8 lipca 1972r.
Niemagiczny Londyn / Kamienica Mulciberów
Odkąd parę dni temu dostał niepokojącą wiadomość od Roberta, że Vulturis może mieć problemy, co nie było trudne zaobserwować sytuację w Departamencie Przestrzegania Prawa, kiedy udał się tam w swojej sprawie, tak jednak nie do końca udało mu się zebrać potrzebne informacje na tyle istotne, aby móc cokolwiek przekazać Robertowi. Z drugiej strony, Mulciber chciał i tak spotkać się osobiście. Jedyny możliwy termin dla Traversa, jaki pasował to dzisiaj, ewentualnie pojutrzejszy.
Nie tylko sprawa Borgina stała się tematem rozmów, ale również podjęte działania w sprawie Mulcibera, opisywane w Proroku Codziennym. Szczególnie to, że postawiono mu już wyrok, dnia ostatniego. Sprawa jakby zamknięta, ale zapewne nie satysfakcjonująca dla Roberta. Tego bez rozmowy z nim, Nicholas się nie dowie. Czyżby planował wrócić do Ministerstwa? Jeżeli tak, to dlaczego Departament Przestrzegania Prawa? Miał kogoś w rodzinie, kto chciał tam pracować?
Oba tematy były warte uwagi. Ale że nie pracował w Departamencie Przestrzegania Prawa, nie mógł co chwilę tam gościć. Nie mógł też za bardzo zwracać na siebie uwagę. W grę wchodziło umówienie się z kim gdziekolwiek poza Ministerstwem. Ten etap działania, miał w toku.
Zgodnie z zapowiedzią, Nicholas pojawił się przed kamienicą Mulciber, bardzo dobrze mu znaną. Zapukał. Drzwi otworzyła mu znana skrzatka, wpuściwszy do środka. Zaprowadziła go prosto do gabinetu, gdzie tradycyjnie zajmowany był przez gospodarza domu. Musiała go zapowiedzieć, więc zapukała i otworzyła drzwi.
- Pan Trawers przybył. Selar przyprowadziła gościa.Po tych słowach, przepuściła Nicholasa.
Niewymowny wyminął ją wchodząc do gabinetu. W czerń odziany, koszula spodnie i letni płaszcz. Wieczory i noce zdarzały się być chłodne.
- Robercie.
Przywitał się i skinął także głową.
Zastanawiał się, co może być jeszcze do omówienia, poza sytuacjami wspomnianymi w ostatnim liście.