Nie wydawało się, żeby były tu odpowiedzi dobre i złe. Były tylko odpowiedzi. Nie było przyklaśnięć, nie było też krzywych spojrzeń. Nie było oceny w spojrzeniu, nie było w mowie. Powiedz wszystko, co tylko chcesz i pozwól, żeby to wsiąknęło w te stare meble, w skórę sofy, w perski dywan wyłożony pod nogami. Nie płonął kominek, by można było je spalić, ale hej - lada dzień pojawi się magia, która wywieje je wraz ze sprzątanym kurzem.
- Niektórzy wpisują się w karty historii. Przynoszą zmiany, choć niekoniecznie te, o które walczyli. Nierzadko - zupełnie odmienne. - Tak, Grindelwad był w zasadzie tego bardzo dobrym przykładem. Skończył tragicznie, ale świat nie był zupełnie obojętny na jego animozje. Po prostu skręcił w drugim kierunku, mając dowód na to, że to zło należy zwalczyć i zadeptać jak karalucha. - To rzadka umiejętność - nie tylko patrzeć, ale i widzieć. - Bardzo dumnie wygłoszone słowa, które sprawiły, że wzrok Josepha na chwilę przesunął się po sylwetce kobiety - po kwiatach tej sukienki wyszytych na ciemnym tle i do jej dłoni, która gestem wzburzyła trunek do tańca. Zaraz jednak znów był na jej twarzy.
Dopowiedzenie do stwierdzenia, że pytanie było intymne, nie pojawiło się. Pojawił się za to gest - uniesienie ręki, by lekko okręcić nadgarstkiem i przechylić dłoń od siebie w jej kierunku. Takie oddanie pola. Niekoniecznie zachęcenie do kontynuacji tej myśli, ale z całą pewnością zgodzenie się z myślą. Przytaknięcie, które pojawiło się w lekkim skinieniu głową. Nie musiała tego mówić na głos, Joseph jej nie zachęcał. Jesteś sama ze swoimi myślami, Victorio. To pytanie jest intymne - i dla ciebie intymnym pozostaje. Ono nie miało tendencji do wyciągania sekretów. Ono miało tendencję do poruszenia wnętrza. Niektórzy doskonale wiedzieli, czego pragnęli. Inni... dopiero mieli się dowiedzieć. A jeszcze inni - już to posiadali. Apetyt na więcej u niektórych nie rósł stale.
- Podejmowanie realizacji tych pragnień bądź opieranie się ich... to równie ciekawy temat. - Ten sam, ale zakręcający w inną stronę. To już byli ci, którzy posiadali te pragnienia - i teraz było pytanie, co oni dalej z nimi robią. Albo właśnie czego NIE robią. A każda z grup potrafiła zachować się w tym wszystkim inaczej. - Cerbery to bardzo dobrzy strażnicy tego, co cenne. - Skoro wszystko, co cenne, miała przy sobie - miała również co chronić. To, czy Joseph wierzył Victorii, czy też nie, pozostawało tajemnicą. - Choć pewnie nie polubiłby się z kotami. - A to nawet zabrzmiało jak delikatny żart.
- Nonsens. - Odparł od razu na słowa o tym, że są kierowane do niewłaściwej osoby. Jeśli jednak coś dalej miało się pojawić - nie pojawiło. Tych kroków nie było słychać. Sauriel pojawił się w przejściu.
- Dobry wieczór. - Mruknął, spoglądając najpierw na Victorię, a potem na plecy swojego stwórcy.
- O kocie mowa... - Joseph uśmiechnął się znów.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.