• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 … 11 Dalej »
lato 1972, 14 sierpnia // wszędzie tak sobie ale w domu najtaksobiej

lato 1972, 14 sierpnia // wszędzie tak sobie ale w domu najtaksobiej
oceanic feeling
Wipe the feet, the knees
Crawl to angry sea
I feel trampled here

The night just cradle in me
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
bezpieśny
zawód
wagabunda, twórca
Niesamowicie piękny człowiek. 179 centymetrów wzrostu; długie, lekko falujące się, brązowe włosy. Srebrzyca. Czasami jego oczy w świetle mogą wydawać się złote, ale to iluzja optyczna. Sporadycznie kilkudniowy zarost. Kilka blizn, które zdobył na morzu, większość zakryta runicznymi tatuażami zamkniętymi w kołach. Nie używa żadnych perfum - czuć od niego pot, morze, alkohol i las.

Dægberht Flint
#1
16.07.2024, 18:35  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.07.2024, 18:37 przez Dægberht Flint.)  
nietypowe spotkanie na alei horyzontalnej
dægberht & leo

Przybicie do portu nie było dla Dægberhta tak spektakularne jak zwykle. Ostatnia z jego podróży nie poszła mu najlepiej i w Docklands zjawił się z przykrą nowiną - jego łajba zatonęła i to tak dramatycznie, że nie zamierzał podejmować się wyciągania wraku, a do Londynu wrócił siłą cudzych żagli. Na szczęście z katastrofy uchował się kot - pan Kapitan, aktualnie z niechęcią przemierzający brukowaną ulicę w kierunku mieszkania, jakie Flinty wynajmował od lat na spółkę z Vioricą. Za dużo tu było ludzi dla tak drobnej i puchatej istoty... Wskoczył więc na skrzeczący, metalowy wózek, jaki jego właściciel pchał przed siebie ze zmieszaną miną. Wypchany po brzegi walizkami i pierdołami, budował wokół żeglarza wrażenie domokrążcy, ale mijało się to z prawdą i to daleko - żadnej z tych rzeczy nie zamierzał sprzedawać, przywiózł je tutaj, żeby obdarować wszystkich swoich znajomych, jednego po drugim, ale najpierw musiał dotargać je na Horyzontalną.

To był piękny, sierpniowy dzień. Jeden z tych ciepłych, ale nie na tyle gorących, żeby nie dało się oddychać. Słońce na moment wynurzyło się zza gęstych chmur i towarzyszyło mu w tej nieprzyjemnej, wyboistej drodze. Kto kiedyś pchał metalowy wózek na kółkach przez taką właśnie nawierzchnię, dobrze wie, o czym mówię - prowadziło się go tragicznie i bardzo hałasował, co zwracało na niego uwagę wszystkich wokół, jednocześnie jego ekscentryzm powodował, że szybko odwracało się od niego wzrok.

Musiał wyglądać na wyjątkowo nierozważną jednostkę, bo sakiewka pełna brzęczących monet była przypięta do tego paska tak, że właściwie to wystarczyło delikatnie pociągnąć za trzymający ją sznurek i była twoja... Flinty nie wyglądał też szczególnie groźnie. Wysoki był, to prawda, ale nie górował nad innymi czarodziejami przemierzającymi magiczne dzielnice. Ubierał się dziwacznie, w stylu charakterystycznym dla dzielnicy portowej. Różdżkę nosił niedbale wciśniętą w kieszeń spodni, ciężko mu będzie po nią sięgnąć, gdy coś się stanie. Długie, nieuczesane, rozwiane wiatrem włosy zalegały mu na ramionach. No i te zęby - ich krzywizna stała się bardzo zauważalna, nawet bardziej niż lekki zez, kiedy zagadała go jedna ze straganiarek.

- Dægberht! Wróciłeś zza morza...

- Tak pani Pippins - powiedział, szeroko otwierając usta i poprawnie artykułując każdą głoskę. - Nawet coś dla pani mam, ale na dnie torby jest, więc muszę się rozpakować wpierw.

- Oh Berty, nie trzeba mi nic kupować...! Chcesz może wafla?

Dægberht skinął głową i zatrzymał się w miejscu, a pani Pippins zanurkowała pod ladę, szukając składników i odpalając ogień pod blaszką, na której te wafle podgrzewała. W tym momencie nie obserwował ich nikt wokół. No, nikt oprócz jednego, chciwego kociaka.


Matka nadała mi takie imię,
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr
Kot z tendencją do głupoty
kici kici miau
będę ciebie brał
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ma wzrost 174. Gibki, żwawy, skory do zabawy. Oczy jasnobrązowe, ale włosy ciemniejsze. Jest wysportowany, bo dużo biega i się wspina. Mięśnie ma, ale nie jest jakimś Pudzianowskim. Zyskał je ze swojego aktywnego trybu życia, a nie przez ciągłe ćwiczenia. Z reguły ciepły albo cwany uśmieszek ma na pyszczku. W WERSJI KOCIEJ: rudo umaszczony kot domowy, nieprzeżarty. Ma kompletnie inne zwyczaje niż Garfield.

Leo O'Dwyer
#2
17.07.2024, 22:29  ✶  
Czasami byłem wariatem, niepoprawnym romantykiem, idiotą goniącym za marzeniami ściętej głowy, ale... Czasami kradłem portfele, żeby ujrzeć zdjęcia osób w nim skitranych. Czasami wyobrażałem sobie, że ktoś ma w portfelu zdjęcie swojej mućki, żywicielki rodziny i że ja ten wizerunek świętej krówki kradnę... dla własnych przyjemności, dla cieszenia oczu i serca, i serca, i oczu... Wiadomo, jak to ze mną bywało... Albo nie wiadomo było?
Wylegiwałem się leniwie na jednym z dachów. Często to robiłem, kiedy miałem fajrant. Obserwowałem chmurki albo obserwowałem ludzi. Zależy, czy bardziej mi przypadało leżeć na brzuszku, czy może jednak na plecach. Wszystko zależało od dnia i od chęci na psoty, na zabawy, na chichoty. Dziś miałem te chęci większe, więc obserwowałem sobie przechodniów. Pewnie bym machał wesoło ogonem, gdybym był w kociej postaci, ale niestety jako mężczyzna nie miałem ogona, a szkoda. Byłoby super, bo ogon to był ogon. Z nim zawsze było wiadomo co, gdzie i jak, a bez ogona to jak bez ręki.
A czasami to kradłem po prostu z fascynacji. Nic tak fajnie nie brzęczało jak pełniutki mieszek, więc zeskoczyłem z dachu. Całkiem sprawnie, boczkiem, jakbym był częstym bywalcem. Zrobiłem kilka niedbałych kroczków i kilka kolejnych... Pani Pippins! Co to za zdrada była?!?!?! Dla Leosia mleczko, a nie dla jakichś domokrążców podgrzane wafelki! Trochę się oburzyłem z tej zazdrości, ale... Upsik, wpadłem sobie niechcący na Pana Dobrze Przywitanego Dægberhta i zwędziłem mu tę sakiewkę. Z czystej, kociej złośliwości.
- Sorka, sorka - rzuciłem jedynie za to popchnięcie, śmiejąc się jak wariat. Od razu widać było, że knułem coś niedobrego. Ukłoniłem się lekko pani Pippins i wyrwałem do przodu, znikając przy pierwszym lepszym zakręcie. Miałem przeogromną nadzieję, że Berty Lizuś Jeden się za mną rzuci, bo przecież nudna to kradzież, kiedy pozwalają się okradać. Musiało być trochę adrenaliny w tej zabawie. No nie?
oceanic feeling
Wipe the feet, the knees
Crawl to angry sea
I feel trampled here

The night just cradle in me
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
bezpieśny
zawód
wagabunda, twórca
Niesamowicie piękny człowiek. 179 centymetrów wzrostu; długie, lekko falujące się, brązowe włosy. Srebrzyca. Czasami jego oczy w świetle mogą wydawać się złote, ale to iluzja optyczna. Sporadycznie kilkudniowy zarost. Kilka blizn, które zdobył na morzu, większość zakryta runicznymi tatuażami zamkniętymi w kołach. Nie używa żadnych perfum - czuć od niego pot, morze, alkohol i las.

Dægberht Flint
#3
20.07.2024, 00:30  ✶  
W Londynie dało się natrafić na różnych dziwaków. Ludzie lubili rzeczy powszechnie uchodzące za popaprane - krzyczenie na siebie, obrażanie, bicie, szarpanie za włosy. Żyli latami w toksycznych, wysysających z nich życie związkach... No generalnie czerpali przyjemność lub życiową satysfakcję z bycia krzywdzonymi. Flint do tego grona nie należał, ale nie zaczęłam tego wątku bez powodu - kiedy chcesz być uderzonym, rozkosznie nadstawiasz drugi policzek, a kiedy chcesz być okradzionym, natrętnie napełniasz trzymaną na wierzchu sakiewkę kilkoma syklami, żeby skusić potencjalnego złodziejaszka.

Tak, Dægberht chciał być okradziony, a O'Dwyer wpadł w jego pułapkę tak, jak kociak wpadłby w pułapkę zastawioną z kłębka włóczki toczącego się po zakurzonej podłodze.

- Ciekawe, obrabowany właśnie zostałem, w biały dzień na Alei Horyzontalnej, wszechświat zechciał kogoś ukarać akurat dziś - oświadczył, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie, a przecież Leo wciąż znajdował się w zasięgu jego głosu. Nie, Flinty nie był kimś, kto by się taką rzeczą wcale nie przejął - teraz jednak zachowywał się jak kompletny odklejeniec - stał tak jak słup soli, wpatrując się niby to w uciekającego kieszonkowca, ale tak naprawdę to w nic się nie wpatrywał.

- Berty, a niech to, nawet nie zauważyłam go, jak się zbliżał...!

- Mhm. To co z tym waflem?

Pani Pippins zmarszczyła brwi, wychylając się zza tej lady. Kobiecina nie miała pojęcia co robić, cmoknęła ustami i wzruszyła ramionami, zabierając się za smażenie tego wafla, mogła go przecież w ten sposób jakoś pocieszyć, tak? Ale Flint nie potrzebował pocieszenia. Wręcz przeciwnie, pocił się teraz z zupełnie innego powodu, niż można się było spodziewać po kimś, kto właśnie stracił jakiś skrawek swojego dobytku i został przy tym popchnięty jak nic nieznacząca kukła.

- Pani Pippins wie pani co, ja... chyba poczucie winy mam jednak. Popilnowałaby chwilę pani mojego wózka? - Kopnął ten odstający dynks, dzięki któremu wózek stał w miejscu, zamiast toczyć się w dół ulicy, po czym poprawił swój kapelusz i ruszył w pościg za O'Dwyerem. - Poczekaj! Poczeeekaj! Coś ci muszę powiedzieć o tej sakiewce, coś baaardzo ważnego!


Matka nadała mi takie imię,
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr
Kot z tendencją do głupoty
kici kici miau
będę ciebie brał
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ma wzrost 174. Gibki, żwawy, skory do zabawy. Oczy jasnobrązowe, ale włosy ciemniejsze. Jest wysportowany, bo dużo biega i się wspina. Mięśnie ma, ale nie jest jakimś Pudzianowskim. Zyskał je ze swojego aktywnego trybu życia, a nie przez ciągłe ćwiczenia. Z reguły ciepły albo cwany uśmieszek ma na pyszczku. W WERSJI KOCIEJ: rudo umaszczony kot domowy, nieprzeżarty. Ma kompletnie inne zwyczaje niż Garfield.

Leo O'Dwyer
#4
21.07.2024, 18:49  ✶  
Ktoś mi kiedyś w żartach powiedział, że jestem kocim psychopatą. Chyba faktycznie tak było. Biegłem przez ulicę rozchichotany, roześmiany, chociaż popełniałem przestępstwo. Adrenalina skoczyła, przybrała na sile, więc biegłem w podskokach, radując się, że Berty mnie zauważył, że będzie gonił... Każdy by gonił przecież! Ale - niestety - kiedy tylko się obejrzałem za siebie po kilkudziesięciu krokach, okazało się, że nic z tego, że zabawy nie będzie, że chichot mógł się zakończyć wraz z zabawą.
Ale halo! Halo-halo! Pobaw się ze mną. Błagam pobaw się ze mną, proszę bardzo.
A może lepiej kupić sobie mleczko pocieszenia? Hah! Nie było co błagać o uwagę, skoro mogłem sobie kupić magię w butelce. Albo butelek magii nawet sześć! Nie musiałem się przecież cofać, kiedy mogłem przeć do przodu i realizować kolejne kocie plany, a było ich z reguły w liczbie nieskończonej. Tyle, ile gwiazd było widocznych nocą na niebie.
Podrzuciłem fajnie brzdąkającą sakiewkę do góry, łapiąc ją z powrotem. Zabrzdąkała uroczo, tak uroczo, że pewnie by to powtórzył, ale... ktoś za mną zaczął krzyczeć coś o sakiewce...? Tej sakiewce?! Poczekaj, poczekaj! - tak krzyczał, tak krzyczał. Dokładnie tak KRZYCZAŁ I CHYBA SIĘ TU ZBLIŻAŁ. Pomyślałby ktoś, że jednak marzenia się spełniały.
Roześmiałem się beztrosko i diabolicznie, beztrosko diabolicznie albo diabolicznie beztrosko, podskoczyłem kilka razy w miejscu żeby dać temu leniwcowi nieco forów, po czym ruszyłem przed siebie rozweselony, dumny z własnych poczynań, a co! Ja mogłem być dumny! Hihi. Goń mnie! Goń mnie, goń mnie, goń mnie! I spróbuj złapać, a jak złapiesz, to może postawię nam drinka. Albo mleczko i drinka, drinka i mleczko, albo drinka z mleczkiem. O tak!
I tak uciekałem, nieco się popisując, póki faktycznie mnie nie dorwał...?
oceanic feeling
Wipe the feet, the knees
Crawl to angry sea
I feel trampled here

The night just cradle in me
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
bezpieśny
zawód
wagabunda, twórca
Niesamowicie piękny człowiek. 179 centymetrów wzrostu; długie, lekko falujące się, brązowe włosy. Srebrzyca. Czasami jego oczy w świetle mogą wydawać się złote, ale to iluzja optyczna. Sporadycznie kilkudniowy zarost. Kilka blizn, które zdobył na morzu, większość zakryta runicznymi tatuażami zamkniętymi w kołach. Nie używa żadnych perfum - czuć od niego pot, morze, alkohol i las.

Dægberht Flint
#5
26.07.2024, 02:06  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.07.2024, 02:19 przez Dægberht Flint.)  
Flinty biegł nieco dziwacznie, jakby nie wiedział do końca co zrobić z rękoma. Nie wynikało to z dziwactwa ogólnego, lecz z dziwactwa, jakie nabył, zakładając ten niezbyt wygodny kapelusz, który spadał mu z głowy. Dłonie miał więc zawieszone pomiędzy pozycją charakterystyczną dla biegaczy a swoją głową, żeby w krytycznym momencie móc złapać go i przytrzymać, zanim ten odfrunie w siną dal... Zdecydowanie nie pomagało to w zbliżeniu się do O'Dwyera, ale Flint mieszkający przy Horyzontalnej nie od wczoraj postanowił ograć go w nieco inny sposób, a mianowicie skręcić w jedną z bocznych uliczek, jedną z tych idących prostszą drogą, niż wykręcająca w dziwny sposób aleja. Trik udał mu się bezbłędnie, błędem natomiast było to, co chciał zrobić później - to jest podstawić kocakowi nogę.

Rzut N 1d100 - 33
Akcja nieudana

Nie dość, że Leo udało się ją sprawnie przeskoczyć (a może i pokazać mu język), to jeszcze momentalnie zalało go poczucie winy.

Dægberht, zachowujesz się jak kompletna świnia!

Jęk Matki w jego głowie wywołał w nim tak silne emocje, że aż się zagotował, chociaż w pierwszej chwili wydusił z siebie jedynie krótkie i niezbyt sugerujące załamanie „mhm”. Zaraz po tym odchrząknął i nie ruszając się z miejsca krzyknął:

- Poczekaj! - Ale tym razem o wiele głośniej i bardziej przekonująco. Być może dlatego, że zamiast bardzo mi na tej sakiewce zależy, oddaj moją własność czy standardowego gonić złodzieja, Flint dodał:

- Ta sakiewka przeklęta jest! Masz przed sobą dwa lata nieszczęścia!

Nie zamierzał już za nim biec, skoro pani Pippins gdzieś tam, kilkadziesiąt kroków do tyłu, musiała dopiekać mu pysznego wafla, którego zje słuchając opowieści Viorici o tym, co go ominęło kiedy przebywał za siedmioma morzami. Marne to pewnie pocieszenie, ale dwa lata nieszczęścia to bardzo dużo życia - o wiele więcej niż przewidziała dla nich Matka - klątwa nie spełni się, skoro wszyscy zginą wcześniej. Cóż, wiwat przypadkowi! Kolejna dusza uratowana z objęć tortur. Jedynym co trzeba było zrobić, aby ich uniknąć okazała się być śmierć.


Matka nadała mi takie imię,
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr
Kot z tendencją do głupoty
kici kici miau
będę ciebie brał
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ma wzrost 174. Gibki, żwawy, skory do zabawy. Oczy jasnobrązowe, ale włosy ciemniejsze. Jest wysportowany, bo dużo biega i się wspina. Mięśnie ma, ale nie jest jakimś Pudzianowskim. Zyskał je ze swojego aktywnego trybu życia, a nie przez ciągłe ćwiczenia. Z reguły ciepły albo cwany uśmieszek ma na pyszczku. W WERSJI KOCIEJ: rudo umaszczony kot domowy, nieprzeżarty. Ma kompletnie inne zwyczaje niż Garfield.

Leo O'Dwyer
#6
27.07.2024, 17:48  ✶  
Tak, ten skok był epicki i dodał mi wiatru we włosach... w skrzydłach może, tak. Podskoczyłem raz jeszcze rozchichotany niczym goblin skarbnik, co to biegł wesoło do swoich piwnic wypełnionych przeróżnymi skarbami. Nie, wcale nie zamierzałem gromadzić niewysłowionego bogactwa. Ja z reguły od razu wydawałem albo komuś pożyczałem na wieczne oddanie, bo przecież mogłem sięgnąć po pieniądze, kiedy była tylko taka potrzeba.
Tak, pokazałem mu przy tym język. To dla motywacji by za szybko nie odpuszczał. Pewnie nawet biegłbym dalej przed siebie, gdzie tylko łapy by mnie poniosły, znaczy nogi, ale padły ciekawe słowa, który wgryzły się ciekawością w mój umysł. Nie byłem pewien, czy wierzyłem w słowa właściciela sakiewki, czy też nie. Bardziej byłem ciekawy, czy ta klątwa faktycznie istniała, czy jednak to był blef.
Zatrzymałem się. Tak, zatrzymałem się zaciekawiony. Wcale nie przyszło mi do głowy, że dwa lata nieszczęścia to dosyć sporo. Bardziej chciałem się świetnie bawić i przede wszystkim zaspokoić ciekawość. Co my tu mamy? CO MY TU MIELIŚMY!? Może te pieniądze były tak naprawdę z czekolady?!?!?!
Czym prędzej otworzyłem sakiewkę, zaglądając do środka z nieskrywaną ciekawością, czy coś mnie może kopnie w twarz...? A jeśli nie, jeśli faktycznie były tam monety, to złapałem jedną i polizałem... Ugryźć pewnie spróbować. Obejrzałem ją z każdej strony i z kantu strony też. Co to było? Czy to tylko taki patent na złapanie złodzieja?
- I co? - zapytałem zaskoczony Flinta, wbijając w niego uśmiechnięte spojrzenie. - Co to za klątwa?
...a jeszcze nie tak dawno temu Pani Florence kazała mi zakuwać, uczyć się na pamięć tych wszystkich skutków ubocznych zaklęć, uroków i klątw... Nauka zdecydowanie poszła se w las.
oceanic feeling
Wipe the feet, the knees
Crawl to angry sea
I feel trampled here

The night just cradle in me
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
bezpieśny
zawód
wagabunda, twórca
Niesamowicie piękny człowiek. 179 centymetrów wzrostu; długie, lekko falujące się, brązowe włosy. Srebrzyca. Czasami jego oczy w świetle mogą wydawać się złote, ale to iluzja optyczna. Sporadycznie kilkudniowy zarost. Kilka blizn, które zdobył na morzu, większość zakryta runicznymi tatuażami zamkniętymi w kołach. Nie używa żadnych perfum - czuć od niego pot, morze, alkohol i las.

Dægberht Flint
#7
29.07.2024, 01:39  ✶  
W środku tejże sakiewki naprawdę znajdowały się pieniądze, ale pośród kilku galeonów, jakie Flint wrzucił tam na zachętę (oraz żeby zniwelować i tak dudniące mu teraz w uszach potworne poczucie winy) znajdowało się też coś dziwnego. Niepasujący element - moneta z najwyraźniej dalekich stron, chyba niewiele warta sądząc po wyżłobionej na niej jedynce, ale kiedy Leo odwrócił ją, mógł zauważyć wypaloną na rewersie czaszkę. Bardziej dosłownym i stereotypowym być się pewnie nie dało. Dægberht poprawił kapelusz i uśmiechnął się do O'Dwyera bardzo serdecznie, zupełnie jakby zrobił mu jakąś przysługę, a nie celowo wprowadził na minę. Następnie otworzył usta, żeby rozpocząć swoją paplaninę, obnażając znów szereg krzywych zębów.

Jesteś z siebie dumny, Dægberht?

Jego uśmiech nieco pobladł, ale właściwie to tak... był z siebie dumny. Wszystko to skrzętnie zaplanował, żeby pozbyć się balastu, zanim kupi nową łódkę.

- A bo widzisz dobry złodzieju... - dobry człowieku brzmiało nieco lepiej, co? Ale ten złodziej wcale złym człowiekiem być nie musiał! - Normalnie poczciwy człowiek ze mnie - w swoim mniemaniu przynajmniej - tylko czasami stosuję metody niekonwencjonalne. Kiedy żem był ostatnio na takiej przeklętej wyspie z grobowcem, wszystkie znaki na niebie i ziemi mówiły mi, żeby tego nie brać, ale ja zawsze wtedy biorę. Jak ktoś ci nie pozwala przycisnąć guzika to przyciskasz, czy nie mam racji? Niestety jak się okazuje, niektóre rzeczy z grobowców kradzione, zawierają w sobie to... jak to się mówi - pierwotne zło? No powiem ci, duch co go tym uwolniłem z męczarni, dziękował mi z godzinę, nawet go przeprowadzać do Limbo nie musiałem, żebyś ty widział jego minę! A później, żebyś ty widział moją kiedy doczytałem w kronice, że ten badziew miał chronić przed kradzieżami przed 668 lat, zsyłając na przywłaszczających nieswoje rzeczy niemożliwego pecha. Pięć minut później moja łajba zahaczyła o skałę i niemal utopił się mój kot. - Położył dłoń na ramieniu O'Dwyera. - Miałem to dziadostwo przez pół roku i szesnaście razy wyrzuciłem je do oceanu, zawsze wracało. Ale dzięki tobie już nie wróci, chwała ci za to. Pomodlę się za ciebie w świątyni, a jeżeli przez to zginiesz, postaram się o godny pochówek. Twoja rodzina może nadesłać mi nekrolog. - Wyciągnął do niego rękę, by ją uścisnąć, na nieszczęście O'Dwyera nie przyjął przy tym zwrotu sakiewki. - Dægberht Flint. Jakbyś wciskał to innemu fraje... odważnemu ochotnikowi, pamiętaj - musi chcieć to zdobyć.

On już oczywiście tego nie chciał. Była to oferta bezzwrotna.


Matka nadała mi takie imię,
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr
Kot z tendencją do głupoty
kici kici miau
będę ciebie brał
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ma wzrost 174. Gibki, żwawy, skory do zabawy. Oczy jasnobrązowe, ale włosy ciemniejsze. Jest wysportowany, bo dużo biega i się wspina. Mięśnie ma, ale nie jest jakimś Pudzianowskim. Zyskał je ze swojego aktywnego trybu życia, a nie przez ciągłe ćwiczenia. Z reguły ciepły albo cwany uśmieszek ma na pyszczku. W WERSJI KOCIEJ: rudo umaszczony kot domowy, nieprzeżarty. Ma kompletnie inne zwyczaje niż Garfield.

Leo O'Dwyer
#8
29.07.2024, 21:22  ✶  
Smakować za dobrze nie smakowała, ale jeśli chodziło o klątwę, to sama w sobie nic takiego strasznego ze sobą nie niosła, przynajmniej te słowa Flinta nie wydawały się być takie złe... A jeszcze tak wdzięcznie się uśmiechał, że ja również się usmiechałem. I co tam uściśnięcie ręki, skoro można było sie czule przytulić, więc go wziąłem i przytuliłem, jakbyśmy były najlepszymi przyjaciółkami i to nie takimi po prostu najlepszymi przyjaciółkami, ale best friends forever, co byłoby w naszym przypadku zapewne wytatuowane na zadku, ale nad tym już nie rozmyślałem.
Spojrzałem oniemiały na monetę. Faktycznie, niby miała wartość jeden i taką czaszkę z tyłu... z wizerunkiem krowy byłaby obłędna, ale jeśli nie miało się, co się lubi, to się lubiło co się miało, a ja właśnie stwierdzałem, że nigdy się z nią nie rozstanę. Kto wie? Może nawet zabiorę ją do grobu jako akt najwyższej dobroci, którą uraczyłem Pana Dægberhta.
- Leo O’Dwyer, zawsze do usług! - przedstawiłem się, po czym jednak postanowiłem go nieco skarcić. Pomachałem paluchem teatralnie naburmuszony. - I żaden frajer, żaden frajer. Jam częścią tej siły, która wiecznie psikusów pragnąc, wiecznie dobro czyni - odparłem zaraz jednak wesoło, kłaniając się nisko i dumnie.
- Wspomniałeś, że lubisz koty... że miałeś kota...?! A wiesz... Bo dobrze się składa, bo okradłem pewnego fraje... nowego przyjaciela i teraz mam kupę kasy na whisky z mlekiem. Co ty na to??? - zapytałem, pytałem, wciąż pytałem, jednocześnie go holując w kierunku Pokątnej i Dziurawego Kotła. Ogólnie głośny był ze mnie typ, kiedy nie czaiłem się w kącie, kiedy się nie skradałem, kiedy nie byłem psychopatą, mniam.
Zagarnąłem nietypową monetę do kieszeni, żeby przypadkiem nie wpadła w oko barmanowi, a mieszek za pazuchę.
- Na drinka... Albo możemy obstawiać, ile życia mi zostało...? Tego pierwszego, rzecz jasna - zaśmiałem się z żartu raczej bardzo hermetycznego, bo jeszcze nie zdążyłem ostrzec Dægberhta, że ja to z natury kotem byłem. To jeszcze było przede mną i zapewne nie spodziewałem się jak blisko tego byłem. - Bo ja z natury kotem jestem. Ludzie się śmieją, że mam dziewięć żyć, ale to chyba Matka Natura i Słońce, Słońce i Matka Natura nade mną czuwają, tak. A mama to też się modli, ale do mugolskiego Boga, więc z kilku frontów jestem chroniony - wyznałem, puszczając go po chwili, bo mi się tak skocznie zrobiło. Potrzebowałem iść i skakać, skakać i iść, iść w podskokach, skacząc sobie iść, tak.
oceanic feeling
Wipe the feet, the knees
Crawl to angry sea
I feel trampled here

The night just cradle in me
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
bezpieśny
zawód
wagabunda, twórca
Niesamowicie piękny człowiek. 179 centymetrów wzrostu; długie, lekko falujące się, brązowe włosy. Srebrzyca. Czasami jego oczy w świetle mogą wydawać się złote, ale to iluzja optyczna. Sporadycznie kilkudniowy zarost. Kilka blizn, które zdobył na morzu, większość zakryta runicznymi tatuażami zamkniętymi w kołach. Nie używa żadnych perfum - czuć od niego pot, morze, alkohol i las.

Dægberht Flint
#9
30.07.2024, 13:40  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.07.2024, 13:42 przez Dægberht Flint.)  
Dægberht wysłuchał go spokojnie, powtarzając w myślach jego słowa. Zawsze do usług? Jakich usług? Usług przejmowania po nim upierdliwych klątw? Za największą wadę posiadania córki uznał właśnie, że kiedyś mogłaby zakochać się w takim wioskowym głupku i wtedy nie tylko bliscy by wiedzieli o jego durnocie, ale i Flintowie musieliby się z nim bliżej zapoznać. Mężczyzna przekręcił głowę w bok, pozwalając kilku niesfornym kosmykom wydostać się z upięcia i opaść mu na twarz, w zadziwiająco estetyczny sposób. Zdecydowanie należał do osób urodziwych, o eterycznej aparycji, ale w tym, w jaki sposób spoglądał na O'Dwyera wybrzmiewała jakaś zadziorność. Gdyby był wiłą, byłby wiłą ciskającą płomieniami z zaciśniętych pięści, a języki ognia odbijałyby się w tych wielkich błyszczących oczach niosących w sobie tajemnice zza siedmiu mórz.

- Życie nie przyzwyczaiło cię do powściągliwości - zauważył i od razu powiedział, nie decydując się na przemilczenie tego faktu, bo milczenie do O'Dwyera nie pasowało zupełnie. Flint trzymał go na dystans, całkiem trafnie oceniając go jako chodzące kłopoty. Otwartość względem innych ludzi nie była mu oczywiście obca - miał wielu przyjaciół i jednał sobie wszystkich tam, gdzie postawił nogę, zachowanie tego jegomościa nie zaraziło go jednak - stał w miejscu, bo wirująca energia nie wzruszyła go wcale - nie opuszczała go czujność, ta zaś czyniła zachowanie Leo alarmującym. Flint zatrzymał się, a tym samym zatrzymał ich - odmówił wycieczki uliczkoznawczej. - Żaden z ciebie kot, Leo O'Dwyerze, to jedynie maska, jaką przyjąłeś, aby skąpać swoje oblicze w blasku. Blasku, którym otula twoje jestestwo Matka, jaką to obraziłeś właśnie, przyrównując ją do wymyślonych, mugolskich bogów. Niegodne to czarodzieja stojącego tu wpół kroku przed końcem znanego nam świata. Oby Pani Księżyca ulitowała się nad twoją duszą, zamiast na napitek wydaj te pieniądze na wstawiennictwo w kowenie Whitecroft, póki nie jest za późno. - Wsunął rękę do kieszeni płaszcza i wyciągnął swój portfel. Faktycznie posiadał tam wizytówkę z adresem londyńskiego kowenu, którą wręczył mu spokojnie. - Proszę. Ty tryskasz psią energią. Koty chodzą swoimi ścieżkami i muszą poczuć się przy kimś bezpiecznie, aby się do niego zbliżyć. Są w tym interesowne. Ty jesteś psem. Samcem. - Odwrócił się w połowie, ale po chwili znów na niego spojrzał, z miną jakby sobie o czymś przypomniał. - Muszę iść, zanim ktoś ukradnie mi walizki. - Skinął głową, trochę jakby sam do siebie. - I jak coś, to nie jestem dziewczyną - dodał nagle, pewnie i zdecydowanie, najwyraźniej mówił to innym częściej, niż by chciał. Zaproszenie na drinka uznał za flirt. Nie mógł go odwzajemnić z oczywistych przyczyn - nie tak ten świat stworzono.


Matka nadała mi takie imię,
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr
Kot z tendencją do głupoty
kici kici miau
będę ciebie brał
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ma wzrost 174. Gibki, żwawy, skory do zabawy. Oczy jasnobrązowe, ale włosy ciemniejsze. Jest wysportowany, bo dużo biega i się wspina. Mięśnie ma, ale nie jest jakimś Pudzianowskim. Zyskał je ze swojego aktywnego trybu życia, a nie przez ciągłe ćwiczenia. Z reguły ciepły albo cwany uśmieszek ma na pyszczku. W WERSJI KOCIEJ: rudo umaszczony kot domowy, nieprzeżarty. Ma kompletnie inne zwyczaje niż Garfield.

Leo O'Dwyer
#10
04.08.2024, 11:48  ✶  
Łohoho. Dawno nie spotkałem fanatyka religijnego! Z takimi to się nie dyskutowało, bo się obrywało miotłą! Ba!, gromami niebieskimi! Taaa... Chcieliby. Nie mieli takiej mocy, ich bożkowie również nie mieli, choć rzekomo jakieś gromy potrafiły tam ciskać w przeszłości, sztormy, rozstąpienia wód, susze i inne takie. Szanowałem, ale nie zamierzałem się szamotać z taką osobą. Może nawet potaknąłbym grzecznie i odszedł w stronę uwielbionego słońca, ale padły słowa obrazy względem mojej kociej natury, a tej znieść nie mogłem.
Psem! Ja psem! Phi! Ja nie znosiłem psów, bo były brudne, agresywne i głośne! Przede wszystkim wściekłe! Szczególnie kiedy widziały kota, a... a też nie wyszło z mojej głowy zdarzenie z początku lipca. Mogłem zginąć. Przez psy właśnie. Bałem się ich panicznie i na Matkę Najcudowniejszą, nie chciałem być z nimi porównywany. Nie chciałem o nich nawet myśleć. Wzdrygnąłem się.
- A ty z kolei nie potrzebujesz monety by być przeklętym! Nikogo nie obrażam, to ty obrażasz, uznając Boga mojej matki za wymyślonego! - odezwałem się oburzony w obronie pani O’Dwyer. To święta kobieta była sama w sobie, więc zamierzałem ją bronić w każdym przypadku. Wziąłem jednak wizytówkę od Dægberhta. - Chętnie środki tam wpłacę, do tego kowenu, ale o modlitwę za ciebie. Część, bo drugą dam w mugolskim kościele żeby ocalił twoją duszę od potępienia, ognia piekielnego!
Nie rozumiałem, o co mu chodziło z tą dziewczyną, ale to nieistotne, bo padło słowo klucz - walizki. Nie, nie zamierzałem go już okradać. Kasa miała mi wystarczyć, szczególnie że zrobiłem to dla psot, a nie z potrzeby własnej. Za machnięciem czarodziejskiej różdżki, przemieniłem się w te pędy w rudego kociaka i pomknąłem w kierunku jego walizek. Zamierzałem po prostu na nie nasrać w ramach podziękowania, a potem oddalić się z pełną satysfakcją nim ich właściciel mnie dogoni. Hihi.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Dægberht Flint (2196), Leo O'Dwyer (1545)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa