• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii Lake District [10.08.72] Windermere. Las przesiąknięty znanym złem

[10.08.72] Windermere. Las przesiąknięty znanym złem
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#41
20.06.2024, 18:08  ✶  
Patrick cofnął się o krok w chwili, w której zaklęcie Brenny końcowo oderwało głowę żywego trupa od jego ciała. Westchnął pod nosem, przyglądając się resztkom, które z niego pozostały. Na dłuższą metę wiedział, że postępował nierozważnie i powinien raczej – zamiast rzucać się przed Sebastiana, uciec się do magii, ale był chyba zbyt zmęczony, by się nad tym dłużej zastanawiać.
Zasadniczy problem polegał na tym, że niewiele wiedział o tym, co się właściwie działo w Ośrodku Windermere. Nie brał udziału w dziennych poszukiwaniach Owena Bagshota. Nie widział też wcześniej żadnego ataku roślinności. Ale słowa Brenny brzmiały groźnie.
Drgnął, czując dłoń Sebastiana na ramieniu. Odwrócił się w jego stronę. Zawinięta w koszulkę czaszka ciążyła mu w ręku. Gdyby nie był tak zmęczony, pewnie spróbowałby zażartować, zapytać czy to jakaś propozycja wspólnej kąpieli, ale tak uderzyło w niego tylko, że… no cóż, był brudny. To prawda. Ciężko było pozostać czystym, kiedy przez kilka godzin grzebało się w ziemi, wysilało mózg by uruchomić aurowidzenie i walczyło z szepczącymi do ucha głosami ludzi, których znał, kochał i na których uwadze mu zależało.
- Masz rację. Jak tylko wrócimy do ośrodka, obiecuję od razu wskoczyć do jeziora – odpowiedział Sebastianowi, kompletnie nie zdając sobie sprawy z tego, co w tym momencie działo się w jeziorze. Ba, zapominając nawet o tym, że przecież tylko co wiedział się, że jezioro owładnięte było czernią. – To ja powinienem zapytać czy wszystko w porządku. Przecież ty nie jesteś nawykły, wy obaj – tu posłał krótkie, uważne spojrzenie Peregrinusowi – wy obaj chyba nieczęsto uczestniczycie w takich rzeczach – zauważył.
W głowie Patricka odejście z tego miejsca jak najszybciej, było najlepszym możliwym rozwiązaniem. Dużo lepszym niż tkwienie tutaj i próba odprowadzenia na drugą stronę dusz uwięzionych w czaszce. Mimo usunięcia jej z ruin kościoła, to miejsce nadal wionęło czarną magią. Pewnie potrzebowało miesięcy, może lat, by dojść do siebie i na nowo się oczyścić.
- Nas nie zaatakowała – odpowiedział Atreusowi, zastanawiając się nad jego słowami. Bo w ogólnym rozumieniu to właściwie mogło mieć głębszy sens. Fiolet chronił i walczył z czernią. Mógłby więc atakować tych, których oblekała czerń. Ale chyba chodziło o różnicę w funkcjonowaniu pewnych rodzajów magii. Czarna Magia niszczyła. Fiolet chronił. Stewardowi wydawało się, że sam w sobie nie jest agresywny. Agresywny dopiero mógł się stać pod wpływem… Westchnął. – Chociaż, chociaż możesz mieć częściowo rację. To znaczy, zakładając, że czerń wpływała na tych, których oblekła bardziej, mogła ich prowokować do ataku. A wtedy fiolet by się bronił i również atakował.
Patrick pamiętał co czuł do Brenny przed zaledwie kilkoma minutami. I jak to było silne. Gdyby przebywali dłużej w swoim towarzystwie, naprawdę mógłby opacznie zrozumieć jej zachowanie i ją zaatakować. Może właśnie to tłumaczyło te tajemnicze śmierci? Może czasami czerń wygrywała na tyle, że owładnięty ją człowiek atakował drugiego, owładniętego fioletem? Jak to było? Martin Scott rozpłynął się w powietrzu, ale rozwleczone zwłoki jego dziewczyny Elodie Legrand znalazł ich przyjaciel.
Przez to, że był pochłonięty własnymi myślami, nieco odpłynął przy rozmowie reszty i powrócił do niej dopiero po dłuższej przerwie.
- Zaraz, wy naprawdę chcecie odprawiać egzorcyzmy tutaj? Wcześniej zrobiłeś to w zamkniętym pomieszczeniu i miałeś pomocnika – zauważył, spoglądając na Sebastiana.
I to nie tak, że nie wierzył w umiejętności Macmillana, ale no… tkwili w jakichś wyjałowionych przez czarną magię ruinach. Patrick wolałby nie testować cudzych umiejętności w takich okolicznościach. Choć jednocześnie – do czego mógł się szczerze przyznać, nie miał pojęcia jak magia Windermere zareaguje na niego, gdy wejdzie na teren ośrodka, niosąc zawiniętą w koszulkę kryształową czaszkę. I ten ostatni fakt wpływał na to, że tak kurczowo trzymał artefakt sam, zamiast oddać go Brennie lub Atreusowi na przechowanie.
nerd and proud
jednym okiem w przyszłość, drugim w zaświaty
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
Asystent, "Prawa Czasu"
Nadchodzi spowity smrodem dymu papierosowego. Na pierwszy rzut wygląda porządnie, codzienna elegancja w neutralnych kolorach… niekiedy może nieco wymięta. To zależy, ile spał, a cienie pod zielononiebieskimi oczami odznaczające się na cerze bladej jak prześcieradło podpowiadają, że niewiele. Palce poznaczone tu i tam rozmazanym atramentem, ugina się pod ciężarem ulubionej skórzanej torby, w której jest… wszystko. Średniego wzrostu (179 cm) postać młodego mężczyzny koronuje imponująca burza czarnych loków, które niewątpliwie są jego największą ozdobą.

Peregrinus Trelawney
#42
20.06.2024, 18:27  ✶  
Peregrinus naturalnie — jak i Brenna — nie uważał, że takie miejsca powinno się pozostawiać ot tak samym sobie. Szkopuł w tym, że osobiście niekoniecznie poczuwał się do obowiązku zadbania o zabezpieczenie Windermere. Ani nie znał procedur, ani nie miał w tym doświadczenia. Nie jego podwórko, nie jego dziedzina, niech się martwi Ministerstwo.
Przede wszystkim poczuwał się natomiast do tego, aby zabezpieczyć siebie, stąd bez entuzjazmu myślał o tym, że w sercu ośrodka wciąż może się toczyć się jatka, jak to zasugerowała brygadzistka. Ach, jak ciężko pisać przygodę postacią, która najchętniej by się zamknęła w domu i ignorowała świat, a gdyby zapłonął za jej oknem, zaciągnęłaby roletę.
— Nie — odpowiedział krótko, wzruszając ramionami, gdy Patrick zwrócił uwagę na to, że podobne przygody nie należały do peregrinusowej codzienności.
Nie tylko pod tym względem był w owym wesołym towarzystwie outsiderem. Bywał nim — na marginesie — w niemal każdym towarzystwie, nie czarujmy się. Wszyscy tutaj znali się, a on nawet nie próbował wcinać się do ich kręgu; w grupach większych niż dwu- czy trzyosobowe naturalnie trzymał się z boku. Jedyną osobą z tej zbieraniny, z którą miał wcześniej do czynienia, był Sebastian budzący w nim dodatkową sympatię dzięki wrażeniu, że mają do obecnej sytuacji podobne podejście. Znaczy się: Macmillan też zdawał się nie chcieć tu tracić życia, kończyn ani duszy.
Jedną nogą wróżbita był już niemalże poza ruinami, gotów szukać wyjścia z lasu — ponownie zgodny z Brenną co do kolejnych kroków, nieco mniej zgodny pod kątem motywacji ich podjęcia. Zatrzymała go jednak uwaga Atreusa. Zauważywszy, że Sebastian kręci się przy czaszce, zaciekawiony Peregrinus sam wrócił w głąb kościoła, aby mieć szansę przyjrzeć się temu, co zamierzał kuzyn.
Nie podejrzewał go o egzorcyzm w tym miejscu i okolicznościach. Sam Macmillan zresztą wcześniej powiedział, że rozwiązywanie tego problemu niekoniecznie powinno odbywać się w polowych warunkach. Jeśli istniał jednak sposób na zabezpieczenie takiego artefaktu, Trelawney chciał go poznać. O tak, to były ciekawostki, które interesowały Peregrina. Nie jakieś tam trupy i rozbłyski magii. Czarodziej dumał nawet przez chwilę nad prowizorycznym sposobem na obłożenie przedmiotu pieczęcią, która ograniczyłaby jego moc, ale z doskoku nie przychodziła mu do głowy metoda na praktyczne zrealizowanie takiego przedsięwzięcia wśród gruzowiska.
— Rzeczywiście coś zamierzasz? Są metody na to, aby ją doraźnie zneutralizować?


źródło?
objawiono mi to we śnie
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#43
20.06.2024, 18:47  ✶  
Zaiste, nie zamierzała wymagać od Pereginusa czy nawet Sebastiana zabezpieczania tego miejsca. Do środka powinni wpuścić raczej przedstawicieli Komnaty Śmierci, a Brygadzie dać otoczyć czar czarami… ale to była pieśń przyszłości: póki co Brenna raczej skupiała się na tu i teraz.
– Nic z nią teraz nie zrobimy – odparła, opuszczając różdżkę. Dopiero teraz opuściła też wzrok na moment na dłoń, gdy adrenalina opadła, zaczynając czuć pieczenie zdartej skóry. – To co jest w środku… wymaga ostrożności. Nie wolno jej zniszczyć, a potrzebnego rytuału nie możemy odprawić tu i teraz. Chyba że chcecie zabrać ją do Ministerstwa, ale teleportacja stąd może być z nią ryzykowna.
Musieli odesłać duchy, które się w niej kryły na drugą stronę, dokładnie tak samo, jak ostatnim razem. A do tego będą potrzebowali odpowiednio przygotowanego pomieszczenia, nie kościoła wypełnionego czarną magią, i pożyczenia stażystki z jednego z innych wydziałów. I wiedzieli o tym wszystkim z Patrickiem głównie dlatego, że już raz to wszystko przechodzili.
Chyba że tym razem okaże się, że bezpieczniej poczekać na Samhain albo Sebastian jednak na tyle zwiększył swoje umiejętności, że tym razem miał dać radę w pojedynkę – Brenna zwróciła na niego nieco pytające spojrzenie. Jeśli szło o nią, bardzo nie chciała próbować uwalniać dusz i otwierać wejścia do Limbo w kościele wypełnionym czarną magią. I w tej chwili wszystko wyrywało się w niej do powrotu i sprawdzenia, czy Basilius i Isaac przeżyli. Ale też prawda była taka, że Pereginus i Sebastian wiedzieli od niej dużo więcej o Limbo, a ten drugi przeprowadzał rytuał i gdyby się uparł, że to najlepsze ku temu miejsce, pewnie by się nie sprzeczała.
A jeżeli próbowaliby tutaj zrobić coś takiego albo po prostu zostać w miejscu, gdzie wciąż mogliby być nieumarli, nie mogła tak po prostu stąd wybiec z powrotem i zostawić tu wymęczonych aurorów oraz dwójki cywilów samych.
Fiolet, czerń. Brenna nie czuła wpływu ani fioletu, ani czerni – mogłaby przysiąc, że wszystko, co czuje, to jej własne emocje. Ale nie chciała się teraz nawet nad tym zastanawiać, podobnych myśli miała w głowie wystarczająco wiele i bez Windermere.
– Rośliny wściekły się, gdy jakiś człowiek zaczął podpalać kemping. Gałęzie oddzieliły las, i nas odcięły od innych, a Sebastian i Pereginus… powiedzieli, że źródło tego wszystkiego jest tutaj i że Patrickowi coś grozi. Może już jest spokojnie…
…a może wcale nie. Albo ktoś ucierpiał.
– Czaszka czarnoksiężnika zniekształciła zaklęcie ochronne. Potężne i znacznie starsze, ale wolałabym o tym nie rozmawiać teraz – powiedziała cicho, rzucając spojrzenie w stronę wyjścia, do którego już zaczął ruszać Trelawney. Wymiana informacji wymianą informacji, ale w tym miejscu wisiała czarna magia, a ona w duchu panikowała coraz bardziej i z trudem trzymała tę panikę w ryzach: na myśl o tych wszystkich ludziach, którzy pozostali za ścianą roślinności. I póki co nie wpadła jeszcze na to, że magia fioletu może nie przyjąć z radością wniesienia czaszki na kemping.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#44
20.06.2024, 19:40  ✶  
— Odrobina dysocjacji i człowieka przestaje zaskakiwać cokolwiek, co ma związek z waszą dwójką — odpowiedział Patrickowi, ciesząc się, że chociaż jeden z pracowników Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów nie pchał się z powrotem do lasu.

Fiolet chroni, ale czerń... Niszczy?, dokończył za Atreusa w myślach, wyłuskując z jego słów tę jedną informację. Nie miał zbyt dużej wiedzy na temat aur, bo i nie w tym się specjalizował, toteż ciężko było mu ocenić czy sytuacja, jaką opisywał czarodziej, w ogóle była prawdopodobna. Zostawił to reszcie drużyny.

— Ja... — zaczął ostrożnie, gdy dotarło do niego pytanie ze strony Atreusa, jednak zanim zdołał sformułować jakkolwiek logiczną wypowiedź, przerwano mu. — Nie! Oczywiście, że nie! — Wykrzywił usta, otwierając przy tym nieco szerzej oczy, jakby nie spodziewał się, że ktokolwiek pomyśli, że zdecydowałby się na taką durnotę. — Nie zamierzam nawet próbować otwierać tutaj przejścia. Cały teren cuchnie spaczeniem i czarną magią! To byłoby jak gotowanie w płonącej kuchni.

Pokręcił kategorycznie głową.

— Trzeba ją zabezpieczyć przed transportem do Ministerstwa. Możemy spróbować ją delikatnie zaekranować magią rozpraszającą i ograniczyć jej wpływ, do czasu, aż nie przeniesiemy jej w bezpieczne miejsce. Przy odrobinie szczęścia nie zaburzymy tej cholernej siatki zaklęć, która utrzymuje zawartość w ryzach — kontynuował powoli, tak żeby do każdego uczestnika wyprawy dotarło, co miał na myśli. — Blokada nie będzie perfekcyjna, ale powinna wystarczyć na krótki okres. Jak Matka pozwoli - do czasu odstawienia jej do odpowiedniej sali w gmachu Ministerstwa. Mankamentem tego planu jest to, że do tego czasu właściciel może potencjalnie dalej korzystać z jej... korzyści.

Zerknął na Brennę, Patricka oraz Atreusa. Nie miał pojęcia, jak dużo na temat poprzedniej kryształowej czaszki wiedział Bulstrode, toteż nawet nie wiedział, czy powinien go o cokolwiek pytać. Wprawdzie mógł mieć jakiś genialny pomysł, ale bez podstawowej wiedzy na temat tego, jak przebiegła sprawa artefaktu znalezionego na bagnach, raczej nie byłby w stanie zajść za daleko ze swoimi dywagacjami. A więc to ograniczało jego źródło informacji do dwóch osób: Brenny i Patricka.

— Macie jakiekolwiek pojęcie, jak to się tutaj znalazło? — spytał, wskazując ruchem podbródka na zakrytą czaszkę. — To ten sam czarnoksiężnik co ostatnio? Inny? Jeśli mam rzucić na czaszkę, chociaż pół czaru, to muszę wiedzieć, czego się spodziewać. — Na koniec zawiesił spojrzenie na Patricku. — I jestem bardzo ciekawy, jak to jest, że akurat ty wpadłeś na jej trop. Znaleźliście dowody na istnienie kolejnej farmy dusz, jak na mokradłach? To o to chodzi w tych śmierciach w okolicy?

W przeciwieństwie do Brenny nie miał najmniejszych oporów przed tym, aby publicznie rozprawiać o szczegółach ich poprzedniej współpracy. Owszem, uwielbiał zasady, regulaminy i reguły, bo nadzwyczaj ułatwiały mu pracę w Ministerstwie Magii, jednak praca w terenie sprawiała, że dokładne wytyczne względem takich incydentów nagle się zacierały. Poza tym, jakby na to nie patrzeć, każda osoba powołana do pomocy w Windermere przez przedstawicieli Ministerstwa Magii mogła potencjalnie zostać nazwana niezależnym specjalistą. Teoretycznie więc powinni podejmować decyzje na temat swoich działań przy posiadaniu jak największej ilości informacji. Dla własnego bezpieczeństwa.

— Gdzież by tam, jeszcze się dowiemy czegoś pożytecznego — parsknął z przekorą na słowa Brenny. Po chwili dodał głośniej: — Tak czy siak będziemy musieli dostać się z powrotem do ośrodka. Chyba że planujemy przejść przez las i wyjść gdzieś poza granicami Windermere. Chociaż nie wiem, jak mugole zareagują na to wszystko... Jeśli nalegasz na to, żeby przebić się do reszty, to część drogi, tak czy siak, trzeba będzie odbyć razem.

Czy to nerwy? A może po prostu zdystansowanie się od całej sytuacji, żeby podejść do niej na zimno, niezbyt mu wychodziło? Macmillan przykląkł na jedno kolano przed czaszką i wystawił ku niej dłoń, nie zahaczając jednak o materiał nawet opuszkami palcami. Przymknął oczy, starając się skupić na znajdującym się przed nim artefakcie. Szukał... czegoś. Jakieś sygnatury. Wizji. Odbicia ze strony zaświatów, czegoś, co wskazałoby mu, czy czaszka jest taka sama jak poprzednia.

(Percepcja): Wyczucie czaszki? x2
(tbh, nie wiem, czy nawet na to powinienem rzucać, ale jakoś nie mam lepszego pomysłu XD)
Rzut Z 1d100 - 96
Sukces!

Rzut Z 1d100 - 38
Slaby sukces...
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#45
20.06.2024, 21:28  ✶  
Atreus najchętniej rozłupałby te czaszkę młotkiem, tu i teraz, jeśli tylko okazałoby się że to wystarczy by się jej kategorycznie pozbyć. Coś w nim chciało, żeby zająć się nią jak najszybciej, czy to samo zmęczenie, które było wynikiem jej działania, czy może niechęć do wszystkiego co było w stanie wysmarować aury na czarny kolor. Miał trochę nadzieję, że ten rozpadający się kościółek wystarczy, żeby zmówić paciorek i odprawić stąd wszystko, co kłębiło się wewnątrz kryształowego artefaktu, ale no cóż, specjalistą przecież nie był. Dlatego pytał Macmillana co od nich potrzebuje.

- Mogę powiadomić Ministerstwo falami, że znaleźliśmy artefakt częściowo odpowiadający za to, co się tutaj dzieje i potrzebujemy pomocy w poprawnym przetransportowaniu go - powiedział, na wzburzone oskarżenia co do jego głupich insynuacji odprawienia rytuału tu i teraz, tylko wzruszając ramionami. Nawet w płonącej kuchni można było ugotować zjadliwy obiad, prawda? - Rzuciłem zaklęcie i chwilowo wychodzi na to, że w pobliżu nie ma kolejnych nieumarłych. Ale ile ten stan będzie się jeszcze utrzymywał - tego nie wiem. - jego spojrzenie prześlizgiwało się pomiędzy resztą pracowników ministerstwa i Peregrinusem, chociaż temu ostatniemu poświęcało najmniej uwagi. - Jesteś w stanie sam ją zaekranować? - zwrócił się znowu bezpośrednio do Sebastiana. To nie tak, że nie wierzył w jego możliwości, ale był egzorcystą, a to chyba nie obejmowało bycia też specjalistą od zabezpieczania magicznych artefaktów. Tym bardziej takich cuchnących czarną magią.

- Niemniej jednak, nie zabierałbym jej aż do ośrodka. Jeśli rośliny gwałtownie reagują na przejawy agresji, a dodatkowo to jakieś zaklęcie chroniące zostało przez czaszkę już wypaczone, niesienie jej tam może mieć nieprzewidziane skutki. Możemy zostać ranni, doprowadzić do obrażeń u jeszcze większej ilości ludzi, albo w ogóle te czaszkę stracić w jakiś sposób, a potem nie być w stanie jej wyciągnąć, skoro wszystko tam żyje i chroni to miejsce. Równie dobrze tak bliska kolizja artefaktu z ochronnym zaklęcie może jeszcze bardziej wypaczyć jedno, drugie, albo oba. - w czasie jak mówił, sięgnął dłońmi do jednej z kieszeni i wyciągnął papierosa, odpalając go zaraz od różdżki. Miał wrażenie, że ręce mu się przy tym lekko trzęsły, ale szybko doszedł do wniosku, że to wynik zmęczenia. - Jeśli mamy ją przenosić, postawiłbym na jakieś obrzeża. Tam, gdzie czarna aura nie jest tak intensywna, ale fiolet też nie przeważa. W miarę neutralny grunt.

Wszyscy byli nerwowi i zmęczeni. Jego wzrok mimowolnie w pierwszej kolejności grawitował w stronę Brenny, której aura rozbłyskała paniką, a on, jak ostatni dureń, nie mógł tego zignorować.
- Po prostu szliśmy za aurami. Poszliśmy jak po sznurku, bo już z daleko było widać to miejsce - odpowiedział Sebastianowi mimowolnie. Rosnący w oddali czarny grzyb, odcinający się na jeszcze wtedy otaczającym ich fiolecie był dość ciężki do zignorowania. Przez dłuższą chwilę jednak wciąż patrzył na Longbottom, na otaczające ją barwne halo, aż wreszcie pokręcił głową. - Załóżmy te bariery ochronne i chodźmy. Możemy podzielić się tym co wiemy po drodze, a szybciej dotrzemy do ośrodka niż to zrobimy dywagując tutaj. Niby są tam inni przedstawiciele Ministerstwa, ale nie wiemy jak im idzie. - zaciągnął się papierosem, patrząc po kolei na każdego, żeby sprawdzić czy się z nim zgadzają jako tako, czy może mają inny koncept. - Zawsze można spróbować też skontaktować się z kimś z falami. Zanim was oddzielono od reszty widzieliście kogoś z naszego departamentu?
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#46
20.06.2024, 22:56  ✶  
Cóż, w zasadzie to Patrick pytał Peregrinusa jak się czuje a nie o to czy często wybiera się na poszukiwania czarnomagicznych artefaktów ze zgrają mało znanych sobie ludzi. Choć odpowiedź „nie” dużo mu podpowiedziała na temat jego prawdopodobnego samopoczucia.
Posłał Sebastianowi rozbawione, choć bardzo zmęczone spojrzenie.
- Naprawdę sądzisz, że którekolwiek z nas robi to celowo? – zapytał tylko. To pewnie przez ogarniające go zmęczenie, ale nawet nie poczuł się tak zirytowany, jak właściwie powinien. Było mu raczej przykro. Ostatnie kilka godzin było na tyle okropnych, że najchętniej wróciłby do ośrodka, zamknął się w jednym z domków letniskowych, wziął szybki prysznic a potem runął na łóżko i przespał kilka godzin. Jeśli Sebastian naprawdę sądził, że wlazł do ogarniętych czernią ruin kościoła, bo lubił adrenalinę, to chyba ich znajomość była jednak dużo bardziej pobieżna, niż się Patrickowi wydawało. – Miałem fatalne ostatnie pół doby. Najpierw wpływała na mnie czerń wydobywająca się z tej przeklętej czaszki. Byłem przekonany, że ktoś kogo bardzo cenię i szanuję, chce mi wbić nóż w plecy. Potem razem z Atreusem przedzierałem się przez las, kopałem w ziemi, wysłuchiwałem szeptów o tym jaki jestem beznadziejny i jak bardzo wszystkim by ulżyło, gdybym nie wyszedł z Limbo. A teraz, kiedy szepty ucichły i udało nam się wyciągnąć tę przeklętą czaszkę z ziemi i być może przerwać to szaleństwo, zjawiasz się ty i najpierw każesz mi się umyć a teraz sugerujesz, że zrobiłem to wszystko dla zabawy? – Im dalej mówił, tym mówił ciszej, bardziej do Sebastiana niż do kogokolwiek innego.
Pokręcił głową. Naprawdę był tym wszystkim straszliwie zmęczony. Może to miejsce nadal na nich wpływało? Odwrócił się do Atreusa. Nie dziwił go jego pomysł. Gdyby nie to, że Patrick wiedział, co znajduje się w kryształowej czaszce, sam optowałby za tym, żeby ją zniszczyć. Zmrużył oczy, zastanawiając się nad tym, co właściwie powinni teraz zrobić. Bulstrode miał rację. Nie mieli żadnej pewności jak zareaguje magia ochronna, gdy wniosą na teren ośrodka czaszkę.
- Zajmowałem się tą sprawą z Brenną. Wydawało mi się, że to koniec sprawy, bo właściciel artefaktu nie żyje, ale… - wzruszył ramionami. Ale prawda wyglądała tak, że właściwie to nie wiedzieli ile takich czaszek rzeczywiście mogło być rozsianych i ukrytych po całej Wielkiej Brytanii. Może było tylko dwie? Albo gdzieś jeszcze skrywała się trzecia? Nie mieli szans na to, by go przesłuchać. – Po prostu szliśmy za aurami – powtórzył za Atreusem. – Nie miałem pojęcia czego szukamy. Nie w sensie fizycznym. Szukaliśmy źródła czerni. – Steward był więcej niż pewien, że znajdą żywego czarnoksiężnika. Nie spodziewał się kolejnej czaszki. Tamta sprawa była już przecież zamknięta i rozwiązana.
Zresztą, jakie to właściwie miało teraz znaczenie? Popatrzył po wszystkich, czekając do jakich konkluzji właściwie dojdą. W zasadzie, mogli się nawet rozdzielić. Brenna poleci na teren ośrodka windermere, on z Atreusem poszukają punktu aportacyjnego by przenieść artefakt do Ministerstwa Magii. Albo w jakieś inne miejsce, gdzie byłby bezpieczny do czasu, aż będzie można go wyegzorcyzmować.
- Brenno, możesz wrócić do ośrodka. Każdy z was kto chce tam wrócić, może to zrobić. Ja – popatrzył na Atreusa pytająco – My? Odstawimy czaszkę do Ministerstwa. Zabezpieczymy. Potem wrócę do ośrodka – opisał co zamierzał zrobić. – Wy – popatrzył na Sebastiana i Peregrinusa. – Dziękuję wam za pomoc. Mogę poprosić byście zachowali informacje o znalezisku w tajemnicy?
Co do sprawy zabezpieczania czaszki i tak dalej, nie zamierzał się wtrącać. Sebastian był tutaj specjalistą.

Sebastian


Znajdując się w pobliżu czaszki Sebastian czuł właściwie to samo, co w przypadku tej pierwszej, którą zajmował się w piwnicach Ministerstwa Magii. Była rodzajem naczynia, w którym czarnoksiężnik umieścił dusze, by w chwili potrzeby wzmacniać się nią. Sama w sobie nie wydawała się groźna, choć uwięzione w niej dusze, widoczne w formie mętnych obłoczków, poruszały się niespokojnie.
nerd and proud
jednym okiem w przyszłość, drugim w zaświaty
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
Asystent, "Prawa Czasu"
Nadchodzi spowity smrodem dymu papierosowego. Na pierwszy rzut wygląda porządnie, codzienna elegancja w neutralnych kolorach… niekiedy może nieco wymięta. To zależy, ile spał, a cienie pod zielononiebieskimi oczami odznaczające się na cerze bladej jak prześcieradło podpowiadają, że niewiele. Palce poznaczone tu i tam rozmazanym atramentem, ugina się pod ciężarem ulubionej skórzanej torby, w której jest… wszystko. Średniego wzrostu (179 cm) postać młodego mężczyzny koronuje imponująca burza czarnych loków, które niewątpliwie są jego największą ozdobą.

Peregrinus Trelawney
#47
23.06.2024, 11:45  ✶  
Peregrinus nie poczuł się wywołany do pytania o samopoczucie zadanego przez Patricka, bo padło ono zanim podmiot został rozszerzony z „ty, Sebastianie” do „wy”. Ale tak, można bezpiecznie uznać, że to: „nie” wystarczająco dobrze opisywało jego stan.
Dyskusji na temat aur od początku przysłuchiwał się raczej pobieżnie. Była to zupełnie nie jego dziedzina, więc pomijał szczegóły o układach kolorów, a wychwytywał same wnioski, jakie podsuwali czarodzieje.
Wysłuchał z uwagą objaśnień Sebastiana. Co do tego, że bezpośrednia ingerencja w czaszkę była ryzykowna, wszyscy się chyba zgadzali. Dłubanie w artefakcie wymagałoby prawdziwie misternej roboty grożącej fatalnymi konsekwencjami. Lecz być może to dłubanie nie było konieczne. Być może dałoby się ją zamknąć w odizolowanym środowisku, które zablokowałoby wypływające z niej energie, odgrodziło je od świata zewnętrznego.
Ze swoją sugestią Trelawney wstrzymał się jednak do czasu, aż Macmillan skończy badać przedmiot; wahał się do ostatniej chwili, czy warto wysuwać się przed szereg. Egzorcysta z pewnością miał większe doświadczenie z podobnymi artefaktami, a mimo że wróżbita odznaczał się pewną swobodą w posługiwaniu się runami i pieczęciami, to zawsze coś mogło pójść nie tak. Czterech obcych czarodziejów oglądałoby wówczas jego fiasko, a Peregrin był czuły na punkcie tracenia twarzy, szczególnie publicznie. W tym przypadku na szali stało jednak bezpieczeństwo, również jego własne, więc chowanie tego pomysłu w rękawie nie było zapewne najszczęśliwszym rozwiązaniem.
— Jeśli znajdziemy jakieś naczynie, coś, co ją pomieści i w czym można wydrążyć runy, mógłbym dla dodatkowej pewności spróbować ją w nim zapieczętować — podsunął ostatecznie, wybierając przezornie niezbyt ostre stwierdzenie. Mógłby spróbować, ale tylko spróbować. Żadnych obietnic. — Nie zaingeruje to wprost w sam artefakt, a ograniczy go i odetnie jego magię od świata. Jeśli nie w całości, to może chociaż w części.
Mimochodem mężczyzna odnotował, że według pracowników biura czarnoksiężnik odpowiedzialny za stworzenie czaszek nie żyje. Z kronikarskiego obowiązku odnotowane zostało również w jego wspomnieniach, że Patrick Steward był w tej scenie bez koszulki.
Mógł spodziewać się prośby o milczenie, ale niekoniecznie dobrze leżało mu składanie takiej obietnicy. Nie planował może sprzedawać tych informacji Prorokowi ani czynić ich anegdotką opowiadaną przy stole, lecz nie wykluczał, że po całodniowej nieobecności w pracy połączonej z doniesieniami prasowymi Dolohov mógłby go o Windermere zapytać. A poza tym… wydarzenia ostatniej doby kotłowały się w nim i miał poczucie, że remedium na niespokojną głowę byłoby właśnie wygadanie się komuś. Ze wszystkiego, od początku do końca. Od razu przyszła mu do głowy Millie Moody, na którą być może obowiązywałaby nawet dyspensa. Co natomiast nieco ujmowało atrakcyjności temu planowi: sprawy między nimi zostały po weselu Blacków w dziwnym miejscu.
Nie odpowiedział więc na prośbę od razu, choć też nie zwlekał przesadnie, aby nie wyszło to podejrzanie.
— Zachowam dyskrecję. — Na miarę możliwości. — I zakładam, że nie będzie sensu dopytywać później o dalsze losy sprawy — skwitował z bladym uśmiechem, ni to pytaniem, ni to stwierdzeniem.
Domyślał się odpowiedzi. Pozostawało zaakceptować, że jego historia z tematem Windermere w tym miejscu się zapewne skończy. Akurat w momencie, w którym przestawała mrozić krew w żyłach.


źródło?
objawiono mi to we śnie
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#48
23.06.2024, 12:05  ✶  
- Sebastianie Macmillan, ta sprawa była prowadzona przez ministerstwo i jako taka poufna – powiedziała Brenna. Sebastian nie złościł jej, gdy ją obrażał albo marudził, natomiast teraz owszem, zdołał ją rozgniewać: nie tyleż słowami, a tym, że obawiała się, że każde wypowiedziane tutaj słowo, trafi do Vakela Dołohova, a kto wie, co z nimi ten zrobi. Nie przejmowała się jego pretensjami, które dotknęły Patricka, ale już miała sporo obaw odnośnie tego, że rozejdą się opowieści i ktoś uzupełni w nich luki. Voldemort naprowadzony na trop na pewno wiedziałby, co zrobić dalej.– Może opowiesz jeszcze przedstawicielom prasy, co dokładnie trzeba zrobić, aby zyskać więcej mocy za pomocą nekromancji i mordowania ludzi? Życzysz sobie więcej takich przypadków? Voldemorta, próbującego powtórzyć tę sztuczkę?
W jej oczach Sebastian opowiadając o tym przy kimś, kto nie musiał trzymać gęby na kłódkę – a on jako przedstawiciel Ministerstwa z powinien – mógł sprawić, że wieści się rozpowszechnią i ktoś inny poskłada fakty i spróbuje podobnych eksperymentów. Zabicie odpowiedniej ilości osób, uwięzienie dusz, umieszczenie tego wszystkiego w miejscu mocy, to były już dostateczne wskazówki. A naprawdę teraz była wytrącona z równowagi: bała się o ludzi na kempingu i była zła na siebie, że ostatecznie nie spróbowała przebić się z powrotem.
- Byłam z Prewettem. Las oddzielił nas od niego i Bagshota... to znaczy Isaaca Bagshota, nie Owena. Rośliny reagowały agresywnie na rzucanie w nie zaklęć. Są tam też Morpheus, mój brat i Millie, i jakaś Weasleyówna, ale chyba żadne z nich nie zna fal.
Nie była pewna, kto jeszcze przebywał obecnie w ośrodku, mogło dojść do jakichś przetasowań, a i skupiona na sprawdzaniu okolic lasu i potem Carlise, nie miała okazji przekonać się, jaki dokładnie skład posłało Ministerstwo. Wiedziała głównie, kto z Zakonu kręcił się w pobliżu i to, że tam byli, martwiło ją tylko jeszcze mocniej.
Mimo to zawahała się, kiedy Patrick powiedział, że pójdą do Ministerstwa. Przypatrywała się przez chwilę to jemu, to Atreusowi, bo słowa Stewarda uświadomiły jej, ile czasu musieli tu spędzić – i że czaszka oraz czerń miały na ludzi wpływ, którego nie mogła się spodziewać, gdy została dotknięta jedynie przez fiolet. Tak, chciała biec do ośrodka, najlepiej natychmiast. Ale nie była wcale pewna, czy na cokolwiek się tam przyda, a wolałaby aby nie skończyło się tak, że ona pobiegnie na kemping, a tymczasem aurorzy skończą rozszczepieni albo opętani. Może to były tylko słowa rozbrzmiewające w głowie, ale podszyte czarną magią mogły namącić w głowie. Musiały namącić im w głowach, skoro Patrick w ogóle przyznawał, o czym szeptały.
Chciałaby zapewnić, że to nie była prawda, ale to nie był na to ani czas, ani miejsce.
– Na pewno czujecie się na siłach? – zapytała, a potem rozejrzała się po tym cholernym kościele. Po ruinach, wzniesionych przez biskupa, zapewne miejscu mocy. – Wyjdźmy stąd, przede wszystkim – zaproponowała. Nawet jeżeli czerń opadała, wciąż czuła się tutaj nieswojo, a Patrick i Atreus po tylu godzinach szeptów, powinni opuścić to miejsce jak najszybciej. – Jeśli aportować się do Ministerstwa albo nakładać runy, to nie w tym miejscu.
I tak, też odnotowała, że Patrick Steward nie ma koszulki, ale to akurat było najmniej ważne.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#49
23.06.2024, 21:07  ✶  
— Szczerze wątpię, aby prasa miała cokolwiek do gadania względem tych artefaktów. Podejrzewam też, że w dzisiejszych czasach opublikowanie jakiegokolwiek poradnika do nekromancji spotkałoby się z bardzo surowymi karami — poinformował Longbottomównę, unosząc wymownie oczy w górę, gdy próbowała go pouczać. — Pragnę też zauważyć, że znalezienie tutaj ciebie nie było żadnym pewnikiem. A jeśli ujawnione informacje miały komukolwiek zapewnić chociaż trochę większe bezpieczeństwo w ramach tego śledztwo, to uważam, że była to bardzo dobra decyzja.

Zniszczenie czaszki nie przyniosłoby im niczego dobrego. No, chyba że Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów uważał, że rozpędzając pochwycone przez artefakt dusze na cztery wiatry, bez jakichkolwiek informacji na temat ich tożsamości, załatwi sprawę. Otóż nie załatwi: znając standardy pracy Ministerstwa Magii, zostałoby wszczęte śledztwo dotyczące pokrytego kryształem naczynia na dusze, które potem przerodziłoby się w szukanie winowajcy, który je zniszczył. Poza tym nie było wiadomo, jak magia spajająca kryształową czaszkę zareaguje na brutalną próbę jej zniszczenia. Jedno nieprzemyślane uderzenie młotka mogło skończyć się tragicznie.

— Tak będzie najlepiej. — Pokiwał głową na pomysł Atreusa. Ściągnięcie specjalistów z Ministerstwa Magii przy pomocy fal na pewno było logiczniejszym wyborem niż targanie czaszki do Londynu na własną rękę, biorąc pod uwagę, że co poniektórzy dalej mieli w Windermere wiele do roboty. — Mogę. Chyba że ktoś inny się poczuwa, to mogę pokierować tę osobę w taki sposób, żeby niczego nie uszkodziła. Przynajmniej mam taką nadzieję.

Rozejrzał się po reszcie grupy, jakby szukał kandydata, który nagle okaże się geniuszem w kwestii magii rozpraszającej. Zanim zdołał jednak kogoś wyłapać, odezwał się Patrick. Oczy Sebastiana momentalnie rozszerzyły się w zaskoczeniu, gdy został zasypany dosyć mało przyjemnym zestawem słów. Otworzył usta, jakby chciał od razu skontrować argumenty przyjaciela, jednak zaraz je zamknął, dając sobie dodatkową chwilę na przemyślenie, tego co właściwie chciał powiedzieć.

— Nie powiedziałem, że to zabawne — odparł sucho na krytykę Stewarda, pochylając lekko głowę, jakby chciał w ten sposób nie dopuścić do skrzyżowania spojrzeń między nimi. — Chodziło mi tylko i wyłącznie o to, że biorąc pod uwagę waszą historię pracy, trudno być zaskoczonym, kiedy znajdujecie się w centrum kolejnego incydentu.

Aż trudno uwierzyć, że żadne z was nie było obecnie podczas próby poświęcenia kapłanki w Stonehenge, dokończył z przekąsem, zostawiając sobie jednak ten epilog dla siebie. Nie uważał, żeby powiedział coś okropnego. Próbował racjonalizować sobie uwagę czarodzieja, wmawiając sobie, że to po prostu nerwy. Nie powinien mieć mu tego za złe. Każdy człowiek miał jakieś granice. Każdy człowiek mógł mieć gorszy dzień. Po prostu pod natłokiem zdarzeń w Windermere doszło do ich naruszenia. W wykonaniu Sebastiana.

A jednak uwaga zabolała i sprawiła, że Macmillan mimowolnie wycofał się do swojej skorupy. Usta wykrzywiły się minimalnie w grymasie, ramiona mężczyzny nieco opadła, ale nie trzeba było być aurowidzem, aby wiedzieć, że zupełnie zmieniła się energia otaczająca Sebastiana. Zupełnie jakby próbował przylgnąć do ściany kościoła i wtopić się w nią, aby stać się kompletnie niewidzialnym dla otoczenia.

— Poprzednia czaszka. Wtedy też były takie niespójności z aurami? — spytał, nie odwracając wzroku od zakrytego artefaktu.

Ku własnemu zdziwieniu nie wyczuł żadnych większych odstępstw od normy w porównaniu z egzemplarzem znalezionych na Mokradłach pod Little Hangleton. Spodziewał się czegoś zgoła innego. Jakiejś luki. Niedoskonałości. Wyziewu w siatce zaklęć, które pozwalały zamknąć w naczyniu więcej niż jedną duszyczkę. A jednak pozostawała taka sama. Kunszt rzemieślniczy nie z tej ziemi. Z drugiej strony samo istnienie drugiego tak idealnego artefaktu powinno ich wszystkich martwić. Kto wie, czy nie było ich więcej?

To dopiero byłby problem, pomyślał bezgłośnie. Jeśli kopie były rozsiane gdzieś po całej Wielkiej Brytanii, powoli ściągając do siebie niewinne ofiary, aby pochwycić ich dusze... To jak darmowy bank energii magicznej, skoro właściciel poprzedniej czaszki był martwy. Westchnął przeciągle. W zależności od tego, czy ktoś z ich grona wyraził chęć zaekranowania czaszki za Sebastiana, czarodziej albo zrobił to samodzielnie lub udzielił konkretnych wskazówek, jak wpasować nowe zaklęcie w strukturę czaszki.

— Aha — rzucił sztywno, akceptując wymóg Stewarda, kiedy już byli gotowi do następnego kroku.

Przecież nie poleci zaraz do redakcji Proroka Codziennego, Astrolabium czy Horyzontów Zaklęć. Kusiło go, aby zasugerować umieszczenie czaszki w tej samej sali, w której wylądowała ostatnio, ale skoro Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów wolał robić wszystko na swoją modłę, to kim był, aby utrudniać im życie? Koniec końców i tak przyjdą z kolejną niezapowiedzianą wizytą, zapraszając go na kolejne egzorcyzmy lub szukając mu przywoływacza, który pomoże mu w otwarciu kolejnej wyrwy prowadzącej do Limbo.
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#50
25.06.2024, 03:48  ✶  
Atreus nie miał pojęcia co było między Patrickiem, Brenną i Sebastianem, ale wiedział że nie chce brać w tym udziału. A w szczególności nie teraz, kiedy wszyscy byli zmęczeni, on z Patrickiem mieli przeorane głowy przez to, jak kryształowa czaszka próbowała się bronić, a do tego znajdowali się w tym zrujnowanym kościółku.

Potarł zmęczony nasadę nosa, zastanawiając się za jakie właściwie grzechy, a potem zgasił niedopałek papierosa o najbliższą ścianę.
- Czyli nikt, z kim moglibyśmy się skontaktować - podsumował, bo któregokolwiek Prewetta nie miała tutaj na myśli, to nie przypominał sobie żeby jakimś z nich był w stanie rozmawiać falami.

- Zdaję sobie sprawę - znowu zwrócił się do Brenny. - że nie są to idealne warunki, ale po prostu zabezpieczmy tę czaszkę. O ile pan Trelawney nie nosi przy sobie jakiejś zmyślnej skrzynki, to pozostają nam zaklęcia. A jeśli stąd wyjdziemy i okaże się że tam jednak coś jest, zanim ją zabezpieczymy, równie dobrze może nam coś tutaj pierdolnąć - był zmęczony, ale mimo wszystko spokojny. Podszedł też zaraz do Sebastiana i jeśli nikt się nie kwapił, poprosił o instrukcje, chcąc razem z nim zaekranować artefakt, żeby było szybciej.

- My - przytaknął Patrickowi, kiedy ten zaczął podsumowywać kto co mógł zrobić. - Odstawimy, a potem wrócimy - bo nawet jeśli w głowie dudniło od paru ostatnich godzin, nawet jeśli był zmęczony, nie miał zamiaru rozsiąść się na dupsku, kiedy tylko znajdzie się w Ministerstwie. No chyba, że coś ważnego go miało tam zatrzymać na dłużej.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Atreus Bulstrode (1915), Brenna Longbottom (4966), Norvel Twonk (3563), Patrick Steward (2554), Peregrinus Trelawney (4121), Sebastian Macmillan (5306)


Strony (6): « Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa