• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 9 Dalej »
[24.08.1972] Poznaj moją siostrę | Sauriel & Victoria

[24.08.1972] Poznaj moją siostrę | Sauriel & Victoria
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#11
05.01.2025, 15:26  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.01.2025, 15:26 przez Victoria Lestrange.)  

Niby nie miał z bachorami do czynienia, niby było „o nie, dziecko” urwane w półsłowa, by nikomu nie sprawić przykrości, ale prawdę mówiąc, to Sauriel bardzo dobrze wszedł w rolę i rozmowę z młodą Liv. Być może miało na to wpływ miejsce – znajome Saurielowi, być może obecność mruczków, albo delikatny uśmiech Victorii… A może to po prostu ciekawskie usposobienie Livii, która przecież nie była delikatną porcelaną w wieku lat sześciu, a młodą, dwunastoletnią damą, która miała już swój pierwszy rok w Hogwarcie za sobą i pierwsze dziesięć miesięcy z dala od domu i Isabelli. Albo – nie był w to tak beznadziejny, jak się podejrzewał, bo miał w końcu tendencję do tego, by bardzo sobie umniejszać. Może tylko myślał, że nie znosi dzieci, a potem… Potem okazywało się, że nie są wcale takie złe.

– No jak nie oczom, to czemu mam ufać? Nosu? – Olivia zmarszczyła zgrabny nosek, jakby chciała to właśnie zaprezentować. Ale nie trzeba było być geniuszem, by wiedzieć, że jak gdzieś śmierdzi, to się tam nie wchodzi, albo nie przebywa się obok kogoś, kto cuchnął. Już zresztą otwierała buzię, żeby dalej się kłócić z Saurielem, ale ten kontynuował, więc ją zamknęła. A potem zmrużyła oczy, przekręciła głowę w jedną, potem w drugą stronę… Potem spojrzała na Victorię, na Sauriela…

– Powinnaś ufać temu, co masz tutaj – Victoria w końcu się zlitowała i popukała się palcem po skroni. – Nie każde złoto jasno błyszczy – dodała, zupełnie nieświadomie cytując słowa przeczytane w książce, którą pożyczył jej Sauriel. Książce, którą przeczytała dla niego i z której wyciągnęła być może więcej, niż Rookwood mógł się spodziewać. – Chodzi mi o to, że–

– Że pozory mylą, wiem – przerwała siostrze i westchnęła cicho. – Są tacy? To powinno się ich… – i Livia uderzyła piąstką w otwartą dłoń, jasno wskazując na to, co powinno się robić z mężczyznami, którzy potem leją panny po pysku: ich powinno się zlać. – No to jak takich rozpoznać? – odezwała się do Sauriela, nie zwracając żadnej uwagi na to, że właśnie pił alkohol. Victoria zresztą posłała mu tylko lekki uśmiech w odpowiedzi na ten niemy toast i kiwnęła do niego głową.

– Pewnie chodzą. Niezły model swoją drogą – Victoria aż tak się tym nie przejmowała, ot rysunek, głupi i pełen stereotypów. – Mógł być chory za życia – i to była prawdopodobna odpowiedź.

A potem wbiła bardzo wymowne spojrzenie w Sauriela, który się zapomniał i znowu mówił łaciną podwórkową wśród dam – a spojrzenie miała bardzo intensywne. Najpewniej była to jedna z jej umiejętności przekazywania ludziom wiadomości bez wypowiadania słów, pewnie dlatego Stanley czasami aż się pocił ze stresu, kiedy patrzyła na niego przenikliwie, kiedy coś mocno przeskrobał. Sauriel nie przeskrobał – był po prostu… mówił brzydko. I to „spuszczanie się” – Victoria była bliska przewrócenia oczami i wysyłania mu lekko gniewnych błysków. Ale Livia się roześmiała.

– Zielony to bardzo ładny kolor – zaperzyła się, a po dwóch sekundach zmrużyła oczy. – Aha, czyli Slytherin też nie – to była łatwa dedukcja, zwłaszcza jeśli Livia miała choć ułamek umysłu Victorii i jej kojarzenia faktów.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#12
06.01.2025, 00:43  ✶  

Na poczucie swobody tego miejsca składało się bardzo wiele elementów. Victoria była jednym z nich. To miejsce - również. Tutaj Sauriel czuł, że jest u siebie, a kiedy czuł, że jest u siebie, na swoim terenie, w miejscu znajomym i lubianym to dostawał przynajmniej 5 punktów do opanowania. I z jakiegoś 69 do akceptacji. Akceptacja wliczała tu w siebie wiele czynników. Tego, co się działo, kto się pojawiał, czemu się pojawiał i co mówił. Jakoś łatwiej przymknąć oko na głupoty, kiedy masz nad nimi poczucie kontroli - nawet jeśli znikomej. Nawet jeśli Sauriel nie miał potrzeby układania życia innym. Przynajmniej dopóki nie zaczęło ich łączyć coś, co wymuszało dopasowywanie się.

- Ooo! Jeśli nie możesz niczemu zaufać - idź za nosem. Bardzo dobrze. - Sparafrazował hasło z Władcy Pierścieni, a Victoria zresztą miała tutaj też dodać piękną frazę, która płynęła poezją na jego uszy. Doskonale. Doooskonale. Aż pokiwał głową z uznaniem dla swojej młodszej uczennicy podążającej tą drogą magii i czarodziejstwa w Śródziemiu. - To też. Tylko lepiej tak - pokazał cios inscenizowany - niż tak. - Powtórzył gest, który zrobiła dziewczynka. Było to w pełni potwierdzenie tego, że dokładnie tak się robiło z takimi frajerami. Właściwie powiedziałby kilka bardziej dosadnych epitetów - i pokazał parę bardziej dosadnych rzeczy - co powinno się z takimi robić, ale darował sobie. Wyjątkowo możemy tu mówić o forach z uwagi na wiek. Takowe były uwzględnione. - Trzeba być obserwatorem. Słuchać. - Albo złapać za szmaty i od razu pokazać, na jakiej płaszczyźnie toczyć się ma szansę ta rozmowa, ale w jego przypadku i to było niepotrzebne. Rozpoznanie cwaniaków i oszustów nigdy nie było proste, ale kiedy był właściwie czas ostrzegania dziecka przed takimi osobami?

Mruknął z potwierdzeniem i skinął mądrze głową, kiedy wspomniała o chorobie. Rzeczywiście - istniały przedziwne choroby, których Sauriel by nawet nie nazwał - ale historia znała dziwaczne przypadki. Jak słynny Dzwonnik z Notre Dame - to też była jakaś choroba. A proszę bardzo - paszczura uznano w świecie mugoli za potwora. Co dopiero w świecie magii, co było widać nawet po Szefie Departamentu od futrzastych i czworonożnych - brzydal. Choroby nie wybierały. Za to niektórzy wybierali klątwę wampiryzmu. Strach przed śmiercią potrafił być straszną rzeczą.

Uśmiechnął się jak na łobuziaka przystanął, kiedy zobaczył minę Victorii. Nie robił tego specjalnie, właściwie trochę próbował się hamować, ale prawda była taka, że nie starał się jakoś wybitnie. Dobrze się bawił, a jej siostra robiła bardzo kontaktowe i przyjazne wrażenie - to i on sam wcale nie miał ochoty się spinać. Ale zaraz Victoria straciła jego zainteresowanie, bo przeniósł wzrok - zawiedziony - na dziewczynkę.

- A co to za teoria z dupy? - Uniósł szklankę, siadając wygodniej. Dokładnie w taki sposób, w jaki siada człowiek, który wiesz, że nie zamierzał się w najbliższym czasie podnosić. Człowiek, który czuje się całkowicie swobodnie w swoim otoczeniu. - Zieleń jest zajebista. - Nawet on potrafił to powiedzieć. Chociaż sam niekoniecznie chętnie by ją nosił. To nie był jakiś wyjątek - on niekoniecznie nosiłby cokolwiek chętnie poza czernią.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#13
06.01.2025, 13:41  ✶  

Cóż, ten dom zdecydowanie można było nazwać jego terenem. Żaden inny wampir się tu nie kręcił, na nikogo innego koty aż tak bardzo się nie cieszyły (oprócz Victorii, oczywiście), no i nikt inny nie posiadał drugiego klucza. Nieistotne, że powodem była ta śmieszna praca jako opiekunka do kotów i fakt, że Victoria sama pracowała o dziwnych porach i czasami robiła jeszcze dziwniejsze nadgodziny, więc nie zawsze mogła Sauriela do siebie wpuścić, gdy było to potrzebne. Fakt był jednak taki, że bycie kocią opiekunką okazywało się… pretekstem. Dla obu stron najwyraźniej.

Z pewnym opóźnieniem do Victorii dotarło co tutaj zrobili oboje. Że rzucali do młodej mądrości z mugolskiej książki. Isabelli by się pewnie od tego żołądek wywrócił, a uświadomienie sobie tego faktu przez ciemnooką też sprawiło, że poczuła się, jakby było to jakieś surrealistyczne doznanie poza ciałem – jakby jej duch wyszedł ze swojej skorupy i oglądał wszystko z boku. Ale to wszystko to była prawda. I być może nawet jej towarzysze nie zwrócą uwagę na to, jak Victoria się zacięła i zamyśliła, bo Liv była zajęta powtarzaniem za Saurielem tego ruchu, który jej pokazywał. Że lepiej tak niż tak.

– Tak dobrze? – zapytała jakże niewinnie, skupiona na zadaniu radzenia sobie z frajerami niemalże tak bardzo, jak Victoria skupiała się na rzeczach, które były dla niej ważne. – Mhmm, obserwować, wąchać i słuchać, zrozumiałam – skwitowała, próbując jeszcze raz powtórzyć cios na frajerów.

– Nie wiedziałam, że lubisz się bić – odezwała się do siostry, widząc jej próby, rzecz jasna była to tylko zaczepka, a nie podejrzewanie siostry o to, że bije w szkole słabszych. Gdyby tak było, to pewnie mieliby w domu o tym jakieś informacje…

– Nie że lubię, ale jak ktoś jest palantem to wiesz… A poza tym muszę ćwiczyć. Chciałabym, żeby mnie wzięli do drużyny Quidditcha, jak Louvaina – szczebiotała dalej, na co Victoria może nawet nieco pobladła (ale tylko dlatego, że miała lęk wysokości), a nie dlatego, że najwyraźniej kuzyn był dla niej jakimś tam kolejnym wzorem. – A ty? Znaczy… pan. Grał pan? – zarumieniła się trochę, zorientowawszy się, że zwróciła się do Sauriela nie tak jak należy.

Victoria z kolei podparła głowę na ręce, opierając się o oparcie na podłokietniku kanapy, przysłuchując się rozmowie Sauriela i Liv, obserwując ich, z małym kotkiem na kolanach. Uśmiechała się delikatnie pod nosem, najwyraźniej ukontentowana ich interakcją, nie chcąc się wtrącać, ani przerywać. Jej delikatne palce gładziły czarne futerko kociaka, i musiała nawet przygryźć usta, kiedy Sauriel posłał jej swój firmowy uśmiech łobuziaka numer jeden. Sama była ciekawa, co Sauriel jeszcze powie młodej o sobie, której myśli najwyraźniej mocno kręciły się teraz wokół powrotu do szkoły.

– Booo mówił pan coś o byciu przegrywem i że tylko ubranie zieleni czyni cię lepszego od innych. Czyli, że nie czuje się pan lepszy od innych – a Liv ewidentnie się czuła, miała w sobie mnóstwo tej dumy, była pełna siebie – i to jeszcze nie zdążyło się w niej utemperować, spokornieć.

– Słoneczko, Ślizgoni nie są lepsi od innych. Nie trzeba się tak czuć będąc w tym domu – to był chyba dobry moment na interwencję. – Jak będziesz się zachowywać w ten sposób, że jesteś od innych lepsza, to ludzie przestaną cię lubić, bo będą się czuli przy tobie gorsi i niepotrzebni. Możesz być w czymś dobra, ba nawet lepsza od innych, możesz być z siebie dumna, ale nigdy nie traktuj ludzi, jakby byli gorsi, nie patrz na nich z góry. Nie na tym polega bycie członkiem domu Slytherina – wiedziała to być może najlepiej, w końcu zadawała się też ze znienawidzonymi Gryfonami, Krukonami… A bliźniak Cynthii był w Hufflepuffie. – Szacunek można sobie wyrobić nie będąc wredną krową – „pizdą” albo „dziwką” było właściwym określeniem, którego nie zamierzała jednak wypowiadać przy siostrze, która zamyśliła się wyraźnie. I powiedziawszy to, Victoria pstryknęła Olivię w nos, dokładnie tak samo, jak czasami robiła to Saurielowi, a młoda z oburzonym „ej!” zakryła go sobie dłońmi.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#14
06.01.2025, 20:56  ✶  

Pretekst. Niekiedy niewiele potrzeba było, żeby ten pretekst osiągnąć. Aby dotrzeć do punkt spełnienia, który gwarantował nam satysfakcję, a jednocześnie wcale nie przyznawać się, że go potrzebowaliśmy. W końcu to wszystko było tylko pretekstem.

- O tak. Tylko mocniej. O tak. Bardzo ładnie! Zuch dziewczyna radząca sobie z frajerami. - Jak szybko można było zdemoralizować dziecko? Własnie prowadzili tutaj mały bieg przełajowy, chyba dostępne były w nim skróty ze względu na podatność na to samej Olivii. Wypuszczona z klatki mała kicia, która nagle mogła skrobnąć poza domem innego życia. Pewnie gdyby wiedziała, że jej druga córka ma szansę spotkać tego okropnego i złego wampira to by jej tak chętnie nie puszczała. - A najlepiej zacząć od tego. - Kopnął - i przez przypadek kopnął przez to stolik. - O kurwa! Sorry! - Aż się zerwał, patrząc, czy czasem coś nie leży teraz na ziemi i nie ma jakiegoś pożaru od świec albo potopu od herbaty. Na szczęście nic takiego się nie stało, tylko podręczniki nieco podskoczyły i Kwiatuszek nauczył się być sprężyną. Jego ogon napuszył się jak szczotka. - Tak nie! Stołów nie bijemy, kopiemy frajerów w krocze. - Prychnął, opadając z powrotem na fotel. Ciekawe, czy do niego też dotrze ten surrealizm? Zatkał dzioba alkoholem, unosząc brwi, kiedy zadane zostało bardzo niewygodne (jego mniemaniem) pytanie.

- O niee, jak ten p... pan. - Chciał powiedzieć: pedał, ale się znowu ugryzł w język. Przy czym mówił to z uśmiechem. Ciężko powiedzieć, żeby łączyła ich wielka przyjaźń kiedykolwiek, ale ta znajomość sama się nieco plotła przez lata. Najpierw Hogwart, a potem... cóż, praca nie wybiera, jak to mówił jego najlepszy przyjaciel! Albo to ktoś inny mówił, ale jakoś Sauriel zawsze łączył to ze Stanleyem, który jako debil poszedł pracować do brygady. I GO PRZYJĘLI. A potem nie zdał egzaminów. Niczego innego się nie spodziewał. Mogli zatrudnić Mewę, ona pewnie by zdała raz dwa... - Znaczy: super przykład, zasuwaj na tej miotełce i rozwal im te głubie mordy. - Wzniósł teraz mały toast w jej kierunku. - Żaden pan. Sauriel jestem. - Wolał się tego trzymać. - A ja też latałem. Ale mnie szybko zdyskwalifikowali. - Uśmiechnął się arogancko, unosząc jeden koniuszek ust w górę. - Dlatego tej rady z rozwalaniem mord na boisku nie bierz sobie za głęboko do serca. - Przecież był taki moment, że nikt nie chciał stawać na jego drodze, kiedy brał pałę do rąk. I się nie dziwił. On miał na tym boisku swoją własną grę, kiedy już był podkurwiony. Czy żałował? Nikogo nie zabił, nie trafił za to do karceru, były tylko świetne kary poprzedniego woźnego... nie, nie żałował.

Ta rozmowa i wymiana informacji między nimi przychodziła naprawdę bardzo naturalnie. Ten przepływ informacji. Nie docierało do niego, że przy tej okazji dociera i do Victorii kilka nowych rzeczy, których o nim nie wiedziała. Prychnął ze śmiechem na jej genialną kalkulację. Już nie z dupy. Była bardzo dobra i bystra - tak i zresztą z uznaniem na nią spojrzał i kiwnął dłonią na znak tego podziwu i okejki. A potem przez chwilę słuchał mądrego wywodu. Owszem, mądrego i potrzebnego. Opinia o domach była jaka była, każdy miał te stereotypy - jedni się w nie wpasowywali, inni nie. Większość ludzi niedowierzała, że jest Krukonem, bo zawalał równo przedmioty i był chyba największych wrzodem na dupie tej szkoły podczas swojego egzystowania tam.

- Mądrze gada czasem ta twoja starsza siorka, nie? - Zerknął z uśmieszkiem na Victorię na chwilę. - Dom nie czyni człowieka. Nikt nie jest gorszy czy lepszy. Jebać te punktacje. - Która tylko napędzała w zasadzie rywalizację, a rywalizacja źle potrafiła działać na dzieciaki. Bardzo źle. Tym bardziej, kiedy zaczynała się faworyzacja profesorów.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#15
06.01.2025, 22:11  ✶  

Victoria uniosła wyżej brwi, oglądając te zmagania Sauriela i Olivii. Znaczy on pokazywał w powietrzu, a Liv powtarzała – również w powietrzu. A potem nastąpiło kopnięcie stołu, na tyle niespodziewane, że nie tylko Kwiatuszek podskoczył jak sprężynka, Tori też podskoczyła na siedząco, i mała Luna też się zerwała, aż plecki jej się wygięły w łuk, ogonek się postawił i zamiauczała z oburzeniem.

Stołu przepraszać nie trzeba było, był tylko meblem i jak Sauriel szybko się zorientował, nic się nikomu i niczemu nie stało. Może oprócz ogólnego wyrwania wszystkich z tego małego letargu (może prócz Livii, która najpierw zakryła sobie usta dłońmi, a potem się roześmiała, jak Sauriel zaczął wszystko i wszystkich przepraszać).

– Jasne, stołów nie, frajerów między nogi – powtórzyła za nim, za co zarobiła rechot od strony Victorii, która już nie wytrzymała i parsknęła, a potem próbowała zamaskować to chrząknięciem i udawanym kaszlem, czym zarobiła sobie spojrzenie od siostry. Młoda uczyła się szybko, tak od Sauriela, co od niej.

– Taa, pan – znowu parsknęła, całkowicie pewna, że to nie to chciał Sauriel powiedzieć na temat jej kuzyna, tylko nie bardzie wiedziała, co w takim razie to miało być. Pan. Pan Louvain jakoś się nie składało w ustach Sauriela – a miała w pamięci jego karteczkę, którą przeczytała już po jego wyjściu, gdy wróciła z Egiptu, odnoście Astarotha i tego, że nazywał Sauriela „PANEM”. – Pewnie się uśmieje, jak mu powiem, że mówisz o nim per pan.

– Ooch był pa… znaczy byłeś pałkarzem? – zainteresowała się szybko, znowu musząc się poprawiać, ale tym razem w drugą stronę: bo przeszli na ty. Jakoś to jedyne, co mogło jej się kojarzyć z rozwalaniem mord i najwyraźniej na ten moment nic więcej jej nie interesowało: tylko Quidditch. Victoria za to sobie słuchała, notowała, przyswajała… Zupełnie przypadkowo mogła się o Saurielu dowiedzieć więcej ponad to, co sam mówił, bo jakoś o czasach szkolnych rozmawiali rzadko. I czemu właściwie? Ale właśnie dlatego się nie odzywała i nie zadawała swoich pytań, nie przy Olivii.

– Tylko czasem? – uniosła brwi i spojrzała ubawiona na Sauriela, a Olivia się roześmiała, a potem kiwnęła kilka razy głową, przyswajając te informacje. By na koniec niż tego ni z owego przechylić się na tej kanapie, sprawiając, że Luna zeskoczyła już ostatecznie z kolan Victorii, i przytuliła się do siostry, najwyraźniej zapominając, że jest zimna jak lód, bo gdy ciemnowłosa objęła ją ręką, to Liv się mimowolnie wzdrygnęła, ale wcale nie oderwała od niej.

– Zawsze, zawsze – wymruczała, a Victoria mimowolnie się uśmiechnęła. – Która jest godzina? Nie chcę żeby mama na mnie potem buczała i zepsuła mi dzień – i było to mądre posunięcie, w końcu i Liv i Victoria wiedziały doskonale, do czego zdolna jest Isabella. I być może był to moment na spakowanie tych kupionych książek, żeby za chwilę stanąć w kominku. – A ty… – wycelowała w Sauriela palec, nadal przylepiona do Victorii. – Wyglądasz mi na gryfona – zawyrokowała.

Victoria musiała bardzo mocno ścisnąć ze sobą usta, żeby się nie roześmiać z tej wielkiej pomyłki, na szczęście Liv nie miała prawa tego widzieć. Ale Sauriel już owszem.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#16
06.01.2025, 23:13  ✶  

Mała jeszcze miała szansę zostać jego godną następczynią. Na starość pokaże jej - patrz, Livia! To jest właśnie kocia ziemia! I pokaże ten osmrodzony Nokturn i jebiące szczynami Ścieżki. No, królestwo godne polecenia, ale każdy miał własne. Nie musiało potem dziwić, czemu Sauriel potrafił tyle jarać. Im więcej pochłoniesz dymu, tym mniej będziesz wyczuwać całą resztę. Małej szło kapitalnie, więc dziedziczyć mogła. Tylko jeszcze właśnie tego jej brakowało - tej zdolności do jarania szlugów na potęgę. Wszystko w swoim czasie... Victoria też potrafiła popalać, to może i ona będzie tutaj przykładnym przykładem. Bo takim PO PROSTU przykładem być nie mogła, przecież to była Victoria. Pokazał jej okejke złożoną z dwóch palców, którą szczególnie upodobali sobie włosi - z jakiegoś powodu. Niewielu szczęśliwców wiedziało, że Sauriel był całkiem światowym człowiekiem, nawet mimo grzania dupska w Londynie, a ostatnio - głównie pod nim.

- To bardzo dobrze. - Wtedy się jakoś podzielą opowieściami o tym, jak Louvain do niego przychodzi i mówi, że na to obszczane spotkanie na Nokturnie zapraszała go jego stara. Piękne epopeje wymieniane między krótkimi słówkami. Mogli się rozmijać nieco z Lou pod kątem tego, jak dbali o to, by widział ich świat, ale dla Sauriela pole porozumienia mieli naprawdę szerokie. Inaczej nie dogadywaliby się wcale. Och, zgrozo... żadna z pań tutaj nie wiedziała, że Louvain Lestrange, o którym sobie tak śmieszkowali, był w zasadzie szefem Sauriela. I to z tej pracy, co nie wybiera. Całkiem go to bawiło, szczególnie w tym kontekście. Siostrzyczka Viki chce być jak Lou, Lou się uśmieje, jak się dowie, że powiedział o nim per "pan"... Takie to wszystko było niewinne.

- Byłem pałkarzem. - Potwierdził. - Kariery nie zrobiłem ani w szkole, ani poza nią. Nie żebym chciał. Nie pamiętam, kiedy ostatnio dosiadałem te kije od miotły. Wżynają się w dupsko. - Żartował sobie nieco z tego, bo w gruncie rzeczy miotły potrafiły być bardzo wygodne. Chyba że faktycznie latałeś na miotle. Eryk może bogaczem nie był, ale nie pozwoliłby synowi latać na złomie, tylko jeszcze ten syn musiałby chcieć cokolwiek wziąć od Eryka - więc wolał wybierać ta starocie z kanciapy. Byle po swojemu, na przekór, nie ważne, że sobie samemu krzywdę przy tym robisz. Niewiele się zmieniło pod tym kątem. - Nie bierz ze mnie przykładu i nie korzystaj z tamtejszych mioteł. Masz już swoją miotłę? Każda zawodniczka powinna mieć własną. I to taką z inicjałami. Żeby każdy wiedział, że to twoja. - A wyrycie takich inicjałów to nie problem, Sauriel mógłby to zrobić od ręki. Jak zresztą każdy. No bo przecież każdy nosił za pasem nóż, prawda? Każdy normalny musiał to robić.

- Taak tyci-tyci. Od czasu do czasu. - Nieprawda, Victoria była bardzo mądra, ale on się teraz wyłącznie z nią przekomarzał, co było zresztą widać po jego minie. Wydawało się, że jest dobrze. To była normalność - te rozmowy, to siedzenie tutaj przy trzaskającym kominku i zdegustowane koty, które właśnie próbowały się ogarnąć po doświadczonym szoku podskakującego stołu. - Widzisz? - Zwrócił się do Victorii ubawiony, kiedy dostał odpowiedź z wyników badań na temat tego, do którego domu przynależał. - Latarnia mojej inteligencji nie świeci za jasno nawet w oczach twojej siostry. - Rozłożył ramiona z zadowoleniem, jakby chciał powiedzieć "no i co ja na to poradzę?" A uhahany był bardzo z tego powodu, nawet jeśli w głos się nie śmiał. - Pudło. Byłem Krukonem. Nie pytaj o mnie nauczycieli - nie chcą mnie pamiętać... albo zapytaj, jeśli chcesz zobaczyć ich utrapiony miny.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#17
07.01.2025, 00:11  ✶  

Fakt, Victoria… popalała sobie czasem. A na pewno nosiła fajki w torebce. Na tyle nerwów ile miała od maja i ile generowała jej praca – nic dziwnego, ze miała czasami ochotę i potrzebę, by puścić to wszystko z dymem. Zwłaszcza, gdy do zmartwienia o siebie, dochodziło jeszcze zmartwienie o innych: o Laurenta i jego stajnię… i o Caina, o którego śmierci dowiedziała się wczoraj, choć tu już nic nie dało się zrobić – tylko się pogodzić. Zrzucała to póki co na bok, dusiła w sobie, a spotkanie z siostrą skutecznie przynajmniej chwilowo oderwało jej myśli od tych mocno negatywnych, od tych związanych z końcem.

Ciemnooka spojrzała na Sauriela niemalże z politowaniem i przewróciła oczami, nie zamierzając tego bardziej komentować. Temat jej kuzyna rozmył się więc w powietrzu, a przynajmniej na ten moment.

– Aaale czaad! – zapiszczała z podniecenia, uradowana z takiej odpowiedzi. Cóż z tego, że nie robił kariery, nie o to chodziło. Liczyło się to, że grał w drużynie. – Może musisz sobie przypomnieć! – widać, że młodą nosiło od tego tematu o miotłach, a potem odrobinkę spochmurniała. – Niee, nie mam. No ale nie jestem w drużynie, pierwszoroczniaków nie przyjmują, ale teeeraaaz… – teraz, kiedy miała być na drugim roku, mogła się zgłosić do kapitana Ślizgonów i może, przy odrobinie szczęścia… – Vikusia? – ależ słodki głosik, ależ słodkie, proszące, niebieskie oczka.

– Słucham? – odwróciła głowę do młodej, czując już w kościach to, co się tu święciło.

– A jak mnie przyjmą do drużyny, to kupisz mi miotłę?

I co ona miała zrobić, odmówić? To od początku było skazane na porażkę, ale dla zachowania efektu milczała, jakby się nad tym zastanawiała. Jakby w ogóle było się nad czym zastanawiać. I nie chodziło tu o żadne pytanie matki, bo oczywiste było, że córki miały mieć wszystko co najlepsze.

– Niech będzie. Jak cię przyjmą, to dostaniesz miotłę – powiedziała w końcu po chwili.

– Jest! – ucieszyła się Liv i mało brakowało, by niczym piłeczka kauczukowa, zaczęła się odbijać od ścian i mebli ze szczęścia. Była jednak damą, wiec tylko zacisnęła w pieści swoje dłonie, a potem chrząknęła i rozprostowała swoją sukieneczkę na udach.

Victoria prawie pokazała Saurielowi język, ale to było przecież ponad nią, więc tylko zmrużyła oczy, jakby tym gestem próbowała go przedrzeźniać.

– Tiara przydziału się nie myli, Sauriel – odparła za to po prostu i wzruszyła ramionami, bo doskonale wiedziała, że może i nie wyglądał, ale w duszy był Krukonem. Był inteligentny, miał łatwość w przyswajaniu wiedzy, nie miał problemu z łamigłówkami, absolutnie był daleki od bycia głupim. Owszem, miał problemy z agresją, ale jeśli to wychodziło również na czas Hogwartu, to być może po prostu już wtedy odreagowywał to, co działo się w domu, to, jak traktował go ojciec. A to wszystko nie sprawiało, że był głupszy, absolutnie nie.

– Naprawdę? – Livia zrobiła wielkie oczy, okrągłe jak galeony, a potem pokręciła głową, jakby mierzyła jego obraz i zachowanie z Krukonami, których znała.

– Po prostu znacie się za krótko. Sauriel to wzdłuż i wszerz Krukon całym sercem, serio. A twojej odpowiedzi nie przyjmuję do wiadomości – tu już zwróciła się do Sauriela, bo latarnia jego inteligencji świeciła mocno. A przynajmniej według niej.

Livia w tym czasie wstała, żeby pozbierać swoje podręczniki i wsadzić je do torby stojącej przy kominku. I Victoria też wstała, żeby się upewnić, że młoda wszystko zgarnęła i nic nie zapomniała, a potem przytuliła ją jeszcze raz. Siostry pożegnały się, życząc sobie dobrej nocy, a potem Liv wrzuciła w ogień proszek, płomień zmienił kolor na zielony i młoda Lestrange weszła w płomienie, a Victoria podała jej torby i kolejną z garści proszku, tym razem, żeby faktycznie mogła się przenieść.

– Papaaa. Fajnie cię było w końcu poznać! – rzuciła jeszcze do Sauriela i pomachała mu, nim rzuciła proszek raz jeszcze i wypowiedziała nazwę celu swojej podróży.

– Tak, papa – powiedziała jej Victoria, a gdy Livia zniknęła w ogniu, dopiero się odwróciła do Sauriela. – I jak wrażenia? – chciała wiedzieć, co myślał o spotkaniu z jej najmłodszą siostrą. Bo wcale nie wydawał się być niezadowolony czy przerażony.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#18
07.01.2025, 23:16  ✶  

Bardzo wątpił, żeby to "wkopanie" w zakup miotły Victorii jakkolwiek przeszkadzało, a na całe szczęście ta uwaga się przerzuciła. Bo już miał głupi pomysł, żeby zaproponować, że to on kupi małej miotełkę. Iść z dzieciakiem na zakupy na Pokątną i kupić jej miotłę. Tak po prostu. Tylko dlatego, że to siostra Victorii. Głupi pomysł. A tak? Siedział sobie wygodnie i w tym momencie spoglądał na Kwiatuszka, który błyszczał jak psu jajca. I właśnie niezainteresowany światem wlazł do doniczki i owinął się wokół kwiatka jak jakaś flądra. I to wcale nie miał na myśli Flądry z Nokturnu. Już nawet nie wiedział i nie pamiętał, do kogo w końcu ten kąt należał. Chyba był po prostu komunistycznym kotem.

Nie wierzył w coś takiego jak nieomylność Tiary, ale to też czyniło go Krukonem - zwątpienie. Poddawanie w wątpliwości, szukanie odpowiedzi, świadomość i wybór tej świadomości. Bo jej ograniczenie nie było żadną wolnością. I nigdy na poważnie nie sądził, że akurat w jego wypadku sie Tiara pomyliła. Nie. Za to tak twierdził i tak mówił, drwił sobie z tego i żartował. Bo dlaczego by nie? Żart pozwalał wiele rzeczy przetrawić na o wiele lepsze rzeczy. Skinął głową w poparciu dla Victorii, że był Krukonem z duszy i serca. Tak, tak było. I to był kolejny dowód na to, że pozory potrafiły bardzo mylić, a pokazówki na zewnątrz też nie zawsze były łatwe do przejrzenia. W zależności od tego, z jakiej strony jeszcze masz okazję na daną osobę spojrzeć.

Podniósł się, żeby pożegnać dziewczynkę. Pochylił się do niej i zamknął dłoń w pięść.

- Patrz, tak się żegnają u mugoli... tylko ani słowa matce. - Zgiął jej palce tak samo, jak swoje. - I zbijamy. - Takim sposobem Livia poznała, jak się robi żółwika. - Trzymaj się mała. Powodzenia w szkole. - Wrócił na swoje miejsce. Zastanawiało go to, czy uda się małą odstawić bez problemów, czy może jednak będzie kolejna wielka kłótnia w domu. A jeśli będzie kłótnia - jak się ona skończy. Mimo to nie zaproponował, że może pójdzie z nimi. I to wcale do końca nie znaczyło, że to dlatego, że tak bardzo szanował niezależność Victorii. Zdawał sobie z tego sprawę. Za to gdyby nie wracała dłużej to wszedłby przez ten kominek do jej domu i chociaż w kominku drzwi żadnych nie było - to wszedłby z drzwiami.

Na szczęście wcale nie musiał. Bo Victoria odesłała tylko młodą - a sama nie poszła z nią. Trochę szkoda. Trochę szkoda, bo przydałby mu się pretekst.

- Fajna dziunia. Będą z niej ludzie. - Chociaż jakim cudem wyrosła taka pod Izką - tego nie rozumiał. Nie musiał jednak. Dziwne rzeczy działy się w rodzinach. Spojrzał na nią. To było dla niej ważne? Wyniki tego spotkania i to, co sądził o jej najmłodszym członku rodziny? A może to, czy czuł się przy tym dobrze? Oba? - A ty? Szczęśliwa? - Spędziła dzień ze swoją siostrzyczką, były razem na iście babskich zakupach... i wydawała się zadowolona. Ale z Victorii często trudno było czytać. Potrafiła pokazywać światu dokładnie tyle, ile chciała pokazać.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#19
08.01.2025, 02:06  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.01.2025, 02:08 przez Victoria Lestrange.)  

Miotła to nie była wcale taka tania sprawa, a Victoria ni cholery się na nich nie znała. Będzie musiała poprosić kogoś o pomoc, kiedy już Olivii uda się dostać do ślizgońskiej drużyny Quidditcha. Tym niemniej… Łatwo to szło, prawda? Jedna rozmowa i już przychodziły chęci, by jednak spędzić więcej czasu z rodziną kobiety, do której się… co. Przychodziło? Z którą co dokładnie się robiło i co chciało się dalej? Victoria była błogo nieświadoma myśli, jakie przebiegały właśnie przez głowę Sauriela, a w pełni skupiona na siostrze nie zauważyła tego, co robił Kwiatuszek. Ale miał do tego tendencję – do układania się w bliskim otoczeniu roślin, na fotelu tuż obok areki, albo właśnie w samej donicy, na ziemi, blisko kwiatków. Od tego właśnie miał jedną część swojego imienia.

Tiara się nie myliła, bo zawsze pozostawał wybór. Może mało dzieciaków zdawało sobie z tego sprawę, ale jeśli miały w głowie, że bardzo chciały dostać się do jakiegoś domu – to najprawdopodobniej właśnie do niego się trafiło, bo było zakorzenione w sercu. Tak, jasne, Tiara wyczytywała cechy charakteru danej osoby, przyporządkowywała je do tego, co wlali do niej założyciele Hogwartu… Ale ostatecznie wybór był dokonany w sercu danej osoby. A Sauriel właśnie w sercu był Krukonem. Nie Ślizgonem ze złą sławą, a Krukonem poszukującym wiedzy – być może niestandardowej… ale wiedzy.

Olivia trochę zmarszczyła nos na słowa o mugolach, ale ostatecznie powtórzyła za Saurielem gest tym ochoczo, jak wyszło, że mogła zrobić coś nielegalnego za plecami matki.

Victoria uśmiechnęła się do Sauriela, kiedy stwierdził, że ta jej mała siostra to tak fajna. Rozpierała ją duma i było to widać – duma starszej siostry. To, jakim cudem taki kwiat wyrósł pod butem Isabelli Lestrange nie było aż takie trudne do zgadnięcia. Ostatecznie… wystarczyło spojrzeć na Victorię – ona też przecież wychowała się w tamtym domu i jaka była…? Na pewno nie taka jak matka… chociaż z pewnością dzieliły niektóre cechy.

– Taak. Potrzebowałam chyba takiego dnia – przyznała ze spokojem i oderwała spojrzenie od Sauriela, patrząc w kominek. – Ostatnio znowu jest… a szkoda gadać – wzruszyła lekko ramionami. Sauriel dobrze ją przeczytał: była zadowolona… i jednocześnie było w tym drugie dno. Był w niej jakiś smutek i być może bezsilność. – Hmm, chyba powinna już wyjść z kominka i zrobić miejsce. Pójdę sprawdzić, czy dotarła bez przeszkód, zaraz wrócę – uśmiechnęła się z lekkością do Sauriela i zaraz wzięła garść proszku w dłoń, by skorzystać z kominka.

Nie, nie było pretekstu. Bo po upewnieniu się, że skrzatka zajęła się Olivią, która przeniosła się do domu cała i zdrowa, bez niespodzianek, Victoria życzyła dobrej nocy i wróciła do siebie. Bez kłótni. Bez rozcięcia na twarzy, po którym ślad był tak blady, że niedługo powinien całkiem zniknąć (a teraz widoczny był tylko, gdy wiedziało się na co patrzeć w odpowiednim świetle, albo z bardzo bliska).

– Szybko minęły te dwa miesiące – odezwała się, gdy już była z powrotem we własnym salonie. – Byłam przyzwyczajona, że zawsze jest obok, a potem poszła do szkoły i teraz widziałam ją tylko tak krótko, a jeszcze wyniosłam się z domu w połowie jej wakacji, tuż przed jej urodzinami – Victoria westchnęła i za chwilę siedziała znowu na kanapie, zerkając na Sauriela. – Ale umówiliśmy się, że odprowadzę ją na pociąg pierwszego – pierwszego września oczywiście. – Chciałam, żebyś ją poznał, ale nie sądziłam, że to się stanie tak… przypadkowo – bo przypadkowe było to, że Sauriel przyszedł. Ot tak. Jaki był pretekst dzisiaj? Oparła głowę na dłoni i wpatrzyła się w czarnowłosego, jakby chciała z niego coś wyczytać. Coś zrozumieć.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#20
08.01.2025, 21:20  ✶  

Nie, Victoria Lestrange nie była taka, jak jej matka. Było jej bardzo daleko do własnej matki. Jednak daleko jej było teraz - po latach, po miesiącach, po wielu walkach. Kiedy ją poznawał wcale by nie powiedział, że była między nimi wielka przestrzeń. Dół, przez który nie przeskoczysz i przez które obie kobiety tylko wodziły za sobą spojrzeniami jak drapieżniki. Lubili się śmiać z facetów - że to jak koguciki. A puść dwie kobiety ze sobą to poziom kogucików zostaje zrównany z ziemią - wchodzimy już na poziom wyżej. Ta mała zaś wydawała się w tym otoczeniu niemalże nietknięta skazą swojej matki - co wcale nie sprawiało, że Sauriel był przekonany, że dokładnie tak było. Tutaj to... tutaj. Takie małe sakrum. Sauriel tutaj też był zupełnie inny niż na szerokich korytarzach niektórych z ulic pod ulicami - w tym drugim świecie, który przemykał pod oczami czarodziei jak i mugoli. Był inny w swoim domu. Był inny, kiedy spotykał się ze Stanleyem. Zdolność człowieka do zmieniania twarzy była jego szansą na przetrwanie. Victoria wiedziała o tym najlepiej - dlatego nosiła maskę oklumencji.

Już właściwie otworzył wargi, żeby powiedzieć "a po co będziesz..!" - jednak nawet nie sformułował myśli. Nie żeby to było zawsze konieczne do jego odzywania się, ale w tym momencie się jakoś stało. Bo jednak - Victoria z nią poszła. Zamrugał parę razy, trochę zdumiony, a trochę wytrącony ze swoich jakże głębokich przemyśleń. Nie zdążył nawet poprzeżywać, że ewentualna okazja przepadła. Oto ona! Noo... nic, tylko czekać. Siorbnął (naprawdę zasiorbał) tę whiskey i podniósł się, żeby sobie dolać więcej. Tak do pełna. Oglądając przy tym na miejsce mocy, które mogło być zgubą i awanturą, a mogło być... istną ostoją spokoju i brakiem wywracania codzienności dobrej Izki do góry nogami. Chociaż "dobra" i "Izka" były, zdaniem Sauriela, słowami wykluczającymi się. Takie naturalne przeciwieństwa.

- No to... faajnie. - Lekko wzruszył jednym ramieniem, robiąc minę wskazującą na to, że tak - w sumie spoko, chociaż jakby nie do końca to łapał. Bycie siostrą. Szok, prawda? Nie wiedział, jak to jest BYĆ SIOSTRĄ, kto by pomyślał... ale przede wszystkim nie wiedział, jak to jest mieć rodzeństwo. Za to wiedział, jak to jest mieć bachory w domu. Miał go w końcu jego kuzyn i to dość bliski. Mieli je ludzie wokół. Kazdemu dziecku narodzonemu pod banderą Rookwoodów - szczerze współczuł. Nawet jeśli kochał kuzyna i lubił z nim pić. I rozmawiać też. I pijanego prowadzić pod nosem Czarnego Pana, żeby ten się nie skapnął na zebraniu, że nawalił kuzyna przed nim... tak. Lubił Augustusa. - Spełniasz się. - Nie wiedział, jak to inaczej określić, ale w sumie... jak to ładnie czasem mawiali: promieniała, o tak. Ona promieniała. Zadowolona ewidentnie, że mogła ten dzień spędzić tak, a nie inaczej. - Już taki ze mnie Kot - spełniam marzenia. - Profesjonalnie, a jakże. Zakręcił butelkę i wrócił do fotela. Victoria nie miała wielce pełnego barka, ale whiskey była tam zawsze. Dobrze wiedział, dlaczego. Dobrze wiedział, że ona sama niekoniecznie ją pijała. Wszystko wydawało się być pretekstem. Powodem, żeby tylko ciągle i uparcie nie mówić o wszystkim wprost i nie robić niczego wprost. Opadł na fotel i spojrzał w kierunku szatynki. - Co? - Zapytał w końcu, kiedy się tak w niego wpatrywała jak... jak... jak czasami gapiły się na niego nastolatki, kiedy grał na gitarze. Lekko zgiął dwa palce i Victoria mogła poczuć, jak niewidzialna siła lekko klepnęła ją w pośladek. - Mrugaj, bo ci oczka wyschną. - Uśmiechnął się szelmowsko. - Teraz się poprawie: jestem królem przypadków. - A nie żadną Wróżką co spełnia marzenia i życzenia. Chociaż to też potrafił... do pewnego stopnia.

- Chcesz dzisiaj spróbować? - Zapytał po dwóch głębokich łykach whiskey. - Jestem głodny. - I ciekawy. Na tyle ciekawy, że zdecydował się przekroczyć tę barierę, której się tak mocno trzymał. I miał szczerą nadzieję, że nie doprowadzi to do żadnej tragedii. Bo kiedy raz barierę przekroczysz - każda następna nagle stawała się... miększa.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Sauriel Rookwood (10461), Victoria Lestrange (12511)


Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa