• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9
[25 kwietnia '72] Castiel & Fergus, sklepiki przy Pokątnej

[25 kwietnia '72] Castiel & Fergus, sklepiki przy Pokątnej
Łamacz Klątw i Naukowiec
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Najbardziej cywilizowany z rodu Flintów. Mierzy 176 cm wzrostu, niebiesko-zielone oczy, pokazuje się zawsze gładko ogolony. Nie podnosi głosu, mówi spokojnie i ma problem z utrzymaniem kontaktu wzrokowego.

Castiel Flint
#21
29.12.2022, 22:11  ✶  
Doceniał słowa Fergusa. To miłe, że odnosił się do związku rodu Flintów z wodą. Jakaś więź istniała skoro to otoczony morską tonią potrafił wykrzesać z siebie największy poziom odwagi, gdzie nawet ugryzienie przez druzgotka nie wzbudzało strachu a jedynie zirytowanie zmieszane z dyskomfortem.
Prędkość zaprzeczenia dosyć mocno go uspokoiła. Fergus miał rację, że bez tego mógłby zacząć fiksować się na nieprawidłowym odczytaniu mimiki. Tak wiele musiał się jeszcze o nim nauczyć. Mógłby zrozumieć dlaczego po zaprzeczeniu nagle ukrył twarz w dłoniach, do Castiela całkowicie zbiło z pantałyku. Postarał się odłożyć w czasie potencjalną panikę. Nabrał dużo powietrza do płuc.
- Fergus, na brodę Merlina. Nie możesz przy mnie wyglądać raz na przerażonego a teraz na zdezorientowanego. Jeszcze ktoś pomyśli, że znęcam się nad tobą psychicznie.- nie był to zbyt wysublimowany żart jednak dzięki niemu mógł odzyskać trochę więcej spokoju.
- To domena mojej siostry. - dodał i wywrócił oczyma. Sięgnął do jego rąk i odsunął je z jego twarzy.
- Skoro obaj nie wiemy co o tym myśleć…- zrobił pauzę i uniósł nieco ręce kiedy Fergusa znienacka wzięło na przytulenie. Jak miałby odmówić jego nagiemu tułowiu, hm? Wcale. Położył dłoń na jego kręgosłupie.
- … to może wcale nie musimy tego rozgryzać? Co ma być to będzie… - nie do końca w to wierzył ale przecież można spróbować, prawda? Przez jego ciało przeszedł przyjemny malutki dreszcz kiedy go zaczepił ustami. Aż chciało się przymknąć oczy.
- Co ty pleciesz?- zaśmiał się pod jego ustami, gładząc jego gołe plecy.
- Byłem cieniem Brenny, cieniem Cynthii i dziwakiem, który się kłócił kiedy ktoś przystawiał się do Zeinady. Gdzie tu miejsce na podziwianie?- oczywiście wymienił niejako wady, nie widząc zalet jakie miał w sobie od dzieciństwa. Trochę mu schlebiały słowa Fergusa choć próbował je podważyć i pokazać, że zawsze tą maską spokoju nie ma nikogo niesamowicie ciekawego. To i tak niezwykłe, że Fergus go jakoś polubił. Najwyraźniej miał jednak coś, co pomagało mu zjednywać sobie ludzi.
Oblało go gorąco. Nie spodziewał się już dzisiaj pieszczot więc został wzięty z zaskoczenia. Westchnął z przyjemności, wplatając palce we włosy Olivandera.
- Nie podsycaj mnie już.- próbował odradzić kuszenie bo jeśli znów będzie płonąć to nie był w stanie wyobraźnią pobiec aż tak daleko w odmęty tego, co mogą jeszcze zrobić ze swoimi, na przykład, nagimi ciałami. Niestety, ale nie brzmiał zbyt przekonywująco i co więcej, nie cofał ani rąk ani nie zwiększał odległości. Najwyraźniej nie miał nic przeciwko zaznaczeniu na szyi jego obecności. Czuł, że mógłby nadstawić się do dwudziestu takich malinek, a zakryłby je banalnym zaklęciem transmutacyjnym.
"Toby"
There's a starman waiting in the sky
He'd like to come and meet us
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fergus jest dość wysoki, bo mierzy metr osiemdziesiąt wzrostu, a do tego dość chudy. Patrząc na niego, ma się wrażenie, że może się złamać na pół. Ma długie, wiecznie rozczochrane włosy, które związuje, kiedy musi się skupić lub nad czymś pracuje i brązowe oczy w odcieniu czekolady. Zazwyczaj jest dosyć nerwowy i intensywnie gestykuluje, kiedy mówi. Jest leworęczny.

Fergus Ollivander
#22
30.12.2022, 19:37  ✶  
- Przecież to prawda – zauważył, udając oburzenie całą tą sytuacją. – Nie idzie przy tobie zachować zdrowych zmysłów.
Czuł, jak każda chwila z Castielem mąci mu w głowie. Nie pomogłoby nawet oblanie go wiadrem zimnej wody. Wciąż widziałby w tym jakiejś powiązania z tym mężczyzną. Czy nie właśnie szok spowodowany przymusową, lodowatą kąpielą był początkiem tego wszystkiego? Miał ochotę śmiać się z własnej głupoty, uświadomiwszy sobie, jak długo i bezcelowo analizował w głowie tę sytuację, szukając w niej drugiego dna. Jakim cudem tak trudno było mu uwierzyć, że nie działało to wyłącznie w jedną stronę? Wciąż nie mógł się nacieszyć tym, że miał Flinta tuż obok, skupiającego całą swoją uwagę tylko na nim.
- Naprawdę wspominasz teraz o Cynthii? – jęknął, wyraźnie tym faktem niepocieszony. Wolałby chyba zapomnieć o jej istnieniu, niż rozmawiać na jej temat w dokładnie tym momencie. Samo to imię sprawiało, ze przechodził go zimny dreszcz, natychmiast ostudzający jego entuzjazm. Zabiłaby ich i rzuciła rybom na pożarcie, gdyby tylko się dowiedziała, co Fergus robił z jej bratem, gdy nikt nie patrzył.
- Czyli mogę cię dręczyć i nie zastanawiać się nad tym, czy w ogóle powinienem? – spytał, patrząc na niego szczenięcym wzrokiem, nim wtulił się w jego szyję. Ta wizja całkiem mu się podobała. Niemyślenie o żadnych konsekwencjach, przyczynach i skutkach. Po prostu tu i teraz i jeszcze więcej takich chwil w przyszłości. Co wtedy zdołają odkryć, gdy przestaną się starać to robić?
- Czy ty się na mózgi z meduzą zamieniłeś? – obruszył się trochę zbyt głośno, słuchając Castiela i jego litanii o tym, jak bardzo się nie wyróżniał. Zaraz ściszył głos, ciesząc się, ze Flint nie mógł zobaczyć jego miny. Zobaczyłby zawód tym, że nie wierzył jego słowom. – Zanim coś powiesz, tak, zdaję sobie sprawę, że meduzy nie mają mózgów. Spodziewałem się raczej czegoś w stylu: dziękuję za komplement, Fergus. Też cię lubię.
Oczywiście sobie żartował, wiedząc, że Cas miał prawo się dziwić. Praktycznie się nie znali, informacje na jego temat zbierał od Cynthii i innych znajomych. Nawet nie musiał wypytywać (nie żeby w ogóle to robił, bo nie wiedziałby wówczas, po co), sami mu co nieco zdradzali, mimochodem opowiadając o swoim bracie i przyjacielu. I tak w jego głowie powstała jakaś wizja idealnego Flinta, który na żywo okazał się jeszcze bardziej interesującą osobą. Przede wszystkim zaskakiwało to, co kryło się pod fasadą tego spokoju rodem z tafli jeziora.
- Dlaczego? – zapytał niemal z dziecięcą szczerością, odrobinę przerażony myślą, że znów mógł robić coś nie tak. Uniósł głowę, łapiąc spojrzenie Castiela. Nie dostrzegał w nim jednak żadnych oznak irytacji czy sprzeciwu, dzięki czemu mu ulżyło. Uśmiechnął się do niego wesoło, nieco zadziornie, bo w jego głowie już rodził się plan. – A gdybym zrobił tak? – Nachylił się do niego i polizał go po nosie, śmiejąc się przy tym ze swojego głupiego pomysłu. Odbijało mu, rzeczywiście tracił rozum, skoro potrafił się już przy nim wygłupiać w ten sposób.
Łamacz Klątw i Naukowiec
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Najbardziej cywilizowany z rodu Flintów. Mierzy 176 cm wzrostu, niebiesko-zielone oczy, pokazuje się zawsze gładko ogolony. Nie podnosi głosu, mówi spokojnie i ma problem z utrzymaniem kontaktu wzrokowego.

Castiel Flint
#23
31.12.2022, 10:09  ✶  
- To niedobrze, bardzo niedobrze.- roześmiał się z udawaną zgrozą. Przestał słyszeć stukot opadających kropel deszczu co mogło zdradzać, że nie muszą się już ukrywać. Jeszcze tylko parę chwil aby nie wrócić do świata w brutalny sposób i będą mogli wrócić do życia ze znacznie lepszym nastrojem.
- Nie mów, że się jej boisz.- znów się zaśmiał ale tym razem krótko aby nie myślał, że się z niego faktycznie nabija. Posłuchał jego jęku i wyrzucił siostrę ze swojej głowy bo mieli przed sobą ostatnie przyjemne chwile sam na sam, które nie wiadomo kiedy się powtórzą.
- Tak, ale nie w miejscach publicznych.- przyznał odważnie, zabierając już z niego ręce i przeciągając się, jakby dopiero co obudził się z długiego snu. Było tu gorąco, potrzebował dużo zimnej wody, najlepiej sporego zbiornika wodnego. Bez tego nie będzie łatwo otrząsnąć się z tego uśmiechu na twarzy, który wzbudziłby podejrzenie nawet ślepca. Jeśli mają utrzymać swoją relację - a obaj nie zamierzali pójść po rozum do głowy - to musieli to taktycznie rozegrać. Wiedział, że dadzą radę tylko muszą raz na jakiś czas pozwolić sobie ochłonąć. Najlepiej zacząć od ubrania Fergusa aby nie czuć znów tęsknoty.
- Nie ma ze mną tak łatwo. - puścił mu oczko ale uśmiechał się pogodnie.
- Jeśli powiesz, że jestem obłędnie przystojny to myślę, że jakieś oryginalne podziękowanie może mi się wymsknąć.- tak, znów się roześmiał sam z siebie bo nie umiał się nie cieszyć. Dopadła go trochę taka głupawka z radości więc jego słowa zabarwione były nienasyconą wesołością.
- Fergus…- złapał go za ramiona i obrócił plecami do siebie, przyciskając mocno jego biodra i tułów do swojego ciała. Oparł brodę o jego ramię i wzmocnił uścisk jak tylko potrafił, nawet boleśnie.
- Teraz będziesz grzecznie ubierać się bo inaczej zabiorę ci te wszystkie ubrania i nie wypuszczę cię przez całą noc, aż ktoś zorientuje się, że cię nie ma. - wyszeptał mu to do ucha rozgorączkowanym głosem. Wyzwolił go po chwili z uścisku, nie omieszkając jeszcze palcami ścisnąć jego pośladka. Schylił się, podał mu jego mugolską koszulkę (cały czas ubolewał nad jej krojem, czemu nosi takie coś, lepiej wygląda nago) i wycofał się rakiem z zawadiackim uśmiechem.
- Ja zajmę się zacieraniem miejsc zbrodni.- puścił mu oczko, sięgnął po różdżkę i zajął się oględzinami drzwi. Zamek był stopiony więc nie mieli szans zatuszować śladów. Nie brakowało mu jednak pomysłu. Stał tyłem do Fergusa aby zachować jasność umysłu.
- Otworzę te drzwi ale będę musiał z drugiej strony zrobić coś identycznego. Wtedy uznamy, że demonstrowałem ci problem z moją różdżką i niechcący trafiłem w te drzwi. Czar przesiąkł aż na drugą stronę. - mówił niegłośno i przesunął palcami po ostudzonym stopionym żelazie.
- Masz tu pióro i atrament? Później napiszę na kartce dla twojego ojca urzędowe zażalenie dotyczące szkód, które wyrządziłem i wystąpię o ustanowienie ceny naprawy. Jeśli będzie podejrzliwy to zorganizuję mu zniżkę na smoczą oliwę, aby przestał drążyć.- jeśli dostał atrament to piórem zarysował linię framugi, aby wiedzieć gdzie "ciąć". Zachowywał się jakby znał sposoby na udobruchanie wściekłych ojców. Mówił z pewnością siebie.
- Ty wymyślisz historię mojej różdżki z uwzględnieniem, że cudownie ją naprawiłeś bo nie pozwolę jej rozkroić ani nie będę jej wymieniać na nową. - przytrzymał różdżkę zębami i zarysowywał piórem przestrzeń, która będzie magicznie wycinana by móc otworzyć drzwi.
- Mam nadzieję, że się ubrałeś.- zabrzmiał złowrogo i dopiero teraz obejrzał się przez ramię. Spojrzenie Castiela mówiło jasno, że nie będzie zbyt mocno zmieniać detali ustalonego i przedstawionego mu planu. Tak jak mówił na początku spotkania - naprawiał wyrządzoną szkodę i nie uciekał od odpowiedzialności. Działał, aby Fergus nie musiał być z tym sam i nie miał potrzeby tłumaczyć się przed ojcem co tu się stało. Zadba o każdy detal, aby Olivander nie musiał się martwić niczym innym niż przebywaniem poza zasięgiem wygłodniałych rąk Flinta.
"Toby"
There's a starman waiting in the sky
He'd like to come and meet us
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fergus jest dość wysoki, bo mierzy metr osiemdziesiąt wzrostu, a do tego dość chudy. Patrząc na niego, ma się wrażenie, że może się złamać na pół. Ma długie, wiecznie rozczochrane włosy, które związuje, kiedy musi się skupić lub nad czymś pracuje i brązowe oczy w odcieniu czekolady. Zazwyczaj jest dosyć nerwowy i intensywnie gestykuluje, kiedy mówi. Jest leworęczny.

Fergus Ollivander
#24
01.01.2023, 22:26  ✶  
Oczywiście, że bał się Cynthii. Już w szkole dała mu ku temu mnóstwo powodów, a gdyby jeszcze teraz musiał jej cokolwiek tłumaczyć… Wzdrygnął się na samą myśl o jej zniesmaczonej minie. Nie powinien jednak teraz o tym myśleć, zwłaszcza że zakazał też tego Castielowi. Nie miał jednak wpływu na to, co umysł będzie mu podsyłał, gdy tylko się rozstaną i mógł się jedynie modlić, by nie była to twarz jego bliźniaczki.
- Przecież wiem - mruknął, wyraźnie niepocieszony wizją trzymania się na dystans od Flinta. Ręce już go świerzbiły, chociaż miał go na wyciągnięcie dłoni i w tym momencie nie musiał utrzymywać żadnych pozorów zwykłej znajomości. Wiedział jednak, że jeśli to wyjdzie na jaw, nie pozbierają się tak łatwo. Nigdy nie wyobrażał sobie siebie wrzuconego w konwenanse społeczne, a teraz już zwłaszcza. Nie nadawał się na męża i ojca, a czuł, że rodzina by go w to z wielką chęcią wkręciła, gdyby wyczuli, że odbiega od normy. Pieprzyć ich i ich głupie zasady.
Obserwował, jak Castiel się przeciąga, nie mogąc oderwać wzroku od jego uśmiechu. Zahipnotyzowany tym widokiem, wciąż w szoku, że to on był tego powodem.
- A to nie jest oczywiste? - zapytał, krzyżując ręce na piersi i przechylając głowę na bok, jak gdyby chciał mu się uważniej przyjrzeć. - Nie, myślę, że byłbyś przystojniejszy bez tego - dodał z zadziornym uśmiechem, odsuwając jedną rękę i wskazując na podkoszulek Castiela. Dlaczego on zawsze miał tę przewagę, że był ubrany? To niesprawiedliwe!
- Ej - wymsknęło mu się, gdy Flint złapał go i obrócił, w pełni unieruchamiając. Na powrót zrobiło mu się gorąco, a serce w piersi tłukło jak oszalałe, gdy usta drugiego mężczyzny znalazły się przy jego uchu. - To miała być groźba? Bo chyba mi się podoba.
Wziął koszulkę, którą Castiel wcisnął mu w ręce, posyłając zawiedzione spojrzenie. I to na tyle w kwestii tej obietnicy? Blondyn jednak tak bardzo zainteresował się zepsutym drzwiami, że aż głupio mu było przerywać. Poza tym zbyt przyjemnie słuchało się jego głosu, nawet jeśli szukał rozwiązania, by kryć Fergusa. Właściwie, to było nawet lepsze, gdy mu tak zależało.
- Nawet by się nie zorientowali, że mnie nie ma, ostatnio i tak rzadko wracam na noc - przyznał, wciągając przez głowę koszulkę, która wciąż była trochę wilgotna po deszczu. Gdyby nie leżała zmięta na podłodze, pewnie zdołałaby podeschnąć.
Podszedł do biurka, szukając wspomnianego pióra i kałamarza, przy okazji uchylając niewielkie okno tuż za nim, by wpuścić trochę świeżego powietrza. Do środka wkradł się zapach deszczu na brukowanej ulicy.
- Jeśli masz zamiar rozwalić ten zamek, to nawet lepiej, że napiszesz wiadomość - przyznał, podając mu pióro. - Po ostatnim włamaniu dostałby chyba gorączki, widząc zepsute drzwi i postawiłby w pogotowiu całą Brygadę Uderzeniową.
Nie wiedząc, co ze sobą zrobić, podniósł swoją szatę i rzucił ją na oparcie krzesła, gdzie wisiał już płaszcz Castiela. Kątem oka dostrzegł jeszcze sweter, po który sięgnął, gdy blondyn rysował coś na drzwiach.
- Smocza oliwa nie przejdzie, ojciec ma alergię na wszystko, co powoduje pożary. Ale w sumie skąd miałbyś o tym wiedzieć - zaśmiał się, wciąż trzymając w dłoniach sweter, równie miękki jak ten, który przywłaszczył sobie ostatnim razem. Niewiele myśląc, wciągnął go przez głowę, rozkoszując się typowym dla Castiela zapachem morskiej wody, do którego doszła domieszka deszczu i kawy.
- Na pewno coś wymyślę i dam ci znać, żebyś wiedział, co się działo z twoją różdżką - odpowiedział mu, idąc w jego stronę, czego nie mógł dostrzec, bo wciąż stał tyłem, a hałas z ulicy skutecznie tłumił kroki na skrzypiącej podłodze.
- Oczywiście, że się ubrałem - powiedział, obejmując go od tyłu w pasie i wtulając się w niego. Przymknął oczy i oparł się na jego ramieniu, ciesząc przyjemnym ciepłem i bliskością, która za chwilę miała się skończyć. - Lubię twoje swetry, są przyjemne - dodał jeszcze cicho, śmiejąc się.
Łamacz Klątw i Naukowiec
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Najbardziej cywilizowany z rodu Flintów. Mierzy 176 cm wzrostu, niebiesko-zielone oczy, pokazuje się zawsze gładko ogolony. Nie podnosi głosu, mówi spokojnie i ma problem z utrzymaniem kontaktu wzrokowego.

Castiel Flint
#25
03.01.2023, 07:39  ✶  
- Oj, wierz mi, nic nie jest oczywiste. Myślisz, że kiedykolwiek w swoim życiu spojrzałem na jakiekolwiek mężczyznę inaczej niż normalnie?- uniósł brew, czując jak kolejny raz się przed nim odsłania. Przychodziło mu to z łatwością choć się tego po sobie nie spodziewał.
- Jesteś pierwszy i mam nadzieję, że ostatni.- dodał i zaraz to uciekł wzrokiem czując gorąc w okolicach policzków. Musi się otrząsnąć bo należy posprzątać. Nie mogli zostać tu w nieskończoność bo wtedy wzbudzą zainteresowanie świata. Naprawdę musieli zwracać uwagę na wiele aspektów i miał nadzieję, że Fergus też będzie wykazywać się rozsądkiem. Patrząc jednak na te jego błyski w oczach śmiał wątpić w stałość jego samokontroli. Na całe szczęście udało się go trochę od siebie odsunąć. Nie było to zbyt miłe dla obu stron acz właściwe jeśli mieli zająć się stroną praktyczną.
- To gdzie się szwendasz nocami?- zapytał zaintrygowany, dziękując mu w niemo za uchylenie okienka. Szczerze mówiąc, nie zauważył, że było tu jakiekolwiek okno.
- Stopię z drugiej strony aby było widać, że to dzieło jednego zaklęcia a nie ośmiu. Wolę żeby nie dostał zawału. Myślę, że ucieszy się z możliwości wstawienia porządnego zamka i nie nałoży na mnie dożywotniego zakazu wizyt w tym sklepie. - co prawda był tu drugi raz w życiu ale fakt faktem nie chciał zrażać do siebie najstarszych z rodów. Jeszcze własny ojciec zechciałby dopytywać dlaczego różdżka zaczęła szwankować. Zdecydowanie nie ma co zwracać na siebie niepotrzebnej uwagi. Przejął pióro i po zamoczeniu końcówki w atramencie mógł zarysować linię czaru. Zajął się pracą przez co jeszcze przez parę dłuższych chwil będzie unosił się tu swąd palonego metalu. Zapach dziury ozonowej jest zatem bardzo na rękę, będzie choć trochę neutralizować nieprzyjemny zapach.
- Więc miejmy nadzieję, że nie będzie dociekać. - mruknął kiedy po dłuższym czasie udało się otworzyć drzwi. Musiał użyć trochę siły ale końcem końców nie byli już uwięzieni. Została ostatnia część zacierania śladów. Zaprzestał jak tylko zaczął, mimowolnie uśmiechając się i obejmując jego przedramiona. Było to coś nowego i zdecydowanie przyjemnego.
- Na taką kradzież pozwolę.- przesunął palcami po jego przedramionach i poklepał go po dłoni.
- Ślady same się nie zatrą. Narzuć na mnie czar ochronny to szybciej pójdzie nam z drzwiami. Nie wiem jak ty ale jestem głodny jak stado buchorożców.- odwrócił się aby go ponaglić i widok swetra całkiem nieźle leżącego na sylwetce Fergusa sprawił mu przyjemność. Pasowało mu, nawet całkiem dobrze.
- Wyglądasz w nim lepiej niż ja. No ale bierz różdżkę i działaj.- odezwał się nieco głośniej i z większą energią, przechodząc do sąsiedniego pomieszczenia. Trochę mu zajęło zanim zablokował drzwi z obu stron jakimiś pełnymi pudłami.
"Toby"
There's a starman waiting in the sky
He'd like to come and meet us
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fergus jest dość wysoki, bo mierzy metr osiemdziesiąt wzrostu, a do tego dość chudy. Patrząc na niego, ma się wrażenie, że może się złamać na pół. Ma długie, wiecznie rozczochrane włosy, które związuje, kiedy musi się skupić lub nad czymś pracuje i brązowe oczy w odcieniu czekolady. Zazwyczaj jest dosyć nerwowy i intensywnie gestykuluje, kiedy mówi. Jest leworęczny.

Fergus Ollivander
#26
03.01.2023, 18:05  ✶  
- Nie wiem, może? – przyznał. Bo i skąd miałby posiadać takie informacje? Castiel zawsze wydawał mu się skryty, kiedy go obserwował albo o nim słuchał. To, że się przed nim otwierał, szokowało nawet samego Fergusa. Nie wiedział, jak tego dokonał, ale taka swobodna rozmowa z nim naprawdę mu się podobała. Mówienie o niektórych sprawach nie było proste, ale z nim właśnie takie się wydawało, choć sam pewnie będzie musiał jeszcze popracować nad tym, że nie zostanie zjedzony za szczerość.
- To słodkie – stwierdził, chwytając go palcami za podbródek, żeby złapać jego spojrzenie. Kiedy widział go takim zawstydzonym, czuł się dziwnie radosny, trochę jak na haju wywołanym przez endorfiny. – Lubisz mnie – dodał, wciąż się śmiejąc i nachylił się, żeby go krótko pocałować, zanim ten zabrał się za naprawdę tych nieszczęsnych drzwi.
Fergus i rozsądek to nie były słowa, które się ze sobą łączyły. Równanie bez rozwiązania albo z milionem opcji po przecinku. Zresztą, gdyby wykazywałby się kiedykolwiek rozwagą, nie pocałowałby go wtedy, gdy pływali i nie zaciągnął go teraz do miejsca, o którym wiedział, że będą sami. Pożegnałby się z nim w momencie, gdy stanęli przed drzwiami Madame Malkin, po tym jak zmusił go do przymiarek. A tego nie chciał, tak samo jak nie miał ochoty rozstawać się z Castielem, gdy tylko uporają się z zamkiem.
- W różne miejsca, raczej by ci się nie spodobały – odparł tajemniczo. – Ale popływać można co najwyżej w tłumie mugoli – wyjaśnił, nie nawiązując do Nokturnu, na którym coraz częściej się pojawiał, szukając pocieszenia, wrażeń i najwyraźniej własnych „zmarłych” przyjaciół. Nie wiedział, jaki Castiel miał stosunek do tego miejsca i musiał go jeszcze wybadać.
- Prędzej dostałby zawału, słysząc, że pozwoliłem ci rzucić osiem zaklęć zepsutą różdżką. – I wcale nie żartował. Układał sobie w głowie jakąś wizję, co też stało się z kawałkiem drewna, że utrudniało Flintowi życie, nie wymagało wymiany towaru, a ponadto Fergus sam sobie poradził bez wsparcia starszych stażem. Musiał też dopilnować, żeby Geraint go nie wydał, że wypuścił go szybciej z roboty, co w wypadku jego ojca chrzestnego nie powinno wywołać większego kłopotu, bo po prostu machnie na to ręką, zbyt zajęty własnymi sprawami. Albo zupełnie o tym zapomni. – Za zepsucie zamka raczej nie, notorycznie jakiś jedenastolatek wysadza nam pół sklepu – mruknął jeszcze, próbując go pocieszyć. Castiel prędzej dostałby zakaz wstępu, gdyby ojciec Fergusa poznał prawdę, ale to się raczej nie stanie, przynajmniej miał taką nadzieję.
- Wiesz, że w końcu nie będziesz miał żadnych swetrów? – zapytał, niby to żartując, ale z drugiej strony mówiąc całkiem szczerze. Gdyby nie to, że zbliżało się lato, miałby całkiem ambitny plan, żeby pozbawić Flinta wszystkich okryć wierzchnich. Nie wspominał o tym jednak na głos, pamiętając o tym, jak ostatnio się z niego nabijał, że zdradza swój plan zemsty. Nadal ją zresztą planował, ale w odpowiednim momencie.
- Nie wiem, czy ufałbym na twoim miejscu mojej magii, ale mogę spróbować – powiedział dość niepewnie, odsuwając się od niego i zbierając w sobie odwagę i pewność siebie, by jakoś rzucić na niego zaklęcie i na przykład nie podpalić mu przy tym włosów. Zaklęcia ochronne nie były jego konikiem, ale coś tam wiedział. Też burczało mu trochę w brzuchu, a wizja obiadu z Castielem była równie przyjemna, co spędzanie czasu tutaj. Zwłaszcza ze nadal nie uzupełnił zapasu ciastek po wizycie Brenny.
- Tym bardziej go nie odzyskasz – zaśmiał się, wyciągając przed siebie ręce, by obejrzeć się w tym swetrze. Byli podobni wzrostem, choć Castiel był szerszy w ramionach, więc rzeczywiście całkiem dobrze mu pasował.
Spróbował rzucić zaklęcie ochronne na Flinta, modląc się w duchu, by się udało, ale skoro nie składał żadnych zażaleń, najwyraźniej tak było. Nie do końca rozumiał jego pomysł na ogarnięcie drzwi do biura, ale usłużnie wykonywał polecenia, nie chcąc go zdenerwować. Był większym profesjonalistą w rozwalaniu i naprawianiu rzeczy i znał się na urokach. Fergus, chociaż miał wiedzę i jakieś niewielkie doświadczenie z początków swojej kariery po szkole, nie posiadał  praktyki, pozbawiony tej szansy przez własną rodzinę. Owszem, znał się na naprawie drewnianych artefaktów, ale w tych głupich drzwiach nie było niczego magicznego. A na dodatek musiało wyglądać realistycznie.
- Chyba przydałby się nam jakiś obiad – powiedział z radością wymalowaną na twarzy i wyraźną ulgą, gdy w końcu skończyli robotę i popchnął Castiela w kierunku drzwi, by nie czuł już wyrzutów sumienia z powodu zniszczeń.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Castiel Flint (7497), Fergus Ollivander (8779)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa