• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[2 lipca 1972] Tym trzeba się zająć | Robert & Richard

[2 lipca 1972] Tym trzeba się zająć | Robert & Richard
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#1
25.04.2024, 16:02  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.07.2024, 22:02 przez Eutierria.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Richard Mulciber - osiągnięcie Piszę, więc jestem
Sesja rozliczona w osiągnięciu Badacz Tajemnic przez Roberta Mulcibera.

2 lipca 1972
Robert & Richard


Sobota była pełna wrażeń. Nie brakowało kolejnych atrakcji. Po porannym spotkaniu ze Stanleyem, przez długie godziny nie wracał do domu. Zajęty kolejnymi sprawami, zjawił się w kamienicy dopiero późnym wieczorem. Na tyle zmęczony, że postępująca w ostatnim czasie bezsenność, tym razem - wyjątkowo - nie dawała się równie mocno we znaki, co zaledwie dzień wcześniej. Noc wcześniej? Zapalone kadzidło, starannie wybrane spośród licznych produktów, które oferował swoim klientom, szybko pozwoliło mu się zrelaksować. Następnie zasnąć. Dzięki temu w niedziele czuł się zdecydowanie lepiej.

Pożywne śniadanie. Herbata. Nieśpieszne zapoznanie się z najnowszym wydaniem Proroka Codziennego. Niezobowiązująca rozmowa, którą rodzeństwo prowadziło w jadalni. Nic konkretnego. Nic rzeczywiście istotnego. Zwykłe zabicie czasu. Wreszcie rozejście się, każdy w swoją stronę. Zajęcie się swoimi sprawami. Obowiązkami.

Nie było nic dziwnego w tym, że swoje kroki, Robert skierował prosto do gabinetu. Działał zgodnie ze stałym rytmem dnia. Od wielu lat takim samym. Niezmiennym. Łatwo było dzięki temu przewidzieć, gdzie i kiedy należało go szukać - o ile tylko pewne sprawy nie doprowadziły do zmiany planów. Dlatego też, kiedy w jakiś czas później do pomieszczenia zdecydował się zajrzeć Richard, nie było innej opcji. Musiał zastać Roberta takiego jak zawsze. Prawie jak zawsze? Siedzącego za biurkiem. Pochylonego nad jakimiś papierami. Notatkami. Ze szklanką whisky na wyciągnięcie ręki. Popielniczką, o które oparte było zgaszone cygaro. A także z zapalonym kadzidełkiem. Te ostatnie stało kawałek dalej, na komodzie. Umieszczone tuż obok karafek z alkoholem oraz kilku szklanek z grubym dnem typu tumbler.

Nie było ono czymś normalnym.

- Zastanawiałem się, kiedy przyjdziesz. - odezwał się, odrywając spojrzenie od jakiś zapisków. Notatek. Odsunął rzeczy na bok, uporządkował nieśpiesznie swoje biurko. Znajdujące się na nim rzeczy. Wskazał Richardowi na wolne krzesło. Jedno z kilku. Tradycyjne chodziło o te po drugiej stronie biurka. Nie chciał przechodzić w inną część gabinetu. Tak było wygodnie. Przynajmniej dla niego. - Wiem, że wczoraj byłeś w sklepie. Wiem też, że był tam Stanley... i, co się wydarzyło w Ministerstwie. - dał Richardowi dość czasu, żeby ten zdążył podejść do biurka, krzesła, usiąść. Czekając aż ten zajmie miejsce, zabezpieczył tez pomieszczenie. Wygłuszył. Tak aby przypadkiem nic nie trafiło do niewłaściwych uszu. Nie to, żeby nie ufał domownikom, ale...

Dobra, bądźmy szczerzy, Robert nie ufał praktycznie nikomu. Jedynie swojemu bratu. W stosunku do reszty, zaufanie było zawsze mocno ograniczone.

- Rozmawiałeś z nim? Powiesz mi o czym? - zapytał, licząc na to, że Richard podzieli się tym, co sam o tej sprawie myślał.

Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#2
26.04.2024, 11:38  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.05.2024, 20:41 przez Mirabella Plunkett.)  

Całodniowa nieobecność Roberta było zauważona nawet przez Richarda. Nie dziwił się temu, gdyż brat udał się pierwotnie do sklepu. Dopilnował jakoś podświadomie tego, aby nie zmieniał swoich planów, gdyż tam czekała na niego niezbyt przyjemna notka informacyjna. Jego nieobecność mógł tłumaczyć tym, że najpewniej udał do Stanleya i mógł przesiedzieć u niego sporo czasu na rozmowie lub załatwiać inne sprawy. Najważniejsze, że wrócił, choć wieczorem, ale najważniejsze, że nic mu nie było.

Kolejnego dnia, pomimo wspólnej porannej rozmowy i informowaniu się o planach dnia, nie poruszali tematu z ostatnich dni. Szczególnie Richard uznał, że jeżeli Robert będzie chciał o tym porozmawiać, sam o tym zdecyduje. Dzisiaj i tak mieli sporo spraw do załatwienia. Richard wziął dzisiaj na siebie klientów, w tym jedną z ze zgłoszonych reklamacji, umówiwszy się wcześniej na spotkania. Ruszył z teczką zaraz po śniadaniu. Zostawiając brata w kamienicy, który najlepiej czuł się pracując w gabinecie.

Po odbyciu paru spotkań, młodszy z bliźniaków wrócił do kamienicy. Rozpiął marynarkę i poluzował krawat. Będąc jeszcze na korytarzu, skierował spojrzenie w kierunku drzwi gabinetu zanim ruszył do swojego pokoju, jakby intuicyjnie stwierdził, że może to czas aby pewne sprawy przegadać z Robertem. I tak musiałby do niego zajrzeć, aby przekazać informacje pozyskane z rozmów dzisiejszych spotkań. Przekazać zlecenia na zamówienia, spisać nowe umowy.

Wszedł do środka, zamykając za sobą drzwi. Robert siedział tam gdzie zwykle Zauważył jego obecność.

- Niektóre konsultacje zajęły mi więcej czasu niż planowałem.
Oznajmił zwyczajnie. Jakby nie było to w sumie nic nowego. Klienci bywali raz bezpośredni a innym razem zbyt męczący. Na szczęście do wytrzymania i nikogo nie stracili. A nawet zyskali więcej.

Richard spojrzawszy na brata, skierował się w stronę biurka, dostrzegając zapraszający gest, aby mógł zająć wolne krzesło. Widocznie zanosiło się na dłuższą rozmowę. Odłożył swoją aktówkę z dokumentami na drugim wolnym krześle i spojrzał na Roberta, który poruszył temat jego obecności w sklepie.

- Przedwczoraj.
Poprawił brata. Szczegół, ale wczoraj to nie on był w sklepie ale Robert. Dwa dni temu miało to miejsce najpewniej popołudniu. Nie było tu nic do ukrycia. Ważne, że Robert spotkał się z synem i wie co miało miejsce w Ministerstwie.

Richard zanim usiadł, skierował się pierw do barku, gdzie wziął szklankę i nalazł sobie whisky z użytkowanej już butelki. Słyszał pytanie.

- Rozmawiałem.
Potwierdził. Odstawił butelkę, zabrał szklankę i wrócił do biurka, gdzie usiadł na wolnym krześle. Skoro brat zabezpieczył całe pomieszczenie, nie musiał tego robić. Mogli swobodnie rozmawiać, póki nikt im do środka nie wejdzie.
- Zjawił się niespodziewanie w Olibanum. Był roztrzęsiony, w szoku i zdenerwowany. Do takiego stopnia, że nas pomylił. Wziąłem go na osobistą rozmowę, aby się uspokoił. Zebrał myśli i przygotował na rozmowę z Tobą. Powiedział mi, że zaczęli badać sprawę Greybacka. Harper usilnie próbowała cokolwiek od niego wyciągnąć. Opisał mi jak przebiegło przesłuchanie jego osoby i jak zachowywała się kobieta.
Upił łyk alkoholu i odstawił szklankę na blat biurka.
- Zakładam, że Tobie opowiedział już na spokojnie ze szczegółami?
Zapytał, dość poważnie. zanim przejdą dalej z tematem. Chcąc też wiedzieć, czy Robert był odpowiednio wtajemniczony. W miedzy czasie Richard wyszukał po swoich kieszeniach papierośnicę, aby wyjąć papierosa i sobie zapalić. Odłożył na blat biurka, gdyby i brat chciał się poczęstować. Lepiej mu się myślało przy odczuciu i zapachu tytoniu. Odpalił sobie papierosa, czekając na odpowiedź brata.
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#3
28.04.2024, 14:01  ✶  

Kiwnął głową. Tak to już wyglądało, kiedy w grę wchodziła praca z klientami. Nie zawsze wszystko szło gładko. Nie zawsze wszystko szło dokładnie tak, jak pójść powinno. Zdarzało się natrafić na pewne problemy. Te większe i te mniejsze. Niezależnie od rozmiaru, zawsze zajmowały one czas. Z reguły było to więcej czasu, niż zakładał pierwotny plan. Właśnie z tego względu, starał się tym nie zajmować osobiście. Własnoręcznie. Potrafił, oczywiście że tak, ale jeśli sytuacja mu na to pozwalała, przerzucał ten ciężar na innych. Tak jak w tym momencie na Richarda.

- Rozumiem, że skończyło się bez dalszych komplikacji. - nie pytał, po prostu zareagował na słowa brata, nie oczekując od niego żadnego potwierdzenia. Z góry pozwolił sobie założyć, że gdyby doszło do jakichkolwiek komplikacji na tym polu, Richard poinformowałby go o tym w pierwszej kolejności. Nie traciłby czasu na inne kwestie.

Uporządkował swoje rzeczy. Poprawił się w fotelu. Obserwował, jak brat sięga po szklankę, napełnia ją alkoholem. Tego również nie komentował. Trochę według zasady, że co moje, to i Twoje. Choć oczywiście istniały od niej pewne odstępstwa. Nie zaliczał się do nich jednak alkohol.

- Ah, tak. Przedwczoraj. - przytaknął mu.

Zdarzały się chwilę, kiedy czas płynął szybciej. Zbyt szybko. Dni się ze sobą mieszały. Każdy kolejny pełny był niespodzianek. Spraw, do których należało się ustosunkować. Na które trzeba było odpowiednio zareagować. Można było się wręcz zastanowić nad tym czy po wydarzeniach z przełomu kwietnia i maja, Robert się czegokolwiek nauczył. Wyciągnął jakiekolwiek wnioski na przyszłość? Znów bowiem zdawał się działać w ten sam sposób. Biorąc wiele na swoje barki. Biorąc odpowiedzialność za wszystko. Miało to coraz większy wpływ na to, w jaki sposób funkcjonował. Stopniowo narastająca bezsenność. Konieczność zmodyfikowania własnej diety. Obawy, do których się nie przyznawał na głos. I wiele innych kwestii. Problemów, którymi nie próbował należycie się zająć.

Odkładane na później. Ignorowane. Tak jakby miały zniknąć same.

- Tak. Odwiedziłem go wczoraj z samego rana. Nadal panikował, ale udało mi się wyciągnąć z niego sporo cennych informacji. - przytaknął. Nie widział przy tym potrzeby informowania o tym, co konkretnie usłyszał. Oczywiście brał pod uwagę, że usłyszeli wersje mogące się od siebie nieco różnić, ale raczej nie na tyle, żeby musieli się tym martwić. Przejmować akurat w tym momencie. - Zastanawiam się teraz, co powinniśmy w tej sprawie zrobić. Wstępnie podjąłem pewne decyzje, ale obawiam się... - odchylił się w fotelu, spojrzenie na moment przeniósł prosto na sufit. Wreszcie westchnął, wracając do Richarda. - ...że jeśli będziemy się za bardzo ze wszystkim ociągać, znajdą się o krok, albo nawet o dwa przed nami.

Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#4
28.04.2024, 23:08  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.04.2024, 23:09 przez Richard Mulciber.)  

Póki nie miał innej stałej pracy w Londynie, bądź dokładniej mówiąc, musiał czekać na jakikolwiek werdykt w sprawie swojego składania dokumentów o pracę w Ministerstwie Magii, musiał czymś się zająć. Musiał być w jakimś ruchu. Kontynuowanie swojego przydziału w interesie rodzinnym było mu co prawda na rękę. Prowadzenie rozmów z klientami, sprzedawanie im towaru, spisywanie umów na miejscu i przekazywanie sprawy do realizacji bratu. Wziął to na siebie i mimo iż dzisiaj zajęło to dłużej, było co prawda opłacalne. Nic nie stracili, a nawet więcej zyskali.

- Nawet lepiej.
Potwierdził co prawda skinieniem głowy ale też, że nie było większych komplikacji, ale też dodał w odpowiedzi, z lekkim uśmiechem, że dzięki temu coś więcej zyskali. Możliwość stałych umów kwartalnych z opłatą z góry. Pozostanie tylko spisać odpowiednie umowy. Do tego mogą przejść później. Mieli teraz ważniejszy problem do omówienia.

Te spotkania z klientami momentami bywały męczące i kończyło się na żmudnym piciu kawy czy herbaty. Dlatego mimo świadomości o prywatności gabinetu swojego brata, pozwolił się sam obsłużyć alkoholem. Potrzebował trochę czegoś mocniejszego. Richard znał swoje granice w tym domu, szanował cudzą prywatną. Wiedział co mógł, a czego nie. Poprawił też przepracowanego brata, odnośnie wspominanego terminu spotkania się ze Stanleyem. Zdecydowanie ten zaplanowany wyjazd, będzie im potrzebny. Szczególnie Robertowi.

- To dobrze.
Niejako pochwalił brata, który poważnie podszedł do problemu swojego syna i nie zostawił go z tym samego. Nawet zwykła rozmowa czy obecność potrafi pomóc. Uspokoić. Zebrać myśli do dalszego działania. Podjąć odpowiednie decyzje i zapewnić bezpieczeństwo młodemu Borginowi.

Richard zaciągnął się papierosem, opierając o oparcie krzesła, obserwując brata. Pozwalając mu mówić, jakie ma z tym obawy, rozwiązania, co rozważał. Może coś już ze Stanleyem ustalili?

- W takim razie nie można czekać. Stanley nie chce wracać do Ministerstwa. Swoim nieprzemyślanym do końca odejściem mógł narobić szumu. Problemu bardziej sobie. Nie wiem jak to odbiorą. Albo już odebrali. Harper może go podejrzewać o to co zrobił, a czego nie zrobił.
Tutaj Richard porozumiewawczo patrzył na brata, wiedząc, iż to chłopak dostarczył głowę. Wiedział o tym szczególe, który potwierdził mu bratanek.
- Ze względu na obecną sytuację, trzeba Stanleyowi, zapewnić bezpieczeństwo. Na tyle, ile to możliwe. Kobieta, która go przesłuchiwała, zdaje się że traci swój stabilny grunt. Nie panuje nad sytuacją. Podchodzi do tego… emocjonalnie? Tak wnioskuję po tym, co mi Stanley powiedział.
Wyraził swoje zdanie na ten temat. Jeżeli chcą być przed nimi, powinni już zacząć działać szybciej. Nie czekać w nieskończoność. Albo nie wiadomo na co innego. Aż kolejnego człowieka stracą w Ministerstwie? Stanley był ich najbardziej zaufaną wtyką w Biurze Aurorów. Teraz nie mają żadnej, przypominając sobie roszadę pracowników Brygady i Biura Aurorów, jaką mieli omawianą podczas tajnego zebrania. Zaciągnął się ponownie papierosem, wypuścił dym i wstał, aby podejść do biurka i strzepnąć popiół w popielniczce. Nie brał jej, skoro spoczywało tam niedopalone i przygaszone cygaro brata.
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#5
29.04.2024, 08:40  ✶  

Przez myśl mu nawet nie przeszło, że wypowiedziane przez brata słowa mogłyby dotyczyć zainteresowania, które wykazał względem sytuacji Stanleya. Nie wpadło mu do głowy, że właśnie to ono było powodem stojącym za tą pochwałą. Robert nie brał tego pod uwagę, ponieważ… zamiast na własnym synu, skupiony był w tym przypadku na odpowiednim zajęciu się sprawą. Nie miał prawa tego spierdolić. Nie mógł pozwolić sobie na to, żeby nie doprowadzić tego do końca. Wynikało to z pewnej istotnej kwestii – nie działał przecież na własny rachunek. Odpowiadał przed kimś, kto w odpowiednim momencie ze wszystkiego go rozliczy. Każdego jednego błędu. Każdego jednego potknięcia.

Nie zapominał o tym - nawet na chwilę.

Ze szklanką w ręku słuchał słów brata. Westchnął ciężko, kiedy padł temat zapewnienia chłopakowi bezpieczeństwa. Tyle tylko, że to niekoniecznie funkcjonowało w ten sposób. Przydzielając chłopakowi te zadanie, Robert wyraźnie zaznaczył, że o swoje bezpieczeństwo, będzie musiał zadbać w pierwszej kolejności sam. Od niego, ze strony organizacji, te wsparcie będzie mocno ograniczone. Zależne od tego, jak będzie przedstawiała się sytuacja. W jaki sposób wszystko się ułoży. Każdy czarodziej, który decydował się wstąpić w szeregi zwolenników Czarnego Pana, podejmował olbrzymie ryzyko. Był tego ryzyka świadomy. Przecież to nie tak, że ich działalność ograniczała się do co sobotnich spotkań, podczas których wszyscy grali w bingo.

Ewentualnie eksplodującego durnia.

- Priorytetem cały czas pozostaje dla nas Harper Moody. Niezależnie od sytuacji, ta jedna rzecz się nie zmieni. – nie musiał zwlekać z tym, żeby uświadomić brata; żeby zwrócić na ten szczegół jego uwagę. Był przy tym poważny. Stanowczy. Nie zamierzał pozostawiać miejsca na jakiekolwiek dyskusje. – Stanley wiedział jakie jest ryzyko. I wiedział też, że w razie wpadki, w znacznym stopniu będzie zdany na samego siebie. Nie jest dzieciakiem, który nie potrafi o siebie zadbać. Nie tylko nie musimy ratować go z opresji, ale też nie możemy na to sobie pozwolić. Moglibyśmy wówczas łatwo stracić z oczu właściwy cel. A to mogłoby sprowadzić na nas poważne konsekwencje. – poświęcił nieco czasu na to, żeby wyraźnie nakreślić jak wyglądała sytuacja. Nie znaczyło to jednak, że Stanley miał zostać tym samym odstawiony na boczny tor. Skreślony? Może umieszczony na jakiejś dziwnej liście osób do odstrzału? – I tak. Zgadzam się z tym, że Harper Moody zaczyna z wolna tracić grunt pod nogami. Prawdopodobne jest to coś, na czym powinniśmy się obecnie skupić.

Urwał. Dał sobie chwilę przerwy. Niedługą chwilę. Pozwolił sobie na to, żeby sięgnąć po szklankę z alkoholem. Unieść ją do ust. Przechylić. Upić kilka łyków. Następnie odstawił na blat biurka. Nie wypuścił jednak z rąk. Nie od razu. Przez chwilę jeszcze się nią bawił. Obracał. Zbierał przy okazji myśli. Układał w głowie kolejne słowa. Jeśli Richard chciał cokolwiek wtrącić. Powiedzieć. Wyrazić swój brak zgody na takie podejście do problemu – dał mu wyraźnie znać, że jeszcze nie teraz; że nie skończył.

- Sytuacja Stanleya, jego ucieczka z Ministerstwa Magii, komplikuje nam sprawy. Nie mamy na ten moment ludzi, którzy będą trzymać rękę na pulsie. Dostarczą cennych informacji. To spory problem. Dlatego uważam, że nie powinniśmy nadal odkładać pewnych spraw w czasie. Czekać na rozwój wydarzeń. Wiesz do czego zmierzam, Rick?

To był ten moment. Ten moment, kiedy należało postawić wszystko na jedną kartę i podjąć się tego ryzyka. Wejść prosto w paszcze lwa, licząc na to, że ten nie ugryzie. Nie zaatakuje. Nie rozszarpie Ciebie na strzępy. Tylko czy Richard był na coś takiego faktycznie gotów? Zwłaszcza teraz – kiedy wiedział więcej? Kiedy zdążył więcej zobaczyć? To nadal była jego decyzja. I nadal mógł też się wycofać. Miał tę przewagę, ponieważ dla Roberta był nie tylko kolejnym pionkiem. Był bratem. I zarazem, prawdopodobnie, najbliższym mu człowiekiem. Jednym z najważniejszych.

Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#6
29.04.2024, 10:13  ✶  

Do pewnych działań, wiążących się z ryzykiem własnego życia, pracy czy innych dóbr posiadanych, trzeba być przygotowanym. Niby człowiek jest tego pewny, otwarcie o tym mówi, bierze się za to. Ale kiedy dochodzi do faktów, dotyka go pewna strata i obawa o własne bezpieczeństwo, można stracić nad tym kontrolę. Zagubić się i nie od razu dotrze do umysłu, że to się stało. Obserwując ostatnio Stanleya, Richard odniósł wrażenie, że chłopak nie do końca był przygotowany odpowiednio na taką akcję. W dodatku w Ministerstwie Magii. Samo oferowanie mu wsparcia, byłoby może wystarczające? Czas pokaże. Roztrzęsiony chłopak po przesłuchaniu z szefową, musiał dać upust swoim emocjom, po odbytej z nią rozmowie. Musiał dać temu wyjście, aby nie tłumić w sobie pewnych obaw. Ten stan minie. Ale miał przy tym pewną lekcję i doświadczenie.

Może i Robert podszedł do tego problemu inaczej, może jeszcze nie dotarła do niego w pełni informacja, że ma syna i traktuje Borgina nadal jak pionek w organizacji. Nie będzie wnikał już w tę ich relację. Dał mu już wcześniej do zrozumienia, żeby nad tą relacją popracował. Na tyle, aby Stanley odczuł, że faktycznie ma ojca, na którym może w pewnym stopniu też polegać.

Richard wysłuchał stanowczych wyjaśnień brata, który zaznaczył co dla niego w tej chwili jest priorytetem. Nie syn, a szefowa biura aurorów. Rozumiał to. Z tym, że w wyniku tej całej sytuacji jednego dnia, wywiązały się dwa problemy. I o te dwa, trzeba było zadbać. Jeden był na ich korzyść, drugi wręcz przeciwnie. Można by podsumować to tak, jakby poświęcając swoją karierę, Stanley wyprowadził częściowo z równowagi Moody.

- Tyle, że na to ryzyko nie do końca był chyba przygotowany.
Zauważył, ale nie drążył już bardziej tego tematu. Zaciągnął się ponownie papierosem i pozwolił na ten czas bratu zebrać myśli, widząc jak próbował zebrać w sobie kolejne słowa, dając mu znać, żeby więcej na razie nie mówił. Zatem Richard wziął swoją szklankę z alkoholem i przeszedł się w stronę okna, aby spojrzeć na widok za nim. Jeżeli było zasłonięte, wetknął papieros w usta i odsłonił na moment zasłonę. Tak, by tylko móc rzucić okiem na teren. Uwagę na brata przeniósł, kiedy ten wrócił do tematu, zostawiając materiał w spokoju, aby na nowo zasłonił widok za oknem.

Domyślał się, do czego Robert zmierzał w swojej wypowiedzi. Brak zaufanych ludzi w Ministerstwie, w konkretnym Departamencie utrudniało całą operację. Obserwowania tego wszystkiego od środka. Czy to był moment, aby zaryzykować wejściem tam? Zatrudnieniem się?

Skinieniem głowy dał bratu znać, że wie o czym mowa. Wyjął papierosa i upił łyk alkoholu, pozwalając aby rozgrzał mu przełyk. Po czym spojrzawszy pierw na zawartość szklanki, a następnie na brata, spojrzeniem poważnym zadał mu pytanie:

- Chcesz abym tam już wszedł?
Dopytał dla pewności, zdając sobie sprawę z powagi sytuacji. Czy Robert był faktycznie gotów na ten ruch. Wysłać brata do Ministerstwa, aby zaczął działać od środka. Z należytą ostrożnością. Richard wiedział na co się pisał, zgadzając na współpracę. Jakie to niosło za sobą ryzyko. Z drugiej strony miał swoją kolejną szansę, spróbować zbudować swoją karierę w Biurze Aurorów, tym razem w Brytyjskim Ministerstwie. Tylko jak daleko była sprawa z Juliusem? Zadziałał coś w jego sprawie z Alexandrem?
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#7
29.04.2024, 11:10  ✶  

W przeciwieństwie do Richarda, nie tylko nie chciał, ale też nie mógł pozwolić sobie na to, żeby na dłużej pochylić się nad sytuacją Stanleya. Odpowiadał bowiem za całe to przedsięwzięcie. Miał zostać ze wszystkiego tego w odpowiednim czasie rozliczony. Wziął na siebie zadanie, którego realizacja stanowiła priorytet. Miała mieć olbrzymie znaczenie w stosunku do tego, co nastąpi później. W stosunku do miejsca, które przyjdzie mu zająć w szeregach organizacji. Robert doskonale wiedział kim był Stanley. Zdawał sobie sprawę z tego, że był jego synem. Zarazem jednak nie zamierzał się na tym szczególe skupiać. Nie zamierzał pozwolić na to, aby to właśnie on ściągnął go z właściwej ścieżki. Tej, która prowadziła do celu. Tej, która pozwalała mu nad wszystkim utrzymać kontrolę.

Kiedy w grę wchodziły emocje, błędy pojawiały się jeden za drugim. Wręcz lawinowo. Cholernie trudno było później nad tym zapanować.

Słowa Roberta, sugerujące że młody Borgin miał już zostać na dobre pozostawiony sam sobie, bez jakiegokolwiek wsparcia, nie były do końca szczere. Prawdziwe. Nie do końca przedstawiały one to, jak wyglądała sytuacja. Stanley bowiem nadal był wartościowym członkiem zespołu. Zbyt cennym, aby tak po prostu spisać go na straty. Skreślić. Robert wiedział, że nie w taki sposób należało postępować z oddanymi sprawie żołnierzami. Nie zamierzał też powielać błędów popełnionych przez Chestera Rookwooda.

- Wiedział jakie jest ryzyko. I ile to może go kosztować. Poradzi sobie. – upierał się więc przy swoim. Nie zamierzając w tym przypadku brać pod uwagę, że sytuacja mogła wyglądać inaczej. Nie zamierzając wdawać się w dyskusje. Na szczęście Richard również uznał, że w tym miejscu należało ustąpić. Przynajmniej na ten moment.

Mogli tym samym ruszyć dalej. Omówić kolejne kwestie. 

- Nie zamierzam Ciebie do tego zmuszać, ale… tak. Tego właśnie oczekuje. – nie było tutaj miejsca na owijanie w bawełnę. Postawił na szczerość. Pełną, absolutną szczerość. W jasny sposób przedstawił to, czego oczekiwał od brata. O co go w zasadzie prosił. Bo zmusić nie potrafił. Prawdopodobnie nie potrafił. Nie chciał tego sprawdzać. Nie chciał być zmuszonym do sprawdzenia czy tą konkretną granicę byłby w stanie przekroczyć.

A później jakoś się z tym czynem uporać. Pogodzić.

- Nie możemy polegać w tym przypadku na Rookwoodach, dlatego to właśnie Ty jesteś teraz dla mnie jedną z najrozsądniejszych opcji. Poszukiwanie innego… pionka, mogłoby zająć zbyt wiele czasu. Wiem ile potrafisz. Wiem ile będziesz w stanie zrobić. O ile tylko się na ten krok zdecydujesz. – rozwinął swoją wcześniejszą odpowiedź. Nadal mówiąc szczerze. Mówiąc dokładnie to, co myślał. Nie potrafiłby okłamywać brata.

Zarazem nie tracił czasu na przedstawianie mu potencjalnych zagrożeń. Na tłumaczenie tego, jak niebezpiecznym było to zadanie. Zakładał, że Richard to wiedział. Rozumiał. Nie był uczniakiem, którego trzeba było dopiero we wszystko wprowadzić. Wyjaśnić każde jedno zagadnienie. Tym razem miał to szczęście, że rozmawiał z dorosłym, doświadczonym człowiekiem, który doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak dużo mógł stracić przez choćby jeden, niewielki błąd. Powinien więc zachować odpowiednią ostrożność.

A on... a Robert... być może byłby w stanie po cichu zorganizować mu pewne wsparcie. Sprawić, że wchodząc w paszcze lwa, będzie jednak miał plecy. Nie chciał mu jednak czegoś takiego obiecywać już teraz. Zanim zdoła to wypracować. Bo i nie miał pewności czy zakończy się to powodzeniem; czy faktycznie znajduje się to w zasięgu jego rąk. Możliwości.

 
Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#8
29.04.2024, 12:59  ✶  

Z powagi sytuacji, Richard mógł zdawać sobie sprawę tylko z zewnątrz. Jako osoba współpracująca, wspierająca i pomagająca, nie należąca oficjalnie do śmierciożerców. Jak organizacja sama w sobie mogła działać? Opierał się tylko na informacjach, jakie były mu przedstawiane. A także widząc jak mocno odbiło się to na bracie. Że cudem uszedł z życiem, kończąc jedynie z klątwą na karku. Dlatego nie drążył już tego tematu, związanego ze Stanleyem. Oboje wiedzieli jak wygląda sytuacja. Jak bardzo się cały plan posypał. Jak bardzo Robert się tym przejmował w pierwszej kolejności niż sytuacją Borgina. Nawet jeżeli obaj mają dorosłych synów, nie każdy jest tak przygotowany na ryzyko wiążące się z dorosłością i odpowiedzialnością. Prawda, że każdy podejmuje sam decyzje i musi być świadom konsekwencji. Prawda też w tym, że emocje mogą zaprzepaścić wszystko.

Skoro Robert swoimi słowami chciał zapewnić, że wierzy w Stanleya, niech tak pozostanie. Richard nie odniósł się już do tych słów. Temat zszedł już na jego osobę. Bliźniak potwierdził, że to już najpewniej moment, aby zaryzykować z wejściem do paszczy lwa. Teraz Richard potrzebował zebrać myśli, aby przekalkulować całokształt obecnej sytuacji w Ministerstwie, z tego czego się dowiedział. A także wyczytał z Proroka Codziennego.

Rookwoodowie od razu odpadali. Mówili już o tym na tajnym zebraniu. Gdyby się dostał, mógłby także obserwować ich pracę, działania, zachowanie. Dwie pieczenie na jednym ogniu. Doceniał to, że brat w niego wierzył bardziej, niż ojciec. Dawał mu szansę, a raczej chciał go w Brygadzie.

- Szkoda że ojciec nie potrafił tak na to spojrzeć.
Pokręcił głową i zaciągnął papierosem, podchodząc do biurka, aby po chwili strzepnąć znów popiół do popielniczki. Usiadł na krześle.

Francisa nie obchodziło to, co potrafił Richard i jak bardzo mógłby się rozwinąć w swojej karierze w Brytyjskim Ministerstwie Magii na stanowisku Aurora. A może i dzisiaj sam byłby szefem Biura Aurorów? A nie jakaś Harper Moody?

- Już i tak zgodziłem się pomóc w tej sprawie. Dałeś mi wybór. Dokonałem go. Nie wycofam się.
Uświadomił brata, że jego decyzja pozostaje niezmieniona. Ale też potrzebował sobie to poukładać w głowie. Jak zacząć działać. Od czego.
- Kiedy zająć się składaniem dokumentów? Czy to raczej pozostawiasz mi w wolnej decyzji?
Dopytał. Czy Robert miał na to wyznaczony dzień? Czy zależne to było od obowiązków Richarda? Zapewne będzie potrzebny im ktoś, kto przejmie jego sprawy związane z interesem rodzinnym, ale i tutaj młodszy z bliźniaków miał na to rozwiązanie. Niektóre problemy jednak potrafiły same się rozwiązać.

Upił łyk swojego alkoholu, usiadł wygodniej. Richard w podjęciu swoich decyzji był przygotowany na ryzyko i wiedział, jakie ono było. Wiele takich podejmował, czy to w Norwegii czy tutaj w Anglii. Miał już niejakie doświadczenie z trudnymi sytuacjami.

Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#9
01.05.2024, 09:29  ✶  

Nie był Francisem Mulciberem. Choć w pewnych kwestiach podobny do ojca, znacząco się również od niego różnił. W inny sposób spoglądał na pewne sprawy. Chociażby na wybory, których dokonał brat. Nawet jeśli za młodu, na samym początku miał w związku z tym spore wątpliwości, to ostatecznie zawsze starał się Richarda wspierać. I zawsze też starał się wierzyć w jego możliwości. Nie tylko teraz, kiedy potrzebował człowieka o tym profilu. O takim właśnie doświadczeniu. To nie było coś, do czego doszło pod wpływem chwili. Ostatnich wydarzeń.

- Był głupcem. - nie potrafił zignorować słów brata. Nie był w stanie nie zareagować na to, co opuściło jego usta. Nawet jeśli nie zamierzali teraz się nad tym tematem rozwodzić, musiał zareagować. Musiał to skomentować. Podkreślić swoje stanowisko? Zaprezentować spojrzenie? Tylko albo aż tyle. Nie więcej.

Skinął głową, kiedy brat się zgodził. Kiedy zwrócił uwagę na to, że zdążył już przecież zaangażować się w to wszystko. Nie był pewien, co w związku z tym czuł. Nie potrafił tego określić w sposób jednoznaczny. Starał się na tym zarazem nie skupiać. Moment nie był odpowiedni. Priorytety były zupełnie inne. To im należało poświęcić odpowiednią ilość uwagi. Nawet drobne zaniedbania, w późniejszym czasie mogły się zemścić.

- Dobrze. - padło z jego strony. Tylko tyle.

Na kolejne słowa należało poczekać dłużej. Odrobinę. Robert pozwolił, żeby Richard zadał pytanie. Chwilę musiał namyślić się nad odpowiedzią. Nad tym, w jaki sposób do tego podejść. Ryzyko było bowiem olbrzymie, a on był jego bratem. Bliźniakiem. Być może ostatnią osobą, jaką chciał w to angażować. A jednak robił to. Świadomie. Z pełną premedytacją. Czy mógł upaść jeszcze niżej?

- Poczekasz. Daj mi kilka dni, pozwolisz odświeżyć kilka kontaktów. Moje możliwości w Departamencie Przestrzegania Prawa są co prawda ograniczone, ale istnieją. Mogę też wykorzystać inne możliwości. Zakładam, że w inny sposób szefostwo spojrzy na człowieka, za którego poręczy ktoś wyżej postawiony. Za kim wstawi się pracownik o wzorcowym przebiegu kariery... - tyle mógł i tym właśnie z bratem się podzielił. Ile z tego mu wyjdzie? To zapewne pokażą najbliższe dni. Mogło udać się zarówno wszystko, jak i kompletnie nic. Na dwoje babka wróżyła. Mimo wszystko trzeba było wykorzystać każdą opcje. Każdą możliwość.

Gdyby tego nie zrobił, zapewne nigdy by sobie nie wybaczył w przypadku niepowodzenia. W przypadku olbrzymiej straty, która mogłaby mieć miejsce. Mogłaby nastąpić. Bo przecież ryzyko było olbrzymie.

Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#10
01.05.2024, 23:40  ✶  

Brat pięknie podsumował podejście ich ojca, że spowodowało to pojawienie się na twarzy Richarda lekkiego uśmiechu. Tak. Francis Mulciber był głupcem. Myślał, że podporządkuje sobie całą rodzinę w swojej gałęzi, a wtedy część jej członków, zawodowo poszło w innym kierunku samorozwoju. Gdyby jednak udało mu się zmusić drugiego bliźniaka do pracy w Departamencie Tajemnic, mógłby się równie mocno rozczarować, co z samej jawnej rezygnacji chęci podjęcia tam pracy przez Richarda. I nie tylko jego. Siostry postąpiły przecież podobnie. 

Może i Robert w pewnych podejściach, decyzjach, przypominał ojca, to jednak nie był nim. To nawet i Richard byłby wstanie potwierdzić.

Richard zapewnił brata, że skoro już raz podjął decyzję, nie cofnie jej. Doceniał jednak to, że Robert wciąż dawał mu możliwość podjęcia samodzielnie decyzji. Lecz im bardziej w to wchodził, sam musiał dobrze nad tym zastanowić. Czy warto? Być może. W końcu pojawiła się jednak szansa, że mógłby w swoim kraju zostać aurorem. Nie od razu, ale jednak.

Przyjął do wiadomości, że ze składaniem dokumentacji ma się jeszcze wstrzymać. Zaciągnął się ponownie papierosem, dopalając go do końca, słuchając brata. Wstał, aby niedopałek dogasić w popielniczce i usiadł z powrotem na swoje miejsce. To, co jako kolejne usłyszał przy tym od Roberta, brzmiało z sensem. Mając kogoś, kto poręczy za niego, zapewni o jego doświadczeniu, że nadaje się na dane stanowisko w konkretnym Departamencie, mogło zwiększyć szanse zatrudnienia, niżeli przychodząc jak każdy obywatel z ulicy, licząc na szczęście.

- W porządku. Jeżeli już planujesz odświeżyć swoje znajomości, poinformuj mnie, kto ostatecznie będzie tym poręczycielem.
Może nie musiał tego mówić, ale chciał po prostu zaznaczyć, że dobrze byłoby dla niego to wiedzieć wcześniej. Przed samą rozmową w sprawie pracy.
- Więc na ten czas, będę dalej kontynuował spotkania z klientami naszego wspaniałego biznesu. Gdybyś nie podjął jeszcze decyzji w sprawie mojej pracy w Departamencie Przestrzegania Prawa, poszukałbym coś innego. Dodatkowego.
Potwierdził, iż był gotów kontynuować swoje dotychczasowe zadanie związane z pozyskiwaniem i pielęgnowaniem kontraktów z klientami. Jak nie w Norwegii, to może robić to w Anglii. Przy czym dodał, że miał w planie poszukać czegoś jeszcze, gdyby do Brygady nie udało mu się dostać. Pieniążki były potrzebne. W większej ilości zarobkowej niż przez interes rodzinny jaki prowadzili związany z handlem. 
- Swoją drogą, co u Alexandra, naszego kuzyna? Widziałem Oświadczenie w Proroku Codziennym. Spotkaliście się?
Zapytał przy okazji, gdyż chyba nie mieli kiedy o tym porozmawiać. A samo oświadczenie pojawiło się, kiedy Richarda nie było w Anglii. Wróciwszy z Oslo, pozwolił sobie nadrobić zaległości i tak trafił na najbardziej interesującą informację z całego nieobecnego tygodnia.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Richard Mulciber (2895), Robert Mulciber (3341)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa