• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii Lake District [03.08.72] Szaleństwo Windermere. Coś dziwnego wisi w powietrzu | Cedric x Viorica

[03.08.72] Szaleństwo Windermere. Coś dziwnego wisi w powietrzu | Cedric x Viorica
The Healing Light
some superheroes
wear a white coat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Przystojny, wysoki (180 centymetrów wzrostu), trochę wychudzony uzdrowiciel o łagodnym usposobieniu. Nieśmiały, trochę za cichy, ale bardzo sympatyczny. Widać po nim od razu, że zdecydowanie za dużo czasu spędza w zaciszu swojej pracowni alchemicznej, ale pomimo kilku dziwactw wplecionych tu i ówdzie, wzbudza sympatię i szacunek. W pracy nosi szpitalny fartuch. Poza pracą również ubiera się w jasne kolory.

Cedric Lupin
#1
16.04.2024, 01:17  ✶  
Cedric był definicją typowego zjadacza chleba, który szerokim łukiem wszystkie ciekawe rzeczy, które mogły mu się przydarzyć w życiu. Lubił codzienną rutynę, która dawała mu solidną dawkę nijakości pozbawionej wszelkich emocji. Szczególnie po dość bolesnym rozstaniu, które pozostawiło w nim bolesną pustkę, która nie chciała się zagoić. Kolejne żmudne godziny, które spędzał w Mungu, pozwalały mu wtopić się w otaczającą go szarość. Metoda nieco specyficzna, czy może nawet kontrowersyjna, ale pozwalała mu odciąć się od życia. Zamiast leczyć siebie, skupiał się na przychodzących do niego pacjentach. Przynajmniej do czasu.
Jego perfekcyjną bańkę postanowiła rozbić Vior, która bez większego uprzedzenia pojawiła się w szpitalu, przy okazji wchodząc w jego życie niczym burza. Co najlepsze, z początku nawet tego nie zauważył. Bo przecież była tylko starą znajomą, która potrzebowała pomocy. Jasne, ochrzan, którzy od niej zebrał nie był jakoś szczególnie przyjemny, ale nie było to pierwszy i z pewnością ostatni raz, gdy ktoś miał uwagi względem tego co robił. Nie była więc może całkowicie typową pacjentką, ale wciąż łapała się w granice normy. Tym, czego nie przewidział, był fakt, że kobieta postanowi go gdzieś zaprosić. No i to, że po tych wszystkich latach wciąż coś do niej czuł. Normalny człowiek uznałby to za idealne warunki ku temu, żeby w końcu ruszyć do przodu. No właśnie, normalny. Lupinowi daleko było do tego określenia. Bo kto normalny czuje poczucie winy względem byłej już dziewczyny. Nie łączyły ich już głębsze relacje, a jednak Cedric czuł się niekomfortowo z myślą, że wyszedłby z kimś innym. Motywowany tą myślą, początkowo planował odmówić i zostać w domu, ale ostatecznie zjawił się w barze o wyznaczonej porze. Czemu? Sam nie był do końca pewien. Czy było warto? Naprawdę trudne pytanie.
Początkowo trzymał go stres, ale po kilku kolejkach zaczął się w końcu rozluźniać. Bardzo szybko wyszło, że zdecydowanie potrzebował takiego wyjścia. Z daleka od rodziny, pracy i wszelkich problemów. Spokój, dobry humor, bardzo miłe towarzystwo. Pierwszy raz od dawna czuł się naprawdę szczęśliwy. Powoli zaczynał już zapominać, że to w ogóle możliwe. Popełnił w życiu wiele błędów, ale był pewien jednego. Tego, że nigdy nie będzie żałował wyjścia z Vior na miasto.
Długo to nie potrwało.
Gdy następnego dnia obudził się w jej mieszkaniu, z początku był nieco otumaniony i och, cholernie skacowany. Początkowo wiele o tym nie myślał, ale w trakcie śniadania zaczął powoli łączyć kropki, zadając sobie coraz więcej pytań. Jak się tutaj znalazł? Czemu nie wrócił do domu? W dodatku żarty ze strony kobiety kazały mu sądzić, że odwalił coś bardzo głupiego. Co postanowił z tym zrobić? Dokładnie to, co każdy dorosły i odpowiedzialny człowiek. Uciec.
Nie potrafił spojrzeć jej w oczy, także unikał ją przez dobry tydzień z haczykiem, aż w końcu wyłapała go na korytarzu szpitala. Spodziewał się wiele, ale nie tego, że było jej przykro. Zresztą, prawdę powiedziawszy, to sam źle się z tym wszystkim czuł. Jasne, nie był dumny z tego, co (chyba) zrobił po pijaku, ale trochę brakowało mu jej towarzystwa. No i tego uśmiechu. Chyba dlatego tak poważnie wziął słowa, które rzuciła.
Jeśli chciał, żeby mu wybaczyła, miał wziąć wolne, żeby pojechać na wakacje. Przez kilka kolejnych dni zastanawiał się, co powinien zrobić, ale ostatecznie wygrały uczucia, które tak mocno próbował zagłuszyć. Jasne, przerażała go wizja wspólnego wyjazdu, ale naprawdę nie chciał jej dłużej unikać. No i nie chciał, żeby się na niego dłużej gniewała. Wybierając miejsce docelowe, zdecydował się na  polecajkę jednej ze współpracownic, a jakże. Sam nieszczególnie znał się na tym, gdzie można było miło spędzać wakacje. Finalnie zostało mu tylko poinformować Vior, która z jakiegoś powodu zdawała się chyba zaskoczona.
Klamka ostatecznie zapadła i czwartkowy poranek razem z, hm, znajomą pojawił się przed domkiem nad jeziorem Windermere, które przez kilka najbliższych dni miało być ich domem. Czy był zestresowany? Jak cholera. Wizja kilku dni spędzonych w towarzystwie Vior napawała go większym lękiem niż egzaminy uzdrowicielskie.
— No więc ten... jak ci się podoba? Mam nadzieję, że ujdzie. I przepraszam, że nie ma dwóch domków. Wszystko było porezerwowane — mruknął lekko skrępowany. Miał nadzieję, że nie będzie miała mu tego za złe. — Chcesz się rozpakować i odpocząć? Mogę w tym czasie znaleźć któregoś z pracowników i poszukać jakiejś mapy obiektu. Pewnie przydałoby się coś zjeść. Jesteś głodna? — dorzucił jeszcze, rozpaczliwie próbując uniknąć niezręcznej ciszy.

!szaleństwoWindermere
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#2
16.04.2024, 01:17  ✶  
Ta natrętna myśl wdarła się do twojej głowy całkiem niepostrzeżenie: ma ładne oczy. Czemu nigdy wcześniej nie wydawało ci się to tak oczywiste? Ładne oczy i ciepły uśmiech. Takim ludziom można ufać w ciemno. A to jak mówi? A jak się porusza? Musicie się trzymać razem. Zawsze razem. Na zawsze.
Ilekroć przebywasz w pobliżu swojego towarzysza, ogarnia cię obsesja na jego punkcie.
Fanka kamieni szlachetnych
I'm addicted to shiny things
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Pierwsze co rzuca się w oczy to burza czarnych, kręconych włosów. Okalają jasną twarz usianą licznymi piegami. Osadzone w niej szarozielone oczy często mają w sobie psotną iskrę. Viorica ma 167 centymetrów wzrostu, jest lekko tu i tam zaokrąglona, co nadaje jej pewnego uroku. Zwykle ubrana w kolorowe, wygodne ubrania. Nie boi się krótkich sukienek czy większych dekoltów, choć do pracy zawsze stara ubierać się stosownie. Zwykle ma na sobie jakiś element biżuterii. Najczęściej wykonany właśnie przez nią, czasem ukradziony lub "pożyczony". Niemal zawsze ma krótkie paznokcie, jej pace często są przybrudzone od metalu, z którym pracuje. Czasem zdarza jej się nosić specjalny monokl, który ułatwia jej pracę z drobną i wymagającą powiększenia biżuterią. Ma przyjemny, słodki głos, zwykle chodzi przez świat pewnym krokiem i z uśmiechem na ustach. Często pachnie metalem i różanymi perfumami.

Viorica Zamfir
#3
17.04.2024, 22:18  ✶  
Viorica zdecydowanie nie była kimś normalnym. Normalni ludzie nie kończą jako znani w półświadku złodzieje. Nie uciekają przed Baronem Nokturnu. Nie porzucają ścieżki przestępczej gdy połowa ich przyjaciół kończy w celach. Nie mają miliona nałogów, w tym takich, o których nie ma się nawet pojęcia.
Przypominała burzę. Przechodziła przez dane miejsce, wprowadzała odrobinę chaosu, napędzana swoją ogromną energią, po czym pozostawiała po sobie zarówno zniszczenie, jak i żyzny podkład nowych znajomości. W zależności od tego, na kogo trafiło.
Nie była osobą dobrą, raczej podniszczoną przez życie, taką, z której nie jest się dumnym, gdzie przedstawia się znajomym i rodzinie. Miała tak wiele wad, a mogła dać tak mało od siebie.
Przez to tak naprawdę nie wiedziała, co tutaj tak dokładnie robi.
Patrzyła na domek, w którym miała spędzić kilka następnych dni, zastanawiając się, jakie życiowe decyzje sprawiły, że Cedric naprawdę chciał, by towarzyszyła mu podczas jego wakacji. To wszystko wydawało się dziwnie nierealne, ale jednocześnie, jeśli miała być szczera, budziło w niej jakąś czystą, niewinną radość. Inną niż wtedy, gdy szukała wrażeń i adrenaliny robiąc rzeczy głupie, albo chociaż nielegalne.
Tak naprawdę nie chciała się wpraszać. Zaproponowała jedynie, no dobrze, lekko zaszantażowała, by Lupin w końcu odpoczął, po czy żartem zarzuciła, że może go nawet przy tym przypilnować. Nie spodziewała się po tym dostać informacji, że mają wynajęty domek w Windermere. Dla dwóch osób. Jakby to było oczywiste, że mieli jechać razem.
Zaskoczyło ją to, bo po pierwsze, nie spodziewała się, że Cedric będzie chciał z nią spędzić niemalże sam na sam kilka dni, po drugie, nawet gdyby chciał jej towarzystwa, nie spodziewała się, że naprawdę się na to zdecyduje. Był słodki w swojej nieśmiałości i niezdecydowaniu, widać jednak miał w sobie coś poza tym. Co było jeszcze bardziej ciekawe.
Lubiła go. Był przystojny, uroczy, wydawał się reagować na jej zaczepki i nabierać się na jej małe psikusy. Przypominał jej słodkiego szczeniaczka, który jednak potrafił w jednej chwili powiedzieć coś, co nagle zmieniło jej pogląd na świat, jednocześnie słuchał jej mało czego wartych wywodów. Potrafił spojrzeć na świat jej oczami, co było zaskakujące, patrząc na to kim była ona, a kim, cóż, on. Zwykły uliczny kot i szanowany w swoim fachu lekarz. To nie powinno się udać.
A jednak stała przed tym domkiem, ze swoim małym kufrem, patrząc na wyraźnie spiętego mężczyznę, który chyba miał jeszcze mniejsze pojęcie o tym, co oni w ogóle wyprawiali.
Miała małe wyrzuty sumienia, że nie wyjaśniła, że tamtej nocy po wizycie w narze nic się nie stało. Że jedynie przenocowała go, bo bała się go puścić do domu samego, patrząc, że nawet jedynie zmęczony ledwo dotarł w bezpieczne miejsce. Zresztą, odbiło się to na niej czkawką, patrząc, jak skrupulatnie unikał jej przez parę dni, dopóki nie znalazła go, próbując się zreflektować. Co nie wyszło.
Wszystko przez jego pracoholizm, który sprawił, że znów wrócił do stadium pandy, na co Viorica nie mogła patrzeć i cóż. Wylądowali tu, gdzie właśnie byli.
Otrząsnęła się z zamyślenia, gdy usłyszała pierwsze pytanie. Uśmiechnęła się, czując, że teraz już za późno na jakiekolwiek dywagacje i jedyne co jej zostało, to skorzystać z przyjemnie zapowiadającego się wyjazdu. Będzie co będzie. Potem będzie się martwić konsekwencjami, jeśli jakieś będą.
- Jest naprawdę ładnie, rzadko kiedy mam okazję bywać w tak malowniczym miejscu - mówiła prawdę. Miała nadzieję, że widać było tu gwiazdy lepiej niż w mieście. Mogłaby poobserwować je wieczorem z lampką wina. Podobał jej się ten pomysł.
Tak naprawdę może i jej takie oderwanie od rzeczywistości mogło pomóc. Pozbierać myśli, poskładać resztki własnego ja. Może.
Zmieniła za pomocą zaklęcia nóżki kufra w małe łapki, które przetransportowały go do środka.
- Może najpierw wejdziemy i rozejrzymy się po domku? Zrobiłabym najpierw kawę, a potem możemy zwiedzać resztę tego miejsca. Zobaczymy gdzie można coś zjeść i wypić, co można robić w wolnym czasie - mówiła, wchodząc do małego, acz przytulnego jak na jej standardy pomieszczenia, które stanowił salon z małym aneksem kuchennym. W środku pachniało drewnem i czymś, co przypominało lekko starą szmatę, Vior bywała w mniej przyjemnych kwaterach. - Może otworzę okna? Niech trochę się przewietrzy. Poszukasz czajnika albo kociołka? - zapytała, ruszając w stronę jednej z okiennic. Kuferek zdążył zniknąć w sypialni.

!szaleństwoWindermere
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#4
17.04.2024, 22:18  ✶  
Ta natrętna myśl wdarła się do twojej głowy całkiem niepostrzeżenie: Zdrajca. Zdrajca. Zdrajca. Zdrajca. Zdradzi cię. Nie ufaj. Nie ufaj. Nie ufaj!
Ilekroć przebywasz w pobliżu swojego towarzysza czujesz, że ten zamierza cię zdradzić.
The Healing Light
some superheroes
wear a white coat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Przystojny, wysoki (180 centymetrów wzrostu), trochę wychudzony uzdrowiciel o łagodnym usposobieniu. Nieśmiały, trochę za cichy, ale bardzo sympatyczny. Widać po nim od razu, że zdecydowanie za dużo czasu spędza w zaciszu swojej pracowni alchemicznej, ale pomimo kilku dziwactw wplecionych tu i ówdzie, wzbudza sympatię i szacunek. W pracy nosi szpitalny fartuch. Poza pracą również ubiera się w jasne kolory.

Cedric Lupin
#5
18.04.2024, 00:21  ✶  
Oderwanie się od pracy, chwila odpoczynku, naładowanie baterii socjalnych, dla większości właśnie tym był urlop. Cedric rozumiał, ze niektórzy ludzie potrzebowali przerwy, ale sam nigdy do nich nie należał. Naprawdę lubił swoją pracę, o czym najlepiej świadczyły nadliczbowe godziny, które miesiąc w miesiąc wlatywały na jego konto. Nierzadko wyrabiał czas bliski dwóm etatom, ale nigdy nie narzekał. Nawet jeśli poprzez takie zachowanie zaniedbywał bliskich i przyjaciół. Co prawda nie był z tego powodu zadowolony, ale chęć niesienia pomocy ludziom była silniejsza. Po prostu nie potrafił znieść myśli, że na zimnych szpitalnych korytarzach jakaś staruszka czeka na doktora przez kilka godzin. Każdy współpracownik o tym wiedział, część zdołała to już zaakceptować. Chyba dlatego każdy był szczerze zszokowany, gdy Lupin wystąpił o kilka dni urlopu. Było to trudne, ale ostatecznie postanowił przedłożyć relację ponad obowiązki. Chyba pierwszy raz w swoim życiu. Była to jedna z trudniejszych decyzji w jego życiu.
W sporej mierze przez ogrom plotek, które potoczyły się po szpitalu. Większość pogłosek ignorował, ale gdy ktoś dla żartu rzucił, że w końcu kogoś znalazł, serce skoczyło mu do gardła. Ostatecznie nikomu nie udało się go złamać i przekonać do zdradzenia powodu tej nagłej zmiany. Z jakiegoś dziwnego powodu nie miał ochoty rozpowiadać, z kim się wybiera nad jezioro Windermere. Dlaczego? Ciężko stwierdzić. W końcu byli tylko dwójką znajomych, którzy po prostu postanowili gdzieś razem wyjechać. Nie było w tym nic złego czy niestosownego. Dlaczego więc czuł się winny?
Gdy w końcu dotarli na miejsce, powitała ich naprawdę przyjemna pogoda. Słońce, lekki wiatr oraz zaskakująco mało gości. Dla niektórych mógłby być to minus, ale Cedric nie potrzebował zawierać nowych, szalonych znajomości. Ostatnie dni dostarczyły mu dawkę adrenaliny, która z pewnością starczy mu już do śmierci. Najgorsze w tym było to, że stres wcale z niego nie schodził, wręcz przeciwnie. Im bliżej było wyjazdu, tym bardziej go nosiło. Emocje były w nim na tyle silne, że nie przespał dwóch ostatnich nocy, o czym oczywiście jej nie powiedział. Zdradzały go jednak nieco pandzie oczy. Nie w głowie mu jednak teraz było zmęczenie czy szukanie wymówek. Tak w zasadzie to jego mózg od kilkunastu minut przetrawiał w kółko jedno zdanie. Kilka najbliższych dni spędzisz praktycznie sam na sam z Vioricą. Czemu do cholery przyszło mu do głowy, że to będzie dobry pomysł? Pewnie uznała go za zboczeńca i dziwaka. No tak, jak zwykle coś zepsuł.
Jego głowa pracowała na pełnych obrotach w typowy dla siebie sposób — bez większego ładu i składu. Przynajmniej z początku. Musiał bowiem przyznać, że tutejsze powietrze naprawdę na niego działo. Może ludzie, którzy opowiadali, jak to urlopy ich uspokajają, mieli jednak rację? Strach i stres powoli zaczynały odchodzić na boczny plan, ustępując miejsca jego... przyjaciółce. Wiedział, że to niestosowne, ale nie mógł się powstrzymać od podziwiania jej urody. Ładna, miła, sympatyczna, jakim cudem polubiła kogoś takiego jak on? Nie wiedział, ale w sumie to nawet nie chciał się teraz nad tym zastanawiać. Bo po co? Wolał cieszyć się faktem, że mogli spędzić razem kilka następnych dni.
— Naprawdę? Kamień spadł mi z serca. Bałem się, że ci się nie spodoba — rzucił wesoło, posyłając jej wyjątkowo szeroki uśmiech. W sumie to chyba pierwszy raz od wielu miesięcy czuł się tak dobrze. — Podobno nocami doskonale widać tutaj gwiazdy. Znajoma zdradziła mi nawet miejsce okolicznej łąki, z której widać kilka gwiazdozbiorów. Możemy tam zerknąć, jeśli będziesz chciała — rzucił, nim zdążył ugryźć się w język. Co do cholery go napadło? Nie powinien był się tak narzucać. Dopiero co przyjechali.
Lekkim kiwnięciem głową zaakceptował jej sugestię, ruszając w ślad za nią do domku. Pierwsze wrażenie było całkiem dobre, ale ten zapach nieco zepsuł całość oceny. No tak, jak zwykle musiał coś sknocić. Oby nie miała mu tego za złe.
— Tak, to dobry pomysł — odpowiedział, kiwając przy tym lekko głową. Zaraz po tym odwrócił się na pięcie i ruszył do aneksu kuchennego, szukając po szafkach przedmiotów, o które prosiła. Niby normalna czynność, ale jakiś głosik z tyłu głowy rozpaczliwie nie chciał jej zawieść. Dziwne.
Zajęło mu to chwilę, ale w końcu udało mu się namierzyć średniej wielkości kociołek. Był nieco zakurzony i oblepiony pajęczynami, ale nie było to nic, czego nie naprawiłaby odrobina magii. Szybkie machnięcie różdżką i przedmiot wyglądał jak nowy. Z triumfalnym uśmiechem uniósł go w górę, zerkając przy tym na kobietę. — Mam! Wygląda nawet szczelnie, także dobra nasza. Pomóc ci jakoś przy zaparzaniu kawy? Och, poszukam kubków — zawołał, wracając raz jeszcze do aneksu. Co prawda nie potrzebowali ich na już, ale nagle zalała go fala stresu. Kontakty z ludźmi stresowały go już normalnie, ale z jakiegoś powodu przy niej czuł znacznie większą presję. Już samo spojrzenie jej w oczy sprawiało, że miękły mu kolana.
Merlinie, jaka ona była piękna.
Fanka kamieni szlachetnych
I'm addicted to shiny things
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Pierwsze co rzuca się w oczy to burza czarnych, kręconych włosów. Okalają jasną twarz usianą licznymi piegami. Osadzone w niej szarozielone oczy często mają w sobie psotną iskrę. Viorica ma 167 centymetrów wzrostu, jest lekko tu i tam zaokrąglona, co nadaje jej pewnego uroku. Zwykle ubrana w kolorowe, wygodne ubrania. Nie boi się krótkich sukienek czy większych dekoltów, choć do pracy zawsze stara ubierać się stosownie. Zwykle ma na sobie jakiś element biżuterii. Najczęściej wykonany właśnie przez nią, czasem ukradziony lub "pożyczony". Niemal zawsze ma krótkie paznokcie, jej pace często są przybrudzone od metalu, z którym pracuje. Czasem zdarza jej się nosić specjalny monokl, który ułatwia jej pracę z drobną i wymagającą powiększenia biżuterią. Ma przyjemny, słodki głos, zwykle chodzi przez świat pewnym krokiem i z uśmiechem na ustach. Często pachnie metalem i różanymi perfumami.

Viorica Zamfir
#6
20.04.2024, 23:12  ✶  
W jej głowie ciągle się kotłowało. Próbowała zrozumieć, czemu Cedricowi zależało na jej towarzystwie, gdy ona nie miała tak naprawdę nic mu do zaoferowania. Jeszcze nie tak dawno mogła przynajmniej pochwalić się niebezpiecznym i kolorowym życiem, a teraz? Po tylu zdradach i wbitych w plecy nożach coraz mniej ufała komukolwiek, kto żywił do niej pozytywne uczucia.
Patrzyła na Cedrica, próbując rozgryźć jego zachowanie względem niej niczym zagadkę.
A potem usłyszała od niego o gwiazdach i zamarła.
Nie mówiła o tym wielu osobom, ale uwielbiała nocne niebo. Kojarzyło się jej z wieczorami spędzonymi u dziadków, w domku na wsi, gdy wracała z Hogwartu by spędzić u nich wakacje. Z czasami, gdy wszystko nie było tak pogmatwane, a ona była wolna od tego całego szlamu, w którym taplała się przez ostatni lata.
Kochała patrzeć w gwiazdy. Tylko jakim cudem Cedric wiedział, że może jej na tym zależeć?
To nie tak, że nie wiedział nikt. Wyjawiła to paru osobom, większość była już jednak jedynie cichym echem przeszłości. Jej umysł zafiksował się na próbie zrozumienia tej drobnostki, by nagle przez jej rożne myśli mógł przebić się cichutki głosik.
Zdrajca.
Zdobędzie od ciebie informacje, a potem komuś je sprzeda.
Otworzyła okiennice i zmarszczyła brwi, próbując zrozumieć, co właśnie sobie uzmysłowiła. I nagle zachciało jej się śmiać. Przecież teraz wszystko było takie oczywiste.
Wiedziała w końcu, że inaczej przecież by się nią nie zainteresował. Musiał więc coś wiedzieć o jej przeszłości, a teraz tylko szukał potwierdzenia. Czekał na jej potknięcie, niewielką wzmiankę, która mogła ją pogrążyć.
Jego uśmiech prawdopodobnie miał jedynie uśpić jej czujność, jego nieśmiałość ukryć prawdziwe zamiary.
Przynajmniej teraz to miało sens. Z jakiego innego powodu mieliby przyjechać w takie miejsce razem? Przecież nie dla tego, że mu się podobała. Bo kim była? Oszustką, która zbyt często pije i gra w karty. Osobą, która nie potrafi wziąć własnego życia w garści i zrobić czegoś znaczącego. Jedyne co było w niej wartościowego to informacje o jej przeszłości. Znała wiele sekretów. Tylko które z nich chciał poznać Cedric? I komu je przekazać? Musiała się tego dowiedzieć, nie zdradzając żadnej wartościowej informacji. Dla niej była to pestka.
Z zamyślenia wyrwał ją jego głos. Spojrzała na zakurzony garnek, jego słodki uśmiech i coś ją zabolało. To wszystko był tylko fałsz, który miał ją zwieść.
A ona prawie dała się nabrać.
Odpowiedziała jednak na uśmiech, starając się dostosować do jego gry. Była w niej w końcu mistrzem.
- Zaraz umyję kociołek, mam w kufrze trochę kawy, bo podejrzewam, że to co zostało w tutejszych szafkach może się nie nadawać do wypicia. Zaraz wrócę - Mrugnęła do niego, zamykając się na chwilę w czterech ścianach swojego pokoju.
Przetarła twarz dłońmi, wzięła kilka głębokich wdechów, starając się zdusić palące uczucie rozczarowania, po czym z wściekłością chwyciła paczuszkę z kawą. Nałożyła na twarz znów swój popisowy uśmiech i wyszła z powrotem do głównej izby.
Nie ufaj mu.
- Kubki też możesz dać do umycia - powiedziała, biorąc odpowiednie naczynia i gąbkę, biorąc się powoli do pracy. Chwilę później na kominku gotowała się woda, do kubków została nasypana kawa, a ona mogła zacząć się zastanawiać, czy nie powinna po prostu stąd uciec i dać sobie spokój z tą całą farsą. Tylko czy tym nie dałaby mu potwierdzenia, że coś jest na rzeczy? Pewnie powinna przygotować jakąś wymówkę. Nie mogła w końcu dać się wrzucić za kratki z powodu jakiegoś głupiego zauroczenia. Choć pewnie byłoby to piękne podsumowanie jej cholernego życia.
- Miałeś jakiś konkretny plan, co do tego wyjazdu? - zapytała, ciekawa, czy Cedric zauważył jej nagły moment oświecenia. Wskoczyła na blat w kuchni, spoglądając mu w oczy, szukając w nich kłamstwa u ułudy, którymi ją do tej pory mamił.
The Healing Light
some superheroes
wear a white coat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Przystojny, wysoki (180 centymetrów wzrostu), trochę wychudzony uzdrowiciel o łagodnym usposobieniu. Nieśmiały, trochę za cichy, ale bardzo sympatyczny. Widać po nim od razu, że zdecydowanie za dużo czasu spędza w zaciszu swojej pracowni alchemicznej, ale pomimo kilku dziwactw wplecionych tu i ówdzie, wzbudza sympatię i szacunek. W pracy nosi szpitalny fartuch. Poza pracą również ubiera się w jasne kolory.

Cedric Lupin
#7
22.04.2024, 16:19  ✶  
Stres związany z zaplanowaniem tego wspólnego wyjazdu tak mocno oddziaływał na jego głowę, że przez kilka ostatnich dni siedział jak na szpilkach. Dopiero teraz, gdy mógł po prostu cieszyć się najbliższymi dniami, docierało do niego, jak cholernym był szczęściarzem. Był nudnym, niewyróżniającym się z tłumu facetem, a jednak jakimś cudem udało mu się zyskać uwagę kogoś takiego jak Vior. W swoim życiu miał okazję poznać wiele kobiet, ale w niej była coś specjalnego. Młoda, piękna, pełna gracji i wdzięku. Miała z pewnością tłumy adoratorów, a jednak padło na niego. Wciąż tego w pełni nie rozumiał, ale tak po prawdzie to nawet nie miał ochoty o tym myśleć. Bo co by to zmieniło? Miał po prostu cholerne szczęście.
Teraz musiał tylko się ogarnąć i tego nie zepsuć. Nie darowałby sobie, gdyby na tym wyjeździe ośmieszyłby się tak, jak ostatnim razem. Dała mu szansę i naprawdę chciał z niej skorzystać.
Lubił jej uśmiech. Był lekki, przyjemny, frywolny. Vior pełna była tej radosnej energii i pewności siebie, wszystkiego, czego on nie posiadał. Czy sprawiało to, że fascynował się nią bardziej? Tak, zdecydowanie.
Czyszcząc kociołek, mimowolnie pomyślał o byłej dziewczynie, ale ku swojemu zaskoczeniu, nie poczuł się z tym źle. Żadnych wyrzutów sumienia, przygnębienia czy smutku. Spojrzał na krzątającą się w tle kobietę i wszelkie wątpliwości zniknęły. Po co miał myśleć o przeszłości, skoro czekała na niego przyszłość. Teraz musiał tylko zdecydować, jak będzie miała wyglądać.
— Okey, jasne. Będę czekał! — zawołał za nią, patrząc, jak znika w swoim pokoju. Gdy drzwi już się zamknęły, poczuł jak nieco schodzą z niego emocje. Wziął kilka głębszych oddechów, które skończyły się tym, że na twarzy pojawił mu się wyjątkowo szeroki uśmiech. Był po prostu szczęśliwy. Kilka dni spokoju od pracy w takim towarzystwie. Czego chcieć więcej? Chcąc nieco rozchodzić roznoszącą go radość, zaczął energicznie przeszukiwać kolejne szafki. Znalazł nieco zakurzonych naczyń i resztki produktów spożywczych, które z zatkanym nosem wyeksmitował poza domek. Gdy wszystko było już gotowe, zaczął przecierać stół i blaty. Przerwał swoje zajęcie, gdy dziewczyna postanowiła wrócić.
Znowu poczuł przypływ dopaminy.
Zgodnie z jej poleceniem umył kubki, a następnie, żeby nie być nierobem, zaczął przemywać całą resztą talerzy, sztućców i garnków. Kto wie, może im się do czegoś przydadzą.
Jej kolejne pytanie nieco go skonsternowało. Jakie miał plany co do tego wyjazdu? Pytanie niby oczywiste, a jednak nad wyraz skomplikowane. Głównie dlatego, że nigdy wcześniej nie podejrzewał, że dane mu będzie spędzać czas z kimś tak olśniewającym jak ona. Każde kolejne spotkanie jedynie budowało w nim przekonanie, że chce i potrzebuje spędzać z nią więcej czasu. Jasne, wypad do baru skończył się może nieco niezręcznie, ale była to tylko i wyłącznie jego wina. Mógł pilnować, ile wypija, ewentualnie po prostu nie zachowywać się jak skończony idiota następnego dnia. Bał się, że zraził ją do siebie tym brakiem pewności i zdecydowania. Nigdy nie słynął ze szczególnej odwagi, gdy chodziło o kontakty międzyludzkie, ale teraz było inaczej.
Gdyby tylko tego zapragnęła, spędziłby z nią resztę życia. Chyba pierwszy raz w życiu był czegoś tak bardzo pewien.
Nagle wybudził się z tego strumienia świadomości, uświadamiając sobie, że ta dalej czeka na jego odpowiedź. — Powiem Ci szczerze, że nie jestem pewien? Nie miałem wakacji... chyba odkąd zacząłem pracę w Mungu — zaczął powoli, dopiero teraz zastanawiając się nad odpowiedzią. — Gdy jeździliśmy z rodzicami, to często celem były leśne głusze, tam ciężko było coś faktycznie rozplanować. Widziałem, że mają tutaj kilka atrakcji, także myślę, że możemy z nich skorzystać? — dodał jeszcze, drapiąc się niezręcznie po policzku. — Dawno nie pływałem, także pewnie będziesz miała sporo zabawy, obserwując moje nieudolne próby. Potem... potem możemy po prostu posiedzieć na werandzie, popatrzeć gwiazdy. Myślę, że będzie naprawdę przyjemnie — skoro będę tam z Tobą, dokończył w głowie, posyłając jej niepewny, choć ciepły uśmiech.
Nigdy nad tym nie myślał, ale miała naprawdę piękne oczy. W sumie to wszystko w niej było idealne.
Fanka kamieni szlachetnych
I'm addicted to shiny things
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Pierwsze co rzuca się w oczy to burza czarnych, kręconych włosów. Okalają jasną twarz usianą licznymi piegami. Osadzone w niej szarozielone oczy często mają w sobie psotną iskrę. Viorica ma 167 centymetrów wzrostu, jest lekko tu i tam zaokrąglona, co nadaje jej pewnego uroku. Zwykle ubrana w kolorowe, wygodne ubrania. Nie boi się krótkich sukienek czy większych dekoltów, choć do pracy zawsze stara ubierać się stosownie. Zwykle ma na sobie jakiś element biżuterii. Najczęściej wykonany właśnie przez nią, czasem ukradziony lub "pożyczony". Niemal zawsze ma krótkie paznokcie, jej pace często są przybrudzone od metalu, z którym pracuje. Czasem zdarza jej się nosić specjalny monokl, który ułatwia jej pracę z drobną i wymagającą powiększenia biżuterią. Ma przyjemny, słodki głos, zwykle chodzi przez świat pewnym krokiem i z uśmiechem na ustach. Często pachnie metalem i różanymi perfumami.

Viorica Zamfir
#8
24.04.2024, 18:02  ✶  
Nie spodziewała się, że ją to tak dotknie.
Powinna się przyzwyczaić, że ludzie często przychodzili do niej tylko po to, by ją wykorzystać i omamić. Raz niemal przez to nie zginęła, raz prawie wylądowała w więzieniu, w pozostałych przypadkach kończyła ze zdeptanymi uczuciami, czasem dumą, czasem bez knuta w sakiewce.
Naiwność już dawno powinna zostać w niej doszczętnie zabita, a jednak widać ostatnie dwa lata sprawiły, że przestała być ostrożna i dała się wykiwać.
Mogła winić tylko siebie, w końcu świat był brutalny i doskonale o tym wiedziała. A mimo to gdzieś pojawiła się jakaś myśl, że może jednak odzyska spokojne i normalne życie, gdzie będzie mogła zaufać drugiemu człowiekowi, bez doszukiwania się wszystkich ale.
Cedric wydawał jej się taki szczery. Nawet jeśli zrobił coś, co wiedział, że ją może zdenerwować potrafił to bez wahania powiedzieć w ten swój uroczy, lekko speszony sposób. Zaufała mu, jego słowom, jego gestom, które sprawiały, że świat był jakiś taki bardziej kolorowy, mniej mroczny i niebezpieczny. Wydawało jej się, że był po prostu dobrym człowiekiem, na którego w żaden sposób nie powinna zasługiwać, a jednak nie odsunął się od niej.
Pewnie tylko dlatego, że tak naprawdę nic o niej nie wiedział. O jej przeszłości, o jej bliznach i ranach na sercu, o tym, jak wiele trucizny tego przeklętego świata krążyło w jej żyłach.
Nie, on musiał wiedzieć. Przecież tylko dlatego się do niej zbliżył.
By ją zdradzić.
Wątpiła, by miał cokolwiek wspólnego z Dante. Wszystko było w nim zbyt prawe, by brać to w ogóle pod uwagę, choć świat mógł ją przecież zaskoczyć. Stawiała więc na drugą wersję. Współpraca z jakimś brygadzistą, który pracował przy sprawie szajki i próba wyłapania pozostałych członków. Mogła zgadnąć, że kiedyś ją to wszystko dopadnie. Kilka razy obudziła się w nocy z koszmaru, w którym ją złapano. Bała się tego, a jednak starała się żyć ignorując ten strach.
Ile musiał od niej wyciągnąć, by postawić przed nią zarzuty? Jak wiele już wiedział? Ile zostało czasu, do momentu, gdy straci swoją wolność? Czy mogła jakoś uciec? Tyle razy przecież uciekała, mogło się udać i teraz.
Będzie teraz grać, a potem zniknie z jego życia.
Czuła w sercu ból, gdy patrzyła na jego radosną twarz i roześmiane oczy. Był chyba lepszym kłamcą od niej. Czuła lekki podziw, który mieszał się z goryczą.
Jak była cholernie naiwna i głupia.
Straciła ochotę na kawę, choć wiedziała, że ją w siebie wepchnie, udając, że nic się nie stało. Jak zresztą zwykle.
Potem najwyżej najebię się gdzieś nad jeziorem, by na chwilę zapomnieć o wszystkich ewentualnych nadziejach.
- Ja z mamą nigdy nie byłyśmy na typowych wakacjach. - Ugryzła się w język, gdy przeszło jej przez myśl, że mogła powiedzieć, że odwiedziła kilka ciekawych miejsc w Wielkiej Brytanii w interesach, to by jednak rzuciło na nią podejrzenia. - Nie licząc wizyt u dziadków, gdy jeszcze żyli. Ale chyba jestem bardziej miejskim zwierzęciem, niż osobą która czuje się lepiej na łonie natury. Odmiana raz na jakiś czas jest miła, ale chyba lepiej się czuję wśród miastowych świateł i głosów - choć gwiazdy były tam tak mało widoczne. Czy jednak ich widok nie przejąłby się jej, gdyby mogła spoglądać na nie codziennie?
Cholerne gwiazdy. To co mówił o nich, normalnie uznałaby za coś romantycznego, teraz niemal czuła jakby ktoś wbijał pięść w jej żołądek. A jednak dalej grała. Uśmiech nie schodził jej z ust.
- Jeśli cię to pocieszy, kompletnie nie umiem pływać. Może więc zrobię z siebie jeszcze większe pośmiewisko - utemperowała delikatny wyrzut, który chciał przebić się przez te słowa. W końcu czyż teraz nie robiła z siebie kompletnej idiotki przebywając w tym domku z osobą, która właśnie ją okłamywała? - Zaleję kawę. - Zeskoczyła z blatu, sięgnęła ściereczkę, która leżała koło kuchni i podeszła do kociołka, w którym wrzała woda. Sięgnęła po niego, po czym przelała wrzątek do kubków i odstawiła naczynie.
- Może wyjdziemy na taras? - bo tu, czuła jak powoli się dusi. Naprawdę musiała stąd jak najszybciej wyjechać. Miała nadzieję, że kominek był podłączony do sieci fiuu. Mogła zmyć się stąd w nocy. O ile będzie w stanie.
The Healing Light
some superheroes
wear a white coat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Przystojny, wysoki (180 centymetrów wzrostu), trochę wychudzony uzdrowiciel o łagodnym usposobieniu. Nieśmiały, trochę za cichy, ale bardzo sympatyczny. Widać po nim od razu, że zdecydowanie za dużo czasu spędza w zaciszu swojej pracowni alchemicznej, ale pomimo kilku dziwactw wplecionych tu i ówdzie, wzbudza sympatię i szacunek. W pracy nosi szpitalny fartuch. Poza pracą również ubiera się w jasne kolory.

Cedric Lupin
#9
27.04.2024, 02:09  ✶  
Dopiero co przybyli, ale Cedric już teraz czuł, że podjął dobrą decyzję. Jasne, gdzieś z tyłu głowy wciąż trzymały się go lekkie obawy (bo mimo wszystko trudno wyzbyć się starych nawyków), ale po prostu czuł, że będzie dobrze. Wszystko to było takie właściwe. Pierwszy raz w życiu czuł, że wszystko zaczynało się układać, a niepasujące do tej pory elementy odnalazły swoje miejsce.
Wpatrywał się w nią niczym w obrazek, z trudem powstrzymując się od wzdychania. Jakim cudem ktoś mógł być tak idealny?
Podejmowanie decyzji, planowanie — zawsze wolał, gdy zajmowali się tym inni. Rodzice, rodzeństwo, przełożony w pracy. Zawsze znajdował się ktoś, kto mógł zdjąć z niego to brzemię. Tym razem postawił na siebie i wyszło to zaskakująco dobrze. Bo czy mógł chcieć czegokolwiek więcej? Domek był może nieco zakurzony, ale naprawdę przyjemny. Jezioro naprawdę ładne, pogoda wręcz idealna. Nie mogło już chyba być lepiej, zwłaszcza gdy był razem z nią. Co prawda nie byli parą, ale i tak czuł się lekki niczym piórko. W końcu czuł, że żyje, co w jego przypadku było naprawdę sporym osiągnięciem.
Pierwszy raz od naprawdę dawna miał faktyczną przerwę od pracy w Mungu, nie mógł też zająć się pomocą rodzicom czy Brennie. Zostało mu wypoczywać. Co prawda wciąż nie do końca wiedział, czym się będą tutaj zajmowali, ale przecież na pewno to rozgryzą. Razem. Uśmiechał się coraz szerzej, teraz praktycznie się szczerząc. Nie chcąc, żeby wzięła go za dziwaka albo głupka, nieco unikał jej wzroku, przynajmniej do momentu, gdy zaczął nad sobą nieco lepiej panować. Przynajmniej zewnętrznie. W środku bowiem wciąż był całkowicie rozstrojony. Podekscytowany niczym szczeniak na swoim pierwszym spacerze. Czuł ogromną potrzebę skomplementowania jej osoby, ale nie wiedział nawet, od czego powinien zacząć. Oczy, uśmiech, fryzura, ubiór? Nie potrafił znaleźć w niej żadnych negatywów, przez co liczba potencjalnych pochwał rosła w zastraszającym tempie.
W tej chwili nie myślał już nawet o pracy i zobowiązaniach, które zostawił w Londynie. Pacjenci, recepty, rodzice? W tej chwili istniała tylko ona. Chłonął jej towarzystwo, do jej kolejnych gestów i słów podchodząc z coraz większym zachwytem. Był cholernym szczęściarzem.
Nie spodziewał się, że kobieta nigdy nie była na wakacjach. Zawsze zdawała mu się urodzoną podróżniczką, a i jej mama zawsze lubiła mówić o różnych miejscach, w których postawiła swoją nogę. Może chodziło jej o przeszłość? Ewentualnie po prostu mówiła o swoich znajomych, a Cedric wyłączył się nieco za bardzo i opacznie ją zrozumiał. — W takim razie obydwoje czegoś się teraz uczymy? To... zaskakująco miła myśl. W sensie, um. Fajnie, że jestesmy tutaj razem — dokończył, nieco nerwowo wypluwając ostatnie słowa. Co on sobie myślał? Zdecydowanie przekraczał pewne granice. — W sumie to chyba też wolę miasto. Lubię przebywać na łonie natury, ale w Londynie mam pracę. No i bliskich — kończąc, mimowolnie na nią zerknął.
Fakt, że Vior była ewidentnie zadowolona i szczęśliwa jedynie dodatkowo go uskrzydlały. Dodatkowe utwierdzenie w tym, że w końcu podjął jakąś dobrą decyzję.
— Wiem, że to zabrzmi nieco absurdalnie, ale — zaczął, nagle przerywając. Widać było, że targają nim silne emocje. Zaczerwienione policzki, nieco za mocno poruszająca się klatka piersiowa oraz błyszczące oczy, które nie spuszczał z niej wzroku. — Cieszy mnie, że na siebie trafiliśmy, wtedy w Mungu. Pomogłaś mi z rozumieć, że nie powinienem skupiać się tylko na pracy — urwał nagle, tym razem nie podejmując już dalszej rozmowy. Ewidentnie chciał powiedzieć coś więcej, ale słowa utknęły mu w gardle. Rękę nerwowo zaciskał w kieszeni, wpatrując się w nią jeszcze przez chwilę, po czym nagle odwrócił się na pięcie i ruszył do zlewu. — Wezmę na siebie robienie obiadu. Sprawdzę, czy naczynia nie są dziurawe — rzucił do niej, zaczynając nerwowo przeszukiwać pobliskie szafki. Na brodę Merlina, co za idiotyczny pomysł przyszedł mu przed chwilą do głowy.
Na szczęście chyba nie zwróciła na to uwagi. Propozycję wyjścia na taras przyjął z ogromną ulgą. Tak, zdecydowanie potrzebował teraz nieco świeżego powietrza.
— Zaniosę, jeśli pozwolisz — Z nieznikającym z twarzy uśmiechem, chwycił za dwa kubki z gorącą kawą, po czym idąc śladem kobiety, udał się przed domek. Ustawił naczynia na niewielkim stoliku, po czym zajął wolny fotel bujany. Nigdy takiego nie miał, czego teraz nieco żałował. Był zaskakująco przyjemny. — Co chciałabyś zrobić najpierw. Popływać, czy przejść się po okolicy? Jest mało gości, także pewnie nie byłoby problemu z kolejkami — Po chwili przerwał ciszę, zerkając na nią z ciekawością oraz zachwytem wymalowanym na nieco zbyt bladej twarzy.
Fanka kamieni szlachetnych
I'm addicted to shiny things
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Pierwsze co rzuca się w oczy to burza czarnych, kręconych włosów. Okalają jasną twarz usianą licznymi piegami. Osadzone w niej szarozielone oczy często mają w sobie psotną iskrę. Viorica ma 167 centymetrów wzrostu, jest lekko tu i tam zaokrąglona, co nadaje jej pewnego uroku. Zwykle ubrana w kolorowe, wygodne ubrania. Nie boi się krótkich sukienek czy większych dekoltów, choć do pracy zawsze stara ubierać się stosownie. Zwykle ma na sobie jakiś element biżuterii. Najczęściej wykonany właśnie przez nią, czasem ukradziony lub "pożyczony". Niemal zawsze ma krótkie paznokcie, jej pace często są przybrudzone od metalu, z którym pracuje. Czasem zdarza jej się nosić specjalny monokl, który ułatwia jej pracę z drobną i wymagającą powiększenia biżuterią. Ma przyjemny, słodki głos, zwykle chodzi przez świat pewnym krokiem i z uśmiechem na ustach. Często pachnie metalem i różanymi perfumami.

Viorica Zamfir
#10
15.05.2024, 18:51  ✶  
Trochę nie rozumiała tego co się dzieje. Tego, jak łatwo dała się oszukać, a także tego, jak wszystko teraz wydawało jej się logiczne i proste. Czemu dopiero teraz musiała przejrzeć na oczy, gdy wydawało jej się powoli, że może choć przez chwilę będzie miło i po prostu dobrze?
Miała nadzieję po ich wizycie w klubie i tym, całym poranku dnia następnego, że coś jest na rzeczy. I że nie chodzi o chwilą uciechę, a naprawdę tworzyła się między nimi jakaś małą więź, która Vioricę ciekawiła i w którą postanowiła zabrać, mimo wycofania się Cedrica.
Teraz chyba rozumiała, czemu się wycofał.
Może zrozumiał, że pociągnął sprawy za daleko? A może właśnie wtedy dowiedział się kim tak naprawdę jest Vior i czym się kiedyś zajmowała? Może dlatego zaproponował ten wyjazd? By dowiedzieć się prawdy i ostatecznie przekonać się z kim przyszło mu się na nowo poznać. By wyciągnąć z niej wszystkie sekrety i dać jej to, co co w końcu sobie zasłużyła.
W swoim życiu w końcu miała tyle możliwych dróg do obrania, a jednak zdecydowała na tą, którą w tak głupi sposób przekreśliła jej normalne życie. I tak, udawała przez ostatni czas, że wcale tak nie było, myślała nawet że oszukiwała samą siebie, a jednak, dziś zdała sobie sprawę, że nigdy nie uwolni się od przeszłości.
Zawsze znajdzie się ktoś, kto znajdzie sposób na jej odkrycie i rzucenie prosto w twarz.
I może powinna w końcu ją zaakceptować i przestać przed nią uciekać? Zmazać tą grubą kreskę, która chciała postawić? Może już zaczęła to robić, spotykając się poprzedniego dnia z Crowem?
Jeśli Cedric się wszystkiego dowie i ją sprzeda co jej zostanie poza ucieczką?
Może właśnie znów stanie się tym, kim była wcześniej? A może nigdy nie przestała być tą osobą?
Czuła jak powoli zaczyna boleć ją głowa.
W jej sercu grzmiało poczucie zdrady, tak silne, że nie potrafiła go opanować. Przebijała się przez nie niepewność pomieszana z rozczarowaniem i rezygnacją.
Tak bardzo powinna stąd zniknąć. A jednak tkwiła w tym domku, nie pokazując po sobie, jak wielka szalała w niej burza, chcąc zobaczyć, co dokładnie utraciła. Czym mogłoby być to wszystko, gdyby nie jej ta cholerna przeszłość.
Zacisnęła zęby, gdy Cedric potwierdził, że chciał o niej jak najwięcej dowiedzieć. Zaciągał ją w pułapkę, czy może przyznawał się w zawoalowany sposób, że czeka na to, aż wszystko mu powie? Może zauważył jej dziwne zachowanie? Mógł przecież przejrzeć jej uśmiech, który coraz trudniej było jej utrzymywać. Była świetnym kłamcą. Ale czasem i to nie wystarczało.
- Takie wyjazdy mogą zbliżać. Ale nie tak łatwo wyciągnąć ode mnie wszystkie informacje. - Uśmiechnęła się, pierwszy raz chłodno. Niech wie, że go rozgryzła. I że nie ma zamiaru mu cokolwiek wydać.
Zdała jednak sobie w ten sposób sprawę, że zrzuciła maskę.
I nie wiedziała jednak, czy powinna dalej grać tę chorą grę, czy jednak się poddać.
Cedric jednak za wiele nie dał po sobie poznać. Może dał jej fory? A może gdzieś tam w głębi jego zachowania były po części szczere?
Gubiła się w tym wszystkim, w tym co podpowiadał jej umysł, jej serce i w tym co mówił Cedric.
- Miło mi, że w czymś pomogłam. Czasami ludzie jednak mogą się okazać ważniejsi od obowiązków. - Spojrzała mu w oczy, zastanawiając się, czy może jednak nie zrezygnuje ze swojego planu wydania. Czy może jednak ta znajomość okaże się ważniejsza niż to, co tak naprawdę powinien zrobić. Prawo w końcu było po jego stronie.
NIE UFAJ MU!
Niemal się zachłysnęła tą myślą. No tak. Przecież nie miała na co liczyć.
Skinęła, gdy zaproponował, że coś ugotuje.
- Będzie miło, nigdy nie miałam smykałki do kulinariów w przeciwieństwie do mojej mamy, choć nakładała mi do głowy tyle ile się dało. - Postarała trochę pożartować, choć czuła, że wyszło żałośnie. Jak ktoś mógł postawić ją ponad słuszną sprawę, skoro właśnie taka była. Żałosna.
Już się nie uśmiechała. Poszła za Cedriciem na taras, zobaczyła jak siada w tym fotelu bujanym, który skojarzył jej się z bezpieczeństwem i domem, i w jej środku stało się coś dziwnego. Usiadła obok, wzięła kawę w ręce, spojrzała ten piękny widok przed sobą, i zrozumiała, że wszystko co chciała czuć, czego jeszcze niedawno spodziewała się czuć, to kompletna ułuda, w która sama się wpakowała.
Znów zachciało jej się płakać.
- Przejść się. Ale samej. - Wydusiła na pytanie o ich plany, po czym wstała nagle z fotela. Ruszyła przed siebie, czując w gardle duszącą ja gule. Objęła się ramionami i nie obejrzała ani razu.
Uciekała. Nagle, niespodziewanie, ale jednak ją to wszystko przerosło. Mnogość kłębiących się w niej uczuć, które miały coraz mniej i mniej sensu, a jednak tu były.
Zdrajca. On jest zdrajcą.
Myśli te coraz bardziej paliły. W ogóle nie powinna tu przyjeżdżać.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cedric Lupin (4333), Pan Losu (96), Viorica Zamfir (3651)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa