Zmierzając do salonu, tuż za skrzatem i Rodolphusem, myślał. Cały czas zastanawiał się nad tym, co miało ich czekać. Jaki ciąg dalszy miała mieć ta konkretna historia? Poszczególne elementy układanki zdawały się do siebie nie pasować. Nie łączyły się. Nie tworzyły jednej całości. Albo to może oni, wciąż uparcie nie dostrzegali czegoś, co miało znaczenie? Było cholernie istotne? Salon wyglądał tak samo jak wczoraj. Regały. Komoda. Masa książek. Ten przeklęty fotel, w którym siedziała Una. Sofa. Stolik kawowy, niewysoki. Kilka obrazów. Okno, przez które wpadały promienie słońca. I stojący przy tym oknie mężczyzna. Zwrócony do nich tyłem. Ubrany dość elegancko.
Człapek zatrzymał się prawie że na środku. Nerwowo bujał się na boki.
- Człapek przyprowadził panów czarodziejów. Człapek chciał o panów czarodziejów odpowiednio zadbać, ale panowie czarodzieje Człapkowi nie pozwolili. Człapek przeprasza. - skrzat zwiesił głowę, zamiast w plecy swojego pana, spojrzenie wlepiał w miękki dywan. Jasny dywan. Może i momentami bywał bezczelny, ale zdawało się, iż znał swoje miejsce. Swojego pana szanował.
- Zostaw nas samych. - jasne polecenie, wyraźny brak chęci prowadzenia rozmowy ze sługą. Wysłuchiwania jego tłumaczeń. W efekcie tego nastąpiło ciche puff! i skrzat rozpłynął się w powietrzu. Zniknął. Angus natomiast nie śpieszył się z tym, żeby odwrócić się w stronę swoich gości. Więźniów? Kimkolwiek w zasadzie byli Robert oraz Rodolphus. Cały czas obserwował dość zaniedbany ogród, który widoczny był przez okno. Otrzymywał tyle samo uwagi, co Una, pozostawiona w tym domu sama. Pod opieką skrzata i w towarzystwie licznych książek. Tylko czy ogród ten zasłużył na taki los? W przeciwieństwie do kobiety, nie tworzył kolejnych problemów... - Muszę panów na początek przeprosić. Ta sytuacja nie powinna była mieć miejsca. Wydawało mi się, że obecnie mam wszystko pod kontrolą i co za tym idzie, do podobnych zdarzeń już nie dojdzie. - zaczął wreszcie. Mówił spokojnym, opanowanym tonem. Nie zdradzał emocji, nawet jeśli jakieś nim targały. - Niestety Una jest typem kobiety, która zawsze musi się spod kontroli wyrwać i sięgnąć po to, czego w danym momencie chce. Kiedyś szalenie mi się to w niej podobało, teraz to moje przekleństwo. Jak również obowiązek. - dopiero po tym krótkim wyjaśnieniu odwrócił się w ich stronę. Jeśli do tej pory nie zdecydowali się usiąść, gestem wskazał sofę. Tylko czy chcieli z niej korzystać? Przez wzgląd na wcześniejsze wydarzenia, Robert najchętniej zatrzymałby się w pobliżu drzwi. Tak na wszelki wypadek, żeby móc szybko rzucić się w długą. Tylko jak daleko byłby w stanie uciec? Pewnie zrobiłby ledwie kilka kroków. I na tym byłby koniec.
Angus musiał być w wieku zbliżonym do Roberta. Niewiele starszy, niewiele młodszy. Ciężko było jednoznacznie określić. Włosy momentami zdające się zahaczać o kolor rudy, ale typowo rudymi niebędące. Inaczej wyglądało to w przypadku lekkiego zarostu, takich wątpliwości nie pozostawiającego. Oczy ni to w kolorze zielony, ni niebieskim. Niejednoznaczne. Zmarszczki, gdzieniegdzie zdobiące twarz, wskazywały na to, iż nie był już pierwszej młodości. Nie pozostawiały złudzeń.
Dlaczego przepraszał? Dlaczego się tłumaczył? Coraz mniej elementów układanki do siebie pasowało. Albo może inaczej? Pasowało ich do siebie z każdą chwilą więcej, tylko nie tworzyły one takiego obrazu, którego Robert oczekiwał? Może należało się nieco cofnąć oraz zacząć wszystko łączyć ze sobą na nowo? Z uwzględnieniem kolejnych pozyskanych danych? Kobiety zawsze były problemem, a ta konkretna historia mogła stanowić kolejny dowód dla tego twierdzenia.
- Ta sytuacja miała miejsce. Proszę zwrócić nam różdżki i pozwolić opuścić ten dom. - trzeba było zaryzykować. Trzeba było zrobić cokolwiek? Może błędnie, może zbyt szybko, ale... na Merlina! Ile to miało trwać? W jaki sposób miało się dla nich skończyć?!
W reakcji na te słowa Roberta, Angus jedynie pokręcił głową. Nie mógł tego zrobić. Jeszcze nie teraz. Nie tak wcześnie. Pierw należało wszystko uporządkować.
- Nie mogę się na to zgodzić. Do tego tematu wrócimy później. - odpowiedział, na ten moment ustępować nie zamierzając. Miał inne plany, tylko jakie? - Może jednak zechcą panowie zjeść śniadanie i może... może odrobinę się odświeżyć?