• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9
[23/04/1972] Ten wampir, co brzdąkał na gitarze... | Fergus & Nora & Sauriel & Salem

[23/04/1972] Ten wampir, co brzdąkał na gitarze... | Fergus & Nora & Sauriel & Salem
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#11
17.01.2023, 13:06  ✶  

Norka wolała sama nawet nie myśleć o zaklęciach tego typu. Nie była nie wiadomo jak wspaniałym magikiem, niby w szkole uczyła się sporo, jednak nie do końca wszystko jej wychodziło. Znała swoje możliwości, wolała ich nie przeceniać, jeśli zaczęłaby myśleć o zaklęciu, jak takie, które powiększa przestrzeń musiałaby poprosić o pomoc kogoś, kto faktycznie znał się na rzeczy, może w ogóle istniały osoby, które zajmowały się tym zawodowo? Na pewno nie była ona pierwszą osobą, która musiała radzić sobie ze zbyt małym wnętrzem. Może warto się rozejrzeć za jakimś profesjonalistą, będzie musiała poszukać kogoś konkretnego. Sam pomysł, który podrzucił Fergus faktycznie był niezły, teraz tylko znaleźć wykonawcę.

- Nie wiem, mam nadzieję, że nie, w ogóle sama myśl, że może się skarżyć... jakoś tak zakuło mnie to.- Figg należała do tych osób, którym zależało, żeby wszystkim wokół było dobrze. Nawet jeśli był to żart ze strony Ollivandera, to trochę się nim przejęła. Będzie musiała porozmawiać z bratem i upewnić się, że wszystko mu odpowiada.

- Ferguuuus, próbuje testować Twoją cierpliwość... - Powtórzyła słowa Sauriela, jakoś nie mogła w to uwierzyć. Ollivander zawsze wydawał jej się być trochę wycofany, raczej miał na wszystko wywalone, nie należał do osób, które denerwowały, były wścibskie, czy coś. Dlatego nie do końca potrafiła ułożyć to w swojej głowie, coś jej tutaj nie pasowała, tylko jeszcze sama nie do końca wiedziała co. - Wiadomo, że trochę się zmieniłam. W Hogwarcie wszystko było proste, nie mieliśmy żadnych obowiązków, wiesz jak jest, teraz przyszło zderzenie z rzeczywistością, każdy musiał trochę się zmienić.- Próbowała wytłumaczyć przyjacielowi o co jej chodzi, aczkolwiek szło jej to dosyć ciężko. Figg nie była dobrym mówcą.

- Na całe szczęście nie ma tutaj żadnej damy, aczkolwiek tak, czy siak, w ogóle co to za głupi pomysł, lepiej się napić, czy coś.- Sama wizja rozwiązywania problemów siłą nie należała do czegoś normalnego dla Norki. Nie była ona osobą, która kiedykolwiek kogoś uderzyła, no nie ma się co dziwić, w końcu bliżej jej było do karła, a siły miała na tyle, żeby ewentualnie przenieść worek z mąką.

- Zanościć Fergusa do domu? Opowiedz więcej, stąd zazwyczaj wychodzi o swoich własnych siłach.- Była ciekawa, może Ollivander przy niej zachowywał się inaczej, nie czuł się w pełni swobodnie. Wydawało jej się, że jest osobą, która panuje nad tym ile pije, a może były to tylko pozory? W końcu jaką miała pewność, że kiedy opuszczał to miejsce faktycznie szedł do siebie. Może powinna zacząć się o niego martwić, był jedną z bliższych jej osób. Przyglądała się w tym momencie uważnie Fergusowi, trochę ją to wszystko zmartwiło.

- Nie wiem, czy takie sprytne, właściwie wszyscy mężczyźni są tacy sami.- Rzekła do Rookwooda, zauważyła, że mało który facet był w stanie odmówić alkoholu, często więc to wykorzystywała. Właściwie to Norka potrafiła sobie okręcić wokół palca kogo chciała, mało kto mógł sobie zdawać sprawę z tego, że robiła to wszystko świadomie. Norka nie zamierzała odstawać, dolała sobie whisky do szklanki, choć zazwyczaj prawie wcale nie piła. Dzisiaj było inaczej, czuła, że i jej przyda się alkohol, tym bardziej, że atmosfera zrobiła się dziwna. Kiedy przebywała z każdym z nich z osobna zdecydowanie łatwiej przychodziła jej rozmowa. Coś wisiało w powietrzu, jednak trudno jej było stwierdzić o co chodziło. Miała nadzieję, że z czasem dostrzeże co się między nimi dzieje.

- Głupio tak pić za swoje miejsce. Może za spotkanie po latach?- Uniosła szklankę, coby dołączyć do toastu. - Jak do tego doszło?- Upiła łyk alkoholu ze szklanki. - Napisałam do Sauriela, jakoś tak się złożyło, że przeczytał mój list, nie to, żebym się nie zdziwiła, że mnie w ogóle pamiętał.- Wydawało jej się, że wcale nie tak chętnie się z nią spotka, jak widać, nie zawsze pesymizm był wskazany. - No i przyszedł tutaj, i został na całe szczęście.- Nie ukrywała wcale, że cieszy się, że mężczyzna zechciał z nią współpracować.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#12
17.01.2023, 18:59  ✶  
Zmiany, zmiany, zmiany. Sauriel nie chciał się wtrącać do rozmowy, która zaczęła się, zanim się tutaj dosiadł i teraz tylko wyłapywał jej końcówki. Wnioski - najwyraźniej. Dwójka dawnych, bardzo dobrych przyjaciół, między którymi chyba nic się nie zmieniło. I znów - nic. Po tylu latach od ukończenia Hogwartu - nic. Nie miał porównania - jakoś nie tkwił w tym trójkącie tak, jak miał okazję znaleźć się teraz. Całkowicie przypadkiem. Będąc zaskoczeniem dla przynajmniej jednego z nich, który nie spodziewał się, że w ogóle Nora zadaje się z takimi typami. Złymi, niegrzecznymi chłopcami. Ale proszę bardzo, oto był! I była też zarumieniona Nora do momentu, w którym coś przestało grać, rzeczywistość zaczęła gryźć i nic już nie było tak samo przyjemne jak wcześniej. To te vibe, negatywne fale, czy jeszcze jak to nazwać. W czasach współczesnym autorom pewnie by powiedzieli, że to 5G. Zaś nasi bohaterowie prędzej, że może się jakiś dementor zapałętał, czy jakieś inne gówno. Zimniej nie było, nie, może nawet trochę goręcej. Przynajmniej dla Fergusa, bo zimno ciała Sauriela pozostawało stałe jak u jaszczurki. Albo nie? Czy jaszczurki były stałocieplne czy zmiennocieplne? Hm. Przyroda zdecydowanie nie była najlepszym konikiem Sauriela.
Chciał powiedzieć, że dotarło za pierwszym razem, ale sobie darował kąśliwość. Niemal nie w jego stylu, co? Gryźć się w język. A jednak gryzł się w niego zadziwiająco często... kiedy kogoś lubił. Lubił ich obu. Paradoksalnie Fergusa bardziej niż Norę, choć do obojgu miał słabość. Przecież dla Fergusa dałby się kiedyś pokroić! A dzisiaj..? Ciągle się zastanawiał od ich pierwszego spotkania, co czuł wobec niego dzisiaj. Oprócz tego, że wydoroślał, to na pewno. Był przystojniejszy. I jednocześnie o wiele brzydszy - bo zniszczony. Sauriela ciągnęło do tych czystych dusz, które jeszcze miały jakąś nadzieję. Był jak ćma przyciągana płomieniem, czy te opiłki żelaza lgnące tęsknie do magnesu. Ciągnął do światła, przy którym mógł się ogrzać. Zniszczenie go odtrącało. Hipokryzja, co? Po prostu nie miał siły dźwigać czyjegoś ciężaru, gdy wiedział, że nie jest w stanie udźwignąć nawet własnego na barkach. Szukał miejsca, gdzie ktoś mógł sprawić, że przez moment o nim zapomni. Bo nie łudził się, że go zdejmie, ba - nawet do tego nie dążył. Spierdolony wóz doświadczeń, ale jednak - jego własny. Tak czy siak pokiwał tylko głową, żeby już nikt nie chciał niczego od tego łamania rąk. Zresztą - żartował. Okej, oddałby Fergusowi jakby przegiął, ale nie zrobiłby mu trwałej krzywdy.
- Zdziwiłabyś się, jaki jest zadziorny. Może przy twojej urodzie mięknie. - Spojrzał na przyjaciela ze smirkiem na ustach, merdając whisky w szklance. Pił za dużo. Ale Fergus wyglądał tak, jakby pił dwa razy więcej, a przy tym ważył chyba dwa razy mniej (przerysowując) od niego. Teraz niemal się dziwił, że mu się ręce nie trzęsą. I czy to było zabawne? Nie. Może tego po sobie nie pokazywał, ale naprawdę go to bolało. Jego strach. I, o zgrozo, jednocześnie nakręcało. Bo czuł to. Patrzył na to i czuł, że go to mamiło, wodziło na pokuszenie, a jego Bestia drapała jego czaszkę, prawie sycząc do uszka, że ofiarę należy otaczać, żeby czuła się jeszcze bardziej zagrożona. Wtedy lepiej smakuje. Zapytany przez Fergusa znów o to, kogo by wybrał z tych wszystkich osób, odpowiedziałby równie szybko i pewnie co wtedy na Nocturnie. Ciebie.
- Nie ma za bardzo o czym opowiadać, serio. Spotkaliśmy się po... po kilku dobrych latach. Fergus tak się wzruszył, że płakał cały wieczór opiewając ballady na moją cześć i zapomniał się w piciu. - Bo w końcu Sauriel to był taki dobry przyjaciel i nigdy nie wykazałby się bajkopisarstwem. I wcale nie był wredny i zaczepny. Nie. Ani trochę.
Nie bardzo wiedział, co powiedzieć o tej szkole. Co powiedzieć o tonie Fergusa. Jak odpowiedzieć czy jak zareagować. Lubił stosować zasadę - jeśli coś nie gra, ale chcesz ciągnąć dalej farsę - zapomnij. I nie chodziło o ten konkretny tekst, za to na pewno odnosiło się to do szkoły. Bo rzeczywiście - nie miała znaczenia. Była mrzonką, głupim miejscem narodzin marzeń i pragnień, które potem życie zweryfikowało. Wszystko, czego obaj chcieli, było niedostępne z poziomu Hogwartu. I nie ważne, jakby się tam starali to oto, gdzie byli. Sauriel nie żałował tego, że mimo bystrego umysłu przemarnował te lata i zamiast się uczyć to zajmował się profesjonalnym doprowadzaniem nauczycieli do siwizny. - Po prostu popiliśmy przy gadkach-szmatkach. Wysokokowo nie było. - No, przynajmniej dla Sauriela, bo co innego Ollivander, który wtedy przyswajał jeden bardzo trudny temat - że jego przyjaciel naprawdę zmarł. A nagrobka nie było, bo... po prostu nie miał przyjemności umrzeć na dobre. Jak mu powiedział - żałował, że nie umarł na dobre. I to nie był żart.
- Pamiętasz. - Sauriel się uśmiechnął pod nosem i skłamałabym pisząc, że nie zrobiło mu się teraz miło. Za pół roku. Był drugą osobą, która obiecywała mu, że coś dostanie na urodziny. Nawet nieśmiało pomyślał, że może to w końcu będą naprawdę dobre urodziny..? - Trzymam cię za słowo. - Wszyscy mamy kiepską pamięć - powiedział Fergus. Ale Sauriel nie zamierzał tego zapomnieć, co teraz zostało powiedziane tak naprawdę żartem i złośliwie. On to właśnie zamienił na prawdziwą obietnicę. Prychnął śmiecheem na jej tekst, że wszyscy mężczyźni są tacy sami. Trochę prawda. Trochę nie. Whisky po prostu zdawała się łączyć "dżentelmenów" tego świata. Pewnie dlatego wszyscy ją tak kochali - była oddaną kochanką dla wszystkich po równo.
Wzniósł toast bez słowa. Za to spotkanie po latach.
- Zerwałem z Fergusem kontakt te parę lat temu. - Dopowiedział Norce. Usiadł sobie bokiem, oparł łokieć na barze. Teraz siedział przodem do Fergusa, półprofilem do Norki. Ale obserwował Ollivandera. Dla niego to nie był powód do wstydu, nie był to temat tabu. Chociaż wiedział, że dla Fergusa jest to ciągle bolesne. I pewnie nie chciał o tym słuchać. - Dlatego może być trochę... dziwnie. - Spojrzał tu na Norę i uśmiechnął się do niej. Ale to nie był przepraszający uśmiech.


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
Gadający Kocur
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kot należący do Nory Figg i tylko do niej. Potrafi przemawiać ludzkim głosem i chętnie z tego korzysta. Towarzyski, przebywa w klubokawiarni "Nora Nory" i zaprasza wszystkich serdecznie do odwiedzin. Jeśli potrzebujesz się rozerwać w doborowym towarzystwie - przyjdź na Pokątną i szukaj Salema. Spełni ten wymóg z najwyższą przyjemnością.

Salem
#13
17.01.2023, 20:12  ✶  
Wybudzanie się z popołudniowej drzemki miało swój osobliwy rytuał. Najpierw poruszały się uszy, zbierając dźwięki z najbliższej i później dalszej okolicy. Następnie wąsy drgały wyczuwając gęstość atmosfery i potencjalne silne emocje parujące z ludzkich porów. Dopiero po tych czynnościach zapoznawczych wyciągał przednie i tylne łapy jak najdalej od siebie, prostując każdy krąg elastycznego kręgosłupa. Zawsze było przy tym ziewnięcie i oblizanie pyszczka, aby upewnić się czy śniony tuńczyk nie transmutował się w treść właściwą, smakowitą. Na końcu otwierał ślepia, a jego źrenice od razu ustawiały swoją średnicę do panującej w pomieszczeniu widoczności. Nie zauważył nigdzie Nory, co skwitował kolejnym ziewnięciem. Słyszał za to jej głos w pomieszczeniu obok. Przeciągając się raz drugi - wyciągając zad do księżyca, puchatym i pustym (!) brzuchem ocierając o plecak Nory a w przednich łapach wyciągając pazury. Po ukończeniu rytuału pobudki mógł pomknąć na czyste kafelki podłogowe i śmignąć powabnym krokiem za głosem swojej duszy. Im bliżej był części głównej klubokawiarni tym do jego uszu docierało coraz więcej szczegółów dźwiękowych. Przeplatające się głosy, dźwięk przesuwanych szklanek, odkładanych łyżeczek, szum wiatru przeciskającego się przez szczelinę w drzwiach i niepocieszone stękanie wieszaka na odzież (z którym to wojował dzień w dzień odkąd ten nauczył się uskakiwać przed płaszczami). Znalazłszy się wewnątrz od razu wąsy Salema uniosły się w zachwycie na widok siedzącej Nory. Opadły pod ciężarem atmosfery. Miała dziwny posmak, jakby słono - zimny, niczym nieprzyjemny dreszcz w mroźny dzień. Znalazł ją w towarzystwie dwóch mężczyzn, z którego jednego od razu rozpoznał.
- Dobry wieczór.- odezwał się z chrypką tuż po tym gdy wskoczył na blat. Sprawnie i z łatwością pominął znajdujące się tu akcesoria. Otarł się łebkiem o szyję i brodę Nory, zbierając z niej ciepło, dzięki któremu jego sierść była jeszcze bardziej miękka. Przeszedł w kierunku Fergusa, postawił łapy między jego nadgarstkami i smagnął go puchatym ogonem po bladej facjacie. Wąsy oklapły od jego zapachu.
- Dawno cię nie było. Co ty taki zimny ze zdenerwowania? Pączka nie zjadłeś. Jesteś zły to zjedz specjał Nory. - wywróciłby ślepami gdyby jego gałki oczne były w stanie tak się obrócić. Odwrócił się za to sylwetką, ponownie omiatając rudym ogonem jego twarz i ręce bowiem kocie ślepia zatrzymały się na nieznajomym.
- Dobry wieczór panu. Zwę się Salem, jedyny słuszny tego imienia, ubogacacz klubokawiarni, koneser dań dla wymagającego podniebienia, zawzięty łowca drobiu i szkodników… między innymi. Poczęstował się pan dzisiejszym specjałem Nory? Ptysie w polewie czekoladowo- truskawkowej. Chyba, że ma pan szczególne wymagania smakowe to coś specjalnie dla pana wymyślę.- usiadł między Norą a Saurielem, zatrzymując ślepia na jego twarzy. Jak zawsze namawiał klientelę do wydawania jak największej ilości galeonów. Miał to zapisane już w nawykach. Standardowo zbierał zapachy i smaki z pobliskich osób. Nie opuszczał wzroku z nieznajomego. Nie był pewien czemu ale czegoś mu tu brakowało. Uśmiechu? Pączka w dłoni? Hmm…
"Toby"
There's a starman waiting in the sky
He'd like to come and meet us
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fergus jest dość wysoki, bo mierzy metr osiemdziesiąt wzrostu, a do tego dość chudy. Patrząc na niego, ma się wrażenie, że może się złamać na pół. Ma długie, wiecznie rozczochrane włosy, które związuje, kiedy musi się skupić lub nad czymś pracuje i brązowe oczy w odcieniu czekolady. Zazwyczaj jest dosyć nerwowy i intensywnie gestykuluje, kiedy mówi. Jest leworęczny.

Fergus Ollivander
#14
18.01.2023, 19:56  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.01.2023, 23:33 przez Fergus Ollivander.)  
Dziesięć lat temu Fergus miewał momenty, że wyobrażał sobie ich przyszłość. Nora robiła karierę we Francji, prowadząc najlepszą cukiernię w Paryżu, po tym jak kształciła się pod czujnym okiem magicznych kuchmistrzów. Salem wygrzewał się w letnim słońcu na tarasie, ona kręciła się po kuchni, nucąc jakąś radosną melodię i przeglądając księgi z przepisami, by przetestować coś nowego i zmodyfikować na swój własny sposób. Sauriel? On był po prostu sobą, szwendając się po zapyziałych ulicach i szukając kłopotów. Grywał na gitarze w knajpach późną porą, aż w końcu ktoś go odkrył i wciągnął do swojego zespołu, obiecując gruszki na wierzbie. Supportowałby Led Zeppelin, a pewnego dnia oni supportowaliby jego. Fergus wyjeżdżałby za granicę, do Egiptu czy Aten i odkrywałby grobowce pozostawione po magach, przeżarte wręcz czarną magią, którą trzeba zneutralizować. Zdobywałby bogactwa dla goblinów, a one w ramach wdzięczności opchnęłyby mu parę procentów z zysków. Nie widział jej tak, jak wyglądała teraz.
Nie było w niej Nory, która zastanawiałaby się nad powiększeniem niewielkiej kawalerki w centrum Londynu i tym, czy jej bratu wygodnie śpi się na kanapie. Nie było martwego Sauriela, który mimo to wciąż siedział obok niby żywy. I nie było Fergusa rzeźbiącego w drewnie i topiącego wszelkie smutki w alkoholu, gdy w jego głowie panował gigantyczny mętlik.
Owszem, testował cierpliwość Rookwooda, gdy widzieli się tylko we dwóch. Nie żeby robił to celowo, wychodziło mu całkiem nieumyślnie. Głupie pytania, na które odpowiedzi przerażały go bardziej niż jakiekolwiek wyobrażenia. Próby zwrócenia na siebie uwagi nie tylko słownymi, ale też siłowymi zaczepkami. I ciągłe groźby przywalenia sobie nawzajem. Norze mogło się to nie podobać, ale bywało, że rozwiązywali swoje problemy nie argumentami, a przy pomocy rąk. Tak było prościej; pokazywało, kto był tym silniejszym.
Zakrztusił się whisky, zanosząc kaszlem, gdy brunet wspomniał o mięknięciu na widok urody Nory. Była śliczna, naprawdę. Ale niezależnie od tego, jak między nimi bywało, widział w niej siostrę, niewiele starszą (bo ledwie półtora miesiąca), ale przy tym rozważniejszą i bardziej doświadczoną życiem. Gdy tylko się opanował, czerwieniejąc na twarzy od wysiłku idącego z płuc, zgromił spojrzeniem Sauriela, któremu złośliwy uśmiech nie schodził z twarzy.
- Uwierz mi, że nie chciałbyś słuchać ballady w moim wykonaniu – zauważył, gdy zeszło na ich ostatnie spotkanie na Nokturnie, o którym nie wspominał przecież Norze. I może tu znajdowała się sprawiedliwość, wobec której należało jej wybaczyć to, że nie wspomniała o zaproszeniu Rookwooda do klubokawiarni. – I wcale nie płakałem!
Oczywiście, że pamiętał o tych przeklętych urodzinach. I nawet zamierzał dotrzymać słowa, jeśli dożyje tej daty. Bo że Sauriel przetrwa, w to nie wątpił. Ten człowiek wampir wydawał się niezniszczalny, a wdeptywanie w coraz większe bagno zdawało się tylko go nakręcać. Z nich wszystkich, z całej obecnej tutaj trójki, to pewnie Fergus padłby pierwszy. Nora wbrew pozorom nie była wcale takim słabeuszem, a i nie sądził, by Longbottomowie pozostawili ją samą sobie bez żadnego bojowego przeszkolenia. Sauriel, jak już zostało powiedziane, był wręcz nietykalny. A Ollivander? Skoro nawet Rookwood ze wszystkich obecnych wokół osób wybrałby jego, dlaczego i inni nie mieli zdecydować, że to najlepsza ofiara? Za bardzo odpływał w swoich myślach, a coraz większa ilość whisky wypitej na pusty żołądek mu nie służyła. Na brak apetytu jednak nic poradzić nie mógł.
- Hej, obrażam się, nie jesteśmy tacy sami – zawołał, przekrzykując śmiechy obecnych na sali gości. Skoro Sauriel siedział tutaj, zniknęła oprawa muzyczna, ale wszyscy ci czarodzieje zdawali się tego nie zauważać, pogrążeni w rozmowach, grający w karty lub rozprawiający o tym, jak pyszne ciasta Nora oferowała. – Poza tym jesteś zbyt skromna, skoro nie pozwalasz pić za powodzenie własnej knajpy.
I mimo to wznieśli toast za to spotkanie, które dla Fergusa wciąż pozostawało wielką niewiadomą. Zdawało się, że wszyscy czuli się nieco nieswojo, każde z nich ze swoich własnych powodów. Nora była zbyt naiwna, choć też nie miała żadnych powodów, by Rookwoodowi nie ufać. Nie znała prawdy, którą podzielił się z Fergusem. I naprawdę starał się dostrzegać w Saurielu przebłyski tego, jaki był kiedyś, tak jak widział to w Figg. Pozostawało to jednak trudne, bo gdy tylko ich spojrzenia się spotykały, szukał w jego oczach dawnej iskry zadziorności, a nie dzikiego łaknienia ataku wywołanego jego strachem.
Było dziwnie, cholernie dziwnie i zamilkł na moment, znów zatapiając się w swojej szklance whisky, gdy nagle pojawił się kot, zresztą nie byle jaki, bo Salem. Szukał go wcześniej przy barze, ale nie dostrzegł, wnioskując, że został zamknięty w mieszkaniu. Być może się mylił, a być może zwierzak wyszedł na wyżyny intelektu i nauczył się otwierać zamki. Nie wnikał, wiedząc, że kocur niespecjalnie za nim przepadał, za zwyczaj krytykując jego zapach.
- Nie mam ochoty na pączka – mruknął wyrwany z zamyślenia i też go nieco zemdliło na myśl o pożywianiu się czymś słodkim. Nie żeby nie lubił specjałów Nory, uwielbiał je i zazwyczaj się nimi zajadał. Teraz jednak był dość nieswój. Czuł się nienajlepiej już tutaj przychodząc, a odkrycie, że jego przyjaciółka zatrudniła wampira tylko to spotęgowało. Skrzywił się, omal nie kichając, gdy ruda kita smagnęła go w nos. Salem robił to celowo, czy przypadkiem? Spróbował odsunąć się nieco, by ograniczyć kontakt ze zwierzęciem, ale ogon znów wylądował na jego twarzy. Wyciągnął dłoń, odpychając go nieco i licząc się z ewentualnym kocim atakiem.
- Pewnie krwisty befsztyk – mruknął, opierając brodę na dłoni i spoglądając na Sauriela z podobnym uśmiechem, który on posyłał mu przez większość wieczoru. – Może być z kota, jeśli nie zabierzesz tego ogona, Salem – dodał jeszcze z przekąsem, dostrzegając, że w jego whisky wylądowało nieco futra. Cudownie. Osunął się ramionami po blacie i oparł na nich głowę, praktycznie leżąc i patrząc z góry to na Norę, to na Rookwooda, aż w końcu jego wzrok skupił się na najbliżej znajdującym się kocie. – Jak zrobisz coś dla mnie, to dam ci tuńczyka – wyszeptał, licząc na to, że w ogólnym hałasie usłyszy go wyłącznie zwierzę o wyczulonym słuchu.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#15
20.01.2023, 13:04  ✶  

Norka wbrew pozorom miała znajomości w najróżniejszych kręgach. Od zawsze była ciepła, pomocna, angażowała się w relacje między ludzkie. Trudno było ją do siebie zrazić, nie narzucała się, wyciągała rękę kiedy ktoś tego potrzebował. To przynosiło efekty, zauważyła, że kiedy otworzyła cukiernię wielu znajomych z dawnych lat przyszło odwiedzić to miejsce dlatego, że należało do niej. Chcieli ponownie się spotkać, odświeżyć znajomość, co było budujące, szczególnie, że Figgówna na pewien okres życia została nieco wykluczona z życia towarzyskiego. Musiała zająć się małą Mabel, to jej poświęcała cały czas, nie mogła angażować się w koleżenskie znajomości tak intensywnie, jak robiła to kiedyś. Bywało, że siadała i pisała listy do wszystkich, aby o niej nie zapomnieli, jak widać przynosiło to skutki, bo nadal o niej pamiętali.

Kiedy ktoś patrzył na nich z boku, mógł się zastanawiać, jak to właściwie możliwe, że darzą się sympatią. Nora zdecydowanie nie pasowała do wizerunku obu mężczyzn, mała, sympatyczna, wiecznie roześmiana blondynka, w tej swojej różowej cukierni i dwóch mężczyzn nad których reputacją można się było zastanowić, szczególnie jeśli chodzi o Sauriela. Jak widać pozory często mogły mylić, gdyż Figgówna dogadywała się z nimi bez najmniejszego problemu. Przepadała za ich towarzystwem, choć każdego traktowała nieco inaczej. Ollivander był jej towarzyszem od zawsze. Razem udało im się jakoś zakończyć naukę w Hogwarcie, wiedzieli, że mogą na siebie liczyć w najgorszych sytuacjach, nie miała przed nim żadnych tajemnic, w pełni mu ufała. Jeśli zaś chodzi o Rookwooda to ponownie spotkanie z nim spowodowało, że zauważyła, że można na nią patrzeć inaczej. Nie jak na biedną, samotną matkę z dzieckiem, której los spłatał figla, z niespełnionymi marzeniami. Spotkanie z Saurielem wiele jej dało, poczuła się znowu jako ktoś, kim można się zainteresować, w pewien sposób podbudował tę cząstkę, która wydawać by się mogło, że gdzieś zniknęła, dlatego też tak reagowała na jego obecność. Miała świadomość, że jest to platonicznie uczucie, jednak przyjemnie się jej robiło, gdy z nim rozmawiała.

- Wierz mi, że Fergus jest odporny na mój urok.- Mrugnęła do Sauriela z uśmiechem na twarzy. Zdecydowanie nie spoglądali na siebie w ten sposób, byli jak rodzeństwo, tyle, że nie płynęła w nich ta sama krew, chociaż przynajmniej jakaś płynęła, nie to co w Saurielu, choć Norce jeszcze nie było dane tego wiedzieć.

- Och Fergus, nie znałam Cię z takiej uczuciowej strony, może jeszcze dane mi będzie ją kiedyś poznać.- Nie miała pojęcia, co wydarzyło się między tą dwójką, ale wolała w to nie wnikac, Nora nie wsadzała nosa w nieswoje sprawy.

Wtedy zupełnie znienacka pojawił się on - wspaniały, rudy kot. - Dzień dobry Salem.- Odparła zadowolona, że go widzi. Musiał się wyspać, bo wydawało jej się, że nie ma najgorszego humoru, może też zjadł swoją wieczorną porcję tuńczyka. Nieco zdziwiła się komentarzem kota, bo ona nie do końca dostrzegła zmianę w zachowaniu Ollivandera, przeniosła wzrok na przyjaciela. Zwierzętom zdecydowanie łatwiej przychodziła ocena nastroju. Wierzyła więc w to, że Salem dostrzegł coś, czego ona sama nie widziała.

- Saurielu, poznaj Salema, jest to mój koci towarzysz o którym Ci ostatnio opowiadałam.- Wypadałoby, aby wreszcie się poznali. - Salem, Sauriel będzie bywał u nas częściej, udało mi się namówić go do tego, aby raczył naszych gości swoimi występami.- Powinien chyba o tym wiedzieć, skoro sam często obsługiwał klientów.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#16
20.01.2023, 14:55  ✶  

Sauriel nie zatapiał kiedyś przyszłości w Morzu Martwym. Widział dla nich światło między cieniami. Opowiadał sam Fergusowi, a przecież głos miał idealny do opowieści, o tym, jak będą swoje życie przeżywać, co będą robić i co zobaczą. Że Fergus nie będzie się musiał utrzymywać z różdżkarstwa, że to będzie ledwo hobby. I czasami tylko dostanie cynk od Sauriela, może sową, że jego się zepsuła, to może wpadnie na kawę. I przy okazji naprawi. Dziecięce sny i pragnienia zostawiliśmy za sobą. I nic się nie dało z tym zrobić. Człowiek nie mógł żyć przeszłością, bo wtedy uciekała mu przyszłość i nie nadążał za teraźniejszością. Dramatem Fergusa i Sauriela było to, że oni woleli w przyszłość nie spoglądać. Jawiła się tak ponuro, że lepiej położyć klapki na oczach, albo na obraz nalepić czarną dziurę. Łatwiej było w końcu odwrócić wzrok niż walczyć. Wymagało to adekwatnie mniej energii w danej chwili. I jednocześnie pożerało jej o wiele więcej, kiedy już przychodził nieunikniony moment zmierzenia się z tą codziennością. Prędzej czy później problemy dotykały wszystkich.

- Kłaczek? - Zapytał uprzejmie, kiedy Fergus tak zakaszlał. Gotów był mu pomóc swoim KLEPANIEM mu odkrztusić, gdyby to whisky poleciała nie tam, gdzie trzeba i już nawet przygotował rękę, ale grzecznie zaczekał na to, czy przyjaciel rzeczywiście tego potrzebuje. Bo podejrzewał, że nie potrzebował, a patrząc po jego minie i dziwnym zbiegu okoliczności kiedy tak się zakrztusił, to coś w tym zdaniu wypowiedzianym do Nory go zdziwiło. Przyszło mu do głowy, że chyba to, że potrafił być taki miły w stosunku do kobiet. Kiedy dostał zwrotną informację, że obejdzie się bez pomocy, to usiadł z powrotem normalnie. A potem pokiwał teatralnie wręcz mocno głową na to zaprzeczenie, że nie płakał. Wyglądało to, jakby potwierdzał dla spokoju, a jednocześnie wiadomo było, że zaprzecza. Chociaż fakt - nie płakał. Dlatego sprostował. Ale musiał trochę pozaczepiać Fergusa. Tak chociaż trochę - z sympatii.

- Naprawdę? Nie znałaś go z uczuciowej strony? Przecież on jest kłębkiem uczuć. Zbudowali go chyba z emocji. - Ewidentnie ostatnio trawiły go te gorsze, co powodowało u niego znaczny spadek formy, ale Sauriel zawsze widział w nim kogoś, kogo łatwo poruszyć, kto jest wrażliwy na świat i odbiera go może wręcz zbyt mocno. I przede wszystkim - był autentyczny w swoich uczuciach.

- Wierzę. On jest ogólnie odporny na uroki. - Uśmiechnął się pod nosem, ale nic nie dodał. Choć wyglądało tak, jakby jednak coś do powiedzenia miał. Zachował to dla siebie. Powinien tutaj zdecydowanie przyprowadzić Victorię. Zapoznać ją z Norą. Miał wrażenie, że naprawdę by się polubiły. -

Kot. Gadający, puchaty kot. O pięknym, długim futrze, wspaniałym ogonie i złotych ślepiach. Omg.exe. Sauriel wgapił się na niego tak, jakby był objawieniem. Archaniołem zesłanym z nieba czy jakimś dziełem sztuki podytkowanym ręką boską. Ledwo opanował wyciągnięcie do niego rąk, przytulenie go do piersi i wtopienie polików w jego miękkie futro. Ledwo - bo dłoń ześlizgnęła się mu ze szklanki, ale zaraz tam wróciła.

Oborze, okurwa, mów do mnie kociaku.

Tak, zdecydowanie musiał tu przyprowadzić Victorię.

- Aaale jesteś pięęęknyy... - Przymrużył lekko oczy i uśmiechnął się z ukontentowania, przyglądają się niezwykłemu stworzeniu. Jeśli więc to uśmiechu mu tutaj brakowało, to właśnie się pojawił. Szeroki i całkowicie szczery. - Mam szczególne wymagania smakowe, ale jestem najedzony. - Trochę go to rozbawiło. - Nie sądziłem, że jest tak wspaniałą bestią. - Zwrócił się tutaj do Nory. I nie, Sauriel nie usłyszał tych szeptów Fergusa. - Lubisz pieszczoty? - To już powiedział oczywiście do Salema, nie do Nory, żeby nie było wątpliwości! A poza tym to ten, no. Takim sposobem Sauriel przepadł i Nora oraz Fergus mogli sobie gadać do woli!



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
Gadający Kocur
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kot należący do Nory Figg i tylko do niej. Potrafi przemawiać ludzkim głosem i chętnie z tego korzysta. Towarzyski, przebywa w klubokawiarni "Nora Nory" i zaprasza wszystkich serdecznie do odwiedzin. Jeśli potrzebujesz się rozerwać w doborowym towarzystwie - przyjdź na Pokątną i szukaj Salema. Spełni ten wymóg z najwyższą przyjemnością.

Salem
#17
20.01.2023, 21:33  ✶  
Dopiero po dłuższej chwili do jego kociej głowy dotarło, że Fergus jest... jak oni to mówią? Upijany? Utopiony? Pity? Uch, wlał w siebie to coś co odbiera zdolności intelektualne i równowagę. Zmarszczył swój koci nos choć warstwa futra na pyszczku uniemożliwiała dostrzeżenie tego jakże istotnego detalu. Odsłonił dziąsła i zęby, sycząc na niego ostrzegawczo.
- Nie. Dotykaj. Mojego. Brzucha. - rzucił gniewnie w jego stronę, wyginając się tak aby jego ręka nie mogła dotknąć tak czułego miejsca.
- Mówiłem ci, że pączki z alkoholem nie są dla ciebie. To ogłupia. - wygiął się i szorstkim językiem przesunął po tej części sierści gdzie palce Fergusa go lekko smagnęły. Ułożył włoski tak jak należy, nie może przecież pokazywać się tak potargany, prawda? Tym bardziej miał ochotę zakończyć swój spacer pomiędzy kochaną, urokliwą Norą a bladym nieznajomym. Głowa Fergusa opadała, co sugerowało rychłą śmierć? A nie, oddychał więc po prostu miał stracić przytomność po to, aby nad ranem obudzić się i rzygać. Bleh. Zdecydowanie wolał Olivandera trzeźwego bo i czasem nachodziła go ochota przyjść po pogłaskanie. Wyprostował kręgosłup i uniósł dumnie głowę otuloną grubą warstwą rudo-białej grzywy.
- Występy? Wyśmienicie. Potrzebujemy tu muzyki równie wybitnej co wyroby Nory. - omiótł puszystym ogonem dłonie Nory, jakby chcąc regularnie utrzymywać z nią bliski kontakt fizyczny. Biło od niej ciepło i miły zapach. Póki co nie ocierał się o nią jak wytęskniony szaleniec bowiem do jego uszu dobiegł ledwie słyszalny szept Fergusa. Poruszył trójkątnymi uszami, jedno z nich obracając w kierunku słabo pachnącego mężczyzny.
- Podoba mi się twój zamysł. Omówmy go dopiero gdy wymienię uprzejmości z nowym gościem. - odparł cicho ale nie na tyle, aby pozostała dwójka miała tego nie usłyszeć. Wiele był uczynić dla tuńczyka. Dobrze Olivander zaczynał... lecz czy równie dobrze skończy? Konspiracje w obecności innych osób są dosyć słabym układem. Nie chciał wszak odstraszyć Sauriela brakiem znajomości zasad zachowania przy stole. Poza tym... podobał mu się odruchowo rzucony komplement. Uszy obróciły się przodem do przemawiającego jegomościa. Uśmiech też był niczego sobie, taki szczery, taki obiecujący tonę smakołyków jeśli uda się dogadać. Instynktownie wyczuwał osoby kochające zwierzęta, a zwłaszcza koty. Z tego też powodu podniósł zad a jego ogon uniósł się krańcem w kierunku sufitu... a tak reagował w głównej mierze na Norę i najmilszych (najładniej pachnących) jej przyjaciół. Wyciągnął głowę w jego stronę, niuchając zapach.
- Rad jestem słysząc tak zacne słowa od nowo poznanej osoby. - podziękował uprzejmie za komplement i opuścił głowę, przysuwając nos do ręki Sauriela. Coś mu jeszcze bardziej nie grało. Ogon nieco obniżył, zwijając jedynie końcówkę na bok, co zdradzało zaintrygowanie ale też niepokój.
- Nader je uwielbiam choć NIEKTÓRZY nie są chętni nawet wyciągnąć do mnie powitalnie dłoni... - nie, wcale nie mówił o leżącej na stole głowie Fergusa. Oczywiście żywił do niego żal, że nie został nawet podrapany za uchem. Chciał go odepchnąć! Cóż za brak pomyślunku, meh.
Podszedł bliżej rąk Sauriela i wcisnął czubek głowy do jego dłoni, ocierając się o jej wnętrze i dając mu jasny sygnał, że tu teraz ma drapać. Nie brzuch, nie grzbiet, nie łapy. Za uchem, pod brodą, w gęstwinie grzywy. Przymknął ślepia co było nieodzownym znakiem przyjemności...
- O tak... tu drap... - wymruczał a jego ciało lekko wibrowało jakby od nieśmiało. Nie przeszkadzały mu zimne ręce Sauriela bowiem ludzie często chodzili z chłodnymi dłońmi nawet i w połowie wiosny. Pozwalał mu się drapać, rozwalił się swoim majestatem na samym środku stolika gdy rozluźnienie atakowało powoli każdy mięsień kociego ciała. Mmm... o tak, tego mu dzisiaj brakowało. Och, jakie to cudowne, idealnie wyważone drapanie, jeszcze, jeszcze. tak, pod brodą, tu niżej, tam z boku... Dopiero gdy Sauriel przesunął rękę nie tam, gdzie powinien - a Salem miał takie newralgiczne miejsca o których ludziom się nie śniło - obronił się instynktownie, łapiąc jego rękę łapkami i wbijając krańce pazurów w jego naskórek: Szpiczastymi zębami zahaczył skórę tuż przy smukłych palcach, zatrzymując tym samym ruch dłoni.
- Tu nie wolno drapać. - wymamrotał odsuwając pysk. I wtedy to zauważył. Dziurki po swoich zębach na jego dłoni. Puste dziurki, zero kropelek krwi. Jego ogon się napuszył a on z dzikiem sykiem poderwał się gwałtownie do pionu, strącając ogonem szklankę i przyjmując pozycję ostrzegawczą: szpiczaste uszy przyłożone ciasno do czaszki, odsłonięte kły górne i dolne, brzuch przyczepiony do stolika a zad z napuszonym ogonem wyżej niż serce.
Wystraszył się ale nie wiedział czemu. Nie potrafił powiedzieć co go spłoszyło ale fakt faktem coś było nie tak. Zastygł w tej pozycji gotów bronić się pazurem przed kolejnym dotykiem. To instynkt, a nie intensywny pomyślunek.
"Toby"
There's a starman waiting in the sky
He'd like to come and meet us
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fergus jest dość wysoki, bo mierzy metr osiemdziesiąt wzrostu, a do tego dość chudy. Patrząc na niego, ma się wrażenie, że może się złamać na pół. Ma długie, wiecznie rozczochrane włosy, które związuje, kiedy musi się skupić lub nad czymś pracuje i brązowe oczy w odcieniu czekolady. Zazwyczaj jest dosyć nerwowy i intensywnie gestykuluje, kiedy mówi. Jest leworęczny.

Fergus Ollivander
#18
23.01.2023, 19:49  ✶  
Wszystko było dobrze. Przynajmniej z pozoru, w pomarańczowym świetle lampek nad barem i w scenie, która wyglądała niczym fotografia grupy przyjaciół. Wyglądali, jakby nie mogli bez siebie żyć, choć w myślach zastanawiali się, co jest nie tak z osobami siedzącymi tuż obok.
Wszystko miało być dobrze: w tych nasyconych kąśliwością i żartem rozmowach niczym przedrzeźnianie się najlepszych przyjaciół. Sielanka, utopia, nowy wspaniały świat i oni, dający przykład wszystkim wokół.
Nic nie było dobrze.
Poluźnił kołnierz koszuli, który zdawał się oplatać jego szyję niczym macki. Nie był w stanie się skupić przez mieszające się ze sobą nuty różnych perfum, należących do otaczających go dziesiątek osób. Do tego przydymiony aromat whisky unoszący się z jego szklanki. Zdawało mu się, że w uszach rozlega mu się brzęczenie, niczym kieliszki wprawione w wibracje, by wydać z siebie cichy dźwięk. Ale to tylko Salem mruczał cicho pod wpływem dotyku Sauriela. Zdrajca. Koci ogon zbliżający się niebezpiecznie do jego twarzy wyrwał go w końcu z tego letargu, w którym niby to obserwował wiercenie zwierzaka, a jednak kątem oka przyglądał się drobinom kurzu widocznym dzięki rozpalonemu światłu.
- Nie wiedziałem, że drapanie jest lepszą walutą od tuńczyka. Sprzedałeś się, Salem – zaśmiał się i podniósł się z blatu, na powrót opierając brodę na rękach, by przypadkiem po raz trzeci nie oberwać kitą po nosie. – Myślisz, że ślub z kotem jest możliwy? Bo ci dwaj zdecydowanie wyglądają, jakby się w sobie zakochali – zwrócił się tym razem do Nory, uśmiechając do niej wesoło, bo nawet jeśli przez cały wieczór gdzieś z tyłu głowy krążyło mu, że Sauriel mógł być niebezpieczny dla otoczenia, bawiąc się ze zwierzakiem wyglądał całkiem niepozornie.
Fergus nie potrafił zliczyć, ile to już razy Salem napomknął, że palce śmierdzą mu tytoniem. Dlatego też go zazwyczaj nie dotykał, chyba że kot sam sobie tego życzył. Dziwił się tylko, że nie rzucił podobnej uwagi Rookwoodowi, choć równie dobrze mógł jeszcze niczego nie wyczuć. Nie spędzał z nim tyle czasu, co z Ollivanderem, biorąc pod uwagę, że dopiero się poznali.
Sauriel musiał znaleźć jakieś niespecjalnie przyjazne drapaniu miejsce, skoro Salem odepchnął jego rękę łapami i kłami. Zaraz to nastroszył się, przy okazji strącając ogonem szklankę Fergusa, na co przeklął pod nosem. Potoczyła się po blacie, zostawiając za sobą ślad lepkiego, bursztynowego płynu, aż z głośnym trzaskiem wylądowała na podłodze za barem, gdzieś niedaleko Nory.
- Chyba nadepnąłeś mu na odcisk – zażartował, zastanawiając się, o co chodziło Salemowi. Sam zaatakował dłoń Rookwooda, przerywając czynność, która musiała stać się nieprzyjemną. Co zatem się stało? I wtedy zaskoczyło. Dłoń, którą Sauriel rozciął sobie zaledwie tydzień wcześniej, by udowodnić mu, że naprawdę istniał tylko i wyłącznie dzięki, a może bardziej z powodu czarnej magii. Ta sama dłoń, którą podgryzał kot, zapewne zostawiając na niej drobne ranki, które powinny się zaczerwienić. Przerzucał zszokowane spojrzenie z mężczyzny na zwierzaka i z powrotem, jak gdyby obserwował ekscytujący pojedynek. Gdyby Salem nie sprzedał się za chwilę przyjemności, poprosiłby go bezmyślnie o podrapanie wampira, co skończyłoby się w podobny sposób, jeśli nie w jeszcze gorszy, bo nawet Nora zwróciłaby uwagę na pozbawioną krwi, wyjątkowo szybko zabliźniającą się ranę.
- Hej, Salem, myśl o tuńczyku. Dużo tuńczyka, kraina rybą płynąca – mamrotał, próbując jakoś uspokoić rudzielca, który jeżył się i syczał na Sauriela, choć sam wyglądał na naprawdę zagubionego w tej sytuacji. Nie znał się na zwierzętach, sam posiadał wyłącznie sowę. Z kotami miał do czynienia tyle, co tutaj, u Figgów. Nora, ratuj. Może działał ze złej strony? Nie powinien zaczepiać Salema, a bardziej zabrać od niego wampira? – Kto idzie zapalić? – zapytał, podrywając się na krześle. Przeszukał kieszenie kurtki, którą miał na sobie, ale jedyne, co znalazł, to różdżka i zapalniczka. Po paczce fajek ani śladu. – Albo lepsze pytanie: kto ma papierosy?
Spojrzał z nadzieją na Sauriela, licząc na to, że wychwyci jego spojrzenie, chociaż wszyscy skupiali się na rudym kocie. Uwaga o paleniu mogła zwrócić również jego uwagę, skoro tak bardzo nie znosił tego zapachu. Przewietrzenie się też nie powinno im zaszkodzić, chociaż wątpił, czy Nora mogła ruszyć się zza baru. Nie chciał jej tu smrodzić, a trucie płuc dymem było dobrą wymówką, żeby się na chwilę ewakuować, zanim Salem wpadnie w totalną panikę i zwróci na siebie oczy całego baru.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#19
25.01.2023, 15:02  ✶  

Nora nie miała pojęcia, czym było spowodowane dziwne zachowanie Fergusa, nie dało się bowiem nie zauważyć, że coś zdecydowanie nie grało. Skąd mogła wiedzieć o co chodziło. Miała nadzieję, że jest to chwilowe, może miał gorszy dzień, czy coś, kto go tam właściwie wiedział.

- Najwyraźniej i przede mną Fergus ma jakieś sekrety, musimy to nadrobić. - Chodziło jej w tym przypadku o tą jego uczuciową stronę. Nie otwierał się przed nią zbyt mocno, niby rozmawiali o wszystkim, czuła jednak, że nie zawsze jest z nią w pełni szczery, co było zrozumiałe. Szczególnie, że przecież przez tyle lat nie mieli kontaktu, pewnie potrzebowali trochę czasu, aby otworzyć się przed sobą do końca. Nie widziała w tym nic złego. W końcu zaufanie wymagało pracy.

- Można mu tego pozazdrościć, w końcu nie każdy bywa aż tak bardzo asertywny. - Norka była znana raczej ze swojej naiwności i tego, że ufała wszystkim bardziej niż powinna, taki już miała charakter. Czasem zazdrościła osobom, które potrafiły działać w inny sposób.

- Czasami nawet ja nie wiem, czym kieruje się ten kocur. - Odpowiedziała Fergusowi na komentarz o tym, że w tym wypadku tuńczyk przegrał konkurencję z mizianiem. Nie spodziewała się takiego obrotu sytuacji. - Nie wiem, czy jest możliwy, jestem jednak pewna, że nigdy bym na to nie pozwoliła, Salem jest mój. - Zaśmiała się nawet pod nosem. Wizja kocura biorącego ślub, była dosyć zabawna, chociaż bardziej widziałaby go z jakąś kotką.

Figg była zdziwiona tym, jak szybko Salem dał się omotać Saurielowi, najwyraźniej nie tylko na nią tak działał jego urok, w tym towarzystwie to chyba tylko Ollivander był na niego odporny. Jednak to wszystko nie trwało długo.Wystarczyła chwila, moment, aby Salem zmienił swoje nastawienie. Norka zeskoczyła ze stołka przerażona. Bała się, że kocur może zrobić krzywdę Rookwoodowi. Coś zdecydowanie mu się nie spodobało. Wyciągnęła dłonie, aby wziąć kota na ręce, wiedziała, że jest jedyną osobą, która może go uspokoić. Przytuliła zwierzę mocno do siebie, chciała zapewnić mu uczucie bezpieczeństwa. - Salem, co się dzieje. - Szepnęła mu do ucha, zastanawiało ją skąd właściwie wzięła się taka reakcja.

Przeniosła spojrzenie na Fergusa, pomysł z wyjściem zapalić wydawał się jej być idealny na tę chwilę. - Myślę, że to bardzo dobry pomysł, możecie wyjść na zewnątrz, a ja pogadam z Salemem. - Może trochę za dużo bodźców się dzisiaj pojawiło, kto to właściwie mógł wiedzieć poza samym kotem.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#20
25.01.2023, 17:45  ✶  

Na tym świecie były takie rzeczy, którym warto było sprzedać duszę. Koty należały do tych "rzeczy", przynajmniej dla Sauriela. Powiedzieć, że je lubił to grube niedopowiedzenie. On je kochał. Ubóstwiał. Wielbił. Rozpływał się przy nich i sam miał ochotę mruczeć razem z nimi, brać w ramiona i, o zgrozo, dać im wszystko, czego tylko zapragną, choćby i kawałek nieba! Na szczęście koty nie były aż tak wymagające, żeby chcieć nieba, więc wystarczyły bardziej przyziemne prezenciki. Na przykład - dobre mizianko. Ale po brzuszku nie, oj nie. Brzuch, łapy, ogon - były newralgiczne miejsca, których każdy kot nie lubił, chyba że jego właściciel go od małego do tego przyzwyczaił. Wtedy ewentuaaalnie dawały się czasem w tym miejscu pomiziać. To i tylko uśmiechnął się pod nosem słysząc to upomnienie i widząc, jak pieczołowicie Salem doprowadza miejsce dotknięcia do ładu i składu. To takie kocie. Gadający kot, ale jednak nadal w pełni kot.

- Obawiam się, że moja muzyka nie jest w stanie dorównać kunsztowi kuchni Norki. - Bez przesady, nie uważał się za wybitnego w tym polu. Niezłego - na pewno. Albo inaczej - widziałeś i słyszałeś o wiele gorszych od siebie. Sauriel miał całkiem wyćwiczone paluszki (hihi). Szybkie i sprawne, ot co! Podobno zresztą pasja sprawiała, że wszystko brzmiało i (w tym wypadku) smakowało lepiej. A jeśli o to chodzi to nie dało się nie zauważyć, jaką osobę tutaj Salem obdarzał swoją pasją.

- Taki kot jak ty zasługuje tylko na najlepsze ze słów. - Odpowiedział pomrukiem i wyciągnął dłoń na spotkanie Salema, ale nie po to, żeby go dotknąć, a skąd! Przecież najpierw z kotem należy wymienić uprzejmości i chociaż wcale nie był pewien, czy w przypadku kota gadającego wygląda to tak samo, ale kiedy ruszył jakoś tak zrobił... instynktownie. Wyciągnął paluszek, żeby pozwolić Salemowi poniuchać, tyknąć nosem, zaznajomić się z jego zapachem. Zawsze mu się wydawało, że takie wyjście na spotkanie dłoni człowieka koty traktowały jak swoje kocie powitanie. Kiedy tak przynajmniej obserwował ich zachowania i zwyczaje. Ale najwyraźniej działało to tak samo. - Co za brak manier... Fergusie, słyszałeś? Powinieneś się poprawić. - Spojrzał na moment na przyjaciela, posyłając mu iście smug uśmiech, ale zaraz pełna jego uwaga została na nowo skupiona na Salemie. Szczególnie, że się o niego otarł. Więc zaczął drapanko w nadstawionym dla jego palców miejscu. - Ooo, kto jest takim majestatycznym kocurem, taki piękny... - Mruczał mu komplementy, kiedy Salem mruczał z przyjemności, zupełnie pomijając komentarz, że jest w Salemie zakochany. Ano - był! Był absolutnie! Ołtarzyk mógłby mu zrobić i składać codzienne pokłony włącznie ze składaniem puszeczki tuńczyka u kocich stópek. Tymczasem jednak trzeba się było z tym ślubem obejść smakiem, bo jednak kocie serce należało do Nory. A Sauriel dobrze wiedział, że wbrew obiegowej opinii koty były BARDZO wiernymi towarzyszami osób, które sobie wybrały. I ani myślał się tu wciskać. Po prostu chciał zostać obdarzony łaską możliwości podotykania tego fantastycznie miękkiego futra i odrobiny mruczenia. - Jakie wspaniałe futro, ale musisz o nie dbać, kolego... - Prawdopodobnie Sauriel nigdy nie miał takiego wyrazu twarzy jak w chwilach, kiedy patrzył na takie koty jak Salem.

Niestety życie niejebajka, a te Saurielowe to już szczególnie.

Spokojnie zatrzymał dłoń, kiedy kot go złapał, rozumiejąc, że to miejsce akurat mu nie pasuje. Bez żadnej paniki czy krzyczenia, co najwyżej cichy syk się wydostał z jego wark przez ból, kiedy szpilki jednak przecięły jego skórę. Mógł być niemal niezniszczalny, ale ból odczuwał jak każdy człowiek. Tylko że - no tak. Kiedy kot puścił to krwi nie było. No bo - jak mogła być?

I uśmiech Sauriela zniknął jak ręką odjął. Spojrzał, jak jego skóra się zasklepia i jak nie zostaje po tym ugryzieniu nawet ślad, kiedy przerażony kot stroszył się i syczał. Instynkt. To zawsze był najpierw instynkt. Poruszył palcami i cofnął swoją rękę. Zacisnął zęby tak mocno, że nimi zgrzytnął, a ten wyraz błogiego spokoju i ciepła zastąpiło to, co zazwyczaj widniało na jego twarzy. Innymi słowy: wkurw.

Podniósł się ze stołka i skierował do drzwi wyjściowych. Chociaż wyszedł prawie że z drzwiami. PRAWIE. Nawet się nie obejrzał, czy Fergus idzie za nim. Przekrzywił głowę na prawo i lewo, próbując jakkolwiek zapanować nad napięciem ciała. Dopiero wtedy odszukał fajki w wewnętrznej kieszeni ramoneski i rzucił pudełko Fergusowi.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Fergus Ollivander (4950), Nora Figg (3533), Salem (1623), Sauriel Rookwood (4290)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa