Słowa Thomasa wywołały śladowy uśmiech pod jego nosem. Uwaga była trafna, lecz czarodziej nie dostrzegał dookoła nikogo, kto mógłby tę kobietę uszczęśliwić do łez. Któż by się w końcu ważył zmyć, doprowadziwszy piękną niewiastę do paroksystycznej euforii?
Nie musieli na szczęście siłą wyciągać z nieznajomej odpowiedzi na te pytania. Historia bez trudu się wyjaśniła. Woody Tarpaulin jako mężczyzna (wybiórczego) honoru oraz były glina nie mógł odmówić pomocy damie w opałach. A jeśli miałby jakiekolwiek wątpliwości, przekonałoby go do tego bez dwóch zdań spojrzenie Nory.
Przez myśl nie przyszło mu nawet oczywiście, aby powiadomić służby. Jeszcze zanim wygonili go z Brygady, miał słabość do samosądów. Teraz — gdy wiódł życie ministerialnego pariasa — wymierzenie na własną rękę odpłaty niegodziwemu rybakowi było dla niego jeszcze atrakcyjniejsze.
Nagroda była co prawda sprawą drugorzędną, ale i tak ciekawsko prześliznął wzrokiem po monetach. Nie był specjalistą z dziedziny, lecz handlując na Nokturnie miał oko do tego, które przedmioty mogą się okazać wartościowe.
— Absolutnie — przytaknął Thomasowi z pełnym zaangażowaniem.
W końcu jakie mieli opcje? Wypędzić ją stąd tak o? W żadnym wypadku. Jedyną alternatywą było zgłoszenie tego, ale jak zostało już wcześniej zaznaczone, Woody nie pałał miłością do struktur władzy, mimo że wielu jego bliskich w nich działało.
— Pani prowadzi do tego bydlaka. — Zachęcił nieznajomą ruchem ręki. — I powie coś więcej, jeśli można. Chociażby godność szanownej pani?
Sytuacja miała wiele niewiadomych. Kolejne pytania cisnęły się na usta detektywa Longbottoma. Nawet niemal dekadę po wydaleniu ze służby — choćby w nocy o północy oraz po kilku głębszych — odruchowo takie przypadki analizował przez pryzmat rubryczek i tabelek z rozmaitych druczków wpinanych w akta spraw.
!skarbmorza3