razem.

!magicznydrink

Odkryj wiadomość pozafabularną
Czy dalej próbuję zbierać przerzuty do osiągnięcia? Być może.

Morfeusz
Rzut PO 1d100 - 34
Slaby sukces...


Elliot
Rzut PO 1d100 - 56
Sukces!


Samuel
Rzut PO 1d100 - 47
Sukces!

Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#169
25.02.2024, 18:39  ✶  
Twoja pamięć staje się dziwnie zamglona, przez turę nie jesteś pewny, jaki jest dzień i masz nieodparte wrażenie, że wszyscy wciąż jesteście uczniami Hogwartu...
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#170
25.02.2024, 19:30  ✶  
Opuszczam Sama, podchodzę do Erika i jego kolegów, po drodze biorę drinki, jednego dla siebie, drugiego dla mojego psiapsi

Ulżyło jej. Kiedy skinął głową, ulżyło jej. Zgodził się znaleźć dla niej czas. Nie do końca wiedziała, o czym będzie z nim rozmawiać, wydawało jej się jednak, że warto to wyjaśnić, szczególnie, że nie udało im się tego zrobić przez osiem lat. Może wreszcie będzie mogła pozbyć się złudzeń. To by wiele ułatwiło.

Puściła jego dłoń, taniec się skończył, nic już ich więcej nie łączyło, poza tą krótką, skradzioną chwilą. Mogli ruszyć ponownie, każde w swoją stronę.

Szła przed siebie, żeby nie daj Merlinie nie zawrócić, nie odwrócić się, chociaż na chwilę, bo mogłaby zrobić coś nieprzemyślanego. Wypatrywała wzrokiem Erika, na całe szczęście, jego akurat zawsze było łatwo znaleźć w tłumie. Odetchnęła z ulgą, kiedy go dostrzegła. Stał ze swoimi znajomymi, jako, że przy nim czuła się najpewniej, to ruszyła w jego kierunku.

Szła obok drink baru. Wzięła w dłonie dwa drinki. Jeden dla siebie, drugi dla swojego przyjaciela. Do jej uszu doszedł piskliwy głos, bardzo donośny, spojrzała w stronę z której dochodził. Brenna dostała wyjca, ciekawe, na szczęście nie przyniósł żadnej złej wiadomości, ta Ruda wychodzi za mąż? Śmieszne, wydawało jej się, że ma jakieś piętnaście lat.

Odetchnęła jeszcze głęboko nim do nich podeszła, musiała uspokoić emocje. Ubrała na twarz uśmiech numer trzy i znalazła się koło mężczyzn. W końcu tak świetnie się tutaj bawiła, niech wszyscy o tym wiedzą, jaka jest zadowolona.

[a] - Już wróciliście? Chowacie się tu przede mną? - Zagaiła z uśmiechem i dopiero wtedy zauważyła Elliotta, którego tutaj jeszcze dzisiaj nie widziała. - Elliott, dobrze cię tutaj widzieć. - W końcu nie było to raczej miejsce, w którym można było się spodziewać obecności kogoś takiego. Erik musiał być zadowolony, że się tutaj pojawił. - Przepraszam bardzo za niesubordynację, ale wzięłam tylko jednego drinka dla mojego dzisiejszego partnera, mam nadzieję, że się panowie nie obrażą. - Wręczyła Erikowi pierwszego drinka. Sama zaś upiła łyk z tego drugiego, którego wzięła dla siebie.

Drink Ericzka
!magicznydrink

Drink Norki
!magicznydrink
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alastor Moody (2419), Atreus Bulstrode (5737), Avelina Paxton (1782), Bard Beedle (3596), Brenna Longbottom (6134), Dora Crawford (2097), Effimery Trelawney (1285), Elliott Malfoy (1227), Erik Longbottom (6964), Florence Bulstrode (1519), Julien Fitzpatrick (704), Morpheus Longbottom (3148), Neil Enfer (5806), Nora Figg (6410), Pan Losu (1128), Patrick Steward (3187), Perseus Black (3207), Samuel Carrow (4402), Samuel McGonagall (6257), Sebastian Macmillan (3662), Septima Ollivander (1076), Ula Brzęczyszczykiewicz (4993), Victoria Lestrange (7112), Vincent Prewett (1783)


Strony (27): « Wstecz 1 … 15 16 17 18 19 … 27 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa