—05/08/1972—
Anglia
Charlotte Kelly, Jonathan Selwyn, Morpheus Longbottom & Anthony Shafiq
![[Obrazek: IPx7pNf.jpeg]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=IPx7pNf.jpeg)
Je suis belle, ô mortels! comme un rêve de pierre,
Et mon sein, où chacun s'est meurtri tour à tour,
Est fait pour inspirer au poète un amour
Eternel et muet ainsi que la matière.
Je trône dans l'azur comme un sphinx incompris;
J'unis un coeur de neige à la blancheur des cygnes;
Je hais le mouvement qui déplace les lignes,
Et jamais je ne pleure et jamais je ne ris.
![[Obrazek: IPx7pNf.jpeg]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=IPx7pNf.jpeg)
Je suis belle, ô mortels! comme un rêve de pierre,
Et mon sein, où chacun s'est meurtri tour à tour,
Est fait pour inspirer au poète un amour
Eternel et muet ainsi que la matière.
Je trône dans l'azur comme un sphinx incompris;
J'unis un coeur de neige à la blancheur des cygnes;
Je hais le mouvement qui déplace les lignes,
Et jamais je ne pleure et jamais je ne ris.
– Aż dziw, że nie kazali nam się przebrać w te owłosione świnie zza morza. – Oczywiście, rozumiał miłość i uwielbienie do jakiś stworzeń, przecież sam był najlepszym tego przykładem. Tylko... jak można było kochać te chomiki, skoro można było kochać smoki? Tego nie mógł pojąć, w swoim życiu znalazłby tylko jeden, jedyny przypadek w którym preferował futro nad łuskę i też finalnie nie dotyczyło to zwierząt, a szeregu klątw, które mogły obejmować swoim działaniem najbliższe mu osoby.
– Czuję nasze nadchodzące urodziny na barkach. Chyba nie będę zostawał do końca – rzucił krótkie spojrzenie na Morpheusa, który taki lekko zmiękczony alkoholem i emocjami wydawał się być najodpowiedniejszym Morpheusem do prowadzenia poważnych rozmów. Nadszedł czas, powinien to zrobić i dziś był chyba dobry dzień. Jak tylko zdejmie z siebie ten piekielny czerwony.
– A jak Wam minął czas? Słyszałem te jęki na sali gdy weszliście razem. Twoja matka przestała oddychać na tak długo, że przez moment sądziłem, że nie dotrwa do tortu – podjął lekko, bardzo żałował, że nie mógł być gdzieś w okolicy. Oczywiście, mógł poprosić o wspomnienie któreś z nich, ale o ileż śmieszniej było słuchać jak para przynosi tą opowieść sama z siebie, okraszając ją odautorskim komentarzem.
Nagle zatrzymał się w miejscu i rozejrzał czujnie, zastygając w bezruchu z cygaretką dopiero w połowie wypaloną.
– Słyszeliście to? Coś jak walka...? Chłosta? – Weszli bardzo w głąb ogrodu, docierały do nich ledwie dźwięki muzyki przyjęcia, zza drzew widać było piętro i dach rezydencji, cóż w dobrym towarzystwie nogi same prowadziły, bardzo bezmyślnie, lecz cóż mogło im zagrozić, gdy byli we czwórkę, znowu razem? Anthony wskazał na gęste krzewy przesłaniające jakiś przeszklony budynek i westchnął.
– To raczej nie brzmi jak treningi cyrkowców. Sprawdzimy to czy wracamy? – zapytał nominalnie, wiedział bowiem jak cała czwórka lubi wsadzać swoje czterdziestoletnie nosy tak jakby mieli lat dopiero czternaście. W takim towarzystwie zbyt łatwo przychodziła druga, trzecia młodość.