Kobiety bywały lekkomyślne. Podejmowały decyzje, których nie dało się określić mianem rozsądnych. Robert niejednokrotnie miał okazje coś takiego zaobserwować. Z tego też względu nieszczególnie dziwiło go zachowanie Uny. Nie zastanawiał się nad tym bardziej intensywnie. Nie zaprzątał sobie tym zanadto głowy. Ostatecznie przecież... nawet jeśli było z nią coś nie w porządku, to czy byłaby w stanie wyrządzić im jakąś krzywdę? Wątpił w to. Tak prawdziwie wątpił.
Pozwolił sobie usiąść we wskazanym miejscu. Przy okazji rozejrzał się też po pomieszczeniu z pewną dozą ciekawości. W końcu o każdym człowieku bardzo dużo mówiło to czym się otaczał. A Una zdawała się otaczać książkami. Ciekawe czy na tych regałach znajdywało się coś wartego uwagi? Być może sprawdzi to później. O ile tylko nadąży się do tego odpowiednia okazja.
- Za chwilę Człapek wróci z herbatą. Nam nie zaszkodzi w tym czasie chwila rozmowy, nieprawdaż? - kobieta odezwała się ponownie już po tym, jak wróciła na swoje miejsce. Usiadła, uważając przy tym na swoją sukienkę. Zgarniając materiał. Układając. Uśmiechnęła się do obydwu mężczyzn. Ten uśmiech był... był naprawdę hipnotyzujący. Zachęcający do tego, żeby poświęcić kobiecie całą swoją uwagę. - Ale! Panowie tak dobrze wychowani, a ja się nawet nie przedstawiłam. Una, Una Balfour. Mam nadzieje, że to niedopatrzenie zostanie mi wybaczone? Niezbyt często zdarza mi się mieć tutaj gości. Mało komu zdarza się zabłądzić w te okolice. Zwłaszcza ostatnimi czasy. Jeśli można zapytać, co konkretnie sprowadziło panów przed moje drzwi?
Po tych słowach sięgnęła po lapmkę wina, która przez cały ten czas stała na stoliku. Tym stoliku, przy którym znajdywał się fotel. Uniosła ją do ust. Przechyliła. Powolutku upiła dwa łyki. Nieduże. Odstawiła. Swoim towarzyszą na razie nie zamierzała niczego takiego oferować. Toć przecież dopiero co udało im się znaleźć schronienie! Co prawda wino potrafiło rozgrzać, ale w tym momencie bardziej odpowiednią dla nich opcją była herbata. Gorąca herbata, potrafiąca postawić człowieka na nogi.
Oczywistym było, że nie powinni mówić o Henriettcie. Opowiadać kobiecie tej historii. Coś jednak należało jej sprzedać. Wcisnąć jakiś kit. Spojrzał przelotnie na Rodolphusa. Oby był w stanie za nim nadążyć. Odpowiednio do tego się włączyć.
- Interesy. Razem z panem Lestrange, zajmujemy się sprzedażą świec i kadzideł. - powiedział, tradycyjnie uznając, że najlepsze kłamstwo składa się w jakiejś części z prawdy. A on, Robert Mulciber, faktycznie zajmował się tymi nieszczęśliwymi świecami i kadzidłami. Z tego szajsu utrzymywała się obecnie cała jego rodzina. Mógł więc coś na ten temat powiedzieć, gdyby Una się tematem bardziej zainteresowała. Dopytywała o szczegóły. - Podróżowaliśmy właśnie do pobliskiej miejscowości. Na spotkanie z klientem.