Udało się Robertowi zamknąć temat, przypominając, że od śmierci Marty Warren, minęło prawie trzydzieści lat. Richard się na moment zawiesił, jakby informacja ta sprawiła, że mógł się mylić. Na przestrzeni tylu lat, mogło się wiele zmienić.
- Trzydzieści lat... Kiedy to tyle minęło.Zasiedział się w Skandynawii i zapomniał jak ten czas szybko zapierdalał. Aż westchnął.
- Dobra. Masz rację.
Zgodził się tym samym zakończyć temat. To nie był w sumie jego problem, nie jego córka, a z Hogwartem już dawno nie ma nic wspólnego. Ufał bratu, lecz potrzebował pewnych zapewnień, przekonujących argumentów.
Richard zapewnił Roberta, że po tej przygodzie będzie na siebie bardziej uważał i tutaj kochany braciszek postanowił trzymać go za słowo.
- No to teraz muszę tego słowa dotrzymać.Skoro tak powiedział wcześniej a brat zamierzał tego pilnować, nie miał innego wyjścia, jak tylko być tutaj grzecznym. Póki Śmierciożercy nie planują wycieczki na Skandynawię, tam im nic nie groziło. Zresztą Robert wspomniał, że nie powinni się niczym przejmować. Są czarodziejami czystej krwi i takich podobno nie ruszają.
Wyjaśnił mu z kolei kwestię nazewnictwa, słownictwa, jak się zwą Ci, co są od Lorda Voldemorta. Co jak widać, nazywają się różnie. A skoro nie były przedstawiane różnice, dla Richarda byli tej samej rangi.
Tutaj już kiwnął głową że okej, rozumie i skupił się na przedstawieniu swojego punktu widzenia ich działań, że najwyraźniej zaczęli robić coś nie po kolei? Ale to nie była w sumie jego sprawa. Brat chciał wiedzieć, przedstawił swoje zdanie i najwyraźniej czekał na reakcję? Odpowiedź? Opinię? Robert jednak wydawał się jakiś zamyślony w tym temacie. Co dało Richardowi pewne podejrzenia. Stąd rzucił mu pytaniem. Przy okazji sięgnął po kubek i upił łyk kawy.
Zdążył przełknąć, kiedy usłyszał odpowiedź. Odstawił kubek na blat stołu. Spojrzał na brata jakby nie wiedział czy on sobie z niego teraz żartuje czy mówił poważnie.
- Brawo braciszku. W końcu po trzech latach od śmierci ojca znalazłeś sobie nowe hobby. A tak poważnie, Robert. Serio? Ty i zabijanie szlam?O ile z początku przytaknął zadowolony bratu, tak w kolejnych słowach był już poważny. Czy to było coś, o czym jeszcze nie wiedział? Brat nie zdążył się pochwalić? Bo o ile pamiętał, nawet własnej żony nie potrafił dobrze doprowadzić do samobójstwa. No prawie mu się udało, ale trzeba było ją tylko popchnąć, znaczy, pomóc jej.
Przez tyle lat obaj się zmienili. Ale u Roberta te zmiany mogły być widoczne bardziej. Trochę nie pasowało mu to zabijanie. Czy może o czymś nie wiedział? Czy Robert faktycznie dołączył do tego ugrupowania po to, aby zdobyć się na tę odwagę? Miałoby sens.
- Robert. Bądź ze mną szczery. Nie ufasz mi?Jakoś Richardowi nie chciało się wierzyć, że pierw potwierdzał, że coś wie a teraz nagle, że coś gdzieś zasłyszał. Jakby nie chciał mu nic więcej powiedzieć. Ucinał tematy, odpowiadał i pytał krótko. To nie były te żywe rozmowy, co dawniej. Jak bardzo zmienił się jego brat?
Zapytał wprost odnośnie zaufania. Mógłby też wstać i udać się do pokoju brata, sprawdzić czy w garderobie faktycznie ma szatę śmierciożercy i maskę. Wolał jednak usłyszeć to od niego. Czy dołączył do nich. Czy rzucił kiepskim żartem.