• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka Knieja Godryka v
« Wstecz 1 2
[Wiosna 1972, 30 kwietnia] Polana Ognisk - Cisza przed burzą / spotkanie brygadzistów

[Wiosna 1972, 30 kwietnia] Polana Ognisk - Cisza przed burzą / spotkanie brygadzistów
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#21
25.01.2023, 02:01  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.01.2023, 02:02 przez Patrick Steward.)  
Patrick obserwował zebranych w milczeniu. Kiedy Lucy zdecydowała się do niego podejść, posłał jej przyjazne spojrzenie i kiwnął głową na znak powitania, ale dosłownie kilka sekund po tym, wrócił do obserwacji. Nie zabierał głosu, najpierw wolał zebrać uwagi innych, potem dopiero wyciągnąć własne wnioski. Zresztą, swoją najważniejszą – zdążył już wypowiedzieć na głos: korytarz między straganami należało powiększyć. Nie tylko on to zauważył a pomysł został już przyjęty i przyklepany przez resztę.
Rozstawienie patroli, choć traktował poważnie, przyjmował raczej dość umownie. W czasie Beltaine będzie tłum ludzi, będą chodzili, pewnie dojdzie do jakiegoś incydentu (tu nie potrzeba było nawet śmierciożerców, wystarczył jeden, drugi, trzeci pijany i krewki czarodziej). Najważniejszą więc sprawą w ustawieniu było zapewnienie odpowiedniego poziomu przepływu informacji między nimi. Tu zresztą też wszystko zostało już dopowiedziane. Mieli fale, flary, iskry. Zresztą, gdyby było naprawdę źle, wrzaski i wybuchy zawsze przyciągają uwagę.
Służbista – odpowiedział w myślach Mavelle.
Było jednak coś, co i Stewarda zaniepokoiło w zachowaniu Rockwooda. Do tej pory uważał Chestera za oschłego, ale jednocześnie całkiem przyzwoitego aurora. Jasne, nie byli przyjaciółmi, Patrickowi – jako aurowidzowi ciężko było zaufać komuś, kogo aury nie mógł zobaczyć, ale jej brak u doświadczonego aurora zrzucał na karb raczej zbytniej ostrożności połączonej – być może – z jakimś ciemnym, ale tak naprawdę nieszkodliwym sekretem. Ostatecznie ten mógł przecież skrycie chodzić na dziwki lub namiętnie uprawiać hazard w piwnicy kasyna Prewettów. To nieskrywana niechęć, gdy mówił do Hardwicka tak zaniepokoiła Patricka.
Odruchowo przestąpił z nogi na nogę, siłą powstrzymując się przed zasłonięciem Thomasa przed wzrokiem Chestera. Znowu popatrzył na Lucy, tym razem intensywniej, najwidoczniej zastanawiając się, czy pomyślała o tym samym co on. A myśli miał niewesołe. Jeśli doświadczony auror, stróż prawa i porządku, miał problem z zaakceptowaniem w szeregach brygadzistów mugolaka, jak wielka niechęć mogła tkwić w reszcie czarodziejskiego świata?
Ale nie przyłączył się do grupowego usadzania Rockwooda. Z jednej strony nie sądził, by teraz był na to czas i miejsce, z drugiej nie rozumiał po co auror próbował nagrabić sobie u całej grupy młodych i aktywnych zawodowo brygadzistów. Gdyby sam miał dowodzić, zachowywałby się raczej podobnie do Erika, wysłuchując uważnie wszystkich propozycji a na końcu i tak podejmując kluczowe decyzje samodzielnie (nawet jeśli reszta uważałaby, że podejmował je po wysłuchaniu i uwzględnieniu ich uwag).
- Zdaje się, że najważniejsze sprawy mamy już ustalone? – zapytał, zamiast tego.
Czarodziej
I won’t let you down
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziejka nie wysoka, może zginąć w tłumie, ale jej nie lekceważ. Gdy jednak zobaczysz jej pełen uroku, życzliwy uśmiech na pewno go nie zapomnisz! Aby poznać Lucy musisz ją spotkać!

Lucy Longbottom
#22
25.01.2023, 19:28  ✶  
Lucy zrobiło się jakby trochę cieplej na sercu, kiedy Patrick odpowiedział uśmiechem na jej. Końcu w większości była otoczona przez rodzinę, więc nie stanie jej się tutaj nic złego – pomyślała. Dyskusja trwała dalej. Lucy założyła ręce i przestąpiła z nogi na nogę wsłuchując się w to, co wszyscy mówią. Atmosferę zakłócił Rookwood, który zaczął wypalać swojego papierosa. Kobieta odsunęła się odruchowo na dwa kroki wstecz, albowiem nie znosiła dymu tytoniowego. Potem Chester zmienił temat i zaczął atakować Erika. Lucy nie rozumiała dlaczego to zrobił. Na szczęście zaraz w sukurs przyszły Heather, Brenna i Mavelle. Sama powstrzymała się od komentarza, czekając na to, co powie sam Erik, który zręcznie zakończył tę część rozmowy. Ale Rookwood w swoich zapędach nie miał zamiaru się ograniczać. Kiedy Lucy popatrzyła po zebranych, to raczej wszyscy wyczuli pogardliwy ton z jakim odniósł się do Thomasa. Odpowiedziała na spojrzenie Patricka. Kobieta spuściła na chwilę głowę i przymknęła oczy aby pomyśleć. Po co Ministerstwo wysłało kogoś, kto zachowuje się w taki sposób i ma przerost ambicji nad możliwościami. Lucy więc postanowiła – Będę miała na ciebie oko. - Podczas ochrony Beltaine chciałoby się mieć wokół siebie zaufane osoby, ale nie zawsze dostawało się to, czego się chciało. Ponieważ Erik zaakceptował podział patroli, dla niej samej też nie było z tym problemu. Lucy w swojej introwertycznej naturze czekała, czy będą jeszcze o czymś rozmawiać.
Pies policyjny
Live fast,
pet dogs
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Tomasz przede wszystkim jest wysoki, nawet bardzo. Ma 192 centymetry wzrostu więc nietrudno go zauważyć w tłumie. Nie mówiąc już o tym, że prawie zawsze oślepia uśmiechem. Jego włosy przyjmują barwę bardzo ciemnego blondu, jego oczy są niebieskie, na twarzy często widnieje zarost - uważa, że tak wygląda przystojniej. Jest dość dobrze zbudowany. Zwykle ubiera się w stonowane kolory, jeansom często towarzyszy sweter lub koszulka z kołnierzykiem, rzadko sięga po koszule, które według niego są strasznie niewygodne. Podczas słonecznych dni towarzyszą mu jego ulubione okulary przeciwsłoneczne, w te chłodniejsze ukochana skórzana kurtka z brązowej skóry. Można czasem wyczuć od niego dym papierosowy, znacznie częściej jednak przesiąka zapachem kawy oraz swojej wody kolońskiej o nucie lawendy i cedru.

Thomas Hardwick
#23
25.01.2023, 21:16  ✶  
Szczerze? Nie dowierzał w to, co się działo. Rookwood popłyał lekko. Nie tylko podważył kompetencje Erika i wszystkich innych, jakże niepotrzebnym komentarzem, co zostało już szeroko skomentowane, dał jednak jeszcze pokaz tego, co sądził o samym Thomasie.
Zaschło mu w gardle, spoglądał na aurora ze zmarszczonymi brwiami, gotowało się w nim, wiedział jednak, że jego przyjaciel i partner miał rację i należało zamknąć swoją jadaczkę.
Zacisnął więc ją tak mocno, że jego zęby zachrzęściły.
Wiedział, że wielu mogło go nie lubić, teraz jednak traktowanie go z góry, gdy Voldemort zaczął pozbawiać życia tych, którzy pochodzili z rodzin nieczarodziejskich… Robiło mu się niedobrze na samą myśl, że Rookwood, auror, ktoś, kto miał za zadanie walczyć z czarnoksiężnikami, mógł mieć cokolwiek wspólnego z tą cała cholerną ideologią.
Aż odechciało mu się być w pobliżu tego człowieka.
Milczał przez dalsza część spojrzenia, przynajmniej do czasu aż Erik nie wspomniał o braku osoby z umiejętnością fal w u niego i Lucy. Uśmiechnął się słabo.
- Poradzimy sobie, coś wymyślimy - odpowiedział twardo, posyłając lodowate spojrzenie Chesterowi. Niech nie myśli, że Thomas był w czymkolwiek gorszy.
Zacisnął rękę na miotle, spoglądając na Patricka, po czym skinął mu głową.
- Dla mnie wszystko jasne - odparł, chcąc się jak najszybciej wznieść w powietrze, by móc trochę ochłonąć w zimnym wietrze, który zapewne wiał w górze. I może by niepostrzeżenie móc wyczarować jakiś korzeń pod nogami Rookwooda, gdy ten będzie przechodził przez polanę.
Herald of Darkness
It seems that all that was good has died
And is decaying in me
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Chester to mierzący 178 cm wzrostu, postawny mężczyzna, ważący 76 kg. Ma brązowe, poprzetykane pierwszymi siwymi pasmami włosy i niebieskie oczy. Brąz noszonej przez niego krótkiej brody został przerzedzony przez lekką siwiznę. Przez większość czasu nosi mundur Aurora, natomiast poza pracą ubiera się elegancko, w garnitury. Często widywany jest z papierosem. Pierwsze wrażenie... jest służbistą, twardym gnojem, za którym nie przepada niemałe grono osób z dep. przestrzegania prawa. Nie można mu jednak odmówić doświadczenia zawodowego.

Chester Rookwood
#24
26.01.2023, 06:47  ✶  
Zwracał się tylko i wyłącznie do Longbottoma, będącego jedyną osobą w tym gronie, od której oczekiwał odpowiedzi. Reszta miała zachowywać milczenie. Patrząc na to, że trzy osoby postanowiły się przed nim wypowiedzieć, to nawet tego nie potrafiły zrobić jak należy. W pierwszej kolejności spojrzał z nieprzyjemnym grymasem na twarzy na swoją, pożal się Merlinie, partnerkę.  Od niej będzie wymagać najwięcej. Dopiero potem przeniósł spojrzenie na Brennę Longbottom i Mavelle Bones.
— Wood, jak sama zauważyłaś, jesteś podwładną. Tak samo, jak Brenna Longbottom i Bones. Nie jesteście upoważnione do kwestionowania moich zastrzeżeń co do kwestii zarządzania ani oceniania mojego zachowania. Jesteście od wypełniania zleconych wam obowiązków, czym zajmiecie się gdy skończę rozmawiać z Longbottomem. Nie jesteście w Biurze Brygady, aby decydować wspólnie. Zrozumiano? — Zwrócił się od razu do trzech czarownic, wypowiadając każde słowo twardym i chłodnym głosem. Nie odwzajemnił tego uśmiechu. Wood, która w jego oczach była żółtodziobem. Brenna Longbottom, która nie potrafiła trzymać języka za zębami i najwyraźniej wmieszała się w to, bo skrytykował metody jej brata oraz uważała, że ich głos ma jakieś znaczenie dla sprawy. Najwyraźniej przez te wszystkie lata BUM zszedł na psy i trzymali tam ludzi nienadających się do służby oraz pozwalali im na zbyt wiele. Ktoś powinien się za nich zabrać i zrobić porządek. Ostatnia była Bones, która myślała podobnie co tamte dwie czarownice, kwestionując łańcuch dowodzenia. Lonbottomowi mogli wchodzić na głowę.
Oczekiwał od nich, że zamkną jadaczki i wezmą się za wypełnianie powierzonych im obowiązków. Powinny zdawać sobie sprawę, że jakakolwiek próba odmówienia wykonania danego polecenia będzie wiązać się z poważnymi konsekwencjami. Na tym zamierzał zakończyć tę dyskusję, chyba, że któraś z nich się w porę nie zamknie. Jest Aurorem starej daty, ale za to skutecznym biorąc pod uwagę staż jego pracy i dotychczasowe osiągi. Jego przełożeni dobrze wiedzieli, jak pracuje i że działał skutecznie, gdy już się za coś brał. Będzie musiał spróbować poruszyć ten temat z przełożoną. Jego zdaniem tu nie było miejsca miejsca na jakiekolwiek sentymenty ani kompromisy. Gdyby przejmował się tym, co każdy o nim myśli to przestałby żyć.
— Możesz się nie zgadzać z moimi metodami, Longbottom. Nie sposób się nie zgodzić co do naszej nieomylności, jednak po to zostaliśmy wyznaczeni na to stanowisko. Od swoich podwładnych oczekuję tego, aby trzymali się zakresu swoich obowiązków oraz posłuszeństwa z ich strony — Stwierdził z przekonaniem do słuszności stosowanych przez niego metod. Dotąd te go nie zawiodły, choć nie wszystkim mogą się one podobać. Postawił sprawę jasno. Oczekiwał, że będą chodzić jak w zegarku. — Jak już wcześniej zauważyłem, są tutaj by wypełnić powierzone im obowiązki podczas przygotowań do obchodów Beltane — Niejako odniósł się do swoich wcześniejszych słów, podtrzymując ich zasadność. Czy taki był zamysł dowództwa? Trudno jednoznacznie to określić. Nawet, jeśli inaczej to postrzegał, to jednak tutaj był obecny. Na poparcie jego metod działało również to, że ograniczenie wolności słowa prawie wszystkich tu obecnych osób znacząco usprawniało ten proces planowania. Ustalenie przydziału tras na poszczególne duety zajęło mu tyle, ile odszukanie w pamięci kto z Aurorów ma Fale i oszacowanie tego wraz z przedłożeniem konceptu drugiemu liderowi.
— To coś, czego raczej nie przeskoczymy i zostają tylko półśrodki jak inne sygnały albo obieg informacji tradycyjnymi metodami — Przytaknął na spostrzeżenia Erika odnośnie tamtego duetu. Po raz kolejny posłał Hardwickowi nie mniej pogardliwe spojrzenie. Ten szlamowaty czarodziej najwyraźniej wpadł w jakiś bojowy nastrój. Pozostali również zdawali się być poruszeni jego stosunkiem do tego Aurora, a przecież nawet nie nazwał go szlamą.
— W kierunku linii lasu powinno być o wiele lepiej — Przystał na słowa drugiego lidera. Teraz drogi ewakuacyjne oraz rozłożenie patroli powinny stanowić zgrabną całość.
— Jeśli wszystko zostało już omówione to możecie się rozejść i skupić się na swoich obowiązkach — Stwierdził, tym razem spoglądając na wszystkich zebranych. Sam miał zamiar przemierzyć trasę przed swoim patrolem oraz pomóc przy tych drogach ewakuacyjnych.
Gówniara z miotełką
She had a mischievous smile, curious heart and an affinity for running wild.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#25
26.01.2023, 08:51  ✶  

Heather stała gdzieś koło Brenny. Nie mogła zrozumieć, co się tutaj właśnie wydarzyło. Rookwood bez najmniejszego oporu pokazywał tutaj, jakie ma do wszystkiego podejście. Czyż nie powinni od razu się go pozbyć? Przecież musieliby być ślepi, żeby nie zauważyć, że idealnie pasuje on do profilu osoby, która znęca się nad tymi którzy nie mieli czystej krwi. Wcale tego nie ukrywał.

Wood zacisnęła mocno zęby, próbowała się nie odzywać, powoli zaczynała się denerwować. Jak to mówił Castiel, jesteś w stanie sobie z tym poradzić. W ogóle przestała słuchać, co burczał pod nosem samozwańczy szef, najważniejsze było to, żeby nie wybuchnąć. Jesteś pierdoloną oazą spokoju Heather. Ścisnęła ręce w pięści, poczuła paznokcie które wbijają jej się w wnętrze dłoni, zapewne zobaczy na nich ślady od krwi.

Oczy zaczęły jej błyszczeć, jej rude włosy przypominały ogień, marzyła tylko o tym, żeby jak najszybciej się stąd oddalić. Nie spodziewała się, że przyjdzie jej pracować w miejscu, w którym ludzie są traktowani w ten sposób. Chyba nie powinna na to pozwolić, wiedziała, że jeśli to zignoruje to nic się nie zmieni. Stojący przed nią Rookwood chyba nie miał pojęcia z kim na do czynienia. Jedno było pewne, Wood nie da się traktować w ten sposób, skarga jaką wysmaruje do swojej szefowej na pewno będzie warta przeczytania. Długi staż, czy nie, nic nie uprawniało go to tego, aby zachowywać się jak teraz.

Spojrzała jeszcze na Thomasa i kiwnęła do niego głową, to był chyba odpowiedni moment, aby się stąd wyrwać, tym bardziej, że inni zasugerowali im, żeby spojrzeli na to wszystko z góry.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#26
26.01.2023, 12:54  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.01.2023, 16:35 przez Brenna Longbottom.)  
Chester, zasadniczo, w ciągu pięciu minut w oczach Brenny obraził jej brata, obraził jej kolegę z pracy i obraził ich wszystkich, bo nie byli w żaden sposób jego podwładnymi i nikt nie mianował go dowódcą, a zaledwie liderem grupy. Dla niej wykazał się przy tym kompletną nieumiejętnością dowodzenia, bo gdyby nawet faktycznie dowodzili - problemy dowódcy powinni rozwiązywać między sobą, nie na oczach wszystkich i próbą uzurpowania sobie nieposiadanej pozycji. W dodatku Brygadziści na tym spotkaniu, które biegło tak "niewłaściwymi torami" bez problemu wszystko między sobą ustalili. Nawet gdyby tu obecni się nie znali, to określając ich jako podwładnych i sugerując, że mają nie dyskutować, gdy rozkazy faktycznego dowództwa były inne, pewnie zjednoczyłby grupę przeciwko sobie.
Jeżeli jego celem było zrażenie do siebie bardzo zgranej ekipy, to poszło mu świetnie. Dał też Brennie powód do martwienia się o Heather, którego wcześniej nie miała, nie widząc dotąd, jak Chester odnosił się do mugolaków pracujących w jego Departamencie...
Gdyby Brenna była świadoma jego pozycji pośród naśladowców, pewnie uznałaby, że wszystko jest efektem tego, że Rookwood za bardzo przywykł do współpracowania z ludźmi, którzy musieli być posłuszni, bo mianował go na stanowisko mroczny czarnoksiężnik, mordujący tych, co go nie posłuchali.
- Rookwood. Naucz się czytać polecenia, jakie dostajesz od faktycznych dowódców - powiedziała ostro na jego tyradę, już nie bawiąc się w dyplomatyczne przypominanie o faktycznych rozkazach, których ten nie przeczytał.
Bo w tych stało jasno.
Decydowali wspólnie.

Po tych słowach Brenna zwyczajnie poczekała czy Erik miał jakieś polecenia, po czym odwróciła się i odeszła, nie zwracając już uwagi na Chestera. Wszystko było jasne. Za to dogoniła jeszcze Wood, nim wzbili się w powietrze.
- Heather? Życzysz sobie prośby o zmianę partnera? Jeżeli tak, pójdę z tym do Bonesa. Rookwood tak naprawdę może nam w pracy nagwizdać.
A gdyby ją o to zwolniono?
Tu wchodził fakt, że Brenna pracowała dla idei, nie pieniędzy, więc nie musiała o to dbać.
Po tych słowach poszła sprawdzać stoły i ewentualnie dopadła jeszcze Erika, by dopytać, kto z nich miał zająć się oświetleniem linii drzew.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#27
26.01.2023, 16:03  ✶  

Osiąganie oczekiwanych przez dowództwo było jedną sprawą, ale sposób, w jaki się do tego dochodziło, stanowił zupełnie inną kwestię. Nic dziwnego, że osoby zaznajomione z funkcjonowaniem Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów po pewnym czasie pracy byli w stanie zauważyć swego rodzaju dysonans panujący między Biurem Aurorów a Brygadą Uderzeniową. Nie działali, jak dobrze naoliwiona maszyna, niczym dwie zębatki, które napędzały siebie nawzajem. Ich zębatki obijały się o siebie nawzajem, tępiąc swoje ząbki, co zapewne w pewnym momencie zaowocuje zupełną bezradnością tych organów, jeśli przyjdzie zmierzyć im się z poważniejszym przydziałem niż ochrona uroczystości.

— Owszem, nie zgadzam się — przyznał otwarcie, monotonnym tonem, jakby oczywistą oczywistością było, iż nie przyzna Rookwoodowi racji. Czego można było się spodziewać po kimś, kto był nastawiony przede wszystkim na pracę zespołową? — Powiem nawet więcej, uważam, że wdawanie się w tego typu dyskusje przynosi więcej złego niż pożytku i sprawia, że nie skupiamy się na tym, po co tutaj przyszliśmy. — Opuścił wzrok na Chestera. — W moim przeświadczeniu wyznaczono nas na liderów w celu moderowania dyskusji, a nie narzucania innym swojej woli. Nasz staż pracy sprawia, że możemy odrzucić niepraktyczne pomysły i wcielić w życie te najbardziej obiecujące, a nie wydawać polecenia bez oglądania się na innych.

Odsunął parę razy, co by kaszlnąć parę razy. Nie podobało mu się to, że Rookwood stawiał się w pozycji kogoś lepszego od reszty. Owszem, był w stanie uszanować wiedzę i doświadczenie, jakie wyniósł z lat służby, jednak wychodził też z założenia, że starszy czarodziej nieco się zapominał. Może Brygada Uderzeniowa była nieco nieokrzesana, może faktycznie tak było, ale upominanie jej członków nie leżało w kompetencjach Chestera. Ba, Erik nie powiedziałby nawet, że leżało w jego, chociaż został wyznaczony na lidera tego spotkania. Tego typu sprawy leżały w rękach Szefa Brygady Uderzeniowej lub Komendanta.

— Większość tych ludzi nie jest też Pana bezpośrednimi podwładnymi, gdyż w kwestii Beltane nasze biura współpracują. Z tego, co się orientuje Pana obecne wpływy dotyczącą przede wszystkim Biura Aurorów. Jeśli Brygada Uderzeniowa kluje Pana w oczy, Panie Rookwooda, sugerowałbym zgłoszenie wszelkich zażaleń oficjalnymi kanałami, a najlepiej na piśmie, żeby wszystko było jasne i klarowne — kontynuował, spoglądając ponad głowami reszty uczestników spotkania, jakby w tej sposób mógł odizolować się od tej całej dyskusji. — A jeśli już jesteśmy przy „trzymaniu się zakresu obowiązków”, to chciałbym zauważyć, że spora liczba aurorów wyznaczonych na patrole nie dotarła na to spotkanie. Ufam, że Biuro Aurorów dopełni wszelkich starań, aby nieobecni zostali poinformowani o przebiegu tego zebrania i swoich obowiązkach na czas Beltane.

Skrzywił się lekko. Zazwyczaj nie uciekłby się do takiego przytyku, zwłaszcza że Patrickowi i Lucy udało się tu zjawić. Nie miał zamiaru jednak stać bezczynnie i kiwać głową, gdy jego współpracownicy byli poniekąd mieszani z błotem, poprzez wytykanie im niekompetencji. Ktoś ewidentnie niepoprawnie zinterpretował polecenia dowództwa i na pewno nie był to nikt od Erika.

— A więc podsumowując — odezwał się jeszcze Erik, zanim ktokolwiek zdążył odejść. — Heather, przelecisz się razem z Thomasem nad terenem obchodów. Obraz z góry nam się przyda, jeśli jakimś cudem dostaniemy dodatkowych ludzi do patrolu, żebyśmy wiedzieli, gdzie ich rozmieścić. Patrick i Mavelle, wyraziliście chyba największe zainteresowanie doprowadzeniem dróg ewakuacyjnych do porządku, więc myślę, że wspólnie możecie się tym zająć. — Z szacunku do tego, że Patrick i Chester pracowali w Biurze Aurorów, Erik skierował wzrok na Chestera, co by ten potwierdził zgodę. — Brenna zajmie się rozłożeniem stołów i stoisk, więc Lucy, będziesz w stanie jej pomóc. Szybciej się uwiniecie. Jeśli chodzi o rozświetlenie linii lasu, to biorę to na siebie. A więc zostaje nam jeszcze kwestia ognisk, więc Panie Rookwood magiczną taśmę pozostawiam w Pana rękach, jak i stopień odgrodzenia ich od głównego terenu.

Cóż, co jeszcze mogli zrobić? Zadania na dzisiaj w celu dopełnienia rozpoznania terenu zostały przydzielone, a wdawanie się w dalszą dyskusję na temat pracy brygadzistów nie miało już większego znaczenia. Longbottom szczerze wierzył, że jeśli w biurze faktycznie dochodzi do jakichś problemów, to zostaną one rozwiązane zgodnie z zasadami przez osobę do tego powołaną w ramach tego organu. Na koniec Erik pożegnał wszystkich, po czym udał się w stronę linii lasu, co by zająć się wytwarzaniem srebrno-niebieskich magicznych orbów mających oświetlać te okolice. Oby to coś dało, bo jeśli wyjdzie na jaw, że wszystkie ich starania pójdą na marne, to będzie mu bardzo przykro.


Rozświetlenie linii lasu: Erik
Rekonesans powietrzny nad terenem Beltane: Heather, Thomas
Kontrola rozłożenia stoisk na terenie Beltane: Brenna, Lucy
Odgrodzenie ognisk przy pomocy magicznej taśmy: Chester
Poszerzenie dróg ewakuacyjnych: Mavelle, Patrick


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Czarodziej
I won’t let you down
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziejka nie wysoka, może zginąć w tłumie, ale jej nie lekceważ. Gdy jednak zobaczysz jej pełen uroku, życzliwy uśmiech na pewno go nie zapomnisz! Aby poznać Lucy musisz ją spotkać!

Lucy Longbottom
#28
26.01.2023, 19:18  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.01.2023, 19:19 przez Lucy Longbottom.)  
Lucy stała pośród wszystkich dalej i słuchała. Kiedy Thomas po całym incydencie zwrócił się do niej, postarała się lekko uśmiechnąć w jego stronę. Najwyraźniej nie chciał roztrząsać całej tej sprawy.
Jednak, kiedy Chester znowu zabrał głos, nie mogła wyjść z podziwu. Stary Auror najwyraźniej nie zamierzał spuścić z tonu i jeszcze raz zaczął obrażać wszystkich. Cóż, być może wywiązywał się ze swoich obowiązków zawodowych, ale człowiekiem był ohydnym. Lucy wysłuchała ponownych słów sprzeciwu Brenny i następnie wypowiedzi Erika, który ze wszystkiego chciał wyjść zręcznie z klasą. Niepokoiła się nad najmłodszą tutaj Heather, że przydzielono jej takiego partnera do patrolu. Natomiast, kiedy Chester znowu zaczął z tą swoją pogardą do Thomasa cierpliwość kobiety się wyczerpała. Nie dość, że aurorzy byli tutaj w mniejszości, jak zauważył Erik, to byli oni reprezentowani przez takiego kogoś. Było jej żal wszystkich.
Lucy poczekała, aż Erik skończy mówić i wtedy rozluźniła założone dotąd ręce i podeszła w miejsce, w które stali Chester i Erik. Posłała najpierw swoje spojrzenia Chesterowi, a następnie obróciła się i starała się powiedzieć tak, żeby wszyscy usłyszeli
– Przepraszam was za zachowanie tego człowieka, – w domyśle miała oczywiście Rookwooda – ale to nie jest stanowisko całego Biura Aurorów – ponieważ Lucy była jedną z osób tutaj z dłuższym stażem czuła, że całej sytuacji nie może puścić płazem, ale zrobiła to także, żeby sama przed sobą mogła zachować swoją twarz. Natomiast o niepokojących pobudkach i zachowaniach Rookwooda miała zamiar poinformować samych przełożonych. Chciała to zrobić jeszcze dzisiaj, właściwie tak szybko jak to możliwe, żeby przełożeni mogli zastanowić się, czy rzeczywiście zaufać temu człowiekowi.
Dodatkowo w tej sytuacji, kiedy mogli spodziewać się ataku ze strony Voldemorta i jego popleczników, ale to już był temat na zupełnie inną dyskusję. Kiedy dzieją się takie rzeczy trzeba reagować.
Z Rookwoodem już skończyła, dlatego chętnie udała się w stronę swoich obowiązków, zamierzała udać się do stoisk razem z Brenną. Jeśli przechodziła jeszcze obok Thomasa, chciała powiedzieć mu po prostu
– Nie przejmuj się.
broom broom
Throw me to the wolves and
I'll return leading the pack
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Mavelle Bones
#29
27.01.2023, 00:30  ✶  
Rookwood, zamiast zamknąć gębę na kłódkę – i najlepiej uderzyć się w pierś oraz nabrać rozumu – najwyraźniej wolał dalej iść w zaparte i przepychać kolanem własną wizję. Nie bacząc w najmniejszym nawet stopniu na to, iż miał przeciwko sobie kilka osób, które próbowały wskazać, iż nie, rzeczywistość nie kształtowała się dokładnie tak, jak by sobie tego życzył.
  I im dłużej Chester mówił, tym mocniej stawał na odcisk Mavelle. Siłą rzeczy, miała w sobie całkiem spore pokłady cierpliwości, tak potrzebne w codziennej pracy brygadzisty – w końcu ile się trzeba było natłumaczyć czasem ludziom, że nie, nie można tu parkować miotły, a pomysł postawienia jej w tamtym miejscu jest jeszcze głupszy (lub milion innych pierdół)… albo wysłuchiwać wzajemnych oskarżeń i próbować dochodzić do sedna sprawy. I tak dalej, i tak dalej.
  Ale nawet taka wyćwiczona cierpliwość miała swoje granice; Rookwood powoli do nich docierał.
  Nie sprawiała teraz wrażenia tej przyjaznej Bones; teraz pojawiło się na wierzchu coś o wiele mroczniejszego, coś, co kazało się zastanowić, czy aby na pewno dobrze się robiło, brnąc dalej w swoje postępowania. Coś, od czego przechodziły dreszcze wzdłuż kręgosłupa. Coś, co często sprawiało, iż ci, z którymi miała do czynienia, bardzo szybko pokornieli.
  A potem oficjalnie przestała się nim interesować. Spojrzała gdzieś w bok, jakby obserwowała coś, co przykuło jej uwagę, wydając się całkiem nie słuchać tego, co mówił. Ale przynajmniej milczała dość długo, choć biorąc pod uwagę, że zaczęła traktować Rookwooda jak coś, co po prostu zostało postawione w tym konkretnym miejscu, nie wiadomo kiedy, po co, ale niech sobie będzie, niekoniecznie to znaczyło, że się go posłuchała. Zresztą, w zasadzie nie musiała nic mówić, w samo sedno utrafiła zarówno Brenna, jak i Erik – kolejne słowa w tym temacie były zbędne. Zwłaszcza że „pan dofutca” zdawał się mieć zbyt zakuty łeb, żeby coś do niego trafiło.
  W istocie jednak obserwowała mężczyznę kątem oka, gotowa do szybkiego wyciągnięcia różdżki, gdyby strzeliło mu do głowy coś bardzo, bardzo głupiego. I nie, nie miałaby najmniejszych skrupułów, by udzielić bardzo brutalnej odpowiedzi.
  - W porządku, Erik – zaakceptowała przydzielone zadanie, skupiając spojrzenie na kuzynie. Posłała mu lekki uśmiech, aczkolwiek ten w tej chwili bynajmniej nie sięgał oczu – na to najwyraźniej była zbyt wkurwiona.
  Pokręciła powoli głową, gdy Lucy wyskoczyła ze swoimi przeprosinami. Były całkiem zbędne; gest miły, owszem, ale to nie ona powinna się tłumaczyć.
  - Nie ty powinnaś przepraszać – stwierdziła tylko, łagodząc ton swego głosu, po czym odwróciła się na pięcie i poszła za Brenną.


404/1434
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#30
27.01.2023, 01:39  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.01.2023, 01:42 przez Patrick Steward.)  
Patrick był obserwatorem. Chociaż zdarzało mu się przy tym pozostawać głośnym, hałaśliwym, żartującym i udającym głupszego niż był w rzeczywistości, tak naprawdę zawsze stał z boku i patrzył nie tylko na ludzi, ale też wydarzenia, w których ci brali udział. Może dlatego najłatwiej było mu nabrać dystansu do tego, co się właśnie stało.
Nie miał pojęcia, co tego dnia ugryzło Rookwooda i zamiast zachować się jak przyzwoity służbista, zachowywał się jak małostkowy furiat. Najpierw wszczął zupełnie niepotrzebną awanturę o to, kto był ważniejszy w zebranym zespole. Gdyby jeszcze Brenna, Mavelle, Heather lub Thomas pieprzyli farmazony… ale właściwie wszystko co zaproponowali, Chester przyklepał bez mrugnięcia okiem. Tylko wcześniej popsuł atmosferę a później nie wiedział, kiedy zamilknąć. Potem był ten zupełnie niewłaściwy pokaz nienawiści wobec Harwicka... Jeśli Rookwood marzył o awansie w pracy to takie wyskoki pokazywały, że na ten awans nie był nijak gotowy. Nie z takimi poglądami w głowie. Nie w czasie, gdy Czarny Pan organizował się ze swoimi zwolennikami. W tych dniach nawet średnio rozgarnięty krab nie dopuściłby do tego, by czarodziej tak otwarcie deklarujący niechęć wobec mugolaków mógł cokolwiek znaczyć w Ministerstwie Magii. Chyba, że władzę przejęliby tam śmierciożercy – ale Patrick miał nadzieję, że Rookwood przynajmniej w ich sprawie stał po tej właściwej stronie barykady.
Pokręcił głową, spoglądając za oddalającym się starszym aurorem. Naprawdę nie spodziewał się, że to spotkanie pójdzie aż tak źle. Niby ustalili wszystko, co powinni ustalić, ale wątpił by po tym, co się tu wydarzyło, miała jeszcze nastać między Chesterem a resztą atmosfera potrzebna do owocnej współpracy. A to źle rokowało nie tylko na czas Beltaine ale i na przyszłość.
- Zdaje się, że wszyscy potrzebujemy teraz chwili czasu by odetchnąć – zauważył, spoglądając na tych, którzy jeszcze nie odeszli. Posłał im nawet krzywy uśmiech. I chociaż całej sytuacji nie dało się specjalnie obrócić w żart, to liczył na to, że przynajmniej odrobinę zejdzie z nich para. – Nie przejmujcie się nim. Nie mam pojęcia, co mu się dzisiaj stało, ale pamiętajcie, że jesteście dobrymi brygadzistami – i w większości również członkami Zakonu Feniksa, dodał w myślach. – Wiecie na czym polega wasza praca i co musicie robić. A teraz… Mavelle, chodźmy już zająć się tym poszerzaniem przejść. Thomas, gdybyście z góry zauważyli z Heather coś niepokojącego, dajcie znać. Lucy, jak się pośpieszysz, jeszcze dogonisz Brennę, zanim zacznie wasze zadanie – zauważył, a potem razem z brygadzistką Bones poszli wykonać to, które zostało przydzielone im.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (1495), Chester Rookwood (1616), Erik Longbottom (2278), Eutierria (504), Heather Wood (1240), Lucy Longbottom (1166), Mavelle Bones (1471), Patrick Steward (1035), Thomas Hardwick (1131)


Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa