29.12.2022, 22:11 ✶
Doceniał słowa Fergusa. To miłe, że odnosił się do związku rodu Flintów z wodą. Jakaś więź istniała skoro to otoczony morską tonią potrafił wykrzesać z siebie największy poziom odwagi, gdzie nawet ugryzienie przez druzgotka nie wzbudzało strachu a jedynie zirytowanie zmieszane z dyskomfortem.
Prędkość zaprzeczenia dosyć mocno go uspokoiła. Fergus miał rację, że bez tego mógłby zacząć fiksować się na nieprawidłowym odczytaniu mimiki. Tak wiele musiał się jeszcze o nim nauczyć. Mógłby zrozumieć dlaczego po zaprzeczeniu nagle ukrył twarz w dłoniach, do Castiela całkowicie zbiło z pantałyku. Postarał się odłożyć w czasie potencjalną panikę. Nabrał dużo powietrza do płuc.
- Fergus, na brodę Merlina. Nie możesz przy mnie wyglądać raz na przerażonego a teraz na zdezorientowanego. Jeszcze ktoś pomyśli, że znęcam się nad tobą psychicznie.- nie był to zbyt wysublimowany żart jednak dzięki niemu mógł odzyskać trochę więcej spokoju.
- To domena mojej siostry. - dodał i wywrócił oczyma. Sięgnął do jego rąk i odsunął je z jego twarzy.
- Skoro obaj nie wiemy co o tym myśleć…- zrobił pauzę i uniósł nieco ręce kiedy Fergusa znienacka wzięło na przytulenie. Jak miałby odmówić jego nagiemu tułowiu, hm? Wcale. Położył dłoń na jego kręgosłupie.
- … to może wcale nie musimy tego rozgryzać? Co ma być to będzie… - nie do końca w to wierzył ale przecież można spróbować, prawda? Przez jego ciało przeszedł przyjemny malutki dreszcz kiedy go zaczepił ustami. Aż chciało się przymknąć oczy.
- Co ty pleciesz?- zaśmiał się pod jego ustami, gładząc jego gołe plecy.
- Byłem cieniem Brenny, cieniem Cynthii i dziwakiem, który się kłócił kiedy ktoś przystawiał się do Zeinady. Gdzie tu miejsce na podziwianie?- oczywiście wymienił niejako wady, nie widząc zalet jakie miał w sobie od dzieciństwa. Trochę mu schlebiały słowa Fergusa choć próbował je podważyć i pokazać, że zawsze tą maską spokoju nie ma nikogo niesamowicie ciekawego. To i tak niezwykłe, że Fergus go jakoś polubił. Najwyraźniej miał jednak coś, co pomagało mu zjednywać sobie ludzi.
Oblało go gorąco. Nie spodziewał się już dzisiaj pieszczot więc został wzięty z zaskoczenia. Westchnął z przyjemności, wplatając palce we włosy Olivandera.
- Nie podsycaj mnie już.- próbował odradzić kuszenie bo jeśli znów będzie płonąć to nie był w stanie wyobraźnią pobiec aż tak daleko w odmęty tego, co mogą jeszcze zrobić ze swoimi, na przykład, nagimi ciałami. Niestety, ale nie brzmiał zbyt przekonywująco i co więcej, nie cofał ani rąk ani nie zwiększał odległości. Najwyraźniej nie miał nic przeciwko zaznaczeniu na szyi jego obecności. Czuł, że mógłby nadstawić się do dwudziestu takich malinek, a zakryłby je banalnym zaklęciem transmutacyjnym.
Prędkość zaprzeczenia dosyć mocno go uspokoiła. Fergus miał rację, że bez tego mógłby zacząć fiksować się na nieprawidłowym odczytaniu mimiki. Tak wiele musiał się jeszcze o nim nauczyć. Mógłby zrozumieć dlaczego po zaprzeczeniu nagle ukrył twarz w dłoniach, do Castiela całkowicie zbiło z pantałyku. Postarał się odłożyć w czasie potencjalną panikę. Nabrał dużo powietrza do płuc.
- Fergus, na brodę Merlina. Nie możesz przy mnie wyglądać raz na przerażonego a teraz na zdezorientowanego. Jeszcze ktoś pomyśli, że znęcam się nad tobą psychicznie.- nie był to zbyt wysublimowany żart jednak dzięki niemu mógł odzyskać trochę więcej spokoju.
- To domena mojej siostry. - dodał i wywrócił oczyma. Sięgnął do jego rąk i odsunął je z jego twarzy.
- Skoro obaj nie wiemy co o tym myśleć…- zrobił pauzę i uniósł nieco ręce kiedy Fergusa znienacka wzięło na przytulenie. Jak miałby odmówić jego nagiemu tułowiu, hm? Wcale. Położył dłoń na jego kręgosłupie.
- … to może wcale nie musimy tego rozgryzać? Co ma być to będzie… - nie do końca w to wierzył ale przecież można spróbować, prawda? Przez jego ciało przeszedł przyjemny malutki dreszcz kiedy go zaczepił ustami. Aż chciało się przymknąć oczy.
- Co ty pleciesz?- zaśmiał się pod jego ustami, gładząc jego gołe plecy.
- Byłem cieniem Brenny, cieniem Cynthii i dziwakiem, który się kłócił kiedy ktoś przystawiał się do Zeinady. Gdzie tu miejsce na podziwianie?- oczywiście wymienił niejako wady, nie widząc zalet jakie miał w sobie od dzieciństwa. Trochę mu schlebiały słowa Fergusa choć próbował je podważyć i pokazać, że zawsze tą maską spokoju nie ma nikogo niesamowicie ciekawego. To i tak niezwykłe, że Fergus go jakoś polubił. Najwyraźniej miał jednak coś, co pomagało mu zjednywać sobie ludzi.
Oblało go gorąco. Nie spodziewał się już dzisiaj pieszczot więc został wzięty z zaskoczenia. Westchnął z przyjemności, wplatając palce we włosy Olivandera.
- Nie podsycaj mnie już.- próbował odradzić kuszenie bo jeśli znów będzie płonąć to nie był w stanie wyobraźnią pobiec aż tak daleko w odmęty tego, co mogą jeszcze zrobić ze swoimi, na przykład, nagimi ciałami. Niestety, ale nie brzmiał zbyt przekonywująco i co więcej, nie cofał ani rąk ani nie zwiększał odległości. Najwyraźniej nie miał nic przeciwko zaznaczeniu na szyi jego obecności. Czuł, że mógłby nadstawić się do dwudziestu takich malinek, a zakryłby je banalnym zaklęciem transmutacyjnym.