• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 12 13 14 15 16 Dalej »
[14.02.1972] Jak być grzecznym w Walentynki

[14.02.1972] Jak być grzecznym w Walentynki
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#21
05.01.2023, 18:38  ✶  
Nie jest to właściwe miejsce na tę rozmowę..? Było wiele rzeczy, o których nie chciało się mówić w restauracji, przy jedzeniu. Dlatego nie zamierzał cisnąć. Rozumiał jak nikt inny. Co jednak było intrygujące to to, że nie mówiła, że NIE CHCE się tym dzielić, tylko nie chce robić tego tutaj. No dobra, przez tych kilka spotkań wyrobił sobie o niej też opinię, że to nie była kobieta, która robi rzeczy przypadkowo, a po tym potwierdzeniu z małą zemstą to już w ogóle. Natomiast…
- Możesz mi powiedzieć, albo sam się dowiem. - No i co? Zabrzmiało chamsko i niemiło. Ale Sauriel mylił szczerość z chamstwem. Wiedział, że jest chamski, ale dla niego - to była szczerość. - Nie tutaj, nie teraz. Mogę poczekać. Pick your poison. - W zasadzie to mówił to właśnie w dobrej wierze. Że wolał to jednak usłyszeć od niej, że dał jej w ogóle możliwość wyboru. Jasne - wybór żaden, co? Podstawienie pod ścianę, ot i fakty. Ale naprawdę rozpaliła jego zainteresowanie. Kim był mężczyzna, który miał dać jej odrobinęę więcej miłości w tym popierdolonym świecie niż on? Co się z nim stało? Jaka była ich relacja i czy była w ogóle? Czemu jej rodzicom miałoby być to na rękę? Chyba była to część zawodowej ciekawości. O ile bycie zabijaką można nazwać zawodem.
- Ay… z perspektywy to ma sens. - I było zrozumiałe. Kiedy ma się więcej informacji zaczyna się więcej rozumieć. Jak z tym niejedzeniem przy niej. Teraz on wiedział, że ona nawet nie wiedziała o zaręczynach - to była kompletna abstrakcja. No i wiedział, że nie wiedziała, że jest wampirem. Że… teraz wiedział o wiele więcej.
- Skąd mam wiedzieć? Nie znam cię, Victorio Lestrange. - Jeśli wierzysz jeszcze w szansę dla siebie to szukasz w ludzi pomocy. On nie widział tej szansy i nie wierzył w żadną pomoc. Widział więc w ludziach tylko słabości, które tylko mogą pociągnąć bardziej na dno. Ewentualnie interesantów, którzy będą znów od niego czegoś chcieli, a przecież już nie miał nawet czego dać. - Czyli mówisz, że twoja matka ma manię kontroli. - I że nią nie była. W zasadzie to nawet zaufał tym słowom. Powiedziała je w taki naturalny i przekonujący sposób… ale była oklumentką. Mogła być przy tym naprawdę dobrą aktorką. Chociaż na razie wydawało mu się, że takie daleko idące oskarżenia to już zwykłe bajkopisarstwo. - Już, chcąc nie chcąc, stałaś się moim kagańcem. - Nie chciała, nie zrobiła tego celowo, ale tak się stało. I tak - kark pamiętał pański kij. Ale nie powiedział tego z wyrzutem czy sarkazmem. Ot - tym swoim spokojnym, mrukliwie zblazowanym tonem. - A ty? Jak chcesz mnie traktować?


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#22
05.01.2023, 20:19  ✶  
- Oo? Brzmi jak wyzwanie – nie brzmiał miło, ale Victoria się nie obraziła, o dziwo. Ledwie uśmieszek wypłynął na jej usta. - A coś mi mówi, że lubisz wyzwania – z czystej przekory mogła mu powiedzieć, żeby w takim razie sam się dowiedział, może akurat doszedłby do prawy, bo Victoria nie miała pojęcia, czy to co wytworzył jej mózg, to rzeczywistość. Miała tendencje do myślowego galopu. Natomiast to było po prostu spostrzeżenie dotyczące jego osoby. - Jak jesteś taki ciekawy to ci powiem. Tylko nie tu i nie teraz – więc wybrała swoją truciznę, o ile to w ogóle był wybór. To raczej był wybór DLA NIEGO – bo mógł się dowiedzieć co myśli Victoria, którymi torami podąża jej umysł, albo mógł pomyszkować i dowiedzieć się prawdy nie zmąconej jej opinią.
- A chcesz poznać? – to właściwie było koronne pytanie: czy w ogóle chciał ją poznać. Czy w ogóle chciał wiedzieć jaką jest osobą, co lubi, jakie ma priorytety, czy mogłaby być jego kagańcem czy nie. W końcu twierdziła, że nie chciała. Tak naprawdę to musieli się o sobie dowiedzieć mnóstwa rzeczy, żeby to w ogóle miało szansę zagrać. I musieli pozbyć się uprzedzeń, pozbyć się myślenia, że to drugie jest niechcianym elementem. Victoria sama miała mnóstwo wątpliwości, nie wiedziała, w którą stronę się w ogóle obrócić. Ale albo się przystosujesz, albo zginiesz marnie. Ona nie chciała od niego żadnej pomocy, w zasadzie nic od niego nie chciała, nie w takim sensie. Bo chciała – chciała żeby nie zachowywał się jak dupek i żeby nie był jej katorgą. Tak, był wampirem. I miała czas pomyśleć o tym, z czym to się wiązało. Domyślała się, że kiedyś może przyjść taki czas, że będzie chciał jej krwi. Ale jakoś w perspektywie nie wydawało się to takie przerażające. - Tak, jeszcze nie zauważyłeś? – kobieta lekko pociągnęła za rękaw swojej sukni, a jak Sauriel już zauważył i to całkiem słusznie: Victoria nie robiła niczego przypadkowo. - To się nie powtórzy – teraz już wiedziała czego nie robić. Teraz już wiedziała, że po prostu będzie musiała sobie z nim poradzić sama jeśli zacznie fikać za bardzo w sposób, który nie będzie jej odpowiadać. Ale może to i lepiej – bo to będzie prawdziwie ich i tylko ich sprawa. Nie nikogo innego. - Ja? Chciałabym cię traktować normalnie. Nie jak wroga czy przeszkodę w moim życiu – chciała go taktować jako kogoś jej bliskiego. Chciała normalnej rodziny, albo chociaż jej namiastki. Chciała tego ciepła, którego brakowało jej w domu i którego nie miała komu okazać. Chciała wiele rzeczy – ale ich nie powiedziała. Bo nie chciała się zbłaźnić, nie chciała, żeby to zabolało. I tak jak on powiedział niewiele i zarazem wiele, tak ona też ograniczyła się do takiej podstawy, która była dla niej ważna na tę chwilę. I która też wiele mówiła.
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#23
05.01.2023, 20:44  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.01.2023, 20:50 przez Sauriel Rookwood.)  
Nie miało tak zabrzmieć, bo to nie miało celu rzucaniem wyzwań. Ale podobała mu się ta odpowiedź. Na tyle, że nawet zrobił klasycznego w swoim wydaniu smirka, rozsadzony na krześle i oparł o siebie paluszki palców. Niemal jak główny Boss, do którego postacie właśnie przyszły spuścić mu łomot, a ten siedział dumnie na swoim tronie. Z tym, że raczej mało było "dumy" w restauracyjnym krzesełku. Smirk był krótki, ale wyraźnie się odrysował na jego facjacie.
- Masz rację - lubię. - Złapała go. Bardzo dobrze tutaj trafiła i w zasadzie to też mu się spodobało. Choć nie powinno. W odniesieniu do zeszłych myśli chciał ją trzymać daleko, ale czuł, że przegrał. Rozsądek wygrał. Zaraz… to wygrał? Czuł, że przegrał, bo musiał się poddać, chociaż wiedział, że ta walka była bezsensowna. Autodestrukcja była wpisana w jego żyły zamiast krwi. - Potraktuję to jako wyzwanie. Ja poszukam. A ty mi potem powiedz. - Gdyby sama nie wyszła z tymi słowami to by tego nie zaproponował. Uważał to za zbyt śmiałe, że by się mogła obrazić. Ta kobieta go będzie zaskakiwać w przyszłości - taki wysnuł wniosek.
- To też nic osobistego. Staram się unikać ludzi. Poznawanie ich to przywiązanie się do nich. A przywiązania odbijają mi się czkawką. Ale ta, niech ci będzie. Chcę. - Niech ci będzie, że to powie na głos, że chce ją poznać. To nie była taka wielka chęć, to była maluczka doza ciekawości, jaka się w nim pojawiła po kilku ciekawych reakcjach Viki i połączenie tej logiki, że lepiej mieć w sobie jednak… chcoiaż nie-wroga. Ej, ale poczuł, że ją polubi. Że jeśli tylko zejdzie z niego strach przed jej reakcjami to ją polubi… i wtedy też takim skończonym dupkiem nie będzie.
Ten gest z rękawami sprawił, że czarnowłosy się na moment napiął. Powiódł wzrokiem na tym gestem, który dla jego instynktu wydał się nad wyraz… apetyczny? Chyba dobrze było to powiedziane. Apetyczny. Ale bardzo szybko się rozluźnił.
- Zobaczę lepiej jeśli położysz rękę na talerzu. - Za szybko na takie żarty? Tak? Nie?
Następne słowa były naprawdę ważne. Minimalistyczne, ale dopiero się poznali. Nie można kogoś takiego zarzucać na start tym, czego dokładnie się oczekuje. Od czegoś trzeba zacząć.
- Jestem chamski, ale jest nawet kilka debili, którzy mnie polubili. - Uśmiechnął się lekko. - Dogadamy się, Tori. Jestem pewien, że cię polubię. I ty mnie też. Zwłaszcza mój nieodparty urok osobisty.


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#24
06.01.2023, 21:06  ✶  
Swój swego pozna jak to mówią – bo ona też lubiła wyzwania, w szkole, poza nią. Może nie było to tak oczywiste, kiedy się na nią patrzyło, ale w gruncie rzeczy lubiła, kiedy mogła się w czymś sprawdzić, o coś zawalczyć. Kiedy było jakiekolwiek pole do manewru. Zawsze chciała być najlepsza, może nie każdym kosztem, ale lubiła wygrywać. Miała to wpisane w imię.
Odpowiedziała uśmieszkiem na jego uśmieszek. Równie krótko.
– W porządku – to się zgadzało, nie znał jej. I tak jak ona wcześniej profilaktycznie zakładała, że on ją chce obrazić, tak on zakładał, że ona się obrazi. Ale nic takiego nie nastąpiło. – Skoro chcesz robić z tego wyzwanie… to ile czasu sobie dajesz? – wniosek wysnuł prawdopodobnie prawidłowy; Victoria nauczyła się sprawiać pozory i tutaj też pomału się osmielała tego nie robić, tak więc zaskoczenia w przyszłości raczej były wpisane w tę relację.
– Ludzie przychodzą i odchodzą, zmieniają się priorytety w życiu – ale oni nie mieli tego luksusu, bo będą ze sobą związani. Rozumiała więc dystans do ludzi, to że nie chciał się do nich przywiązywać. I jednocześnie wiedziała, że w ich przypadku ta taktyka nie jest zbyt mądra. Ale tego nie powiedziała. Zastanawiała się, czy myślał podobnie do niej. Choć akurat ona nie miała problemu z przywiązywanie się do ludzi. Przekrzywia trochę głowę, przyglądając się mu – zaczęła się zastanawiać czy skoro trzyma tak wszystkich na dystans, to czy nie czuje się samotny… ale to było jedno z tych pytań, których, jak uznała, nie powinna teraz zadawać.
Gest z rękawami miał zwrócić uwagę na tę niewygodną suknię i ma to, że jej matka miała manie kontroli. W skrócie – że sama by się tak dzisiaj nie ubrała. Bo osobiście wybrała inną sukienkę, ale jak matka ją zobaczyła, to zrobiła się w domu mała awantura. I dlatego to jej ojciec, na całe szczęście, był przy drzwiach. Victoria w końcu odpuściła, bo nie chciało jej się wysłuchiwać matki i oto była, a najchętniej to by się tego ubrania pozbyła. Tym niemniej Victoria uniosła w konsternacji i rozbawieniu jedną brew i położyła dość dosłownie dłoń na talerzu, jako że ciągle był pusty.
– Teraz widzisz lepiej? – czy więc było za szybko… najwyraźniej nie, skoro na nie odpowiadała i nie robiła tej swojej miny wyrażającej niezadowolenie i wszystko inne.
– Nie przeszkadza mi to o ile nie przekracza się granic – bo można było być chamskim, a można było być po prostu bezczelnym i nieprzyjemnym. Tego nie chciała. – Mam taką nadzieję – odparła. Naprawdę miała nadzieję, że się polubią. Wiedziała że nie zniosłabym wiecznej zimnej wojny w domu. Że by się tylko dusiła. Że… – Ach tak? – uśmieszek znowu drgał gdzieś na jej ustach i w oczach. Był w tym momencie pewny siebie. I to z kolei podobało się jej.
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#25
07.01.2023, 15:35  ✶  
Oj nie, nie było oczywiste, a wręcz było dla niego całkowicie nieoczywiste. Nie powiedziałby tak o niej. Że ta kobieta lubi wyzwania. Że lubi się prężyć i pocić tylko dla własnej satysfakcji, żeby coś wygrać, żeby coś sobie udowodnić. Że potrafi.
- Zerwane narzeczeństwo Lestrange… - Wszystko zależało od tego, jak bardzo to cichutkie było, jak bardzo starali się to pogrzebać, czy było w mediach czy może jednak nie. Podejrzewał, że nawet jeśli było o tym cicho, to nie obyło się bez jakiegokolwiek echa. Nie było zupełnie rzadkie to zrywanie narzeczeństw, ale też nie było to szczególnie popularne. Ograniczała go jeszcze jedna rzecz: pogoda. Całkowicie realnie kalkulował swoje szanse. Środowisko czystokrwistych było w końcu bardzo hermetyczne. - Stawiam 5 galeonów, że dowiem się w ciągu 24 godzin i 10, że w 48. - Standardowa stawka, przynajmniej… kiedy robił zakłady z Lycoris. Lata, baaardzo długie lata temu, kiedy świat był jednak przyjaźniejszym miejscem.
Poznali się właściwie dość mocno na opak pod pewnymi względami. Sauriel bywał wręcz arogancki w pewności siebie, a wynikało to z tego, że było niewiele rzeczy, których się bał. I akurat na nią natrafił w kontaktach z nią. Negatyw. Mieli na siebie negatyw, a to było właściwie do przewidzenia. Jego przynajmniej poinformowano o tym narzeczeństwie. Jej - nie.
- Ano. - Fakt, przychodzili, odchodzili, zmieniali się. Takie to wydawało się proste. W takim ujęciu wręcz… banalne. Nie widział tutaj żadnej szerszej perspektywy dla siebie do wypowiedzenia prócz potwierdzenia. Bo to była całkiem smutna prawda. Taka, której nie chcesz przyswajać. Nie masz jednak wyboru. Bo faktom, chcąc nie chcąc, zaprzeczać się nie da. Może je tylko wypierać.
- Idealny kąt. - Wziął serwetkę, strzepnął ją, by się rozłożyła i wsunął sobie jej kraniec w rozpiętą pod szyję koszulę. Jak bogacz, który zabiera się za jedzonko. - Podano do stołu. - Tak, to był sarkazm, a czemu pytacie? Zaraz oczywiście tę serwetkę wyjął i nawet obdarzył ją zainteresowaniem - spojrzał na jej kolor, pomiętolił w palcach, żeby sprawdzić jej strukturę. A potem ją odłożył obok talerza. Dobra, tego też się nie spodziewał, że ją to rozbawi. I było całkiem dziwne. To dzisiejsze spotkanie przełamywało wrażenia z pierwszych spotkań. Uczłowieczało, jeśli tak mogę to w ogóle nazwać.
- Uznam to za pytanie retoryczne. Chyba nie myślisz, że zaprzeczę. Lubię uchodzić za man of word.


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#26
08.01.2023, 11:33  ✶  
Nic w tym dziwnego. Miał ją za grzeczną kujonkę, która o wszystko słucha się rodziców. Która jest sztywna jak widły w smoczym łajnie, która wyraża się tylko elokwentnie i grzecznie, która jest służbistką w mundurze zapiętym pod szyjkę. Za kobietę, która cieszy się na małżeństwo z kimś kogo nie zna, i która najchętniej nosiłaby tylko przytłaczające bogate stroje, mocny makijaż, i która brzydzi się ludźmi, którzy są jej przeciwieństwem: czyli takimi jak chamski Sauriel, który nic tylko żłopie alkohol i pali papierosy. No tak. Mając w głowie taki obraz drugiej osoby, trudno ją polubić. I trudno uznać, że lubi wyzwania.
– Niech będzie – och. Więc to wyzwanie nie tylko dla samej wiedzy, ale i z zakładem? W porządku. Skoro tak… Victoria zamyśliła się na kilka sekund. – A jak ci się nie uda w tym terminie, to przez jeden wieczór będziesz robić to, na co tylko mam ochotę – raczej nie było w tym nic głośnego. Victoria nie należała do głównego rodu, jej ojciec był młodszym z synów. No i co tu się rozpisywać… nie było żadnego skandalu, bo nie było żadnego zerwania. Victoria uśmiechnęła się nieznacznie do Sauriela. – Co ty na to? – i w tym ubawieniu nawet odrobinę przymrużyła te swoje sarnie oczy.
– Hahahaha – nie spodziewała się, że Sauriel odstawi tutaj teraz teatrzyk z przygotowywaniem się do jedzenia i wziął ją tym z zaskoczenia, stąd ten jej wybuch szczerego śmiechu. Cichego, dźwięcznego, może nawet uroczego, zwłaszcza wtedy kiedy jedną z tych dłoni uniosła, żeby zakryć swoje usta. Lodowa pani potrafiła się jednak śmiać. – Daj spokój, przecież wiem, że jest ohydna – w sensie ta sukienka, którą sama miała na myśli. Mało apetyczne danie. Prawdą było jednak, że to spotkanie było dziwne, bo zmieniało perspektywę. To była chyba ich pierwsza całkowicie pozbawiona wrogości rozmowa. I to taka, która pochłonęła ją na tyle, że nie zwracała uwagi na otoczenie – na inne pary, które tutaj dzisiaj siedziały przy świecach.
– Zapamiętam – choć czy faktycznie chciał za takiego uchodzić w pełni? Powiedział jej że jeszcze zatęskni za swoim poprzednim narzeczonym i nie mówił tego w przyjemny sposób. Tak jak odgrażał się, że teraz jest miły. A nie był. Dzisiaj było to dla niej widoczne jak niebo i ziemia.
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#27
08.01.2023, 14:15  ✶  
Lepiej by tego obrazu, jaki wykreowała Victoria, sam nie ujął!
Wyzwania jak wyzwania, ale zakłady dodawały takim wyzwaniom smaku. Podnosiły stawkę. Sprawiały, że czuć było dreszcz adrenaliny - chociaż adrenaliny już Sauriela nie dotyczyła. To była całkiem zabawna sprawa, nie czuć tego kopa w krytycznych sytuacjach. Za to docierał do niego całkowicie inny kop - ten związany z krwią. Natomiast stawka podbita przez Victorię zmieniała perspektywę tego smaku. To już nie było kilka monet, ale coś o wiele bardziej wartościowego. I to mu się podobało. Chociaż też znowu zapalało czerwoną lampkę. No bo czego mogła od niego chcieć? Nie znał jej. Nie wiedział, czy nie będzie chciała czegoś ośmieszającego.
- Wszystko? Nie. W granicach mojego poczucia zdrowego rozsądku - tak. Zgoda. - Wyciągnął do niej rękę na sztamę nad stołem, chociaż wcale nie powinno się tak robić w restauracji, tak nie wypadało! I zdawał sobie z tego sprawę. Ale teraz na nowo chciał dźgać Victorię. Ostroożnie sprawdzać te granice.
Okej, całkiem zabawne było to, że ją to bawiło. Znaczy - fajnie, bo w zasadzie to taki był tego cel, bo to był w sumie żart. Ale nie był jednak przyzwyczajony, że te chujowe żarty bawiły do stopnia… śmiechu. Więc tak teraz na nią patrzył i słuchał tego śmiechu. I mean - ze wszystkich rzeczy rozbawiło ją właśnie to. Coś, co w jego mniemaniu było w sumie dość okrutne i… przykre. Blow my mind. Tak, Victoria zdecydowanie miała sobą jeszczee wiele do pokazania.
- Sukienka czy nadgarstek? - Znaczy się wiedział, o czym mówiła,a le i tak lepiej było sprostować!
- Grozisz czy obiecujesz?


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#28
08.01.2023, 15:11  ✶  
Czegoż Victoria mogła od niego chcieć… Pewnie stanie się to kolejną rzeczą, która będzie mu spędzać sen z powiek i się tylko biedaczek zdenerwuje. Albo w druga stronę: może rozpali to jego ciekawość, będąc zamiennikiem adrenaliny. Kim była Victoria, która tak gładko zmieniła swój ton, ton tej rozmowy i tak bez zastanowienia rzucała propozycję niemalże nie do odrzucenia. Ale jednak odrzucić ją mógł – bo dała mu ku temu sposobność. Ta zaś pytała: stchórzysz? I czy stchórzy przed ewentualnymi życzeniami panny Lestrange, która, cóż… być może tylko sobie z nim pogrywała, samej badając granice? Tak jak mu powiedziała: ona też go nie znała i nie wiedziała, na ile może sobie pozwolić.
Udała, że się przez moment zastanawia i nawet położyła sobie palec na ustach w tym krótkim rozmyślaniu o tym, czy jej taki układ pasuje. W końcu jednak uśmiechnęła się szerzej i oderwawszy palec od ust, wyciągnęła przez stół swoją delikatną dłoń, zadbaną, z wypielęgnowanymi paznokciami, by uścisnąć tę, którą wyszedł jej na spotkanie Sauriel. jak już mówiłam – Victoria była tak pochłonięta tą rozmową, że nie zwracała uwagi na otoczenie, ani na to, czy wypada tutaj takie rzeczy robić czy nie. A nawet jeśli sami zwrócą czyjąś uwagę… no cóż, to trudno. W końcu były dziś walentynki, musieli wyglądać, jakby się dobrze razem bawili – w przeciwieństwie do tego co było półtorej miesiąca temu.
- No więc zgoda – odparła, a przypieczętować to trzeba było przecież jeszcze alkoholem, więc gdy puściła już dłoń Sauriela, dla którego jej własna chłodna dłoń musiała się wydawać ciepła, sięgnęła po swoją lampkę wina i upiła dwa łyki, nawet nieco wyżej ją unosząc, jakby udawała toast.
- Oczywiście, że sukienka! – naprawdę miał jeszcze bezczelnik wątpliwości co tu było ohydne? Bo nigdy tak o swoich nadgarstkach nie pomyślała, że są brzydkie. Nie były pulchne, ona cała nie była pulchna, tylko apetycznie szczupła. I gdyby nie ta paskudna suknia, która tak pasowała do tego miejsca, to może byłoby to jasne. - Hmm… A co wolisz? Żebym groziła czy obiecywała? – obiecywała, oczywiście, że obiecywała. Już mu powiedziała, że nie chce być żadnym kagańcem, więc jak mu miała grozić. Nie chciała tego robić. Już mu powiedziała, że uważa, że o rodzinę się dba, a nie posyła za kraty.
Kobieta ściągnęła dłonie ze stołu, kiedy kelner przyniósł jej zamówienie, a ona podziękowała grzecznie i zajęła się obiadem.
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#29
08.01.2023, 16:47  ✶  
Tak, rozpalało właśnie ciekawość. Tak jak cała ta sprawa. Ot - zabawa. To była forma zabawy, jakieś obudzenie się, czy przebudzenie z letargu. W takich chwilach życie powracało. Nie było prawdziwe, raczej ulotne, ale pozwoliło się skupić na obecnej chwili. I na tych, które mogły nadejść. To, że nie wiedział, czego się po niej spodziewać, tylko podnosiło stawkę gry. I to go kręciło. Jakby było co stracić w tym życiu. Jakby pojawiła się w końcu ta jedna rzecz, dla której warto zgrzeszyć.
- Tylko skoro tak podbijasz stawkę, moja jest taka sama. - Żeby nie myślała, że przy takiej stawce zostanie przy galeonach! Ha! Gra to gra. Hazard rozpalał żyły. Nie potrzebna była krew, żeby robiło się od niego cieplej. I tak, za to warto było wypić toast. Dlatego uścisnął jej dłoń i również wzniósł swoją szklankę, by popić tę ugodę. W takich momentach aż się chciało starać o sprawę.
Wzruszył ramionami na sukienkę, przyglądają się jej teraz. No sukienka jak sukienka. Czy była obrzydliwa? Na pewno nie w jego guście, ale on by w sukienki nie wskakiwał. I tka - jej dłoń była ciepła. Jak ciało każdego śmiertelnika. Przyjemnie, aż zbyt przyjemnie ciepła. Część tego głodu mieszała w myślach i bestia niemal szeptała czule do uszka, że jeśli tylko wypijesz krew to zrobi ci się cieplej. Że poczujesz się lepiej i będzie łatwiej. Ale to tylko ułuda. Łatwo było stać się kimś zupełnie innym po zostaniu potworem. Kiedy odkrywałeś, że tak naprawdę niewiele może cię zabić. I że naturalnie - żerujesz na innych.
- Zadziwię cię, ale ja sukienek nie noszę i się na nich nie znam. Ładne to to nie jest. - Brzydkie? Nie wiedział. Ale na pewno nie ładne. To jak z tą paletą kolorów - faceci rozróżniają tylko fajny kolor, chujowy i pedalski. - Moje chcenie czy niechcenie ma znaczenie? Łał, obrastam w piórka zachwytu. - Saurielowi tylko dać trochę swobody i cynizm powracał w trymiga. Nie dla wszystkich było to znośne. - W tym wypadku to obie wersje są tak samo złe, bo jeszcze wypomnisz mi to w momencie, w którym będę najmniej gotowy. - Jak to kobiety, potrafiły być cholernie pamiętliwe, że aż się człowiek za głowę łapał. - Kujonka Hogwartu musi być pamiętliwa. Zapytam cię pewnie za 10 lat o te walentynki a ty mnie ochrzanisz, że nie skrytykowałem tej “obrzydliwej sukienki”.


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#30
08.01.2023, 18:25  ✶  
– Jak chcesz – skoro chciał podbijać stawkę w ten sposób, to ona nie miała nic przeciwko. Dla niej to też była zabawa. Sama nie była hazardzistką, nie miała potrzeby by we wszystkim wygrywać, ale... Tym ale była ciągła chęć dążenia do perfekcji.Lubiła wygrywać, kto nie lubił… tyle tylko, że nie szła do celu po trupach, miała swoje hamulce. Miała refleksje, że druga strona też ma uczucia, a ona wcale nie chciała zadawać bólu. Przyparta do muru – tak, oczywiście, ale bez wyraźnej potrzeby mogła co najwyżej pokąsać i pozaczepiać pazurami.
- Naprawdę? A myślałam, że masz całą szafę sukienek – teraz i w jej głosie było słychać sarkazm. Zadziwiająco łatwo i gładko się dzisiaj przy nim rozluźniła. Zbyt gładko, zbyt mocno. To chyba przez ten zalążek szczerości. Tego, że teraz tak minimalnie wiedziała na czym stoi, że on nie jest taki zły – albo bardzo dobrze udawał. I kiedy tak się zapominało o poprzednich interakcjach… to miał rację. Można było odnieść wrażenie, że go polubi. A to już było coś, jakiś start. Perspektywa tego, że może nie będzie aż tak bardzo źle. Wciąż – wcale jej się do ślubu nie spieszyło, bogowie, znali się ledwo co!  Ale chciała go poznać. Bardziej niż z konieczności, ot… po prostu była ciekawa. I to wszystko sprawiało, że z rozluźnieniem przyszło też to, że i ona mniej się pilnowała. Nie była taka sztywna, taka oficjalna. Zupełnie z tym nie pasowała do swojego obecnego wyglądu. - No nie jest, ale Isabelle zrobiła awanturę – wywróciła oczami. W jej guście ta sukienka też nie było, więc była ich dwójka. W każdym razie taka była właśnie puenta – że jej matka miała manię kontroli wszystkiego i wszystkich. Victoria… niekoniecznie. Kagańca i smyczy więc nie planowała.
Zupełnie inaczej odbierała jego cynizm teraz, niż wcześniej. Wcześniej jeżyła się na każde słowo, bo były one przesycone złością i jadem. Teraz… Jakby to opadło. I to było trochę przerażające, bo kiedy odjąć złe nastawienie, to jej się to nawet podobało. Drake, jej poprzedni narzeczony, nudził ją do granic. Zawsze był taki… starał się być milutki. Był taki nijaki. Zachowywał się jakby nie wiedział co miał mówić, więc opowiadał o tym, co mówiła jego matka na to, albo na tamto, jakby w jego życiu była tylko ona. Nie był niemiły, skąd, ale Victoria wracała z tych spotkań zmęczona bardziej niż po całym dniu w Ministerstwie. Więc kiedy trafiła na chamskiego i bezczelnego Sauriela to myślała, że trafiła z deszczu pod rynnę, bo tak źle i tak niedobrze. Ale teraz… Nie chciała zapeszać, ale miała wrażenie, że chyba jednak nie będzie tak źle.
- A dlaczego ma nie mieć? – zadawała dziwne pytania, ale to był sposób by się poznać choć trochę. Zamiast siedzieć tutaj z listą i serią pytań o podstawy, ona wybrała teraz inną taktykę. Uśmiechnęła się za to widocznie znad talerza, trzymając w dłoniach nóż i widelec. Miał rację – obie opcje mogły się obrócić przeciwko niemu. - Hahahaha! Ale masz marzenia – parsknęła znowu śmiechem – tak znowu ją rozbawił i nawet puściła mimo uszu tę kujonkę. - Bardziej bym ci wypomniała twój przegrany zakład – teraz to ona go dźgała i się z nim drażniła. Znowu się uśmiechnęła, ale tym razem słodko i niewinnie. Oczywiście, że zakładała, że to on ten zakład przegra. - O tej sukience chciałabym zapomnieć jak najszybciej – pewne jednak było, że raczej będą mieli co wspominać. O walentynkach, dniu zakochanych, który zaaranżowały ich mamy – ale dla niej to bardziej byłby Dzień, W Którym Pierwszy Raz Rozmawiali Ze Sobą Normalnie. - To groźba czy obietnica? Pick your poinson. – oczywiście, że musiała mu odpowiedzieć w podobnym stylu co on jej. A potem puściła do niego oko.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Sauriel Rookwood (5972), Victoria Lestrange (6938)


Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa