10.05.2024, 16:30 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.09.2025, 12:03 przez Król Likaon.)
adnotacja moderatora
Rozliczono - Peregrinus Trelawney - osiągnięcie Piszę, więc jestem
Rozliczono - Millie Moody - osiągnięcie Badacz Tajemnic
Rozliczono - Millie Moody - osiągnięcie Badacz Tajemnic
Nie ma czegoś takiego jak za dużo miłości, nawet za dużo to za mało.
20 lipca 1972, Lecznica Dusz
20 lipca 1972, Lecznica Dusz
To nie były jego pierwsze odwiedziny u Millie. Był tam już wcześniej, pewnego majowego dnia. Gdy zjawił się w jej drzwiach, stała pod ścianą. Nie potrzebował, aby obracała się w jego stronę: wiedział, co zobaczy na jej twarzy i samo to wyobrażenie zaciskało pętle na jego gardle. Stał tam kilka minut, nie wypowiadając ani słowa, po czym odwrócił się i wyszedł goniony jej krzykiem. Nie wrócił już ani razu.
Krzyk, który zabrał ze szpitala, prześladował go przez cały dzień. Gdy kładł się spać, wciąż dzwonił w jego uszach, wyrywał raz po raz z niespokojnego, płytkiego snu. Nad ranem postrzępione pasma krzyku zaczęły splatać się z innym krzykiem: krzykiem, w który Peregrinus wsłuchiwał się od lat.
Krzykiem, który eksplodował nad śpiącym wróżbitą.
Gdy otworzył oczy, stała tam, przy jego łóżku. Wychudzona kobieta w koszuli nocnej. Wyrwany ze snu, w pierwszej chwili nie wiedział, czy to Aurora, czy Moody przywleczona z Lecznicy. Ich sylwetki zlały się w jedno, zdążył już przypieczętować los Millie wiecznym potępieniem. Aurora Trelawney strawiła całą jego nadzieję: nie miał już żadnej, którą mógłby obdzielić kuzynkę.
Mężczyzna podniósł się do siadu i przesunął na materacu pod ścianę, jakby chciał, żeby go wchłonęła. Byle dalej od mary o mętnych niebieskich oczach, które kiedyś należały do jego matki. Choć próbował uciekać, nie miał siły oderwać od niej wzroku.
Była pusta. Skorupa obleczona w cienką jak pergamin, półprzezroczystą skórę. Czas i choroba zabrały ciepłe, miękkie ręce, którymi wciągała go jako brzdąca w swoje objęcia. Po puklach czarnych loków, które zawsze, kiedy się w nią wtulał, wypełniały mu nozdrza zapachem różanego szamponu, pozostała spuszona, sianowata kitka.
Nie poczekał wcześniej, aż Millie się obróci, bo co jeśli te roześmiane usta woniące bimbrem, które przycisnęła kiedyś do jego czoła, wykrzywiał bezbarwny grymas nieobecności?
Nie miał dla Millie nadziei, ale pod dostatkiem miał żalu. Uczynił w sobie Moody współtowarzyszką matczynej niedoli. Do tej pory jego serce rozrywała tylko jedna, teraz rwały je obie, a cała zgniła, udręczona miłość, jaką żywił do Aurory, stała się i jej udziałem.
Mimo że matka obudziła go chwilę przed świtem, noc długo jeszcze nie chciała odejść. Matka i syn — trwali naprzeciw siebie w bezruchu jak sparaliżowani. Szukał w niej śladów obecności, dopóki jego oczy nie zaszkliły się łzami, zza których nie był już w stanie rozpoznać, czy to Aurora, czy Moody przywleczona z Lecznicy.
* * *
Bał się wrócić do Lecznicy Dusz, nawet gdy dotarły do niego wieści o tym, że z Mildred znów jest kontakt.
Często jednakże myślał o przyjściu. Widział oczami wyobraźni siebie kroczącego zbyt dobrze znanym korytarzem Lecznicy, w której nigdy jeszcze nie czekało na niego nic dobrego. Stawał w tych samych drzwiach co kilka tygodni temu, a Millie była tam: wciąż pod ścianą. Gdy obracała ku niemu głowę, tonął w mętnym spojrzeniu, które spotykał codziennie w domu.
Choć bardzo chciał, nie mógł odwlekać tej wizyty w nieskończoność. Tam była przecież ona, prawdziwa, nie mara z koszmaru, którą wysnuł w swojej głowie w ostatnich tygodniach.
Tak oto stanął pewnego lipcowego czwartku przed pokojem Mildred Moody w Lecznicy Dusz. Stukając do drzwi, czuł, jak serce łomocze mu w piersiach w irracjonalnym strachu przed tym, co czaiło się wewnątrz.
— Millie? — rzucił badawczo, wchodząc do środka. Wstrzymał oddech, czekając, kto mu odpowie.
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie
![[Obrazek: e86ee98d76d7f8b1e6101307a3c338e0.jpg]](https://i.pinimg.com/564x/e8/6e/e9/e86ee98d76d7f8b1e6101307a3c338e0.jpg)