05.01.2023, 18:38 ✶
Nie jest to właściwe miejsce na tę rozmowę..? Było wiele rzeczy, o których nie chciało się mówić w restauracji, przy jedzeniu. Dlatego nie zamierzał cisnąć. Rozumiał jak nikt inny. Co jednak było intrygujące to to, że nie mówiła, że NIE CHCE się tym dzielić, tylko nie chce robić tego tutaj. No dobra, przez tych kilka spotkań wyrobił sobie o niej też opinię, że to nie była kobieta, która robi rzeczy przypadkowo, a po tym potwierdzeniu z małą zemstą to już w ogóle. Natomiast…
- Możesz mi powiedzieć, albo sam się dowiem. - No i co? Zabrzmiało chamsko i niemiło. Ale Sauriel mylił szczerość z chamstwem. Wiedział, że jest chamski, ale dla niego - to była szczerość. - Nie tutaj, nie teraz. Mogę poczekać. Pick your poison. - W zasadzie to mówił to właśnie w dobrej wierze. Że wolał to jednak usłyszeć od niej, że dał jej w ogóle możliwość wyboru. Jasne - wybór żaden, co? Podstawienie pod ścianę, ot i fakty. Ale naprawdę rozpaliła jego zainteresowanie. Kim był mężczyzna, który miał dać jej odrobinęę więcej miłości w tym popierdolonym świecie niż on? Co się z nim stało? Jaka była ich relacja i czy była w ogóle? Czemu jej rodzicom miałoby być to na rękę? Chyba była to część zawodowej ciekawości. O ile bycie zabijaką można nazwać zawodem.
- Ay… z perspektywy to ma sens. - I było zrozumiałe. Kiedy ma się więcej informacji zaczyna się więcej rozumieć. Jak z tym niejedzeniem przy niej. Teraz on wiedział, że ona nawet nie wiedziała o zaręczynach - to była kompletna abstrakcja. No i wiedział, że nie wiedziała, że jest wampirem. Że… teraz wiedział o wiele więcej.
- Skąd mam wiedzieć? Nie znam cię, Victorio Lestrange. - Jeśli wierzysz jeszcze w szansę dla siebie to szukasz w ludzi pomocy. On nie widział tej szansy i nie wierzył w żadną pomoc. Widział więc w ludziach tylko słabości, które tylko mogą pociągnąć bardziej na dno. Ewentualnie interesantów, którzy będą znów od niego czegoś chcieli, a przecież już nie miał nawet czego dać. - Czyli mówisz, że twoja matka ma manię kontroli. - I że nią nie była. W zasadzie to nawet zaufał tym słowom. Powiedziała je w taki naturalny i przekonujący sposób… ale była oklumentką. Mogła być przy tym naprawdę dobrą aktorką. Chociaż na razie wydawało mu się, że takie daleko idące oskarżenia to już zwykłe bajkopisarstwo. - Już, chcąc nie chcąc, stałaś się moim kagańcem. - Nie chciała, nie zrobiła tego celowo, ale tak się stało. I tak - kark pamiętał pański kij. Ale nie powiedział tego z wyrzutem czy sarkazmem. Ot - tym swoim spokojnym, mrukliwie zblazowanym tonem. - A ty? Jak chcesz mnie traktować?
- Możesz mi powiedzieć, albo sam się dowiem. - No i co? Zabrzmiało chamsko i niemiło. Ale Sauriel mylił szczerość z chamstwem. Wiedział, że jest chamski, ale dla niego - to była szczerość. - Nie tutaj, nie teraz. Mogę poczekać. Pick your poison. - W zasadzie to mówił to właśnie w dobrej wierze. Że wolał to jednak usłyszeć od niej, że dał jej w ogóle możliwość wyboru. Jasne - wybór żaden, co? Podstawienie pod ścianę, ot i fakty. Ale naprawdę rozpaliła jego zainteresowanie. Kim był mężczyzna, który miał dać jej odrobinęę więcej miłości w tym popierdolonym świecie niż on? Co się z nim stało? Jaka była ich relacja i czy była w ogóle? Czemu jej rodzicom miałoby być to na rękę? Chyba była to część zawodowej ciekawości. O ile bycie zabijaką można nazwać zawodem.
- Ay… z perspektywy to ma sens. - I było zrozumiałe. Kiedy ma się więcej informacji zaczyna się więcej rozumieć. Jak z tym niejedzeniem przy niej. Teraz on wiedział, że ona nawet nie wiedziała o zaręczynach - to była kompletna abstrakcja. No i wiedział, że nie wiedziała, że jest wampirem. Że… teraz wiedział o wiele więcej.
- Skąd mam wiedzieć? Nie znam cię, Victorio Lestrange. - Jeśli wierzysz jeszcze w szansę dla siebie to szukasz w ludzi pomocy. On nie widział tej szansy i nie wierzył w żadną pomoc. Widział więc w ludziach tylko słabości, które tylko mogą pociągnąć bardziej na dno. Ewentualnie interesantów, którzy będą znów od niego czegoś chcieli, a przecież już nie miał nawet czego dać. - Czyli mówisz, że twoja matka ma manię kontroli. - I że nią nie była. W zasadzie to nawet zaufał tym słowom. Powiedziała je w taki naturalny i przekonujący sposób… ale była oklumentką. Mogła być przy tym naprawdę dobrą aktorką. Chociaż na razie wydawało mu się, że takie daleko idące oskarżenia to już zwykłe bajkopisarstwo. - Już, chcąc nie chcąc, stałaś się moim kagańcem. - Nie chciała, nie zrobiła tego celowo, ale tak się stało. I tak - kark pamiętał pański kij. Ale nie powiedział tego z wyrzutem czy sarkazmem. Ot - tym swoim spokojnym, mrukliwie zblazowanym tonem. - A ty? Jak chcesz mnie traktować?
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.