• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 … 9 Dalej »
[11.08.1972] The Kiss of Dawn | Sauriel & Victoria

[11.08.1972] The Kiss of Dawn | Sauriel & Victoria
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#1
12.09.2024, 21:18  ✶  

„Just look into my eyes
Kiss our fears goodbye”
♫
11 sierpnia 1972, noc
– Sauriel & Victoria –



Los lubił grać na nosie. Niby pewne rzeczy się układały swoim torem, by uderzyć z zupełnie innej strony – jej strony. Windermere było wyjątkowo napiętym momentem. Zamiast pójść do domu – wyruszyli na poszukiwania człowieka, który widział żywe trupy, a po nim słuch zaginął, co postawiło do pionu bardzo dużo ludzi z Ministerstwa, ale nie tylko, bo też wczasowicze wzięli się do roboty, co mocno nadwyrężyło nerwy Victorii. Nie podobało jej się niańczenie kogoś, kto widział w poszukiwaniach tylko świetną zabawę, odskocznię od codzienności, bo to ona miała na głowie zapewnienie wszystkim bezpieczeństwa. I zapewniła je, a jakże, przypłacając to nerwami napiętymi jak struna. Już gdy tam trafili z Cainem wiedziała, że za szybko nie wrócą do domu i miała rację, bo przekroczyła próg swojej sypialni niemalże dzień później… I nie potrzebowała nawet dużej dawki eliksiru nasennego, by zasnąć.

No właśnie… Cain. Jej kac moralny, zwłaszcza gdy uświadomiła sobie, po opuszczeniu Windermere, że to wcale nie jest osoba, której oddałaby swoje życie, której powierzyłaby swoje sekrety, umysł i ciało. Z jednej strony cieszyła się, że na pocałunku się zakończyło, a z drugiej czuła się źle.

Źle źle źle.

Dopiero co… dopiero co jakoś tam zaczęła się dogadywać z Saurielem, mężczyzną, na którym tak jej zależało, by dwa dni później… Miała ochotę uderzyć głową w ścianę i wykasować to sobie z pamięci. Świadomość, że to była jakaś silna magia, która konkretnie mieszała ludziom w głowie pomagała tylko połowicznie – bo to nie była ona i nie zrobiła tego świadomie, a jednak czuła się taka słaba. Słaba, bo znowu coś weszło jej w głowę, dyktowało, co ma czuć i do kogo, i to o wiele silniej niż miłosny rytuał Beltane. Znowu z taką łatwością mieszano jej w głowie; jak nie Beltane (choć to nie było aż tak mocne… najbardziej przeszkadzało poczucie zagrożenia, jakie czasami odczuwała no i… zazdrość), jak nie pierdolony poltergeist, to cholerne Windermere, które uderzyło ze zdwojoną mocą, by jej płaszcz oklumenty zerwać i porwać jak szmatę nadającą się tylko do używania przy sprzątaniu. Czuła się nic nie warta, słaba, a jej umysł wcale nie był taką twierdzą, jak to powiedziała Vakelowi. Tym bardziej bolało ją to, że tam w Windermere to nie były te usta, które chciała całować i chociaż nie miała na to najwyraźniej żadnego wpływu, to czuła się, jakby zrobiła coś złego. Jakby zdradziła, głównie samą siebie – i ten smak porażki był naprawdę gorzki.

Victoria rzadko się nad sobą użalała, ale każdy miał swój limit. Co, jeśli coś, na co nie miała żadnego wpływu, wszystko popsuje? Co, jeśli coś znowu zacznie mieszać jej w głowie? Od maja działo się to zbyt często, nawet wspomnienia Elisabeth potrafiły mocno mieszać z jej percepcją, jak miała się bronić? Kiedy miała pewność, ze jej myśli są tylko jej? Co jeśli to się powtórzy? Słaba, słaba, słaba.

Ten dzień przeleżała w łóżku, wychodząc z niego tylko po to, by chwilę zająć się kotami, a potem resztę czasu przeleżała na kanapie. Jej myśli nie stawały się ani trochę bardziej klarowne, były bardziej jak spirala cienia i ciemności, w który kobieta się zanurzała i teraz brodziła w tym aż po samą szyję. Kwiatuszek i Luna musiały wyczuwać, że coś jest mocno nie tak, bo cały czas dotrzymywały jej czasu. Victoria bardzo chciała zasnąć, zapomnieć, odciąć się, ale jak zwykle – mogła się tylko patrzeć w sufit, albo wlać w siebie eliksir. Więc patrzyła. I myślała.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#2
14.09.2024, 14:50  ✶  

List odebrał dopiero dnia następnego. Albo następnej nocy? Tak, następnego dnia. Ale zainteresował się nim dokładnie odpiero następnej nocy. I to "następnej" znaczyło, że właśnie dzisiaj. Kiedy już wybudził się z tego, co miało imitować sen po wypiciu zdecydowanie za dużej ilości alkoholu zaraz po tym, jak szukał Maeve w sypialni swojej matki. Anna mu to jakoś wybaczyła. Zawsze wybaczała. Więc przebudził się, umył, przebrał - umył przede wszystkim, bo cuchnął okropnie. Pokłosie kaca zostało całkiem szybko i sprawnie ugaszone - głównie za sprawą magii prysznica. Zabawne było tylko to, że przecież ten nie usuwał toksyn z twojego wnętrza, ale prawo fizyki tego świata, a na pewno prawo chemii, pozwalało na różne cuda, kiedy było się wampirem. Zwłaszcza wtedy, kiedy było się wampirem.

Więc - list. Znaczył dokładnie tyle, że Victoria wróciła skądkolwiek, ale wiadomo, dokąd - do siebie. Teraz już "do siebie", do swojego bezpiecznego domu, bezpiecznych czterech ścian, gdzie mogła swobodnie egzystować bez upierdliwości rodziców. Bez wkurwiającej Isabelli, która się miała za taką ważną. Była ważna, zgoda, była. Wkurwiające było to, jak bardzo lubiła się z tym obnosić. To, że miała ambicję stać się jeszcze ważniejszą. O tym, czym jest ambicja, przekonał się całkiem niedawno - potrafiła poddrapytwać wnętrze jakimś oczekiwaniem i potrzebą, żeby poruszyć się do przodu. Czasem to poruszenie oznaczało, że wywracałeś się na prostej. I jak tu dalej iść, dobry Boże?

Tym razem nie było żadnych czekoladek, nie zahaczył o żadne łakocie, bo udał się prosto do niej. Ubrany w czarną koszulę i czarne, przetarte spodnie - jego zwyczajowość. Żadnych wielkich odstępstw od normy. Tak zapukał do drzwi ze dwie godziny po zmierzchu - czyli dość późno, bo sierpniowe wieczory nadal nie były nader krótkie.

- Hej Truskaweczko. Chujowo wyglądasz. - Albo "dobry wieczór". Bo wyglądała na zmęczoną bardziej niż zazwyczaj po ewentualnie nieprzespanej nocy.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#3
15.09.2024, 09:28  ✶  

Już dawno nie dostała od Sauriela żadnych czekoladek, więc… się odzwyczaiła, nie oczekiwała. Zderzenie z rzeczywistością po tym ich „zerwaniu” nie należało do najłatwiejszych, ale co miała na to poradzić? Ten rytuał między nimi był ważny, ale Victoria nie nawykła do komunikowania komukolwiek takich rzeczy, bo miała poczucie, że tym bardziej wychodzi na słabą, plus że mogłaby nakładać niepotrzebną presję. A poza tym… czemu w ogóle miałaby tego oczekiwać? Kim dla siebie byli? Nie śmiała o to pytać.

W pierwszej chwili chciała całkiem zignorować to pukanie do drzwi, ale koty chyba wyczuły, kto za nimi jest i pobiegły. To znaczy Kwiatuszek pobiegł, bo Luna zatrzymała się przy schodach i zaczęła głośno miauczeć, co zmusiło Victorię do podniesienia się z kanapy. Zgarnęła małą na ręce i zeszła na parter; włosy miała nieułożone, oczy podkrążone, miała na sobie jedwabny, ciemnofioletowy szlafrok i najpewniej koszulę nocną pod spodem, widać za to było jej zgrabne nogi. I właśnie tak otworzyła te drzwi, nie zastanawiając się nawet zanadto nad tym, że jest ubrana nieodpowiednio, ani że jest już bardzo późno, bo prawdę mówiąc, to sądziła, że jest dużo wcześniej. Zapatrzyła się więc nieco może nawet tępo na Sauriela, który przerwał pomiędzy nimi tę dziwaczną ciszę. Luna miauknęła uradowana na jego widok, Kwiatuszek kręcił się obok nóg Lestrange.

– Cześć, Kocie – mruknęła w odpowiedzi, a jej głos był trochę zachrypnięty od nieużywania go przez prawie cały dzień. – Dzięki – chujowo wyglądała? To i tak lepiej niż się czuła. Dopiero teraz nieco przechyliła głowę, wyglądając poza ramiona Sauriela na resztę ulicy. Ciemno. Świeciły się latarenki… – Myślałam, że jest wcześniej… Wejdziesz? – odsunęła się, żeby go przepuścić. Chyba po to przyszedł? Żeby wejść, a nie stać w drzwiach. To zdradliwe serce, czuła że zabiło jej trochę mocniej na jego widok. Lunie chyba też, bo przebierała łapkami, próbując się wyrać z uścisku Victorii.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#4
15.09.2024, 13:58  ✶  

Rzadszym widokiem była Victoria w stanie wesołym niż Victoria w stanie "agonalnym", gdzie do worka "agonia" wrzucane był stany włącznie z niewyspaniem (więc innymi słowy wcale nie były agonalne). To dziwne, ale człowiek się do tego przyzwyczajał. Przyjmował pewne rzeczy za stałą, a to, co powinno być stałą, stawało się wyjątkiem. Bo przecież domyślnym stanem fabrycznym Victorii nie było pokazywanie nóżek na ulicy i wychodzenie do drzwi w szlafroku... chociaż to też mogło być kwestią sporną, kiedy widział ją w takich nocnych wydaniach już nie jeden raz. Normy. Tak, normy. Normą było to, że schylił się ko Kwiatuszka, że powiedział

- No czeeść Piękny... - i pomiział kota za uchem, przysuwając go do swojej twarzy. Jego i jego puchate futro niebieskiej barwy. Normą było też to, żeby trochę podrażnić te koty, żeby im okazać swoją miłość poprzez dokuczanie im - choć nie też w taki sposób, żeby chciały zaraz uciekać. Co najwyżej czasem pacną łapą, żeby dalej nie przenosić tych zabaw. I normą było, że potrafił wchodzić jak do siebie - i nawet chciał. Zapukał w te drzwi, ale zastanowił się, czy po prostu nie wejść po oczekiwaniu, które wynosiło całą sekundę. Góra dwie. Powstrzymał się, och, taki był z niego grzeczny typ...

- Myślał indyk o niedzieli... - Mruknął i wszedł do środka, stawiając Kwatuszka na podłodze, żeby wyciągnąć ręce do młodszej radości - tej, która urodę odziedziczyła po tatusiu. - Cześć tobie też, Befsztyczku. - I choć odeszliśmy od normy przynoszenia czekoladek, to byliśmy blisko wejścia w erę zupełnie nowego przyzwyczajenia, jakim było przynoszenie łakoci kotom. Oto, jak łatwo stracić czyjąś sympatię! Zainteresowanie! Zajmujesz mu ręce kotem i już cała rzeczywistość nie ma znaczenia! Nie, tak nie było, rzecz jasna, ale rytuały, nawet te ważne, zawsze mogły zostać zmienione, przywrócone... albo zastąpione. Można też wykasować je całkowicie ze swojego życia - powroty bywały dziwne. Sauriel niemal nie odczuwał tego, że tego rytuału zabrakło, a jednocześnie były chwile, w których odczuwał to aż zbyt intensywnie. Myśl o tym, żeby jednak wrócić do tego, żeby czekoladki przynosić stawiała nagle pytanie: czy to nie będzie dziwne? Czy teraz nie będzie zbyt pompatyczne? Przy wszystkim, co ich łączyło i co ich pętało?

- Obudziłem cię? - Miał nadzieję, że nie - rzadko bywało, żeby sypiała o tej godzinie, ale się zdarzało - w końcu aurorskie obowiązki nie były wykonywane od 8 do 16, zmiany bywały różne, a i potrzeba nadgodzin robiła swoje. Tym nie mniej przyszło mu to do głowy z uwagi na to, jak wyglądała - a w pierwszej chwili skojarzyła mu się z osobą zwyczajnie zaspaną.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#5
15.09.2024, 17:45  ✶  

A ile miała tak naprawdę powodów przez ostatnie miesiące do śmiechu? Do uśmiechania się, bycia wesołą i tak dalej. Ostatnie miesiące były dla niej pasmem porażek i strachu, nie powodami do radości. Dopiero te koty wprowadziły do jej życia trochę światła i tego uśmiechu, przez co jej usta nie zapomniały jeszcze jak się wyginać w odpowiednią stronę. Ale nie dziś, nie. Dzisiaj była zmęczona, ale bardziej była po prostu smutna. Oczy już się co prawda nie szkliły od łez i zaczerwienienie też zniknęło, ale było w niej coś… opuchniętego i miękkiego w ten całkowicie nienormalny dla niej sposób.

Podążała wzrokiem za ruchami Sauriela, kiedy wziął świecącego w półmroku kota na ręce, witając się z nim czule. Oba jej koty przyzwyczajone już były do obecności Sauriela i traktowały go jak swojego człowieka, i nic dziwnego. Ciemnowłosej to nie przeszkadzało, nawet się z tego cieszyła prawdę powiedziawszy. Dlatego bez protestów wyciągnęła do niego ręce z czarnym kociakiem, żeby córeczka i tatuś mogli się przywitać. Nie miała bladego pojęcia, że Stanley miał takie myśli w głowie i że Sauriel to podłapał.

– Befsztyczku? – powtórzyła za nim, unosząc wyżej brwi, kiedy już się odsunęła, robiąc Saurielowi miejsce przy tym wejściu. Doskonale wiedziała, że przegrywała w atrakcyjności ze swoimi kotami, że to oni są pełnią uwagi, a nie ona.

– Nie – pokręciła głową krótko. – Nie spałam. Wegetowałam – zaraz poczuła, że powiedziała za dużo, że powinna się ugryźć w język i nie mówić tego ostatniego, więc zaraz spróbowała się uśmiechnąć, próbując obrócić to w wyjątkowo beznadziejny żart, co wyszło bardziej jak grymas. Należało go zamaskować, dlatego zaraz schyliła się, żeby wziąć na ręce Błękitnego Kwiatuszka – tarczę przed nieprzyjemną rzeczywistością, w której przyszło jej egzystować. Tej, w której nie była dość dobra dla nikogo. – U ciebie wszystko w porządku? – zapytała zaraz. – Chcesz coś pić?

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#6
15.09.2024, 18:27  ✶  

Nie było takiej rzeczywistości, w której ktokolwiek wygrałby z kotami. Przynajmniej nie takiej, w której życie toczyło sie podobnymi torami i Sauriel nadal był wampirem. A może nie zmieniłoby się to i tak, gdyby nim nie był? Mogli się przekonać - rozwiązanie tego dramatu zdawało się być naprawdę blisko. Lekarstwo! I kto miał dać gwarancję, że to lekarstwo będzie stało? Że zadziała? Czy będzie mądry tego świata, co zrosi czoło wodą pańską i pobłogosławi przeklętego? Nie. Byliśmy tu sami - zdani tylko na siebie. Nie było żadnej wielkiej nadziei, a jedyna nadzieja, jaką mogliśmy mieć, to my sami. Wierni samym sobie, wierzący w samych siebie, wierzący w siebie wzajem. Czasem w nadmiarze za siebie wzajem. Były też te koty, które ogrzewały nam dzień i ogrzewały ciała - ale to ciepło nie było przecież wyczuwalne przez palce Victorii. Za to Sauriel je czuł bardzo wyraźnie. Razem zaś mogli poczuć, jak miękkie i pełne życia były to stworzenia. Znał takich, którzy porzucali drogą "wielkiego drapieżnika" i udawali się w wesołą przechadzkę po świecie poprawności ludzkiej - żywili się tylko zwierzętami. On nie miał zamiaru. Krew zwierząt była jak obrzydliwa lura, której wcale nie chciał pić - jeszcze tego brakowało, żeby dodawał sobie udręczenia do puli. I czy w ogóle chętniej skrzywdziłby takiego kota od człowieka? Ha... gdzieś tutaj szukamy pola, gdzie te koty miały zawsze przewagę, co?

- A nie wygląda jak taki? - Przysunął sobie małego do twarzy, przytulił do swojego policzka i spojrzał na Victorię, robiąc jedną z minek, które chciałoby się opisać za "niewinne", ale w wyglądzie Sauriela nie było takiej mimiki, z którą wyglądałby NAPRAWDĘ niewinnie. Tym nie mniej próbował - za chęci zazwyczaj też dostawało się jakieś punkty. Jakiekolwiek. Przezwisko nie było związane z niczym konkretnym - może oprócz tego, że zastanawiał się, czy befsztyk był czymś, czym dobrze było karmić kota. Taki dużo, świeżutki, może nawet jeszcze cieplutki! pokrojony na kawałeczki, pyszna karma! Świeża! Wymiana czekoladek na świeże, krwiste mięcho - to dopiero było przełożenie środka ciężkości w inny punkt...

Mógł sobie być największym ingorantem świata, najbardziej chętnym do ignorowania problemów innych, niechętnym do chłonięcia negatywów wokół siebie, bo nie chciał myśleć o problemach własnych, co dopiero cudzych. Ale nawet w swojej ignorancji nie było mu obojętne to, co działo się z Victorią. Dlatego kiedy tak na nią patrzył i widział, że to nie jest zaspanie, kiedy miał swoje potwierdzenie, a ten kot był jak... przedmiot, który miał tylko zająć ręce, żeby nie były puste, to mały znak zapytania pojawił się w jego głowie. Zainteresowanie. Zmartwienie. Co się stało - wielkie pytanie, które wystarczy zadać, żeby uzyskać odpowiedź, ale Sauriel do zadawania go nie był taki szybki. Miał wrażenie, że zabrzmi źle, albo wypowie je i zaraz się uzbroi w tarcze anty-światową i anty-uczuciową, a tego nie chciał? Chyba? Wegetowała. Wegetowanie brzmiało... nie brzmiało źle - brzmiało relaksująco. Brzmiało też nie jak relaks, czyli nie jak coś pozytywnego. Negatywna wersja relaksu. Coś, gdzie jesteś zawieszony między czasem i przestrzenią. Dobrze wiedział, co mogło to oznaczać, a jednocześnie dobrze NIE wiedział, co miało oznaczać tu i teraz. Za to wyciągnął swoje wnioski po jej zachowaniu i biegających teraz oczach, które miały na celu ucieczkę od konfrontacji z... z nim. Pewnie głównie przez to, jak kiepsko znosił... w sumie dużo rzeczy kiepsko znosił.

- Ay... - Mruknął z zastanowieniem, idąc za nią do kuchni i postanowił podjąć... po prostu temat tego "co u ciebie słychać". Może tego potrzebowała na chwilę? Żeby mieć czas na ogarnięcie się po wyrwaniu ze stanu "wegetacji"? - Kurwa, była impreza, za dużo wypiłem. Doczłapałem się do domu i chciałem ruszać dalej, więc posłałem list do takiej jednej typiary. A ona do mnie, że jest w sypialni mojej matki. Jak możesz się domyślić byłem już tak nietrzeźwy, że tak - poszedłem szukać jej w sypialni mojej matki. I o dziwo - wcale jej tam nie było. - Uśmiechał się przy tym trochę głupkowato. - Aaale! Udało się wrócić przed świtem i Eryk nawet słowem nie pisnął. A może pisnął, ale możliwe, że go zignorowałem. - Tutaj uśmiechnął się nawet bezczelniej. - Chcesz posłuchać głupkowatych historii, czy wolisz... powegetować razem? Mogę cię potulić. - Mógł też oba na raz. Taki bonus akurat miewa 11 sierpnia każdego roku.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#7
15.09.2024, 20:28  ✶  

Konkurować z kotami… Nie była śliczną blondynką, by konkurować z kimkolwiek. Kiedyś tak pewna siebie, korzystając ze swojej urody jak z atutu, teraz sądziła, że czegoś takiego wcale nie ma. Niewystarczająco wysoka, niewystarczająco blada, nie miała rumianych policzków, niebieskich oczu, ani jasnych włosów; cóż z jej figury, skoro nie czuła się wystarczająca? I tak, było to kompletnie bzdurne, była przecież piękną kobietą, mężczyźni jej to przecież mówili, tylko… To blondynki były w tym kanonie piękna, tak? A skoro nawet one nie mogły konkurować z kotami, to ktoś taki jak ona…? Widziała, ile radości przynoszą te maluchy Saurielowi i widziała, ile przynoszą jej. Dlatego nawet… Nawet nie potrafiła się o to złościć. Lekarstwo dla duszy – i jej, i jego.

– Nie? Wygląda jak mała czarna kulka, jak kocia księżniczka, stworzenie nocy, córa Księżyca, a nie befsztyczek – czasami nie miała zielonego pojęcia, co chodzi pod tą kruczoczarną czupryną Sauriela, jakimi drogami biegną jego myśli – bo jakimiś na pewno, tego była pewna, te wszystkie rzeczy nie brały się z niczego. Och nie, nie wyglądał niewinnie, ani teraz ani… cóż. Zamiast „niewinnie” nazwałaby ten obrazek „słodkim”. Pamiętała doskonale, jak się oburzył, jak mu powiedziała, że jest słodki, ale taka była prawda. W tej swojej, heh, niewinności, wychodził po prostu słodko. Tak, wielki i zły wampir, słodki. Był taki moment, że Victoria pomyślała, że przy ich pocałunku wychodził niewinnie, ale szybko odrzuciła tę myśl – to nie było niewinne, ani przed, ani w trakcie, ani po. To, że nie wiedzieli, jak się zachować, jak nieopierzeni nastolatkowie, nie miało nic wspólnego z niewinnością.

Nie wiedziała, co ma mu powiedzieć, od czego zacząć, ani czy w ogóle chciałby ją słuchać. Nie wiedziała, jak ma się zachowywać, tak po tamtym jak i po wczorajszym, czuła się źle sama ze sobą. Nie wiedziała, co powinna sobie myśleć, więc uciekała, a Sauriel bardzo dobrze to odgadł: po części dlatego, że sama nie wiedziała, po części dlatego, że nie wiedziała, co on zrobi – a był to błąd, bo w swej nieprzewidywalności miał swoje przyzwyczajenia, rytuały i stałe, które robiły z tego całkiem sporą przewidywalność.

Słuchała go, jak zawsze, nawet jeśli niekoniecznie na niego patrzyła, gdy odłożyła Kwiatuszka na podłogę, a potem zaczęła się kręcić przy kocich miseczkach, żeby je uzupełnić o jedzonko i wodę. Słuchała i trochę ją to przerażało w kontekście samej siebie, że Sauriewl pił tyle… nie bał się? Spić tak bardzo, żeby szukać typiary w sypialni matki – to brzmiało, jakby wypił naprawdę dużo. Spojrzała na niego przelotnie, nim usiadła przy wyspie i nawet uśmiechnęła się lekko, kiedy stwierdził, że możliwe, że zignorował swojego ojca. A potem… Uniosła wyżej brwi i lekko rozchyliła usta w zaskoczeniu.

– Przydałoby mi się potulenie, mam naprawdę kiepski dzień – stwierdziła w końcu, bo to, że tak unikała kontaktu wzrokowego nie znaczyło wcale, że nie miała ochoty na towarzystwo. To znaczy… no nie miała, ale obecność Sauriela była czymś innym. Wcale nie chciała go unikać i jednocześnie chciała. – Ale możesz do mnie mówić. Posłucham – tym bardziej, że w większości Sauriel był takim milczkiem.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#8
18.09.2024, 16:58  ✶  

To było tak głupie, jak i niegłupie wcale. Porównywanie się - przecież każdy chciał być lepszy. Przecież każdy chciał być idealny. Chciał się najbardziej podobać ukochanej osobie i chciał być śliczny i ponętny. Chcesz tego tak bardzo, że zapominasz, że najważniejsze to bycie sobą. Tylko sobą. Bo to za to doceniają cię bliscy, takim cię chcą. Nie przeczyło to samodoskonaleniu się, ale samodoskonalenie się nie było odrzucaniem siebie, a szlifowaniem popełnianych błędów. Nie było plastyczną operacją, tylko było drobnym makijażem, który mu podkreślić twoje duże oczy. Victoria nigdy nie będzie drobniutką blondynką o niebieskich oczach, ideałem kobiety Sauriela. Ale to nie za blondynkami o niebieskich oczach, koniec końców, się uganiał. Bo uroda przemijała i to nie z urodą miałeś kontakt. Można podziwiać piękno, ale niekoniecznie je czuć. W przypadku czarnowłosego to było o wiele prostsze, ponieważ ta powierzchowność była dla niego tylko i aż tym - sztuką. Obrazem, rzeźbą, zwrotkami w pięcioliniach. Sztuką możesz się zauroczyć, ale nie zakochasz się w niej, dopóki nie odsłoni przed tobą swojego wnętrza. Dopóki opowieść przez nią snuta do ciebie nie przemówi. A Victoria była jedną i jedyną Victorią, której nie zamieniłby na żadną blondynkę tego świata. Tylko że tego jej nie mówił, prawda? Ach, te słowa... jakże ich brak potrafił człowiekowi szkodzić.

- A tam... nie słuchaj jej, Befsztyczku, jesteś mniamaśnym kawałeczkiem mięska. - Kot jak to kot, niekoniecznie rozumiał, co do niego mówisz, kiedy pierdolisz takie głupoty, ale już intonacje łapał. A ta była iście miłosna dla tego małego stworzenia. - Mój brat od innej matki i innego ojca przyznał, że urodę to odziedziczyła po mnie. - Wyszczerzył kły w uśmiechu, odstawiając małą na ziemię. Niech sama potupta i pobiega, ćwiczy mięśnie, żeby zostać największym predatorem swoich czasów, a co! - No to spoko. - Poszedł na kanapę i walnął się na niej, przesuwając poduszkę obok siebie i klepiąc ją wymownie, żeby sobie roznegliżowana kobieta usiadła. - Opowiadać z tej wyprawy nie ma za dużo czego, większości nie pamiętam. Dobrze, że nie mam czym rzygać, bo pewnie bym umarł gdzieś po drodze kolejny raz. Znaczy wtedy bym nie był martwy, ale... czaisz. - Snucie opowieści wymagało talentu, ale też czasem była to po prostu kwestia ułożenia myśli. - Wiesz, że alkohol wynaleźli jeszcze w Mezopotamii? - Wiedza bezużyteczna, część 1283756456. - Wiesz w ogóle, co to Mezopotamia?



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#9
18.09.2024, 22:20  ✶  

To nie była ta skrajność, w której patrzysz w lustro i marzysz o tym, by wyglądać inaczej i faktycznie coś z tym robisz, tylko po to, by się oszpecić. Lestrange doskonale zdawała sobie sprawę, że w blondzie nie byłoby jej do twarzy; jasne oczy może by się jakoś obroniły, ale jaska skóra? Na pewno nie. Miała też kompletnie nieangielską urodę, wyróżniała się na ulicy i to nie o to chodziło, że chciałaby być kimś innym. Na przestrzeni czasu bardzo skutecznie sobie wmówiła, że się Saurielowi nie podoba, że zupełnie nie jest w jego typie, a wszystko to przez obserwacje, z kim, kiedy i jak flirtuje – i to nie była przecież ona, więc komunikat był jasny. A Sauriel był niesamowicie uzdolniony w wysyłaniu drugiej osobie komunikatów bardzo sprzecznych z tym, co sam myślał. Może to bzdura i próżność, ale która kobieta nie chciała się podobać mężczyźnie, który zajmował jej myśli? Sztuka… Cóż, tak, to też była sztuka i nic dziwnego nie było w tym, że chciało się znaleźć przynajmniej jako jedna z tych piękności, do których się wzdychało. Sztuka, muza… Owszem, piękność przemija, dlatego tym bardziej Victoria chciała się nacieszyć tym, co ma, a po co jej ta uroda, skoro nie rusza ona tej jednej osoby…? „Masz fajny charakter” to było dla niej odrobinę za mało, było smutnym zwieńczeniem niezręcznego powiedzenia o tym, że nie potrafi się powiedzieć o tej powierzchowności niczego dobrego, a nie chce się urazić koleżanki. On miał od niej bardzo jasny komunikat, a ona? Skazana była na domysły, które nie należały do tych pozytywnych.

– Jest kruszynką najsłodszą, nie jest do jedzenia – ale wiedziała, że akurat w tym przypadku Sauriel się droczy, bo przecież gdyby mu na tym polu nie ufała, to nie zostawiłaby mu klucza, do własnego mieszkania i nie pytałaby, czy zostałby z kotami, kiedy ona ciężko pracuje w trakcie sennych dla wampira dni. – Ach tak? – chciała zapytać sceptycznie, ale głos zdecydowanie odmówił jej posłuszeństwa i wypadło to zwyczajnie blado, na co przekrzywiła lekko głowę, jakby chciała porównać wygląd Sauriela i Luny. Cóż… Ona też miała ciemne włosy i w ogóle była… ciemniejsza, nawet w codziennym ubiorze. Natomiast nikt nie nazywał ją Czarną Kotką. – Cóż, nie da się ukryć, podobieństwo jest uderzające. Nie wyprzesz się – postanowiła lekko pociągnąć ten żart nawet wtedy, gdy Luna już wesoło biegła do kuchni. Musiała za to poćwiczyć hamowanie, bo nieomal wpadła na szafkę.

Chwilę później zaprosiła Sauriela do salonu, co skończyło się tym, że któreś z nich musiało wziąć Lunę na ręce, bo jeszcze kiepsko sobie radziła ze schodami. Kwiatuszek był trochę starszy, nogi miał dłuższe, to i nie stanowiło to nadmiernego problemu w jego wykonaniu. Widać było, że Victoria faktycznie musiała leżeć na tej kanapie, nim Sauriel przyszedł, bo z jednej strony skołtuniony był koc, a z drugiej wygnieciona została poduszka; światło świec sączyło się nienachalnie, a okna były zasłonięte grubymi zasłonami. Kwiatuszek siadł pod jedną z palemek, jakby nagrzewał się pod ich blaskiem, a sama Victoria, w może nieco zbyt krótkiej, koronkowej koszuli nocnej i szlafroczku, jak na przyjmowanie gości, po dwusekundowym zawahaniu usiadła obok Rookwooda na miejscu, które dla niej przyklepał. Z tej pozycji było widać kilka siniaków na zgrabnych, szczupłych nogach, zwłaszcza na prawej nodze, udzie i łydce, ale i lewa nie wyszła z Windermere bez szwanku. Victoria przyglądała się teraz tym siniakom, jakby je zobaczyła pierwszy raz na oczy. Może powinna mu zaproponować coś do picia, ale raczej byłaby to woda lub herbata, bo po takiej popijawie nie zamierzała się dokładać do tego nałogu.

– Czaję. Zalałeś się w trupa, byłeś nawalony jak szpadel – przełożyła to na język bardziej dosłowny, przejeżdżając przy tym dłonią po siniaku na udzie. – Nie wiem – odparła zaraz, wcale nie traktując tego jako wiedzę bezużyteczną a po prostu miłą ciekawostkę. Lubiła te opowiastki Sauriela. Przy drugim pytaniu zmusiła się do zmarszczenia brwi. – Coś tam… starożytnego? – wymyśliła w końcu, po czym wzięła się na odwagę i po prostu przechyliła w stronę czarnowłosego, by się przytulić. To było idiotyczne, czuła się idiotycznie, jakby bała się zrobić coś złego, a przecież sam to zaproponował. Naprawdę, jakby była nastolatką, a nie dorosłą kobietą, na poważnym stanowisku w pracy. Ułożyła głowę na ramieniu Sauriela i za chwilę odrobinę się przesunęła, żeby było jej nieco wygodniej, zaś koty w tym czasie zaczęły się gonić po salonie. – Ale pewnie taki najprostszy? Nie wiem… piwo? – teraz to już były ślepe strzały. Na moment przymknęła oczy.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#10
20.09.2024, 10:48  ✶  

Samemu sobie za często wysyłał sprzeczne sygnały, chcąc i nie chcąc jednocześnie. Faza zawieszenia była mordercza i to zazwyczaj rezonowała na obie strony, ale to nie była tylko kwestia chęci czy niechęci. Tego, by próbować, albo żeby "dać sobie szansę". Te dwie rzeczy były ciągle w grze, one nie znikały. Iloraz niepewności mimo to się mnożył i czasami wybuchał niespodziewanymi konsekwencjami dla obu stron. Bo Sauriel przecież wcale nie chciał dystansować się od niej, czy potem wylewać na nią swoją frustrację. Nie, chciał czegoś dobrego i lepszego. Tylko jak po to sięgnąć? Jak to znaleźć, gdzie to znaleźć? Szukajcie, a znajdziecie - szukał więc przy Victorii.

- Ostatnio się cieszyła, jak próbowałem ją zjeść. - Pewnie, że to było zaczepne droczenie się, bo nigdy by nie zjadł kota. Po pierwsze - obrzydliwe, to zwierzę. Po drugie - no helloł! KOTEK! Wartość życia potrafiła być bardzo względna i wręcz mylić, kiedy moralność żłobiona była upadkiem człowieka. Chociaż to mógł nie być najlepszy czas na takie drażnienie się. Biorąc pod uwagę to, że Victoria nie czuła się najlepiej fizycznie, a skoro nie czuła się najlepiej fizycznie to psychicznie też mogło być... różnie. Ładnie i delikatnie ujmując. Czy on w ogóle chciał o to pytać? Czy może chodziło o to, żeby nie pytać wcale, pogadać głupoty, pozwolić się wszystkiemu odprężyć - odprężyć w niej. Zapomnienie było doskonałym lekarstwem, gorzej kiedy zapominasz, a potem przychodzi moment odkopania Puszki Pandory. Cóż z tego? Ważne, że udało się przesunąć to niby "nieodwlekalne" w czasie.

- Ay. Właśnie tak było. - Jeszcze kiwnął do tego stanowczo głową, gdyby to nadal było niejasne po przekładzie Victorii. Rozłożył się wygodnie na tej kanapie, jakby był u siebie. Bo, o zgrozo, czuł się jak u siebie. Dom Victorii różnił się zupełnie od jego pokoju utrzymanego w ciemnych tonach i surowości, obwieszonego zapisami pięciolinii, plakatami i z walającymi się winylami po kątach. Tutaj były rośliny, światło musiało wpraszać się z całą dozą ciepła do wnętrza, kiedy tylko był poranek. Słońce, którego dotyk nadal pamiętał na skórze i drapał go w pamięci i pragnieniu odczuć sprzecznych - prosto w objęcia wieczystego "chcę" i "nie chcę" zarazem. A ktoś powiedział, że tak się nie da, ha... Zapatrzył się na moment na te kotary - jedno, drugie okno. W domu było ciemno prócz tych świateł zapalonych teraz. Może jednak wybudził ją ze snu. Tego snu na jawie, gdzie nie możesz zasnąć, rzeczywistość cię prześladuje, więc jak to ładnie zostało ujęte "wegetujesz".

- Ay, starożytnego. Bardzo starożytnego. - Objął ją ramieniem. I zaczął opowiadać. O tej Mezopotamii i jej historii w bardzo krótkich ciekawostkach, bo przecież meritum sprawy był ten alkohol. To, że tam powstał i to, jak dalej rodziła się jego kultura i jak kwitła. Nie, daleko było do tego, żeby wiedział wszystko, żeby znał każdy szczegół, żeby pamiętał chociażby daty z tego zagadnienia - ale znał historię mniej-więcej. Tak, to było piwo. Że potem też w Egipcie coś pili i że wtedy już pojawiły się problemy z alkoholem, dlatego faraon zakazał go w armii. Przegrali kilka bitew przez to, że żołnierze byli nietrzeźwi. Potem Grecja, gdzie była pierwsza destylacja, Rzym i prosto na Europę, gdzie w Biblii niemało już jest o nim napisane.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Sauriel Rookwood (10825), Victoria Lestrange (14242)


Strony (4): 1 2 3 4 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa