• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 9 Dalej »
[24.08.1972] Poznaj moją siostrę | Sauriel & Victoria

[24.08.1972] Poznaj moją siostrę | Sauriel & Victoria
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#21
08.01.2025, 23:58  ✶  

A jednak, kiedy Sauriel poznał Victorię, kiedy spotkali się po raz pierwszy poza Hogwartem (a gdzie swoje przynajmniej raz musieli się minąć na korytarzu, a może nawet więcej razy – Victoria tego nie pamiętała), i gdy nie widział pomiędzy matką, a córką aż takiej różnicy – ona już istniała od dawna. Chociaż pomyślał, że przez jej zaróżowione policzki, jest ona podekscytowana tym spotkaniem i wręcz marzy o tym małżeństwie. Sauriel nie mógł być wtedy bardziej odległy od prawdy… i chociaż Victoria miała swoje humorki, nosiła głowę wysoko i zadzierała nosa, bo tak strasznie działał jej na nerwy, ba, popsuł jej nawet świętowanie Nowego Roku i odmawiała, by się z nim widywać, to przecież nie była swoją matką.

Nigdy nie chciała nią być.

Ale też nie wyparłaby jej się, były zbyt podobne z urody i obie miały… cóż, miały trudny charakter dla ogółu społeczeństwa. Victoria też tego nikomu nie ułatwiała, póki nie dotarło się w jakiś sposób do jej serca. Potrafiła być złośliwa, potrafiła być zawistna, mściwa i ich jakże chłodna i obraziłaby się, gdyby ktoś zrobił jej takie porównanie do matki. Dla rodziny, przyjaciół zrobiłaby wiele. Czyż Isabella też tego nie robiła na swój sposób? To jej Victoria mogła podziękować za ambicję, za ten pęd do wiedzy, do bycia lepszą – najlepszą wersją siebie. Nigdy nie odpuszczała.

– Tak, całkiem fajnie – odparła, a na jej ustach błąkał się jakiś taki uśmieszek kogoś, kto nie może się zdecydować czy jest ubawiony reakcją Sauriela, czy ukontentowany spotkaniem z ukochaną siostrzyczką. – No cóż, mój drugi zawód, poza byciem aurorem, to bycie siostrą. To robota na pełen etat – roześmiała się trochę i zmrużyła oczy. – Jedna w Hogwarcie, jedna we Francji, jedna zdominowana przez ego matki, które zajmuje kilka pomieszczeń w domu – wzruszyła ramionami. – Chociaż Daphne i tak nieźle sobie radzi, zawsze była tą cichą no i pracuje z matką w jednym departamencie, więc szybko wskoczyła w rankingu ulubienic i miała większe fory – ciemnowłosa uśmiechnęła się pod nosem z jakąś taką melancholią. W zasadzie… rzadko rozmawiała o swoich siostrach, równie mało co o rodzicach i rodzinie ogólnie, woląc na co dzień skupiać się na innych rzeczach – miała ich w końcu bardzo dużo na głowie. Najwyraźniej dzisiaj nie tylko Victoria mogła się dowiedzieć czegoś o Saurielu. On też mógł przyswoić o niej inne rzeczy, o ogóle wiedział – że ma trzy siostry, pewnie nawet nie pamiętał jak miały na imię i która była która, a szczegóły mógł wyłuskać właśnie teraz, te kawałki życia, które były dla Victorii taką oczywistością, że zapominała o nich opowiadać. – A Liv jest… no jestem dużą częścią jej życia. Ostatecznie byłam obecna przy jej wychowaniu i jak była małym dzieciakiem to wszędzie za mną chodziła – coś w jej spojrzeniu i uśmiechu musiało mówić o tym, ile radości jej to sprawiało. Że miała małego pomocnika, kiedy sadziła ich ogród w Dolinie Godryka. Ogród, po którym nic już nie pozostało, a z którym w maju pomagała jej matka Sauriela, bo Olivia była w szkole.

– Haha, cóż za zmiana narracji – roześmiała się, słysząc, że jest kotem, który spełnia marzenia, a nie kotem, który przynosi pecha. Nie przynosił go, zawsze temu zaprzeczała i zamierzała to robić dalej. Do znudzenia, aż Sauriel w to w końcu uwierzy.

To był fakt, że trzymała tutaj whisky ze względu na niego, że uzupełniała te zapasy regularnie właśnie dla niego. Victoria wolała miód pitny albo kolorowe, śmieszne drinki, czasami wino z winnicy jej wuja Anthonego, czasaaami bardzo rzadko napiła się whisky. Ale ona była tu właśnie dla niego – bo ją lubił, bo pijał. Kolejny z licznych pretekstów robionych przez jedno z nich. Jeśli mężczyźni dzielili się na tych, którzy okazję stwarzali i na tych, którzy z okazji korzystali, to Sauriel był kimś po środku. Stwarzał mnóstwo okazji, korzystał z tych, które dostawał… ale nigdy do końca, zostawiając sobie miejsce na ucieczkę i zostawiając je też jej.

– Nic – zaczęła – Zastanawiam się– – urwała i podskoczyła w miejscu, klepnięta niewidzialną ręką w tyłek i odruchowo aż jej dłoń powędrowała do tyłu, by rozmasować sobie pośladki, nim zrozumiała co się właśnie stało. – Hej! – sarknęła gromiąc go wzrokiem. – Jakiż odważny, chować się za czarami – prowokowała go właśnie odrobinę, bo dlaczego by nie? Król przypadków… oboje wiedzieli że to bardzo kontrolowany “przypadek”. Przypadek, który miał całkiem wysoką szansę na zaistnienie – dlatego nie zaszczyciła tego komentarzem. Ale Sauriel osiągnął jedno: rozproszył ją, więc przestała się w niego wpatrywać tak.

Uniosła wyżej brwi, bo pytanie jakie zadał Sauriel brzmiało wyjątkowo dwuznacznie pomiędzy ich dwójką, biorąc pod uwagę dziwność rozmów, jakie pomiędzy sobą toczyli. Na szczęście nim zdążyło się zrobić dziwnie i nim Victoria zdążyła zapytać co ma na myśli – dodał resztę. Brązowooka potrzebowała chwili, nim jej mózg nadążył, zatrzymawszy się w miejscu przy jego pytaniu, ale w końcu zaskoczył i w jej oczach ukazało się to zrozumienie.

Zamrugała. I lekko przekrzywiła głowę.

– Jesteś pewien? – spytała gładko, bo jeśli Sauriel jednak szukał otwarcia dla ewentualnej ucieczki, to był to odpowiedni moment. Mogłaby kontynuować, że “bo nie będzie już odwrotu”, ale przecież oboje mieli tego pełną świadomość. Victoria miała i była pewna, chciała wiedzieć, jak jej krew może na niego podziałać. Czy to jest głębiej, czy nie ma w niej tego wcale… Jakie to uczucie? I jeśli ktokolwiek miał kosztować jej krwi, to właśnie on, nikt inny. Ale chyba był pewien – skoro to teraz proponował. Czy dlatego przyszedł? Z tą propozycją i przypadkowo natknął się też na Livię?

Czuła pewnego rodzaju napięcie pomiędzy nimi, czuła też swego rodzaju ekscytację, czuła też ciekawość. I on też chyba czuł, skoro potrzebował, najwyraźniej dla kurażu, wypić whisky, a dosłownie teraz miał przecież całą szklankę, którą szybciutko opróżniał.

To wydawało się być znacznie bardziej intymne niż pocałunek, który dzielili. Wiedziała, że Sauriel płaci za możliwość wypicia krwi, ale tutaj nie było mowy o żadnych pieniądzach. Była pełna zgoda. I pełną świadomość, że to krok nad przepaścią.

Lestrange sięgnęła po różdżkę, żeby z jednej z szafek przywołać dwa fiołki eliksiru: wiggenowy i uzupełniający krew. Trzymała je w salonie, blisko kominka, żeby w razie wypadku nie musieć szukać podstawowych eliksirów po całym domu, to nie tak że była przygotowana od dawna na dzisiaj. Nie była.

– To dla mnie – wyjaśniła mu jakby miał jakąś wątpliwość i odłożyła je na stolik. – W razie czego – bo… cóż. Victoria nie wiedziała jak to pójdzie. I on chyba też nie wiedział.

I… co dalej? Ciemne oczy patrzyły na Sauriela przenikliwie i spokojnie. Może na pewien sposób również wyczekująco, ale w żadnym razie nie nagląco.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#22
09.01.2025, 02:59  ✶  

Dla kurażu potrzebował znacznie więcej niż dwa łyki. Potrzebował tamtej szklaneczki, tej i zaraz następnej. Po nią jednak nie musiał już wstawać. Nie było jej siostry, nie było tu nikogo - a nawet przed osobami, które zdawały sobie sprawę z jego talentów nadal udawał, że wcale ich nie ma - że nie opanował magii bezróżdżkowej. Przy Victorii pozwalał sobie na wiele. Opuszczał wiele barier. Gdzieś pomiędzy tym tworzeniem perspektyw i ich wykorzystaniem... Cóż, w końcu wielu by uznało, że z wampira to już nawet nie jest żaden mężczyzna. Chciałbym zobaczyć, jak taka mądrość była mówiona w twarz Josephowi. Albo nie byłoby na co patrzeć..? Być może zdegustowanie i milczenie, obojętne minięcie takiego petenta, byłoby jedyną odpowiedzią, na jaką byłoby tego starego wampira stać. Bezmyślna, niewarta jego uwagi gawiedź - ledwo robactwo w oczach kogoś, na kogo oczach rozgrywała się historia.

Na twoich oczach też będzie się ona rozgrywać, tylko swój start miała iście leniwy. Ach, albo..? Start był jak mignięcie - mignięcie pełne bólu i palenia, włamania do Munga, włamań do sklepów z eliksirami i zaćpania zupełnego, żeby tylko spróbować wyłączyć ten ból, gdy można się było zerwać ze smyczy. Byle tylko nie chcieć zabić wszystkich wokół. Twoja upartość czasem znajdowała swoje odzwierciedlenie w rzeczach dobrych - bo oto można ją było wykorzystać do tego, żeby nie krzywdzić najbliższych.

- Mmm, to kiedy herbatka z resztą sióstr? Ta Daphne na przykład? Ją też mogę zachwycić opowiastką o lataniu na miotełce. - Pewne rzeczy się zmieniają, ale inne pozostawały ciągłe - jak to, że Sauriel nie mógłby tak po prostu przestać kokietować kobiet. Zwyczajnie to lubił. Nie zmieniało to tego, że żadną nie był tak zainteresowany jak Victorią, z żadną inną nie chciał spędzać swojego czasu. Ciekawe, czy druga siostra, ta "lepsza" strona rodziny, też byłaby skłonna mu sprzedać liścia, gdyby nad nią odpowiednio popracować. - To teraz opieka stała się ledwo częściowym etatem. Syndrom porzuconego dziecka? - Chyba tak na to mówili? Syndrom wylatywania z gniazda i takie tam. Jasne, nadal mówili o siostrze, ale z drugiej strony Victoria mówiła o niej jako o istotce niezwykle bliskiej sercu. Takiej, która przestawała być "tylko" siostrą. Stawała się naprawdę ważną jednostką w całym jej życiu. Nie miał co do tego wątpliwości - mogła tego nie mówić. Widział to po niej. Najwyraźniej pozostałe siostry też nie były jej obojętne. - Większe fory... - Zakpił. - Słońce, to brzmi jak potwarz. Nie jak jakiś komplement. - Uniósł jeden kącik w górę. Poniekąd potwarz. Łagodność nie znaczyła jeszcze braku charakteru.

Otworzył ramiona, jakby chciał powiedzieć "cóż mogę poradzić" na stwierdzenie o zmianie narracji. Nie, nie zmienił jej na stałe - nie zamierzał. Jego hasełko pasowało do niego jak ulał i powinno wbijać się w mózgi każdego na nokturnie i pod nim. A to, co poza? To nieistotne. Już dla niego istotne nie było. Tam byli inni, którzy kręcili swoje interesy. Jego podwórko było już obsikane i naznaczone.

- Odwaga to domena głupich. - Honor... nie każdy jakiś miał. Sauriel swój miał. Jakiś. Zamordowanie kogoś w łózku było lepsze niż zamordowanie go walczącego - bo oszczędzałeś energię. Chyba że akurat chciałeś się pobawić. Jak kot bawiący się myszą, zanim ta zdechnie z wyczerpania i w końcu padnie. A on zostawi jej truchło. Bo w końcu nie zabijał jej dla jedzenia. - Gdybym nie był - nie pytałbym. - Albo raczej - nie przyszedłby tutaj z tym. Przyszedłby... z czymkolwiek innym. Albo nie przyszedł akurat tego konkretnego wieczoru wcale. Kolejna ilość whiskey zniknęła w szklance, kiedy przypatrywał się Victorii - i kiedy ona mieliła myśli, w czym jej nie przeszkadzał i chwilę po tym pytaniu. A czas uciekał. Wskazówki przesuwały się nieubłaganie. Zapraszająco skinął palcem na butelkę, która do niego przywędrowała i grzecznie nalała mu do szklanki. Potrzeba było więcej, żeby go upić, ale nie zamierzał się tu upijać. Ta trzecia szklanka nie została nawet muśnięta. Butelka zawędrowała na swoje miejsce, zakorkowana została magią. Śledził jej ruchy, kiedy się podniosła. Wspominała ostatnim razem o tym, że jest gotowa, że chce być gotowa... ostatnim? Czyli w sumie kiedy? Pojęcia nie miał. I myśli mu się trochę rozmywały pod tym kątem, bo wyostrzały się inne - kiedy nieco przestał patrzeć na Victorię jako na nią. Widział za to swoją ofiarę.

Podniósł się powoli, zostawił tę nieruszoną szklankę i usiadł obok niej. Złapał jej dłoń i podwinął rękaw, przesuwając palcem po żyle. Nie tak ciepłej, jak każda inna dłoń. Pewnie i krew nie będzie tak ciepła.

- To zaboli. - Ale ledwo to powiedział i nastąpiło ugryzienie. Szybkie, gwałtowne, kiedy kły przebiły miękką skórę i kropla krwi popłynęła po bladej skórze, wsiąkając w nogawkę spodni Sauriela. Nawet nie było jej tam widać - na tle czarnego materiału.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#23
09.01.2025, 14:27  ✶  

Powinna odczuwać strach przed nieznanym i przed bólem, przed byciem naznaczoną jako posiłek, ale nie było w niej żadnej z tych rzeczy. Nie patrzyła na siebie jak na przedmiot, ani jak obiekt, nie patrzyła na to wszystko jak na żadne zezwierzęcenie – a coś zupełnie naturalnego dla wampirzej natury. Ludzie jeśli mięso zwierząt z więc co czyniło z wampirów większe potwory w tym względzie? Nie odczuwała strachu przed bólem, bo sądziła, że największy miała już za sobą i nie wiązał się w żadnym wypadku z Saurielem. Nie lękała się nieznanego: była ciekawa wniosków, jakie mogą z tego płynąć, była podekscytowana tym doświadczeniem, eksperymentem, kolejnym z pretekstów na ich drodze.

– Jakoś do tej pory nie byłeś zainteresowany – cóż, Daphne była cały czas na miejscu, Primrose nie było, a Olivii wkrótce też miało nie być. Uwagę o zachwycaniu siostry postanowiła nie komentować, bo były rzeczy, których się nie robiło. Jedną z nich było właśnie bajerowanie siostry, albo sióstr kobiety, którą rzekomo było się zainteresowanym. Tak samo nie robiło się tego z jej przyjaciółkami, nawet jeśli był to jakiś tam sposób bycia, i były też rzeczy, których się nie wybaczało, albo nie wybaczało tak łatwo. – Tak jakbym kiedykolwiek miała przestać być siostrą – nie, to było do końca życia, tym bardziej, że była tą najstarszą i przez całe swoje życie była pewnego rodzaju tamą pomiędzy matką, a siostrami – bo to na Victorii była skupiona pierwsza fala uwagi i oczekiwań, to ona była pewnego rodzaju tarczą… chociaż najbardziej skuteczną dopiero w przypadku najmłodszej Livii. – To w żadnym momencie nie jest żadna potwarz. Daphne szuka ciągle swojej drogi i cieszę się, że ma dzięki temu łatwiej. Nie mówiłam ci? Moja matka chciała, żebym pracowała w Departamencie Finansów razem z nią, babcia chciała, żebym była magimedykiem w jej szpitalu, ojciec… każdy chciał czegoś innego, więc zrobiłam po swojemu. Nikt nie był zadowolony, ale też nikt nie był wygrany – uśmiechnęła się leciutko pod nosem, wspominając o tym, jak zrobiła wszystkim na przekór. – Jakbym chciała, żeby było mi lżej, to zrobiłabym to, co chciała Isabella. Moje siostry mają trochę łatwiej, bo i tak przetarłam szlak i zawsze byłam tą, która bierze tę najgorszą część uwagi matki. Ale i tak rozstawiała je po kątach. Trochę mniej, ale nadal. A ja nigdy nie chciałam, żeby musiały przechodzić z nią przez to, co ja – a ułamek tego widział w jej wspomnieniu, jednym z wielu. Łatwo zgadnąć, że Victoria wiele rzeczy brała na barki w związku z siostrami.

– To był krótki moment na rozmyślenie się – tak, tak właśnie myślała, że gdyby nie był pewien – to nie ruszyłby tego tematu. Ale ona też była pewna i nie uciekła, została.

Czas może i mijał, ale czy tykał? Ciemnosłosa miała wrażenie wręcz, że zwolnił, że mieli cały ten czas, którego potrzebowali; on przyglądał się jej, ona jemu. Czy jeśli ten czas minie to moment też się skończy i już nigdy nie wróci? Obserwowała jak nalewał sobie kolejną szklankę alkoholu, ale tej nie tknął, jakby się rozmyślił. I widziała też, że zmienił mu się wzrok, spojrzenie… o ile cokolwiek można było zobaczyć w tych czarnych oczach. Wydawało jej się, że się dało.

Uśmiechnęła się do niego nieco cierpko.

– Wątpię, że będzie bolało bardziej, niż- – nie zdążyła dokończyć. Wątpiła, że będzie bolało bardziej niż te eony bólu, gdy dryfowała na powierzchni czegoś nieznanego. Jak rozrywało jej każdą komórkę ciała, każdy zmysł – i bolało, bolało, bolało… gdy w tym tonęła i nie mogła nawet ruszyć żadnym mięśniem. Gdy nie mogła nawet otworzyć oczu: wtedy, gdy nie wiedziała nawet, że wisi na drzewie, które wyrosło nagle na Polanie Ognisk do góry nogami; gdy nie wiedziała, że leży w łóżku w szpitalu polowym; gdy magimedycy myśleli, że ta czwórka to już trupy, lodowate ciała. Wtedy wiedziała jedynie, że boli. Nie czuła niczego innego niż ból, który o tych mileniaxh stał się nawet przyjacielem… TO był największy ból, jakiego doświadczyła w życiu i bardzo wątpiła, że ugryzienie wampira choćby się do tego zbliży.

Nie zbliżyło się. Dlatego nawet nie jęknęła. Co najwyżej w odruchu drgnęły jej mięśnie na nieświadomie zaciśniętych udach i zacisnęła palce dłoni w pięść, odetchnęła mocniej… i spróbowała je rozprostować. Próbowała się rozluźnić. Czuła bliskość Sauriela obok niej, czuła jego dłonie na jej ręce, czuła jego usta na swojej skórze, zęby w ciele i lekki ruch języka, gdy spijał jej krew. Naturalnym odruchem była próba wyrwania się, ale Victoria miała w sobie bardzo dużo samokontroli i przecież wiedzieli po co to robią – poza tym, że Sauriel był głodny, to chcieli przecież sprawdzić kilka rzeczy. Dlatego tylko zacisnęła palce drugiej ręki na miękkim materiale siedzenia kanapy, przy swojej nodze. Starała się oddychać głęboko. Odchyliła nawet głowę na oparcie kanapy, ale prócz tego bólu, który zdecydowanie był do wytrzymania, nie był wcale taki zły, gdy miało się odpowiednią perspektywę, to… czy powinna czuć się jakoś słabiej? W końcu wampir pił jej krew, a Victorii nawet nie kręciło się w głowie, ot… krwi ubywało, a ona czuła się nawet nieźle jak na tę stratę.

Ośmieliła się nawet zerknąć na Sauriela, na ten akt, którego się właśnie dopuszczali. Nie wiedziała, czy ma coś mówić, czy lepiej się nie odzywać. Nie wiedziała, czy ma coś zrobić, czy po prostu siedzieć, jak siedziała. Więc patrzyła, próbując… zrozumieć. Zrozumieć jego. Z jej ust wydobyło się westchnienie.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#24
09.01.2025, 23:12  ✶  

Czy był teraz zainteresowany jej siostrami? Niee... niekoniecznie. Sauriel nie był przesadnie towarzyskim stworzeniem. Lubił swoją samotność i brak konieczności dopasowywania się do grona ludzi. Swoją niezależność. Relacje zazwyczaj wiązały się ze zobowiązaniami - mało kto chciał ci zaoferować dokładnie taką dozę wolności, jaką ty w tej relacji ustalałeś. Zawsze ktoś chciał coś dla siebie zgarnąć, Sauriel nad kwestią naturalności tego niekoniecznie się zastanawiał. Nie był taki wspaniałomyślny. Z biegiem miesięcy zrobił się z niego większy egoista. Szczególnie po Beltane. Szczególnie po czerwcu. I cóż? Wychodziło mu to na dobre - tak uważał. Czy jednak by miał coś przeciwko poznaniu jej rodzinki? Odpowiedź również brzmiała: nie.

- Oo, proszę... ściemniasz mnie czy siebie? - Spojrzał na nią z politowaniem, kiedy wyjechała z tym, że "gdyby chciała, żeby było lepiej, to grałaby według Isabelli". Nie wierzył w to. I nigdy nie uwierzy, że "wtedy byłoby lepiej". Moglibyśmy tutaj co najwyżej zacząć próbować definiować "lepiej" w różnych perspektywach. - Izka to pizda, nauczyłaby się czegoś od Erika. - Uśmiechnął się cynicznie kącikiem ust. Kochała w sumie swoją matkę? A jej reszta sióstr kochała? Nie był zainteresowany odpowiedzią na to pytanie, bo dla niego nie miało to znaczenia. Mogła ją kochać - on chował dla tej kobiety odpowiednią dawkę swojej nienawiści. Zabiłby ją z mrugnięciem okiem - ale to dlatego, że od długiego przyglądania się, jak zdycha, w końcu wysuszyłyby mu się spojówki. Może pogadanie o tych... niby pierdołach, a przecież ważnych jednak rzeczach kształtujących nasz życiorys, przed pozbawieniem jej cennych zasobów energii nie było takie złe. Wtopiło to w jakąś taką... normę. Albo właśnie było złe całkowicie - dawało złudne wrażenie, że to może być normalne.

Nie mogło.

Starał się trzymać jej rękę ostrożnie, nie zaciskając za mocno palców. Starał się nie ruszać, by kły nie rozerwały skóry bardziej, niż to było potrzebne. Ta krew była dobra. Była tak dobra, że w pierwszej chwili mruknął, zacisnął powieki i jego ręce się bardziej napięły, nacisk stał się odrobinę mocniejszy. Ale to tylko pierwsza chwila. Spojrzał na nią, na jej twarz. Jak normowała oddech, jak starała się zachować spokój, całkowity spokój. Nie ruszać się, nie drgać. Szkoda. Kolejna szkoda. Przemknęło mu przez myśl, że przecież ta krew byłaby doskonała, gdyby tylko zechciała uciekać. Nie było w niej chyba jednak nawet kropelki strachu.

Czego też w niej nie dostrzegał to oznaki słabości. Zmusił się do tego, żeby cofnąć kły i bardziej niż jej twarz zaczęły go interesować umykające krople. Zlizał je, scałował, chociaż te krople z małych ranek płynąć nie przestaną - przynajmniej nie dopóki Victoria ich nie zaleczy. Więc zmusił się do rzeczy kolejnej - puszczenia tej ręki. Przesunął teraz językiem po własnych wargach.

A Victoria nadal wydawała się... nieszczególnie poruszona. Pomimo tego, że wypił z niej całkiem sporo - na tyle, że jego ofiary już zazwyczaj odczuwały zawroty głowy, musiały posiedzieć, odpocząć. A ona jakoś tak... bez większego odzewu. Zlizał resztki krwi z kącików ust - ale chyba się kończyła. Ruchy jego oczu, ruchy jego rąk, nawet to, jak siedział nie przypominały nijak tego rozleniwionego, flegmatycznego Sauriela. Stały się szybsze, można je było posądzić wręcz o nerwowość. Bliżej mu było do tego, czym w istocie był - zwierzęcia, które czuje zapach ofiary.

- Jak się czujesz? - Zadał w końcu to trywialne pytanie. - Jednak jesteś kuleczką energii. - Potwierdził, teraz przesuwając po ustach kciukiem, żeby zobaczyć, czy czasem jeszcze kapka się nie ostała. - Normalnie ludziom robiło się już słabo. - Przy takiej ilości, jaką wypił.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#25
10.01.2025, 00:12  ✶  

Okłamywała… nikogo konkretnego. Chciała, żeby było jej lżej, ale nie chciała dawać satysfakcji matce, nie chciała tego robić swoim kosztem – ten bunt narastał wiec w niej bardzo pomału, gotował się latami, by wybuchnąć z całą mocą w te lato. Każdy przyzwyczajał się do sytuacji: ona, jej siostry, jej matka, jej rodzina… Ale chyba było lepiej. Nie zamierzała też ciągać Sauriela po swojej rodzinie poza rodzicami, jeśli Sauriel nie miał na to ochoty. Chciała, by poznał Olivię, bo ta wróci do domu najszybciej pod koniec grudnia, na Yule, a potem wróci do szkoły, możliwość spotkania jej i poznania była więc mocno ograniczona.

I czego jej matka miałaby się niby uczyć od Eryka? Jak oddać córkę wampirowi? Tego by nie zrobiła – a przynajmniej Victoria chciała w to właśnie wierzyć. Z drugiej strony nie mieściło się w głowie, ze jakikolwiek rodzic może to zrobić swojemu dziecku, a… stało się i Sauriel był tego (nie)żywym dowodem. Nie zasługiwał na to. Nikt nie zasługiwał.

Dla Victorii to wszystko było normalne. Nie było żadną złudą, żadną zabawą, ale też dlatego, że traktowała Sauriela poważnie, nie jak zabaweczkę do odstawienia za chwilę na półkę, kiedy już się znudzi. Nie widziała w tym nic złego, nic nienormalnego – to był świat magii, nie mugoli, którzy zniszczyliby wszystko, co było odstępem od ich pozbawionej wyobraźni normy. Wampiry były częścią tego świata. Może i byli wypaczoną wersją człowieka, bo żyli, choć powinni być martwi, ale to była właśnie magia.

Czas mijał, ale nie uciekał, kiedy tak trwali. Gdy mu się przyglądała, a on odwdzięczał się spojrzeniem, ciągle wgryziony w jej rękę. Nie, nie było w niej strachu, bo już dawno temu obiecała sobie, że nie będzie się go bała. Nie miała pojęcia, że ten strach go napędzał, że go podniecał. Nie wiedziała, że chciałby, żeby się bała. Wielu rzeczy nie wiedziała, bo jej nie powiedział, nie wytłumaczył, a ona nie potrafiła czytać w myślach.

Nie wyrwała mu ręki, kiedy poczuła, że zęby wysunęły się z jej ciała. Kiedy on zlizywał ostatnie krople i całował jej nadgarstek, ona poruszyła palcami, by delikatnie pogładzić go po policzku, a kiedy puścił jej rękę, przejechała tak palcem jeszcze raz, nim ostrożnie zabrała ją do siebie i na nią spojrzała. Na moment tak zamarła, patrząc jak w jakimś transie, jak Sauriel zlizuje jej krew ze swoich ust – nie, nie było w nim tej flegmatyczności. Byli pod tym względem do siebie tacy podobni: powolni, leniwi wręcz w swoich ruchach, nigdzie się nie spieszący… do czasu. Victoria potrafiła ruszać się szybko i zwykle wprawiała tym w osłupienie swoje otoczenie przywykłe do jej powolnego płynięcia przez życie. I z Czarnym Kotem było teraz to samo.

Leciutko się uśmiechnęła i wychyliła do stolika, by złapać za jedną z fiolek i spróbować odkorkować eliksir wiggenowy, co nie było znowu takie proste do zrobienia jedną ręką. Po chwili walki podsunęła ją więc Saurielowi, by jej otworzył, bo nie chciała tego robić jak zwierzę zębami, nadal była przecież damą. Chciała upić jeden łyk, bo tyle powinno wystarczyć na tę rękę.

– Normalnie? – odparła i wzruszyła ramionami. – Nie wiem jak powinnam się czuć prawdę mówiąc – skąd by miała… – Och… – jednak jesteś. To był bardziej wyrok, czy jak możliwość? Bo Victoria miała wrażenie, że otwierały się teraz przed nią pewne drzwi, tylko jeszcze nie wiedziała jakie. Rozszerzyły się jej oczy, gdy z uwagą wpatrywała się w Sauriela. – Czuję się… Nie czuję specjalnej różnicy – przyznała, dając sobie czas na przemyślenie tego, kilka sekund. Nie robiło jej się słabo, nie kręciło jej się w głowie. No… nic w zasadzie się nie działo takiego wielkiego prócz tego, że troszkę bolała ją ręka, ale to była lekka niedogodność, nic wielkiego. – A ty? Jak ty się czujesz? – to też było ważne, może nawet ważniejsze. Czy jej krew była zimna? Czy była nieprzyjemna? Chyba nie, biorąc pod uwagę jego westchnienie na początku. Ale czy teraz nie czuł się jakoś dziwnie, czy nie czuł się źle, nie robiło mu się niedobrze? Zerkała na niego z przejęciem i w końcu sięgnęła po drugą z fiolek.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#26
10.01.2025, 14:17  ✶  

Gdyby naprawdę chciał, żeby się go bała, popracowałby nad tym trochę bardziej. Albo w odwrotną stronę - pracowałby mniej i nie starałby się, żeby naprawdę ich coś łączyło. Żeby go polubiła, żeby sprawiać jej przyjemność. Była duża różnica między chwilową zakusą umysłu, a tym, czego człowiek potrzebował na co dzień. Wystarczyło tylko puścić jej rękę, żeby wróciło to do normy. Przecież nie mógłby patrzeć na nią, gdyby się go bała. Nie mógłby koło niej przebywać - z różnych powodów. Tymczasem złapał od niej ten eliksir i zrobił dokładnie to, czego damy nie robią - otworzył go zębami. Dopiero wtedy jej oddał, żeby mogła go wypić. Nie był tylko przekonany, czy naprawdę był jej jakkolwiek potrzebny... Czego dowodem były słowa, które wypowiedziała jako następne.

- Normalnie. - Powtórzył za nią, badając, czy to jakieś kłamstwo mające na celu uspokojenie go. Chyba nie. Widziałby wtedy cokolwiek, jakąkolwiek zmianę. Jedyne, co dostrzegał natomiast, to jej ciekawość. To, jak się ruszała, jak mówiła, jak nadal błyszczały jej oczy. Nic. Żaden odlot. Więc coś sobie potwierdzili. I teraz powstawało zupełnie inne pytanie - co to zmieniało? Czy cokolwiek zmieniało? - Normalnie. - Odpowiedział tym samym, tylko bez pytania w głosie. Zupełnie nic się nie zmieniło, niczym się ta krew nie różniła od innych, jakie kosztował. Była dobra - nawet bardzo - ale tego by jej nie powiedział. Prędzej powiedziałby, że była wyjątkowo niedobra. Przez moment jeszcze milczał. - Nie ma żadnej różnicy. - Dodał, żeby się nie zastanawiała. A już widział w jej oczach, że się zastanawiała. Kręciły się trybiki tam pod tą kopułą włosów.

Wampiry stawały się częścią łańcucha pokarmowego, pomimo tego, że powstawały wbrew naturze. Co za paradoks, prawda? Stawały się więc normą, ale to, co działo się już między nimi, nie mogło wbijać się w normy czegokolwiek. Kto by pomyślał, że stanie się Zimną przyniesie ze sobą jakąkolwiek wygodę - ta temperatura ciała, która pozwalała się dotykać bez przeszkód przez długi czas, tak chociażby. Nie trzeba było używać magii, bo po prostu było dobrze, jak jest. To, że dopuścił wyjątek do swoich reguł, co tutaj zaszło, nie mogło i nie miało wkradać się właśnie w to: codzienność.

Nie dało się ukryć, że zbierało się w nim napięcie. Wzbierało ono na sile z każdą chwilą, kiedy wzrokiem wędrował po jej twarzy, to na jej rękę, potem gdzieś na stolik, kota, który akurat leżał na donicy i się gapił. Nic go nie interesowało tak bardzo, jak ślady czerwieni. Czuł je w powietrzu. Na krańcu języka. Elektryzujące, przyjemne ciepło, które dawało energię do tego, by być. Tego pragnienia nie dało się ugasić. Mógłby ją zabić, wypić do cna - nie miałby dość. Im więcej brał, tym więcej chciał. Czasem następowało to uczucia przepełnienia, ale ono było tylko chwilowe. Upijające jak wino - wystarczy się przeciągnąć, by wiedzieć, że możesz pić dalej. Żadna ilość nie zwali cię z nóg. Dlatego pracowanie nad umiarem było w tym wszystkim takie ważne.

Podniósł się, żeby odejść kilka kroków - ale nie jakoś szybko. Nie nadmiernie nerwowo. Stanął jednak do Victorii plecami. Głównie po to, żeby ukryć uśmiech zadowolenia, który się pojawił na moment na jego twarzy. Musnął palcami liść kwiatka, przy którym leżał Kwiatuszek, a ten jakby to wyczuł - purrrnął i obrócił się na plecy, patrząc na niego ciekawsko. Z wzajemnością. Ta kobieta sprawiała, że był lepszą wersją siebie. Przy niej czuł się lepszą wersją siebie. Ale wcale nie chciał się wielce zmieniać. Porzucać życia, które prowadził. Sny sprzed paru miesięcy zdawały się tylko snami. A może nie..? Może chciał, tylko się najzwyczajniej w świecie poddał? Musnął drugi listek. Stanie się człowiekiem, jakieś zakładanie rodziny - co za absurd... jak wyglądałoby wtedy jego życie? Nie potrafił sobie tego wyobrazić. Za to potrafił nadal sobie wyobrazić chwile, w których jego dłoń nie drżałaby lekko przez to, że pragnął skraść więcej życia dla siebie.

- Nie powtarzajmy tego więcej. - Powiedział, obracając się w końcu do niej. Tylko już z innym uśmiechem. Tym... saurielowym uśmiechem.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#27
10.01.2025, 22:37  ✶  

Widziała, że jej nie do końca uwierzył. Widziała to w jego minie, w zwątpieniu w jego czarnych oczach, słyszała w głosie, kiedy powtórzył za nią słowo, które wypowiedziała. No ale co innego miała mu powiedzieć? Nigdy żaden wampir nie pił jej krwi, nie wiedziała jak to jest, jak powinna się czuć po stracie takiej ilości (i czy to faktycznie było dużo, czy może jednak nie?), kiedy powiedzieć “stop”, bo już za dużo i za chwilę zemdleje, kiedy uznać, że dzieje się z nią coś dziwnego. Bez jego oceny byłoby to dla niej właściwie niezbyt możliwe na pierwszy rzut oka.

– Tak, no zobacz – i nawet wstała, z tą niezaleczoną ręką dość gwałtownie i zrobiła zgrabny piruet w miejscu, a potem stanęła na jednej nodze robiąc standardowy test na bycie pijanym – pochyliła się tak do przodu i rozłożyła ręce. Nie zachwiała się, nie straciła równowagi, nie zrobiła “ojej, kręci mi się w głowie”. Po wszystkim usiadła grzecznie na miejsce, które do tej pory zajmowała.

Naprawdę nie kłamała.

To było dziwne, prawda? To znaczy nie jej prawdomówność, ale to, jak się czuła. Albo to, czego nie czuła: słabości. To było… zaskakujące. Dla niej również. I sprawiało, że tym bardziej w kąt chowała teorię o energii, która się wyczerpuje, a jej życie jest tykającą mugolską bombą. Skłaniała się ku temu, że teoria nekromantki z Egiptu była tą prawidłową i to również miało swoje wady i zalety… bo co ona mogła zrobić z taką mocą? Jak ją wykorzystać? Ha…

– Naprawdę nic mi nie jest – dodała. A eliksir piła, żeby zaleczyć rany na ręce po jego zębach, żeby nie krwawić dalej. I trochę… na wszelki wypadek, żeby nie okazało się, że to jednak ma na nią jakiś wpływ, tyle że ona go nie czuje i żeby nie stało się tak, że nagle bez ostrzeżenia zasłabnie. Dlatego odebrała fiolkę i wypiła łyka, żeby zbudzić regenerację ciała. – Powinno być, tak? – sam to powiedział, że normalnie ludziom robiło się już słabo.

– Okej – powiedziała, przyglądając mu się badawczo, teraz ona oceniała czy jej nie okłamywał. Ale czemu by to miało w ogóle służyć? To okłamywanie się na tym polu? Oboje chcieli spróbować, więc kompletną bzdurą byłoby teraz oszukiwanie. – Czyli jedno z nas czuje zdecydowane odstępstwo od normy – czyli… bycie Zimną miało wpływ na to równanie. Bycie Zimną najwyraźniej miało wpływ na wiele rzeczy, chociaż głównie na jej życie i interakcje z innymi. I teraz najwyraźniej miało też wpływać na jej samopoczucie, gdyby zechciała część swojej energii podarować wampirowi w darze własnej krwi.

Jaka była normalność pomiędzy nimi? To pytanie dźwięczało w głowie Victorii od miesiąca: odkąd Sauriel przyszedł do niej wkurwiony listami od Cynthii i potem gadał jej, że chce żeby było normalnie między nimi i że normalnie, gdy ktoś zaczyna mieć do niego uczucia, to się odcina, ale tu nie chciał i… a potem sam zrobił ruch, których przeczył wielu rzeczom, które do tej pory robił i mówił. Dlatego… czym była normalność? Niczym, nie istniała. Budowali ją właściwie od zera, wyrzuciwszy za siebie to, jacy byli podczas okresu swojego narzeczeństwa, pod wpływem mocy Beltane. Ich normalność była czystą tablicą, która mogli zapisać dokładnie tak, jak chcieli, by była zapisana.

Nawet ona czuła to dziwne napięcie w Saurielu, którego nie rozumiała. Jak miała rozumieć, skoro tak mało jej mówił i niektóre rzeczy musiała z niego wyciągać niemalże na siłę, a innych nawet nie tykała, nie chcąc go przycisnąć zbyt mocno. Powiodła za nim wzrokiem kiedy wstał i stanął tyłem do niej. W tym czasie wypiła drugą fiolkę eliksiru – ale tym razem z odkorkowaniem poradziła sobie sama oburącz i wypiła go całego: ten miał uzupełnić choć trochę tej wypitej krwi, nie wiedziała, czy jest jej to potrzebne czy nie, ale nie powinno zaszkodzić… chyba. Spoglądała przy tym na jego plecy, na to, jak dotyka roślinę, jakby nad czymś myślał. I to dziwne napięcie… Nie rozumiała, co się dzieje, na to, jak była bystra i inteligentna, jak często czytała z ludzi, Sauriel bywał dla niej prawdziwą zagadką.

– Co się dzieje? – Sauriel się do niej odwrócił, a ona… miała wrażenie, że coś jest nie do końca tak i nie potrafiła powiedzieć dlaczego. To, jak się odsunął, jakby potrzebował się od niej zdystansować, postawić pomiędzy nimi jakąś metaforyczną ścianę. Victoria lekko uniosła brwi w geście zmartwienia – o niego, rzecz jasna. Bo pomyślała sobie, że bał się, że zrobi jej krzywdę… czy coś w ten deseń. – Nie będę cię do niczego zmuszać, ale jak widzisz, ja się mam dobrze – za dobrze podpowiadał umysł, ale póki co go zagłuszyła.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#28
11.01.2025, 02:17  ✶  

Zrobił minę wskazującą na to, że w jego normach przestało być normalnie wraz z chwilą, kiedy wstała. A kiedy odjebała piruet to aż drgnął, prawie że wstał dokładnie w tym momencie. Ręce miał już gotowe do tego, żeby ją łapać, gdyby miała polecieć. Lecz nie. Zrobiła ładny piruecik (ładny!) w tej cudnej sukience, stanęła i rzeczywiście - nic jej nie było. Oto więc nasza normalność. Victoria musząca zapewniać, że nic jej nie jest, za pomocą piruetów. Dobrze byłoby tego uniknąć, z drugiej strony pojął, że musiał wyglądać nietęgo, co najmniej niedowierzająco. Dziwne? Dla niego nie, ale on się naoglądał już swoich ofiar. Tak delikatnie obchodził się tylko z Victorią i z niektórymi dziwkami, które zwyczajnie lubił. Nie powinien jej do tego prowokować, bo gdyby się źle czuła... mogła w końcu tego nie czuć w pierwszej chwili, czasami tak było. Wydawało się, że wszystko dobrze, a jak wstawali i robili krok to nagle miękły nogi. Ludzie potrafili odbierać ubytek krwi, tej energii, na różne sposoby, ale punkt wspólny był ten sam - zmęczenie. Brak sił. chyba że jesteś, najwyraźniej, Zimnym - wtedy to, co normalnie go zaspokajało, stawało się nagle bezproblemowe.

- Dobrze, już dobrze... klapnij, wierzę ci. - Chociaż bardziej wyglądało i brzmiało to tak, jakby nie do końca oswoił się z tym, co widział i chciał, żeby usiadła, bo wcale nie wierzył i nie chciał, żeby sobie krzywdę zrobiła. Zabawnie, że tak brzmiało - bo dokładnie tak było. Saurielowi łatwo przychodziło wypieranie faktów, a tutaj nałożenie rzeczywistości na obrazek, do którego był przyzwyczajony, ewidentnie nie przychodziło prosto. Szczególnie, że to, że się dobrze czuła, paradoksalnie niczego nie poprawiało. To znaczy - COŚ poprawiało. Jego chwilowe samopoczucie. Za to pogarszało to na dłuższy dystans. Nagle potrafił sobie za skutecznie i za szybko wyperswadować pewne rzeczy. Albo właśnie - wperswadować. Usprawiedliwienie gryzienia jej stałoby się oczywiste, bo przecież ona i tak nic nie traci. Kurwa, gdyby ktoś się dowiedział... gdyby się dowiedział... energia iskrzyła w nim tak, że włoski mu dęba stawały. Albo to złość i obawa o to, że ten sekret jednak gdzieś się wyślizgnie na zewnątrz.

- Jesteś Zimną - ewidentnie chuja wiem, co powinno być, a co nie. - Ale wcale nie byliśmy w jakiejkolwiek normie. - Słabości, nudności, zawroty głowy, osłabienie, senność - takie rzeczy widziałem. - Przynajmniej przy ilości krwi, jaką wypił. Taką, żeby głód zniknął - żeby przestał skręcać żołądek, a bestia przestała tak drapać o ściany jego czaszki. Była w bardzo dobrym więzieniu - Sauriel opanował jej kontrolę niemal do perfekcji. Nikt mu dyktował życia nie będzie - włącznie z klątwą, która czyniła go tym, czym był. Przesunął dłonią po twarzy, już stojąc, spoglądając na kominek, to na jakiś mebel, aż w końcu - na nią samą. Tak, jedno czuło odstępstwo od normy. W pozytywnym sensie. - To ma sens. Nie czujesz tego, bo masz i tak za dużo energii. Tacy jak ja żywią się energią, krew jest jej przekaźnikiem. Więc... to ma sens. - I potwierdzali dokładnie to, o czym myślała. Dokładnie to, o czym mówiła nekromantka. Jakoś nie potrafił znaleźć w tym pocieszenia. Może prócz tego, że czuł, że ten potwór w nim siedzący wręcz przeciwnie. Och, aż się oczy świeciły na myśl, jak wiele można było od niej zabr... nie. Obrócił się w bok i usiadł sobie na podłokietniku fotela. Już widział najgorsze scenariusze. I te najsłodsze, co, Kotku?

- Nie jesteś jakąś chodzącą bombką energii do zużywania. Workiem z krwią. - Odparł dosadnie. Wydawało mu się, że już jej to mówił - ale może mówił to tylko w swoich myślach? Może wcale tego nie zwerbalizował, tylko wydawało mu się to oczywiste, wyczytane między wierszami? - Wiem, jak to wygląda. Jakby samokontrola mnie niewiele kosztowała. Gówno prawda. - Sięgnął po tą szklankę i wypił ją całą - właściwie do dna. Potrząsnął potem lekko głową, czarne kosmyki rozpadły się po jego czole. - Nie chcę sobie dawać argumentów do ręki za tym, że spijanie z ciebie życia to dobry pomysł. - Przyłożył tę szklankę do czoła. Tak, to już był ten poziom, że ten alkohol zaczynał czuć.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#29
11.01.2025, 13:12  ✶  

Wyglądało to trochę tak, jakby Sauriel wręcz ją prosił, żeby dalej mu nie udowadniała, że czuje się dobrze – zupełnie jakby bał się, że za chwilę jednak dotrze do niej, że powinno być jej słabo, i upadnie. Widziała to w jego nerwowych ruchach rąk i całego ciała, już cały gotowy, żeby ją łapać, zatrzymywać w miejscu, żeby tylko przestała hasać po mieszkaniu, jakby rozpierało ją za dużo energii. Cóż… najwyraźniej przynajmniej w teorii tak było, na szczęście nie przekładało się to na zwyczajową czy codzienną energiczność Victorii, która zdecydowanie bardziej wolała statyczny tryb życia od odbijania się o ściany.

– Ja też nie wiem, też się tego dopiero uczę – prawdę mówiąc już sądziła, że poznała swoje umiejętności przez ostatnie trzy i pół miesiąca… a teraz okazywało się, że to był dopiero wierzchołek góry lodowej: wszechogarniające zimno i wspomnienia zmarłej babci. A teraz… pod tą powierzchnią było całe morze… energii. Sauriel wymienił rzeczy, które obserwował u tych, od których pił krew i Victoria bardzo wyraźnie się zamyśliła, bo podchodziła do tego poważnie, nie chcąc niczego pominąć. – Niee… nie czuje nic z tego – podkręciła powoli głową, lekko mrużąc oczy, gdy zastanawiała się nad każdą z wymienionych przez niego rzeczy. – Czuję się… no naprawdę normalnie. Znaczy oczywiście czułam to – wskazała na swoją rękę, nie chcąc, by to brzmiało tak, jakby była jakimś superbohaterem, na którego absolutnie nic nie ma wpływu. – Ale nie bolało tak wcale jakoś bardzo – a może to po prostu Sauriel starał się być delikatny, pewnie tak, pewnie można to było zrobić dużo bardziej boleśnie. I była mu za to wdzięczna. – Skleja się to w jakąś tam sensowną całość – przyznała, potwierdzając jego zdanie. – Mówiłam ci, że ta kobieta mówiła z większym sensem i zgadzało się to z tym, co sama zaobserwowałam – na Matkę, jak dobrze, że to przy niej nie potwierdziła tej teorii, że nie spróbowała wskrzesić jaszczurki – to by dopiero było, gdyby się udało… A wszystko wskazywało na to, że… mogłoby się to udać. To nie byłaby już tylko jej tajemnica i tych kilku osób, które o tym wiedziały – które świadomie zostały do tej wiedzy dopuszczone. Gdyby zrobiła to tam… to rozeszłoby się dalej. Może nawet nie udałoby jej się uciec z Egiptu z taką łatwością, a już na pewno nie byłaby w stanie wymazać wszystkiego z głowy tamtej nekromantki. Tak… nadal mogła mieć swoje wątpliwości i nie być pewna teorii.

Kolejne słowa Sauriela były… Powiedział to z taką mocą. Nie, nie mówił jej tego, w zasadzie nigdy o tym nie rozmawiali, poza tym, że gdzieś w marcu powiedziała mu, że spróbuje poszukać sposobu, by mu w tym wszystkim trochę ulżyć. Trochę to trwało i póki co udało jej się ogarnąć tylko jeden eliksir, którego formułę jeszcze dopracowywała i już chyba nawet udało jej się wyeliminować powód, przez który Saurielowi było po nim tak niedobrze, ale to było obiecujące – może i był to tylko jeden, ale nie zamierzała się poddawać. Tym bardziej że obecnie pracowała nad czymś dla Astarotha… albo czymś, co można by było używać na większą skalę, ogłosić – gdyby było sukcesem. Coś, co tymczasowo osłabiało odczucie nienasyconego głodu. Coś, co pozwalałoby im się lepiej kontrolować.

Victoria patrzyła na niego z uniesionymi brwiami, gdy tak niemalże się spiął, a potem na raz wypił całą szklankę whisky. Jego słowa, jego gesty – wszystko wręcz krzyczało o tym, że nie jest spokojny. Był poruszony.

Ona też była. Dlatego wiele nie myśląc, wstała, by skrócić ten dystans pomiędzy nimi. Gdyby to przemyślała… ale to nie był czas ani miejsce na wielkie przemyślenia i planowanie. Sięgnęła do jego ręki, by wyciągnąć tą pustą szklankę, odłożyć ją na stolik. I wtedy przyłożyła mu swoją zimną jak lód dłoń do czoła. Siedział na tym podłokietniku, nie musiała więc bardzo wyciągać tę rękę, ani zadzierać głowę, żeby spojrzeć mu w twarz. Jej łagodne spojrzenie było więc na tym samym poziomie co jego.

– Wiem, że to cię dużo kosztuje. Naprawdę wiem – podkreśliła to słowo, bo czasami budziła się w nocy z tym wspomnieniem na powiekach: tego głodu i ekscytacji z polowania na ofiarę, gdy patrzyła na przerażoną twarz Laurenta. A czasami widziała tam inne osoby. – Rozumiem to – powtórzyła i chciała położyć drugą dłoń na jego policzku, by jej nie uciekł, chociaż wcale nie trzymała go mocno. – Oczywiście rozumiem tylko ułamek, ale myślę, że wystarczający – większy niż innych zapewne. – To, że pijesz z kogoś krew, nie czyni go od razu workiem z krwią, nie dopóki nie będziesz tej osoby traktować przedmiotowo – a ona się tutaj nie czuła w żadnym razie jak przedmiot. To, że wypił jej krew… nadal czuła się osobą, pod tym względem nic się nie zmieniło. – Różnica polega na tym, że moja energia, moje życie się odnawia, a twoja nie – on potrzebował tej krwi, tej energii. To, że ją pił z innych… oczywiście, ludzie potem czuli się osłabieni, ale za jakiś czas wracali do normy, nie musiał za każdym razem pić z kogoś innego. Spijanie życia byłoby wtedy, gdyby przez to umierali każdego razu trochę bardziej. A… tak przecież nie było. – I to nie do końca prawda co mówisz. Najwyraźniej jestem chodzącą bombką energii. Jakimś jej śmiesznym źródłem w żywym organizmie. Nie zrobiłeś dzisiaj nic złego, Sauriel – dodała szeptem.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#30
11.01.2025, 15:56  ✶  

Mówili, że wiedza była cenniejsza od monet. Była. Nie każdą wiedzę można było kupić za pieniądze, za to pieniądz kupisz za wszystko. Byłby bardzo bogatym człowiekiem, gdyby zaczął sprzedawać swoją wiedzę. Na przykład o takiej Victorii i o tym, kim jest. Jak wiele osób by się tym zainteresowało? Mnóstwo. Ile osób zainteresowałoby się szamanką z Afryki, która potrafiła to rozpracować? Też pewnie całkiem sporo nekromantów ograniczonych angielską wstrzemięźliwością do czarnej magii. Były rzeczy - i byli ludzie - których sprzedaż nie wchodziła w grę. Tak samo istniały tajemnice, które dla Sauriela były bezcenne. Żyjąc jedną nogą w dwóch różnych światach rozsądnie rozdzielała jedno od drugiego i bardzo dbał o porządek na granicy. Niestety to dbanie nie wystarczyło do tego, żeby naprawdę tam zagościł. Przechylanie się do Nokturnu... cóż. Podjął swoją decyzję. Własną. Chciał tak myśleć. Kiedy rozumował w ten sposób to nie czuł się więźniem własnej historii, która wyborów pozostawiła mu niewiele.

Więc tak - zgadzało się. Bardzo dobrze było wiedzieć, że działaliśmy w tę stronę. Nadmiaru życia, a nie jego uciekania. Ignorancja wyszła tutaj Saurielowi na zdrowie. Wszyscy robili wielkie oczy, bo "Victorii grozi śmierć", a Sauriel się krzywił ze słowem "bzdura!". Oto więc bzdura wyszła na wierzch - ku dobremu. W innym wypadku jeszcze by tej ignorancji pożałował. Że nie spędził z nią więcej czasu, nie poświęcił jej więcej uwagi... i cały spis wszystkich "ale", które można było skryć za bezczynnością.

Gdy unosił na nią wzrok - to nie było dobre spojrzenie. Było złe. Czemu wstała, czemu podeszła, skoro nie chciał, żeby była blisko. A potem jej dłoń dotknęła jego czoła, a on przymknął powieki. Chłód rozlał się po jego ciele, jakby ten dotyk miał moc, by ugasić cały pożar. Jakby mógł - przecież Victoria sama nie płonęła. I mówiła, że rozumie. Wierzę ci. W tym momencie jej wierzył i rozgrzeszenie było katharsis, którego potrzebował, a z którego to potrzeb nie zdawał sobie sprawy. Nie zrobił niczego złego, bo nic złego się tutaj nie stało. Obopólna zgoda, ciekawość, prowadzenie badań co by było gdyby. Wyszło im to na dobre - potwierdzili słowa wariatki, które okazały się ani trochę nie zwariowane.

W swoim milczeniu rozchylił w końcu powieki, by spojrzeć na nią ponuro. Już nie zły - teraz tylko... no właśnie - tylko co? Trzymał te dłonie na sowich u dach - brakowało tam tylko szklanki. Dłonie odjęte od czoła, w których nie było już żadnego trunku.

- Nie przeceniaj mojego sumienia. - Odparł na jej słowa, że niczego złego dzisiaj nie zrobił. Dziś nie. A jutro? Za tydzień? I zawsze będzie, że to "nic złego", bo "taka już 'natura'?" Tak, Victoria cały czas będzie utrzymywał tę narrację. Wydawało się, że nie mieli szans znaleźć porozumienia na tym polu. Bardzo wątpił, żeby istniało cokolwiek, co powie, żeby go przekonać, że jest inaczej niż sądzi. Za to nie planował jej też przekonywać do swojego zdania. Chciał jedynie, żeby pogodziła się z tym jego. - Jest w porządku, Viki. - Musiał tylko z tego ochłonąć. Złapał jej dłoń i delikatnie ściągnął w dół. Odciągnął od swojej twarzy. - Dobrze, że nic ci nie jest. - Tutaj nie potrzeba było więcej dopowiedzeń. To akurat było dobrze. Bardzo dobrze. Zsunął się powoli z fotela i wstał. - Tylko nie zacznij się świecić jak bombka choinkowa na Pokątnej, dobra?



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Sauriel Rookwood (10461), Victoria Lestrange (12511)


Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa