• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii Manchester [15.08.1972] Alexandra Park "I to wszystko psu na budę bez miłości” Sebastian & Isaac

[15.08.1972] Alexandra Park "I to wszystko psu na budę bez miłości” Sebastian & Isaac
Dumbass bisexual
"Każdy problem ma rozwiązanie. Jeśli nie ma rozwiązania, to nie ma problemu."
wiek
31
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Historyk magii, pisarz, dziennikarz
Brązowe włosy, granatowe, błyszczące oczy, kapelusz i wieczny uśmiech na twarzy! Isaac ma 186 cm wzrostu, więc na randkę przygotuj szpilki:* Pachnie dymem, bursztynem oraz wanilią.

Isaac Bagshot
#11
23.07.2024, 17:26  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.11.2024, 02:26 przez Isaac Bagshot. Powód edycji: Wkleiłam link z losowaniem! )  
Miesiąc miłości

Isaac, wyraźnie z siebie zadowolony, przypiął kłódkę do mostu i wskazał na nią palcem, jakby samym gestem chciał powiedzieć Sebastianowi: "hej, zobacz! Ale super!". Gdyby wszystkich ludzi na świecie cieszyły takie drobiazgi, to nikt nie cierpiałby smutku.

-A gdybym był pierwszym czarodziejem wolnym od grzechu to co, hm?- Mruknął cicho, kiedy pożegnali się z mugolką. Świdrował Sebastiana spojrzeniem, w którym tańczyły chochliki rozbawienia.-Awansowaliby cię wyżej w hierarchii, za odnalezienie człowieka o czystym sercu? Czarodzieje przychodziliby żeby mnie dotknąć i to wyleczyłoby ich z chorób lub nienawiści? Tak jak niegdyś robili mugole?- Dywagował, gestykulując ręką w której trzymał resztkę swojej waty cukrowej. Pilnował się, żeby przypadkiem nie wsadzić jej duchownemu do oka.
-A tak swoją drogą, to nieźle ją pożegnałeś.-Zerknął przez ramię, żeby ocenić tyłek kobiety z którą rozmawiali. -Naprawdę jesteś dobry w udawaniu pasterza innej wiary. Reymond będzie zachwycony.- Mruknął z nieudawanym podziwem. Dla niego decyzja była przesądzona i tak właściwie to kalkulował już sobie w głowie, kiedy najlepiej będzie zaprosić do siebie Sebastiana.
-Ale to właśnie w TAKI sposób tworzy się historię. Przez przypadek!- Upierał się.-Przecież nie wszystko, co dzieje się na świecie, jest zaplanowane, prawda? Decyzję podejmowane przez ludzi tworzą historię, Sebastianie.- Mówił z determinacją w głosie.-Jeśli wybrałbyś inna drogę i nie przeszedł parkiem, to byśmy się tutaj nie spotkali, nie jedli waty cukrowej i nie powiesili na moście kłódki. Za kilka lat mugole mogą napisać w gazecie, że w 1972 roku odbył się marsz równości, a nasze inicjały będą uwiecznione na zdjęciu. Czasopismo trafi do archiwum, a za pięćdziesiątych lat jakiś historyk będzie pisał pracę o wiecach i co? I trafi na naszą kłódkę! Może nawet przyjdzie do tego parku, a ona dalej będzie tu wisiała, hm?- Wyrzucił do kosza patyk po wacie cukrowej i wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów. O historii i tematach pokrewnych mógł rozmawiać godzinami. Wypracował sobie jednak hamulec, dzięki któremu zatrzymywał się, żeby dać dojść do słowa swojemu rozmówcy.
-A skoro już o marszach równości mowa...- Zaczął, jakby coś go tknęło.-Czy jako duchowny, możesz wchodzić w związki?- Zapytał i zaśmiał się cicho pod nosem.- Czy... ty przypadkiem nie nazwałeś mnie właśnie "słodkim"?- Zauważył z rozbawieniem, unosząc ku górze jedną brew. Zerknął na duchownego kątem oka i z grzeczności zaproponował mu papierosa.- W takim razie w odwecie powiem ci, że potrafisz być całkiem uroczy. Jak jesteś oburzony, to delikatnie marszczysz nos i jest to całkiem, całkiem urocze.- Powiedział nie zatrzymując się i zapalając peta mugolską zapalniczką.
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#12
27.07.2024, 02:39  ✶  
— Zależy od tego, za jak bardzo wolnego od grzechu byś się uważał. Gdybyś przy okazji obwołał się też czempionem bogini Matki i jej prorokiem, to obawiam się, że doszłoby do rozłamu w kowenie — zaczął wyjaśniać Sebastian najbardziej znudzonym tonem, na jaki było go stać, jakby od dawna miał już rozplanowany w głowie cały scenariusz. — Na początek wypięliby się na mnie osobiście, bo sprowadziłem przed ich oblicze takiego bluźniercę, a potem pojawiłaby się frakcja, która byłaby skłonna ci uwierzyć. Może zażyczyliby sobie, abyś przeszedł jakąś próbę? W tym samym czasie wroga część kapłanów i kapłanek zaczęłaby szukać na ciebie brudów, aby tylko znaleźć jakiś grzeszek, który mógłby cię pogrążyć.

Oczywiście, zawsze mogliby cię też wysłać do Lecznicy Dusz w Dolinie Godryka, pomyślał przelotnie egzorcysta, nie wspominając jednak o tej możliwości. Gdyby nie konflikt, który rozszarpywał Wielką Brytanię od środka, może faktycznie byłaby to względnie ''bezpieczna'' opcja, ale teraz trudno było założyć, że jakakolwiek decyzja przewodników i pasterzy kowenu okaże się sensowna. Nawet kapłani targały emocje związane z minionymi sabatami i trudnymi wydarzeniami z nimi związanymi.

— Nic nie zrobiłem — stwierdził zaskoczony, gdy Isaac skierował do niego komplement. — Po prostu ją pozdrowiłem, to jak życzenie miłego dnia. — Miał dodać coś więcej, jednak wówczas zerknął kątem oka na swojego towarzysza. Westchnął wymownie i szarpnął go za ramię, co by przestał gapić się na mugolską kobietę. — I ty niby aspirujesz na świętego?

Pokręcił powoli głową, przysłuchując się jednak słowom swojego towarzysza.

— Nie zgodziłbym się w pełni z tym stwierdzeniem — rzucił, gdy poruszyli temat sprawczości w kontekście historii i przemian społecznych we współczesnym świecie. — Mamy wolność wyboru, ale osobiście wychodzę z założenia, że nasze ścieżki są już wydeptane. Bogowie również mają jakąś agendę, być może dla nas niemożliwą do zrozumienia, ale do czegoś dążą. Czy to dbają o zachowanie równowagi sił na tym świecie, czy też coś bardziej metafizycznego... Tego powiedzieć nie potrafię, ale nie podejmujemy decyzji wbrew woli sił wyższych, a pomimo niej. Walczymy z żywiołem. Może to, że czasem udaje się coś zmienić, to po prostu kwestia tego, że akurat ocean jest spokojny.

A nawet gdyby spojrzeć na to z drugiej strony: nawet w centrum katastrofy znajdzie się oko cyklonu odseparowane od piekła na zewnątrz. Tak zapewne noc Beltane postrzegali czarodzieje i czarownice, którzy walczyli na Polanie Ognisk. Podczas gdy rozsiani po lesie ranni nie mogli za bardzo nic zrobić, pracownicy Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów walczyli z czarnoksiężnikami, próbując sobie wywalczyć jakąś przewagę, zmienić bieg wydarzeń i zapobiec katastrofie. A czy faktycznie udało im się tego dokonać? Sebastian potrząsnął głową, nie chcąc w tej chwili tego roztrząsać. Wystarczy, że ilekroć widział jakiegoś Brygadzistę lub Aurora to sobie o tym przypominał.

— Cóż, mój ojciec również jest kapłanem — skomentował takim tonem, jakby to wszystko wyjaśniało. Bądź co bądź, w oczach Macmillana tak właśnie było. Skoro był tu pomimo tego, że stary Courtland Macmillan sprawował wysoką funkcję w strukturach kowenu, to dosyć jasno świadczyło to o tym, jaki pogląd na te sprawy mieli arcykapłani i arcykapłanki. — Więc tak, możemy wchodzić w związki i zakładać rodziny. Oczywiście, najlepiej jest, gdy robi się to z głową. Podejrzewam, że nawet ostatnia arcykapłanka zaczęłaby marszczyć brwi, gdyby kapłan miał na koncie kilka małżeństw i rozwodów.

Sebastian trzymał się od związków z daleka i robił to z własnej nieprzymuszonej woli. Nie czuł potrzeby wychodzenia ze swojej strefy komfortu, która z założenia trzymała go z dala od tłumów, obcych ludzi i osób, które były nadmiernie pobudzone i spragnione wrażenie. Nie szukał przygód ani rozkapryszonych osobowości. Praca zapewniała mu aż nadto wrażeń, zwłaszcza w ostatnich miesiącach, bo Brenna Longbottom w zestawie z Patrickiem Stewardem zaczęli robić sobie z jego kanciapy w Ministerstwie Magii miejsce spotkań i zebrań. Po wyjściu z pracy szukał spokoju, a to zapewniały mu osobiste badania i współpraca z kowenem. Poza tym nie wyobrażał się zbytnio w roli partnera czy rodzica. Przynajmniej nie na tym etapie życia.

— Ha — odezwał się, a uniesiony minimalnie ton głosu mógł równie dobrze sugerować ekscytację, co i znużenie. — Cóż, miło mi.
Dumbass bisexual
"Każdy problem ma rozwiązanie. Jeśli nie ma rozwiązania, to nie ma problemu."
wiek
31
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Historyk magii, pisarz, dziennikarz
Brązowe włosy, granatowe, błyszczące oczy, kapelusz i wieczny uśmiech na twarzy! Isaac ma 186 cm wzrostu, więc na randkę przygotuj szpilki:* Pachnie dymem, bursztynem oraz wanilią.

Isaac Bagshot
#13
11.09.2024, 23:13  ✶  
-Czempion i prorok bogini Matki.- Pokiwał głową z zadowoleniem i spojrzał na Sebastiana.-A gdybym tak ogłosił się błaznem bogini Matki? Jak zareagowałby na to kowen? Błazen z malutkimi grzeszkami.- Potarł się w zastanowieniu palcami po podbródku. Nieważne jak nudnego czy monotonnego tonu używałby duchowny - Isaac był bardzo zainteresowany.
-Błazen powinien przynosić radość, więc małe grzeszki czy brudy, byłyby nawet wskazane, prawda?  Oprócz rozdawania uśmiechów, co mam nadzieję i tak już robię...- Uśmiechnął się kącikiem ust i przeczesał lekko grzywkę palcami.-...jakie mógłbym mieć obowiązki? Jak myślisz, hm? Tak czysto teoretycznie.- Pytał, a kiedy został trącony w ramię, zaśmiał się cicho pod nosem. Zaraz jednak zmarszczył brwi, bo papieros wypadł mu z ręki. Sięgnął po kolejnego.
-Tylko patrzyłem, czy pani patrzy na nas.- Powiedział szeptem, wzruszając ramionami.-No, to jak już przy kobietach jesteśmy, to jaki jest twój typ?-Zainteresował się. Był bardzo ciekawy odpowiedzi. Jakoś... nie mógł wyobrazić sobie Sebastiana, który wychodzi na randki, wita kogoś kwiatami czy głośno się śmieje. A to właśnie z tym kojarzyły się Isaac'owi pierwsze wspólne chwile. Z drugiej strony, nie miał najlepszej historii udanych związków - dobijał trzydziestki, a nadal był kawalerem. Miał nadzieję, że powodem tego były jego podróże, a nie okropny charakter. Starał się być dobrym człowiekiem i naprawdę chciał się ustatkować, ale... miał bardzo duże serce i owsiki, które nie pozwalały mu usiedzieć w miejscu. A może był gejem? To też było opcją. Ostatnio nawet miał okazję, żeby się nad tym trochę pozastanawiać. Zerknął więc na duchownego, oceniając w myślach, jak wysoko znajdował się w "skali ruchable".

Jeśli zaś chodziło o nieco poważniejszy temat na jaki przyszło im dyskutować, Isaac nie mógł zgodzić się ze swoim rozmówca.
-Lubię mieć świadomość, że moje własne życie i wybory leżą w moich rękach. To smutne, jeśli naprawdę wszystko zostało już zapisane.-Jego ton nie był stanowczy. Lubił rozmawiać, a nie wykłócać się czy na siłę przekonywać do własnego zdania.-Bogowie, żywioły, los - to wszystko brzmi jak wymówka, żeby nie brać pełnej odpowiedzialności za swoje czyny.-Zrobił krótką pauzę, żeby zaciągnąć się papierosem.-Oczywiście, niektóre rzeczy są poza naszą kontrolą. Ale w większości przypadków to nie ocean decyduje, czy postawimy na nim żagiel i w którą stronę skierujemy statek. To my decydujemy, jak walczyć z wiatrem. Nawet jeśli czasami to, co robimy, wydaje się tylko kroplą w morzu... to jednak jest nasza kropla.
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#14
12.09.2024, 19:06  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.09.2024, 19:10 przez Sebastian Macmillan.)  
— Słyszałem kiedyś, że w średniowiecznych czasach mugole mieli w zwyczaju wystrzeliwać błaznów w katapulcie, jeśli nie wywiązywali się z powierzonych im obowiązków — odezwał się niespodziewanie Sebastian, kiwając głową z poważną miną. — Nie wiem, czy to jest taki bezpieczny zawód, jak ci się wydaje.

Bądź co bądź, czarodzieje mieli dużo szerszy arsenał kar niż mugole. Począwszy od niegroźnych uroków-psikusów po ciężkie klątwy, magiczne więzienia czy wszelkiego rodzaju działania związane z udziałem magicznych zwierząt. Kto wie, jak to mogło wyglądać przed laty, kiedy w dawnych czasach czarodzieje mogli sobie pozwolić na więcej? Może artyści pracujący dla co poniektórych rodów musieli uciekać z ogrodowego labiryntu, gdy właściciel rezydencji spuszczał ze smyczy sklątki tylnowybuchowe albo zdziczałe psidwaki?

— Niematerialne brunetki o przezroczystej skórze, które unoszą się jakieś pół metra nad ziemią i potrafią obniżyć temperaturę w pokoju samą swoją obecnością — odparł bez zająknięcia, nie traktując pytania Isaaca jakkolwiek poważnie. — A jakby jeszcze potrafiła transformować się w szaro-srebrny dym... Sama Pani Księżyca wytyczyłaby nam drogę do ołtarza.

Stłumił w sobie przeciągłe westchnienie. Nie przepadał za rozmowami o swoim prywatnym życiu. I tak miał problem ze zwykłymi, niezobowiązującymi do niczego pogawędkami z przypadkowymi ludźmi, a z jego doświadczenia wynikało, że rozmowy o ''typach'' i ''związkach'' zazwyczaj prowadziły do jednego bardzo prostego pytania: A dlaczego dalej jesteś sam? Jak w ogóle można na coś takiego odpowiedzieć? Krzywym uśmiechem? Komentarzem, że czeka się na odpowiedni moment? Odpowiednią osobę?

Sebastianowe rysy twarzy spoważniały, gdy nawiedził go wspomnienie ze wszelkiego rodzaju kolacji świątecznych i rodzinnych spędów. Czy w tegoroczne Yule czeka go to samo? Ech, czasem żałował, że kowen jednak pozwalał kapłanom na życie w związku. Dobry Merlinie, jak wielu niezręcznych sytuacji zdołałby wówczas uniknąć. Wystarczyło, że podczas wizyt duszpasterskich w okolicach Yule wszelkie stare czarownice z okolicy zasypywały go podobnymi pytaniami. Niektóre nawet były gotowe podsunąć mu własne wnuczki. Wzdrygnął się na samą myśl.

— A jednak żeglarz przebywający na oceanie nie jest jego mieszkańcem. W najlepszym przypadku jest gościem, a w najgorszym intruzem — rzucił Sebastian, starając się nie podchodzić do kwestii związanych ze sprawczością zbyt emocjonalnie. — Może i większość z nas mieszka w wielkich miastach, ale ten świat to dalej domena natury. Można próbować z nią walczyć, ale koniec końców i tak znajdziemy się na jej łasce, czy nam się to podoba, czy nie.

Para czarodziejów kontynuowała wymienianie się swoimi spostrzeżeniami przez następne pół godziny. Chociaż Sebastian w dalszym ciągu unikał odpowiadania na pytania Isaaca związane ze jego życiem prywatnym, tak był bardziej niż chętny opowiedzieć mu o innych sprawach związanych ze swoimi przekonaniami, religią czy nawet tym, co sądził o społeczności czarodziejów. No i były też plotki... Te cholerne plotki od których stronił w miejscu pracy, a które w niezobowiązującej (i bardzo niespodziewanej) rozmowie okazywały się doskonałym materiałem, aby odsunąć na bok zapytania młodego Bagshota dotyczące prywatnych spraw Macmillana. Koniec końców, kiedy ich spacer po parku został zakończony, oboje udali się w swoją stronę, wracając do swoich codziennych spraw.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Isaac Bagshot (2900), Sebastian Macmillan (3341)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa