• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[7.08 | Warownia Longbottomów] Złote popołudnie

[7.08 | Warownia Longbottomów] Złote popołudnie
Keeper of Secrets
I am not actually tired, but numb and heavy, and can't find the right words.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 182cm wzrostu Cain jest przeciętnej budowy osoby, która coś tam ćwiczy - nie chudy, nie wielce umięśniony. Ma ciemnobrązowe włosy i oczy barwy burzowych chmur, tak ciemne, że z daleka mogą wydawać się czarne. Jego zainteresowane otoczeniem spojrzenie podkreślone jest wiecznymi worami pod oczami.

Cain Bletchley
#81
01.06.2024, 20:39  ✶  

Zniknął na chwilę albo dwie, żeby się w końcu oporządzić. Wymyć, otrzeć, stać się, wielkosłowo mówiąc, czystym. I nie koniecznie pchał się do przodu, kiedy ciasta nadal latały, kiedy ostatki tej imprezy ciągle pląsały w podwojach. Wyciszył swoje trzecie oko, dopilnował tego, żeby zgasły i jak każdy człowiek jego pokroju miał jedno zadanie - dzielnie podpierać ścianę. Ścianę, której tutaj nie było, więc zostało mu tylko i wyłącznie drzewo. Szumiące zielenią, uspakajające. Ten wielki plan zostałby uskuteczniony gdyby nie jedno wielkie ALE. Tym "ale" było to, że to paskudztwo nie znikało. Ciasto i krem częściowo zniknęły, ale tylko i wyłącznie ono. Nie ważne, jak bardzo Cain szorował tę cholerną koszulę pozostawał biały proszek? Nalot? Nie miał pojęcia, co to było, ale efekt był taki, że koszula była mokra, Cain półgoły siedział zupełnie z boku towarzystwa, za drzewem i próbował z tym walczyć, a w tle latały nadal torty i ciasta. Parę razy wymemrał niewyraźnie coś o cholerstwie, że nie chce schodzić i czemu w ogóle tak. Rysowało to jakąś niespokojną część jego mózgu. W końcu musiało do niego dotrzeć to, że sprawa była przegrana. Szczególnie, kiedy uzmysłowił sobie, że jego skóra też nie jest wcale w lepszej formie.

Przez moment spojrzał na towarzystwo, ale jak na emo Caina przystało już się do nich nie pokwapił. Przyjrzał się dłuższy moment Millie, jak siedziała z nosem schowanym w swoim... w notatniku? Do końca nie był pewien, co to było, ale ewidentnie zatonęła w rysowaniu bądź malowaniu. Miła popołudnie. Złote wręcz.

Bletchley w końcu się podniósł, otrzepał tę swoją koszulę i cichutko opuścił to wesołe miejsce. Miłe miejsce w bardzo niemiłych czasach.


Postacie opuszczają sesję


• • •
Sarkazm (rzeczownik) - środek przeciw idiotom. Dostępny bez recepty.
Pies policyjny
Live fast,
pet dogs
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Tomasz przede wszystkim jest wysoki, nawet bardzo. Ma 192 centymetry wzrostu więc nietrudno go zauważyć w tłumie. Nie mówiąc już o tym, że prawie zawsze oślepia uśmiechem. Jego włosy przyjmują barwę bardzo ciemnego blondu, jego oczy są niebieskie, na twarzy często widnieje zarost - uważa, że tak wygląda przystojniej. Jest dość dobrze zbudowany. Zwykle ubiera się w stonowane kolory, jeansom często towarzyszy sweter lub koszulka z kołnierzykiem, rzadko sięga po koszule, które według niego są strasznie niewygodne. Podczas słonecznych dni towarzyszą mu jego ulubione okulary przeciwsłoneczne, w te chłodniejsze ukochana skórzana kurtka z brązowej skóry. Można czasem wyczuć od niego dym papierosowy, znacznie częściej jednak przesiąka zapachem kawy oraz swojej wody kolońskiej o nucie lawendy i cedru.

Thomas Hardwick
#82
02.06.2024, 17:55  ✶  
Popijał wino z kruchej, pięknej filiżanki, obserwował słodki chaos, który wywołali i nie mógł szczerze mówiąc przestać się uśmiechać. Wiedział, że to jedna z tych chwil, które kiedyś będzie przywoływał, gdy przyjdzie mu wyczarować patronusa. Spokojna, radosna, pełna życia.
Cieszył się, że Brenna robiła te nieszczęsne zdjęcia, bo wiedział, że często będzie chciał wracać do tych wspomnień.
Zaśmiał się, widząc radość Erika, który rzeczywiście skoczył jako wybraniec, który nie musiał robić teraz rundki do łazienki, lub ratować się zaklęciami czyszczącymi. Stuknął się swoją filiżanką, z jego uniesioną do góry, spoglądając na ogród.
- Za częstsze wychodzenie bez szwanku, na godności też - mrugnął do Erika.
A potem musiał zająć się sobą, szczególnie w kwestii tej przyciasnej sukienki.
Jakiś czas później, w miarę czysty, jedynie z dziwnym śladem na przywróconej do normalnego stanu sukience, oraz w dodatkowej ochronie w postaci nałożonych pod nią krótkich spodenek, siedział koło rysującej coś millie, samemu brzdąkając na gitarze, wpierw bliżej nieokreślone dźwięki, które potem przekształciły się w spokojną, lekko nostalgiczną melodię. Mógłby dołożyć do tego oczywiście głos, bał się jednak, że popsuje jakąś magiczną chwilę, która mogła według niego trwać wiecznie.
A  jednak zakłócił ją w końcu, widząc coraz bardziej szaleńcze pociągnięcia grafitem gdzieś  z boku.
- Mam nadzieję, że przyjęcie uznajesz za udane? - zagaił Millie, nie przerywając brzdąkania.
Good Boy
I've got a twisted way of making it all seem fine
wiek
30
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Wysoki na metr i dziewięćdziesiąt centymetrów co do milimetra - no więc wysoki, ale za to z drobną budową ciała. Czarne, kręcone włosy i ciemne oczy. Twarz pokryta kilkudniowym zarostem zdradza, że niezbyt dba o siebie.

Thomas Figg
#83
03.06.2024, 23:44  ✶  
Popatrzył chwilę na Brenna, kiedy ta zaoferowała się z opcją ewakuowania się do kuchni. Jako, że przestało mu się już kręcić w głowie, jakby przez ostatnią godzinę wywijał beczki na miotle pokiwał głową.
- Brzmi jak bardzo dobry plan - powiedział podnosząc się powoli na nogi. Zakołysał się raz, nieomal powracając na ziemię z powrotem, ale cudem, bo cudem ustał i wyprostował się. Musiał najpierw nieco wytrzeźwieć, zanim wróci do domu, nie wspominając o tym, że teleportacja w takim stanie nie była najmądrzejszą decyzją. Już pomijając ryzyko rozszczepienia się, ale wizja stawienia czoła Norze, wzdrygnął się na samą myśl, jego siostra potrafiła być czasami... Nie tyle co straszna, ale jednak potrafiła wzbudzić respekt.
- Od teraz zawsze będę sprawdzał co jest w imbryku - mruknął bardziej do siebie. - Kto wpadł na pomysł, żeby nalewać whisky do imbryka - wyrzekał jeszcze podążając z Brenną w stron rzeczonej kuchni.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#84
04.06.2024, 12:51  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.06.2024, 12:51 przez Basilius Prewett.)  
Najpierw siedzę na pufie, a potem dosiadam się do Millie i Thomasa.

Pomijając to, że ślady po ciastach nie chciały tak łatwo zejść, nie ważne jak długo nie próbowałby ich czyścić (a próbował bardzo długo) i teraz siedział ozdobiony lśniącymi, białymi plamami, przez co pewnie wyglądał jak bałwan z ospą, to był to bardzo udany dzień. Siedział obecnie na pufie, tej samej co wcześniej i przyglądał się wszystkim, co jakis czas zerkając na starszego Longbottoma, być może w obawie, że ten w jakimś cukrowym szale znowu bedzie chciał przyszpilić go do ziemi. Z dobrych informacji nie było ofiar w ludziach, a jedyne czym będzie musiał się martwić to tym, by poźniej poprosić Brennę o oddanie mu tamtego jednego zdjęcia. No i przede wszystkim Millie wydawała się być zadowolona. A to oto dzisiaj chodziło.
Wstał z pufy i usiadł na kocu obok młodszej Moody i Thomasa. Szczęśliwie sukienka Hardwicka nie uległa uszkodzeniu przez jego zaklęcie i Basilius nawet w pewnym momencie rozważał, czy nie przeprosić go za ten incydent, ale wtedy musiałby się przyznać, że to on za tym stał, więc jednak z tego zrezygnował. Poza tym należało mu się.
– Dobrze ci idzie – skomentował dziwne bazgroły Millie, jeśli pozwoliła mu zajrzeć sobie przez ramię na szkicownik. A jeśli nie to i tak to powiedział.
Dumbass bisexual
"Każdy problem ma rozwiązanie. Jeśli nie ma rozwiązania, to nie ma problemu."
wiek
31
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Historyk magii, pisarz, dziennikarz
Brązowe włosy, granatowe, błyszczące oczy, kapelusz i wieczny uśmiech na twarzy! Isaac ma 186 cm wzrostu, więc na randkę przygotuj szpilki:* Pachnie dymem, bursztynem oraz wanilią.

Isaac Bagshot
#85
06.06.2024, 14:26  ✶  
Isaac nadal miał bardzo dużo energii. Zabawa urodzinowa jeszcze się skończyła i planował wyrwać Ziemniaczka do tańca, ale dobrze będzie najpierw na chwilę usiąść i porozmawiać. Zwłaszcza, że miał dla Milly drobny prezent. Żeby zademonstrować jego działanie, potrzebował ochotników. Ostatnio zaczął interesować się drukiem i w książce którą czytał, natrafił na rozdział poświęcony robieniu magicznych pieczątek. Postanowił jedną stworzyć, mając nadzieję, że pomoże ona Czarnej Furii rozładować emocje w kryzysowych dla niej momentach.
- There ain't no mountain high enough, ain't no valley low enough...- Zanucił pod nosem, kiedy zbliżał się do miejsca w którym siedziała grupa. Zauważył, że nie tylko on próbował zmyć z siebie ślady po cieście i że nie tylko jemu się to nie udało. Wspaniale. Bagshot uwielbiał takie przyjęcia.
- Milly, mam dla ciebie jeszcze taki drobny prezent. Zrobiłem pieczątkę. Jest magiczna, więc tusz nie powinien wyschnąć.- Powiedział kucając. W dłoni trzymał małe pudełeczko z którego wyciągnął niewielki, drewniany stempel.
- Potrzebuje ochotników, żeby pokazać jej działanie. Wszyscy chętni, zgodni? Tak? Wspaniale.- Pierwszy był więc pan Longbottom, do którego policzka Isaac przytknął wilgotną pieczątkę.- Milly, jak już wrócisz do pracy i uda ci się złapać Śmierciogównożerce, albo innego złoczyńcę, przez którego się zdenerwujesz, to mam nadzieję, że ta pieczątka pozwoli ci odreagować.- Mówił, tym razem zostawiając stempel na czole Basiliusa. Kolejny był Thomas Hardwick, Erik (chociaż tutaj się nieco zawahał, spoglądając przez chwilę koledze prosto w oczy. Mimo to, postanowił jednak pozostawić znak na jego prawym policzku), Thomas Figg i na końcu - Alastor.
- Jak będziesz chciała komuś przywalić, to po prostu użyj tej pieczątki.- Powiedział, i wyglądał na człowieka bardzo z siebie dumnego. Niczym osoba, która wykonała kawał dobrej roboty. Rozumiecie? To takie uczucie, kiedy człowiek wstaje, patrzy w lustro i myśl sobie, że zajebiście dzisiaj wygląda.
- A, jeszcze ja. Określenia będą pojawiały się losowo, Milly.- Użył pieczątki również na sobie, przykładając ją do swojego czoła.
Po około pięciu sekundach, Milly mogła zauważyć, jak na twarzach jej rodziny oraz przyjaciół pojawiały się kolorowe, brokatowe napisy:
Pan Longbottom - Do utylizacji
Thomas Hardwick - Pizda
Erik - Żal
Thomas Figg - Karaluch
Basilius - Brzydki jak sto gówien
Alastor - Dupa
I oczywiście Isaac - Król Dowcipów, któremu przypadł - Cymbał.

Bagshot uśmiechnął się szeroko i oczy mu się lekko zaszkliły. Spojrzał na Morpheusa przygryzając na chwilę dolna wargę. Poślinił palec i zaczął ścierać z jego twarzy "Do utylizacji".
- Chyba powinienem przejąć rubrykę rozrywkową w Proroku... panie Longbottom, panu to jednak nie przystoi taki napis, zaraz znajdziemy coś innego...- Mówił, rozmazując brokatowy tusz po twarzy Morpheusa.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#86
06.06.2024, 15:12  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.06.2024, 15:12 przez Brenna Longbottom.)  
Przed przesunięciem czasu zabieram Thomasa Figga do domu go ogarnąć, a za jakiś czas wychodzę z niego i ponieważ nie może być tak, że niczego nie odwalam, korzeń drzewa z buntu ziemi ożywa, podcina mnie i padam Prewettowi do nóg

– Jestem prawie pewna, że to była Millie – odparła Brenna, trochę rozbawiona, a trochę współczująca. Pomogła Thomasowi zebrać się z tej trawy, i potem poprowadziła go do wnętrza Warowni, by najpierw dać biedakowi trochę wody, później kroplę eliksiru, a potem dać mu przespać się chwilę na kanapie, jeżeli takie wyraził życzenie.
Do ogrodu wróciła jakiś czas później, gdy zabawa powoli dobiegała końca, już bez aparatu, który powierzyła skrzatce. Miała zamiar (o ile szkielet z filiżanki nie wróżył, że jutro zginie, i nie zdąży) potem rozesłać odbitki do gości.
I oczywiście, że musiało się coś wydarzyć.
Może po prostu Brenna była Brenną, może wszechświat postanowił ją ukarać za to, że nie przyłączyła się do zabawy ciastem i nie była ani trochę brudna, może odezwało się fatum, które tupnęło nóżką, że nie, tak to nie będzie, Brenna i Basilius w pobliżu siebie, nawet bez szóstek i trzynastek, i nic się nie wydarzyło? A może był to przypadek, efekt tego, jak ostatnio w kraju szalały rośliny.
Korzeń jabłoni wybił nagle z ziemi, oplótł kostkę przechodzącej Brenny i dzięki temu runęła jak długa, w pięknym stylu rozbijając sobie nos o inny korzeń, i lądując prosto pod nogami Prewetta.
– Nic mi nie jest! – zapewniła szybko, unosząc się na łokciach. – Patrz, padam ci do nóg – oświadczyła jeszcze, siadając powoli, i oglądając dłonie, a potem ostrożnie dotykając nosa, pokrwawionego, ale na szczęście nie połamanego. I bardzo podejrzliwie spojrzała na ten cholerny korzeń.
Chyba powinni bardziej uważać, bawiąc się w ogrodzie.
– Ładne napisy, to też pomysł Millie?


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#87
09.06.2024, 00:09  ✶  
Siedzi na gejowym kocyku z Thomasem H. i Bazyliszkiem
potem cieszy się z prezentu Isaaca i stawia dużo pieczątek

– Hę? – chyba, ktoś coś do niej mówił, ale ona ze zwieszoną głową nie mogła przestać rysować. Muzyka pomagała, chociaż nie słyszała jej za dobrze struna zaciśnięta na gardle, podobnie jak ciepło cudzego ciała obok uciekające, coraz zimniejsze ciało, ostatni moment na pożegnanie, tak jak znajomy głos była taka młoda, będzie mi brakowało wspólnych kaw i czerstwych ciastek. Zatrzasnęła szkicownik z impetem, bo ktoś chciał podglądać, a ona nie chciała, nie była pewna które z rysunków wyszły, a które pozostały w jej głowie.

– Bazyliszek, czy ja Ci kurwa zaglądam na stół operacyjny i patrzę jak translokujesz żołądek z wątrobą? – sarknęła w jego stronę oburzona, ale tylko na niby przecież. Zwilżyła językiem usta, przekrzywiając głowę jak kot. Uszy wystające spomiędzy czarnych włosów pasowały do niej. Tak samo jak białe brokatowe łaty. Zamrugała. – Chciałabym umieścić Cię na swoim tarocie, bo dostałam od Morfiny gołe karty, ale nie wiem co wybrać? Może dam Twoją twarz sfinksowi na kole fortuny? Czy wolisz diabła, który jest pod spodem koła? Tylko uprzedzam ma kutasa na wierzchu. – wyszczerzyła zęby w zasłonie dymnej, w swoim "wysokim funkcjonowaniu" jak to powiedział pan Black na ostatniej sesji, że niby dobrze się maskuje, chociaż Mildred uznała, że było to bardzo nieodpowiednie słowo skoro to śmierciuchy biegały z maskami na twarzach.

– W ogóle Thomas zajebiście, że wziąłeś gitarę, to robi lepszy klimat niż ten rozklekotany gramofon – przechyliła się w drugą stronę i cmoknęła przyjaciela w policzek w ramach podziękowania, niech ma. A potem podniosła się z koca bo Isaac coś zaczął mówić o prezencie i... Napisy wywołały w niej niekontrolowany chichot, prędko odebrała swój prezent i walnęła Morpheusowi nową pieczątke tym razem na policzku.

Cymbał

Zaśmiała się i z impetem walnęła w swój policzek.

Cymbał

– Co mi wyszło? Dostałam karalucha? – Moody była miastową i nie lubiła robaków, ale do karaluchów miała sentyment, bo sama czuła się jednym z nich. To powinno być jej totemiczne zwierzę. Ale ktokolwiek jej powiedział, że dostała cymbała, to tylko zmarszczyła gniewnie nos i w zemście dowaliła drugi napis Isaacowi na czoło.

Dupa

– Ja pierdole, niech mnie tylko do służby przywrócą... – jej oczy lśniły i patrzyła na pieczątkę jak największy skarb, niepomna na to, że kilka osób z jej otoczenia mogło przypatrywać się tej scenie z rosnącą zgrozą. Zawieszenie wisiało w powietrzu. No ale żeby coś zawiesić, trzeba to najpierw odwiesić, czyż nie?
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#88
09.06.2024, 09:36  ✶  

Morpheus uniósł brew w górę, gdy mokra pieczątka dotknęła jego polika po raz pierwszy. Nie miało to szczególnego znaczenia, bo po drugiej stronie twarzy był umorusany cały ciastem i śmietaną, tak samo jak na ubraniu, pełnym tłustych, słodkich wnętrzności tworów cukierniczych. Cała przestrzeń wyglądała jak pobojowisko, ale tylko przyprawiała wszystkich o uśmiech. Może nie wszystkichm. Prawie.

Nie zdążył spojrzeć w lusterko, gdy znów coś mokrego pojawiło się na jego policzku, tym razem był to obśliniony palec Isaaca.

W odpowiedzi na niego Morpheus wziął pierwszy lepszy dzbanek z napojem i wylał go na Isaaca, nie dziubkiem, a przestrzenią do zalewania, zdejmujac uprzednio wieczko. Na szczęście była to tylko woda.

— Woda za wodę, panie Bagshot — zaśmiał się serdecznie i wtedy dostał kolejną pieczątką. Chyba był skazany na brokat, który zauważył na własnej ręce, wycierając twarz ze śliny Isaaca.

Koniecznie musiał się umyć.

— Dostaliśmy to samo — powiedział jej Morpheus, który wcześniej zajrzał do materii wszechświata i tam przejrzał się w lustrze, dostrzegając metafizyczne literki, które całkiem prawdziwie lśniły na jego twarzy. — Dwa cymbały się dobrały, jeden duży, drugi mały.

Zanucił jakąś wymyśloną pioseneczkę na rytm dziecięcej rymowanki beztroskim głosem. Wszyscy dookoła wyglądali, jakby oszaleli, z włosami zlepionymi masą maślaną, czerwienią owocowego nadzienia, z cukrowym kacem, który powoli dobijał wszystkich, osuwając ich w popołudniową drzemkę. Dobre rozpoczęcie kolejnego roku życia.

Miał nadzieję, że następnego lata spotkają się w tym samym składzie.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#89
09.06.2024, 15:36  ✶  
Siedzę na zwykłym, tematycznie niespójnym kocyku wraz z Millie i Thomasem H. Potem reaguję na prezent Isaaca i Brennę.

– Już, przepraszam, nie patrzę – Uniósł ręce w obronnym geście, próbując ukryć rozbawienie jej słowami. Od momentu, gdy Millie postanowiła powrócić do żywy Basilius bardziej doceniał każdą kurwę lecącą z jej ust w jego stronę, a szkicownik i tak został zamknięty, więc nawet gdyby chciał, nie mógł dalej podglądać. A potem Millie znowu przyprawiła go o lekki ból głowy. Koło fortuny... O nie, nie, nie. Może był wtedy tak naćpany, jak nigdy wcześniej, ani później nie był, ale kojarzył, że Brenna kiedyś tak się tarotowo określiła. – A musze być na kole fortuny? Wiesz, co jak już musisz to po prostu daj mnie na jakiejś najmniej kontrowersyjnej karcie, najlepiej z dala od jakichkolwiek genitaliów.
Naprawdę nie prosił o zbyt wiele.
Na demonstrację prezentu Bagshota zareagował w ten sposób, że jedynie pokręcił z niedowierzaniem głową i jak najszybciej spróbował zetrzeć napis, pozostawiając na czole i dłoni kolejną brokatową plamę do kolekcji. Nawet nie chciał wiedzieć co mu się trafiło. A najgorsze było to, że chociaż jego skrzywiona mina tego nie okazywała, to uważał prezent Isaaca za bardzo dobry pomysł. Nie chciałby być na miejscu przestępcy, który nie dość, że został właśnie zatrzymany, to jeszcze będzie musiał użerać się przez kilka kolejnych dni z brokatem wszędzie, bo przecież to cholerstwo lubiło utrudniać życie i nie dawać się łatwo sprać. Gdyby nie to, że nie chciał tracić pracy i szacunku wśród czarodziejów, to sam chętnie miałby tami stempel na wybitnie uciążliwych pacjentów.
BAM.
I oczywiście, że pod nogi upadła mu Brenna. Bo kto inny? Matko jeśli nad nami czuwasz, to czemu na to patrzysz i nie reagujesz zamiast grzmieć? Naprawdę, jeszcze chwila, a znajdzie najbardziej złośliwego i pstonego boga ze wszystkich złośliwych i psotnych bogów i zacznie go wyznawać, bo chyba otrzymali od niego z Brenną jakieś specjalne błogosławieństwo.
– Widzę – westchnął ciężko na jej słowa, niefortunnie przejeżdżając brudną od brokatu ręką po całej twarzy. – Nie, nie Millie. Isaaca. Nic ci nie jest? Daj, pokaż nos.
Ale zanim zajął się szacowaniem potencjalnych szkód w wykonaniu Brenny, jeszcze raz zerknął rozbawiony na całą odbywająca się w ogrodzie scenkę. Uśmiechnął się. Cieszył się, że przyszedł. Cieszył się, że wszystko wyszło dobrze. To był udany dzień. Oby tylko było ich więcej.
Dumbass bisexual
"Każdy problem ma rozwiązanie. Jeśli nie ma rozwiązania, to nie ma problemu."
wiek
31
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Historyk magii, pisarz, dziennikarz
Brązowe włosy, granatowe, błyszczące oczy, kapelusz i wieczny uśmiech na twarzy! Isaac ma 186 cm wzrostu, więc na randkę przygotuj szpilki:* Pachnie dymem, bursztynem oraz wanilią.

Isaac Bagshot
#90
09.06.2024, 21:21  ✶  
Ucieszył się, że Milly była zadowolona z prezentu. Nie spodziewał się jednak, że dzięki Morpheus'owi zostanie miss mokrego podkoszulka. Zabrał więc ośliniony palec i cofnął się o kilka kroków, uśmiechając jeszcze szerzej.
- Czyli teraz będziemy oblewać się wodą zamiast obrzucać ciastem?- Zapytał pana Longbottom'a i pozwolił żeby Milly zrobiła mu tyle pieczątek, ile jej się podobało.
Kiedy Brenna wywineła orła, zauważył, że jeszcze nie była oznakowana. Nie szkodzi, jeśli z nosa czy innej części ciała leciała jej krew. Musiała mieć pieczątkę! Isaac pożyczył więc na chwilę stempel od Milly, obszedł Basiliusa i przyłożył Longbottomównie zabawkę do czoła:

Łajza xD - głosił napis.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alastor Moody (1842), Bard Beedle (2083), Basilius Prewett (2237), Brenna Longbottom (2423), Cain Bletchley (1559), Erik Longbottom (3685), Isaac Bagshot (3267), Millie Moody (3677), Morpheus Longbottom (2316), Pan Losu (175), Patrick Steward (374), Thomas Figg (1076), Thomas Hardwick (1569)


Strony (10): « Wstecz 1 … 6 7 8 9 10 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa