• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[25 czerwca 1972] To wcale nie będzie niezręczne | Robert & Stanley & Anthony

[25 czerwca 1972] To wcale nie będzie niezręczne | Robert & Stanley & Anthony
Kapryśny Dziedzic
"Have some fire. Be unstoppable. Be a force of nature. Be better than anyone here and don't give a damn about what anyone thinks."
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Anthony jest wysokim i dobrze zbudowanym facetem, schludnym i przeważnie elegancko ubranym, zważywszy na swoją pozycję.. Ma burzę brązowych, niesfornych włosów - delikatnie kręconych i duże oczy. Gdy się uśmiecha, czasem pojawiają mu się dołeczki w polikach i ma ten charakterystyczny, zadziorny wyraz twarzy. Lubi nosić zegarki, na palcu ma sygnet rodowy. Jeśli nie korzysta z teleportacji, spotkać go można na motorze.

Anthony Ian Borgin
#11
05.05.2024, 21:01  ✶  
W przeciwieństwie do Stanleya Anthony nigdy nie wyrósł z okazywania emocji. Zawsze był wulkanem, po którym można było spodziewać się absolutnie wszystko. Starszy brat znał go jednak na tyle, żeby wiedzieć, że nawet jeśli teraz czuł się okłamany, zraniony i niepotrzebny, to mu szybko minie. Mógł się gniewać na każdego, czasem naprawdę długo chował urazę, niemalże pielęgnując ją w sercu, ale nie względem Staśka. Zbyt dużo mu zawdzięczał, aby ryzykować ich relacją. Przejdzie mu po prostu, prędzej czy później. Obecnie był trochę niczym zirytowane czymś zwierze, gotowe pogryźć wszystko, co mu się napatoczy pod zęby.
Ciężko było stwierdzić, czy informacja o ich pokrewieństwie go ucieszyła, czy też bardziej rozczarowała. Robert był dobrym czarodziejem, dostrzegał w nim rzeczy, które teraz też widział w Stanleyu — nagle wiele rzeczy stało się dość oczywistych, a te przysłowiowe jabłka, wcale nie padały tak daleko od jabłoni. Wizualnie chyba też całkiem się zgadzali, ale zwyczajnie głupio było mu tak się gapić. Zwilżył wargi, machając dłonią na słowa starszego Borgina, jakby odpędzał jakąś muchę. Zawsze było skomplikowane, zawsze był zły czas. Śpiewka była stara, jak te wszystkie baśnie i legendy ze starego świata, ale skoro chciał w ten sposób pogrywać, nie było problemu. Skoro Antek już wiedział, że mu brat nie ufał, nie zamierzał dopytywać. Prychnął, kolejny raz odliczając gdzieś w odmętach swojego umysłu do dziesięciu, może i dwudziestu nawet, powstrzymując kolejne mniejsze i większe, wewnętrzne wybuchy, byle nie rozlały się na zewnątrz. Słowa Roberta rozbrzmiewały mu echem "powiązany z nami", a to kurwa dobre, łaska pańska na niego spłynęła, naprawdę. Rodzina marzeń. Może powinien dostać statuetkę złotego Merlina za ojca roku, przykład ostoję? Nie zdawali sobie sprawy, jak mocno musiał przygryzać wewnętrzną stronę policzka lub też zaciskać zęby, żeby czegoś nie palnąć. Zdawał sobie sprawę z różnicy sił pomiędzy nimi, zresztą miał lepsze rzeczy do roboty niż odbieranie Stasiowi zaginionego tatusia. Spojrzenie Antka zdawało się nieco ściemnieć, twarz była blada, ale starał się przynajmniej zachowywać pozory. Miał jednak wrażenie, że jego serce biło równie głośno, co brzmiało rzucone przez Stanleya, śliczne kurwa. Tyle w nim było emocji, naprawdę!
- Nie no, oczywiście. Rozumiem. - uśmiechnął się sztucznie, nawet trochę jadowicie, obdarzając go krótkim spojrzeniem. Wyprostował się, poprawił koszulę, bo był przecież gentlemanem, który powinien jednak jak najszybciej zająć się rozładowaniem emocji i złości w miejscu, gdzie nie musiał się hamować i dbać o pozory. Nie miał najmniejszej ochoty z nim rozmawiać — z jednym i z drugim. - No tak, zapiekanka. Powinniśmy zjeść. Wujek przecież tyle się natrudził, żebyśmy mogli razem cieszyć się posiłkiem. Wybacz mi proszę moje zachowanie, widocznie Twój syn popełnił pewne błędy w moim wychowaniu.
Ugryzł się w język, żeby nie dodać niczego na temat braku odpowiedniego przykładu. Usiadł więc, wsuwając się na krześle. Spojrzał po stole, zaraz jednak sięgając swoją szklankę i dopijając znajdujący się w niej alkohol, który chociaż trochę pozwalał mu się opamiętać. Prawda była taka, że furia wcale nie ustępowała, a schowane pod stołem pięści raz za razem zaciskały się na tyle mocno, że kostki mu bielały. Za chuja jednak nie zamierzał przepraszać. Mógł go szanować jako członka organizacji lub czarodzieja, ale nie znaczyło to, że był chujem, a nie ojcem. A może wolał inne dzieci jak tę swoją córeczkę? Chociaż cholera wie, ile bękartów chował po kątach. Gdy dostał kawałek zapiekanki, kolejny raz poprawił się na krzesła. - Wygląda i pachnie doskonale. Wyczuwam tu nuty kardamonu? Najważniejsze, żeby nie było brukselek. Stanely nie lubi brukselek. A moze to były brokuły? Nie jestem pewien. - wyjaśnił krótko, uśmiechając się z westchnięciem i w pełni zaangażował w swój talerz, łapiąc widelec groszek, próbując go nadziać. Był tu, bo Robert bał się spędzać czas z synem samotnie, próbował odzyskać łaski rodziny byłej żony, czy też może zwyczajnie go do czegoś potrzebowali? Jakieś fałszerstwa, pieniądze, a może kontakty w Ministerstwie? W organizacji był nikim, niewiele mógł pomóc tam. Nie babrał rąk w krwi bezpośrednio, starał się trzymać czystą kartę. Groszek był odrobinę miętowy bardzo smaczny. Sięgnął jednak po pieprz, sypiąc obficie wierzch dania.
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#12
12.05.2024, 19:15  ✶  

Dobrze, że Stanley nie wiedział co się działo w głowie Anthony'ego. Fakt - domyślał się, wszak znali się nie od dzisiaj. Zdawał sobie sprawę, że zapewne byli teraz najgorszymi osobami w jego myślach z najróżniejszych powodów. Nie zmieniało to jednak faktu, że dalej wskoczyłby za nim ogień i że trzymał Tośka z dala od tych wszystkich spraw tylko i wyłącznie dla jego dobra. Po co miał mu mówić o niektórych rzeczach? Po to, aby młody Borgin się zamartwiał? Bez sensu.

Słysząc słowa swojego kuzyna, dłoń mu zadrżała, a następnie powędrowała do twarzy, aby złapać się za czoło. Kurwa mać, weź bo zaraz... przeklinał w myślach, hamując się jednak przed tym, aby nie wybuchnąć niczym jakiś gejzer. Gdyby ktoś nie był tak uparty i odporny na naukę czy inne elementy dobrego wychowania to zapewne byłoby inaczej. Może powinien przypomnieć Anthony'emu kto mu, a w zasadzie im - Borginom ze strony Bartholomeusa - pomógł pozbyć się balastu zwanego ich ojcem, a może wręcz prześladowcom? Może miał mu wypomnieć dziesiątki innych sytuacji w których podał mu pomocną dłoń, a teraz on mu się tak odwdzięczał - dziecinnym zachowaniem i upartością? Brak słów.

- Najwidoczniej tak - nie wytrzymał i odpowiedział na oskarżenia, które padały w jego kierunku. Nie było jednak wrzasku, ani krzyku - zwykłe słowa, które były skierowane do Tośka jako odpowiedź na pewne sprawy. Nie chciał więcej odnosić się do tego, co przed chwilą zostało rozpoczęte. To co było między Robertem, a Stanleyem to było między nimi. Między ojcem, a synem.

Nie mniej jednak, nawet będąc wkurwionym, stanąłby w obronie Anthony'ego, gdyby Mulciber mu coś rozkazał albo próbował coś wymusić. Z jednej strony była to ciężka sprawa, wybierać między swoją rodziną, a swoją rodziną. Z drugiej zaś musiałby to zrobić, gdyby coś się stało - tutaj niestety Tosiek był na wygranej pozycji, wszak znali się całe życie.

- Ciężko się nie zgodzić - odparł na słowa odnośnie brukselki - Dodam tylko, że nie powiedzieliśmy Ci od razu, ponieważ z bardzo wielu względów lepiej trzymać tę informację w tajemnicy - przeniósł wzrok to z jednego na drugiego i z powrotem - I tak już niektóre osoby o tym wiedzą. Powiedzmy, że im więcej osób o tym wie, tym gorzej - dodał. Jakiś przykład o którym mógł wspominać Stanley? Cóż - Rookwood? I to nie ten, który zasługiwał w mniemaniu Borgina na miano brata?

- Czy mogliśmy... Czy mogłem to w jakiś lepszy sposób przekazać? Wcześniej? - przejechał językiem po zębach - Tak. Przyznaję, że powinienem i biję się w pierś, że tak się nie stało. Musisz jednak zrozumieć, że najpierw chcieliśmy wszystko pozałatwiać i poustalać we własnym kręgu, niż od razu wdrażać inne ważne osoby do grona wtajemniczonych - westchnął - Nie gniewaj się Anthony, bo nic to nie przyniesie. W ogólnym rozrachunku gramy przecież w tej samej drużynie - podsumował. Kilka chwil siedział cicho, kilkukrotnie uderzył palcami w blat - Przepraszam - skierował swój wzrok i słowa do kuzyna. Za co w sumie i dlaczego? Za ogół - za zachowanie, tajemnicę i ten mały naskok w dniu dzisiejszym.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#13
16.05.2024, 17:37  ✶  

Cierpliwość, nawet ta anielska, miewała swoje granice. Im dłużej trwało całe te przedstawienie, tym więcej jej ubywało. Coraz trudniejsze okazywało się zachowanie kontroli. Spokoju. Powstrzymywanie się od niepotrzebnych reakcji, w przypadku których Robert doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że niekoniecznie przyniosłyby w tym momencie cokolwiek dobrego. A przecież ostatnim czego chciał, były dalsze komplikacje. Kolejne problemy, które mogły się pojawić. Nie były one im potrzebne.

Nie wchodził im w słowo, zarazem jednak wciąż uważnie śledząc wszystko, co padało z ust Anthony'ego oraz Stanleya. Nie wyłączył się nawet na krótką chwilę. Tak po prawdzie, to gotów był w na to aby w każdej chwili wtrącić od siebie cokolwiek więcej. Dodatkowo. O ile tylko uznałby, że wymagała tego od niego sytuacja.

Naprawdę wolałby, żeby do tego nie doszło.

Gdyby w tym momencie uniósł do ust szklankę z alkoholem, zapewne zachłysnąłby się procentami. Może przy okazji nawet opluł. Całe szczęście, w chwili kiedy z ust Anthony'ego padło określenie wujek niczego nawet nie trzymał w ręku. I najpewniej to właśnie dzięki temu jego reakcja ograniczyła się wyłącznie do chwilowego zamknięcia oczu. Do policzenia w myślach do dziesięciu. Ewentualnie do dwudziestu. A także powtórzenia samemu sobie, że był to dzieciak, który nie miał prawa wyprowadzić go z równowagi.

Selar, która przed chwilą dostarczyła im wszystkim jedzenie, umożliwiła mu skupienie się w większym stopniu na czymś innym. Widelec. Nóż. Kawałek zapiekanki. Jeszcze ciepłej. Świeżo przygotowanej przez skrzatkę. Całe szczęście nie zawierała ona wspomnianych przez młodszego Borgina brukselek. Zielonego groszku natomiast było relatywnie niewiele, podobnie jak pokrojonej w kostkę marchewki. Zgodnie z upodobaniami Roberta, który za tym nie przepadał.

- Ta informacja mogłaby zaszkodzić. Tak Stanleyowi, jak i Tobie czy mnie. Zwłaszcza w świetle ostatnich wydarzeń. - zauważył, kiedy obydwaj skończyli mówić. Oderwał spojrzenie od zapiekanki. Co konkretnie chciał przekazać? - Po moim wyjeździe, po mojej majowej nieobecności, straciłem na znaczeniu w organizacji i zyskałem wrogów. Ogłaszanie w tych okolicznościach informacji tego kalibru, dzielenie się nimi, było ryzykowne. Poza tym istnieją też inne kwestie. Te bardziej... przyziemne.

Niełatwo przecież powiedzieć o nieślubnym dziecku własnej żonie. Córce. Innym krewnym. Współpracownikom. Bliższym bądź dalszym znajomym. Ściągnęłoby to tylko na Mulicberów niepotrzebną uwagę. Jeszcze większą niż do tej pory. Bo przecież od początku czerwca już dość dużo mówiono o ich rodzinie. Było o nich zadziwiająco głośno - zwłaszcza, że przecież sami niekoniecznie byli szczególnie medialni. Raczej postrzegani jako cisi, spokojni, trzymający się na uboczu. Starający o to, aby nie rzucać się w oczy. Kolejne przygody Diany Mulciber, wypadek Donalda, ogłoszenie związane z fundacją, a do tego jeszcze sprawa Juliusa oskarżonego o współpracę ze śmierciożercami... to nie brzmiało dobrze.

Kapryśny Dziedzic
"Have some fire. Be unstoppable. Be a force of nature. Be better than anyone here and don't give a damn about what anyone thinks."
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Anthony jest wysokim i dobrze zbudowanym facetem, schludnym i przeważnie elegancko ubranym, zważywszy na swoją pozycję.. Ma burzę brązowych, niesfornych włosów - delikatnie kręconych i duże oczy. Gdy się uśmiecha, czasem pojawiają mu się dołeczki w polikach i ma ten charakterystyczny, zadziorny wyraz twarzy. Lubi nosić zegarki, na palcu ma sygnet rodowy. Jeśli nie korzysta z teleportacji, spotkać go można na motorze.

Anthony Ian Borgin
#14
29.05.2024, 20:40  ✶  
Anthony był porywczy, zwłaszcza jeśli chodziło o Stanleya, któremu przecież ufał najbardziej na świecie. Nawet jeśli żałował swoich słów lub akcji kilka sekund po tym, jak miały miejsce, nie mógł już nic z tym zrobić. Ojciec dał mu niewiele cennych lekcji w życiu, mało wskazówek i rad, które powinien mieć dla syna, ale mawiał, że mężczyzna nie powinien przepraszać za swoje emocje, skoro zdecydował się je okazać. Tylko właśnie — to chodziło o Staśka. Gdyby to był ktokolwiek inny i zdradziłby go tak mocno (oczywiście było to zbyt mocne, niesione chwilą), to wyszedłby, a nie zdecydował się zostać. Dużo dla niego robił. Byli zupełnie inni, ale przecież starszy Borgin musiał to wiedzieć. Dlaczego więc mu nie powiedział? Dlaczego więc go wykluczył z tak istotnego elementu swojego życia? Kolejny raz westchnął, zwilżył wargi, czując na nich posmak palonego jakiś czas wcześniej papierosa. Może faktycznie to wszystko stało się nagle i po prostu nie miał okazji? Wypowiedziane przez brata "tak" roznosiło się echem po jego głowie, razem z całą serią przekleństw.
Byli wizualnie podobni, Robert był dobrym czarodziejem. A jednak go zostawił, zignorował własnego syna i to chyba Antka bolało najbardziej. Reakcja Stanleya, chęć nawiązania z mężczyzną więzi i brak większych emocji, jakby wcale nie był powodem jakiegoś stopnia skrzywienia w jego życiu. Może gdyby miał ojca, to podjąłby kilka decyzji inaczej? Może to on byłby głową rodu, a nie pasujący jak wrzód na dupę Antek do tej roli. Mimowolnie zerknął na pierścień, który nosił na palcu, czasem był on naprawdę ciężki.
Gotowało się w nim, chciałby rzucić krzesłem, ale się opanował. Starał, naprawdę się kurwa dla niego starał, bo chcąc czy nie, Borgin starszy go wychował i był mu to winien. Jak to możliwe, że w ostatnich miesiącach coraz mocniej odnosił wrażenie, że całe jego życie było jakąś paradą przysług i okazywania wdzięczności, w których on sam ginął lub też nie było na niego miejsca? Bywały chwile, że najchętniej przestałby być Anthonym Borginem, tylko jakimś mało znaczącym Jackiem Snowem, który mógłby wieść szczęśliwe życie z Brenną Longbottom. Marzył, żeby po prostu wyjść z tego obiadku. I chyba pierwszy raz poczuł się naprawdę samotny, bo Stasiek wcale nie był "jego bratem i przyjacielem", miał widocznie ludzi ważniejszych w swoim życiu. Oczywiście wiedział o tym od dawna, po prostu skutecznie ignorował szepczącą mu w głowie myśl.
- Najwidoczniej tak. - powtórzył jedynie, patrząc w swój talerz i jedząc, całkiem smaczną zapiekankę, którą bardziej by chwalił, gdyby nie okoliczności. Nawet brukselka była dobra, zawsze uważał, że kalafior był gorszy. Siedział prosto i cicho, grzecznie, zachowując maniery, które wcześniej stracił. Cóż za plama na honorze, ale do tego powinni się przyzwyczaić, bo przecież od tego Anthony był w tej rodzinie. Żeby trzeba było go temperować i ratować, a potem pociągać za sznurki tak, żeby było, jak szanowny dziadek i i cała reszta sobie wymyśli. Znajdą mu żonę, wybiorą mu sypialnie, będzie miał nawet jakiegoś skrzata od wiązania butów. Świetlana, cudowna przyszłość — z nowym akcentem w postaci Roberta i jego rodziny. Wuja Roberta właściwie. Chrząknął, popijając zaraz, co miało stłumić parsknięcie będące odpowiedzią na jego myśli.
- Nie przepraszaj, zrobiłeś, co uznałeś za stosowne i najlepsze w danej sytuacji. To ja przepraszam, wybuchłem, zupełnie niepotrzebnie. - odparł krótko na monolog Staśka, obdarzając go krótkim spojrzeniem i nawet uniósł kąciki ust, aby zaraz wrócić do swojego talerza. Miał te wszystkie kwestie wyuczone. Drużynie? Chyba z Saurielem, ale tego już na głos nie powiedział. Dopiero teraz zerknął na Roberta nieco dłużej, ale nie zapytał o nic. Wujek wyglądał na przynajmniej niezadowolonego i rozczarowanego, do takiego widoku twarzy był przyzwyczajony, bo jego stary miewał taki ciągle. Nie zrobiło to na nim większego wrażenia, nawet nieco był zaskoczony brakiem siarczystego policzka lub zaklęcia, które doprowadziłoby go do porządku. To znał.
- Działania i struktura organizacji pozostawia wiele do życzenia. Im więcej masz wrogów, tym większy respekt budzisz. Wybacz mi proszę moją reakcję, Wu.. Robercie. - zmienił zdanie, podnosząc na niego wzrok. Nadziany na widelec groszek zabłyszczał. - To nie jest właściwie moja sprawa, ale mam nadzieję, że odnajdziecie właściwą drogę. Naprawdę, doskonała zapiekanka. To miętowy groszek?
Zjadł zawartość widelca, brzmiąc względnie normalnie. Popił, wytarł usta serwetką, gdy dojadł. A potem zerknął na zegarek, licząc coś w myślach. Czy mógł już pójść? Lepiej będzie, jak sami sobie tu porozmawiają. Wstał więc, wsuwając po sobie krzesło i poprawił koszulę. Zawsze prezentował się nienagannie, jeśli chodziło o aparycję.
- Muszę jeszcze załatwić pewne sprawy w Ministerstwie. Bardzo dziękuje za zaproszenie i doceniam fakt wtajemniczenia w wasz sekret. Mam nadzieję, że uda nam się to powtórzyć, zrobię następnym razem może kolację u siebie? - uśmiechnął się, słysząc w głowie szepty narastającej chęci zapalenia papierosa. I może powinien spędzić wieczór na motorze? To zawsze poprawiało mu humor. - Dbajcie o siebie wzajemnie Panowie, życzę smacznego deseru.
Pożegnał się raz jeszcze, kiwając do nich głowami i dłonią pokazując, żeby go nie odprowadzali. Sam przecież trafi do drzwi, a zresztą skrzat i tak go odprowadzi. Zdecydowanie lepszą informacją byłby Staśka zaręczyny z córką Roberta, które teraz wydały mu się śmiesznym żartem, bo pokręcił głową, tłumiąc śmiech. Gdy wyszedł, odszedł kawałek i teleportował się do swojego niewielkiego mieszkania.

Postać opuszcza sesję
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#15
03.06.2024, 18:09  ✶  

W tym momencie nie dziwił się czemu Bartholomeus stosował wobec Anthony'ego takie, a nie inne metody. Może sam by nigdy nie podniósł ręki na niego, ale zaczynał powoli rozumieć jak bardzo irytujące takie zachowanie mogło być. Księżniczka... Od razu zaczęło się przewijać przez jego myśli. Czego on nie rozumiał? Próbowali mu przecież wytłumaczyć to w jakiś normalny sposób. Tak, aby zrozumiał z czego wynikają pewne rzeczy. Nikt nie chciał dla niego źle.

"o ja przepraszam, wybuchłem, zupełnie niepotrzebnie..." słowa wypowiadane przez młodego Borgina trzeba było wziąć z pewną, bardzo dużą dozą nieprawdy. Każdy kto go znał wiedział, że Anthony właśnie się wkurwił. Rzucał w ten swój ostentacyjny sposób odpowiedziami, sugerując, że "nic się nie stało", chociaż prawda była oczywiście inna. Kolejne słowa które wypowiedział tylko to podkreślany. Tosiek był po prostu obrażony - na Stanleya, na Roberta, na nich, na cały świat. Ot, taki wielce był dorosły, a nie rozumiał podstawowych zasad, które działały na tym świecie.

Sprawy w Ministerstwie. Oczywiście, że tak. Najlepszy sposób wymówki. Najłatwiejszy sposób wymówki. Po co stawiać czoło pewnych rzeczom, kiedy można było uciec. A to Stanleyowi sugerowano taki obrót spraw. Że to podobno on uciekał od odpowiedzialności. Od tego, co było nieuniknione. Tylko czy tak było naprawdę? Zwłaszcza, kiedy miało się cały pryzmat i ogląd na dwóch Borginów w tym momencie.

- Jasne. Czemu nie - dodał ze zrezygnowaniem na odchodne, chcąc podsumować nieco słowa swojego kuzyna - Ty również bywaj. Uważaj jak tam będziesz pędził do Ministerstwa... - rzucił jeszcze ciszej zanim Anthony zdążył zniknąć. Po tym wszystkim wpatrywał się w swój talerz przez dłuższą chwilę, zastanawiając się nad tym wszystkim co tu się wydarzyło. Czy to wszystko było konieczne? Czy Robert naprawdę nie mógł najpierw ustalić jakiejś wersji ze Stanleyem? Tak, aby dużo wolniej wprowadzić młodszego Borgina w to wszystko?

- Tak to sobie wyobrażałeś? - zapytał, podnosząc wzrok w kierunku swojego ojca - Bo ja nie - odparł w zasadzie za siebie, chociaż chyba też odrobinę za niego - Przejdzie mu prędzej czy później. Zawsze przechodzi. Nie ma co się za bardzo przejmować - usprawiedliwiał zachowanie przyszłego nestora swojego rodu - Po prostu jest to dla niego duży szok i nie potrafi sobie jeszcze z nim poradzić. Jutro czy pojutrze pewnie go odwiedzę i spróbuje mu to lepiej wytłumaczyć. Może coś rozjaśnić - westchnął, biorąc mały łyk ze szklanki. Kurwa, że to tak musiało wyjść Zadręczał się odrobinę, ale przynajmniej stanął za Tośkiem i spróbował go jakoś obronić - wytłumaczyć. Stanley nie chciał, aby Robert miał najmłodszemu z ich trójki za złe takie zachowanie. Czy były ku temu podstawy? Oczywiście, ale może powinni dać mu taryfę ulgową?



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#16
04.06.2024, 18:57  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.07.2024, 10:07 przez Robert Mulciber.)  

Nie poszło to wszystko zgodnie z oczekiwaniami. Spotkanie nie potoczyło się w taki sposób, na który Robert liczył. Zarazem jednak - to wszystko mogło wyglądać w znacznie gorszy sposób. Zostać jeszcze gorzej odebranym przez Anthony'ego. Może więc należało się cieszyć z tego, iż nie doszło tutaj do żadnej tragedii? Większej awantury? Ostatecznie przecież mogli zająć się zapiekanką. Zjeść naprawdę smaczny posiłek przygotowany przez Selar. A że Robert niekoniecznie miał teraz na jedzenie ochotę? Cóż... tak to czasem bywa.

Wreszcie odsunął swój talerz, znajdująca się na nim zapiekanka była praktycznie nie ruszona. Dopił nieśpiesznie alkohol, który pozwolił mu zachować względną równowagę. Spokój. Powstrzymał Roberta przed jakimś zupełnie zbędnym wybuchem. W tym momencie był on ostatnim czego potrzebowali. Mulciber zdawał sobie z tego faktu sprawę. Być może właśnie z tego względu nie reagował, kiedy Anthony zdecydował się ich opuścić? W zasadzie nawet za nim nie spojrzał, po prostu dolewając sobie w tym momencie nieco procentów do szklanki. Nie była to przy tym jakaś zawrotna ilość.

Zareagował dopiero na słowa Stanleya. Przeniósł na niego te swoje typowe, chłodne i pełne dystansu spojrzenie, dotąd skupione to na butelce alkoholu, to na szklance. Nie od razu zabrał głos. Pierw odłożył butelkę na swoje miejsce. To samo zrobił ze szklanką. Teraz już wypełnioną na powrót whisky.

- W takim razie życzę Tobie powodzenia. A w zasadzie, to nawet wam obydwu. - padło z jego strony. W zasadzie były to nawet szczere słowa. Nie było się tutaj do czego przyczepić. Bo choć Robert Mulciber był jaki był, to właśnie tego rodzaju relacje doceniał przecież najbardziej. Każdy człowiek musiał mieć obok siebie kogoś, na kim będzie mógł polegać; komu będzie mógł zaufać. W jego oczach Anthony i Stanley mogli właśnie kimś takim być dla siebie na wzajem. O ile tylko nic nie wpłynie na tę relacje w sposób negatywny.

Nie to, żeby sam się tego obawiał. Poświęcał relacji syna i jego kuzyna jakoś tak więcej uwagi. Głupotą byłoby się aż tak bardzo oszukiwać.

- Anthony nadal jest w wielu kwestiach dzieckiem. Dzieci zaś pozwalają sobie na to, żeby nadmiernie kierować się emocjami. Jeśli obawiasz się, że jego zachowanie mogło zostać tutaj źle odebrane, to wiedz, że nie powinieneś się tym przejmować. - na te słowa trzeba było poczekać nieco dłużej. Kilka kolejnych chwil. Kilka kolejnych łyków alkoholu. Robert pierw oczyścił nieco swoją głowę. - Myślę, że nie ma sensu przedłużać nadmiernie tego spotkania. Powinniśmy wrócić do swoich spraw. - dodał jeszcze, tym samym wyraźnie też dając do zrozumienia, że mogli kończyć. Pożegnać się. Rozejść. Dał przy tym jednak Stanleyowi możliwość dodania czegoś więcej. Poruszenia jeszcze jakiś kwestii. Jeśli miał na to ochotę, taką potrzebę, to przecież nie wystawiał go już w tym momencie za drzwi. Prosto na ulicę w tej niemagicznej części Londynu.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Ian Borgin (3324), Robert Mulciber (2395), Stanley Andrew Borgin (2278)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa