23.07.2024, 17:26 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.11.2024, 02:26 przez Isaac Bagshot.
Powód edycji: Wkleiłam link z losowaniem!
)
Miesiąc miłości
Isaac, wyraźnie z siebie zadowolony, przypiął kłódkę do mostu i wskazał na nią palcem, jakby samym gestem chciał powiedzieć Sebastianowi: "hej, zobacz! Ale super!". Gdyby wszystkich ludzi na świecie cieszyły takie drobiazgi, to nikt nie cierpiałby smutku.
-A gdybym był pierwszym czarodziejem wolnym od grzechu to co, hm?- Mruknął cicho, kiedy pożegnali się z mugolką. Świdrował Sebastiana spojrzeniem, w którym tańczyły chochliki rozbawienia.-Awansowaliby cię wyżej w hierarchii, za odnalezienie człowieka o czystym sercu? Czarodzieje przychodziliby żeby mnie dotknąć i to wyleczyłoby ich z chorób lub nienawiści? Tak jak niegdyś robili mugole?- Dywagował, gestykulując ręką w której trzymał resztkę swojej waty cukrowej. Pilnował się, żeby przypadkiem nie wsadzić jej duchownemu do oka.
-A tak swoją drogą, to nieźle ją pożegnałeś.-Zerknął przez ramię, żeby ocenić tyłek kobiety z którą rozmawiali. -Naprawdę jesteś dobry w udawaniu pasterza innej wiary. Reymond będzie zachwycony.- Mruknął z nieudawanym podziwem. Dla niego decyzja była przesądzona i tak właściwie to kalkulował już sobie w głowie, kiedy najlepiej będzie zaprosić do siebie Sebastiana.
-Ale to właśnie w TAKI sposób tworzy się historię. Przez przypadek!- Upierał się.-Przecież nie wszystko, co dzieje się na świecie, jest zaplanowane, prawda? Decyzję podejmowane przez ludzi tworzą historię, Sebastianie.- Mówił z determinacją w głosie.-Jeśli wybrałbyś inna drogę i nie przeszedł parkiem, to byśmy się tutaj nie spotkali, nie jedli waty cukrowej i nie powiesili na moście kłódki. Za kilka lat mugole mogą napisać w gazecie, że w 1972 roku odbył się marsz równości, a nasze inicjały będą uwiecznione na zdjęciu. Czasopismo trafi do archiwum, a za pięćdziesiątych lat jakiś historyk będzie pisał pracę o wiecach i co? I trafi na naszą kłódkę! Może nawet przyjdzie do tego parku, a ona dalej będzie tu wisiała, hm?- Wyrzucił do kosza patyk po wacie cukrowej i wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów. O historii i tematach pokrewnych mógł rozmawiać godzinami. Wypracował sobie jednak hamulec, dzięki któremu zatrzymywał się, żeby dać dojść do słowa swojemu rozmówcy.
-A skoro już o marszach równości mowa...- Zaczął, jakby coś go tknęło.-Czy jako duchowny, możesz wchodzić w związki?- Zapytał i zaśmiał się cicho pod nosem.- Czy... ty przypadkiem nie nazwałeś mnie właśnie "słodkim"?- Zauważył z rozbawieniem, unosząc ku górze jedną brew. Zerknął na duchownego kątem oka i z grzeczności zaproponował mu papierosa.- W takim razie w odwecie powiem ci, że potrafisz być całkiem uroczy. Jak jesteś oburzony, to delikatnie marszczysz nos i jest to całkiem, całkiem urocze.- Powiedział nie zatrzymując się i zapalając peta mugolską zapalniczką.
Isaac, wyraźnie z siebie zadowolony, przypiął kłódkę do mostu i wskazał na nią palcem, jakby samym gestem chciał powiedzieć Sebastianowi: "hej, zobacz! Ale super!". Gdyby wszystkich ludzi na świecie cieszyły takie drobiazgi, to nikt nie cierpiałby smutku.
-A gdybym był pierwszym czarodziejem wolnym od grzechu to co, hm?- Mruknął cicho, kiedy pożegnali się z mugolką. Świdrował Sebastiana spojrzeniem, w którym tańczyły chochliki rozbawienia.-Awansowaliby cię wyżej w hierarchii, za odnalezienie człowieka o czystym sercu? Czarodzieje przychodziliby żeby mnie dotknąć i to wyleczyłoby ich z chorób lub nienawiści? Tak jak niegdyś robili mugole?- Dywagował, gestykulując ręką w której trzymał resztkę swojej waty cukrowej. Pilnował się, żeby przypadkiem nie wsadzić jej duchownemu do oka.
-A tak swoją drogą, to nieźle ją pożegnałeś.-Zerknął przez ramię, żeby ocenić tyłek kobiety z którą rozmawiali. -Naprawdę jesteś dobry w udawaniu pasterza innej wiary. Reymond będzie zachwycony.- Mruknął z nieudawanym podziwem. Dla niego decyzja była przesądzona i tak właściwie to kalkulował już sobie w głowie, kiedy najlepiej będzie zaprosić do siebie Sebastiana.
-Ale to właśnie w TAKI sposób tworzy się historię. Przez przypadek!- Upierał się.-Przecież nie wszystko, co dzieje się na świecie, jest zaplanowane, prawda? Decyzję podejmowane przez ludzi tworzą historię, Sebastianie.- Mówił z determinacją w głosie.-Jeśli wybrałbyś inna drogę i nie przeszedł parkiem, to byśmy się tutaj nie spotkali, nie jedli waty cukrowej i nie powiesili na moście kłódki. Za kilka lat mugole mogą napisać w gazecie, że w 1972 roku odbył się marsz równości, a nasze inicjały będą uwiecznione na zdjęciu. Czasopismo trafi do archiwum, a za pięćdziesiątych lat jakiś historyk będzie pisał pracę o wiecach i co? I trafi na naszą kłódkę! Może nawet przyjdzie do tego parku, a ona dalej będzie tu wisiała, hm?- Wyrzucił do kosza patyk po wacie cukrowej i wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów. O historii i tematach pokrewnych mógł rozmawiać godzinami. Wypracował sobie jednak hamulec, dzięki któremu zatrzymywał się, żeby dać dojść do słowa swojemu rozmówcy.
-A skoro już o marszach równości mowa...- Zaczął, jakby coś go tknęło.-Czy jako duchowny, możesz wchodzić w związki?- Zapytał i zaśmiał się cicho pod nosem.- Czy... ty przypadkiem nie nazwałeś mnie właśnie "słodkim"?- Zauważył z rozbawieniem, unosząc ku górze jedną brew. Zerknął na duchownego kątem oka i z grzeczności zaproponował mu papierosa.- W takim razie w odwecie powiem ci, że potrafisz być całkiem uroczy. Jak jesteś oburzony, to delikatnie marszczysz nos i jest to całkiem, całkiem urocze.- Powiedział nie zatrzymując się i zapalając peta mugolską zapalniczką.