• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9
[18 marca 1972] Proszę dopisać do rachunku

[18 marca 1972] Proszę dopisać do rachunku
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#11
22.01.2023, 16:22  ✶  

Ona naprawdę myślała, że on tak robił, bo... bo nie mógł na nią patrzeć? Prawie wbiło go to w fotel w kompletnym niezrozumieniu, jak ona w ogóle dotarła do tych wniosków. I jednocześnie szukał w sobie odpowiedzi, co zrobił, że na taki trop wpadła. To unikanie jej spojrzenia było aż tak drastyczne w jej odbiorze? Tak ją ubodło? Ale przecież powiedział jej, że nic się nie stało i nawet wyjaśnił, że po prostu jego umysł poszedł w kierunku tego, że jakby nie patrzeć - dziwne to było, że teraz przyjdzie mu (i jej) zmieniać swoje życie tylko dlatego, że ktoś inny sobie tego zażyczył.

- Nie. - Potwierdził i jeszcze dla pewności pokręcił ze dwa razy głową, trochę obniżając podbródek, by patrzeć na nią tak, jakby mógł tym samym prześwietlić ją na wylot. Nie mógł. I też to rzucane jej spojrzenie nie było celowe, po prostu był zdziwiony i to było akurat widać.

- Widzisz? Ta ściana jest po prostu interesująca. - Pokazał gestem na ścianę, w którą przed chwilą patrzył on, a teraz patrzyła ona. Bo było dziwnie, bo panowało niezrozumienie. Sauriel jeszcze na dokładkę nie rozumienia jej, nie rozumiał też samego siebie. Samemu sobie tez tego nie ułatwiał. Nie był w stanie też dać jej instrukcji obsługi, bo sam nie wiedział, jaka by była. - Naprawdę... ja nawet nie miałem złego humoru. Nie wiem, co zobaczyłaś na moim ryju. Ja po prostu nie wiedziałem, jak mam się wobec ciebie zachowywać. - Brzmiało strasznie patetycznie i zaraz zrobił też charakterystyczne "bleh". - Ale kurwa podniosła przemowa. - Nie do końca potrafił zachować pełną powagę przy takich rozmowach, bo budowały napięcie, które musiał jakoś rozładować. Zakryć czymś to dziwne poczucie, jak sama Victoria to wobec siebie określiła, "rozbierania". Nagości.

- Wiem. - No też się starał. Faktycznie na to nie wyglądało, ale wymagało to od niego wyginania się i pewnych rezygnacji z przekonań i wyobrażeń, jakby chciał, żeby jego relacje wyglądały, a jak wyglądała ta z Victorią. - Lubię ludzi, którzy głaskają mnie z włosem. I dbam o nich. Mam chimeryczne humory, ale zaliczasz się do ludzi głaszczących z włosem. Więc spokojnie. Ja też potrzebuję na to czasu. Przywykłem do samotności.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#12
22.01.2023, 17:41  ✶  
Tak – naprawdę tak myślała, bo co innego miała pomyśleć? Skoro się kręcił i gapił się wszędzie tylko nie na nią, no to jakby wniosek był prosty: było mu niekomfortowo, źle mu się kojarzyła, nie chciał na nią patrzeć, a jeszcze dodać do tego jego minę, no to wychodziło, że nie chciał tutaj być i… Karuzela sama się napędziła, bo mózg Victorii pogalopował i wyciągał swoje wnioski bardzo szybko. Głównie dlatego, że ciągle czuła tą niepewność, nie wiedziała co ma z Saurielem zrobić i jak reagować na jego humorki.
Miała ochotę się teraz owinąć kocem i schować. Trochę ze względu na jego spojrzenie, trochę dlatego, że pomyślała jak pomyślała i jeszcze okazało się, że błędnie. Nie była przyzwyczajona do tego, że się myli. A jeszcze mylić się przed nim, olaboga! I jednocześnie… Lepiej, że się pomyliła, prawda? W tym jednym przypadku oznaczało to, że może nie jest i nie będzie tak źle…
Skuściła w końcu wzrok, przestając się gapić na ścianę, która w sobie nie miała ani grama niczego interesującego – ale została przyłapana na unikach i ucieczce. To też było niekomfortowe. Mocniej zacisnęła palce, które ciągle miała schowane pod stołem. Zacisnęła też ze sobą kolana w takim niekontrolowanym odruchu. Stres. To był stres.
I zupełnie nie wiedziała skąd się w ogóle brał. Nie był to strach, nie. Dopiero po chwili podniosła na niego spojrzenie. Niemalże płochliwe. Niemalże. Może to był ułamek sekundy, w którym możliwe było dostrzec, że nie jest emocjonalną pustynią, być może wbrew pozorom, jakie mogła sprawiać, albo jakie zdanie można było mieć o kimś tak mocno wychowanym w duchu rodzin czystej krwi. I to przez kogoś takiego, jak Isabelle.
- Może… Zamiast myśleć trzeba po prostu działać? – wynikało z tego, że on myślał, dlatego nie wiedział, a potem ona myślała i wyciągnęła totalnie niepoprawne wnioski. Chociaż ciągle brała poprawkę, że to może nie być prawda… ale nie wyglądało też na ściemę. Chodziło jej o to, że może po prostu powinni iść na żywioł a nie planować każdy następny ruch i zachowanie wobec siebie. - Ja… w porządku – nie powiedziała tego, co prawdopodobnie chciała. Kiwnęła też głową, że rozumie. Tak. Tak było dużołatwiej sobie coś ułożyć, jeśli tak wyglądała rozmowa, że po prostu… wiesz o co chodzi. A to wytłumaczenie, które powiedział na koniec, rozjaśniało w sumie dużo. Aż jej się zrobiło głupio, że zareagowała tak gwałtownie.
Może trudno było po niej, ułożonej Victorii, powiedzieć, że potrafi być taka gwałtowna i temperamentna. Aż siebie samą zaskakiwała prawdę mówiąc.
- Czy mogę od państwa przyjąć zamówienie? – kelner przerwał im w końcu tę rozmowę i uśmiechną się do obojga, na co Victoria nieco zaskoczona i z pewną nerwowością powiedziała, że tak tak, oczywiście. Otworzyła jeszcze raz menu, które odłożyła i przestała przeglądać przez Sauriela, przekartkowała dwa razy, ze niby szuka tego, co wybrała sobie wcześniej i na oślep poprosiła o coś co po szybkim rzucie okiem wydało jej się z nazwy w miarę normalne.
A wszystko dlatego, ze nie chciała, by tutaj zaraz pomyślano, że pomiędzy nimi jest jakaś dziwna scena.
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#13
22.01.2023, 18:56  ✶  

Zamiast myśleć - należy działać. W zasadzie to tak. Kiedy przychodziło do sytuacji krytycznych, akcji, Sauriel się nie zastanawiał - działał. Kiedy należało użyć pięści, magii, a gra toczyła się o przemoc i o to, kto przeżyje. Tutaj jednak nie mieli pola bitwy i nagle działanie wcale nie było takie oczywiste. Victoria naprawdę przeżyła to, co się wydarzyło. Było to wymalowane na niej, a przecież potrafiła kontrolować swoje emocje. Chowałbym je na jej miejscu. Siedząc po drugiej stronę stołu łatwo mówić, co robiłoby się w czyjejś skórze. Brunetka była jednak mądrzejsza i ponad to, by prezentować się, jak wspominane zostało, jako rzeźba bez uczuć. Była człowiekiem z krwi i kości i czasami tak naprawdę należało się zastanowić, jak samemu chce się być traktowanym. I według tego postępować. Obracając więc karuzelę na drugą stronę widział, że nie chciałby być traktowany tak, jak sam się do niej odnosił na początku, chociażby. I że nie chciałby jednak spoglądać na kamień, który podobno był człowiekiem. Ściągnął z niej swoje spojrzenie na stolik między nimi, na którym niedługo miało się pojawić zamówienie.

Znowu zapadła między nimi cisza, kiedy kelner przyjął zamówienie, on sobie standardowo zamówił drinka, pytając najpierw, czy coś polecają z tych bardziej fikuśnych. Napoje przyniesiono wcześniej, całkowicie standardowo, a na danie należało chwilę poczekać, ale jak kelner zapewnił lada moment powinno być. I co teraz? Przestało być TAK dziwnie. Teraz było... tak dziwnie. Uwierzyła w ogóle? W to, co mówił? Chyba zrobiło jej się trochę lepiej, tak to odebrał. Ech, do kitu to było. Cała ta sprawa, cała ta sytuacja, to poczucie, że są na siebie skazani. I że MUSZĄ. Muszę, bo się uduszę - całkiem lubił to bzdurne powiedzonko. Według niego mieliby o wiele lepszy odbiór siebie, gdyby tak o wpadli kiedyś na siebie w knajpce.

- Wiesz, że kiedyś jeden oszust sprzedał wieżę Eiffla? - Mogli siedzieć w ciszy. Ale w sumie... mógł równie dobrze spróbować ją rozbawić jakąś historyjką. - Victor Lustig był jednym z najsławniejszych krętaczy w historii. Słyszałaś kiedyś o Al Capone? Oszukał go na dziesiątki tysięcy dolarów. - Uśmiechnął się lekko. Nie pamiętał dokładnie, jaka to była sumka, ale tak - w dziesiątkach tysięcy opiewała. - Wieża Eiffla powodowała wtedy sporo niezadowolenia - była droga w utrzymaniu i ogólnie nie leżała mieszkańcom. Nie pamiętam dokładnie, o co chodziło, ale opinia publiczna nie była przychylna. Nie było więc na nią środków i właściwie popadała w ruinę. Victor Lustig wykorzystał to i zorganizował spotkanie tajne z kilkoma prezesami firm, podając się za przedstawiciela handlowego jakiegoś Ministerstwa. Oczywiście uprzedził, że spotkanie musi się odbyć w tajemnicy, bo opinia publiczna żądała rozbioru wieży. Wypatrzył najbardziej podatną ofiarę i namówił go na inwestycję. A potem wyjechał z Paryża do Ameryki. Z całą torbą pieniędzy.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#14
22.01.2023, 19:51  ✶  
Może to było właśnie TO? Że powinni się pobawić w odgrywanie (i co, może jeszcze przebieranki), wybrać się razem do jakiegoś baru i próbować wczuć się w rolę, w której wcale się jeszcze nie znają i nie są coraz bliżej zaręczyn? To byłoby wyzwanie, wyjść ze swojej skóry, poniekąd przejść ponad uprzedzeniami związanymi z ich pierwszymi spotkaniami i… udawać, że nigdy ich nie było. Być może taki eksperyment coś by pomógł, a jeśli nie, to przynajmniej mogli się upić i udawać, że niczego takiego w ogóle nie było. Cóż – istniała też szansa, że mogli się o sobie wzajem dowiedzieć naprawdę dziwnych rzeczy, o których wcześniej by nawet nie pomyśleli. I to tak o sobie wzajemnie jak i o sobie samych. Jednak to wymagałoby… zrobienia sporego kroku ze swojej strefy komfortu – tak u Sauriela jak i u niej.
Całe szczęście, że Sauriel poprosił o tego drinka i że zapytał o inne, bo to sprawiło, ze Victoria odrobinę oprzytomniałą i przynajmniej też dla siebie coś zamówiła – i to tym razem coś, co rzeczywiście chciała. Gdy mężczyzna odszedł, to dopiero pochyliła się nad kartą, bo jedną sobie zostawili, żeby doczytać co ona właściwie będzie jeść.
To i tak była jak na nią ogromna spontaniczność i aż wypuściła głośno powietrze przez usta, a zaraz potem przeczesała palcami włosy, w dość nerwowym odruchu.
- No zobaczymy… - mruknęła pod nosem. Bo tak naprawdę, to nawet nie miała czasu przejrzeć całej karty, skoro nagle odłożyła ją i całą swoją uwagę i atencję poświęciła Rookwoodowi.
Próbowała sobie jakoś przetrawić to, co wcześniej sobie powiedzieli, poukładać gdzieś w głowie i przy tym nie patrzyła na Sauriela, a wybawieniem było to, że ich zamówiony alkohol przyniesiono praktycznie zaraz. Więc kobieta zamieszała łyżeczką, upiła jeden większy łyk i już miała odłożyć szklankę, kiedy czarnowłosy się odezwał – wydawałoby się, że zupełnie z dupy. Ale proszę bardzo – miał jej zainteresowanie. Bo Victoria lubiła wiedzieć rzeczy. Różne. A chyba każdy wiedział co to wieża Eiffla, nawet jeśli to było dzieło mugoli. Więc uniosła na niego spojrzenie swoich ciemnych, brązowych oczu, spod tej firany czarnych rzęs i równie ciemnych brwi. Nie przerwała mu. Nie wydała z siebie żadnego dźwięku, po prostu patrzyła na niego, niemal w zapomnieniu popijając swojego drinka. A kiedy skończył, to oprzytomniała, zobaczyła, ze wypiła już prawie połowę i w końcu odłożyła szklankę.
- Jesteś kopalnią ciekawostek historycznych, niesamowite – by nie powiedzieć „kopalnią wiedzy bezużytecznej”, ale według niej żadna wiedza bezużyteczną nie była. No i znowu poczuła to zaintrygowanie. Bo nie umiała go za nic rozgryźć. - Jestem pewna, że gdyby Prorok zorganizował konkurs na wiedzę o świecie, to zająłbyś pierwsze miejsce i zgarnął ogromną nagrodę pieniężną – oto jak za pomocą „wiedzy bezużytecznej” można było zarobić hajsy.
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#15
22.01.2023, 20:11  ✶  

Właściwie to było z dupy, ale tak - Victoria lubiła wiedzieć. Powiedziała mu to w sumie... kiedy? Nie ważne, ważne, że powiedziała. Zarejestrował, że była kujonką i że nauka sprawiała jej przyjemność. Co prawda mógł powiedzieć coś bardziej, hmm, "użytecznego". Ale tak jakoś się składało, że do głowy przychodziły mu same tego typu rzeczy. Zgoda, nie same. No i dobra, nie przychodziły... ech, po prostu szukał w głowie ciekawostek, które faktycznie były całkiem fascynujące. A to, jak dla niego, było kompletnie odjechane. Zresztą ten człowiek był zupełnie niesamowity, o ile niesamowici mogą być złodzieje. Kiedy spoglądało się na jego historie to głowa pękała, co on narobił i ilu organom śledczym pouciekał.

- Chyba kopalnią wiedzy bezużytecznej. - W jego głosie pobrzmiał śmiech, bo nie uważał tego za nic niesamowitego. Każdy w końcu był w czymś dobry. A potem to już się naprawdę roześmiał, kiedy wyjechała z tym konkursem i Prorokiem Codziennym. - W końcu bym zabłysnął. Z takimi pieniędzmi założyłbym sombrero i wyjechał do Meksyku i ułożyłbym na nowo życie. - Zmieniłby imię, nazwisko i... ach, co by dało się zrobić z tonami galeonów..! - Jak będzie taki konkurs w Proroku to daj znać. Podzielę się z tobą łupem. Chyba że też chcesz zwiedzić Meksyk.

Jak dotąd najlepiej się dogadywali chyba będąc w jakichś rolach. Jak u niej w domu. Jak na tamtej misji, na którą się wybrali. Więc to chyba był jakiś sposób. Na pewno powinni byli zrezygnować z tych pompatycznych restauracji, bo w nich nawet nie mogli być w pełni sobą. Wypadało zachować jakieś maniery, jakoś się prezentować, a bo ktoś może patrzeć, a bo w sumie byli parą, bla, bla, bla. Za dużo zresztą oczu i ten Londyn był nawet za mały, żeby na jakichś znajomych się na przykład nie natknąć.

- Nie powiedziałbym, że to niesamowite. Bardziej że zbędne, ale doceniam. Przydaje się, jak widać, do zabawiania cię.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#16
22.01.2023, 20:47  ✶  
To że była kujonką, to dopowiedział sobie sam, ale właściwie to była prawda. Była. W szkole nie miała nawet czasu ni ochoty gnębić nie-ślizgonów, a to dość rzadki przypadek, bo zwyczajnie wolała się uczyć, być zawsze przygotowana i wiedzieć też na zapas. Miała w sobie ogromną ambicję. Była o trzy lata wyżej rocznikowo w szkole, dlatego bardzo się zdziwiła, że ją w ogóle kojarzył, ale najwyraźniej poznał całą listę prefektów, by wiedzieć, kogo unikać. A najlepiej było unikać zwłaszcza prefektów-ślizgonów, prawda? Zresztą… Było coś złego w tym, że chciało się i lubiło wiedzieć? Albo, że lubiło się uczyć? Victoria tak nie uważała.
- Nie ma czegoś takiego jak wiedza bezużyteczna. Każda wiedza jest wartością dodaną i jest czymś absolutnie bezcennym – chyba, że zostanie wyceniona na jakimś konkursie wiedzy, jak ten, który zasugerowała Victoria. Dla niego to nie było niesamowite, a ona doceniała ten wkład bardzo. Usmiechnęła się do niego. Ułożył na nowo życie, co? - Dam znać, dam. Nie musisz się ze mną dzielić, to będzie twoja wygrana – ona sama na pieniądze nie narzekała. W końcu… Aurorzy zarabiali naprawdę sporo. A ona sobie wszystko odkładała w Gringottcie na swoje własne konto. Chociaż… Pewnie po tym jak wezmą ślub, to to, co miała odłożone, stanie się też własnością Sauriela. Ważne było jadnak to, że te pieniądze były jej – nie jej rodziców. - Nigdy nie byłam poza Anglią – no, nie licząc czasów Hogwartu, który był gdzieś w Szkocji, ale chyba niezbyt się liczyło.
Żeby zrezygnować z pompatycznych restauracji, musieli się umawiać na spotkania sami. Bo pompatyczne restauracje przecież nie były ich wyborem – tylko wyborem rodziców, którzy nie mieli innego pomysłu jak zapewnić im prywatność i jednocześnie zmusić do kontaktu i spotkania. Prawdą było jednak, że Londyn oznaczał, ze zawsze mogli tutaj na kogoś wpaść… I aż dziw brał, że żaden z ich znajomych się jeszcze na nich nie napatoczył, a oni nie musieli tłumaczyć, że w sumie to są tu razem no bo… nie są zaręczeni ale za jakiś czas będą. Ale to lamersko brzmiało.
- Nie rozumiem dlaczego masz pod tym względem tak mało wiary w siebie. Mało kto potrafi ot tak rzucić tak niesamowitymi ciekawostkami, które zresztą jakby ruszyć głową można naprawdę ciekawie wykorzystać. Jak tamta o Wyborach na Najwyższą Szychę. Naprawdę mi wtedy pomogłeś – ale Victoria nie miała zamkniętego na takie sprawy umysłu, to może też dlatego.
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#17
22.01.2023, 21:09  ✶  

Perfekcyjnie się domyśliła - Sauriel w szkole dbał, kogo unikać, chociaż w pewnym momencie ogólnie unikał prawie wszystkich, zaszywał się gdzieś, gdzie jak najmniej ludzi chodziło, a jak ktoś się pojawił to... już zależało od tego, czy mu się spodobał. Albo kończyło się na tym, że go nastraszył, albo nawet dobrze się gadało. Jakimś jednak cudem Fergus się tak uchował i uczepił, że nie został zrażony do Czarnego Kota. Chyba dlatego, że przyjaźnili się od naprawdę dawna. Ślizgoni nie od kozery mieli paskudną reputację, ale akurat Sauriel nigdy na to nie patrzył w ten sposób. Człowiek jak człowiek - każdy potrafił być kurwą, a Ślizgoni to jechali bardziej na swojej reputacji. Zresztą, hej - on był z Krukonów, a zdecydowanie na jego roczniku nie było większego trouble-makera. Chyba rok po nim i rok przed też nie.

- Łoh, ale ładnie ujęte. - Ceniła wiedzę i nie, nie było w tym niczego złego. Sauriel to bardziej przedrzeźniał, chociaż to prawda, że on wolał doświadczać, niż poznawać coś z ksiąg. A jednak książki też naprawdę lubił. W Hogwarcie też mimo takiego gadania spędził nad nimi dużo czasu, skąd inaczej wiedziałby to, co wiedział? Gdzieś się tego w końcu musiał nauczyć. A że historia go fascynowała to jakoś to poszło.

- Ay, nie muszę. Ale każdemu podług doli. - Wyciągnął jeden kącik ust na drobną chwilę w górę. Wierzył w to, że jeśli ktoś coś dla ciebie zrobi, należy mu się zapłata. W aspektach tego typu pracy, tam, gdzie przelewały się pieniądze, lepiej nie było mieć kogoś, kto potem ci powie: no wiesz, nie zrobisz tego dla mnie? A ja wtedy..! To też jedno z uprzedzeń, których nabawił się przez życie. Nie myślał o Victorii w tej kategorii, nie myślał teraz, że na pewno tak zrobi, to po prostu była jakaś tam zasada, że za darmo to... za darmo to niewiele można. - Ja też nie. Ale może kiedyś... - Nigdy nie mów nigdy, chociaż nie bardzo wierzył i widział aktualnie jakiekolwiek wyjazdy. No bo dokąd? Tam, gdzie tylko nocą będzie mógł podziwiać piękno tego świata? Jasne, można. Tylko jakoś wydawało mu się to na ten moment bardzo mdłe i kujące.

- Hm... - Uśmiechnął się i opuścił na moment wzrok na swojego drinka, którego szklankę obracał palcami, nim znów spojrzał na Victorię. - W Hogwarcie zamiast chodzić na lekcje podkradałem książki z biblioteki i zaszywałem się w zamku. Miałem obczajone wszystkie najdziwniejsze kąty. Nie mówię, że nie lubię historii, bo lubię. Ale robiłem to głównie na przekór ojcu, który chciał, żebym został aurorem. Więc zostałem nikim z moją wiedzą. A gdybym miał powtórzyć Hogwart to zrobiłbym to samo. No, może tylko narobiłbym więcej awantur. - Obnażył kły w uśmiechu.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#18
23.01.2023, 01:11  ✶  
W tym pewnym momencie pewnie już jej nawet w Hogwarcie nie było. Pomiędzy nią a Saurielem były dwa lata różnicy, za to trzy roczniki w szkole, bo on urodził się już po wrześniu, więc poszedł na późniejszy rok do szkoły. To oznaczało, że kiedy ona była na ostatnim roku, to on był na czwartym – czy to był już czas chowania się przed wszystkimi i wszystkim? I tak – o rok jego urodzenia dopytała swoją rodzinę, chciała wiedzieć z kim mniej-więcej ma do czynienia. Dwa, no prawie trzy lata młodszy, zważywszy, że ona była ze stycznia a on października – mogło być gorzej. W tych układach to zazwyczaj mężczyzna był tym starszym, ale jej to za bardzo nie przeszkadzało, to znaczy to, że był młodszy od niej. No był. Ale przy tym zdawał się też dojrzały, pomimo dość oczywistych, dziecinnych, zagrywek z fochami, tupaniem nóżką i robieniem wszystkim, a zwłaszcza sobie, na złość.
Doświadczenie to również wiedza, tyle tylko, że nie sucha. A z tej suchej można było wyciągnąć… wiedzę… i przekuć ją na doświadczenie. To był prosty, zamknięty krąg – wiedza książkowa nie brała się przecież z powietrza, a doświadczeń. I tak uczyły się kolejne pokolenia. Bla bla bla.
- Ostatnia osoba jakiej musisz płacić to ja – parsknęła. Po pierwsze pochodziła z bogatej rodziny, miała bogatych rodziców. Po drugie sama sporo zarabiała. Po trzecie… kiedyś to będzie ich wspólne. Sauriel będzie mógł wtedy wziąć ten hajs i spierdolić na drugi koniec świata, założyć to sombrero, zmienić imię na Pablo a nazwisko na Rodriguez i zacząć swoje nowe życie z dala od swoich rodziców, stwórcy i żony. Będzie mógł robić co zechce, jak zechce i z kim zechce. Piękna wizja, prawda? Poza tym nie chciała jego pieniędzy, bo po co jej. Nie uważała też, by w ten sposób robili sobie względem siebie jakieś długi. No bo hej… Jak będą tym małżeństwem… no to co. Będą sobie dłużni hajs? No nie. - Może kiedyś – cholera wie. Ona też nie mówiła nigdy, bo nie wiadomo co będzie za kilka miesięcy. Rok temu nie myślała, że za kilka dni straci narzeczonego i że niecały rok później dowie się, że już jest kandydat na kolejnego, i to tak mocno zaawansowany kandydat. Na tyle, że ich rodziny to ich już traktowały, jakby byli zaręczeni.
- Z twoim talentem i lenistwem, które zmusza cię do wyszukiwania metod do ułatwiania sobie życia, żeby tak zrobić, żeby się nie narobić, byłbyś świetnym aurorem. Na pewno bardzo kreatywnym, a w tym zawodzie nieszablonowe myślenie jest bardzo w cenie – uśmiechnęła się do niego trochę pod nosem. Może nadal było trochę dziwnie przez ich niedawną… rozmowę? Mini kłótnie? Ale teraz mówiła całkiem szczerze. Zdecydowanie ostatnie co by o nim pomyślała to to, że nie posiada żadnych umiejętności, albo że jest głupi, albo że się do niczego nie nadaje. Trochę szkoda, że robił ojcu na złość – bo tym samym sobie też robił bardzo na przekór. Była tego pewna, patrząc przez pryzmat toksyczności relacji ojciec-syn. - Nie chciałbyś ze mną odwiedzić biblioteki? – zapytała po chwili. Może znalazł by tam coś ciekawego dla siebie? - Nasza biblioteka to największy zbiór ksiąg i wiedzy, biblioteka w Hogwarcie przy tym to nic - przez nasza miała na myśli dosłownie to. Nie, że nasza-londyńska. Nasza-naszej rodziny.
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#19
23.01.2023, 14:10  ✶  

Życie byłoby prostsze, gdyby dzieci słuchały rodziców. Przeważnie. Należało sobie uświadomić, że jednak rodzic - nie twój wróg. Wręcz przeciwnie - twój przyjaciel i jego plany dla ciebie mają zasadę wspólną: wyprowadzić dziecko na ludzi. Żeby potem nie wyrósł taki Sauriel, który jakby został wypuszczony na świat samopas to byłby jak dzikus. Czy by sobie nie poradził? Ależ poradziłby! Śpiewająco! Dosłownie. Jakoś by to było, jakoś by prządł koniec z końcem, żyjąc od wieczora do wieczora. Tylko co to było za życie? Na aurora naprawdę się nadał. To jest: nadawałBY, gdyby. I na gdyby można zakończyć, bo reszta dopowiadała się sama. Jego ojciec mógł być jaki był, mógł mieć charakter, jaki miał, ale chociaż chciał posłużyć się synem to jednak chciał być z niego dumny, chciał go zrobić na głowę ich rodziny, chciał, żeby osiągał cele, których może i jemu się to nie udało. Nie poszczęściło mu się na tyle, że Sauriel chciał żyć zupełnie innym życiem, niż on mu zaplanował. Więc co dał bunt? Ano niewiele. Bo może rzeczywiście nie żył dokładnie tak, jak chciał jego rodziciel, ale w zasadzie ścieżka została obrana ta sama. Tylko na niższym poziomie. Nie żałował tego. Nie żałował tego, bo miał poczucie, że mimo wszystko jego akcje przyniosły trochę więcej dobrego niż gdyby tym aurorem został. Jak jednak widać Eryk zawsze dostawał, czego chciał. I takim sposobem mieli tutaj Victorię. Nie tylko aurorkę, ale i osobę z dostępem do niezwykłej biblioteki...

- No wiesz? Biednemu grajkowi odmawiasz? - Będą mieli wspólny majątek, tak to działało, na szczęście czy nieszczęście. Na szczęście takie, że Sauriel nie był jakkolwiek łasy na kasę. Pieniądze życie ułatwiają, przyniosą ci możliwość do spełnienia szczęścia, ale samego szczęścia nie kupią. Zresztą on już i tak żył na poziomie i niczego mu, z rzeczy materialnych, nie brakowało.

- Auror wampir. Powiem ci... byłoby to ciekawe. Nocny oddział specjalny. - Mówili, że nadzieja umiera ostatnia, ale Sauriel raczej mówił, że ostatni umiera czarny humor. Bo o nadziei ciężko mu było już mówić. Więc zostało śmianie się i żartowanie z tego, jak jest. Doceniał komplement, ale ciężko było mu go przyjąć. Nie uważał się za kreatywnego, nie w kwestii magii. Był brutalny i wręcz banalny w swoich metodach. Miał kilka ulubionych czarów i raczej nie kłopotał się z wymyślaniem, jak tu się kogoś pozbyć. A na pewno nie dorównywał w tym Victorii, chociaż nie miał okazji zobaczyć w akcji jej wspaniałego pomysłu z czajnikiem. - Ależ ty mi pochlebiasz. No opowiedz mi jeszcze, jaki jestem fajny. - Smirknął.

Na wspomnienie o bibliotece trochę się spiął. Przez krótki moment jego spojrzenie stało się bardziej czujne, a przez umysł przebiegło całkiem sporo myśli. Jak to, czego Śmierciożercy mogliby z tej biblioteki chcieć. A na pewno było tego sporo. I ta pierwsza myśl była... była naturalna. Zaraz po niej pomyślał, że kiedyś by się tego powstydził i samego siebie bił w myślach po łapach, czy trzaskał biczem po plecach. Teraz pomyślał o tym jak o okazji. Tylko że w następnym momencie spojrzał na Victorię i... oj, jaka by to była zdrada. Jakoś wcześniej nie połączył tego, że ona ma do tej biblioteki dostęp. Gdzieś to przeoczył. A Eryk..? Nie, Eryk na pewno wiedział.

- Można tak o sobie wejść do tej biblioteki? Znaczy możesz kogoś wprowadzić? - Był zdziwiony, bo wydawało mu się, że to jakieś pilnie strzeżone, rodzinne miejsce. I nie bardzo wiedział, jak wygląda wpuszczanie tam innych.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#20
23.01.2023, 15:17  ✶  
- Tak, odmawiam, żebyś mi płacił – roześmiała się. Już wystarczyło, że na te wszystkie wyjścia to on zawsze płacił, bo tak wypadało, jakby nie mogła od czasu do czasu sama za nich zapłacić. No ALE. Żyli w takim społeczeństwie, że jak to tak, kobieta płacić za kolację, to się nie godzi.
- Hej ale pomyśl! To nie jest głupie, tylko to wręcz genialne! – czarny humor czarnym humorem, ale to naprawdę było coś niesamowitego. Po co takiemu aurorowi coś więcej? Nie musiałby się bać klątw czarnomagiczncych, zdecydowana większość nic by mu nie zrobiła. No i mógł grać na przeczekanie, przecież nie umrze z głodu jak normalny człowiek. Wpadnie w szał, rzuci się na kogoś – tak. Ale nie umrze. Jedynie światło słońca albo uszkodzenie mózgu mogło mu zaszkodzić… Ale uszkodzenie mózgu zaszkodziłoby każdemu, więc…? Auror idealny. Właśnie na noc – kiedy najłatwiej było przeprowadzać czarnoksięskie akcje, bo ludzie mniej widzieli. Bo szli spać. Bo łatwiej było się skryć. Victoria widziała w nim ten potencjał zwłaszcza teraz, bo nie znała go sprzed przemiany. Zresztą – jak miał swoje sprawdzone metody to też dobrze; aurorzy raczej nie należeli do tych delikatnych płateczków, bo stawką było życie i wielkie ryzyko. Więc brutalność? No… była wpisana w ich zawód. A choćby to, że nie potrzebował do niczego różdżki – też było cenną umiejętnością. - Byłbyś na pewno jedyny w swoim rodzaju – i to też był komplement. Proszę bardzo, poopowiadała mu jakie jest fajny a na koniec tylko uraczyła go uśmiechem.
I w tym momencie przynieśli dla niej jedzenie, więc nim się zajęła, wzdychając nad tym co ona w ogóle sobie zamówiła, ale bez słowa (ale za to z miną wyrażającą niezadowolenie – głównie z samej siebie) skargi jadła. No na pewno nie był to schabowy z ziemniakami. Głównie dlatego nie zauważyła nagłej zmiany w twarzy Sauriela, tego że spojrzał na nią wręcz ostro, czujnie. Że cos jest nie tak.
- Tak, oczywiście – jak mogłaby nie? To w końcu biblioteka, istniała po to, by dzielić się wiedzą. A zapisać tam kogoś z polecenia rodziny nie było żadnym problemem. Może nie do wszystkich działów można było mieć dostęp tak o, przychodząc z ulicy, ale… no właśnie. Rodzina miała zapewne wszelki dostęp do wszystkiego, nie? A kiedyś Sauriel też będzie częścią tej rodziny. Zaś jak mówiło motto rodziny Parkinson – książki to skarby cenniejsze od złota. I była to cholerna racja.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Sauriel Rookwood (7293), Victoria Lestrange (7769)


Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa