Niewielkie pomieszczenie z wolna wypełniało się kolejnymi członkami klubu. Po długich tygodniach przepełnionych strachem, życie w Hogwarcie zaczęło wreszcie z wolna wracać do normy. Sytuacja się uspokoiła, wobec winnych wyciągnięto konsekwencje. Można było ruszyć do przodu, zostawić wszystko za sobą. Przynajmniej do pewnego stopnia. Wiadomo, pewnych wydarzeń nie da się tak po prostu zapomnieć, przestać o nich myśleć. Na to potrzeba znacznie więcej czasu niż ledwie kilku dni.
Czasami w grę wchodzą nawet i długie lata.
Na pierwsze od kilku tygodni spotkanie Klubu Ślimaka, Robert przyszedł w towarzystwie kilku innych ślizgonów. Nie był wśród nich tym najgłośniejszym, ani też najbardziej rzucającym się w oczy. Te określenia zresztą zdawały się zupełnie do niego nie pasować. Mało się odzywał, prawie nigdy nie wychodził przed szereg. Z książką w ręku, zajął miejsce nieco na boku, ale zarazem znajdujące się na tyle blisko znajomych, żeby słyszeć o czym mówią. I móc ich obserwować. Robert od zawsze lubił przyglądać się ludziom - obserwować ich zachowania, reakcje. Dostarczało to całkiem sporej ilości informacji. Wystarczyło tylko wyciągnąć po nie rękę.
- Ja słyszałam, z dobrego źródła, że on nie tylko... wiecie... no... - słowa należały do blond włosej uczennicy czwartego roku. - ...ponoć chodził na zapasy z Trollami do Zakazanego Lasu. I w dormitorium hodował wilkołaki.
Na to zaśmiał się rudowłosy chłopak.
- Jak hodował? Nikt by tego nie zobaczył? Niby jak? - zdawał się nie być przekonany co do tych rewelacji. Podobnie zresztą jak sam Robert, który słysząc to wszystko nie powstrzymał się przed cichym prychnięciem. Nawet przerwał lekturę. Zamiast siedzieć z nosem w książce, zaczął przyglądać się znajomym.
- Nie wiem jak, ale nikt wcześniej nie zobaczył! - upierała się. Słysząc prychnięcie Roberta, spojrzała w jego kierunku. - Nie mów, że w to nie wierzysz. Sam przecież byłeś przy tym jak Tom mówił...
No i tyle byłoby z tego całego przyglądania się całej rozmowie. Z westchnięciem odłożył książkę na parapet, z którego jednocześnie zeskoczył. Może to i lepiej, bo jeszcze chwila, może dwie lub trzy, i zostałby z niego pogoniony przez nauczyciela, który za właściwe miejsce do sadzania czterech liter uważał wyłącznie krzesła. Na szczęście Slughorn jeszcze nie dotarł na miejsce.
- Mówił też wiele innych rzeczy. - uciął. Podszedł do nich nieco bliżej. - ale o ile mi wiadomo, nie miał za współlokatora półolbrzyma z Gryffindoru. Gdyby było inaczej, pewnie bym zauważył.
Dziewczyna aż się zapowietrzyła. Ona nie ma racji?
- Wątpię, żebyś widział cokolwiek poza tymi swoimi książkami. - wytknęła mu, jakże błyskotliwie. Robert na to zareagował tylko uśmiechem, który mówił wystarczająco dużo na temat tego, co o tej ripoście myślał. Szkoda było tracić na to czas. Rozmowę kontynuowali więc chwilowo bez jego aktywnego udziału.
W międzyczasie do salki weszła kolejna grupa uczniów. Tym razem byli to gryfoni. Obecność niektórych z nich budziła pewne wątpliwości. Ciężko było określić czym się wyróżniali na tle pozostałych uczniów. Gdyby miał taką możliwość, Mulciber przynajmniej kilku z nich skreśliłby z listy członków klubu. Przy paru kolejnych również miałby wątpliwości...
- Może powinnaś zapytać u źródła, skoro tak chętnie przekazujesz innym te bajki? - nagle znów się ożywił, spoglądając na blondynkę z tym błyskiem w oku, który wyraźnie mówił, że nie miał ochoty tego odpuścić. - Możemy zapytać... - tutaj spojrzenie przesunął w kierunku znajomej twarzy. Znajomej jako tako. - Peregrin? Te, McGonagall! - Nie czekając na zgodę blondynki, machnął ręką w kierunku młodszego chłopaka. Podejdzie do nich czy będą musieli sami udać się na audiencje?