• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 3 4 5 6 7 16 Dalej »
[1946] And his shadow dances along | Vakel & Morpheus

[1946] And his shadow dances along | Vakel & Morpheus
god (self-diagnosed)
If we swallow all the friends we have,
who will be there to blame
for things we've done

when the worlds collapse?
wiek
41
sława
VII
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
celebryta, widzący, twórca
Celebryta; Jedno z najbardziej znanych nazwisk Londynu. Nosi się w drogich ubraniach w gwieździste wzory, a jego ulubiony kolor to niebieski (najczęściej w ciemnych tonach, przeszywany złotą lub srebrną, błyszczącą nicią). Jest bardzo wysoki, ma ponad 180 centymetrów wzrostu i jest przy tym bardzo chudy, wręcz wychudzony. Zawsze przepięknie pachnie - nie wychodzi z domu bez spryskania się drogimi, męskimi pachnidłami. Czaruje słowem - wie jak mówić, aby docierać do ludzi.

Vakel Dolohov
#31
11.07.2024, 10:52  ✶  
Dolohov oczekiwał od niego przeprosin na kolanach. Wydawało mu się to całkowicie jasne - miał go przepraszać z podłogi, jak nie na klęczkach, to płaszcząc się na zimnej posadzce. Nie otrzymał tego w takiej formie. To powodowało frustrację, ale... usłyszał to przepraszam. To było dobre, to stanowiło jakiś krok w kierunku zrozumienia siebie nawzajem, a później jego życie zachwiało się. Wystarczył jeden moment - trzy słowa, które na powrót zmroziły mu krew w żyłach, chociaż przed chwilą skóra na jego policzkach zdawała się topić od tego, jak jego wnętrzności płonęły żywym ogniem.

- Nie mów nikomu... - Nie mów nikomu, powiedziane po pocałunku w kącik ust. Oh ten człowiek uwielbiał się wymądrzać i udowodnił to kilka sekund temu, ale wciąż... był tylko piętnastolatkiem z przerośniętym ego i bolesnym brakiem możliwości wymazania ze swojej głowy Longbottoma jedzącego jakiś cholerny owoc, od którego miał wilgotne wargi. - Na pewno TO chciałeś mi powiedzieć...? - Cofnął się na krok, a słowa te wydusił z gardła z głębokim, wyczuwalnym od razu niedowierzaniem. - Ty się naprawdę nie masz dobrze ze słowami.

A może miał się dobrze, ten list był dobrze napisany, tylko przy Dolohovie odbierało mu rozumu? Ostatecznie... cóż, było to nieistotne, bo mógł oceniać tylko tę wersję, jaką zechciał mu pokazać. Spodobał mu się człowiek spotkany w pociągu do Hogwartu, nie opuszczał jego myśli nawet po uderzeniu go w twarz, ale ta niepewność, bierność wobec wydarzeń... psuła mu nastrój. Podobały mu się przecież obsesja, ale i zaufanie. Chciałby mieć przy sobie kogoś, kto widząc jego śmierć zbudowałby mu nagrobek ze swoją podobizną i umieścił tam cząstkę swojej duszy, żeby już zawsze mu towarzyszyć, a Morpheus spuszczał głowę i widział swój koniec w scenie, w której Vakel dosłownie szarpał go za ubrania, domagając się uwagi. To było zbyt wiele. Krukon tupnął nogą, nie miał pojęcia jak rozładować to napięcie - kipiało w nim tak bardzo, że pokrywka już nie tylko dygotała na parze, ona już spadła na podłogę.

- A ja nie zasługuję na bycie traktowanym jak problem tylko dlatego, że nie znasz swojej wartości.

Takim właśnie tekstem mu rzucił, wykrzywiając twarz i odwracając się w kierunku drzwi wyjściowych do Wielkiej Sali. Zamierzał stąd tchórzliwie wyjść, chociaż jego oczy mówiły o tym wszystkim coś innego, niż chciałby z tego wyciągnąć. Przed chwilą świeciła w nich nadzieja, później zgasła, ale nie dała w ten sposób przestrzeni kolejnej fali gniewu - ustąpiła żalowi. Dolohov był zwyczajnie smutny i zmieszany.


with all due respect, which is none
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#32
11.07.2024, 19:27  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.11.2024, 01:08 przez Morpheus Longbottom.)  

Wdech, wydech.

Wyprostował się, aż strzyknęło mu w kościach. Odciągnął do tyłu łopatki, przelotnie dotknął wisiorka z harfą Apollina, ukrytego pod podkoszulkiem. Założył maskę osoby, która ma wszystko i wszystkich w nosie, gdzie Vasilij nie mógł zobaczyć pęknięć na lakierze i porcelanie skóry. Nie mógł zobaczyć ognia. Nie mógł zobaczyć ognia, który w nim budził, bo sparzą się oboje. Już ich parzyło. Przeniósł wszystko do wnętrza. Aż wybuchnie im w twarz. Może w lepszych okolicznościach.

Wszystko przez to, że nadal czekał, aż Dolohov go ugryzie.

— Właśnie dałem ci możliwość zniszczenia mojego życia i mówisz mi właśnie to? — zapytał, tworząc lustro Vakelowi, aby ponownie stajać się przypływem, skracającym odległość między Morzem Jońskim a Itaką. Nie zamierzał dać mu odejść, zamiast jednak gwałtownie złapać za ramiona, za czarną tkaninę, jak języki ognia, wsunął dłonie pomiędzy poły jego szaty i ułożył na talii Dolohova. — Mówiłem o bogach, mówimy ciągle o bogach. Bo widzę, od lat, kim chcesz być. Musisz mieć więc wiedzę o tym, co zniesie innych na kolana. A ja nie boję się śmierci, umrę młodo. Nie mam kariery. Jestem tylko uczniem. Mam tylko moje imię i nazwisko.

Jeśli zaś gwiazda w jego dłoniach była tak sprytna, za jaką się uważała, wiedziała, że wszystko, co się zdarzyło na osi czasu, od pierwszego bezpośrednio wypowiedzianego zdania, mogło stanowić dowód przeciwko Longbottomowi. Od słodkiej persymony, przez zagiętą kartę do listu. Do skromnego pocałunku, jak z obrazów romantyków, gdzie jest to sugestia czegoś więcej.  Oparł swoje czoło o czoło Vakela. Nie ucieknie mu. Nie ucieknie.

— Oświeć mnie więc. — Dotknął nosem nosa. Mógł uciec, może. — Jaka jest moja wartość. — Usta niemal dotykające się, oddech pachnący papierosami i pastą do zębów, dzieliły ich milimetry — I jakim bogiem chcesz być?

Pocałował go. Inaczej niż wcześniej. Ze niedoświadczeniem nowicjusza i jasnym celem, aby Vakel zapomniał wszystko o kosmosie, co wiedział, odległości między planetami, kąty, w pustce między gwiazdami miało brzmieć echem tylko Mor-phe-us.

— Moim?



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
god (self-diagnosed)
If we swallow all the friends we have,
who will be there to blame
for things we've done

when the worlds collapse?
wiek
41
sława
VII
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
celebryta, widzący, twórca
Celebryta; Jedno z najbardziej znanych nazwisk Londynu. Nosi się w drogich ubraniach w gwieździste wzory, a jego ulubiony kolor to niebieski (najczęściej w ciemnych tonach, przeszywany złotą lub srebrną, błyszczącą nicią). Jest bardzo wysoki, ma ponad 180 centymetrów wzrostu i jest przy tym bardzo chudy, wręcz wychudzony. Zawsze przepięknie pachnie - nie wychodzi z domu bez spryskania się drogimi, męskimi pachnidłami. Czaruje słowem - wie jak mówić, aby docierać do ludzi.

Vakel Dolohov
#33
17.07.2024, 18:12  ✶  
Nie spoglądał w jego kierunku. Wzrok utkwił mu na tych cholernych drzwiach, opuścił ręce. Miał wciąż ochotę na niego krzyczeć, ale tchórzostwo było w nim o wiele silniejsze, niż porywczość. Co to była za farsa? Dlaczego... dlaczego? Po prostu dlaczego?

- Mogłem zniszczyć twoje życie jeszcze zanim mi to wszystko powiedziałeś - rzucił mu, tonem wskazującym na to, że naprawdę w to wierzył. No i tak było przecież, w jego percpecji - dorobił się już tak szerokiego grona zapatrzonych w niego dzieciaków, aby móc rzucać takimi groźbami będąc ich pewnym, ale... nie tego pragnął! Tak, nazywał się bogiem, tak brnął w tę narrację i uważał się za lepszego od innych, ale to nie potrzeba bycia błogosławionym przyciągała go do Morpheusa. Gdyby wystarczyło mu klęknięcie i morze pustych słów, siedziałby tu teraz zakochaną w nim po uszy panią prefekt, do której on sam nie czuł absolutnie nic. Ten chłopak był inny, wzbudzał w nim coś, czego wcześniej nie czuł - pękał od środka, w jego duszy na sile wzbierał wielki huragan i nie ucichł wcale, nawet mimo tego, że nastrój tej sytuacji się zmienił. Dolohov nie chciał tej bierności. Chciał, żeby ktoś zastukał w tę skorupę z drugiej strony i dał jej posypać się już całkowicie. Nie odrzucił więc rąk oplatających go w talii, zamiast tego ułożył własną dłoń na jego i zamarł, ale nie w kompletnym bezruchu, bo oddychał ciężko, trochę jakby głos ugrzązł mu w gardle, ale tak nie było. Nie mówił nic, słuchał uważnie, chcąc dobrze zrozumieć, do jakich przemyśleń zmusił go swoją poprzednią wypowiedzią. Potrafiłby, nie znając go tak naprawdę, wymienić wiele rzeczy, jakich mu zazdrościł. Nawet te słowa, tak ochoczo nazywane przez niego pustymi i bez wartości, w rzeczywistości nosiły w sobie tak wyraźną i pełną uczuć poetyckość... Problemem było to, że on się tej poetyckości bał, bliżej mu było do kogoś, kto zechce wyszarpać, wygryźć to czego pragnął, a może i pożreć to w całości, niż kogoś gotowego do skubania tego delikatnie paznokciami, okruch po okruchu.

On potrzebował wszystkiego, potrzebował świata, jego, tu i teraz, w jednej chwili, całowane przez Morpheusa usta należały do człowieka, który gdyby tylko mógł, pożarłby cały ten pieprzony Londyn i zachował go tylko dla siebie, żeby wreszcie nie czuć w sercu tej cholernej pustki, której nie potrafiło zapełnić nic... Ten głód rzucał się w oczy - to, w jaki sposób przeniósł swoje ręce na szatę Morpheusa, żeby znów zacisnąć na niej palce, jakby w niepewności, czy chłopak na pewno tutaj zostanie. Nikt by się tego nie domyślił, ale przed chwilą martwił się strasznie tym, że nie zdoła się ruszyć. Nie miał racji, mógł się ruszyć, mógł nawet mówić, chociaż było to inne niż wcześniej - napięcia narastającego mu w ciele nie dało się przyrównać do czegokolwiek innego niż spotkań właśnie z nim. Nigdy wcześniej się w nikim nie zauroczył.

Jego głos stał się... cichszy.

- Nie, to ty mówisz o bogach, ja mówię tylko i wyłącznie o jednym. - O sobie. - O bogu, którym nie „chcę być”, tylko o bogu, którym już jestem. - Najbardziej samotnym bogu na świecie. Bogu, który został wychowany w domu pozbawionym miłości, ale jednocześnie nie zatracił zdolności czucia jej. Bogu, który lubił myśleć o swojej boskości, żeby chociaż na moment wyrwać się z ponurego Little Hangleton i wmówić sobie, że nikt nie dostrzegał go przez to, że światło gwiazd było niedostrzegalne zza tak gęstej mgły. - Twoją wartością jest możliwość sprawienia, że chociaż na chwilę mógłbym... zejść na ziemię. - Zapomnieć o planie, jakim kierował się przez ostatnie lata. O tym, aby zdetronizować największych lokalnych astronomów - oni nazywali dzieci po imionach gwiazd, po nim będą nazywali gwiazdy.

Delikatny chłopak wyglądał teraz bardzo blado. Mógł budować wrażenie, jakby miał zaraz upaść na tę posadzkę, ale trzymał się Longbottoma w bardzo chciwy sposób.

- Podobam ci się? - To było oczywiste, ale najwyraźniej życzył sobie to usłyszeć.


with all due respect, which is none
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#34
19.07.2024, 16:29  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.11.2024, 01:08 przez Morpheus Longbottom.)  

Powinien się tym wszystkim przejąć, tymi deklaracjami zniszczenia, pokazem władzy, ale puścił je mimo uszu, zdecydował się, że w ostatecznym rozrachunku nie jest to coś, czym powinien się przejmować. Nie wtedy, gdy gwiazda błyszczała szklanym spojrzeniem i lśniącymi ustami. Apollo, bóg wieszczy. Były gorsze rzeczy, które sobie wyobrażał, a jakie mogły nastąpić na każdym etapie ich dziwnej relacji.

Z rumieńcem na twarzy i dudniącym sercem, miał ochotę wywrócić oczami. Nie przez samo pytanie, ale moment. Widocznie za słabo całował i odezwała się jego ambicja. Musieli dużo ćwiczyć, o ile Vakel mu pozwoli. Nadal obawiał się, że w tej wichurze emocji wszystko zakończy się wzgardliwym śmiechem, nie chciał być ofiarą, gdy obnażał część siebie, której nauczył się wstydzić. Denerwowało go to, że Dolohov od razu przeszedł do porządku dziennego, a przynajmniej zdawał się być tak opanowanym, gdy on miał wrażenie, że stąpa po kruchym lodzie, że za chwilę zapadnie się w wodę Arktyki, że porwie go burza, tchnienie koszmaru. Czy sobie uroił to spotkanie, czy to znów dar?  Czy już oszalał?

— Tak. Idealna proporcja — przesunął rękę i ułożył dłoń na jego policzku, kciukiem przesuwając od czubka jego nosa pod dolinę łez. To samo miejsce, w które go uderzył. — Jak miedzy odległościami Ziemi, Słońca i Księżyca, aby Zaćmienie w ogóle powstało.

Patrzył na niego i nie mrugał, patrzył jakby chciał zdjąć jego skórę i poznać to, co kryło się pod nią. Nie mrugał, bo zapamiętywał każdą rysę. Tylu osób widziało w Vakelu idola, przyszłą gwiazdę, nadchodzącego Boga, tworzył dookoła siebie egregoryczne pole mocy, magnetyczne. Tyle czasu Morpheus opierał się temu polu, ale wystarczyła warkotliwa uwaga, coś spoza idealnie wypolerowanej porcelanowej zastawy istenia. To wzbudziło żarłoczność. Chciałby mieć go w tej formie, niedostępnej dla innych.

Na chwilę urwał połączenie spojrzeniem, zerknął ponad ramię Vasilija. Gwałtownie pociągnął go na bok, tym razem on blokował go pomiędzy ławką, a samym sobą. Chciał go karmić persymonami i całować, aż całkowicie go ogłupi. Nastoletnie pragnienie, aby być jak najbliżej, żeby dać się ponieść głupocie i pragnieniu.

W tym momencie tylko resztka rozumu i mignięcie czarnej szaty w prześwicie drzwi zatrzymywało go przed tym, aby całkowicie przyprzeć z siebie ludzkie mechanizmy, zdrowy rozsądek. Potrafił myśleć, nie był troglodytą, a jednak jeden kąsek go nie satysfakcjonował.

— Teraz muszę sprawdzić, ile jest mięsa w tobie, Vasiyenka, wiesz o tym? — jednocześnie zapytał i stwierdził, nachylając się, ale nie do ust, ale żeby ugryźć chłopaka w szyję, lekko, ale bardziej niż tylko skubnięcie skóry, mniej żeby zabolało. Zostawił w tym miejscu lekkie ślady zębach i nitkę śliny. Wilk, który czeka na posiłek.

Absolutnie nie powinni tego robić w tym miejscu. I on miał to z tyłu głowy, gotów odskoczyć, cały napięty, z zasadą ukrywania swoich zboczeń i pragnień. Spedalony syneczek mamusi.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
god (self-diagnosed)
If we swallow all the friends we have,
who will be there to blame
for things we've done

when the worlds collapse?
wiek
41
sława
VII
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
celebryta, widzący, twórca
Celebryta; Jedno z najbardziej znanych nazwisk Londynu. Nosi się w drogich ubraniach w gwieździste wzory, a jego ulubiony kolor to niebieski (najczęściej w ciemnych tonach, przeszywany złotą lub srebrną, błyszczącą nicią). Jest bardzo wysoki, ma ponad 180 centymetrów wzrostu i jest przy tym bardzo chudy, wręcz wychudzony. Zawsze przepięknie pachnie - nie wychodzi z domu bez spryskania się drogimi, męskimi pachnidłami. Czaruje słowem - wie jak mówić, aby docierać do ludzi.

Vakel Dolohov
#35
22.07.2024, 00:55  ✶  
W ten właśnie sposób odkrywał, że nie wiedział wszystkiego o wszystkim. Nie wiedział wszystkiego o sobie, o nim, o świecie, o wypowiadanych tu słowach, o uczuciach dyrygujących teraz jego ciałem i pchających go do robienia rzeczy, których jeszcze mocniej nie rozumiał. Najdziwniejsze w tym nierozumieniu było to, w jaki sposób ich jestestwa stykały się ze sobą - jakby wcale nie musiał wiedzieć, jakby mógł po prostu... testować, a każdy wykonywany ruch wydawał się być tym dobrym, bo wywoływał w nim reakcje. Niestety Vakela coś takiego nie zadowalało. Nie wiedział do końca, o co Morpheusowi chodzi, a tym samym nie wiedział, co mógłby mu odpowiedzieć, jak powinien zachować się, żeby wciąż budować wokół siebie wrażenie kogoś ciekawego. Bał się powiedzieć prawdę o tym, że nigdy nikt nie dotykał go w ten sposób, nie spoglądał na niego takim wzrokiem pełnym głodu i pożądania, nikt... nie trawił go duszą. I nie, nie chodziło wcale o to, że Dolohov tego nie chciał - wręcz przeciwnie, jak nigdy wcześniej usiłował mieć kogoś blisko i zatrzymać tak przy sobie już na zawsze, ale tym, co paradowało pomiędzy wierszami, był strach, za którego przed chwilą karcił Longbottoma. Domagał się od niego bezpośredniości, uderzenia w niego tym wszystkim, co w sobie trzymał i dusił, a kiedy to dostał, kwitła w nim jednocześnie radość, ale i... niepewność, tonąca gdzieś pod szaleństwem chwili. Vakel spoglądał na jego oczy przykryte ciemnymi rzęsami. Wypuścił oddech ze swojej klatki piersiowej, rozluźnił uścisk palców na ubraniu Morpheusa i przymknął swoje powieki, ale nie do końca - pozostawił je lekko rozchylone, zupełnie tak jak swoje wargi, wciąż wspominające pocałunek sprzed chwili. Przyklejony do niego, oddający się temu dotykowi, z rumianymi policzkami, Dolohov wyglądał bardzo, ale to bardzo niewinnie, może nawet zbyt niewinnie jak na to, do czego zamierzał posunąć się za moment Morpheus. Nie zakochawszy się w nikim przez te wszystkie lata, Vakel nie do końca zdawał sobie sprawę z przyczyn takiego stanu rzeczy, ale to właśnie był punkt, od którego miał zacząć nad tym myśleć. Jednak nie był zepsuty, przynajmniej nie do końca. Ale zaraz zepsuje się bardziej, intensywniej, zapewne bardzo nie po drodze oczekiwaniom jego ojca, bo otrzymywał właśnie przyspieszony kurs cielesnych pieszczot i zasiewał w swoim umyśle bardzo dziwaczne ziarno - takie, z którego kiełkowały myśli, że być może groźna odgryzienia palca również zawierała w sobie erotyzm i on zaczął to dużo wcześniej, niż wydając z siebie stłumione stęknięcie, czując na skórze nacisk cudzych zębów. Czegokolwiek nie zechciałby tu udawać, na jakiego znawcę nie postanowiłby się wykreować... Nawet ze swoimi umiejętnościami grania kogoś innego, brakowało mu wiele, aby przykryć reakcje własnego ciała i filigranową aparycję.

Strach. Strach miał wielkie oczy jego ojca i wpatrywał się w niego nachalnie, nawet jeżeli starego Dolohova nie mogło tutaj być. Nie widział tego, prawda? Tego jak jego syn, łamiąc wszelkie szkolne przykazy, objął Morpheusa wokół szyi i uwiesił się na nim, przyciskając ich do siebie ciało do ciała. Serce mu biło, w głowie szumiało i wciąż nie wiedział.

- Nie wiem - ale nie mógł przyznać się tak po prostu, próbował to przekuć w jakiś dalszy flirt, kontynuując swoją narrację sprzed chwili. Miał wyjść na... figlarnego. Jak dziewczyna. No jasne, że nie był dziewczyną, ale... Wiele dziewczyn flirtowało z nim, a on potrafił to naśladować. Stworzyć wokół siebie tę aurę, zniżyć głos na granicę szeptu, po tym jak Longbottom nerwowo wyjrzał za otwarte drzwi. - Opowiesz mi o tym. O tym co chcesz ze mną zrobić. - Zabrał jedną z rąk owiniętych wokół jego karku, ale tylko po to, żeby zacząć bawić się kołnierzem białej koszuli. - Może ci wtedy na to pozwolę. - Morpheus przed momentem przesunął nim jak szmacianą lalką i z jednej strony nie podobało mu się to, a z drugiej nie potrafił wyzbyć się z głowy pomysłu, że mógłby dać mu zrobić coś więcej. Jedna z tych scen, które utkwiły ci w pamięci już na zawsze. Przypomina ci się zawsze, kiedy ktoś choćby odrobinę sugeruje, że twoje łóżkowe upodobania są nieco dziwne, a ty śmiejesz się nerwowo albo zbywasz go milczeniem, bo ma rację, a ty wiesz, skąd to się wzięło. Kiedy miałeś piętnaście lat, twój starszy kolega ugryzł cię w szyję i to zostało z tobą już na zawsze. Później chciałeś już tylko więcej. - To dlatego wstydziłeś się mnie przeprosić? Bo myślałeś o mnie w nocy...?


with all due respect, which is none
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#36
22.07.2024, 22:47  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.11.2024, 01:08 przez Morpheus Longbottom.)  

Morpheus zrobił się cały czerwony, zaczęło się od szyi, wspięło na policzki i nos oraz końcówki uszu, zdradzając, że część tej pewności siebie też była grą. On znał ciało. Co prawda w brutalnej wersji, ale znał je. Wiedział, co się dzieje, za zamkniętymi drzwiami, a wizja poczęcia Brenny, gdy minął swojego brata z żoną na korytarzu, gdy jego umysł był zbyt otwarty, dała mu pewien wgląd na praktyczne wykonanie. Ateńczyk pośród Spartan swojej rodziny, nadal musiał uczyć się wrażliwości mięsnego instrumentu, a męscy krewni nie stonili od niewybrednych komentarzy i sugestii. Bardzo wcześnie wiedział, dzięki zabiegom rubasznych wujków i żartom braci, co z czym i dlaczego. Nie miał praktyki, trzymanie się za rękę z dziewczyną, z którą połączyła go trauma, nie liczyło się nawet jako zakochanie, nawet jeśli myślał o tym, żeby ją pocałować, to nigdy ostatecznie tego nie zrobił, a ona stwierdziła, że to nie ma sensu. Słusznie z resztą.

Morpheus zrobił się czerwony, bo myślał o filigranowej figurze Dolohova i o tym odgryzionym palcu pod strugami prysznica, które ustawiał na tak niską temperaturę, że woda stawała się gęsta, a skóra cierpła i bolała. Ulga pojawiała się tylko na chwilę i nigdy z powodu temperatury. Śliskie namydlone ciało i chwila samotności bardziej prywatna niż w sypialni. Każda myśl wydawała mu się wstydliwa, zwłaszcza po dźwięku, który wydał z siebie Vasilij. Morpheus w ogóle się go nie spodziewał i dreszcz przeszedł mu aż do nasady kręgosłupa. W przeciwieństwie zaś do lodowatych pryszniców, był on niesamowicie przyjemny.

— Nie... Nie tylko wtedy. Ale tak. Też. — Znów te urywane zdania, tym razem pochłonięte nie przez gniew, a przez zażenowanie wspomnieniami oraz mieszankę wielu bodźców. — Teraz ponownie chciałbym wydobyć z ciebie ten dźwięk — przyznał się w mieszance trwożnego i nabożnego szeptu, próbując utrzymać fasadę flirciarstwa. Bo był to śliczny dźwięk, naturalny i nie zaprogramowany uprzednio w głowie łamacza serc Dolohova.

Wielka Sala o suficie skrytym w ciemnościach nocy, z licznymi gwiazdami, które w końcu ułożyły się w sprzyjającą im koniungcję, wydawała się jeszcze większa z ich dwójką, pośród na wpół porzuconych ozdób na Mabon. Tutaj zwisała część girlandy, tam niedokończono strojnego wieńca na stole, gdzie indziej walały się zrzębki bibuły. Echo mieszało ich głosy.

Zrobił trochę dystansu między nimi, z uwagi na reakcje swojego ciała, przejęty całą sytuacją i ciągłym poczuciem, że ktoś zaraz ich nakryje. Powinni znaleźć lepsze miejsce na wspólne umizgi, kokieteryjne zachowania, zarezerwowane dla płci przeciwnej.

Dla Morpheusa znajdowali się w sytuacji mikro i makrokosmosu. Odbić, jako w niebie, tak i na ziemi. W filozofii wykraczającej poza pierwotny animizm społeczności zbieracko-łowieckich, filozofii pierwszych cywilizacji. Podczas gdy Vasilij był gwiazdą, niebem, eteryczną mgłą, jego blada skóra promieniami blasku księżyca, Morpheus był żyzną ziemią, miękką, dobrą do orki, pachnącą życiem, smagła cera i zapach letnich kłosów, ściętych na chwałę Westy na Lammas, przydawały mu wrażenia codzienności, a jednocześnie uosabiało z bóstwami chtonicznym.

— Przeprosiłem... Czy zostało mi wybaczone? — zapytał jeszcze, nieświadomie zaciskając palce na materiale odzienia Vasilija. Nie na jego skórze, ale wystarczająco, aby poczuł naciąganie się tkaniny, gdy Longbottom to robił. Pauza między nimi, zawieszenie słów. Chciał, aby w ich melodii nie było tych przerw, tylko gładka, płynna pieśń, w harmonii, wypełniona zapachem hiacyntów i persymon. Dlaczego pomyślał o tych pierwszych, nie wiedział.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
god (self-diagnosed)
If we swallow all the friends we have,
who will be there to blame
for things we've done

when the worlds collapse?
wiek
41
sława
VII
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
celebryta, widzący, twórca
Celebryta; Jedno z najbardziej znanych nazwisk Londynu. Nosi się w drogich ubraniach w gwieździste wzory, a jego ulubiony kolor to niebieski (najczęściej w ciemnych tonach, przeszywany złotą lub srebrną, błyszczącą nicią). Jest bardzo wysoki, ma ponad 180 centymetrów wzrostu i jest przy tym bardzo chudy, wręcz wychudzony. Zawsze przepięknie pachnie - nie wychodzi z domu bez spryskania się drogimi, męskimi pachnidłami. Czaruje słowem - wie jak mówić, aby docierać do ludzi.

Vakel Dolohov
#37
25.07.2024, 10:17  ✶  
Linia jego ust zatańczyła gdzieś pomiędzy radością i zmieszaniem - uśmiech skrył mu się pod narastającą porcją niepewności względem tego co miało nadejść. Nawet dostrzegając, że myśli Morpheusa były zwyczajnie brudne, Vakelowi wciąż się to podobało. Bycie obiektem tego typu pożądania było dla niego nowością (i nie, zapewne nie dlatego, że nikt nigdy tak o nim nie pomyślał - po prostu pierwszy raz widział to tak wyraźnie, bo wreszcie i on był tym zainteresowany), rozpalało w nim wiele przeróżnych rzeczy, najważniejszą z nich jednak wydawała się być teraz wizja zostania zdobyczą. I chociaż nierozgarnięte mu się to wydawało - bo kto chciałby kogoś kusić, jeżeli sam nie wiedział, co znajdowało się na końcu drogi, której początkiem było ugryzienie w szyję, ostatecznie zaakceptował w sobie tę myśl. Głównie dlatego, że chciał tego, ale jednocześnie potrzebował, aby to działo się wolniej. Wbiegł tutaj tak wściekły jak tylko mógł, a wyjść stąd miał z przytłaczającą wizją potrzeby przebrania się w czyste ubrania, zanim znowu spróbuje zasnąć. To było... dużo.

- Dobrze - skwitował jego słowa z wyraźnym zadowoleniem. - Myśl o mnie. - Przejechał dłońmi tak, żeby umieścić je po bokach jego szyi, tuż pod podbródkiem, ale zatrzymał je tam tylko na moment. Sunął nimi niżej, przez barki i klatkę piersiową, aż po brzuch. Nigdzie dalej. Gdyby zjechał niżej, to by to zniszczył. To miała być zaczepka, coś do dopisywania sobie wyobrażeń, co by było gdyby nie zatrzymał palców przed guzikiem spodni. Nie potrzebował szczególnie szerokiej wiedzy na ten temat - wystarczyło mu obcowanie z własnym ciałem. - Podoba mi się to. Bycie pierwszą i ostatnią, albo chociaż częstą myślą twojego dnia - przygryzł wargę, po czym zmarszczył brwi, kiedy coś do niego dotarło. - Liczę na to, że jedyną? - Oczywiście chodziło mu o posiadanie Morpheusa na wyłączność. Zabrał te dłonie, aby strzepać z jego szaty niewidzialny pyłek kurzu, następnie ułożył je na tych jego, tak mocno zaciśniętych na materiale mundurka. Spoglądał na jego twarz badawczo, doszukując się tam odpowiedzi, również tych ukrytych.

- Tak, Morpheusie, zostało. Ale nie zapomniane - i zaznaczył to bardzo wyraźnie, bo nie życzył sobie, żeby ten człowiek kiedykolwiek jeszcze podniósł na niego rękę. Zdawał sobie też sprawę z tego, że chłopak nie pozostanie mu dłużny i ataku agresji z dzisiaj również nie zapomni.

Mógłby mu pewnie pomóc z tymi ozdobami, ale zwyczajnie opadał z jakichkolwiek sił. Zamierzał więc zostawić go tutaj. Samego. Zakładał, że chłopak musiał to dzisiaj dokończyć, a on mu w tym przeszkodził, wykurzając z Wielkiej Sali jedyną dostępną pomoc. Poczucie winy? Jeszcze nie, ale... faktycznie coś w jego głowie zazgrzytało. Obszedł się z tym dźwiękiem bardzo niechętnie, zduszając go, zanim przejął nad nim kontrolę. Stanął na palcach, ignorując kiełkujące poczucie odpowiedzialności za cudzy sen i pocałował go w policzek.

- Dobranoc? - Właściwie to istniało jedno pytanie, jakie chciał mu zadać, ale jego dziecinność wydawała mu się psuć nastrój zbudowanej sceny. Longbottom miał poznać je dopiero jutro, kiedy zasiadając na śniadaniu w Wielkiej Sali, zauważy lądujące na swoim talerzu, papierowe ptactwo z wysmarowanym na nim pytaniem: jaki masz znak zodiaku?


with all due respect, which is none
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#38
30.07.2024, 13:58  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.11.2024, 01:09 przez Morpheus Longbottom.)  

Może to inna godzina, może to wrażenie, że przez nazwisko klasyfikuje się go jako Krukona z przypadku. Poczucie wyższości nad kimś z rodowodem tępogłowych mięśniaków. Morpheus zmarszczył brwi na oskarżenie, że Vakel jest jego jedyną myślą nie ze względu na to, że szukał jeszcze kogoś, ale myślał przecież o gwiazdach, obowiązkach, o karcie dnia, swoim curriculum, o egzaminach końcowych, wnioskach rekrutacyjnych i całej rzeszy innych spraw, które zajmowały go w szkole. Myślał o omenach i znakach, o interpretacji rzeczywistości.

Dopiero po sekundzie dotarło do niego, o co chodziło Dolohovowi. Zrozumienie rozbłysło mu na twarzy bardzo wyraźnie.

— Jedyną.

Potwierdzenie padło z bardziej zaciśniętym gardłem, niż by chciał, nawet jeżeli bardzo stanowczo, bez przestrzeni na nadinterpretację. To wszystko przez te dłonie. Przez długie palce , które przesunęły się po jego ciele, kolejny gest naruszający skromność pierwszych dotyków między nimi. Zamkowe korytarze były chłodne, a jednak jemu zdawało się, że stoi w ukropie południowego słońca, na otwartym polu, podczas lipcowych sianokosów.

— Dobrej nocy, Vasiyenka — pożegnał go i wziął się do pracy. Bo rzeczywiście musiał ją dokończyć. Wymyślić zagadkę, dekoracje, nie analizując każdej swojej wypowiedzi.

Na śniadanie przyszedł z samego rana. Włosy na karku miał jeszcze wilgotne, zawijały się w małe kędziorki na końcach, pachniał świeżym prysznicem i drzewem sandałowym, ale w tym wszystkim zdradzały go głębokie cienie pod oczami i nieco zwolniony refleks. Przywitał innych tak, jak normalnie, skinieniem głowy, wszystkich, łącznie z Vakelem, jakby nic się nie stało. Zdradziło go drobne drgnienie kącika ust, w powstrzymanym uśmiechu.

Przeczytał karteczkę, odsunął się nieco na ławie, opierając dłońmi o blat i wbijając spojrzenie w tył głowy Dolohova, jakby skanował przestrzeń. Zmarszczył brwi i nakreślił odpowiedź na równio odciętym kawałku papieru.


[Obrazek: 40px-Sun_symbol_%28fixed_width%29.svg.png] : [Obrazek: sign3.png]
[Obrazek: 40px-Moon_decrescent_symbol_%28fixed_width%29.svg.png] : [Obrazek: sign9.png]
I ASC : [Obrazek: sign6.png]*

I wysłał przez salę. Liścik poszybował, zrobił kilka kółek, aby zdezorientować ewentualnych obserwatorów i osiadł na ramieniu Vakela, złożony w postaci małego ptaszka.



Odkryj wiadomość pozafabularną
* Wiadomość zapisana za pomocą symboli alchemicznych/astrologicznych: Słońce w bliźniętach, księżyc w strzelcu, Ascendent w Pannie.


And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
god (self-diagnosed)
If we swallow all the friends we have,
who will be there to blame
for things we've done

when the worlds collapse?
wiek
41
sława
VII
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
celebryta, widzący, twórca
Celebryta; Jedno z najbardziej znanych nazwisk Londynu. Nosi się w drogich ubraniach w gwieździste wzory, a jego ulubiony kolor to niebieski (najczęściej w ciemnych tonach, przeszywany złotą lub srebrną, błyszczącą nicią). Jest bardzo wysoki, ma ponad 180 centymetrów wzrostu i jest przy tym bardzo chudy, wręcz wychudzony. Zawsze przepięknie pachnie - nie wychodzi z domu bez spryskania się drogimi, męskimi pachnidłami. Czaruje słowem - wie jak mówić, aby docierać do ludzi.

Vakel Dolohov
#39
10.08.2024, 23:53  ✶  
Trzymając kartkę z odpowiedzią, Dolohov uśmiechnął się nieznacznie. Widział, jak towarzysząca mu koleżanka marszczy brwi w zaciekawieniu, ale nie powiedział nic, bo to była jego chwila na przeżywanie. Nie wstydził się wysłać tego liściku, nie wstydził się też odpowiedzi, jakakolwiek by ona nie była. Astrologia była tematem poruszanym tak często, że nikogo na sali na pewno nie dziwiło, że akurat on gadał z kimś o horoskopach, ale... prawda była przecież inna. To nie była zwykła rozmowa. To nie był ktoś. Od wczoraj wszystko to było niezwykłe, a ten ktoś miał imię, kształt i stałe miejsce w jego myślach. Nie chciał opuścić ich przez resztę nocy. Nawet kiedy chłopakowi wreszcie udało się zasnąć - Morpheus nawiedził go w snach.

Teraz jedną kartką zapisaną kilkoma znakami, rył w głowie Dolohova swoje miejsce jeszcze wyraźniej. Nieświadomie przygryzł trzymany w dłoni ołówek i spojrzał w kierunku Longbottoma, ciekawy czy złapie z nim kontakt wzrokowy i jeżeli to się stało, uśmiechnął się nieznacznie. Nie zarumienił się, bo zbyt dobrze grał, żeby wydać się w takiej sytuacji, ale po wyrazie jego twarzy dało się zgadnąć, że intensywnie się na czymś skupia.

- Znowu coś liczysz? - Zapytała dziewczyna siedząca obok niego, kiedy zaczął w charakterystyczny sposób poruszać palcami.

- Tak - skłamał od razu, bardzo naturalnie, w rzeczywistości znajdując się gdzieś kilkanaście godzin wstecz, dokładnie w tej sekundzie, w którym dotykał palców zaciśniętych na swojej piżamie.

Czego spodziewać się mógł Morpheus? Czy spodziewał się czegokolwiek...? Ostatecznie nie zadał tam żadnego pytania, ale Dolohov mógł przecież wpaść na to, żeby odesłać mu w odpowiedzi równowarte informacje. Zamiast tego zaproponował pani prefekt udanie się do biblioteki i jak gdyby nigdy nic zniknął, chociaż przed chwilą zdawał się posyłać mu sugestywne spojrzenia. Intensywność rozmów wokół miejsca, w którym siedział do tej pory momentalnie zmalała, nikt już przecież nie próbował zwrócić na siebie jego uwagi, skoro postanowił zmyć się ze śniadania, zanim zjadł cokolwiek.

Nie dał mu jednak spokoju.

Pojawił się znowu - w sytuacji niekoniecznie spodziewanej, kiedy Longbottom schował się za jednym z posągów przy drodze prowadzącej na szkolne błonia i przymknął oczy, poddając się narastającemu w ciągu dnia zmęczeniu. Przerwa pomiędzy zajęciami była na tyle długa, żeby nie poświęcać jej jedynie na przejście przez korytarze, ale zbyt krótka, aby zdecydować się na drzemkę. Była za to idealna, żeby na moment schować się przed cudzymi oczami i odetchnąć. Istniało jednak oko, przed którym nie dało się schronić w ten sposób.

- Widziałem jak się tu snujesz. Przy śniadaniu - oświadczył, wyłaniając się nagle zza posągu, chociaż zaczynając wypowiedź, niby nie mógł mieć pewności, że Morpheus na pewno się tam znajduje. Od razu widać było, że czegoś chce. Sposób chodu, to jak idealnie ułożył swoje włosy, a teraz frywolnie badał wzrokiem przemęczoną z jego winy twarz. Nic sobie z tego przemęczenia nie robił. Oparł się ramieniem o kamienny piedestał i stał tak, próbując wyczuć, jaki panował pomiędzy nimi nastrój, zanim powie coś bardzo, bardzo głupiego.


with all due respect, which is none
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#40
12.08.2024, 21:30  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.11.2024, 01:09 przez Morpheus Longbottom.)  

Początek dnia był pełen ekscytacji, pokłosia poprzedniego wieczoru i porannej wiadomości. Przesłał Vakelowi tak zwaną Wielką Trójkę, którą zwykle kierowali się początkujący praktykanci wiedzy astrologicznej. Były tranzyty, które dało określić się jedynie za pomocą godziny urodzenia, tak jak mógł odtworzyć czyjąś datę przyjścia na świat znając jedynie miesiąc i jego zachowanie. Z czasem wystarczyłby mu rok. Nie wskazał mu za to domów i predyspozycji, nie podał dokładnej godziny i miejsca, chociaż tego dało się domyślić. Z godziną zwykle kłamał, bez względu na to, kto pytał. Wiedza między nim, jego matką i magimedykiem, który przyjmował jego poród. Nie chodziło w tym o jakieś zwodzenie Dolohova, lecz zwykłe pragnienie bycia adorowanym również w drugą stronę. Próby odkrywania, kim jest.

Później jednak była już równia pochyła w dół. Nie dość, że wszyscy byli w rozluźnionym nastroju, całe ciało pedagogicznej, brać studencka i pion administracyjno-konserwatorski, to Morpheus próbował dorównać ich ekscytacji, zachęcał co bardziej wycofanych Krukonów do gier i czynnej partycypacji w świecie. Najwięcej pracy było z pierwszoroczniakami z rodzin mugolskich, które nie rozumiały święta, wychowując się w tradycjach chrześcijańskich.

Oparł się o zimną ścianę i zamknął oczy. Spokój jednak nie przyszedł, zamiast tego odgłos kroków, który mnożył się, podwójny, przyszłość śledziła teraźniejszość. Przytępiony umysł nie dał rady zidentyfikować kroków, głos za to przeszył go przyjemnym uczuciem na dnie żołądka. Nie uniósł powiek, ale arogancka podkowa jego ust uniosła się do czegoś, co zdecydowanie było wyznacznikiem dobrego humoru.

Ze swoim rzymskim profilem i dobrze skrojoną szatą pasował do figury uczonego, opierając się biodrami o postument głębokiego wykuszu. Gdyby zaczarować jego koloryt w szary, mógłby być pamiątkowym posągiem. Nie był ładnym chłopcem ani wyjątkowo przystojnym, ale jego uroda miała w sobie coś ponadczasowego. Zwłaszcza tracił, gdy chował obsydiany spojrzenia, tak jak w tym momencie.

— Nie zmrużyłem przez ciebie oka — odpowiedział cicho, w oku pojawił się filuterny błysk. Chodziło o zagadkę? Nie wyglądał, jakby tego dotyczył jego komentarz. Z bliska zaś wyglądał, jakby nie spał pięć lat, a nie jedną noc, na dodatek na policzkach pojawiły się pierwsze, jeszcze dość miękkie igiełki zarostu. Chociaż wzór miał jeszcze rzadki i nierówny, a włos raczej godny śmiechu, od jakiegoś czasu trzymał razem z mydłem, szczotką i ulizanną, również brzytwę.

W końcu otworzył jedno oko, trochę jak kot i dłonią poklepal kamienną ścianę obok siebie, aby Vasiyenka zetknął się z nim, stojąc ramię w ramię. Wyglądał spokojnie ale gdzieś przy szyi i ramionach tkwiło uważne napięcie.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Shafiq (472), Morpheus Longbottom (13230), Vakel Dolohov (14131)


Strony (7): « Wstecz 1 2 3 4 5 6 7 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa