• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[25 czerwca 1972] To wcale nie będzie niezręczne | Robert & Stanley & Anthony

[25 czerwca 1972] To wcale nie będzie niezręczne | Robert & Stanley & Anthony
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#1
27.02.2024, 22:23  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.07.2024, 17:32 przez Eutierria.)  
adnotacja moderatora
Sesja rozliczona w osiągnięciu Badacz Tajemnic przez Roberta Mulcibera.

25 czerwca 1972
Kamienica Mulciberów, Robert & Stanley & Anthony


Nie bardzo wiedział, w jaki sposób się za to zabrać. Nie do końca też rozumiał, dlaczego właściwie coś takiego robił. Wyglądało na to, że dość mocno wpłynęła na niego jedna z ostatnich rozmów, które odbył z bratem. Tych dłuższych. Tych poważniejszych. Dających po wszystkim do myślenia.

Zmuszających do tego, żeby odpowiedzieć sobie na pytanie: czego chcesz?

Odpowiednio wcześniej kazał się wszystkim zająć. Wysprzątać cały dom. Starał się na to dobrze przygotować. Tak jak należało. Po prawdzie, to poświęcił temu naprawdę dużo czasu. Może z tego względu, że w rzeczywistości mu na tym zależało? Tylko zwyczajnie, tak po Robertowemu, nie potrafił się do tego przyznać.

Właśnie przed samym sobą.

Z prośbą o spotkanie, zwrócił się do niego odpowiednio wcześniej. Dał mu przy tym dość czasu na podjęcie decyzji. Wyraźnie też zaznaczył w liście, że tym razem miałoby to się odbyć w innym miejscu. Podał adres, który nie miał nic wspólnego z Nokturnem. Ani też Magicznym Londynem. Była to zupełnie inna część miasta. I w zasadzie na tym zamierzał skończyć. Przynajmniej do momentu, kiedy w głowie zaświtała mu myśl, że to może zwyczajnie... cóż, nie wypalić.

A skoro mogło się nie udać, to trzeba było cały plan przebudować.

I tutaj właśnie pojawia się Anthony. Dokładnie ten Anthony, którego ledwie kilka miesięcy wcześniej sam wprowadził do organizacji; którego znał. I wiedział też, że ten znał Stanleya. Razem się przecież wychowali.

Niczego nie zdradzając obydwu Borginom, każdemu z nich wysłał osobne listy. Zawarł w nich prośbę o spotkanie. Podał różne godziny. Różniące się od siebie nieznacznie. Wskazał też adres, pod którym znajdywała się rodzinna kamienica. Jedna jedyna, pośród licznych, mugolskich budowli. Można było się zastanawiać, dlaczego takie właśnie miejsce Mulciberowie dla siebie wybrali.

Sam Robert nie potrafił tego zrozumieć do końca.

Na ich pojawienie się czekał odpowiednio wcześniej. Dał sobie trochę zapasu, jeśli chodzi o czas. Starał się pamiętać o tym, w jaki sposób wszystko zaplanował. Krok po kroku. Szczegół po szczególe. Bo przecież było możliwym, żeby całość potoczyła się zgodnie z tym planem. Z oczekiwaniami Roberta. Nic nie mogło pójść nie tak. Zupełnie na opak.

Miejsce, w którym się znajdywał, było przestronnym salonem. Wyjątkowo jasnym. Mimo całej swojej niechęci, Mulciber postanowił odsłonić okna wychodzące bezpośrednio na mugolski park. Nie robił tego często. W zasadzie, to prawie wcale. Umeblowany dość prosto. Pełny rodzinnych pamiątek. Obrazów, o których Robert wspominał przy jednym ze wcześniejszych spotkań.

Kapryśny Dziedzic
"Have some fire. Be unstoppable. Be a force of nature. Be better than anyone here and don't give a damn about what anyone thinks."
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Anthony jest wysokim i dobrze zbudowanym facetem, schludnym i przeważnie elegancko ubranym, zważywszy na swoją pozycję.. Ma burzę brązowych, niesfornych włosów - delikatnie kręconych i duże oczy. Gdy się uśmiecha, czasem pojawiają mu się dołeczki w polikach i ma ten charakterystyczny, zadziorny wyraz twarzy. Lubi nosić zegarki, na palcu ma sygnet rodowy. Jeśli nie korzysta z teleportacji, spotkać go można na motorze.

Anthony Ian Borgin
#2
01.03.2024, 13:02  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.12.2024, 23:30 przez Anthony Ian Borgin.)  
Anthony nie bardzo wiedział z kolei, czego powinien się spodziewać. Robert był poniekąd jego opiekunem, przewodnikiem w sprawach organizacji, do której go zaprosił. I każdy list sygnowany jego imieniem oraz nazwiskiem sprawiał, że Borgin miał w głowie rzucanie Drętwoty na psy lub wrzucanie staruszków do kominka. Co tym razem będą musieli zrobić? Gdybał nad tym pochylony nad listem, siedząc w swoim gabinecie, otoczony papierami, teczkami oraz księgami wieczystymi majątków, które należało w przyszłości zlicytować. A potem padł w liście adres, który nijak pomógł w rozwiązaniu zagadki, ba, wzbudził tylko więcej wątpliwości. Brunet westchnął, przeczesał włosy palcami i odchylił się do tyłu razem z krzesłem, wbijając spojrzenie w sufit. Może po prostu chciał wypić kawę i porozmawiać o dokumentach? Robert może nie był zbyt rozmowny i wydawał się surowy, ale musiał istnieć sensowny powód tego wyzwania, skoro nierzucanie crucio czy innego gówna na ludzi. Może trzeba było kogoś zahipnotyzować? Sięgnął po filiżankę z resztką kawy, a potem wyjął pergamin, decydując się potwierdzić swoje przybycie. Bo tak wypadało, stary Barthy zawsze darł na niego mordę, gdy nie odpisywał na listy z zaproszeniem od razu.
W wyznaczonym dniu pojawił się pod wskazanym adresem w dość dobrym humorze. Dla gospodarza miał w torbie dobry alkohol oraz paczkę cygar, bo tak też wypadało. Szczerze mówiąc, odkąd Roberta spotkał, to sam trochę sięgał w świat inny od papierosów, odkrywając nowe doznania i formy zaspokojenia nikotynowego głodu. Był jak zwykle elegancki, nie było do czego się przyczepić. Włosy zaczesał, włożył cienki garnitur z siwego materiału i białą koszulę, a wszystkiego dopełniała skórzana teczka. Wolał ją wziąć, na wypadek, gdyby Mulciber dowiedział się o jego umiejętnościach fałszerskich i czegoś potrzebował w tych sprawach. Zwilżył wargi, upewnił się, że wszystko ma przy sobie — róźdzkę, zegarek kieszonkowy, wahadełko i przede wszystkim papierosy. Zapukał i cofnął się pół kroku, szczerze zaintrygowany.
Młodzieniec uśmiechnął się na widok mężczyzny, odrobinę kłaniając.
- Witaj. - zaczął dość pogodnym, spokojnym tonem i wyciągnął dłoń, aby przywitać się z Robertem. Gdy znaleźli się we wnętrzu domu, rozejrzał się krótko, a potem wbił w niego spojrzenie, skupiony już na rozmówcy. Trzeba jednak wspomnień, że Tosiek lubił ładne wnętrza, a zwłaszcza czyste wnętrza. A tu przyjemnie pachniało. Domowo. Czy powinno go to niepokoić, czy raczej cieszyć? - Przyznam, zaskoczył mnie Twój list, ale miło. Proszę, to dla Ciebie.
Podał mu torbę z drogim koniakiem w krysztale i paczką papierosów, które sprowadził specjalnie z jakiegoś kraju Afryki, którego nazwy nie pamiętał, ale mieli tam plantację. Wsunął wolną już dłoń w kieszeń, idąc za nim w głąb do domu — jak się okazało, do salonu. Jasne wnętrze również było przytulne. O Merlinie, o naprawdę tu mieszkał i to nie była tylko jakaś kryjówka. A co dziwniejsze, kilka twarzy na obrazach wydawało mu się znajomych, ale jak to Anthony miał w zwyczaju, zupełnie się na tym nie skupił. - Czy to sprawy naszej organizacji są powodem spotkania, potrzebujesz może mojej pomocy, czy po prostu trochę brakowało Ci mojego towarzystwa?
Zapytał dość bezpośrednio, uśmiechając się przy tym i palcami pokazując niewielką odległość. Starał się pozbyć niezręczności, zawsze, nawet jeśli miałby być przy tym królem klaunów. Powinien skomentować, że miał tu bardzo przytulnie i swojsko, czy może tym by już przesadził?
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#3
11.03.2024, 22:24  ✶  

Staruszek robił postępy? Zachciało mu się budować więzi rodzinne czy chciał się już go pozbyć na stałe i miał mu właśnie wręczyć akty wydziedziczenia? Obydwie wersje były możliwe w jego przypadku. Z jednej strony próbował go gdzieś tam rozgryzać, próbować zrozumieć czy po prostu się dogadać. Mieli w końcu być jak ojciec i syn, a przynajmniej mogli spróbować.

Mulciber chyba za bardzo wziął do siebie te słowa o bezpieczeństwie. Co to był w ogóle za adres? Gdzie ta jego buda na Nokturnie? Od kiedy to mieli się spotkać gdzieś indziej, niż w jego magazynie kurzu. Cóż, działając w imię zasady - Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem, udał się pod wskazany adres bez większego marudzenia. Lepszy taki kontakt, niż żaden. Zanim jednak wyruszył w podróż, odesłał krótki list w którym poinformował o swoim przybyciu. Lepiej było nie zaskakiwać tego starego pryka bo jeszcze by go wziął za jakąś personę non gratę, a tego nie chciał.

Pojawiało się też jedno, zasadnicze pytanie. Powinien coś ze sobą zabrać? Jakąś flaszkę dla staruszka? Życzyć mu powodzenia na nowej drodze życia, ponieważ dorobił się jakiegoś mieszkanka, którym nie było mauzoleum świec i ton książek? Prawdziwy sukces jak na kogoś z jego podejściem do życia.

Borgin postawił na sprawdzony prezent - flaszkę rudawego trunku. Każdy go lubił. Każdy go respektował. Mało ambitny podarek ale lepszy taki, niż żaden.

Z uśmiechem na ustach i papierosem w ustach, znalazł się pod drzwiami. No, no... pokiwał głową z uznaniem, odprawił filtr od peta z kwitkiem i poprawił się odrobinę. Zapukał do drzwi i kiedy usłyszał pozwolenie na wejście to po prostu to zrobił - wszedł do środka. Ubrany był w standardowy dla siebie sposób - koszula, spodnie w kant, płaszcz, a do tego jakieś pantofle.

Stanley wiedział, że jakieś wielkie formy witania się czy czegokolwiek, nie obowiązywały u jego ojca. Wystarczyło się pojawić i od razu przejść do sedna, więc to też postanowił zrobić - Co tam, stęskniłeś się? - zapytał, chociaż nie wierzył w tę wersję wydarzeń. Zdawał sobie też sprawę, że testuje zachowanie Roberta i oczekiwał jednego - tego wzroku, który pytał na serio?

Zaraz jednak zdał sobie sprawę, że nie są tutaj sami i jest ktoś jeszcze. Ktoś tak dobrze mu znany. Ktoś kogo miał przecież za swojego brata, ponieważ wychowywali się razem. Nic więc dziwnego, że na twarzy starszego Borgina zagościło zdziwienie, a buzia mu się nieznacznie otworzyła - Tosiek, kurwa? - zamrugał kilkukrotnie, chcąc upewnić się, że dobrze widzi. Stanley był obciążony genetycznie ale ani Robert, ani Anne nie mieli wady wzroku, więc liczył, że on też nie jest zagrożony - Co Ty tu robisz? - zapytał, odstawiając butelkę gdzieś na jakiejś szafce czy innym stoliku. Posłał też Robertowi spojrzenie, jakby chciał się zapytać w co Ty kurwa grasz?



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#4
13.03.2024, 19:47  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.03.2024, 01:02 przez Robert Mulciber.)  

Czekając na pojawienie się gości, siedząc w fotelu przerzucał kolejne strony gazety. Ostatniego wydana Proroka Codziennego, który tradycyjnie już trafił w jego ręce. Ponieważ prenumerował. Nie był w stanie odpowiednio się jednak na tej lekturze skupić. Wiedząc jak niewiele czasu mu pozostało, raz za razem zerkał na zegarek. Walczył też z myślami, które uporczywie powracały. Raz za razem. I jeszcze jeden raz.

W domu było na tyle cicho, że pukanie do drzwi zwyczajnie nie mogło umknąć jego uwadze. Nie wyręczył skrzata, ale do Selar dołączył. Dzięki temu mógł Anthony'ego powitać już w progu. Było to coś, co nie zdarzało się codziennie.

- Dziękuje, zapraszam do środka. - gestem dał mu znać, żeby ruszył za nim. Prezent natomiast przekazał Selar, która wiedziała, co dokładnie należało z nim zrobić. Dostarczyć do salonu, ustawić na komodzie. Zaraz przy barku. Możliwe, o ile tylko wszystko pójdzie jak należy, że zakupiony przez młodego Borgina alkohol trafi do szklanek jeszcze tego dnia. Podczas tego spotkania? - Powiedzmy, że Twoje towarzystwo może dzisiaj okazać się pomocne. Czekamy na jeszcze jedną osobę. - wyjaśnił, odpowiedział na pytanie. Brzmiało to trochę tajemniczo? Być może. Taki już jednak był. Być może przez te wszystkie lata na tyle przyzwyczaił się do przekazywanie ograniczonej ilości informacji, że po prostu już tego nie zauważał.

Nie minęło wiele czasu, zdążyli ledwie tylko dostać się do salonu. Na dalsze wyjaśnienia nie było miejsca. Może powinien był zadbać o to, żeby coś takiego nie miało miejsca? Mniejsza o to. Było jak było, nalezało się do tego odpowiednio dostosować. Uśmiechnął się. Tym uśmiechem, który charakterystyczny był dla ludzi, którzy uśmiechać się nie zwykli szczególnie często. Nienaturalnym, ale... mimo wszystko szczerym? Choć i tę szczerość nie było w tym przypadku łatwo zaobserwować. Może nawet uwierzyć w nią?

- Pomyślałem, że w ten sposób atmosfera będzie odpowiednio lżejsza. - odpowiedział, wyjaśniając tym samym skąd ta niespodziewana obecność Borgina. Może rzeczywiście powinien był to rozegrać inaczej? Teraz jednak było na to zbyt późno. Odrobinę zbyt późno. - Usiądziesz? Selar przygotowała dla nas kolacje. Niestety, zabraknie z nami Sophie i Lorien, a Richard zmuszony był wyjechać do Norwegii na kilka dni. Moja żona ostatnimi czasy nie czuje się najlepiej, ale kiedyś postaramy się to nadrobić. O ile tylko nadarzy się ku temu okazja. - wskazał na wolne miejsce. Jedno z kilku, które pozostawały do wyboru. Jeśli Stanley będzie miał kolejne pytania, to może je na spokojnie zadać już po tym, jak swoje cztery litery posadzi. Wszystkim będzie wówczas odpowiednio wygodniej. A przecież wygoda to podstawa, prawda?

Kapryśny Dziedzic
"Have some fire. Be unstoppable. Be a force of nature. Be better than anyone here and don't give a damn about what anyone thinks."
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Anthony jest wysokim i dobrze zbudowanym facetem, schludnym i przeważnie elegancko ubranym, zważywszy na swoją pozycję.. Ma burzę brązowych, niesfornych włosów - delikatnie kręconych i duże oczy. Gdy się uśmiecha, czasem pojawiają mu się dołeczki w polikach i ma ten charakterystyczny, zadziorny wyraz twarzy. Lubi nosić zegarki, na palcu ma sygnet rodowy. Jeśli nie korzysta z teleportacji, spotkać go można na motorze.

Anthony Ian Borgin
#5
19.03.2024, 20:48  ✶  
Omiótł Mulclibera spojrzeniem, kiwając jeszcze głową na przywitanie i obdarzył go spokojnym, wciąż nieco łobuzerskim uśmiechem. Nie wiedział, czy spodziewać się obiadu (bo przecież utkwiło mu w głowie, jak Robert sprzątał tamtą melinę), zadania, czy może jakieś reprymendy, bo zrobił coś nieodpowiednio dla Śmierciożerców. W to ostatnie byłoby mu jednak ciężko uwierzyć, bo pomimo zawiłości swojego charakteru i nie oszukujmy się, bycia odrobinę klaunem, Tosiek był kimś, na kim można było polegać i zawsze się przykładał. Głównie dlatego, tak szybko dostał dobre stanowisko i tak doskonale podrabiał pisma, pieczęcie i inne pierdoły.
- Nie byłem pewien, co lubisz, więc wybrałem coś, co sam bym kupił. - wyjaśnił mu spokojnie, wzruszając nieco ramionami. Nie chciał go urazić odpowiednim alkoholem, bo pomimo wieku średniego, nieco specyficznego sposobu bycia i małomówności, wolałby cierpliwości Roberta nie testować. Pewnie dostałby wpierdol, może dobitniejszy niż od własnego ojca, po którym wciąż nosił mnóstwo blizn — tych wewnątrz i tych na zewnątrz, skrytych pod drogim i dopasowanym ubraniem. Pomocne? Nie chodziło chyba o hipnozę? Młody urzędnik wsunął dłonie w kieszenie, kolejny już raz kiwając głową. - Zrobię wszystko, co w mojej mocy. Czyżbyś spodziewał się gości z Ministerstwa, Robercie?
Konsternacja na twarzy Anthonyego Borgina osiągnęła jakiś punkt kryzysowy, gdy usłyszał głos swojego brata, najlepszego przyjaciela i poniekąd ojca, rzucający beztroskie "stęskniłeś się". Gdyby była to jedna z mugolskich animacji, pojawiłyby mu się znaki zapytania nad głową, którą ostatecznie przekręcił i ściągnął brwi, wędrując pytającym spojrzeniem pomiędzy dwójką mężczyzn. Pierwsze skojarzenie, pierwsza myśl, która pojawiła się w jego głowie, była okropna, obrzydliwa poniekąd i Stasiek pewnie rzuciłby go jakimś Crucio przynajmniej, więc zacisnął wargi, aby nie rzucić przypadkiem tekstem o intensywnym romansie pomiędzy tą dwójką. Może to był powód, dla którego nie miał żony? Czy Robert miał żonę? Zdał sobie sprawę, jak niewiele o swoim opiekunie w organizacji, do której zmuszony był dołączyć, wiedział.
-Stasiek kurwa? - powtórzył ostatecznie, nie bardzo wiedząc, co mądrego powiedzieć, żeby nie rozpętać drugiej wojny czarodziejów. Wskazał na siebie palcem, a potem na Roberta.- To mój opiekun na służbie Czarnoksiężnika. - wyjaśnił najlepiej i najprościej, jak umiał. - Idziemy we trójkę na jakieś zlecenie? - tym razem, spojrzenie przeniosło się na Roberta. Nie widział innego powodu, dla którego zebrałby dwóch Borginów na kupie, gdy jeden nie wiedział o drugim. Przesunął palcami po rękawie koszuli, pozbywając się z niego niewidzialnego pyłku. Bywał pedantyczny, trochę księżniczkowaty, ale taki był urok dość wysokiej pozycji w Ministerstwie i przyzwyczajenia do komfortu płynącego z galeonów. Westchnął, bo uśmiech Roberta sprawił, że znów pomyślał o nieszczęsnej teorii romantycznej, wiec przetarł palcami oczy, przeklinając brzydko, ale i bezgłośnie pod nosem.
- Coś mnie ominęło, zaręczyłeś się Stasiek z Margaret i potrzebujecie, nie wiem, mojej pomocy w czymś związanym z rodem? Bo to wygląda, jak rodzinna kolacja celebrująca więzi. - zapytał zbity z tropu już zupełnie, nie mając pojęcia, kim są wymieniani przez niego ludzie — może poza jego bratem, o którym siłą rzeczy słyszał. Wstał z kanapy, bo jakoś głupio było mu przez Staśka siedzieć, skoro ten tkwił, jak ten kołek na środku salonu z niezadowoleniem na twarzy. - Przykro mi bardzo Robercie, że Twoja żona nie czuje się najlepiej. Jeśli mógłbym coś zrobić, daj mi znać. - dodał jeszcze, zupełnie szczerze. Antoś, król klaunów, nie był typem liżącym komuś tyłek, kierował się głównie własnymi emocjami, egoizmem i dobrem rodziny, słynąc poza salonami z bycia paskudnie bezczelnym. Skoro więc proponował coś takiego, robił to z głębi swojego serduszka. Westchnął, skupiając spojrzenie na Stanleyu. Kolacja i romanse nie brzmiały jak zadanie dla Voldemorta. Żadnych morderstw na wieczór, tak przed deserem? Wsunął dłonie w kieszenie. - Właściwie to bardzo miłe z Twojej strony, zgłodniałem.
Stwierdził do gospodarza, starając się dopasować do zaistniałej sytuacji. Co by się nie działo, miał obok Staśka, więc sobie poradzą.
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#6
24.03.2024, 21:00  ✶  

Spodziewałby się wszystko. Dosłownie wszystkiego.. ale Tośka? Nie miał nic do niego, ponieważ był dla niego jak brat. Ale... kurwa. To było na tyle skomplikowane, aby to jakoś prosto wyjaśnić, że się nie dało. Jak to miało rozluźnić atmosferę, kiedy musieli wszystko wytłumaczyć Anthony'emu.

Stanley westchnął. Ciężko. Trochę ze zmęczeniem, ale zasiadł przy stole. Co się należało ojca? Słuchać. Proste jak budowa cepa.

- Mhm - skwitował słowa młodszego Borgina, posyłając po raz kolejny spojrzenie Robertowi - Obawiam się, że chyba nie tym razem. Może o czymś nie wiem? - starał się to powiedzieć na tyle wymownie w kierunku ojca, żeby dać mu do zrozumienia, że mógł go ostrzec. Dać znać. Wysłać sowę. Zrobić cokolwiek, a nie tworzyć taką odrobinę niezręczną sytuację. Tak to odbierał starszy Borgin.

Na kolejne słowa Tośka, pokiwał przecząco głową. Jak to miałby się zaręczać z własną rodziną? Nie do pomyślenia. Z drugiej strony, Anthony, nie miał przecież pojęcia o pewnych rzeczach i należało go postawić przed faktem dokonanym. Stanley uderzył tylko palcami w stół. Zbierał myśli. Zastanawiał się jakby mógł to wszystko wytłumaczyć.

Kiedy tamten się produkował, Stanley kiwnął porozumiewawczo do Roberta. Chciał mu w ten sposób powiedzieć - wtajemniczę go. W końcu wiedział o tym już od dobrego kwartału, a nadal trzymał tę informację przed światem. Trochę się obawiał, że świat nie zdzierży tej informacji?

- Ręce z kieszeni kiedy jesteś w gościach - mimowolnie go zrugał. Trochę automatycznie, trochę jakby dbał o to, aby się dobrze prezentował. W końcu był dziedzicem Borginów - musiał reprezentować jakiś poziom. Wysoki poziom - Usiądź, proszę - wskazał mu dłonią na wolne krzesło przy stole. Skoro on i ojciec siedzieli, Borgin mógł do nich dołączyć. W zasadzie to nawet musiał, wszak musieli pogadać.

- Tosiek... To nie chodzi o żadne zaręczyny z Margaret, ani nawet o żadne inne zaręczyny - zaczął powoli - Rozchodzi się o to, że... - wskazał otwartą dłonią na Mulcibera - Robert jest moim ojcem - stwierdził z pewnością w głosie. Nie żartował. Minę miał pokerową - Robert jest częścią mojej rodziny - dodał, wyjmując papierosa, którego zaraz odpalił. Jest częścią mojej rodziny... Dziwnie to zabrzmiało, a sam Stanley się nad tym zastanawiał. Mógł to powiedzieć bardziej dyplomatycznie, może odrobinę lepiej... Cóż, na to już trochę za późno. Pozostało poczekać na reakcję Anthony'ego.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#7
30.03.2024, 00:21  ✶  

Nie miał wystarczająco wiele czasu na to, żeby móc Anthony'emu cokolwiek wyjaśnić. Nie było mu to dane. Ledwie zdążył się z młodszym Borginem przywitać, drugi zameldował się na miejscu. Zapewne powinien to lepiej rozegrać. Dostrzegał pewne błędy dotyczące tego, w jaki sposób to wszystko rozegrał. No cóż. Płakać nad rozlanym mlekiem przecież nie będzie. Zdarzyło się, trzeba iść dalej. Zrobić kolejny krok i następny.

- Żadne zlecenie. Powiedzmy, że zabrałem się za to w nie do końca odpowiedni sposób. - nie miał oporów przed tym, żeby przyznać się do tego drobnego potknięcia. Przynajmniej nie w tym przypadku. Przez ostatnie lata być może trochę zardzewiał. Zapomniał w jaki sposób należało poruszać się pośród ludzi. Towarzysko stał się odrobinę niezręczny, choć nie zawsze było to widoczne równie wyraźnie, co w tym konkretnym momencie.

Pozwolił, żeby Stanley na spokojnie pewne rzeczy kuzynowi wyjaśnił. Nie przeprosił przy tym za to, w jaki sposób całe to spotkanie zorganizował. W jakiej sytuacji ich tutaj postawił. Cierpliwie czekał. Nie wchodził przy tym żadnemu w słowo, zakładając że to oni musieli to sobie poukładać. Sami. On natomiast... Robert mógł w tym czasie zająć się czymś innym. Choćby rozlaniem alkoholu. Nawet podniósł się ze swojego miejsca, podchodząc do barku. Wyciągając szklanki. Sięgając po butelkę alkoholu.

Nie pytając, rozlał każdemu po szklance.

- Cóż. Podejrzewam, że to może prowadzić do kolejnych pytań, ale kiedyś trzeba było to powiedzieć. - odezwał się, kiedy wrócił. Odezwał się, kiedy zarejestrował, że ta najważniejsza informacja wreszcie padła. Została przekazana Anthony'emu. Zarazem nie dodał na ten temat niczego więcej. Nie zamierzał chłopaka zasypywać licznymi (lub wcale nie) informacjami. Zwłaszcza póki ten nie zaczął wciąż zadawać im pytań. Robert zakładał jednak, że chłopak za chwilę lub dwie do tego przejdzie. - Nie wiedziałem czy macie jakieś preferencje, dlatego Selar nie przygotowała niczego mniej standardowego na kolacje. Za chwilę powinna przynieść Cottage pie. - prosta zapiekanka mięsno-warzywna, będąca jednym z popularniejszych dań, nie powinna stanowić problemu. O ile tylko przy stole nie znajdywał się żaden wegetarianin. Nie wiedział niestety nic na temat preferencji żywieniowych obydwu Borginów. O to zapewne również mógł zapytać wcześniej. Uniknąłby wówczas ewentualnej wpadki. Nie postawił nikogo w sytuacji mniej lub bardziej niezręcznej.

Kapryśny Dziedzic
"Have some fire. Be unstoppable. Be a force of nature. Be better than anyone here and don't give a damn about what anyone thinks."
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Anthony jest wysokim i dobrze zbudowanym facetem, schludnym i przeważnie elegancko ubranym, zważywszy na swoją pozycję.. Ma burzę brązowych, niesfornych włosów - delikatnie kręconych i duże oczy. Gdy się uśmiecha, czasem pojawiają mu się dołeczki w polikach i ma ten charakterystyczny, zadziorny wyraz twarzy. Lubi nosić zegarki, na palcu ma sygnet rodowy. Jeśli nie korzysta z teleportacji, spotkać go można na motorze.

Anthony Ian Borgin
#8
10.04.2024, 20:10  ✶  
- Oh, więc to po prostu spotkanie obiadowe niezwiązane z pracą. Dlaczego mnie to wcale nie uspokoiło? - zapytał retorycznie, wzdychając z nutą dramatyzmu.
Dlaczego Stasiek był taki zaskoczony? Przecież należeli do tej samej durnej organizacji, o zgrozo, musiał wiedzieć o tym, że Robert się nim poniekąd opiekował. Owszem, to spotkanie było niespodziewane — mogło świadczyć zaręczynach, wspólnym zadaniu od Czarnoksiężnika, ale i o zwykłych interesach pomiędzy ich rodzinami. Spojrzenie chłopaka przeskakiwało pomiędzy dwójką towarzyszących mu mężczyzn, jakby szukał w ich zachowaniu lub też słowach dodatkowych wskazówek. Atmosfera mu się nie podobała, podobnie jak westchnienie — jakże głębokie, jego brata.
- Jedyną osobą, która zdaje się o czymś nie wiedzieć, jestem ja. - zauważył z delikatnym wzruszeniem ramion i miną sugerującą, że pracował nad pogodzeniem się z własnym losem. Poprawił rękawy koszuli, dłonią przesunął po włosach i tym razem to on westchnął, gdy Stasiek zaprzeczył aranżowanemu związkowi z córką Roberta. Nie była blondynką? Ściągnął brwi, wydając z siebie mruknięcie zastanowienia — dlaczego tak zareagował i co tu się właściwie działo? Niby wiedział, że brat miał przed nim sekrety, ale zawsze go to dotykało w ten sam sposób, bo on mówił mu przecież wszystko! Wpadał wtedy w jakąś paranoję, że Stanley przestawał mu ufać.
Wyprostował się jak struna, wyciągając dłonie z kieszeni, którymi wykonał przepraszający gest, jakby odrobinę się zapomniał. Jeśli ktokolwiek miał mieć na niego wpływ, to tylko Borgin starszy. Po głowie chodziła mu setka pytań, niektóre zmierzały w bardzo niepokojącym kierunku — jak te spojrzenia, które sobie ciągle posyłali. Jakby coś ich łączyło.. Głębszego? Zamrugał, a jego spojrzenie kolejny raz przemknęło z brata, na Roberta i z Roberta, na Staszka. O nie, kazał mu usiąść, więc kaliber informacji był dość mocny. Dlatego nie miał jeszcze narzeczonej? Zwilżył wargi, odrobina zdenerwowania przemknęła przez twarz chłopaka, ale usiadł, nie chowając już rąk do kieszeni. Skrzyżował je na klatce piersiowej, co miało podkreślić jego oczekiwanie. Z trudem nie wchodził mu w słowo, zawieszając na nim spojrzenie, a usta Tośka rozchyliły się, przypominając trochę wyjętą z wody rybę. Kolejny raz kręcił głową, będzie na pewno bolała go szyja. Czuł, jak żyłka pulsuje mu na szyi, jak tli się w nim złość i budzi głęboko uśpiona agresja, której miał tak duże pokłady. Zacisnął palce w pięści i wstał, krzesło stuknęło i szurnęło głośno, ale mebel się nie przewrócił.
- Ten chuj.. - zaczął, a potem odwrócił głowę w stronę Roberta, w którego mimowolnie wycelował palcem, który akurat zamykał drzwi od pokoju. - Bez urazy. - zaznaczył, zaraz wracając jednak do Stanleya, robiąc krok w jego stronę. - Jest Twoim ojcem? Tym, który Cię porzucił, nie chciał, nie wiem — kurwa on jeden wie, dlaczego to zrobił. I nic mi nie powiedziałeś?
Prychnął, robiąc kilka kroków w prawo i w lewo, liczył w głowie do dziesięciu, żeby bardziej nie wybuchnąć. Czuł się w kropce, bo lubił Roberta, wiedząc, jak dużo może się od niego nauczyć i jakie miał szczęście, że to on był jego opiekunem w organizacji, tolerując fakt, że Tosiek nie brudził sobie rąk bezpośrednio. Przeciągnął językiem po dolnej wardze, widocznie bijąc się z myślami. Bo jak miał mu niby wybaczyć to, co zrobił Staśkowi? Obserwował, jak Robert wrócił do pokoju ze szklankami z trunkiem. Było to potrzebne, bardziej niż papieros i nikotyna, której uzależnienie się domagało. Podziękował skinieniem głowy, bo ostatecznie Antek był gentlemanem i złapał za szklankę i duszkiem wypił, czując, jak mocny alkohol pali jego przełyk i podniebienie, jak razi go cierpkość. - No tak, usiądźmy sobie jak gdyby nigdy nic do zapiekanki. - zaśmiał się, stukając palcami w trzymane szkło. W głowie mu się ta komedia nie mieściła. - Nie wiem, będziecie odbudowywać rodzinne więzi, a ja jestem jako dodatek do Stanleya?
Odstawił szklankę, podchodząc do okna z rękoma w kieszeniach, jako oznaka jawnego buntu i urazy do swojego opiekuna, Borgina Starszego. A on myślał, że ciężko go w życiu zaskoczyć, że jest taki tolerancyjny i światowy, a tu proszę, takiego obrotu spraw i plot twista się zupełnie nie spodziewał.
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#9
14.04.2024, 20:30  ✶  

Ciężko to było nazwać wyjaśnianiem rzeczy na spokojnie. Ciężko też było powiedzieć o pewnych rzeczach Tośkowi z wyprzedzeniem. W końcu to oni sami nie wiedzieli jak to będzie, a ich pierwsze poznanie zakończyło się wyjazdem Roberta i do Francji, a więc nie było tak kolorowo jak to się mogło wydawać. Ze względu na wiele rzeczy, ukrywanie tej informacji było im po prostu na ręke, a już na pewno Borginowi. To też nie było tak, że mu nie ufał, a robił to jedynie z troski o niego samego - o tego małego Anthony'ego.

Jaka była reakcja najmłodszego z trójki mężczyzn? Wybuchowa? Pełna złości? Nienawiści? Ciężko było to ująć jednym słowem, ponieważ przedstawiał sobą całą paletę emocji. Wszystko też wskazywało, że bezbronne krzesło mogło dzisiaj ucierpieć. Dobrze, że tak się jednak nie stało, a młody gniewny skierował swoje gesty i słowa w kierunku pozostałej dwójki.

- Tak - powtórzył, odpowiadając na jego pytanie. Mulciber był jego ojcem i pewnie dałoby się temu zaprzeczać, chociaż były pewne fakty, które świadczyły o tym, że nie dało się tego wyprzeć. W sumie nie było sensu, ponieważ inne osoby, które były zaznajomione z jedną i drugą stroną, to jest Stanleyem i Robertem, widzieli w nich podobieństwo - ot, na przykład taki Sauriel. Borgin nie zamierzał jednak upominać go za słownictwo - mógł mówić co chciał.

- Anthony... To bardziej skomplikowane, niż Ci się wydaje. To nie było przecież wielkie połączenie po latach, znaczy... - spojrzał na sufit, błagając Merlina w myślach o siłę do swojego brata, który go momentami po prostu wkurwiał - Pewne rzeczy były nadal niewyjaśnione i nad nimi pracowaliśmy. Sami przecież musieliśmy najpierw pogadać i takie tam - odparł, kiwając głową do ojca w podziękowaniu za alkohol. Mulciber to nawet chyba odważył się na hojność, wszak zawartość szklanki była dużo większa, niż zawsze... albo było to już złudzenie optyczne. A może emocje brały górę?

Nie skomentował słów związanych z zapiekanką, która nie była w tym momencie najważniejsza. Stanley obserwował dalsze działania Anthony'ego, patrząc jak miota się niczym dzikie zwierze, które zostało zranione. W końcu nie było to celowe.

- Nie... - odparł z ciężkim westchnięciem, wstając od stołu - Znaczy... Mniejsza o to w tym momencie. Anthony, proszę. Usiądź. Nie jesteś żadnym dodatkiem do mnie, ani do nikogo. Jesteś tak samo ważny i na takim samym poziomie jak my wszyscy - starał się go uspokoić, chociaż widząc jak jego podopieczny się zachowywał - nie było łatwo.

Borgin przejechał dłonią po zmęczonej twarzy, klnąc pod nosem. Było to jednak na tyle cicho, że zapewne on sam nie usłyszał tego, co tam powiedział - Mógłbyś? - zapytał raz jeszcze, opadając na krzesło. Pociągnął łyk alkoholu, a następnie złożył dłonie i podparł się przy podbródku - Wszystko Ci przecież wyjaśnimy. Tak jasno jak się tylko da... Ale usiądź przy tym stole... - przekręcił głowę w kierunku ich obrażonej księżniczki, obdarzając jego plecy spojrzeniem. Czy on naprawdę musiał tak wszystko utrudniać? Fakt, mógł być odrobinę zły ale czy było warto się denerwować zamiast usiąść i porozmawiać?



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#10
23.04.2024, 22:55  ✶  

Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że w takich sytuacjach alkohol potrafił okazać się prawdziwym wybawieniem. Sam niejednokrotnie po niego sięgał, ułatwiając sobie tym samym przetrawienie pewnych informacji. Może przemawiało przez niego poniekąd uzależnienie, ale... może zostawmy ten temat, zanim zabrniemy zbyt daleko. Powiemy zbyt wiele.

Westchnął, słysząc określenie ten chuj. Rozsądek podpowiadał mu jednak, że nie on powinien teraz wszystko tłumaczyć. Nie on powinien starać się uspokoić młodszego Borgina. Dlatego też nie zareagował. Ograniczył się jedynie do tego westchnięcia, pozwalając żeby zainteresowani sięgnęli po szklankę z alkoholem. Sam sobie procentów nie odmówił. Wziął do ręki szklankę, czekając na rozwój wydarzeń.

Czekając na odpowiedni moment - taki, w którym będzie mógł ponownie włączyć się do tej rozmowy. Cokolwiek od siebie dodać.

- Jesteś jego rodziną, a to znaczy, że jesteś też powiązany z nami. - wreszcie zabrał głos. Ustosunkował się do zarzutu, jakoby Anthony był tutaj piątym kołem u wozu. Zbędnym dodatkiem. Może nawet obciążeniem? Nie taki był jego cel. Gdyby nad całym tym spotkaniem, gdyby nad tym wszystkim zastanowił się chwilę dłużej, zapewne zauważyłby, że zabierał się za to od niekoniecznie odpowiedniej strony. Teraz niestety mógł jedynie próbować jakoś to uporządkować. Załagodzić sytuacje. - Nie zapraszałem Ciebie, żebyś był dla niego dodatkiem. Jeśli pozwolisz mu wszystko wytłumaczyć, zrozumiesz że sprawy nie wyglądają w tym przypadku tak, jak Ci się wydaje.

I być może zdecydujesz się przeprosić mnie za tego chuja, smarkaczu. Tych słów jednak nie wypowiedział, choć pewna irytacja pojawiła się z tyłu głowy. Nie podobał mu się ten brak szacunku - zupełnie nie na miejscu, skoro obydwaj Borginowie znajdywali się właśnie w jego domu. Merlin jeden wie, ile go teraz kosztowało, żeby na to nie zareagować; żeby nie pokazać Anthony'emu, gdzie dokładnie było jego miejsce.

Cale szczęście cierpliwość zawsze była jedną z tych cech, którą można było Robertowi przypisać; którą Robert mógł się pochwalić. Nie brakowało mu jej podczas wspólnej akcji w lutym. Nie mogło zabraknąć również i teraz. W tym momencie. Podczas tego konkretnego spotkania.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Ian Borgin (3324), Robert Mulciber (2395), Stanley Andrew Borgin (2278)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa