26.12.2022, 03:12 ✶
Nie spodziewała się, że będzie oczekiwana. Wręcz była pewna, że nie będzie – że Sauriel nic nie powie w domu, bo tak bardzo miał na to wszystko wylane. Ale to nic jej nie przeszkadzało. W końcu… Tak jak ugoszczono by jego w jej domu bez zapowiedzi, tak wiedziała, że to samo zrobiono by dla niej. Obiecani sobie – tak to działało. Ich rodziny były chyba na etapie nawiązywania pewnego rodzaju przyjaźni. I, o ile nic się po drodze nie wywali, to najprawdopodobniej będzie w przyszłości i jej dom. Nie czuła się ani trochę winna, że pojawiła się tutaj bez zapowiedzi i że przez to wymalowało się w Annie zdziwienie.
- Ach, bardzo dziękuję, ale nie trzeba. Jestem tylko na chwilę, przyszłam po Sauriela. Będzie się pewnie denerwować, że przeciągam – że tą herbatą oczywiście. Uśmiechnęła się do kobiety miło. - Tak słyszałam, że… interweniowała – Victoria szukała na to odpowiedniego słowa i w końcu jakieś znalazła. Dowiedziała się tego tak naprawdę… dzisiaj. I miała resztę dnia, by to jakoś przetrawić. Bo oczywiście – nie została o niczym poinformowana. To zaczynał się ucierać schemat: na ostatnią chwilę o tym, że jest jakiś układ, że będzie miała nowego narzeczonego; że była interwencja, że jej rodzice jednak wysłuchali jej narzekania i złości. Aż ciekawość brała czego jeszcze jej nie powiedzieli i o czym się dowie przypadkiem. - Ale proszę nie przepraszać, to nie pani wina – Victoria uśmiechnęła się do kobiety, kiedy już weszła do środka i rozejrzała się dookoła, szukając czy coś się zmieniło od ostatniego razu, kiedy tutaj była. Nie chciała mówić, że ją przecież przeprosił, bo Anna na pewno o tym wiedziała. Tylko obie zdawały sobie sprawę, że nie była to szczera skrucha. Nie chciała też mówić, że to się już pewnie nie powtórzy – bo tego też nie widziała, chociaż Eryk zapewniał, że będzie się zachowywał. Tak. Tylko jak długo? Dlatego Victoria nic więcej na to nie powiedziała, choć wiedziała w duchu, że sobie nie pozwoli na traktowanie ją jak powietrze czy jak śmiecia. Gdyby jednak znała konsekwencje i co Sauriela spotkało… To zdecydowanie ucięliby sobie na ten temat przemiłą pogawędkę. No ale nie znała.
- To miłe, że pani tak myśli – przyznała Annie, o tym, że uważała ją za sympatyczną. Nie znała jej jednak, bo przez pryzmat czego? Opowieści jej matki? - Nie chciałam, a później miałam bardzo dużo pracy i naprawdę nie miałam czasu – wiedziała już, ze matka z nią rozmawiała, wiec nie było co ukrywać, że nie chciała się z nim widzieć. Takie były przecież fakty i Anna doskonale to wiedziała. Ba – r o z u m i a ł a to! Bo Victoria widziała, że to nie był tylko pusty frazes – ta kobieta doskonale rozumiała, o co Victorii chodziło, skąd jej decyzja i że to nie były tylko fochy księżniczki. - Proszę się nie martwić i zadbać o własne zdrowie, dobrze? – odezwała się do kobiety, zastanawiając się ile czasu zajmie Saurielowi ogarnięcie się i czy przypadkiem nie zmienił zdania. Jego matka nie musiała wiedzieć, dokąd idą i co będą robić… Może nawet lepiej, żeby nie wiedziała w ogóle, skoro tak się niepokoiła samym tym, że Victoria obraziła się na Sauriela i przez półtorej miesiąca go ignorowała i odmawiała spotkań.
- Ach, bardzo dziękuję, ale nie trzeba. Jestem tylko na chwilę, przyszłam po Sauriela. Będzie się pewnie denerwować, że przeciągam – że tą herbatą oczywiście. Uśmiechnęła się do kobiety miło. - Tak słyszałam, że… interweniowała – Victoria szukała na to odpowiedniego słowa i w końcu jakieś znalazła. Dowiedziała się tego tak naprawdę… dzisiaj. I miała resztę dnia, by to jakoś przetrawić. Bo oczywiście – nie została o niczym poinformowana. To zaczynał się ucierać schemat: na ostatnią chwilę o tym, że jest jakiś układ, że będzie miała nowego narzeczonego; że była interwencja, że jej rodzice jednak wysłuchali jej narzekania i złości. Aż ciekawość brała czego jeszcze jej nie powiedzieli i o czym się dowie przypadkiem. - Ale proszę nie przepraszać, to nie pani wina – Victoria uśmiechnęła się do kobiety, kiedy już weszła do środka i rozejrzała się dookoła, szukając czy coś się zmieniło od ostatniego razu, kiedy tutaj była. Nie chciała mówić, że ją przecież przeprosił, bo Anna na pewno o tym wiedziała. Tylko obie zdawały sobie sprawę, że nie była to szczera skrucha. Nie chciała też mówić, że to się już pewnie nie powtórzy – bo tego też nie widziała, chociaż Eryk zapewniał, że będzie się zachowywał. Tak. Tylko jak długo? Dlatego Victoria nic więcej na to nie powiedziała, choć wiedziała w duchu, że sobie nie pozwoli na traktowanie ją jak powietrze czy jak śmiecia. Gdyby jednak znała konsekwencje i co Sauriela spotkało… To zdecydowanie ucięliby sobie na ten temat przemiłą pogawędkę. No ale nie znała.
- To miłe, że pani tak myśli – przyznała Annie, o tym, że uważała ją za sympatyczną. Nie znała jej jednak, bo przez pryzmat czego? Opowieści jej matki? - Nie chciałam, a później miałam bardzo dużo pracy i naprawdę nie miałam czasu – wiedziała już, ze matka z nią rozmawiała, wiec nie było co ukrywać, że nie chciała się z nim widzieć. Takie były przecież fakty i Anna doskonale to wiedziała. Ba – r o z u m i a ł a to! Bo Victoria widziała, że to nie był tylko pusty frazes – ta kobieta doskonale rozumiała, o co Victorii chodziło, skąd jej decyzja i że to nie były tylko fochy księżniczki. - Proszę się nie martwić i zadbać o własne zdrowie, dobrze? – odezwała się do kobiety, zastanawiając się ile czasu zajmie Saurielowi ogarnięcie się i czy przypadkiem nie zmienił zdania. Jego matka nie musiała wiedzieć, dokąd idą i co będą robić… Może nawet lepiej, żeby nie wiedziała w ogóle, skoro tak się niepokoiła samym tym, że Victoria obraziła się na Sauriela i przez półtorej miesiąca go ignorowała i odmawiała spotkań.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)