Diagnoza więc była niezwykle zatrważająca i śmiertelna - miłość! Sauriel nie powiedziałby tego w swojej własnej głowie, a co dopiero na głos. Przynajmniej już nie był gotów się wykłócać z Victorią. Tak, miał wiele twarzy - ale kto ich nie miał? Gwałtowność Czarnego Kota i tak bardzo zmalała od... od bardzo wiadomego wydarzenia. Niektórzy mają dwie szansy na życie, on miał już trzecią. Drugiej nie docenił wcale - drugą był zdruzgotany. Tą trzecią także. Ale stoją tu i teraz zaczynał patrzeć na to inaczej. Szansa. Można z nią zrobić wiele rzeczy - równie dobrze przegrać w kasynie. On chyba... zainwestował ją całkiem dobrze. A przynajmniej nie najgorzej.
Pokiwał głową na boki i robił mądrą minę na nowostki i ciekawostki, które właśnie usłyszał. Dobrze wiedzieć - nie żeby mu to było do życia potrzebne, ale wiedza o płatkach i ich wynalazcy też nie była. Tak jak wiele innych rzeczy - a je lubił. Tylko na ciekawostki fauny i flory nie zawsze był gotowy. Tutaj się tego nie spodziewał, a ciekawostka była całkowicie przednia. Będzie straszył Staszka kaczkami-ruchaczami.
- Dobrze, że my byliśmy oglądać gęsi. - Bo to chyba były gęsi? W zasadzie nie był tego wcale taki pewien... - Zaraz... oglądałaś kaczego penisa? - W ogóle... co? No niby normalne, że zwierzęta też się jakoś rozmnażają, ale żeby od razu oglądać kacze penisy? - Ty zwyrolko, zbereźnico... wszystko powiem twojej mamie. - Nawet nieszczególnie się postarał, żeby zabrzmiało to przekonująco. Nie znosił jej matki, ale o tym doskonale wiedziała. - Chcesz Saurielo-chrupka? - Nakarmiona została imbirowym cukierkiem (ponoć zdrowe, ale on to średnio ufał temu mugolskiemu zdrowiu), to teraz mogła dostać trochę paszy na zatkanie się. Nie wspominała zresztą, że była głodna..? Proszę bardzo, zdrowa dieta! Sam zaś, w tonie rozmowy o penisach kaczek, zajął się faktycznie herbatą. Nawet się ruszył od tego stołu i wyciągnął ręcznie herbatę i wsypał earl greya w odpowiedniej ilości.
- No, kurwa... nie wyjeżdżaj mi z takimi tekstami, bo się wkurwie. Do kosza, a nie do czyichś rączek. - Spojrzał na nią nieco chmurnie, ostrzegawczo. Już tamta jedna czekoladowa żaba wystarczyła. To było krzywdzące, raniące i oburzające! I w ogóle... no jak ona tak mogła... wewnętrznie pokręcił głową, raz zadana rana nadal bolała! Była jątrzącą się wyrwą w sercu, ropiejącą! I w ogóle. Zaraz ta chmurność została przegoniona - a to przez to, że bardziej, niż boczeniem się na nią, był zajęty jej opowieścią.
- Płacisz za pozbycie się ich? - Poza Anglie się jeszcze nigdy nie ruszył. W ogóle się nie ruszył. Nawet nie był w Szkocji. A co dopiero mówić o tym, żeby iść na obcy teren i kogoś odjebać. Czy by to zrobił? A pewnie, że tak! Tylko dużo by się nakurwił, naklął i by mu się nie chciało. Więc i dużo by sobie policzył. Ale od Victorii? Nie, od niej wystarczyło tylko słowo. A to hasełko traktował już między nimi jako żarcik. Prychnął śmiechem, kiedy usłyszał o haremie i dodawaniu jej do swojej kolekcji laleczek. Próbował się powstrzymać w tym śmiechu, ale średnio mu to wychodziło - w efekcie wyglądało to prawie tak, jakby się dusił i drżały mu kąciki ust. - No... to zajebiście owocny wyjazd, maleńka. - Uśmiechnął się cynicznie. - Godne przywiezienia pamiątek. - Zalał herbatę i postawił czajniczek z filiżanką na stół przed Victorią.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.