• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Śmiertelnego Nokturnu v
« Wstecz 1 2 3 4 Dalej »
[24.07.72] Viorica i Samuel | That's my trash

[24.07.72] Viorica i Samuel | That's my trash
Fanka kamieni szlachetnych
I'm addicted to shiny things
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Pierwsze co rzuca się w oczy to burza czarnych, kręconych włosów. Okalają jasną twarz usianą licznymi piegami. Osadzone w niej szarozielone oczy często mają w sobie psotną iskrę. Viorica ma 167 centymetrów wzrostu, jest lekko tu i tam zaokrąglona, co nadaje jej pewnego uroku. Zwykle ubrana w kolorowe, wygodne ubrania. Nie boi się krótkich sukienek czy większych dekoltów, choć do pracy zawsze stara ubierać się stosownie. Zwykle ma na sobie jakiś element biżuterii. Najczęściej wykonany właśnie przez nią, czasem ukradziony lub "pożyczony". Niemal zawsze ma krótkie paznokcie, jej pace często są przybrudzone od metalu, z którym pracuje. Czasem zdarza jej się nosić specjalny monokl, który ułatwia jej pracę z drobną i wymagającą powiększenia biżuterią. Ma przyjemny, słodki głos, zwykle chodzi przez świat pewnym krokiem i z uśmiechem na ustach. Często pachnie metalem i różanymi perfumami.

Viorica Zamfir
#1
28.02.2024, 13:12  ✶  
24.07.1972
Przy śmietnikach na Nokturnie

Ostatnie miesiące nie potoczyły się po jej myśli. No dobrze, może nie było aż tak źle, zdrowie dopisywało, przynajmniej w większości, dach nad głową miała, jedzenie też, starczało nawet na drobne przyjemności, udało jej się uniknąć wszelkich niebezpieczeństw, które mimo czajenia się w zaułkach jakoś jej osobiście nie dotknęły. Można powiedzieć, że w przeciwieństwie do wielu innych, którzy borykali się z większymi niż ona problemami, nie mogła narzekać.
Tylko czy było to życie, czy jednak stagnacja?
Miała plany. Całkiem ambitne. Ba, nawet myślała, że mały sukces jej stoiska z biżuterią na Beltane będzie elementem przełomowym w jej karierze. Liczyła że zarobki z wtedy będą fundamentem jej przyszłego, w końcu własnego biznesu.
I co? W sumie nic.
Starczyło na kupno kilku całkiem przyzwoitych materiałów, w tym cennych metali i kamieni, nadal jednak siedziała na swoim starym etacie. Prywatne zlecenia spływały raczej słabo, tym bardziej, że jej pracodawca słysząc o całej sprawie, pogardliwie stwierdził, że jej “jarmarczne rękodzieło za knuta” już dawno wylądowało w rękach dzieci lub zapomniane głęboko w szufladach. I chyba miał rację. Nie były to ambitne twory, ale takie miały być. Miały dać chwilę zabawy, spowodować jeden czy dwa uśmiechy i być jakąś małą pamiątką.
I jak na początku jej samej ten zamysł się podobał, teraz musiała się zastanowić, czy przypadkiem nie nadała sobie błędnej etykiety, którą teraz musiała jakoś naprostować.
Dlatego zlecenie, na którym teraz pracowała było takie ważne.
Oczy miała już co prawda przekrwione i przesuszone, gdy poprawiała misterny wzór zawieszki, który miał imitować morskie fale. Miały one otaczać piękny akwamaryn, który wcześniej udało jej się kupić w całkiem dobrej cenie i który… Jeszcze chwilę temu leżał na jej biurku, a teraz nagle wyparował.
Poderwała się z krzesełka niemal natychmiast, praktycznie je przewracając, po czym w panice zaczęła przeszukiwać mebel przy którym pracowała, przewalając wszystkie papiery i bibeloty, a następnie całą podłogę. Wczołgała się w każdy kąt, brudząc kolana kurzem, który zaległ w mniej odwiedzanych przez zmiotkę i zaklęcia czyszczące kątach, po czym nagle wstała, niemal uderzając głową o jedną z szafek.
- Śmietnik. Sprzątałam śmieci z biurka - powiedziała do siebie, czując, jak robi jej się nagle niedobrze, na myśl o grzebaniu w śmietniku, bo oczywiście musiała wynieść je do pojemnika, który znajdował się przed jej kamienicą. I który oczywiście nie mógł stać od strony Horyzontalnej, tylko cholernego Nokturnu. Wolała nie myśleć, co mogło się w nim znajdować, akwamaryn był jednak w tym momencie warty więcej niż jej godność. W sumie dużo rzeczy było więcej wartych niż to. Dowiedziała się o tym już dawno temu.
Zeszła na dół, nastrajają się na nurkowanie wśród odpadków. I po chwili stanęła jak wryta, bo dostrzegła kogoś, kto właśnie grzebał w tym nieszczęsnym kontenerze, gdzie znajdował się prawdopodobnie jej zaginiony skarb. Bo jeśli nie, to znaczy, że niedługo zrobi z siebie debila bez powodu.
- HEJ! TO MOJE ŚMIECI! - krzyknęła, wiedząc, że nikt normalny i tak nie zwróci na nich uwagi, ewentualnie jak najszybszym krokiem oddali się z okolicy, nie chcąc trafić na walczących bezdomnych. Nie ważne, że sytuacja była, chyba, zgoła inna. - Zostaw to! - rzuciła, zbliżając się do nieznajomego. I cóż, może gdyby była mniej zmęczona przemyślałaby swoje postępowanie i nie zaryzykowałaby dostaniem klątwą w twarz. Teraz jednak liczyły się pieniądze, które właśnie zaraz mogła stracić.
Trickster
Come with me now,
I'm gonna take you down.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Samuel mierzy jakieś 185 centymetrów wzrostu. Jest bardzo wysportowany, lubi wszelkie aktywności fizyczne. Włosy ma jasne, zawsze czesane wiatrem, często zbyt długie i roztrzepane, pojedyncze kosmyki nachodzą mu na jasnoniebieskie oczy. Na jego twarzy zazwyczaj maluje się beztroski uśmiech. Pachnie smarem i tytoniem.

Samuel Carrow
#2
28.02.2024, 13:27  ✶  

Lipiec był dla niego bardzo pracowity, nie spodziewał się, że wynalazek, który stworzy z nieznajomym okaże się być takim hitem wśród lokalnych czarodziejów. Był dumny, bardzo dumny, szkoda tylko, że tamten chłopak musiał wyjechać do USA. Wydawało mu się, że sam nie do końca potrafił osiągnąć tak wiele. Mimo wszystko ten mały sukces dodał mu odwagi, spowodował, że odrobinę uwierzył w siebie. Miał dużo zleceń na te nieszczęsne Termociołki, jednak nie uważał, że jest to coś, czym chciał się zajmować całe życie, chciał osiągnąć więcej, nie osiadać na laurach.

Tak się składało, że jego działalność nie była jedynym, czym się zajmował. Od czasu do czasu musiał pojawić się w Londynie, bo pracował również dla ministerstwa, miał kilka zleceń, które dla nich ogarniał. Dzisiaj był jeden z tych dni, kiedy musiał się tutaj znaleźć. Nie, żeby specjalnie mu to odpowiadało, zdecydowanie wolał w taką pogodę siedzieć na wsi, pod drzewem, czy coś, a nie lądować w miejskiej dżungli, gdzie żar z nieba wydawał się parzyć jeszcze bardziej. Na całe szczęście było to chwilowe, zrobił swoje i mógł wyruszyć do domu.

Tyle, że coś go podkusiło. Skoro już znalazł się w Londynie, może warto było rozejrzeć się po okolicznych śmietnikach? Nie były dla niego, aż tak bardzo atrakcyjne, jak te mugolskie (nie wiedzieć czemu upodobał sobie właśnie je), ale byłby głupi, gdyby nie skorzystał z okazji.

Wylądował na Nokturnie, śmieci tutaj jebały jeszcze bardziej, niż wszystkie inne. Smród mu zazwyczaj nie przeszkadzał, bo sporo czasu spędzał na ogromnych mugolskich, wysypiskach śmieci, ale cała ta ulica cuchnęła. To było nie do wytrzymania. Nie tak łatwo jednak było go odwieść od pomysły, który przyszedł mu do głowy. Odważnie postanowił brnąć w to dalej, taki już miał charakter.

Znalazł kontener, który wydał mu się atrakcyjny, ciekawe co za skarby w nim znajdzie. Zapewne nie będzie to kolejna porcja obrazów, którą ostatnio udało mu się znaleźć w Dolinie, bo Nokturn - cóż, nie spodziewał się tu znaleźć artystów. Było to miejsce w którym mieszkali najgorsi z czarodziejów, ci którzy mieli wątpliwą renomę. Śmietnik, jednak jak śmietnik, warto do niego zajrzeć.

Otworzył go sobie i zaczął machać różdżką, aby usunąć pierwszą warstwę śmieci, nie wiedzieć czemu największe perełki zazwyczaj znajdowały się na samym dnie.

Grzebał sobie skupiony, czekając aż wreszcie trafi mu się coś ciekawego. Wtedy to dostrzegł, dobijało światło, zielone, może niebieskie? Zanurkował ręką, aby wyciągnąć zdobycz. Wtedy do jego uszu dobiegł krzyk. Kurwa. Pomyślał, chociaż nie robił nic złego, przecież tylko grzebał sobie w odpadkach, nie był to chyba powód, aby zrobić mu krzywdę.

Odwrócił się gwałtownie ze swoją zdobyczą w dłoni, zacisnął ją, aby jakby coś udawać, że to nie jego ręka, a raczej, że nic w niej nie ma.

- Jak twoje śmieci? Śmieci są publiczne. - Spoglądał na dziewczynę zdziwiony, trochę mu ulżyło, kiedy zobaczył, jak wygląda osoba, która go przyłapała, nie sprawiała wrażenia groźnej.

- Zgubiłaś się dziewczynko? - Zapytał jeszcze, bo nie pasowała mu za cholerę do tego Nokturnu.

Fanka kamieni szlachetnych
I'm addicted to shiny things
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Pierwsze co rzuca się w oczy to burza czarnych, kręconych włosów. Okalają jasną twarz usianą licznymi piegami. Osadzone w niej szarozielone oczy często mają w sobie psotną iskrę. Viorica ma 167 centymetrów wzrostu, jest lekko tu i tam zaokrąglona, co nadaje jej pewnego uroku. Zwykle ubrana w kolorowe, wygodne ubrania. Nie boi się krótkich sukienek czy większych dekoltów, choć do pracy zawsze stara ubierać się stosownie. Zwykle ma na sobie jakiś element biżuterii. Najczęściej wykonany właśnie przez nią, czasem ukradziony lub "pożyczony". Niemal zawsze ma krótkie paznokcie, jej pace często są przybrudzone od metalu, z którym pracuje. Czasem zdarza jej się nosić specjalny monokl, który ułatwia jej pracę z drobną i wymagającą powiększenia biżuterią. Ma przyjemny, słodki głos, zwykle chodzi przez świat pewnym krokiem i z uśmiechem na ustach. Często pachnie metalem i różanymi perfumami.

Viorica Zamfir
#3
28.02.2024, 16:57  ✶  
Nie dało się ukryć, że Nokturn był miejscem raczej nieprzyjemnym, Viorica jednak patrzyła na niego raczej z pewną melancholią niż obrzydzeniem. Niebezpieczny, cuchnący czasem czarną magią, czasem czymś, czego wolałoby się nie określać da błogiej nieświadomości. A jednak niemalże się tu wychowała. Nauczyła się żyć unikając co ciemniejszych zakamarków, które oznaczały utratę życia, wykorzystywała zaś te, które idealnie nadawały się na podkradnięcie czyjegoś portfela.
Może dlatego skończyła mieszkając na granicy tej zapomnianej przez bogów dziury, a cywilizowanego świata, nie potrafiąc porzucić tego, co ukształtowało znaczną część jej istoty. Nie ważne jak bardzo chciała od tego uciec. Przystępna cena mieszkania była w pewnym sensie tylko wymówką.
Dwa lata zachowywania się jak w miarę przykładny obywatel na pewno zrobiły swoje. Jej ubiór i ogólny wygląd raczej nie wywoływał w nikim postrachu, raczej sprawiała wrażenie zwykłej trzpiotki, która jakimś cudem wylądowała w zakazanej części miasta w poszukiwania dreszczyku. Była jednak w pewnym sensie w domu.
Co nie zmieniało faktu, że zawsze mocniejsza była w gębie, niż w jakiejkolwiek innej dziedzinie, która mogłaby uratować jej skórę.
- Te śmieci są akurat moje - stwierdziła, wskazując na kubeł palcem. - Resztę możesz sobie zabrać, ale te, łącznie z tym co już zdążyłeś zabrać, polecam odłożyć - ciągnęła dalej, jakby nie zauważając, że jegomość ma dwadzieścia centymetrów przewagi wzrostu, jak i zapewne krzepy fizycznej. Prawdopodobnie jedna z ostatnich szarych komórek, które aktualnie posiadała, kazała jej sprawdzić, czy jej różdżka tkwi w kieszeni jej brązowych, luźnych spodni. Wewnętrznie odetchnęła, wyczuwając zarys drewnianej rączki. Nie spuszczała wzroku z nieznajomego, gdy powoli do niej dochodziło, że mogła właśnie wepchnąć się w coś niebezpiecznego, niemal czując, jak powoli otrząsa się z jakiegoś amoku, w który wcześniej wpadła przez paniczne poszukiwania. - Wcale się nie zgubiłam, ba, jakbyś chciał mogłabym tu nawet robić za przewodnika. Może potrzebujesz, bo jakoś cię nie kojarzę z tych okolic? - uśmiechnęła się, wiedząc, że ryzykowała tym stwierdzeniem. Od dłuższego czasu nie była w stu procentach na bieżąco z tym co działo się w półświatku, często jednak przechadzała się nieszczęsną dzielnicą, stałych gości i mieszkańców jako tako więc znała. Przynajmniej z widzenia. A twarz na którą teraz patrzyła jakoś jej się nie utrwaliła.
Pomyłka pewnie nie skończy się dobrze, kamień w jakiś sposób wydawał jej się warty całego zamieszania. Poczuła smak starej dobrej adrenaliny, która kiedyś towarzyszyła jej tak często, że niemal była od wtedy uzależniona. Cóż, przynajmniej w końcu nie było nudno.
Trickster
Come with me now,
I'm gonna take you down.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Samuel mierzy jakieś 185 centymetrów wzrostu. Jest bardzo wysportowany, lubi wszelkie aktywności fizyczne. Włosy ma jasne, zawsze czesane wiatrem, często zbyt długie i roztrzepane, pojedyncze kosmyki nachodzą mu na jasnoniebieskie oczy. Na jego twarzy zazwyczaj maluje się beztroski uśmiech. Pachnie smarem i tytoniem.

Samuel Carrow
#4
29.02.2024, 12:05  ✶  

Sammy bywał w dziwnych miejscach, bo można tam było znaleźć najwięcej skarbów, tyle, że Nokturn uważał zawsze za jedno z najgorszych. Nie chciałby tutaj skończyć, zdecydowanie nie było to fajne miejsce do życia. Nie dość, że śmierdziało to sąsiedzi mogli okazać się bardzo wątpliwi. Przyzwyczajony był raczej do uprzejmości, z którą spotykał się w Dolinie Godryka, gdzie wszyscy się znali i darzyli sympatią. Do tego okolica była zdecydowanie przyjemniejsza dla oka, świeże powietrze i cała masa innych zalet. Nie umiał zrozumieć tych, którzy wybierali Nokturn jako swoje miejsce do życia, bo nie widział w nim niczego atrakcyjnego.

- Ta? Nie widzę tutaj podpisu. - Udał, że spogląda na kontenery. Nie do końca rozumiał o co chodzi tej lasce, jakim cudem śmieci miały być jej? Nie była to rzecz, która mogła należeć do kogokolwiek. - A jak nie odłożę to co? - Nawet bawiła go ta rozmowa. Szczególnie, że wiedział, iż tak naprawdę w sekundę może zniknąć tej dziewczynie sprzed nosa. Był specjalistą od transportu, nie miał problemu z teleportacją w żadnych warunkach, mimo wszystko nadal tu stał, bo sytuacja go rozbawiła i ta krótka wymiana zdań.

Carrow nawet przez sekundę nie myślał o tym, żeby sięgnąć po różdżkę, nie potrzebował jej. Nie widział sensu w rzucaniu zaklęć na ulicy, nie była to sytuacja, która tego wymagała. Zresztą najczęściej wybierał opcje najmniej bolesne, także po prostu zrobi cyk i zniknie, jeśli sytuacja zacznie podążać w stronę, która go nie usatysfakcjonuje.

- Jeśli będę potrzebował przewodnika, to zapamiętam do kogo się zgłosić. - Uśmiechnął się bezczelnie. Zdecydowanie nie wyglądała mu na osobę, która zna okolice, ale mogło być różnie. Nie spowodowało to wcale, że poczuł się mniej pewnie, bo niby dlaczego? - Dasz jakieś namiary, czy coś? - Skoro już mu to zaproponowała, to może faktycznie skorzysta z oprowadzania w dalekiej przyszłości, nie, żeby faktycznie tego potrzebował, ale kto wie, co mu się może w życiu przydarzyć. Nigdy nie można tego przewidzieć.

Zacisnął mocniej pięść, w której trzymał kamień, tak naprawdę nie zależało mu na nim wcale, był po prostu ładną błyskotką, jednak skoro już wpadł w jego dłonie... Potrzebował jakiegoś argumentu, aby oddać go dziewczynie. To, że mówiła, że to jej śmieci wcale nie było wystarczające, bo mogła kłamać. Ciekawe do czego go potrzebowała.

Fanka kamieni szlachetnych
I'm addicted to shiny things
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Pierwsze co rzuca się w oczy to burza czarnych, kręconych włosów. Okalają jasną twarz usianą licznymi piegami. Osadzone w niej szarozielone oczy często mają w sobie psotną iskrę. Viorica ma 167 centymetrów wzrostu, jest lekko tu i tam zaokrąglona, co nadaje jej pewnego uroku. Zwykle ubrana w kolorowe, wygodne ubrania. Nie boi się krótkich sukienek czy większych dekoltów, choć do pracy zawsze stara ubierać się stosownie. Zwykle ma na sobie jakiś element biżuterii. Najczęściej wykonany właśnie przez nią, czasem ukradziony lub "pożyczony". Niemal zawsze ma krótkie paznokcie, jej pace często są przybrudzone od metalu, z którym pracuje. Czasem zdarza jej się nosić specjalny monokl, który ułatwia jej pracę z drobną i wymagającą powiększenia biżuterią. Ma przyjemny, słodki głos, zwykle chodzi przez świat pewnym krokiem i z uśmiechem na ustach. Często pachnie metalem i różanymi perfumami.

Viorica Zamfir
#5
29.02.2024, 16:18  ✶  
Wszyscy się lubili? Także bez kłótni słyszanych na kilka sąsiednich budynków, bez klątw latających nad głowami, bez trupów znajdowanych z rana przed swoimi drzwiami wejściowymi? Nuda, choć pewnie miało to swoje uroki. Nawet jeśli jej drzwi wejściowe wychodziły na tą bezpieczną w założeniu ulicę, tak ze swojego okna nadal mogła oglądać bójki i zatargi, które czasami bywały nawet zabawne. A czasami po prostu zamykała okiennice i udawała, że nic nie zobaczyła. Tak na wszelki wypadek.
Szczerze mówiąc nie bardzo wiedziała, co ma zrobić. Grozić może i potrafiła, ale ani z niej mistrz zaklęć, ani nie potrafiła sprzedać prawego sierpowego, umiała tylko co najwyżej pleść farmazony i trzepotać rzęsami. Co najwyraźniej musiało jej teraz wystarczyć. Bo jak nie odzyska kamienia, to pewnie będzie głodować przez najbliższe miesiąc, o ile nie znajdzie sobie u kogoś jadłodajni.
- Słuchaj, a ty swoje gacie podpisujesz, żeby ci ich nikt nie zwinął? Co, jak nie ma etykietki to już można sobie zabrać bez pozwolenia? - co prawda przyganiał kocioł garnkowi, bo Viorice nie przeszkadzało, że przedmiot skradziony był podpisany, ale ona chociaż nazywała to po imieniu. A tego śmietnika nie mogła w tej chwili oddać za żadne skarby. Mogła więc pokusić się o trochę hipokryzji.
- A jak nie odłożysz… - to będę płakać - …to cię zmuszę. - Zabrzmiało może i groźnie, ale tak naprawdę była w stanie to zrobić za pomocą uroku. O ile udałoby się wyciągnąć różdżkę zanim facet nie strzeli w nią klątwą na przykład. Chyba, że jej stwierdzenie go tak rozbawi, analizując jej położenie, że położy się ze śmiechu. Mógłby to zrobić, nawet by nie narzekała.
Ogólnie jak się żyje tu gdzie właśnie się znajdowali, zawsze myśli się o ewentualnym posłużeniu się różdżką, do tego Vior nie jedno w swoim niezbyt długim życiu przeszła, miała więc zawsze z tyłu głowy, że świat nie jest piękny i różowy. Tak naprawdę obawiała się każdego obcego, którego zdarzało jej się tu spotkać. Rzadko kiedy mieli dobre zamiary i szlachetne serca, choć nawet wśród najgorszego szlamu zdarzało jej się spotykać diamenty. Nie była to jednak zbyt duża grupa.
Tymczasem odpowiedź na jej zaczepkę o przewodniku lekko zbiła ja z tropu. Zmarszczyła brwi, zastanawiając się, czy to przypadkiem nie jakaś pułapka i próba zdobycia jej danych, wyczuła w tym jednak możliwość ogarnięcia małego interesu. Wyprostowała się lekko, patrząc jeszcze raz oceniająco na konkurenta w przeszukiwaniu śmieci.
- Odstąpisz od kubła z odpadkami, to może dostaniesz nawet darmową wycieczkę, nie zapewniam jednak żadnej ochrony - dodała szybko, wiedząc, że jest ostatnią osobą która mogła gwarantować bezpieczeństwo na tych ulicach. Najwyżej dodatkowe kłopoty. - Znaleźć zaś mnie możesz u jubilera na Alei - wskazała ręką, w odpowiednim kierunku, woląc jednak podać miejsce, w którym zwykle przebywali jacyś potencjalni świadkowie, niż swoje własne mieszkanie. Pod którym właśnie stali, choć może lepiej było o tym nie uświadamiać.
Trickster
Come with me now,
I'm gonna take you down.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Samuel mierzy jakieś 185 centymetrów wzrostu. Jest bardzo wysportowany, lubi wszelkie aktywności fizyczne. Włosy ma jasne, zawsze czesane wiatrem, często zbyt długie i roztrzepane, pojedyncze kosmyki nachodzą mu na jasnoniebieskie oczy. Na jego twarzy zazwyczaj maluje się beztroski uśmiech. Pachnie smarem i tytoniem.

Samuel Carrow
#6
01.03.2024, 12:38  ✶  

- Swoje gacie trzymam w swojej szufladzie, w sypialni. - Rozbawiło go to, jak się denerwowała. Nie wiedzieć czemu musiał jej tłumaczyć takie proste rzeczy. - Czy tutaj na Nokturnie to normalne, że swoje trzymacie na zewnątrz? Może to jakieś różnice kulturowe, czy coś. - Podrapał się po głowie próbując zrozumieć temat, tyle, że najwyraźniej rozumiał z tego wszystkiego coraz mniej. Nie znał nikogo z Nokturnu, przynajmniej jak do tej pory, ale wydawało mu się, że śmietniki działają tutaj jak wszędzie, że nie są to prywatne schowki mieszkańców. Może całe życie żył w błędzie? Nie wydawało mu się jednak, żeby miało to sens, bo raczej wszędzie świat działał podobnie. Dziewczyna chciała mu zamieszać w głowie, spowodować zwątpienie, ale on się nie da!

Zaśmiał się w głos kiedy usłyszał jej kolejny komentarz. To cię zmuszę. Naprawdę była zabawna. - Możesz spróbować, obawiam się jednak, że jesteś trochę jak te małe pieski, które głośno szczekają, a nie potrafią zrobić krzywdy. - Może i te słowa były zupełnie niepotrzebne, ale Sammy nie wiedział, kiedy się zamknąć, taki już miał charakter i zawsze mówił trochę za dużo.

Nie obawiał się tego, że może wyciągnąć różdżkę, bo wiedział, że kiedy tylko po nią sięgnie, będzie miał czas na to, aby stąd zniknąć. Jego umiejętności związane z translokacją były ponad przeciętne, ba nie bez powodu wybrali go na nauczyciela uczniaków w Hogwarcie. Był w tym dobry, o ile nie wybitny i miał tego świadomość. Może właśnie przez to tak kozaczył.

Zrobił krok do przodu od kubła na śmieci, w końcu tego oczekiwała. - Tyle wystarczy? Czy mam się jeszcze trochę przesunąć. - Otworzył swoją dłoń, aby spojrzeć na kamień, który wydawał mu się być czerwony, Samuel widział świat w swoich barwach, był bowiem daltonistą, więc nie do końca miał świadomość, co trzyma w dłoni. Bardziej mu to wyglądało nawet na szkło.

- Ach u jubilera, czyli to coś, co mam w dłoni, to nie jest kawałek szkła? - Musiał to być jakiś wartościowy kamień, inaczej by się tak tym nie przejęła. - Wyrzuciłaś go przypadkiem, co? - Chyba ułożył sobie w głowie, to co musiało się tutaj wydarzyć.

Fanka kamieni szlachetnych
I'm addicted to shiny things
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Pierwsze co rzuca się w oczy to burza czarnych, kręconych włosów. Okalają jasną twarz usianą licznymi piegami. Osadzone w niej szarozielone oczy często mają w sobie psotną iskrę. Viorica ma 167 centymetrów wzrostu, jest lekko tu i tam zaokrąglona, co nadaje jej pewnego uroku. Zwykle ubrana w kolorowe, wygodne ubrania. Nie boi się krótkich sukienek czy większych dekoltów, choć do pracy zawsze stara ubierać się stosownie. Zwykle ma na sobie jakiś element biżuterii. Najczęściej wykonany właśnie przez nią, czasem ukradziony lub "pożyczony". Niemal zawsze ma krótkie paznokcie, jej pace często są przybrudzone od metalu, z którym pracuje. Czasem zdarza jej się nosić specjalny monokl, który ułatwia jej pracę z drobną i wymagającą powiększenia biżuterią. Ma przyjemny, słodki głos, zwykle chodzi przez świat pewnym krokiem i z uśmiechem na ustach. Często pachnie metalem i różanymi perfumami.

Viorica Zamfir
#7
01.03.2024, 16:42  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.03.2024, 16:47 przez Viorica Zamfir.)  
Tak naprawdę kusiło ją, by powiedzieć, że na Nokturnie niektórym zdarza się nawet trzymać swoje flaki poza ciałem, w którym zwykle powinny się znajdować, czuła jednak coraz większe zrezygnowanie. Kłóciła się z przypadkowym gościem robiąc z siebie idiotkę, nawet nie wiedząc, czy tak naprawdę ma o co. Bo co, jak wcale nie wyrzuciła tego kamienia? Albo dawno już ktoś go znalazł, może ktoś wcześniej przeszukał już kosz, co wcale by jej nie zdziwiło? Znając jej życie, szanse, że urządzała właśnie bezsensowną przepychankę słowną były całkiem spore. Nie potrafiła się jednak tak do końca wycofać.
- Po prostu nie tak dawno temu wyrzuciłam tutaj swój syf, który jednak może okazać się przydatny, okej. Zresztą, nie wiem jakie zasady kultury panują tam, skąd pochodzisz, ale wiesz, tu w koszu grzebią zwykle bezdomni, a na takiego mi nie wyglądasz. Chyba, że robisz za jakiegoś ekskluzywnego menela, czy jakiś inny wymysł, nie wiem, nie będę się w to wtrącać, mógłbyś jednak sobie ten jeden, jedyny kontener odpuścić, co? W reszcie grzeb sobie ile chcesz - odpowiedziała, lekko już zrezygnowana.
Miał rację, raczej ciężko byłoby jej zrobić mu krzywdę, ale nie dlatego, że miała jakieś wybitne hamulce moralne. Raczej przez to, mogła go co najwyżej pokąsać po kostkach, niż wyrządzić jakieś konkretne szkody. Zresztą, jeśli przypadkowo straciłaby szansę na odzyskanie swojej zguby, zapewne by się już kompletnie załamała.
Zresztą, aktualnie i tak była naprawdę tego bliska. Wiedziała, że ten przeklęty facet się z nią bawił, a ona znajdowała się na przegranej pozycji.
A mimo to ten zaczął nagle ustępować. Zdziwiło ją to lekko, nie była przyzwyczajona, że ot tak, ktoś potrafił nagle odpuścić, wytrąciło jej to niemalże z równowagi. I choć nadal się z niej śmiał, stał się w jej oczach jakoś nagle mniej wrogi.
- Ym… - zaczęła inteligentnie, patrząc jak tamten się nie wycofuje, potem jednak zobaczyła, co trzymał w otwartej dłoni. Zalała ją nagle jednocześnie fala ulgi, bo jednak się nie pomyliła i naprawdę niechcący wyrzuciła kamień, jak i strachu, bo w końcu gość mógł w każdej chwili zacząć uciekać i tyle by go pewnie widziała. Poczuła jak w jej gardle rośnie gula, w oczach zaś zaczęły zbierać się jej łzy.
Ach, pieprzyć jej życie.
- Zwykły kawałek szkła? Zwykły? - zaczęła drżącym głosem. - To coś to naprawdę dobrej jakości akwamaryn, który udało mi się kupić za cholernie wysoką zaliczkę, którą pobrałam od klienta i jeśli go w tej chwili stracę, to nie wiem czy mam po co wracać do domu i czy nie powinnam się położyć koło tego zakichanego kosza i po prostu tu zdechnąć! - wykrzyknęła, powoli mając wszystkiego dość. To nie był jej dzień pod wieloma względami, czuła jak coś w niej powoli pęka. Frustracja, niemoc, jakieś dziwne zmęczenie, z którego nie zdawała sobie sprawy. - Tak, wyrzuciłam niechcący - przyznała, po czym pociągnęła nosem, odwracając lekko głowę, byle by nie patrzeć na gościa będącego świadkiem jej małego załamania. Jej godność właśnie utonęła w tym całym śmietnisku, tak samo jak przed chwilą ten przeklęty kamyk.
Trickster
Come with me now,
I'm gonna take you down.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Samuel mierzy jakieś 185 centymetrów wzrostu. Jest bardzo wysportowany, lubi wszelkie aktywności fizyczne. Włosy ma jasne, zawsze czesane wiatrem, często zbyt długie i roztrzepane, pojedyncze kosmyki nachodzą mu na jasnoniebieskie oczy. Na jego twarzy zazwyczaj maluje się beztroski uśmiech. Pachnie smarem i tytoniem.

Samuel Carrow
#8
02.03.2024, 23:07  ✶  

Czerpał jakąś dziwną satysfakcję z tej wymiany zdań. Nie, żeby normalnie sprawiało mu przyjemność kłócenie się z przypadkowymi laskami... Tutaj jednak, ta cała sytuacja była tak bardzo abstrakcyjna, że sam nie wiedział, co się dzieje. Kłócili się o jakiś kawałek szkła, pod kontenerem na śmieci na Nokturnie. Był to chyba pierwszy raz w jego życiu, kiedy ktoś tak zaciekle walczył o rzeczy, które wyrzucił.

- Łatwo ci przychodzi ocenianie, co? - Tak, spotykał się z pogardą przypadkowych osób, które spotykały go podczas jego wypraw. Nie wszyscy rozumieli to zainteresowanie. Gdyby tylko wiedzieli, jakie skarby można znaleźć w śmieciach. Ludzie czasem pozbywali się rzeczy bardzo lekką ręką, dla innych te przedmioty okazywały się być naprawdę cenne, szczególnie, gdy poświęcił im dzień lub dwa. Mógł je później sprzedać za całkiem niezłe pieniądze, a potrzebował kasy, bardzo jej potrzebował, bo jego siostra potrzebowała leczenia. Musiał zebrać fundusze na to, aby mogła trafić pod opiekę najlepszych uzdrowicieli, jej klątwa mogła zniszczyć ich życie, na zawsze. Nie chciał do tego dopuścić, dlatego kombinował jak tylko mógł.

Sammy nie zamierzał też kłócić się z nią bez sensu, nie miał problemu z tym, aby oddać jej ten kamyczek, tylko potrzebował ku temu odpowiednich argumentów. Nie działały na niego groźby, nie był tym typem człowieka. Zdecydowanie wolał usłyszeć wyjaśnienia i tyle. Nie mogła od razu się do wszystkiego przyznać? Czy wtedy nie byłoby prościej? Nie rozumiał bab, zdecydowanie. Nie ma się co dziwić, że nadal był kawalerem.

Chyba udało mu się doprowadzić ją do granicy, bo w pewnym momencie pękła. Wyśpiewała mu wszystko, gdy mówiła o tym kamyku dopiero wtedy zrozumiał dlaczego musiało jej na nim tak bardzo zależeć. Patrząc na to, że musiała tu mieszkać (założył tak, bo bo skoro te śmieci były jej, to nie mogło być inaczej), to nie należała do specjalnie majętnych osób, więc może faktycznie bardzo potrzebowała tego kawałka szkła.

Nie zamierzał utrudniać jej życia, dostał to czego potrzebował - wyjaśnienia. Ruszył więc w jej kierunku i stanął tuż przed dziewczyną, albo mu się wydawało, albo widział, że zaczerwieniły się jej oczy. Trochę go to zbiło z pantałyku, czy doprowadził ją do płaczu. Poczuł się z tym okropnie, bo zdecydowanie nie o to mu chodziło. Dopiero kiedy się do niej zbliżył zwrócił uwagę na jej twarz, znał ją. Teraz sobie to uświadomił. Ze szkoły, to musiała być szkoła. Otworzył swoją dłoń i wysunął ją w kierunku dziewczyny. - Proszę. - Był gotowy oddać jej ten kamyczek. - W ogóle, to chyba cię znam. - Nie wiedzieć czemu musiał się tym z nią podzielić.

Fanka kamieni szlachetnych
I'm addicted to shiny things
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Pierwsze co rzuca się w oczy to burza czarnych, kręconych włosów. Okalają jasną twarz usianą licznymi piegami. Osadzone w niej szarozielone oczy często mają w sobie psotną iskrę. Viorica ma 167 centymetrów wzrostu, jest lekko tu i tam zaokrąglona, co nadaje jej pewnego uroku. Zwykle ubrana w kolorowe, wygodne ubrania. Nie boi się krótkich sukienek czy większych dekoltów, choć do pracy zawsze stara ubierać się stosownie. Zwykle ma na sobie jakiś element biżuterii. Najczęściej wykonany właśnie przez nią, czasem ukradziony lub "pożyczony". Niemal zawsze ma krótkie paznokcie, jej pace często są przybrudzone od metalu, z którym pracuje. Czasem zdarza jej się nosić specjalny monokl, który ułatwia jej pracę z drobną i wymagającą powiększenia biżuterią. Ma przyjemny, słodki głos, zwykle chodzi przez świat pewnym krokiem i z uśmiechem na ustach. Często pachnie metalem i różanymi perfumami.

Viorica Zamfir
#9
04.03.2024, 22:33  ✶  
Tak naprawdę powinna być ostatnią osobą do oceniania ludzi, ba, zapewne normalnie nawet by tego wszystkiego mężczyźnie nie wytknęła. Nie była przecież wzorem cnót, w swojej historii posiadając wiele mało pochlebnych kawałków, za które większość społeczeństwa by ją zlinczowała. Kierował nią gniew i irytacja, przez ktore wykorzystywała każdą możliwość by dopiec, zdobyć nad nim choć ułamek przewagi, a także się wyżyć.
Powinna wiedzieć o tym, co można było dokonać dla pieniądza lepiej niż ktokolwiek inny, a jednak teraz mało ją jakiekolwiek próby zrozumienia obchodziły. Liczyło się tylko wbicie kolejnej szpili, która jednak potrafiła się obrócić przeciwko niej.
Zarumieniła się lekko na reprymendę, nie chciała jednak odpuścić. Nie potrafiła.
- Och przestań, sam pewnie w pierwszej chwili wziąłeś mnie za świra, od samego początku patrzyłeś na mnie z góry, pozwalając sobie na całe te droczenie się ze mą, nawet nie próbując zrozumieć, czemu tak walczę o ten kubeł, a teraz udajesz świętego. Podobno swoje zdanie o człowieku kształtujemy w ciągu kilku sekund po pierwszym kontakcie, a aktualne okoliczności, jak widzisz, nie sprzyjają w odnajdywaniu naszych dobrych stron. - Wywróciła oczami. Co prawda w pierwszej chwili szukała jedynie szybkiej wymówki, zaczęła jednak zdawać sobie sprawę, że to w sumie prawda. Czuła się na przegranej pozycji przez sposób, w który była traktowana. Nie wiedziała, czy był to zamierzony efekt mężczyzny, czy jej własne uprzedzenia, bo całe życie doświadczała pogardy, począwszy od dzieciństwa, aż po teraźniejszość, gdzie jej pracodawca ciągle traktował ją z góry. Trochę podkopywało to jej pewność siebie, często w większości udawaną, lub wyuczoną.
Dużo w jej życiu było mydlenia oczu, okłamywania samej siebie, wszytsko po to, by funkcjonować w świecie, gdzie inni tylko czekali, aż okaże się słabość. Umiała uśmiechać się, gdy tak naprawdę zbierało jej się na płacz, flirtować, gdy w głębi duszy robiło jej się niedobrze, patrzeć komuś w oczy wciskając najgorszą ściemę, na jaką mogła wpaść. Ale czasem mamienie swojego umysłu w końcu nie wystarczało, a burza, która nią miotała w końcu przypuszczała frontalny atak.
Tak jak teraz, gdy ukradkiem ścierała łzy, które wymknęły się z kącików jej oczu. Było jej tak koszmarnie głupio, że się rozkleiła, do tego jeszcze nad jakimś głupim koszem na śmieci, w ciemnej uliczce Nokturnu, przy, no właśnie, kimś, kto po tak długim dręczeniu jej biednej duszyczki w końcu podał jej klejnot, o który cały czas jej chodziło.
Trzymała go w rękach, patrząc na niego przez chwilę pusto, czując, jak znów zaciska się jej gardło. Zacisnęła jednak w końcu na nim jedną z rąk, po czym ostrożnie odłożyła go do kieszeni z różdżką. Dopiero na stwierdzenie mężczyzny stojącego teraz tuż przed nią, uniosła wzrok.
Cóż, faktycznie. Na swoje usprawiedliwienie - było naprawdę ciemno, a ona w większości skupiała się na odzyskaniu kamienia, dlatego nie przyjrzała się dokładnie osobie, z którą się kłóciła. Ale rzeczywiście, znała gościa. 
- Sam, prawda? Byliśmy chyba w tym samym domu w Hogwarcie, byłeś rok wyżej, albo dwa - i kiedyś podkradła mu trzy czekoladowe żaby, ale o tym wiedzieć nie musiał.
Nie wiedziała, czy to lepiej, czy gorzej, że niemal się rozpłakała przed jednak kimś znajomym. Miała jednak nadzieję, że nie zacznie niedługo chodzić o niej jakaś dziwna plotka. Tego jeszcze brakowało.
Trickster
Come with me now,
I'm gonna take you down.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Samuel mierzy jakieś 185 centymetrów wzrostu. Jest bardzo wysportowany, lubi wszelkie aktywności fizyczne. Włosy ma jasne, zawsze czesane wiatrem, często zbyt długie i roztrzepane, pojedyncze kosmyki nachodzą mu na jasnoniebieskie oczy. Na jego twarzy zazwyczaj maluje się beztroski uśmiech. Pachnie smarem i tytoniem.

Samuel Carrow
#10
05.03.2024, 00:36  ✶  

- Nie, nie, nie. Mam ci przypomnieć, jak było? Ty zaczęłaś mówić, że to twoja własność. Gdybyś na początku przyznała, że czegoś szukasz, że coś zgubiłaś, lub wyrzuciłaś przypadkiem to nie zachowywałbym się w ten sposób, cenię sobie szczerość. - Na pewno nie wziąłby na siebie przebiegu ich rozmowy i oczywiście nie omieszkał o tym wspomnieć. Nie będzie mu wmawiała, że to jego wina. Miał pewne zasady i cenił sobie pewne zachowania. Nie znosił, jak ktoś próbował go do czegoś zmuszać, straszył, to na niego nie działało. Wiedział teraz, czym było to spowodowane, najwyraźniej się bała, że zarobek jej przepadnie, jednak dla niego to nie był wystarczający argument do tego, aby uzasadnić jej wcześniejsze zachowanie. Sammy był prostym człowiekiem i docierały do niego najprostsze prawdy, nie znosił oszustwa i kręcenia. Miał nadzieję, że takie wyjaśnienia jej wystarczą.

Nie zamierzał też ukraść jej tego kamyczka, skoro to właśnie jego szukała. Nie był złodziejem, tyle, że skoro już zaczęła z nim rozmowę w ten sposób, to nie mógł się oprzeć, aby choć trochę jej to uprzykrzyć, nie mogło pójść zbyt gładko, nie po tym, jak chciała załatwić tę sprawę. On sam wiedział, że prędzej, czy później jej to odda, chciał jednak, żeby miała nauczkę, doprowadzić ją do granicy, żeby może w przyszłości pamiętała, żeby załatwiać sprawy inaczej. Może nie miała szansy jeszcze się nauczyć, że nie na wszystkich działają groźby.

Carrow nigdy nie udawał, nie bawił się uczuciami innych. Był prostym człowiekiem, jednak, gdy pojawiały się okazje jak ta, uwielbiał udowadniać innym swoje racje. Był strasznie narwany i szybko się odpalał, być może te cechy charakteru spowodowały, że doprowadził ją do łez. Nie spodziewał się, że to się tak skończy. Jeszcze kilka minut temu próbowała grać osobę bardzo pewną siebie, jak widać były to tylko pozory. Udało mu się ściągnąć z niej maskę, co nawet go usatysfakcjonowało.

Zmienił zdanie dotyczące swojego zachowania, kiedy uświadomił sobie, że ją zna. Ze znajomymi postępował delikatniej, nie chciał, aby się na niego obrazili, bo nigdy nie wiadomo, kiedy będzie potrzebował ich pomocy. Cóż, zawsze było ryzyko, szczególnie, kiedy zachodzące słońce uniemożliwiało zidentyfikowanie rozmówcy. Nie przejął się tym jakoś specjalnie, sięgnął do kieszeni koszuli i wyciągnął z niej paczkę fajek, wsadził sobie jednego papierosa i odpalił go zapalniczką. Zaciągnął się dymem - nałóg okropna rzecz.

- Tak, to ja. Trochę przypał, że spotkaliśmy się w takich okolicznościach. - Mówił teraz spokojniejszym i mniej zaczepnym tonem, mogła zauważyć, że jego podejście się zmieniło, kiedy zauważył z kim ma do czynienia. - Mam nadzieję, że wybaczysz mi uszczypliwość. - Strzepał popiół z papierosa na ziemię. - Nie lubię, kiedy ktoś przeszkadza mi w pracy. - Mówił o grzebaniu w śmietniku, jakby to było najzwyczajniejsze na świecie zajęcie.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Samuel Carrow (3010), Viorica Zamfir (3651)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa