• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9
[23/04/1972] Ten wampir, co brzdąkał na gitarze... | Fergus & Nora & Sauriel & Salem

[23/04/1972] Ten wampir, co brzdąkał na gitarze... | Fergus & Nora & Sauriel & Salem
"Toby"
There's a starman waiting in the sky
He'd like to come and meet us
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fergus jest dość wysoki, bo mierzy metr osiemdziesiąt wzrostu, a do tego dość chudy. Patrząc na niego, ma się wrażenie, że może się złamać na pół. Ma długie, wiecznie rozczochrane włosy, które związuje, kiedy musi się skupić lub nad czymś pracuje i brązowe oczy w odcieniu czekolady. Zazwyczaj jest dosyć nerwowy i intensywnie gestykuluje, kiedy mówi. Jest leworęczny.

Fergus Ollivander
#1
13.01.2023, 21:02  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.10.2024, 13:05 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Nora Figg - osiągnięcie Badacz Tajemnic I

Nie wiedział, jak Nora to zrobiła, że przyciągała takie tłumy. Różowa knajpa początkowo kojarzyła mu się z tą obrzydliwą herbaciarnią z Hogsmeade, do której ludzie udawali się na randki, często wbrew swojej własnej woli. Ale tutaj to jakoś działało, przyciągało wzrok, zwiastowało przytulność. Rano pachniało ciastem drożdżowym i pączkami, wieczorem klientów przyciągała dobra muzyka i wszechobecny śmiech, oznaczający dobrą zabawę. Sporą robotę robił też gadający kot, który stał się chyba znakiem rozpoznawczym przybytku Figg. Niezależnie od tego, jak rozwijałaby się kariera Nory, Fergus i tak byłby u niej codziennie, wspierając jej biznes.
Czas w pracy dłużył mu się niemiłosiernie, głównie dlatego, że większość dnia był rozproszony. Skupienie się na czymkolwiek nie wchodziło w rachubę, zwłaszcza w ostatnim czasie. Znów skończył, przekładając pudełka z różdżkami i wypełniając papierologię, bo wszelkie próby tknięcia się czegokolwiek poważniejszego kończyły się podpaleniem mebli lub własnej szaty. Najważniejsze jednak, że jego włosy nie zajęły się ogniem, bo chyba by się popłakał, gdyby musiał je przez to ściąć.
Na zewnątrz czuć było wiosnę, choć już dawno się ściemniło. Maj zbliżał się nieubłaganie, obiecując cieplejszą pogodę i możliwość spędzania czasu na zewnątrz. Bał się, że znów skończy na Nokturnie, co przy ostatnich wizytach nie wróżyło niczego dobrego. Za każdym razem kończył z gigantycznym kacem i strachem przed tym, kogo znów tam spotka. Najmniej spodziewał się oczywiście Sauriela, a przede wszystkim tego, czego się na jego temat dowiedział. Mierziło go to od środka, świadomość, że jego najlepszy kumpel tak właściwie już dawno nie żył. A mimo to wciąż był. Jakoś łatwiej było to zdzierżyć po alkoholu.
Wciąż, wzbraniając się chociaż tego dnia przed Nokturnem, skręcił do różowej klubokawiarni Nory, by choć jednego wieczoru nie zalać się w trupa i zachować jakąkolwiek świadomość. Powoli zatracał w tym wszystkim siebie, dążąc jedynie do hedonizmu. Nora chyba by go zamordowała, widząc, w jakim stanie znajdował się każdego ranka, gdy rzeczywistość brutalnie sprowadzała go na ziemię. Zaglądał do niej, a potem znikał, szlajając się nocą po Londynie, podczas gdy ona myślała, że smacznie chrapał w swoim łóżku.
Opadł na stołku przy barze, opierając się o blat i szukając wzrokiem Salema, ale nigdzie go nie znalazł. Nora kręciła się po drugiej stronie lady, obsługując jakichś klientów.
- Jakim cudem ci wszyscy ludzie się tu mieszczą? – spytał, gdy w końcu znalazła chwilę, by do niego podejść. Rozejrzał się po pomieszczeniu, chcąc wyliczyć, ile osób się tutaj znajdowało, aż jego wzrok zatrzymał się w rogu, na postaci ukrytej w półmroku. – Czy to… Co tu, do cholery jasnej, robi Rookwood? – zapytał z wyrzutem, nie odrywając wzroku od ciemnowłosego mężczyzny z gitarą w ręku, który jakimś sposobem zdołał jednocześnie odpalić papierosa. Miał ochotę się uszczypnąć, by sprawdzić, czy po prostu nie utknął w jakimś dziwacznym śnie, który łączył ze sobą dwa światy. Ale nie, on tam rzeczywiście siedział, grając muzykę, którą Fergus kojarzył, ale nie potrafił z niczym powiązać.
Skonsternowana mina utrzymywała się na jego twarzy, gdy w gardle czuł obrzydliwą gulę wywołaną strachem. Czy Nora zdawała sobie sprawę z tego, że w jej knajpie siedział teraz wampir? Ufał Saurielowi, chciał mu ufać, ale jednocześnie miał ochotę trzymać go z dala od Nory i Mabel. Były zbyt naiwne, zbyt delikatne, by sobie z tym poradzić. Próbował to jakoś przetrawić, ale nie mógł. Nawet jeśli ostatnim razem walczył ze strachem, on wciąż trochę się utrzymywał. Przyjaciel, prawda? To tylko przyjaciel, ten z dawnych lat, ze szkolnych korytarzy.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#2
14.01.2023, 00:43  ✶  

Minął już ponad miesiąc od otwarcia przez Eleonorę klubokawiarni. Powoli zaczynała odnajdywać się w pełni w zarządzaniu tym przybytkiem. Na początku musiała wszystko poukładać, żeby jakoś działało. Udało jej się nawet zatrudnić kilka osób, co uważała za spory sukces. Nie musiała już wszystkiego robić sama, nie zmieniło to jednak zbyt wiele, w końcu i tak była tu codziennie. Nie ma się co dziwić, przecież też tutaj mieszkała. Zresztą nikt nie był w stanie stworzyć wypieków na jej poziomie, nie sądziła nawet, że uda jej się znaleźć osobę, która miałaby o pieczeniu choć ułamek pojęcia z jej wiedzy. Przyszło jej się pogodzić z tym, że to ona zawsze pierwsza musiała pojawiać się rano. Rano to pojęcie względne, niektórzy mogli uznać to za środek nocy...

Ku zadowoleniu panny Figg wieczorami w klubokawiarni zaczęło się pojawiać coraz więcej osób. Miała wrażenie, że ma to związek z tym, że udało jej się namówić Sauriela, aby od czasu zagrał coś na swojej gitarze. Był on zdecydowanie dobrym wyborem, w przeciwieństwie do Jacka, któremu dała szansę się tu pokazać, niestety coś nie wyszło, publika nie do końca czuła jego wibracje, więc musiała zakończyć z nim współpracę.

Coraz więcej osób zaczęło pojawiać się w klubokawiarni, zbliżała się godzina występu. Norka stała za ladą, gotowa sprzedać dzisiaj sporo alkoholu. Ostatnio lały się go tutaj hektolitry. Sama pozwoliła sobie nalać trochę ognistej do szklanki, na lekkie rozluźnienie. Siedziała na stołku, który był dosyć wysoki, inaczej pewnie nie było by jej widać zza baru. Przyglądała się uważnie mężczyźnie, który stał na podwyższeniu, które miało służyć za scenę z gitarą w ręku. Nie spodziewała się, że Czarny Kot aż tak odnajdzie się w tym miejscu. W końcu zupełnie do niego nie pasował, jednak jak widać, czasem przeciwieństwa się przyciągają. Norka była uśmiechnięta, ślepy by zauważył, że miała wyśmienity humor. Lubiła, kiedy Sauriel tutaj grał, miała wrażenie, że idealnie dopełnia to miejsce.

Norka starała się uszczęśliwić wszystkich klientów, zgrabnie więc nalewała co chwila alkohol do szklanek. Była tak zajęta praca, że nie zauważyła kiedy przy ladzie pojawił się Fergus. Stały bywalec tego miejsca, przyjaciel, który odwiedzał ją niemal codziennie. Wpadał choć na chwilę, sączył drinka, pytał co słychać i znikał. Cieszyło ją to, że miała go teraz blisko siebie. Ich relacja kwitła, miała wrażenie, że nie byli że sobą nigdy aż tak blisko. - Dobrze Cię widzieć. Nie mam pojęcia, jakim cudem się mieszczą, na szczęście jeszcze jakoś im to wychodzi. Jak tak dalej pójdzie będę musiała pomyśleć nad tym, jak rozbudować to miejsce, albo chociaż wymyślić jakieś przemeblowanie.- Postawiła przed Ollivanderem szklankę z ognistą, w końcu nie będzie tak tu siedział o suchym pysku. - Jesteś głodny? - Wolała się upewnić, przecież od tego była, żeby o niego dbać, jak prawdziwa przyjaciółka.

Wgramoliła się ponownie na krzesło, co wcale nie należało do takich prostych rzeczy w przypadku panny Figg, z jej wzrostem było to nie lada wyzwanie. Ściągnęła jeszcze odruchowo na dół fioletową sukienkę, w drobne złote gwiazdki, jak zawsze była trochę zbyt krótka, a wolałaby, żeby nikt nie oglądał jej zadka. Sięgnęła po szklankę z alkoholem, upiła niewielki łyk, kiedy Fergus zadał pytanie. Trunek, zatrzymał się jej w gardle, przełknęła go trochę zbyt głośno i przeniosła spojrzenie na Fergusa, pytanie które zadał zabrzmiało, jakby miał do niej jakieś pretensje, może się zdenerwował, tylko dlaczego, z tego co pamiętała całkiem nieźle dogadywali się w Hogwarcie. - Jak to co robi? No gra, czyli to, co wychodzi mu najlepiej. Myślisz, że Ci ludzie zaczęli tutaj bywać przypadkowo? - Przyglądała się uważnie Ollivanderowi, powinien wiedzieć, że nie było to dziełem przypadku. Teraz ją olśniło, że zapomniała mu o tym wspomnieć, a jakimś dziwnym trafem mężczyźni zawsze się mijali. - Nie wspomniałam Ci o tym, prawda? - Widać było, że jest jej trochę głupio, że zapomniała wspomnieć o tej dość istotnej informacji.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#3
14.01.2023, 01:05  ✶  
Ludzie kochali tajemnice - taki był ten świat. A Pan Sauriel Rookwood roztaczał jej widmo wokół siebie na całkiem spory dystans. Dlatego, że wiele tajemnic miał. I też dlatego, że przy tym wszystkim był całkiem arogancki i zachowywał się na co dzień, jakby wcale ich nie było. Ludzi przyciągała też charyzma. Sauriel nie został stworzony do tego, by występować przed wielką publiką, ale siedzenie sobie w kącie knajpy, brzdąkanie tego, co lubił i co wiedział, że przypadnie ludziom do uszu, nie było już problemem. Więc siedział na swoim stołku ten Czarny Kot, który był zdecydowanie mniejszą atrakcją od tego gadającego, ale zawsze - jakąś. Obroty się zgadzały, wydawały się wręcz rosnąć, więc... chyba faktycznie - działało. Sauriel by skłamał, gdyby miał powiedzieć, że sądził, że to NIE zadziała. Jak już wspominałam - był całkiem arogancki.
Jak to koty.
O co jednak się rozchodziło temu Kocurowi? Ano głównie o to, żeby posiedzieć, pograć, napić się. Pobawić. Wiecie, każdy muzyk miał swoją specyficzną minę i ruchy, kiedy grał. Kiedy był skupiony. Bo muzyka miała to do siebie, że pasjonatów pochłaniała do reszty. Tak jak Norę bez reszty pochłaniały jej wypieki. Ich zapach, woń i struktura ciasta - coś, co znała tylko ona, czego inni nie pojmowali i być może w innym zakątku świata był drugi taki, co tak przeżywał pieczenie, ale nie było miejsca na dwóch takich w jednym Londynie, być może nawet całej Anglii. Cóż, akurat grajków przygodnych było sporo. Dla Sauriela to nie były pieniądze - to była możliwość wyrwania się z domu i spędzenia go na czymś, co kochał robić. Co potrafiło go odciąć od świata, kiedy marszczył brwi, kiedy poruszał się wraz z muzyką, czasami wpatrując się w struny, a czasami tym skupionym wzrokiem na okna kawiarenki. I, o paradoksie, Wampir Śmierciożerca grał w Różowej Kawiarni członkini Zakonu Feniksa.
Podobno Los kochała igrać z tymi, którzy mieli coś do opowiedzenia.
Więc grał. Dbając o to, żeby te spokojniejsze utwory, te smutne, były potem przerywane żywszymi i radośniejszymi. Popiół brudził mu spodnie, ale się tym nijak nie przejmował. Po prostu grał. Ludzie lubili się pobawić przy brzdąkającej muzyce, pogadać, może czasem poobserwować i pozastanawiać się "woaah, jak on to robi tam, tymi palcaaami..." Sauriel zaś lubił na to odpowiadać: "to nie wszystko, co z nimi umiem robić" wink wink.
Utwór dotarł do końca, a muzyk wstał, pokłonił się i odłożył w kąt swoją gitarę, otrzepując swoje spodnie, by zaraz różdżką je wyczyścić, kiedy skierował się do miejsca, w którym ostatni raz widział kobietę. Czyli - za barem. I nawet nie od razu zobaczył Fergusa, albo inaczej - obróconego do niego w taki sposób po prostu nie zanotował od razu, że to on.
- Wiesz co, przemyślałem sobie to wszystko i chyba powinienem inkasować twoje buziaki za występy zamiast mamony. - Oznajmił, siadając przy barze i sprawdzając, czy jego opuszki są jeszcze całe, czy może powstał w nich nowy wymiar dziur.


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
"Toby"
There's a starman waiting in the sky
He'd like to come and meet us
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fergus jest dość wysoki, bo mierzy metr osiemdziesiąt wzrostu, a do tego dość chudy. Patrząc na niego, ma się wrażenie, że może się złamać na pół. Ma długie, wiecznie rozczochrane włosy, które związuje, kiedy musi się skupić lub nad czymś pracuje i brązowe oczy w odcieniu czekolady. Zazwyczaj jest dosyć nerwowy i intensywnie gestykuluje, kiedy mówi. Jest leworęczny.

Fergus Ollivander
#4
14.01.2023, 19:54  ✶  
Przywykł do tego, że Norze zdarzało się go nie zauważyć. Miała mnóstwo roboty na głowie, a on łatwo wtapiał się w tłum, zwłaszcza w panującym wieczorami półmroku tworzącym klimat baru, w którym dało się posiedzieć ze znajomymi. Aż dziw brał, jak bardzo to miejsce różniło się od tego, jak wyglądało rano. Za dnia ludzie zauważali wypieki, żądali kawy na wynos i znikali, czasem tylko siadali przy stoliku, czytając poranną prasę. Później istniały wygodne kanapy, pełen bar i… oprawa muzyczna.
- Może powinnaś zainwestować w zaklęcia zwiększające? Miałabyś od razu więcej przestrzeni w mieszkaniu, Nicholas nie musiałby spać w wannie - zaproponował, naigrywając się przy tym z jej młodszego brata. Naprawdę podziwiał Norę za to, że potrafiła żyć na tak małej przestrzeni z rodzeństwem, córką i gadającym kotem, który z nich wszystkich był najbardziej snobistyczny i potrzebował chyba najwięcej przestrzeni, głównie do przetrzymywania tuńczyka. Wyobraźnia płatała mu dzisiaj wyjątkowo mocne figle, podsuwając najdziwniejsze pomysły. Chyba był już po prostu przemęczony: pracą, brakiem snu, ogólnym rozproszeniem. Przez to też mógł być nieświadomie złośliwy, nawet jeśli tylko we własnych myślach.
Pokręcił głową na jej pytanie. Niespecjalnie miał dziś apetyt, nadal zresztą leczył ból głowy po ostatnim wyjściu na Nokturn, ale nie przeszkadzało mu to w sięgnięciu po szklankę whisky, gdy tylko Nora mu ją podstawiła pod nos. Doskonale wiedziała, czego potrzebował. Nawet nie musiał się odzywać. Upił spory łyk, nim zaczął rozglądać się po sali, starając obliczyć liczbę znajdujących się w niej gości. I już planował kolejny, gdy zatrzymał się w połowie drogi, odstawiając trunek na blat. Spojrzał na Norę z wyrzutem.
- Nie, nie wspominałaś - powiedział, wyraźnie obrażony, znów spoglądając w kierunku Sauriela, który grał coś w najlepsze, przyciągając tym uwagę jakichś dziewcząt z najbliższego temu kątowi stolika. - Gdybyś mi powiedziała, pewnie bym ci to odradził, biorąc pod uwagę, że jest… - urwał w pół zdania, uświadamiając sobie, co chciał powiedzieć, więc szybko sięgnął po szklankę z whisky, by zyskać na czasie i spróbować jakoś z tego wybrnąć. Szybko mu poszło, prawda? A były rzeczy, których nie powinno się mówić na głos, zwłaszcza w zatłoczonych barach. - …dupkiem, który nie odzywał się do mnie przez ostatnie cztery lata. Nie zasłużył na pracę u ciebie - skończył swoje słowa, wciąż przyglądając się Rookwoodowi z przekąsem. Nie wiedział, co o tym myśleć. Zaledwie tydzień temu myślał o nim, że był trupem, podczas gdy on w najlepsze brzdąkał na gitarze w Norze Nory. Oznaczało to, że musieli mieć ze sobą kontakt już wcześniej, co tylko wzmocniło w nim uczucie skręcającego się z zazdrości żołądka. Był wściekły na Sauriela, już nie tylko za to, że go olał, chociaż ostatnio spędzili całkiem przyjemny wieczór (który zaczął się mniej zachowawczo), ale też za to, że swoją obecnością narażał Figgów na niebezpieczeństwo. On mógł ryzykować, Norze na to nie pozwoli. Tylko jak to rozpracować, by bez mówienia prawdy wyszło na jego?
- Za buziaki nie kupisz sobie żarcia - stwierdził, obracając w rękach szklankę, gdy tylko Sauriel pojawił się przy barze. Nie żeby potrzebował jedzenia: nie dość, że żywił się krwią, to na dodatek gdyby było inaczej, pracował w pieprzonej cukierni, ciasta miał pod dostatkiem. - Cześć, Sauriel, stary druchu, kopę lat. Co tam u ciebie? - zapytał, klepiąc go po plecach, trochę mocniej niż by wypadało i uśmiechając się radośnie, choć po bliższym przyjrzeniu się dało się spostrzec, że było to sztuczne jak diabli. - Tęskniłem za tobą, Nora pewnie też. Prawda, Nora?
Nadal klepał go po plecach, nie do końca ogarniając, że wypadałoby już przestać.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#5
15.01.2023, 21:18  ✶  

Norka miała na głowie sporo. W końcu była początkującą przedsiębiorczynią, która próbowała udowodnić, że Londynowi brakowało Nory. Miała wrażenie, że udawało jej się to coraz bardziej. W końcu pojawiały się tu coraz większe tłumy. Poczta pantoflowa działała, zauważała też, że ludzie wracali. Rozpoznawała coraz więcej twarzy, co tylko utwierdzało ją w tym, że robi to dobrze. Musiało się im tutaj podobać, skoro wracali do tego miejsca. Nie do końca była pewna, czemu to zawdzięczała, może po prostu chodziło o atmosferę tego miejsca? Zależało jej na tym, by stworzyć przestrzeń, w której każdy będzie czuł się dobrze, gdzie będzie można złapać oddech od tego wszystkiego, co działo się wokół. Nie oceniała swoich bywalców, byli dla niej klientami, którzy postanowili zagościć właśnie w jej progach, co tylko powodowało jej zadowolenie. Nie starała się ich dopasowywać do grupy ludzi, których reprezentują, w końcu powierzchowność mogła być myląca, a panna Figg nigdy nie oceniała, każdemu dawała szansę.

- Nie jest to wcale taki głupi pomysł, choć jeśli mam być szczera, to średnio się znam na takich zaklęciach, potrafiłbyś coś takiego zrobić? - Jeśli nie to może powinna poszukać gdzieś indziej. Jak tak dalej pójdzie, to ludzie zaczną stać jeden na drugim, co nie będzie komfortowe, a skoro zainteresowanie było coraz większe lepiej szybciej reagować, żeby mieć przygotowane jakieś rozwiązanie. - Nico się skarżył? - Lustrowała Fergusa uważnie wzrokiem nieco zaniepokojona. Myślała, że bratu nie jest wcale u niej tak źle, zawsze lepiej być w Londynie, niż na wsi u rodziców, może miała mylne wrażenie i Nicholasowi wcale się u niej nie podobało?

Nie dało się nie zauważyć, że Fergus miał jej za złe, że nie wspomniała mu o tym, że ich wspólny znajomy grywa tu wieczorami. - Odradził? No co Ty, zobacz jak się świetnie prezentuje na tej scenie, myślę, że nie tylko ja tak uważam. - Pokazała mu wzrokiem kilka dziewcząt, które siedziały gdzieś w okolicy sceny zapatrzone w Rookwooda. Zadecydowanie był powodem dla którego one tutaj przychodziły, zresztą nie dziwiła im się wcale, sama Norka była zapatrzona w niego jak w obrazek, kiedy wyciągał gitarę, może i nie tylko wtedy? Miała do niego jakiś taki dziwny sentyment. Sama nie wiedziała dlaczego tak na niego reagowała, nie zamierzała też póki co, szukać odpowiedzi na to pytanie, ważne, że im się dobrze razem współpracowało. W końcu gdyby było inaczej, to by tu tak często nie przychodził.

- Cztery lata to tyle, co nic. Ja urwałam kontakt z większością osób na dłużej i nikt nie miał mi tego za złe. - Starała się bronić Rookwooda, w końcu nie miała pojęcia dlaczego przestał odzywać się do Fergusa, to były ich sprawy, w które nie była wtajemniczona. Sama też nie powiedziała Saurielowi o wszystkim, jakoś nadal zapomniała wspomnieć o tym, że ma córkę. Przychodził tu w takich godzinach, w których Mabel już słodko spała na tyłach cukierni.

Poczuła, że jej policzki zrobiły się ciepłe, kiedy Sauriel wspomniał o zmianie waluty swojego wynagrodzenia. Nie dało się nie zauważyć różanych rumieńców, które pojawiły się na jej twarzy. Uśmiechnęła się do niego promiennie. - - Nie wiem ile to by musiało być buziaków, coś czuję, że mogłabym Ci się nie wypłacić.- Zawstydził ją trochę, nie potrafiła jednak walczyć z tym, w jaki sposób reagowało jej ciało, wolałaby tego nie pokazywać, szczególnie przy Ollivanderze, jednak nie miała na to najmniejszego wpływu. Pozostawało się z tym pogodzić.

Spoglądała na Fergusa, kiedy witał się z mężczyzną, miała wrażenie, że coś jest nie tak, nie potrafiła jednak stwierdzić co. Upiła łyk alkoholu ze swojej szklanki przyglądając się im uważnie. - Tęskniłam, nie bez powodu przecież go tutaj zaprosiłam, straszenie się cieszę, że współpraca nam się układa. - Jej słowa były zupełnie szczere.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#6
15.01.2023, 21:52  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.01.2023, 21:53 przez Sauriel Rookwood.)  
Oo właśnie, dupek. Dupek. Przez duże "d", inaczej Saurielkowi byłoby bardzo przykro, a jego jakże wrażliwe serce rozpadłoby się na kawałeczki. Można było o nim usłyszeć wiele rzeczy, ale... dobre? Tylko Norka była taka zwariowana, żeby mówić o nim DOBRZE. No, może do tego jeszcze teraz dołączała Victoria. Chyba. Może. Probably? Gdyby tylko ten jakże wspaniały komplement wypowiedziany przez ex (?) przyjaciela dotarł do jego uszu, to byłby to prawdziwy miód! Mlekiem i miodem płynąca dolina, w której moczysz sobie stópki, kiedy myślisz, że masz już za twarde pięty. Czy coś takiego. Niestety nie było odmaczania piętek ani żadnego feels good na duchu, bo komplement dosłyszany nie został. Sauriel zajął się akurat spoglądaniem na dziewczyny przy stoliku i puszczeniem w ich kierunku oczka, jak i tym, że kiedy już zwrócił się do baru to widział Norę Figg. I niekoniecznie przysłuchiwał się od razu, o czym ona rozmawia z klientami. Mało tu ich było? Ano - nie. A gdyby tak to obrzezać z cynizmu, którym Rookwood opływał na co dzień, jakby tak odjąć szczyptę sarkazmu, trochę ironii i zostawić czystość ponad czystościami to jednak większą przyjemność sprawiłoby mu to, że tak naprawdę ktoś jeszcze dobrze o nim mówić potrafił. I nawet go obronić. Biedna, naiwna Nora Figg... kobieta, która we wszystkich dostrzegała dobro. Kobieta, która chciała dawać szanse. Nie wiedziała jednak, że dla niektórych na tę szansę było za późno. A jeszcze inni - po prostu na nią nie zasługiwali. Czarnowłosy nie wtykał się w żadną z tych grup, kiedy tutaj przychodził. Wolał raczej myśleć, że tę szansę chwytał i dzięki temu chociaż przez parę godzin w ciągu dnia dwoje z nich było nawet zadowolonych z życia.
Niestety - czarne koty przyciągały tylko nieszczęście.
- Nie doceniasz się, Landrynko. - Na jego twarzy zagościł klasyczny smirk, a potem już uniósł brwi i obrócił głowę, kiedy usłyszał znajomy głos niedaleko mówiący, że za buziaka to żarcia sobie nie kupi. Fergus Ollivander. Tutaj. I nie było nawet żadnego kaprysu na jego facjacie sugerującego, że tak to być nie może, że teraz będą na siebie wpadać cały czas, albo że on to zaraz wychodzi. Nie, w zasadzie to uśmiechnął się nieco szerzej, zaskoczony jak i rozbawiony tekstem oraz zbiegiem okoliczności, który ich tutaj na siebie natknął. - Duszę, Fergusie, nakarmię swoją duszę. - Gdyby tak porównać Sauriela stąd i teraz do tego z Nocturnu to... no inny czł... wampir. Inny wampir. Na pewno w lepszym humorze, a to czyniło go o wiele bardziej przystępnego. Na pewno bardziej zbliżonego do tego, co było kiedyś. - A nic, tak się zastanawiam czy złamać ci rękę jeśli poczuję chociaż jeszcze jedno twoje uderzenie. - I teraz już uśmiechnął się SYMPATYCZNIE, co było absolutnie creepy i niepokojące w jego wydaniu. Bo jego oczy się nie uśmiechały, kiedy na Fergusa spojrzał. - Rozumiem, że lubisz adrenalinę, ale że teraz przy każdym spotkaniu muszę ci grozić połamaniem rąk? - I sam wyciągnął rękę i KLEPNĄŁ Fergusa w plecki. Raz - a porządnie. Po przyjacielsku, rzecz jasna, bo przecież Sauriel to był w pełni ultra super turbo przyjacielski wampir Śmierciożerca w różowej kawiarni, jak już ustaliliśmy. Śmieszki śmieszkami, bo zrobił to bardziej faktycznie "po przyjacielsku", chociaż mocniej w zamian za to jego wdzięczne KLEPANIE. Tym nie mniej kiedy przesunął wzrok to na Norę, to z powrotem na Fergusa to nastrój bardzo gładko mu odpłynął. Ten dobry. Nie było o to trudno, Sauriel potrafił z jednej chwili na drugą przechodzić swoje humorki. Raz kot chce być głaskany, potem go dotkniesz i cię ugryzie. Dzikie dachowce już tak miały. Tym nie mniej było to spowodowane jedną rzeczą - odebrał wrażenie, że Fergus próbuje mu przekazać: wypieprzaj stąd. O wiele milej, ale jego mózg przetworzył przekaz na to, że nie jest tu mile widziany. Nie był? To chyba już zależało jak dla kogo. Przez moment więc z jego strony zapanowała cisza, kiedy intensywnie wiercił na wylot Fergusa czarnymi oczyma. Układał wątki. Fergus i Nora się znali. Długo? Bardzo? Fergus zachowywał się... jak debil. Sztucznie. Nerwowo - tak kiedyś się zachowywał jak był nerwowy. Spojrzał na Norę, która ewidentnie też wyczuła sytuację, że jest... dziwna. Klocek do klocka i w końcu piramidka na szczycie pokazała jedno pytanie: czy Fergus się boi o Norę? A to pytanie się nie spodobało czarnowłosemu. Bardzo nie spodobało.
- Nie wiedziałem, że się znacie. - Sauriel nie był wielkim manipulantem zdolnym schować wszystkie swoje emocje, to i nie dziwne, że jeszcze przed chwilą jego mrukliwy, leniwy ton zmienił się na chłodniejszy i nabrał wyrazistości. - Nie będę przeszkadzał. Będę się zresztą niedługo zbierał, Piękna. - To ostatnie zdanie zabrzmiało już nieco bardziej przyjaźnie, kiedy skierował je prosto do Nory.


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
"Toby"
There's a starman waiting in the sky
He'd like to come and meet us
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fergus jest dość wysoki, bo mierzy metr osiemdziesiąt wzrostu, a do tego dość chudy. Patrząc na niego, ma się wrażenie, że może się złamać na pół. Ma długie, wiecznie rozczochrane włosy, które związuje, kiedy musi się skupić lub nad czymś pracuje i brązowe oczy w odcieniu czekolady. Zazwyczaj jest dosyć nerwowy i intensywnie gestykuluje, kiedy mówi. Jest leworęczny.

Fergus Ollivander
#7
15.01.2023, 23:04  ✶  
Zastanowił się przez moment, kalkulując w głowie pytanie Nory. Naprawdę aż tak bardzo wierzyła w jego umiejętności? Na jej miejscu obawiałby się predzej, że przez przypadek zmniejszy kawiarnię tak, że ta mieściłaby się w dziurce od klucza. Albo w oczku igły, to byłoby całkiem zabawne. Przynajmniej przez moment, zanim zrobiłoby się jej przykro, że zniszczył dzieło jej życia.
- Myślę, że prędzej Brenna by wiedziała, jak to zrobić - przyznał po chwili z wesołym uśmiechem, bo temu miejscu rzeczywiście przydałoby się więcej przestrzeni. - Co? Nie, Nicholas się na nic nie skarży, tak się tylko z niego nabijam - przyznał, zaniepokojony tym, że panna Figg mogła przejąć się jego dogrywkami względem jej młodszego brata. Od zawsze robili sobie trochę na złość, choć z czystej sympatii i wzajemnego niepokoju o przyjaciółkę/siostrę.
Prychnął i znów zatopił usta w szklance whisky. Naiwne dziewczyny zapatrzone wyłącznie w fasadę. Faktem jednak było, że Sauriel przyciągał wzrok, zwłaszcza z gitarą w ręku i papierosem w ustach. Pewnie sam by na niego spoglądał, gdyby nie rozsadzająca go od środka irytacja. Twierdził, że unikał go dla bezpieczeństwa, a potem jak gdyby nigdy nic grał w rogu wypełnionej po brzegi knajpki należącej do jego najlepszej przyjaciółki. Czym on się w sumie przejmował? Głęboko skrywana uraza próbowała wydostać się na zewnątrz, choć przecież nie tak dawno temu się widzieli. I Fergus myślał, że się dogadali, tylko że ujrzenie Sauriela w tym miejscu całkiem to wszystko zmieszało, przemielił i wyrzygało. Nah, zwykła głupota.
Nachmurzył się. Nie żeby miał dobry humor już wcześniej, ale ten opadł z niego jeszcze gwałtowniej. Może nie powinien był nazywać Rookwooda dupkiem, ale to był jedyny sposób, w jaki mógł powstrzymać się przed przypadkowym zdradzeniem jego tajemnicy. Brutalne, acz skuteczne, przynajmniej w jego mniemaniu. Lepiej, że nie mógł tego usłyszeć, jeszcze uznałby, że wrócili do punktu wyjścia sprzed Białej Wiwerny.
- Cztery lata to bardzo dużo, kiedy nie wiesz, co się z kimś dzieje - zauważył. O Norę też się wiecznie martwił, choć nigdy jej tego nie mówił, by nie czuła z tego powodu wyrzutów sumienia, że kogokolwiek wpędzała w zdenerwowanie. Siebie miał gdzieś, Nory tknąć nikomu nie pozwoli. Niezależnie od intencji. Choć nie zawsze mógł ją chronić, raczej nie był waleczną osobą.
A masz ją?, kusiło go zapytać, gdy Sauriel wspomniał o duszy, ale dostatecznie szybko ugryzł się w język. Zamiast tego uniósł brew, patrząc to na Norę, to na Rookwooda. Aż w końcu posłał przyjaciółce pytające spojrzenie, nie do końca ogarniając, co tu się działo. No pięknie, jeszcze tego brakowało im wszystkim do szczęścia.
Przerwał klepanie Sauriela, gdy ten wspomniał o połamaniu mu rąk, przy okazji odwdzięczając się solidniejszym uderzeniem, które przy jego sile - dużo większej jednak od Fergusa - pozostawiło nieprzyjemne uczucie mrowienia na plecach.
- W porządku, lubię swoje ręce, nie potrzebują przestawiania kości - stwierdził, przypominając sobie ich ostatnie spotkanie i to, jak Rookwood zapewniał go, że przy kolejnym uderzeniu odda z nawiązką. Ale zasłużył, wtedy zdecydowanie zasłużył. Teraz Ollivander nawet nie zauważył, że zachowywał się dziwnie, choć czuł niepokój i poddenerwowanie. Wypił jednym haustem resztę whisky i odstawił pusta szklankę na blat, ocierając dłonią usta. Znów to samo, bez alkoholu sobie nie poradzi. Nie wspominając o tym, że prawdopodobnie psuł Norze całą zabawę. Na tyle, na ile mogła się bawić w pracy.
- Znamy, chyba nawet dłużej, niż znam ciebie - odpowiedział, odwracając się w kierunku Nory. Nie przypominał sobie momentów, kiedy właściwie jej nie znał, ale tam samo było z Saurielem. Ta dwójka towarzyszyła mu przez wszystkie lata w szkole. Kiedy jedno było zajęte, na pierwszy plan wychodziło drugie. I tak się przeciułali przez Hogwart, wchodząc w dorosłość, która spadła na nich jak grom, niwecząc plany na przyszłość. Rozdzielili się, rozpadli, a teraz ponownie los zdecydował się ich ze sobą zebrać - w zmienionej już, dojrzalszej formie. Chociaż patrząc na to, że Fergus czuł kwaśny smak zazdrości, że Nora zataiła przed nim gitarowe występy Sauriela, a on sam spotkał się z nią przed nim… Zachowywał się jak niezadowolony z życia gówniarz. Ale przynajmniej mógł zająć czymś myśli.
- Zacznę myśleć, że wymyślasz te przezwiska, bo zapominasz imion - zwrócił się cicho do Sauriela, licząc na to, że ogólny hałas go trochę zagłuszył. Uśmiechnął się niewyraźnie. Próbował trochę wyluzować ze względu na Norę.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#8
15.01.2023, 23:51  ✶  

Norka wierzyła we wszystkich, taka już była. Jej zdaniem Fergus musiał się znać choć trochę na czarowaniu, skoro tworzył różdżki, którymi resztą czarodziejów się posługiwała, to brzmiało całkiem logicznie? Figg zaś zupełnie przeciwnie, od zawsze wychodziło jej wszystko raczej jako tako, zdecydowanie lepiej czuła się tworząc eliksiry i inne takie, jakoś tak odtwarzanie przepisów przychodziło jej od zawsze bardzo łatwo. - Możesz mieć rację, Brenna zna się na wszystkim. - Dobrze wiedzieć, że nie tylko ona tak uważała, najwyraźniej Fergus też dostrzegał talent przyjaciółki. - Tylko ona jest wiecznie tak zabiegana, że chyba nie chciałabym jej dorzucać kolejnej rzeczy na głowę. - Norze wcale nie tak łatwo przychodziło proszenie o pomoc, zresztą już czuła, że Brenna dosyć mocno angażowała się w reklamowanie cukierni, czuła że będzie jej dłużna sporą przysługę za to wszystko, a najgorsze było to, że tak naprawdę nie wiedziała w jaki sposób powinna się jej odwdzięczyć.

- Ulżyło mi, bałam się, że się skarży, że coś mu nie pasuje. - Wolałaby zresztą, żeby Nico przyszedł do niej z ewentualnymi problemami, które by się pojawiły. Miała świadomość, że warunki w jakich mieszkali wszyscy razem, nie były szczególnie wspaniałe, jednak wydawało jej się, że nikomu z nich to nie przeszkadza. Miałaby do siebie wyrzuty, gdyby nie dostrzegła, że brat się tu męczy. Na szczęście Fergus dodał, że był to jedynie żart z jego strony. Kamień spadł jej z serca.

- To zależy, jak leży, tak właściwie, dużo może się wydarzyć w cztery lata, a z drugiej strony, spotykam ostatnio wiele osób, które ostatnio widziałam jeszcze w Hogwarcie i nie czuję, żeby się specjalnie zmieniły. - Na pewno wiele zależało od sytuacji. Gdyby Figg wiedziała, że ten oto Rookwood, który potrafił ją tak oczarować samymi słowami w między czasie umarł, a w sumie to nie do końca, bo żył jednak pewnie by się zdziwiła. Na całe szczęście jeszcze nie posiadała takiej wiedzy. Nie miała sobie więc nic do zarzucenia, uważała, że jest jak dawniej, a może jakoś tak nawet bardziej odważna w tej relacji się stała, bo przestała się bać mówić w głos swoich myśli, jakby wstydu miała mniej, niż kiedy była młodsza.

- Myślę, że właśnie racjonalnie do tego podchodzę, a wolałabym nie mieć żadnych długów. - Uśmiech nie schodził z twarzy Nory, obaj mogli zauważyć, że naprawdę dobrze się tutaj bawi, przynajmniej jak na razie. Upiła nawet kolejny łyk alkoholu, choć wcale nie potrzebowała go więcej, żeby się rozluźnić.

- Łamanie rąk mi się nie podoba. - Postanowiła się wtrącić do ich wymiany zdań, gdyby przypadkiem zapomnieli o tym, że stoi obok. Najwyraźniej, coś było na rzeczy, coś nie do końca między nimi grało, tylko nie miała pojęcia o co chodziło. Dlaczego Fergus poczuł się taki urażony tym wszystkim? Zdecydowanie humor mu się pogorszył, kiedy zobaczył Sauriela, niegrzecznie byłoby o to pytać, kiedy ten stał obok, choć naprawdę ciekawa była, co ugryzło Ollivandera. Dostrzegła, że wypił cały alkohol ze swojej szklanki, nie zwlekała więc tylko dolała mu więcej trunku i przesunęła szkło w jego kierunku, wyciągnęła też jeszcze jedną szklankę, którą napełniła trunkiem i postawiła ją przed Rookwoodem, jakby alkohol miał pomóc w rozmowie.

- Znamy, tak właściwie nawet ciężko mi stwierdzić od kiedy. - Miała wrażenie, że Fergus zawsze był gdzieś obok. Pewnie trudno byłoby jej stwierdzić kiedy dokładnie się poznali, ale czy było to ważne? Grunt, że trafili na siebie te kilkanaście lat temu i nadal był gdzieś obok. - Dziwne, że dopiero teraz to wszystko wyszło. - Jak to możliwe, że nie zauważyła jeszcze w szkole, że oni też się przyjaźnią? Nie miała zielonego pojęcia, nigdy też nie spędzali czasu we trójkę. Dziwny zbieg okoliczności, na szczęście dzisiaj mogli się tego wszystkiego o sobie dowiedzieć. Na pewno ułatwiało to egzystencję gdzieś obok siebie. Nie zdawała sobie sprawy, że Ferg może być zazdrosny o to, że Rookwood pojawił się tu jakiś czas temu, pewnie sama by tak zareagowała, gdyby była na jego miejscu i myślała, że Sauriel nie żyje.

- Musisz? Myślałam, że posiedzimy sobie tu razem, we trójkę, szczególnie kiedy wyszło, że się wszyscy tutaj przyjaźnimy. - Spojrzała na Sauriela swoimi błękitnymi oczami. Czuła, że coś niepokojącego wisi w powietrzu, napięcia między mężczyznami nie dało się nie zauważyć, jednak liczyła na to, że może jeśli uda im się spędzić trochę czasu razem, to ta dziwna atmosfera minie. Norka była naiwna, szczególnie, że nie miała pojęcia, co jest przyczyną tego wszystkiego.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#9
16.01.2023, 00:14  ✶  
Cztery lata to BARDZO dużo. Na pierwszy rzut oka mogło się wydawać co najwyżej, że nic się nie zmieniło. To była tylko mrzonka. Zasłonka dymna, niekoniecznie nawet celowa, niekoniecznie stworzona przez osobę po drugiej stronie. Zazwyczaj te zasłonki tworzył nam umysł. Żeby sobie powiedzieć, że jest jak było, nic się nie zmieniło - możemy iść dalej z nurtem. Weseli, niezrażeni tym, co działo się za plecami. Jakie sekrety skrywał głęboki las i o czym szeptały między sobą wierzby. Jak zmienił się przez te lata nurt rzeki, która ciągle wyrywała kamienie i broczyła swoje ścieżki w litej skale. Zmiany były nieuniknioną częścią człowieka. Czasem po prostu nie były na tyle duże, żeby szybko wychodziły na wierzch, a inne były jedynie wzmocnieniem cech, które już w tych osobach znaliśmy. Nora i Sauriel nie znali się na tyle dobrze, żeby teraz nie móc się bawić w przypominanie sobie tego, co było i kreślić siebie na nowo. Czasem prowadząc krótkie pogawędki nad kieliszkami, czasem tylko na "cześć", "cześć" w przelocie. W końcu to biznes ich połączył i to biznes był tutaj najmocniejszym zlepieniem. Choć gwarantuję, że gdyby to odpadło to Sauriel by tutaj wracał. Chociażby po to, żeby pogawędzić z Norą. Odciąć się od wszystkiego, stać się na chwilę kimś zupełnie innym. Człowiekiem. Przekraczał próg tej knajpy i za drzwiami zostawiał całą zasraną rzeczywistość. Nie znał tu nikogo... do tego wieczoru. Widok Fergusa przypomniał, że jednak nie ma takiego miejsca, do którego da się uciec. Gdzie nie dogoni cię przeszłość. Demonów w końcu nie dało się utopić. Doskonale wiedziały, jak pływać.
- Od naszego ostatniego spotkania Fergus próbuje przetestować moją cierpliwość do naruszania mojej strefy osobistej. - Rzucił w zasadzie pół żartem, spoglądając na mężczyznę, który zaraz jak nic zatopi się w kolejnej szklance whiskyu, próbując... uspokoić się? Zapomnieć? Nie wybuchnąć gniewem? Nie miał pojęcia, co chodziło Ollivanderowi po głowie. Bo to, co wydawało mu się, że po jednak po tym łbie chodzi, było na tyle boleśnie wbijające się w mózg, że wolał udawać, że się nie domyśla. Klapy na oczach konia pozwalały mu iść do przodu. Sauriel sam sobie takie zakładał. Dzięki temu - szedł. I mógł ciągnąć za sobą cały ten wagon swojego życia. - Przy damie nie wypada. - Że łamać komuś rąk. No... w zasadzie to było to kłamstwo, bo pierwsze co zrobił ostatnim razem to złamał jednej czarownicy rękę WIĘĘC... ale nie była damą. To znaczy - nie była Norą Figg. A nawet nie była żadnym neutralnym człowiekiem. Była celem - po prostu. Wtedy zmienia się postrzeganie rzeczy. Tym nie mniej było to trochę kłamstwo z jego strony, bo z Sauriela to był taki dżentelmen jak z koziej dupy trąbka. Miał wyuczone zachowania, w końcu był czystej krwi i pewnych rzeczy od niego wymagano. Ale nie oznaczało to, że poza salonami ich przestrzegał. Chyba że kogoś lubił. Wtedy potrafił być nawet... hm, znośny? Miły? O zgrozo - szarmancki?
- Yhym. - Potwierdził pomrukiem, zastanawiając się teraz, czy widział ich razem. I w sumie? No? A to nie tak w sumie poznał Norę, że jakoś się zakręciła obok Fergusa przy okazji? Nie miał wybitnej pamięci, jeśli chodziło o wspomnienia. Bo, paradoksalnie, historię mógł opowiadać z datami i nazwiskami włącznie nawet i po niespodziewanym obudzeniu. Tak to jednak bywało, kiedy miało się za dużo rzeczy, których pamiętać się nie chciało. Tak czy siak nie był pewien, czy teraz mózg mu to dorabia, czy tak było, ostatecznie wzruszył ramionami na słowa Nory, że to dziwne, że się nie spotkali. No, trochę tak. I trochę nie. W końcu zwykł się chować niemal po kątach Hogwartu, a im większe zadupie tym lepiej.
- Nie muszę, ale jak posiedzę tu jeszcze chwilę to znowu będę musiał zanosić Fergusa do jego domu. - Teraz to Sauriel pił do tego, że brunet nie wyglądał, jakby był zachwycony z tego spotkania. - Sprytnie. - Wymruczał, patrząc, jak Nora przysuwa mu szklankę. - Pięknym kobietom i whisky nie odmawiam, zwłaszcza w połączeniu. Musisz, Fergus, spiąć poślady i ze mną wytrzymać. - Kłamstwem byłoby powiedzenie, że było to dla niego komfortowe. Nie było. Miał w chuju i w dupie jednocześnie samopoczucie ludzi tak długo, jak długo nie byli osobami, z którymi jednak uczucia wiązał. Fergus, siłą rzeczy, taką osobą był. W dodatku niósł ze sobą kubeł chaosu po ich ostatnim spotkaniu. Bo Sauriel nadal nie wiedział, jak powinien go teraz traktować.
Sauriel wziął szklanicę, odbił się od blatu i podszedł do krzesła obok Fergusa, żeby usiąść, ale najpierw nachylił się prooosto do jego uszka.
- Ay, Piękny. Zapominam wszystkie po kolei. - Wymruczał mu cichym, głębokim głosem, nim usiadł i uniósł w geście toastu szklankę.


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
"Toby"
There's a starman waiting in the sky
He'd like to come and meet us
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fergus jest dość wysoki, bo mierzy metr osiemdziesiąt wzrostu, a do tego dość chudy. Patrząc na niego, ma się wrażenie, że może się złamać na pół. Ma długie, wiecznie rozczochrane włosy, które związuje, kiedy musi się skupić lub nad czymś pracuje i brązowe oczy w odcieniu czekolady. Zazwyczaj jest dosyć nerwowy i intensywnie gestykuluje, kiedy mówi. Jest leworęczny.

Fergus Ollivander
#10
17.01.2023, 00:08  ✶  
Czy Fergus znał się na czarowaniu? Oczywiście, że tak. Potrafił tworzyć różne rzeczy, przekształcać je. Tylko że powiększanie pomieszczeń to był już większy kaliber, wymagający połączenia zaklęć z transmutacją i przede wszystkim ostrożności w związku z tym, że kamienice na Pokątnej były przestarzałe, więc mogły się zawalić. Nie ufał sobie wystarczająco, więc i Nora nie powinna, zwracając się do kogoś z większym doświadczeniem. Spodziewał się, że nawet jeśli Brenna nie potrafiłaby tego zrobić - a nie oszukujmy się, była świetną czarownicą - to znalazłaby kogoś, kto się na tym znał. Może nawet samego Dumbledore’a, bo znając jej podejście i zapędy do obdarowywania każdego sympatią, pewnie zaprosiłaby go na pączki do Nory. Swoją drogą powinni o tym pomyśleć, dyrektor Hogwartu zrobiłby swoją obecnością niezłą reklamę.
- I naprawdę uwierzyłaś, że skarżyłby się akurat mnie? - spytał wyraźnie zaskoczony tą sugestią. Nie był z jej bratem na tyle blisko, by rozmawiać na takie tematy. A o ile znał Nicholasa, to mógł powiedzieć, że ten nie byłby w stanie wyrazić złego słowa na temat Nory. Opieprzał Fergusa nawet za drobne żarty.
- Ty się zmieniłaś, a jednocześnie wciąż jesteś sobą. Pewnie nie wiesz, co mam na myśli, ciężko to nawet wyjaśnić - przyznał i zamyślił się na moment, próbując rozwikłać tajemnicę tego, czy on jakkolwiek różnił się od tego, jaki był w szkole. Musiałby ją zapytać, albo kogoś innego, z kim się wtedy znał. Ale chyba lepiej było nie wiedzieć, biorąc pod uwagę, jak bardzo irytujący potrafił wtedy być. Możliwe, że zostało mu to do dzisiaj. A cztery lata? Świat mógł się w tym czasie zawalić, zresztą zaczął, bo nic nie było już takie, jak w chwili, gdy wkraczali w dorosłe życie.
Do tej pory oddzielał wędrówki po Nokturnie od codziennego życia, w którym starał się być normalny. Tam szukał zapomnienia, podczas gdy tutaj musiał pamiętać o tym, kim był i jest. Tylko że nocne poszukiwanie wrażeń, gdy topił smutki w alkoholu i wdawał się w nieprzyjemne konwersacje zdawało się wkraść do tego nienaruszalnego świata, w którym wszystko miało być według zasad. I tak wampir grał na gitarze w różowej kawiarence Nory Figg, a on niespecjalnie mógł coś z tym zrobić. Tylko czy w ogóle powinien? Chciał traktować Sauriela po staremu, ale wspomnienie iskry dzikości w jego oczach i rozmów na temat żywienia się krwią dostatecznie mu to utrudniały. Nie był jak Nora, która przyjmowała pod swój dach każdego wędrowca, on najpierw musiał przeanalizować ewentualne konsekwencje. Przynajmniej w chwilach, gdy nie był wystarczająco pijany, by to zignorować.
Wywrócił oczami, słuchając tej ich wymiany zdań na temat zapłaty w pocałunkach.
- Mnie też się nie podoba wizja połamanych rąk - zauważył i sięgnął po szklankę z nową porcją whisky, przyjmując ją z wdzięcznością. Nora za bardzo go rozpijała, ale nie zamierzał narzekać. Ostatnio niespecjalnie radził sobie z życiem na trzeźwo. A to krępujące spotkanie z pewnością wymagało dużych zasobów alkoholu, by zdołał jakkolwiek się wyluzować. Już wiedział, że kolejny poranek spędzi na leczeniu kaca, to było aż nadto do przewidzenia.
- Wszyscy mamy krótką pamięć - zaśmiał się drętwo po tłumaczeniach Nory i burknięciu Sauriela. - Ktoś mi raz powiedział, że szkoła nie miała znaczenia i prawdziwe relacje buduje się dopiero w dorosłym życiu. Także witajcie, miło mieć was przy sobie.
Ton jego głosu zdawał się jednak nie odpowiadać jego słowom, wciąż brzmiał trochę niemrawo. Nie patrzył na nich, skupiając się na szklance i tym, jak bursztynowy płyn falował pod wpływem drżenia jego dłoni. Odpłynął na moment, wracając myślami do tamtej rozmowy o Hogwarcie. Mógł sobie coś dopowiedzieć, coś przekształcić, jak to bywa w umyśle każdego człowieka, ale ogólny sens zachował.
- Czyli to w ten sposób znalazłem się w swoim lozku - zawołał nagle, gdy powrócił do rzeczywistości, spoglądając na Sauriela rozszerzonymi ze zdziwienia oczami. Wiedział, że obudził się we własnym pokoju, ale chyba trochę odleciał, bo kojarzył jedynie moment, jak jeszcze siedzieli w Wiwernie, rozprawiając o wszystkim i o niczym. Jeśli się nad tym głębiej zastanowił, miał w głowie przebłyski chłodnego powietrza, gdy wyszli na zewnątrz. Nęciło go to przez ostatnie dni, ale nie wnikał. - Jakoś sobie poradzę - mruknął i znów posmakował whisky, która przyjemnie paliła w gardle. Jeśli Nora naprawdę chciała spędzić ten czas w towarzystwie ich obojga, mógł się poświecić. Wręcz chyba musiał, choćby po to, by nie wpadła przy nim na jakiś lekkomyślny pomysł, sądząc po tym, jak się przy nim zachowywała. Nie dało się nie zauważyć, gdy spędzało się z nią niemalże każdy dzień i widziało, jak zachowywała się w stosunku do innych. Opętał ją urok Sauriela. Nie ją pierwszą zresztą i pewnie nie ostatnią.
Zamarł, słysząc jego głos tuż przy swoim uchu, bo nie zwrócił uwagi, kiedy znalazł się tuż obok niego.
- Kupię ci przypominajkę na urodziny - zaproponował, uśmiechając się nieco złośliwie, ale w typowy dla niego sposób. - Tylko musisz sobie jakoś poradzić przez najbliższe pół roku.
Nadal pamiętał, kiedy Rookwood miał urodziny. Gdy myślał, że nie żyje, chciał mu nawet położyć kwiatka na grobie. Tyle że żadnego nagrobka nie było, a mężczyzna siedział tuż obok niego, trzymając identyczną whisky.
- Za Norę Nory? - zapytał, unosząc jego wzorem szklankę. - Jak to się właściwie stało, że Sauriel tu pracuje?
Wyluzuj, zachowuj się normalnie, zrób to dla Nory. Uśmiechnął się, starając się uspokoić na tyle, na ile potrafił. Nie było to jednak łatwe, biorąc pod uwagę, że wiedział, jaki Rookwood bywał i pomimo otoczki przymilności wciąż mógł skręcić mu kark. Zwłaszcza że Fergus potrafił się narażać, często nieświadomie.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Fergus Ollivander (4950), Nora Figg (3533), Salem (1623), Sauriel Rookwood (4290)


Strony (3): 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa