11.07.2024, 20:16 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.07.2024, 22:43 przez Desmond Malfoy.)
Był błyskiem w oku ogara, pędzącego przez gęsty podszyt w pogoni za lisem. Był białym kłem, którym lis zrywał wystygłe mięso z kości padliny. Był trwogą sarny spłoszonej przez huk pierwszego strzału obławy. Był szokiem myszy kęsem pożartej przez konia na pastwisku. Był ospałą desperacją kiełkującego żołędzia, którego jedyny liść więdnął w słońcu skradzionym przez rozłożyste korony prastarych krewnych. Był trucizną wtłaczaną w ziemię przez krwawnik, powoli wycieńczającą okoliczne trawy. Był tysiącem ziaren pyłku, był setką jaj w skrzeku, był dziesiątką kociąt w miocie, tym wszystkim, co rzucone zostało Naturze na pożarcie, aby przetrwało chociaż jedno i mogło dalej propagować ten masochistyczny krąg życia, z którego jedyną ucieczką była śmierć.
– Byliśmy tu już wcześniej prawda – powiedział szeptem, ale wiedział, że Oleander go usłyszy. – Byliśmy tu. Rok temu.
Nie musiał się odwracać, żeby się upewnić, że gdzieś za ich plecami dostrzegłby skraj lasu otaczającego posiadłość rodową Malfoyów. Wzgórza Wiltshire potrafił rozpoznać po samym zapachu.
Jakże doceniał to, że sny pozwalały płynąć wbrew prądowi czasu. Życie było znacznie przyjemniejsze to dwanaście miesięcy temu.
***
Odetchnął, wpatrując się w zielony przestwór pozłoconej letnim słońcem łąki. Czuł słodką woń dzikiego bzu i cierpką gorycz piołunu, choć nie mógł wypatrzeć żadnej z tych roślin wokół nich. Rozpaczliwy chaos koszmaru, z którego został nagle wyrwany, dziwacznie kontrastował się z idyllą obecnej sceny. Ogarnął go bezwzględny, nieuchronny spokój; wszystko, o czym myślał wcześniej, wydawało mu się odległe i błahe. Nie był w stanie poczuć nawet cienia dyskomfortu, nawet gdy wysokie witki ciężkiej od nasion trawy ocierały się o jego nagie łydki. Uśmiechnął się.– Byliśmy tu już wcześniej prawda – powiedział szeptem, ale wiedział, że Oleander go usłyszy. – Byliśmy tu. Rok temu.
Nie musiał się odwracać, żeby się upewnić, że gdzieś za ich plecami dostrzegłby skraj lasu otaczającego posiadłość rodową Malfoyów. Wzgórza Wiltshire potrafił rozpoznać po samym zapachu.
Jakże doceniał to, że sny pozwalały płynąć wbrew prądowi czasu. Życie było znacznie przyjemniejsze to dwanaście miesięcy temu.