• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 12 13 14 15 16 Dalej »
[10 luty 1972] Kiedy mówisz p... | Sauriel & Victoria

[10 luty 1972] Kiedy mówisz p... | Sauriel & Victoria
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#21
26.12.2022, 03:12  ✶  
Nie spodziewała się, że będzie oczekiwana. Wręcz była pewna, że nie będzie – że Sauriel nic nie powie w domu, bo tak bardzo miał na to wszystko wylane. Ale to nic jej nie przeszkadzało. W końcu… Tak jak ugoszczono by jego w jej domu bez zapowiedzi, tak wiedziała, że to samo zrobiono by dla niej. Obiecani sobie – tak to działało. Ich rodziny były chyba na etapie nawiązywania pewnego rodzaju przyjaźni. I, o ile nic się po drodze nie wywali, to najprawdopodobniej będzie w przyszłości i jej dom. Nie czuła się ani trochę winna, że pojawiła się tutaj bez zapowiedzi i że przez to wymalowało się w Annie zdziwienie.
- Ach, bardzo dziękuję, ale nie trzeba. Jestem tylko na chwilę, przyszłam po Sauriela. Będzie się pewnie denerwować, że przeciągam – że tą herbatą oczywiście. Uśmiechnęła się do kobiety miło. - Tak słyszałam, że… interweniowała – Victoria szukała na to odpowiedniego słowa i w końcu jakieś znalazła. Dowiedziała się tego tak naprawdę… dzisiaj. I miała resztę dnia, by to jakoś przetrawić. Bo oczywiście – nie została o niczym poinformowana. To zaczynał się ucierać schemat: na ostatnią chwilę o tym, że jest jakiś układ, że będzie miała nowego narzeczonego; że była interwencja, że jej rodzice jednak wysłuchali jej narzekania i złości. Aż ciekawość brała czego jeszcze jej nie powiedzieli i o czym się dowie przypadkiem. - Ale proszę nie przepraszać, to nie pani wina – Victoria uśmiechnęła się do kobiety, kiedy już weszła do środka i rozejrzała się dookoła, szukając czy coś się zmieniło od ostatniego razu, kiedy tutaj była. Nie chciała mówić, że ją przecież przeprosił, bo Anna na pewno o tym wiedziała. Tylko obie zdawały sobie sprawę, że nie była to szczera skrucha. Nie chciała też mówić, że to się już pewnie nie powtórzy – bo tego też nie widziała, chociaż Eryk zapewniał, że będzie się zachowywał. Tak. Tylko jak długo? Dlatego Victoria nic więcej na to nie powiedziała, choć wiedziała w duchu, że sobie nie pozwoli na traktowanie ją jak powietrze czy jak śmiecia. Gdyby jednak znała konsekwencje i co Sauriela spotkało… To zdecydowanie ucięliby sobie na ten temat przemiłą pogawędkę. No ale nie znała.
- To miłe, że pani tak myśli – przyznała Annie, o tym, że uważała ją za sympatyczną. Nie znała jej jednak, bo przez pryzmat czego? Opowieści jej matki? - Nie chciałam, a później miałam bardzo dużo pracy i naprawdę nie miałam czasu – wiedziała już, ze matka z nią rozmawiała, wiec nie było co ukrywać, że nie chciała się z nim widzieć. Takie były przecież fakty i Anna doskonale to wiedziała. Ba – r o z u m i a ł a to! Bo Victoria widziała, że to nie był tylko pusty frazes – ta kobieta doskonale rozumiała, o co Victorii chodziło, skąd jej decyzja i że to nie były tylko fochy księżniczki. - Proszę się nie martwić i zadbać o własne zdrowie, dobrze? – odezwała się do kobiety, zastanawiając się ile czasu zajmie Saurielowi ogarnięcie się i czy przypadkiem nie zmienił zdania. Jego matka nie musiała wiedzieć, dokąd idą i co będą robić… Może nawet lepiej, żeby nie wiedziała w ogóle, skoro tak się niepokoiła samym tym, że Victoria obraziła się na Sauriela i przez półtorej miesiąca go ignorowała i odmawiała spotkań.
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#22
26.12.2022, 09:28  ✶  
Annie zależało na tej relacji. Ten dom był wystarczająco zimny, żeby wielu od siebie odstraszyć. Okrutny, żeby złamać człowieka. Pojawienie się tutaj Victorii, która miała na coś wpływ, która nie była bezsilną istotą bez woli walki było błogosławieństwem - dla Sauriela, tak przynajmniej uważała Anna. Była jego matką i nawet jeśli nie mieli najlepszych relacji, wahały się one, błądziły po różnych torach i często zbaczały na te źle sformułowane to wiedziała, czego mu potrzeba. Lub - wydawało się jej, że wiedziała. W końcu z rodzicami bywało różnie i często to, co im się wydawało, przynosiło tylko nieszczęście. Nawet kiedy chcieli dobrze. W końcu wiemy, jak to z tymi dobrymi intencjami było. Tym nie mniej tak - to miał być jej dom. I chyba na przedzie tych wszystkich oczekiwań i chęci to Anna nie chciała być tu po prostu osamotniona. Egoistyczne? Jak najbardziej. Ta kobieta była już zniszczona życiem. I tym miejscem. Strachem przed własnym mężem i synem. Tym, że była bezsilna.
- Rozumiem... - Uśmiechnęła się blado, poprawiając chustę na swoich ramionach. Szeroką i długą, ciepłą. Miała zatrzymywać chociaż częściowo mróz zimy. - Matka powinna odpowiednio wychować swoje dziecko. Ciężko, żebym winy szukała w kimś innym. - Pokuta, żal za grzechy? Nosiła w sobie takie odczucia. Te, które ciągle jej przypominały, że koniec końców wcale nie zrobiła wszystkiego, co mogła. Bo za bardzo się bała. Bo nie potrafiła w sobie znaleźć odpowiedniej siły. I kiedy spoglądała na Sauriela to widziała, że on jej za to nienawidzi. A przynajmniej tak jej się wydawało.
- Ciężko się nie martwić, ale dziękuję ci raz jeszcze. Powinniśmy się umówić na herbatę, kiedy będziesz miała już więcej czasu. - W końcu... Sauriel nie był jedynym, z którym przyjdzie jej dzielić ten dom. A skoro o budowaniu relacji była mowa to ona była chętna do tego, by w końcu zrobić coś lepiej. Chwilowo Victoria naprawdę stała się jej nadzieją. Skoro tak... To może warto było poznać ją lepiej. I przede wszystkim przekonać do siebie i do tego, że to miejsce "nie jest takie złe".
Sauriel nie kazał na siebie długo czekać. I zdecydowanie był teraz człowiekiem, który pasował do swojego charakteru. Przetarte spodnie, skóra na ramionach, kolczyki w uszach, w tym za jednym wciśnięty papieros i pierścienie na palcach. Roztrzepane włosy i... Chyba nie muszę powiedzieć, że całość stroju to była czerń, prawda?
- Dobry wieczór. - Bogowie mu świadkiem, że próbował się nie krzywić na te słowa! Anna zaś prawie dostała mikro zawału, łapiąc się dłonią za serce i spoglądając z przestrachem na Victorie, na to jak zareaguje na widok Sauriela ubranego tak nieprzytomnie. Nie odważyła się jednak teraz mówić o przeprosinach za niego, zresztą... Chyba była za bardzo zdziwiona. Bo tak - w końcu nie widziała, co ta dwójka planowała.
Sauriel się nawet nie zatrzymał przy matce tylko od razu skierował do drzwi, żeby je otworzyć - przed Victorią, by puścić ją przodem.
- Chyba że chcesz zostać na herbatę. - W końcu wszyscy zawsze w tym kraju chcieli napić się herbaty. Albo whiskey.


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#23
26.12.2022, 20:30  ✶  
Prawdą było, że z tej trójki to Anna wydawała się tutaj najcieplejszą osobą. I jednocześnie najspokojnieszą – kiedy tak miała okazję spoglądać na Sauriela, pełnego siebie Eryka i teraz na nią, przepraszającą za syna. Przyznającą, że miała sporo na głowie i że się niepokoiła. Pamiętała też, pomimo własnego szoku, jak rozpromieniała, kiedy pochwaliła jej bukiet.
- Krytyczny okres wychowania często przypada na lata szkolne, a wtedy kontakt z rodziną jest minimalny. Naprawdę, proszę tak nie myśleć o sobie – często nauki rodziców swoje, a potem dzieciak wpadał do Hogwartu, poznawał inne takie urwisy i wychowywał się z nimi. Nauczyciele robili co mogli, były punkty, były nagrody, były kary – ale umówmy się, to znajomi mieli największy wpływ. To w połączeniu z rozwijającym się charakterem i emocjonalnością no i… tak właśnie dorastali. Victoria od małego była zdyscyplinowana, ale to była też jej cecha charakteru, którą łatwo było pielęgnować. Ale nie każdy taki był i nie była to wina rodziców. Tak przynajmniej uważała.
- O tak, bardzo chętnie – te wszystkie spotkanka towarzyskie były nieuniknione, ale jakoś perspektywa spędzenia czasu z panią Rookwood wydawała się akurat całkiem miła, w przeciwieństwie do innych spotkań. I perspektyw. - Przy okazji muszę powiedzieć, że bukiet nadal wygląda zjawiskowo. Rzuciłam na niego zaklęcie, żeby kwiaty nie więdły w wazonie – a ona o nie dbała. Może i nie wymagały wiele uwagi, ale mimo wszystko… Liczyła się też intencja i pamięć.
- Dobry wieczór – prawie go nie poznała. Prawie. W garniturze prezentował się kompletnie inaczej! Zdziwiła się, ale nie była w stanie przedzawałowym. Uniosła brwi z zdziwieniu, ale… musiała przyznać, że jakoś ten wizerunek znacznie bardziej pasował do jego osoby. Do jego charakteru, stylu wysławiania się i ogólnej złości. Była w tym pewna niechlujność, ale nie ta, która doprowadziłaby Victorię do szału. - Niee, na herbatę nie. Już pani Anna mnie zapraszała – uśmiechnęła się do kobiety. - Ale mogłabym skorzystać z łazienki? – tu zwróciła się znowu do kobiety, bo już uznała, że Sauriela nie ma się co pytać. Tę krótką chwilę poczeka. Bo Victoria chciała bardzo szybko zmienić ubranie na nieco bardziej zużytą, czarną sukienkę z koronkami, rozpuścić włosy, które do tej pory państwo Rookwood podziwiali spięte, nieco je zmierzwić i czarną kredką do oczu rozdymić okolicę oczu. To w połączeniu z cieniami pod oczyma, których dzisiaj nie zamaskowała, powinno zrobić odpowiedni efekt. Nie chciała tak wychodzić z Ministerstwa, przykułaby zbyt wiele spojrzeń. A skąd miała suknię? Nie trzymała jej w torebce na wszelki wypadek – pożyczyła ją dzisiaj od koleżanki z pracy, kiedy już dostała zielone światło.
Tak gotowa pożegnała się z panią Anną i wyszła z rezydencji. I dopiero kiedy się trochę oddalili to poinformowała Sauriela o ustaleniach i jaka będzie jej rola w tym wszystkim.
- Mogę tak być? – zapytała go na koniec, mając na myśli oczywiście swój ubiór i ogólnie wizerunek.
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#24
26.12.2022, 21:06  ✶  
Dobrze się jej wydawało. Z całego towarzystwa, jeśli tutaj szukać tych miłych, tych dobrych, to właśnie Anna była wyborem numer jeden. I tak naprawdę - numer ostatnim też. Znaczy, nie dramatyzując, Sauriel nie był złym człowiekiem - no, to prawda. Bo w końcu nie jest człowiekiem. Nie jest też takim zwyrolem, żeby nie mieć lepszej strony. Możee i Anna się go bała, może i rozumiała to, że ludzie chcieli go unikać - wiedziała to wszystko. Wiedziała też jednak, że był troskliwy i wierny. Że nie ufał ludziom - ano. Ale nie sprawiało to, żeby nie był gotów pomagać tym, którzy podali mu pomocną dłoń. Czy też sprzedali chociaż dwa szczere uśmiechy, dzięki którym chociaż na moment się rozluźnił. I miała szczerą nadzieję, że nawet jeśli się nie pokochają, to że Victoria będzie dla niego kimś takim - osobą, przy której się rozluźni.
Teraz również uśmiechnęła się, a nawet mniej zdystansowanie, kiedy usłyszała, że z przyjemnością. Mogła to być czysta grzeczność, ale jeśli takową była - to Victoria zrobiła to nad wyraz sprawnie. Nie to, że brunetka nie podejrzewała o to, ale grzeczność była bardzo mile widziana pod tym dachem.
- Naprawdę? Och, wielką przyjemność mi tym sprawiłaś… - Złączyła ze sobą dłonie, tka jak wcześniej, tak i teraz promieniejąc. Jeśli w tym życiu było coś, co przynosiło ze sobą ukojenie i spokój to przecież kwiaty były głównym tego nośnikiem. Victoria miała podejście do ludzi. Czy robiła to specjalnie, czy po prostu chciała, żeby dobre relacje przynosiły zyski (te emocjonalne) zarówno jej jak i drugie strone - to była już jej perspektywa. Dla Anny ważne było to, że w ogóle próbowała i że się starała. I tak to nie od niej zależał wybór drugiej połówki, ale jeśli mogła przychylić się w kierunku takiej kobiety a jakiejś rozpuszczonej księżniczki… przecież Sauriel by taką zniszczył. I przy okazji - zniszczyłby siebie.
- Nie będę wam przeszkadzała… zadbaj proszę o Victorię. - Rzeczywiście w jej tronie słychać było coś na wzór, hmm, uległej nuty? Na pewno był grzeczny i była to prośba, a nie rozkaz, nakaz, przykaz. Sauriel obdarzył matkę spojrzeniem na te słowa, ale ciężko mówić, żeby jego gniewne i naładowane nienawiścią oczy jakkolwiek się przez to zmieniły. - Miłego wieczoru. - Zwróciła się tutaj do narzeczonej. - Ach, tak… oczywiście. Proszę za mną. - Sauriel zamknął drzwi, zastanawiając się właśnie nad tym, kiedy trzymał je otworzone i patrzył na jej ubiór - czy tak zamierza iść. I czy TAK zamierza się pokazać. Nie skomentował jednak tej łazienki. Oparł się o ścianę plecami, zaplótł ręce na klatce piersiowej i z braku laku - czekał. Anna rzeczywiście poprowadziła panienkę prosto do łazienki, dopytując, czy czegokolwiek jej potrzeba.
To, jak wyszła z tej łazienki, już bardziej mu się podobało. W zasadzie to… nawet przez moment się zawahał. W swoich sprzecznych doznaniach, kiedy stanęła przed nim kobieta, którą rzeczywiście chętnie w barze wziąłby na kolana, żeby porobić z nią noski, noski. Na nic więcej w końcu nie było go stać, bo w tym wypadku sprawa była przegrana. Żaden konar tu nie zapłonie, jakby to niektórzy “elegancko” ujęli. Przez to miał pół sekundy zawieszenia, nim otworzył drzwi. I w końcu wyszli na zimny wieczór, która nie zamierzała się jeszcze przeradzać w wiosnę. A przynajmniej nie było tego szczególnie czuć.
- Możesz. - Gdyby jednak pokusił się na swoje komentarze to ująłby to trochę inaczej… Zabawne, że najpierw omówili konkret w konkret, czego się spodziewać, co się będzie działo, czy zadawać konkretne pytania - innymi słowy zarys planu i sceny, w jakiej się znajdą. A dopiero potem nadeszło… w zasadzie chyba najbardziej istotne pytanie. - Połowa baru wzięłaby cię na kolanko, a druga połowa klepnie po tyłku. - Aaaa jednak się nie powstrzymał. I w zasadzie to był komplement. Bo naprawdę mu się spodobała w takim wydaniu. W sumie kompletnie szokujące było to, co mogło z człowiekiem zrobić trochę makijażu, sukienka i inne ułożenie włosów. - Nie jest ci zimno? - Niby co go to interesuje, nie? Z drugiej strony… gdyby on odczuwał zimno bardziej intensywnie to pewnie właśnie odczuwałby chłód.


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#25
26.12.2022, 22:40  ✶  
Nie znała Sauriela od tej dobrej strony, którą może miał. W ogóle go nie znała bardziej niż jego ciągła złość na wszystko i wszystkich. Za wszystko. Victoria chciała go poznać, chciała wiedzieć kto zostanie jej mężem, rodziną, kto – jak sądziła – będzie ojcem jej dzieci. Jednak jedyny obraz jaki do tej pory miała to: porywczy furiat z niewyparzoną gębą. To nie brzmiało jak dobry kandydat na partnera. A jednak… póki co musiała jakoś z tym fantem żyć. I czekać aż Rookwood się otworzy i da choć trochę poznać. Bo chyba każdy miał dobre i złe strony, nie można było mieć tylko złych.
Nie chodziło jej o to, by mu się przypodobać – ot chciała wyglądać odpowiednio i nie odstawać. Tak prawdę powiedziawszy to nawet nie wiedziała czy mu się podoba… wspomniał jedynie o tym, że to dobrze, że nie musi jej zakładać worka na głowę. Nie sądziła w każdym razie, że zrobi na nim teraz takie wrażenie, że w tych swoich kategoriach zaliczy ją do tych panien, na które zwróciłby uwagę. Ale z drugiej strony – ona nie dała po sobie znać czy Sauriel jej się podoba czy nie. To było tak: nie był zły. I z pewnością podobałby jej się bardziej, gdyby przy okazji tak jej nie wkurzał i nie próbował zajść na skórę. Gdyby mogła spojrzeć na niego spokojnie i się nie irytować, i stwierdzić, że jest na co popatrzeć.
- To dobrze… – odpowiedziała mu zerkając na koronkowy falban i myślała że na tym koniec tej dyskusji i mogą przejść dalej do przeniesienia się w określone miejsce. Ale nie. Victoria uniosła swoją głowę i ją zadarła, żeby spojrzeć na Sauriela. - Że co? Niech tylko spróbują, to nie ręczę za siebie – nie będzie ją nikt bez jej zgody klepał po tyłku, nie ma mowy –[/b] prychnęła jak rasowa kotka. - Może lepiej jak będę się trzymać przy tobie – uznała po chwili. Cóóóż… jakby nie było, aktualnie był jej narzeczonym. Czy tam kimś. Istniała dużą szansa, że on swoją rękę by zachował, gdyby ją klepnął w tyłek.
- Martwisz się o mnie? – walczyła z dwoma wersjami tego, co mu odpowiedzieć. Czy się martwi, czy raczej ogier martwi się o klacz – na szczęście wygrała wersja pierwsza. – A tobie nie jest zimno? – właściwie dodała to zaraz po chwili i uśmiechnęła się do niego. - A tak naprawdę to rzuciłam na sobie czar ogrzewający. Mój płaszcz zepsuły cały efekt.
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#26
26.12.2022, 23:18  ✶  
Mogła myśleć, że przejdą do teleportacji, ale nie. Sauriel był prawdziwą nogą z teleportacji. Jak z bardzo wielu rzeczy. Nie potrafił się skupić na tyle (nie chciał), żeby brać odpowiedzialność za własne ciało a tym bardziej za czyjeś ciało. Come on - to było niebezpieczne. Tak się składało, że pominął parę lekcji w szkole... nie każdy był urodzonym geniuszem... czy coś. I niektórzy byli urodzonymi leniami. To jedno było przynajmniej pewne. Tak czy siak - czekała ich przechadzka. Rozważyłby przeniesienie się kominkiem w pobliże gdyby nie to, że to wcale daleko nie było. AŻ TAK daleko.
Dokładnie tego się spodziewał - że nie zniosłaby takiego zachowania. Więc w zasadzie całkiem celowo to powiedział. Komplement to jedno (bardzo ułomny), a drugie, żeby była świadoma, czego się w zasadzie spodziewać z tej bardziej ludzkiej strony, jeśli tak to można określić. Kiedy wylazła z tej poważnej kreacji to wyglądała teraz jak kobieta, którą dość bezkarnie po tyłku można klepać. Iii czym by to groziło? Urwaniem ręki? Nie wiedział, jak dobra była w zaklęciach, ale wiedział, że nie mogła być zła. Była aurorem. Nie takim pracującym w teczkach, tylko poważnym aurorem, co wymagało kontaktów z ludźmi, z magią i z niebezpieczeństwami. Więc potrafiła się obronić. I była przy tym kiepska z transmutacji. Tyle o niej wiedział w tym temacie. Za to kiedy obwieściła, że będzie się przy nim trzymać to uniósł brew i spojrzał na nią z ukosa.
- Jak mam cię traktować? - Jak narzeczoną, no tak, to się nasuwało samo przez siebie w odpowiedzi na to pytanie. Ale to znaczy - jak? Blisko? Daleko? Znaczy... dotykać ją? Nie miał ochoty. Jak się do niej zwracać? Per "kochanie"? Sauriel nie był aktorem. Nie potrafił super udawać, jego emocje w większości były wypisane na jego twarzy. Nie należał do tych ludzi, z których czytałeś jak z otwartej księgi, ale pewne rzeczy były jednak dokładnie takie - białe kartki z wyraźnym napisem. Na przykład: "złość". Więc nawet jakby chciał to nie potrafiłby udawać, że kocha kobietę, która z nim przyszła. Ale z drugiej strony - nie musiał. Mało to było par po kłótni? - Mam cię prezentować jako swoją narzeczoną? - Sięgnął po fajkę, żeby ją odpalić. Pytał nie tylko dlatego, że nie był pewny, czy ona tego chce, ale też dlatego, że jeszcze formalnie narzeczeństwem nie byli. Chociaż ich rodziny już ich jako takowych traktowali. - Wtedy jak ktoś cię klepnie będę musiał mu połamać ręce. - I była to zwyczajnie kwestia pewnej renomy. Szacunku do imienia. Pokazania, że nie wolno tykać jego rzeczy, nikt nie musiał wiedzieć, że były niechciane. Ale tak, to tyle w kwestii "zachowywania rąk".
Przechylił głowę na bok, wypuszczając dym z płuc. Sam sobie zadał to pytanie. Czy się martwił? O nią? Jakoś tak... przyszło mu do głowy, że może być mu zimno. Ale odpowiedź przyszła naturalnie.
- Masz mnie za chorego zwyrola? Nie jestem psycholem. - To znaczy, że niekoniecznie martwił się "o nią", ale na pewno nie ogier martwił się o klacz. Po prostu nie wypadało, żeby kobieta, płeć słabsza, marzła. Nie ważne, kim dla niego była. A też i fakt - nie znosił jej, ale to nie znaczyło, że źle jej życzył. - Mmm. - Mruknął na potwierdzenie tego, że przyjął jej odpowiedź. - Jest. Lubię zimno. - Za to nienawidził gorąca. Na szczęście w Anglii ciężko było o prawdziwy gorąc.


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#27
27.12.2022, 01:21  ✶  
Nadal pamiętać trzeba jednak, że będą szli do knajpy, gdzie zbiera się wątpliwy element. Wątpliwy, ale nadal czarodziejski. Czarodziejski, a więc w dużej mierze w tym światku na pewno czarnoksięski. A czy taką czarownicę można klepać bezkarnie po tyłku? Duża szansa, że zamieni delikwenta w ropuchę. Victoria nie. Może by jej się udało, ale to by nie była pierwsza klątwa, jaka by jej przyszła do głowy. Raczej na pewno kolegę wywaliłoby z butów.
Jak miałby ją traktować, to było dobre pytanie. Victoria zamilkła na chwilę, pogrążając się w myślach, jak to ona – najpierw myśląc, później działając. Lubiła mieć plan dopracowany i omówiony najbardziej jak się da, więc się zirytowała się jego pytaniem. Dobrze że pytał. Lepiej było zapytać niż później świecić do kogoś zębami. Ale nim zdążyła mu odpowiedzieć, Sauriel kontynuował.
- Nie musisz mnie prezentować aż tak poważnie – przed narzeczeństwem często było jeszcze jedno stadium – takie, którego im poskąpiono, bo nikt nie pytał ich o zdanie. Przecież oboje w tym siedzieli, jedną nogą w narzeczeństwie, teoretycznie jeszcze nie przez duże N, a praktycznie według ich rodzin już tak. Victoria wcale by się nie zdziwiła, gdyby sobie przyspieszyli to ich lekko rzucone "za pół roku można zorganizować zaręczyny". - Nie mów do mnie Victoria, może być po prostu Tori, żeby sprawiać jakieś tam pozory – rzygać jej się chciało od tych wszystkich parowych misiaczków, pączusiów i innych kochaniokotków. Naprawdę – już wolała po prostu zdrobnienie jej imienia. I tak prawie nikt tak do niej nie mówił, a już na pewno nie jej rodzina. - Rób co musisz. Wiem, że żeby wyciągnąć niektóre informacje, to trzeba sobie pobrudzić ręce – połamane kości łatwo było zrosnąć, przecież dało się nawet odtworzyć ich brak – więc dlaczego miałaby się tym przejmować?
- Mam cię za osobę, której praktycznie nie znam. Ale dobrze wiedzieć, że nie jesteś psycholem, bardzo mnie to cieszy – jak inaczej miała się go nauczyć, skoro jej do siebie nie dopuszczał? Ale była autorem. Ktoś taki wiedział, że jeśli zamykają przed kimś drzwi, to trzeba wejść oknem. A jeśli i okno zostanie zatrzaśnięte – to jest jeszcze komin. Mogła go więc poznać w taki sposób, słuchając co właściwie mówi. Zmierzyła go wzrokiem kiedy stwierdził, że jest mu zimno ale to lubi. I bardziej tego nie skomentowała.
- Jeszcze jedno. Hmmm… jestem oklumentą – zawahała się na moment czy mu to w ogóle mówić, ale uznała że tak będzie bezpieczniej. - Będę tam chronić mój umysł, ale przez to mogę się wydawać trochę… no będę wtedy odpowiadać jakbym była pozbawiona emocji. Najprawdopodobniej – nie żeby to było coś złego, po prostu może wtedy jakoś inaczej ograją to, jeśli miałoby to wzbudzić podejrzenia. A kiedy już wszystko mieli dogadane… - Teleportujemy się? – i jakież było jej szczere (!) zdziwienie, kiedy usłyszała, że nie. Bo on się nie teleportuje. Ale jak to? No tak to. I wtedy się dowiedziała, że nigdy tego nie robi. No… to wyjaśniało dlaczego pojawił się w ich salonie z kwiatami i przeprosinami. Ale Victoria musiała to przetrawić. W końcu uznała, że no dobrze to pójdą na nogach skoro to nie tak daleko, bo ona się nie podejmie zbiorowej teleportacji – a ten i tak nie chciał! Pozostawało tylko kręcić głową. Ale podczas ich spaceru Viki nie wytrzymała i jednak zagaiła go o te teleportację. Że czemu. Czy się kiedyś rozszczepił, albo czy był tego świadkiem. A potem, o zgrozo, przyszło jej do głowy, że może w ogóle nie miał na to licencji?
No i się nie pomyliła. I nie mieściło jej się to w głowie. A to przecież taka przydatna zdolność…
W końcu jednak przybyli na miejsce i musiała przerwać swoje próby poznania przyszłego męża. Pchnęła wskazane jej drzwi i weszła tam jako pierwsza, omiatając przybytek władczym spojrzeniem. Jednak rękę trzymała w kieszeni, na różdżce.
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#28
27.12.2022, 01:53  ✶  
Dokładnie o tym należy pamiętać - i Sauriel o tym wiedział i w pełni sobie zdawał sprawę, stąd ten komentarz. Niepozorny wygląd sprawiał, że ludzie głupieli. Ludziom się czasami wydawało, że mogą sobie pozwolić na więcej, bo ktoś wygląda na bardziej, sama nie wiem, bezbronnego? Może to dobre słowo. Sauriel teraz na nią patrzył i taka mu się wydała. Nie bezbronna w jego prywatnym odczuciu, bo wiedział o niej chociażby to, że jest aurorem, więc miał inną perspektywę. Ale kiedy zastanawiał się nad tym pod kątem braku tej wiedzy? Yuup. Definitywnie element do bezkarnego klepania po pupci. Nie to, żeby tak robił. A przynajmniej nie robi tak, dopóki jest odpowiednio trzeźwy. Że zaś rzadko się upija do stanu, w którym wydawałoby mu się to zabawne, to na szczęście takie hece się nie zdarzały. JUŻ. To "już" jest bardzo ważnym słowem.
Pół roku było odległym terminem. Czemu tak? Równie dobrze mogliby powiedzieć im, że już impreza zorganizowana - jutro przyjdzie się zaręczyć. Szczerze? Sauriel byłby tylko trochę bardziej zdziwiony. Czas był bardzo na rękę tej dwójce, żeby jakkolwiek się oswoić z oficjalną zmianą swojego statusu. Może tego chcieli? Żeby młodzi się wyszumieli? Nie mógł tego powiedzieć od strony Eryka, a rodzice Victorii? Miał o nich bardzo złe mniemanie - wydali ją za trupa. Kurwa, pierdolonego TRUPA! Nie takiego, który chociaż grzecznie posiedzi w trumnie, tylko takiego, który żywi się ludźmi. A potem była matka Victorii (której imienia już nie pamiętał), a która leciała do Eryka, żeby ogarnął syna, bo tak to nie może wyglądać. To były sprzeczne sygnały. Trochę takie... "córuś, musimy, ale postaramy się, żeby było ci choć trochę lepiej". Szczanie na leżącego - tak to odbierał.
- Tori? Tak na ciebie wołają? Tori? - W pierwszym powtórzeniu jej ksywy brzmiał na zaskoczonego. Skomplikowanie wyciągania skrótów imion od środka za każdym razem dziwiło go tak samo, chociaż słyszał to nie raz i nie dwa. Zaliczał wtedy chwilowego laga mózgu, kiedy musiał rozłożyć to imię na czynniki pierwsze, żeby w ogóle odkryć, czy to ma jakikolwiek sens. W tym wypadku - miało. W końcu niektóre zdrobnienia to w ogóle nie kleiły się kupy i raczej brzmiały jak zupełnie inne imiona. - Świetnie. - I nie, to nie brzmiało jak kpina czy sarkazm, było połączeniem czegoś ponurego z ukontentowaniem. Bardzo niebezpieczna mieszanka, kiedy mówimy o łamaniu kości. Ba - Sauriel nawet lekko się uśmiechnął pod nosem, on i jego myśli, jego lekki uśmiech do tego, co nie wychodziło na zewnątrz tego wieczoru i nie plątało się na ustach i języku. Tak, był kontent z tego, że Victoria nie będzie zaraz tam robić afer, że coś się brzydkiego wydarzy. Nie musiało. Ale Sauriel był pewien, że się jednak wydarzy. Bo miał zły humor. A rozpierdalanie domu wcale go nie poprawiało. Za to rozwalenie czyjejś twarzy? Ooo, to już bardziej!
- Eryk by mi urwał jaja, gdyby coś ci się stało. - Akurat nie było to w sumie związane bezpośrednio z tym, że zapytał czy jej zimno, bo pytając o to - nie pomyślał o tym. To przyszło dopiero potem. Że mogłaby się, no cóż, przeziębić! Takie rzeczy przecież spotykały ludzi, prawda? Nawet te najlepsze kujonki z Hogwartu! - Zostało mi to. Minimalna troska o kobiety. Nie przyzwyczajaj się. - Wolałby, żeby nie. Chociaż..? Powiedział, żeby się nie przyzwyczajała, a przecież to nie będzie to tak, że nagle on swoje przyzwyczajenia zmieni.
- Ay. Jasne. - Zabawna sprawa... - Całkiem śmieszne. Eryk chciał, żebym się nauczył Legilimencji. - Przynajmniej jego bawiło, ale jak dotąd jego tekściki raczej ją obrażały... na pewno nie dlatego, że były obraźliwe. Słowem kluczem było tutaj "chciał". - Nie. - Kutko!- Jestem kiepski w teleportacje. - Sauriel nie miał żadnych problemów z mówieniem, w czym jest kiepski i jakie ma złe i niedobre cechy, wręcz przeciwnie. Mówił o nich najchętniej. Nosił je jak zbroje, zeby odstraszać od siebie ludzi. Żeby jak zawsze mieli go za tłuka i... szkoda gadać. Ale spojrzał na nią jakby mówiła o morderstwie pieska, kiedy zagaiła i zapytała, dlaczego tego nie lubi i zapytał, czy ona kurwa zwariowała, że przecież to niebezpieczne! I że nigdy nie planował zbierać swojej ręki z jednego końca świata, bo przeniósł się na drugi. Po prostu nie ma takiej opcji! I tak, był tego świadkiem podczas uczenia się. Widok zapamiętany do końca życia i trauma też zapewniona. Więc tak - to była kompletna ostateczność. Teleportacje.
Znajdujący się w piwniczce kamienicy bar prezentował się całkiem znośnie. Lewitujące, nigdy nie gasnące świece rzucały półcienie na czerwone kiedyś ściany, które nosiły na sobie plamy bogowie wiedzą czego. Na ścianach powieszono obrazy - kilka z nich było ruchomymi portretami osobistości, które wcale nie wydawały się ciekawe. W znaczeniu - ciekawe, by spotkać je w ciemnej uliczce nocą. Widać było te zakazane mordy. Takie same, które w barze siedziały. Brzdąkał bas w rogu sali, gdzie zamiast grajka instrument sam wygrywał melodie. Oczy obecnych zwróciły się ku drzwiom, które zostały otworzone po podaniu odpowiedniego hasła, rzecz jasna. To nie był bar otwarty dla wszystkich. Kościotrup w eleganckim kapeluszu z rondem i muszką na szyi, ubrany w garnitur, obrócił się w tę stronę. Kelner - właśnie podawał komuś drinka. Przy drzwiach na stołku siedział obskurny koleś z łysiną na środku głowy i w łachmanach - wyglądał jak domokrążca, który zaraz płaszcz rozsunie i zaprezentuje swoje towary. Brakowało mu kilka zębów. Idealnie, żeby w resztce dłubać. Za półokrągłym barem siedział na wysokim stołku mężczyzna, który zastukał różdżką w blat, sprawiając, że kościotrup wrócił do swojej roboty. Mrużył swoje świńskie oczka, gapiąc się na nowo przybyłych. To było czujne spojrzenie, które ewidentnie próbowało dopasować twarze tej dwójki do imion czy jakichś wspomnień. I ewidentnie mu się to nie udawało. Nic dziwnego.


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#29
27.12.2022, 16:20  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.12.2022, 16:20 przez Victoria Lestrange.)  
Była w tym pewna racja; niektórzy samą swoją aparycją wręcz krzyczeli, że jeśli nie będziesz ostrożny, to zrobią ci krzywdę. A niektórzy… Jak te bezbronne baranki, puchate owieczki, bułki cynamonowe. Victoria nie wierzyła, że wyglądała jak taka bułka – była na to zbyt zimna. Zbyt… Może nie wyrachowana, ale jej nienaganność, schludny strój na co dzień, mundur, idealnie spięte włosy, makijaż – wszystko to mówiło, ze jest sztywna jak człowiek, który spojrzał w oczy bazyliszka.  Napięta jak cięciwa łuku centaura. Ale kiedy poluzowała ciasno spięte włosy, kiedy rozpięła guziki koszuli, kiedy zmieniła spodnie na sukienkę i to taką… bardziej frywolną, kiedy pozbyła się marynarki, ewentualnie gorsetu sukni – wtedy rzeczywiście mogła przypominać zupełnie inną osobę. Nic dziwnego, że Rookwood na moment zgłupiał. A może głupiał nadal.
- O na pewno nie moi rodzice. Moja mama by chyba pękła, jakby miała zdrobnić moje imię – Victoria uśmiechnęła się pod nosem. Tę sztywność miała właśnie po niej. - Szczerze mówiąc, to prawie nikt tak do mnie nie mówi. Zazwyczaj to pełne imię, albo Vicky. A ja jak mam mówić do ciebie w razie czego? Te wszystkie kochania to mi przez gardło nie przejdą, wybacz – ona nie wiedziała czego oczekiwał on, ale sama też postawiła sprawę jasno.
- Nie martw się, umiem o siebie zadbać. Papieru nie dają za ładne oczy – a żeby zostać aurorem, trzeba było w szkole bardzo dobrze zdać kilka kluczowych przedmiotów i egzaminów. Trzeba było mieć też samozaparcie. Trzeba było być kreatywnym – a przynajmniej się to przydawało. I tak jak Victoria potrafiła sobie wyczarować wazonik z wodą na kwiaty, tak potrafiła się ogrzać. - Zostało? A próbujesz się tego wyzbyć? – nie przyzwyczajaj się. Znowu to. Więc miała zakładać, że w małżeństwie nic co z nią związane nie będzie go interesować? Będą sobie, będą osobną, będą się mijać, a małżeństwo będzie na papierze? Lestrange zaczęła się zastanawiać, ile czasu coś takiego w ogóle zniesie.
- Nie mów o tym głośno, to nielegalna umiejętność – trochę jak animagia, tylko gorzej. Była zaskoczona, że w ogóle jej o tym wspomniał: jej, urzędasowi. Ale szczerze, to nie było tak, że uważała, że każdy musi przestrzegać prawa i jak tylko widziała jego łamanie, to zamierzała donosić. Niech się o to martwią osoby, które są za to odpowiedzialne, ją to w tym momencie mało obchodziło… tak długo, jak Sauriel nie próbował jej grzebać w myślach. - Nielegalna i trudna do opanowania. Ale jakże przydatna… - powiedziała już ciszej, i jakby bardziej do siebie.
Pierwsze wrażenie było ważne. Gdyby teraz Victoria okazała zawahanie, to byłaby bardziej podejrzana niż już była. Od dziecka jednak była wychowywana tak, że potrafiła patrzeć z góry na wszystko i wszystkich, poruszać się gdzieś, jakby była stałym bywalcem – z pewnością siebie. I równie pewna siebie spojrzała do tyłu, bardzo krótko, czy Sauriel za nią wszedł, a chwilę potem bardzo pewnie przeszła przez pub, zręcznie omijając stoliki, i usiadła przy barze, gdzie zapytana co podać rzuciła tylko krótkie: miód. Lubiła miód pitny, zwłaszcza ten przyprawiany i beczkowany. A po chwili namysłu dodała, że poprosi też whiskey. Dla Sauriela. Bo tyle o nim wiedziała – że lubił.
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#30
27.12.2022, 17:03  ✶  
Nie miał okazji poznać Victorii, tym bardziej nie miał okazji poznać jej rodziny. Przy bardzo krótkiej pogawędce przy stole, w jakiej uczestniczyli, od razu było widać, że to właśnie jej matka była głową rodziny. U ich dwójki kompletnie nie pozostawiało to wątpliwości - posiadali silnego rodzica, który potrafił wręcz przytłaczać swoją osobowością, nic więc dziwnego, że dobrali sobie osobę, która będzie to znosić, a nawet więcej - będzie to lubić. Że to właśnie ta druga strona jest na tapecie, jest decyzyjna, pokazuje się i przemawia. W zasadzie to sam się zastanawiał kiedyś, kto by do niego pasował. Nigdy nie znalazł odpowiedzi. Drażniło go to, kiedy spotykał te pojedyncze osoby, które głaskały go z włosem. Takie, które potrafiły go oswoić i sprawiały, że stawał się bardziej... potulny. Grzeczny. Że zaczynał o nich myśleć. Oczywiście był czas, kiedy wyglądało to inaczej. Nie wyobrażał sobie, żeby jakaś kolejna osoba w jego życiu miałaby mu mówić, jak ma żyć. Już i tak było ich za dużo. Taka, która znowu siedziała cicho jak trusia? Nie. Nie to, że nie lubił takich osób, bo bardzo pasowało mu towarzystwo osób właśnie nieco bardziej wycofanych. Nie struchlałych, nie. Po prostu spokojnych. Jest jednak różnica między tym, jak dobierasz znajomych a tym, jak myślisz o kimś, by spędził z tobą życie. Potem pojawił się element "śmierć" i już nie było co sobie tym tematem w ogóle zawracać głowy.
- Kot. - Kochania, cukiereczki, landryneczki... jasne, używał tego przekornie, cynicznie, ale do znajomych potrafił takich zwrotów używać też pieszczotliwie. W zasadzie nie przepadał za używaniem pełnego imienia. Było to strasznie oficjalne, wszyscy przykładali taką wielką wagę do tych imion, znaczeń, horoskopów..! Jasne, temat ten go fascynował. Jednak kiedy zaraz okazywało się, że ludzie zaglądają sobie w kalendarze i wróżą z imion, żeby przekonać się, czy do siebie pasują - no to już była jakaś paranoja. Dlatego Tori mu się spodobało. - Niektórzy nazywają mnie Czarnym Kotem. Jak usłyszę "kotku" to uszy zaczną mi krwawić... ale kociaku może być. Brzmi całkiem śmiesznie. - Tak samo źle przyjmował te misiaczki i inne takie jak ona te złośliwości z jego strony, że ciągle mówił na nią jakoś inaczej. Jeszcze nie określił, z czym mu się kojarzyła, bo na razie kojarzyła mu się z biblioteką. I to tylko przez jedną rozmowę. A głupio tak wołać do niej "biblioteko". - Jesteś ciekawska, co? Zapytałbym, czy to zboczenie zawodowe, ale pewnie masz tak od zawsze. - Ciekawość świata i dociekliwość - powody, dla których dziewczyna spędziła swoją młodość z nosem w książkach. Może nie główne, ale na pewno były w tym pomocne. - Nie próbuję. Samo znika. - Trochę prawda, trochę nie. Po prostu w pewnym momencie odpuścił. I rzeczywiście - chciał już dać sobie spokój ze światem i dbałością o ludzi.
- Będziemy małżeństwem. Jesteś aurorem. Będziesz miała tysiące powodów, żeby zamknąć mnie za kratami razem z całą tą popierdoloną rodziną. Ta jedna rzecz jest w tym wszystkim całkowicie normalna. - Rozweseliło go to na bardzo sarkastyczny sposób, ale całkiem szeroko się uśmiechnął i wręcz pokusiłabym się o stwierdzenie, że na moment ożywił. - Powiedziałaś to w taki sposób, że brzmisz, jakbyś chciała ją opanować. - Jej doza zamyślenia, ściszony głos. Może źle to odebrał.
Knajpa nie była pełna, ale daleko jej było do pustej. Szedł za nią - oczywiście, że tak. Ona zamawiała, a on się rozglądał, wypatrując jakichkolwiek znajomych twarzy z tego świata, chociażby z Nokturnu. Nietrudno było nie wypatrzyć. Uniósł rękę do jednego z mężczyzn, który odpowiedział lekkim machnięciem i zaraz lekko dotknął ramienia Tori, pokazując jej ruchem głowy znajomego, do którego się skierował. Zgodnie z tym, co powiedzieli - żeby Tori trzymała się blisko niego. Mężczyzna o poznaczonej paskudnymi bliznami twarzy, z brzydko odchyloną przez jedną z takich blizn twarzą, miał nieuczesane, lokowane włosy niedbale zebrane w kite. Siedział w towarzystwie jednej starszej kobiety, jak nic koło pięćdziesiątki, chudej i pomarszczonej jak diabli na dłoniach i młodszego mężczyzny - jeśli był w wieku Sauriela, to Sauriel wyglądał przy nim na starszego. Wydawał się całkiem ciekawski, żeby nie powiedziec - podekscytowany.
- Proszę, proszę. Co to za zaszczyt, że Czarny Kot nas odwiedza... - w tak doborowym towarzystwie. - mówiło jego spojrzenie, ale to dokończenie zdania nie wyszło z jego warg. A powinno.
- Dobrze widzieć znajomą mordę, tak samo krzywą jak zawsze. - Wymiana uprzejmości między panami odbyła się bez żadnego "dzień dobry" czy czegoś w tym guście. Tak jakby wycięto bardzo ważną część i od razu przeszli do reszty.
- Słyszałam o tobie. Sporo rzeczy. A ta to kto? - Odezwała się kobieta, kiwając głową na Victorię.
- Moja dziewucha, Tori. - Przedstawił Victorię jakże elegancko. - To Avery, ta świnia obok to jego żona, a tu jego syn. - Pokazywał ich kolejno palcami. I kiedy tylko powiedział "świnia" to brwi kobiety uniosły się, a jej zęby aż zazgrzytały, ale szok przemieszał się tu z gniewem, a młody wyłupił swoje oczyska, które dotąd latały mu ciekawsko na bok. Avery zaś zapluł cały blat, bo właśnie brał łyk czegoś ze swojej szklanki.
- Czyś ty ochujał? - Padło oburzone pytanie ze strony Averyego. Sauriel przy tym był całkiem z siebie zadowolony - było to widać po jego minie, kiedy tak z zadowoleniem, teraz już o krok od stołu oddalony (bo został opluty), patrzył na towarzystwo.
- Nie jesteśmy małżeństwem. - Syknęła gniewnie kobieta. Avery zaczął całą wiązankę przekleństwem w kierunku Sauriela, a kobieta zawołała barmana, żeby przyniósł jakąś szmatkę. I tak szedł z zamówieniami - Sauriel odsunął Victorii krzesło i dosiadł się do stolika.


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Sauriel Rookwood (11563), Victoria Lestrange (10261)


Strony (5): « Wstecz 1 2 3 4 5 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa