• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[25.08.1972] Joseph Rookwood | Sauriel & Victoria

[25.08.1972] Joseph Rookwood | Sauriel & Victoria
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#11
16.01.2025, 00:21  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.01.2025, 00:21 przez Laurent Prewett.)  

Nie wydawało się, żeby były tu odpowiedzi dobre i złe. Były tylko odpowiedzi. Nie było przyklaśnięć, nie było też krzywych spojrzeń. Nie było oceny w spojrzeniu, nie było w mowie. Powiedz wszystko, co tylko chcesz i pozwól, żeby to wsiąknęło w te stare meble, w skórę sofy, w perski dywan wyłożony pod nogami. Nie płonął kominek, by można było je spalić, ale hej - lada dzień pojawi się magia, która wywieje je wraz ze sprzątanym kurzem.

- Niektórzy wpisują się w karty historii. Przynoszą zmiany, choć niekoniecznie te, o które walczyli. Nierzadko - zupełnie odmienne. - Tak, Grindelwad był w zasadzie tego bardzo dobrym przykładem. Skończył tragicznie, ale świat nie był zupełnie obojętny na jego animozje. Po prostu skręcił w drugim kierunku, mając dowód na to, że to zło należy zwalczyć i zadeptać jak karalucha. - To rzadka umiejętność - nie tylko patrzeć, ale i widzieć. - Bardzo dumnie wygłoszone słowa, które sprawiły, że wzrok Josepha na chwilę przesunął się po sylwetce kobiety - po kwiatach tej sukienki wyszytych na ciemnym tle i do jej dłoni, która gestem wzburzyła trunek do tańca. Zaraz jednak znów był na jej twarzy.

Dopowiedzenie do stwierdzenia, że pytanie było intymne, nie pojawiło się. Pojawił się za to gest - uniesienie ręki, by lekko okręcić nadgarstkiem i przechylić dłoń od siebie w jej kierunku. Takie oddanie pola. Niekoniecznie zachęcenie do kontynuacji tej myśli, ale z całą pewnością zgodzenie się z myślą. Przytaknięcie, które pojawiło się w lekkim skinieniu głową. Nie musiała tego mówić na głos, Joseph jej nie zachęcał. Jesteś sama ze swoimi myślami, Victorio. To pytanie jest intymne - i dla ciebie intymnym pozostaje. Ono nie miało tendencji do wyciągania sekretów. Ono miało tendencję do poruszenia wnętrza. Niektórzy doskonale wiedzieli, czego pragnęli. Inni... dopiero mieli się dowiedzieć. A jeszcze inni - już to posiadali. Apetyt na więcej u niektórych nie rósł stale.

- Podejmowanie realizacji tych pragnień bądź opieranie się ich... to równie ciekawy temat. - Ten sam, ale zakręcający w inną stronę. To już byli ci, którzy posiadali te pragnienia - i teraz było pytanie, co oni dalej z nimi robią. Albo właśnie czego NIE robią. A każda z grup potrafiła zachować się w tym wszystkim inaczej. - Cerbery to bardzo dobrzy strażnicy tego, co cenne. - Skoro wszystko, co cenne, miała przy sobie - miała również co chronić. To, czy Joseph wierzył Victorii, czy też nie, pozostawało tajemnicą. - Choć pewnie nie polubiłby się z kotami. - A to nawet zabrzmiało jak delikatny żart.

- Nonsens. - Odparł od razu na słowa o tym, że są kierowane do niewłaściwej osoby. Jeśli jednak coś dalej miało się pojawić - nie pojawiło. Tych kroków nie było słychać. Sauriel pojawił się w przejściu.

- Dobry wieczór. - Mruknął, spoglądając najpierw na Victorię, a potem na plecy swojego stwórcy.

- O kocie mowa... - Joseph uśmiechnął się znów.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#12
16.01.2025, 01:21  ✶  

Ta rozmowa nie brzmiała jak test, by odpowiedzi mogłyby dobre lub złe. Były jakie były i dawały mały wgląd na osobę, jaką była Victoria i równie mały na to, jaki był Joseph. To była niezobowiązująca rozmowa, ale przy tym pouczająca, nie small talk o pogodzie, gdy nie wiesz, co masz mówić do drugiej strony. Nie, tutaj weszli na sprawy kulturowe, socjologiczne i nieco filozoficzne – nie z każdą osobą przy pierwszej sposobności można było w ten sposób rozmawiać.

– To prawda… Niektórzy trafiają na karty czekoladowych żab, a inni nie – zmrużyła lekko oczy, akcentując żart, bo zdawała sobie sprawę, że starszy Rookwood mógł za cholerę nie wyczuć, kiedy Victoria mówi poważnie, a kiedy nie, zwłaszcza, że w większości potrafiła robić jedno i drugie z kamienną twarzą pokerzysty. – W obecnych czasach, myślę, że niezbędna, żeby przeżyć, a nie utonąć – biorąc pod uwagę wszystko, co ją spotkało od maja, jaki miała zawód, rodzinę i w jakim punkcie życia była obecnie – radziła sobie naprawdę… może nie nieźle, ale jakoś. I uważała, że dostrzega całkiem sporo: w ludziach, z jakimi rozmawiała, jakimi się otaczała, ale też w otoczeniu. To nie była fałszywa skromność, ale nie była też nadmierna pewność siebie. Była za to pewnego rodzaju duma, która wcale nie wypinała piersi.

I nie zamierzała się z tej intymności obdzierać. Zachowała to wszystko dla siebie w milczeniu. Cholernie pewne, że wejdzie jej to do głowy, że zmusi do myślenia… ale to nie był na to odpowiedni dzień, ani chwila. Victoria potrzebowała do tego czasu, spokojniejszych dni, a nie obłożonych poczuciem winy, bezsilnością i żalem z niedokończonych spraw, które już zawsze zostaną takie – urwane w trakcie, niewyjaśnione.

– Studium ludzkiej natury – zgodziła się, ale na te rozważania zapewne potrzebowaliby więcej wina i znacznie więcej czasu, zaś Victoria zastanawiała się, gdzie podział się Sauriel. Przyszło jej nawet do głowy, że ten wredny skrzat to poszedł po Josepha, a nie Sauriela. Ewentualnie… że ten stał za ścianą, słuchał i się dobrze bawił. – Cerber to pies, a psy i koty potrafią się całkiem nieźle dogadywać wbrew pozorom – wyczuła w tym żart… i sama też go poniekąd pociągnęła, mając w głowie kolejne z określeń: pies jako policjant, którym sama była, kot… Czarny Kot, o którego Joseph pytał, czy nie powinna go wliczyć w te swoje przygarnięte mruczki rozjaśniające dzień. Czy i jemu tak te dni rozjaśniał?

Joseph zaprzeczył, a Victoria w odpowiedzi tylko się uśmiechnęła. Jeśli ta rozmowa miała się dalej ciągnąć, to zostało to przerwane przez tak dobrze jej znany głos, który wybrał zaiste idealny moment na wejście. I przez tak znaną jej sylwetkę. Victoria uniosła spojrzenie znad kieliszka i uśmiech, jaki przeciął jej twarz, dla Josepha zapewne był zupełnie innym, niż te, które pokazywała do tej pory – ten uśmiech był dużo łagodniejszy.

– Dobry wieczór – ledwo się powstrzymała od standardowego „hej”. Na komentarz Josepha musiała swój kolejny uśmieszek ukryć w kieliszku. – Zastanawiałam się, czy się dzisiaj zjawisz – ot… zaczepka, miła, nieszkodliwa.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#13
17.01.2025, 14:27  ✶  

Napięcie, jakie pojawiło się w pokoju, było jednostronne. To Sauriel czujnym okiem spoglądał to na Victorię, to na Josepha, nawet starając się ukryć swoje skrzywienie. Wcale mu to dobrze nie wychodziło, ale z drugiej strony wychodziło na tyle, by starania były zauważalne. Joseph spojrzał na dwoją dłoń z sygnetem, przesunął kciukiem o palce, lekko nawet poruszył stopą w górę i w dół. Ot - jakże niewinne oczekiwanie.

- Ach, tak, te śmieszne słodycze z kartami, za którymi młodzież przepada... - W niewinności oczekiwania widać było, że Joseph albo nie odczuwał napięcia za swoimi plecami, pełen ignorancji, albo po prostu nie chciał jej dostrzegać. Nie żałował sobie za to wcale kontynuacji podjętych rozmów, bo dlaczego by miał?

- Jakby mnie ktoś powiadomił, to bym się zjawił szybciej. - Wyrzut? Niee, skądże! Sauriel tylko mordował wzrokiem Josepha i przewiercał mu się przez czaszkę czarnymi oczyma.

- Kiedy zaprasza się damę, Saurielu, pilnuje się godziny i nie trwoni czasu w osamotnieniu. - Odparł spokojnie starszy Rookwood, odkładając uniesioną rękę z powrotem na podłokietnik. Nie odwracał się. Sauriel zrobił dwa kroki w tył - napięty tak, jakby szykował się do skoku. Jakby miał zaraz obnażyć kły i pazury i rzucić się na kark siwowłosego mężczyzny. Od którego nadal nie było żadnej reakcji. Podobno niewiedza to błogosławieństwo. Być może tak było w tym przypadku? Choć przecież ta dwójka znała się nie od dziś. Pod pewnym względem - znali się lepiej niż Sauriel z Victorią. Widać było, że Sauriel zmemlał w ustach przekleństwo.

- No tak... - Odpowiedział kwaśno zamiast "odpierdol się", "będę robił, jak mi się podoba", czy "żadnej damy nie zapraszałem" - co w przypadku czarnowłosego byłoby idealną odzywką na ten moment. Bez pomyślunku o tym, że to mogłoby jednak nieeeco zranić Victorię. Joseph podniósł się z sofy - z gracją, lekkością i tym wolnym, długim krokiem podszedł do Victorii, wyciągając znów dłoń w jej kierunku.

- To była przyjemność, panienko Lestrange. - Ucałował znów jej dłoń. - Chętnie powtórzę naszą małą dysputę. Gdyby odkryła pani, że jednak nie ma wszystkiego, czego potrzebuje, przy sobie, a głód wiedzy wygrywa - zapraszam. Ma pani wiele ciekawych rzeczy na sprzedaż. - Uśmiechnął się z sympatią do niej, nim obrócił i skierował do wyjścia. - Dobrej nocy. - Pożegnał się, obracając ku nim przed wyjściem. Cisza pozwalała jeszcze śledzić jego kroki, kiedy ewidentnie wchodził po schodach na górę.

- Pojebało cię? Czemu ty z nim gadasz? - Odezwał się, ruszając do stolika. Prawie tak, jakby miał złapać Victorię za kołnierz i ją poszarpać - ale nic takiego nie miało miejsca.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#14
17.01.2025, 16:15  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.10.2025, 14:13 przez Victoria Lestrange.)  

– Wielu uważa, że znalezienie się na tych kartach to prawdziwe wyróżnienie – dodała. Fakt, że byli tam przeróżni czarodzieje – w większości już dawno nieżyjący, słynący z różnych rzeczy, nie tylko tych dobrych, wiele było w tym moralnie szarych uczynków, natomiast jakoś się musiały odbić czy przysłużyć społeczeństwu.

Czuła napięcie, jakie wręcz się wylewało z sylwetki Sauriela. Kierowane było zapewne w stronę jego stwórcy, wybrzmiewało w tych kilku słowach, które wypowiedział i widziała je w jego twarzy, gdy stał za plecami Josepha. Sauriel nigdy nie był dobrym aktorem, nie nauczył się kontrolować swoich emocji, jak ona, i wielokrotnie można było z niego czytać… a jednak w większości przypadków pozostawał dla Victorii zagadką. Ale nie w tej chwili. Lestrange starała się nie dać tego po sobie poznać, zachowywała się więc tak samo, jak dotychczas – oszczędna w gestach tylko odrobinę bawiła się winem w kieliszku, ale miło uśmiechała się do Sauriela. Przysłuchiwała się temu z umiarkowanym zainteresowaniem wypisanym na twarzy, chociaż nie powstrzymała uniesienia brwi, gdy czarnowłosy stwierdził, że gdyby ktoś go powiadomił… czyli jednak. Skrzat bardzo zręcznie go nie powiadomił, za to przywołał Josepha? To nie mógł być przypadek w żadnym wypadku i Victoria nie była tak naiwna, by wierzyć w niewinną pomyłkę. Przez moment jej oczy patrzyły to na Sauriela, to na Josepha, chłonąc to napięcie jednego i kompletny brak reakcji drugiego, a w końcu upiła ostatniego łyka i cicho i z gracją odłożyła kieliszek na stolik. Nie oczekiwała, że Sauriel będzie na nią czekać, nigdy tak przecież nie było. Był przyzwyczajony do tego, że skrzat, albo jego matka, prowadzili ją do jego pokoju, gdy już się zjawiła, bez dodatkowych gierek starego wampira. Victoria… chyba zaczynała rozumieć, co tu się działo.

Wstała, jak nakazywała grzeczność i podała Josephowi dłoń, pozwalając mu się zanurzyć w tych starych zwyczajach z ucałowaniem dłoni damy. Damy, którą z pewnością była.

– Dziękuję i wzajemnie – odparła spokojnie i uśmiechnęła się krótko, ale całkiem szczerze, do Josepha. Jego zainteresowanie było dla niej jasne jak na dłoni, ale sama pamiętała dokładnie niezadowolenie Sauriela, którego wcale nie chciała drażnić, ani łamać jego zakazu. Nie był w żadnej mierze w pozycji, by mówić jej, jak ma żyć, ale nie widziała też powodu, dla którego miałaby mu robić na złość, kiedy widać było, że mu na tym zależy. A kiedy wychodząc odwrócił się, życząc im dobrej nocy, dygnęła lekko w krótkim ukłonie, jaki był odpowiedni do pożegnania właściciela. – Dobrej nocy.

I zostali sami, może z odgłosami oddalających się kroków.

Nie cofnęła się, kiedy Sauriel gwałtownie zbliżył się do stolika, przy którym nadal stała, patrząc na to wejście do salonu, a przy poruszeniu – na niego. Za to zmarszczyła lekko brwi w niezadowoleniu na jego słowa.

– A jak to sobie wyobrażałeś? Jest panem tego domu i przyszedł. Zastał mnie, kiedy na ciebie czekałam, chociaż wychodzi na to, że w swojej niewiedzy czekałam bardziej na niego, skoro ten skrzat cię nie powiadomił – odparła, mierząc teraz Sauriela wzrokiem. – A poza tym nie mów do mnie w ten sposób – było w jej głosie jakieś wyzwanie, ale też lekko urażona nuta.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#15
18.01.2025, 00:54  ✶  

Brak strachu w niej był zbawieniem. Naprawdę. Jej spokój sprawiał, że nie mógł łapać bodźców do nakręcania się, ani wcale nie miał ochoty jej atakować. I to zarówno on jako Sauriel, jak i to zwierzę czające się gdzieś w kącie jego świadomości, zawsze głodne, zawsze chcące zanurzyć w czymś kły. W kimś. Lecz ona siedziała. Nawet specjalnie nie drgnęła, co najwyżej mrugnęła, bo nagle zbliżający się obiekt nie sprzyjał oczom. Nic. Zero strachu. Albo był tak głęboko zakopany, że nie pozwalała go zobaczyć. Nie, jej spokój go nie wkurwiał - jej spokój go łagodził. Nawet teraz, kiedy zgrzytał w zasadzie zębami, nie podchodząc już kolejnego kroku. Dwa kroki koło niej. Mógł przysiąść na oparciu, ale... nie teraz. Teraz jeszcze za wiele w nim buzowało.

Albo uspokoił by go bardziej, gdyby nie to ściągnięte brwi. Jakby była niezadowolona. Oczywiście, bo przecież nie mogła być niezadowolona. Miała teraz przepraszać, booo... tutaj na pewno byłyby jakieś (nie)logiczne argumenty, gdyby Sauriel się zastanawiał. Ale nie zastanawiał. Jego głowa się gotowała. Jeszcze nie wrzała, jeszcze bąble nie powodowały trwałych szkód na jego skórze, ale blisko była bulgotania informującego, że osiągnął najwyższą temperaturę.

- Kurwa, mówiłem ci! Nie mów do niego! Trzeba było tego starca, nie wiem, przeprosić... cokolwiek! - Nie był teraz skłonny na wynajdywanie wielkich pomysłów, jak to mogło zostać rozegrane, bo nawet nie chciał nad tym myśleć. Na pewno było milion lepszych rozwiązań niż siedzenie, żartowanie sobie tutaj z nim i miła, sympatyczna pogawędka. Miłe gawędzenie, oj tak! Bo wiedział, że sobie miło gawędzili. Słuchał przez jakiś czas tej wymiany zdań.

Gotować naprawdę się zaczęło dopiero po jej tonie.

- W jaki kurwa sposób mam do ciebie nie mówić?! - Łatwo było całą ekspresję zebraną przez Josepha i całe to napięcie przerzucić na kogoś innego. Victoria była tutaj tylko ofiarą, bo zachowała się najlepiej, jak mogła. Pokazała klasę, a rozmowa przecież nie była groźna. Nie była też bezowocna. Joseph nie naciskał, nie wypytywał nachalnie. Nie insynuował żadnych złych czy dobrych rzeczy. Ale może, tylko może, dobrze wiedział, że tylko taka reakcja mogłaby się tu pojawić..? Złość. A może wcale się nad tym nie zastanowił i rzeczywiście chciał tylko powitać gościa i poznać kobietę, której jego syn nie mógł sobie wybić z głowy? Pytania nieistotne na teraz, kiedy płomyk pod garnkiem buzował, a jego pokrywka już zaczynała się trząść od temperatury powoli bulgoczącej wody.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#16
18.01.2025, 01:34  ✶  

A czego miała się bać? Sauriel miał mnóstwo okazji, by zrobić jej krzywdę i nie wykorzystał żadnej z nich. Ba, każdy człowiek mógł kogoś skrzywdzić w każdej chwili, a jakoś ludzie z natury nie podchodzili do wszystkich z myślą „skrzywdzi mnie”. I Victoria też nie podchodziła. Inaczej ta relacja nie miałaby najmniejszego sensu – bać się osoby, z którą spędza się czas, która tak mieszała w głowie…? Nie. Dlatego nie drgnęła i wcale nie chowała głęboko strachu, bo go zwyczajnie w niej nie było. Tak, Sauriel był silny, mógł też machnąć dłonią bez wyciągania różdżki i przetrącić jej kości, ale… niby jaki miałby w tym cel? I jaki miałaby ona przychodząc tutaj do niego?

Tymczasem nie spodobało jej się to oskarżenie, zero zaskoczenia. Przecież grzecznie czekała na Sauriela i nie robiła niczego ryzykownego ponad to, że znajdowała się w domu, który należał do Josepha Rookwooda, stwórcy Sauriela. I tak, napiła się z nim wina, które zresztą sama dla niego przyniosła, w geście dobrego wychowania. Nic ponad to. A jednak… Musiała się z tego tłumaczyć, prawda? Chociaż to nie była jej wina. Pojebało cię?

– Co, miałam przeprosić i wyjść, chociaż dopiero przyszłam? – Victoria uniosła wyżej jedną brew, w lekkim niedowierzaniu tego, co słyszy. – Przypomnę ci, że czekałam na ciebie. To nie było takie znowu nie do przewidzenia, a jak tak ci się to nie podoba, to trzeba było mi otworzyć drzwi – to było niedorzeczne, ta rozmowa i te zarzuty. I o co? Przecież była absolutnie cała i zdrowa, a rozmowa z Josephem nie była w żadnej mierze nieprzyjemna, nie groził jej, nie sugerował niczego nieprzyjemnego. Zresztą… Joseph sam już zdążył Saurielowi wytknąć, że skoro już zaprosił do siebie gościa, to należałoby pilnować godziny – Victorii aż tak to nie przeszkadzało, prócz tych absurdalnych zarzutów i zakazów. – Odrobina manier i dobrego wychowania jeszcze nikomu nie zaszkodziła, nie bądź niemądry – bo dokładnie tak się w tej chwili zachowywał: niemądrze.

Victoria przymknęła na dwie boleśnie długie sekundy powieki i głośno westchnęła, słysząc ten kolejny wybuch. Sauriel nie krzyczał… jeszcze, ale był bardzo blisko wybuchu, słyszała to w jego tonie. Miała ochotę złapać palcami nasadę swojego nosa, jak to często ludzie pokazowo robili, ale ani drgnęła. Po prostu ponownie na niego spojrzała.

– Właśnie tak – powiedziała na wydechu. – Jakbym była twoim znajomym z Nokturnu. Nie pojebało mnie – zaakcentowała, wcale nie podnosząc głosu. Nie czuła, żeby była ku temu potrzeba i emocje aż tak nie brały nad nią góry. Victoria rzadko krzyczała – zwykle była irytująco… zamknięta. Emocje zwykle zbierały się w niej, kotłowały, nie wylewając zanadto na zewnątrz, aż ostatecznie dochodziło do samozapłonu i spektakularnej eksplozji rażącej wszystko i wszystkich. – Nie jestem… Nie jestem jakąś ścierą z rynsztoka, żebyś tak się do mnie zwracał – jej spokój… był. I był pozorny, bo było w niej też coś ostrzegawczego, co czaiło się w tych błyskach oczu.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#17
18.01.2025, 02:34  ✶  

- Tak, tak miałaś zrobić. - Nie myślał tak. Na pewno? Nie myślisz tak? Dlaczego miałbyś myśleć inaczej? Czmeu miałbyś sądzić, że jednak powinna tu siedzieć, rozmawiać z nim? Z nim nikt nie powinien rozmawiać. Nikt nie powinien się spotykać. To Diabeł - Lucyfer w ludzkiej skórze, który włożył elegancki garnitur i ze swoim sympatycznym uśmiechem tylko rozmawiał. Nic poza tym! Niewinna rozmowa, zero ukrytych zamiarów! A potem nagle świat wywracał się do góry nogami, a on nadal jakże niewinnie rozkładał ręce! Nie istniało pojęcie niewinności i przypadku przy tym wampirze, Sauriel w to nie wierzył i nie przyjmował do wiadomości, że... a jednak go słuchasz. ZAMKNIJ SIĘ! - Kurwa, skąd miałem wiedzieć, że już jesteś! - Byłoby łatwiej umawiać się na konkretną godzinę, prawda? Zacznijmy od tego. Tak, można się przeprosić, powiedzieć sobie, że jednak faktycznie - nic się nie stało! Tylko winko, tylko kilka słów, doprawdy, o co tyle krzyku, Saurielu! Prawie słyszysz w swojej głowie ten pouczający ton starszego Rookwooda. Niby pełen niezrozumienia, o co się pieklić, po co tyle gniewu, a jednak to zdumienie jakoś nie sięgało jego twarzy, jego oczu. Było tylko w głosie, brzmiąc tak, jak chciał, żeby brzmiało. I ludzie to kupowali! Niektórzy po czasie dopiero uświadamiali sobie, że hej - coś było nie tak... pojedyncze przypadki, kiedy kłamstwo zachodzi już tak daleko, że obraz przestaje być spójny. Joseph wmówiłby innym, że urodziła ich suka pudla - i też by w to uwierzyli. - W tym wypadku - mogła. - Tak gorąco i święcie przekonany co do tego, że dyskusja nad tym spełzała na niczym. Tylko teraz? Czy to jeden z tych tematów, przed którymi potem się ucieka i już do niego nie wraca? A może jeden z tych, który trzeba uciąć teraz - i potem koniecznie wrócić?

Gniew. Najgorszy doradca do rozmów. Najgorsze tło dla muzyki, które powinno być wzajemnym przerabianiem tematu. Dyskutowanie nad problemami. Rozwiązywanie niemożliwego - przecież tego chcieli w tej relacji! Tego chciał Sauriel - akceptacji, bo niekoniecznie zrozumienia. Nie musiała cię przecież rozumieć, a to, że próbowała, tylko czyniło wszystko słodszym.

- Kurwa, specjalny płatek śniegu... - Nagle jej się nie zachciało być "znajomym z Nokturnu", pierdolona księżniczka z czystokrwistego domu. Przesunął dłonią po twarzy i odszedł dwa kroki, obracając się do niej plecami. To działało, tak? Jakoś tak ktoś kiedyś mówił... jak się wkurwiasz - wyjdź. Aha, tak, a potem Victoria będzie robić foszki, że wyszedł? Albo smutne minki? Nie, nic z tego nie było ruszane głową w rozsądnym kierunku. - Ooo! - Obrócił się z uśmiechem na twarzy. - Więc teraz moi znajomi to ściery z rynsztoka. Bardzo ładnie, panienko Lestrange. Może nie zauważyłaś, ale ja z tego rynsztoka też pochodzę.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#18
18.01.2025, 03:31  ✶  

Miała doświadczenie w kłótniach: ze swoją matką. Zwykle wyglądało to tak, że Isabella wyrażała swoje niezadowolenie dobitnie, a wszelkie oznaki buntu od strony Victorii były bardzo prędko tłumione… do czasu, bo były okazje, kiedy młodsza Lestrange stawiała się matce. Czasami spotykały ja konsekwencje, czasami nie – ale dzisiaj już nie miało to żadnego znaczenia. Ale kłótnie z Saurielem to było coś zupełnie innego. Nie mieli ich dużo, zdarzyły się oczywiście, to Sauriel był tym.. który wybuchał, Victoria mogła co najwyżej podsycać jego złość do pewnego momentu, ale była też tym elementem, który wszystko ochładza. Dzisiaj, tak jak te poprzednie razy. Póki co robiła za wspaniałą podpałkę.

I może sobie wyglądała, jakby ją to nie ruszało, ale nic bardziej mylnego. To, że zwykle jej twarz była taka spokojna, pozbawiona emocji… Teraz nie była. Nie była też w pełni ekspresyjna, ale coś można było z niej odczytać. Nie czuła się dobrze, ze ta kłótnia wybuchła teraz. Tutaj. Czuła się super niepewnie na tym terenie. Nie czuła się dobrze, że kłótnia wybuchła w ogóle i to jeszcze o… O co. Że rozmawiała z właścicielem tej kamienicy? Tym samym, który był też ojcem Sauriela? Który przyjął go pod swój dach?

Wypuściła z irytacją powietrze przez usta.

– Nie jestem pięknym ptaszkiem, którego można zamknąć w złotej klatce – znaczyło ni mniej, ni więcej, że nie pozwoli sobie rozkazywać i zamknąć się w kolejnych wielkich zasadach, których miała po dziurki w nosie. – Szanuję twoje zdanie i nie robiłam ci na przekór – to była prawda. Mogłaby się założyć, ze Joseph posiadał ogromną wiedzę, którą można byłoby wykorzystać, którą ona mogła wykorzystać, ale jednak nie tknęła tego tematu nawet palcem. Bo Sauriel jej tego zakazał – a wcale nie musiała się go słuchać, bo z jakiej racji? – Ale nie możesz wymagać, że będę ignorować drugą osobę, która sama przyjdzie ze mną porozmawiać na swoim terenie. To idiotyczne tak palić mosty.

Nie była przecież głupia i doskonale, naprawdę, doskonale zdawała sobie sprawę, że w tamtej rozmowie było drugie dno, przecież widziała i słyszała jak bawił się słowami – wiec ona podjęła tę gierkę i robiła to samo. Miała kilka momentów zastanowienia odnośnie tego, ile Joseph o niej wie, o tej przeprowadzce na przykład: bo przecież nie musiała mówić o teraz, w końcu, jak każdy inny dzieciak, mieszkała kilka lat w Hogwarcie, więc technicznie tam tez się… przeprowadzała. I bardzo szybko pojęła, że skrzat powiadomił pana – swojego pana, Josepha, a nie pana, z którym się dzisiaj tutaj umówiła. To wszystko to była jedna wielka gierka i Joseph nie był niewinny. Wiedziała to! A Sauriel zachowywał się, jakby była ślepą ignorantką, która zaraz uzna, że achh, jaki on jest kochany, Sauriel, o co ci chodzi!

Miała ochotę przewrócić oczami. Miała też ochotę tupnąć nogą i postawić na swoim – bo znowu to robił. Znowu ją obrażał, chociaż bardzo wyraźnie mu zakomunikowała, żeby w ten sposób z nią nie rozmawiał. To była jej granica, wyrysowana bardzo wyraźnie, a którą Rookwood ciągle uparcie przekraczał, nie mając żadnych hamulców, żadnego filtra na buzi. Miała ochotę zgrzytnąć zębami, ale jedyne co zrobiła, to zacisnęła zęby, żeby nie powiedzieć czegoś, czego za chwilę będzie żałowała, a co tylko wszystko popsuje. Bo już i tak… cokolwiek nie mówiła, to Sauriel odwracał kota ogonem. Miała ochotę, przez moment, strzelić mu niczym z bicza, że och tak, wyciągaj moje słowa z kontekstu dalej, na pewno się dogadamy, ale zamiast tego zacisnęła dłonie w pięści, pozwalając, by paznokcie mocno wbiły się w miękką skórę. Ten lekki ból odrobinę otrzeźwiał.

– To oczywiste, że w danym towarzystwie panuje konkretna konwencja odzywania się do siebie, dlatego informuję cię, że ta mi nie odpowiada! – jasne, teraz była „panienką Lestrange”, jakże kpiąco. Na końcu języka miała „paniczu Rookwood”, ale się w niego ugryzła. – Więc nie obrażam twoich znajomych, chyba że każda jedna mątwa z Nokturna jest ci bliska. Jedynie zauważam fakt – niemalże to wysyczała, a kiedy zobaczyła ten jego uśmiech, to poczuła, że coś się w niej przekręciło. A może po prostu wstrzymała oddech. – Sauriel, przestań! – to był rozkaz? Błaganie? Bardziej coś pomiędzy. Nie miała się nawet gdzie cofnąć, bo za swoimi plecami miała kanapę, którą dotykała tyłem nóg.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#19
19.01.2025, 17:07  ✶  

Ooch, to ich jak najbardziej łączyło! Doświadczenie w kłótniach - ona z matką, on ze swoim ojcem. I oba wyglądały zupełnie inaczej i nie dało się ich do siebie przyrównać. A jednak głos się podnosił, jednak agresja rosła. Czasem uzewnętrzniona, a czasem chowająca się tylko między słowami, koło nogami. Przewracana, przydeptywana. Ludzie deptali w kółko trawniki, a one i tak rodziły nową trawę.

Hasło o złotej klatce przeleciało nad jego głową - niezrozumiane, zbyt metaforyczne w swoich wyrażeniu, kiedy tu i teraz buzowało pod nogami. Lekko więc tylko zmarszczył brwi - i idziemy dalej. Nie zatrzymujemy się, tu nie ma czasu na myślenie, na kalkulowanie... na nic nie było czasu. Bo gdyby był tutaj czas to przecież niewiele z tych słów by padło. Byłby niezadowolony, pokazywał to wszem i wobec, ale kurwy nie leciałyby w każdym zdaniu, a głos nie byłby na granicy krzyku. Może ktoś na tym piętrze właśnie uśmiechał się, siedząc z filiżanką herbaty i słuchając te jakże wybitne wymiany zdań. Może ktoś był zadowolony z tego małego psikusa. A może wcale nie podejrzewał, że rzecz ruszy z kopyta już od paru zamienionych zdań, jakie Victoria mu poświęci.

- Ignorować? Byłaś umówiona ze mną! - Pokazał na siebie ruchem dłoni, wyprostowanymi palcami na własną klatkę piersiową. Nie zastanawiał się nawet nad tym ruchem. To było przeciwieństwo do bezruchu i spokoju, które znajdowało się w tym pomieszczeniu jeszcze przed chwilą. Całkowite jego zaprzeczenie. Kathrina, która w USA zasiała taki popłoch, miała pewnie podobną siłę. - Ale świetnie się z nim tu bawiłaś! - Ich rozmowa wcale nie brzmiała, jakby Victoria niemiło spędziła czas. Brzmiała dokładnie tak, jakby bawiła się super i nawet jeśli coś ukrywała to nie była z niej wielka aktorka - jej śmiech nie był udawany, tak jak i ton głosu momentami. I co do tego miało palenie mostów? Zmarszczył brwi mocniej i teraz z niezrozumienia i zirytowania lekko potrząsnął głową.

- Kurwa, nie jesteśmy w szkole! - Czasami Victoria chyba o tym zapominała, skoro musiała wyjeżdżać z takimi wielkimi POUCZENIAMI. Sauriel aż wyrzucił te ręce w górę i odszedł od niej parę kroków, kiedy już to powiedział. Obrócił się do niej plecami. Ale zaraz znowu stał do niej przodem. I byłby krzyczał dalej, gdyby nie to jedno słowo połączone z jego imieniem. Przestań. Załamujące się gdzieś na przestrzeni wrażliwości i złości, mieszająca się bezradność z... czymś. Czymkolwiek. Przejechał dłonią znów po twarzy i zatrzymał ją na wysokości swoich ust. Zastygł. Zamarł. Drugą rękę oparł na biodrze.

Zagościła cisza.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#20
19.01.2025, 18:48  ✶  

W Victorii nie było obecnie agresji, nie mówiła, by zranić, by zabolało, by dopiec, nie dało się jednak ukryć, że najlepszą obroną był atak… A przynajmniej tak mówili niektórzy. Victoria w to nie wierzyła – i widać to było we wszystkim co robiła: w wykalkulowanych ruchach, niespiesznych akcjach, w specjalizacji jaką obrała w zaklęciach. Bo choć bardzo dobrze znała te ofensywne, gdzie kształtowało się coś z niczego, to w pierwszej kolejności przez lata doskonaliła sztukę obrony i rozpraszania magii. Pierwszym działaniem Victorii Lestrange zawsze była defensywa.

I teraz, poniekąd, też tak było. To Sauriel atakował, wyrzucał z siebie te podmuchy złości i ognia, które ocierały się o nią i parzyły. Bolało – ale głównie niezrozumienie z tego, co się właśnie działo. Z tego co niby zrobiła nie tak i co powinna była zrobić, żeby tego wszystkiego uniknąć. Miała tu nie przychodzić? Przecież sam chciał, więc oto była, kompletnie nie wiedząc, czego miała się spodziewać, więc grała neutralnie. Neutralność najwyraźniej była błędem.

– I czekałam na ciebie cały czas – oczywiście, że była umówiona z Saurielem, przecież o tym wiedziała i nie zapomniała ani razu. Zastanawiała się, w trakcie rozmowy z Josephem, kilka razy, gdzie jest Sauriel i czemu go jeszcze nie ma, przecież to nie tak, że nagle jej się znudził i wolała rozmawiać z jego ojcem. Stwórcą. Zwał jak zwał. – Przecież ja nie… – nie dokończyła, urwała, nagle czując, że nie ma bladego pojęcia, co powinna powiedzieć. Co chciała powiedzieć. Zmarszczyła brwi, znowu, i uniosła spojrzenie na Sauriela. – Mamy najwyraźniej różne definicje słowa „świetnie” – odparła, bo nie powiedziałaby, że była to taka dobra zabawa. Nie miała póki co zdania do tego, jak się bawiła, nie zdążyła tego jeszcze przetrawić i jakoś ocenić. – Sauriel… czy ty jesteś zazdrosny – powiedziała bez wyrazu, bo przyszło jej do głowy, że to jedyne logiczne wytłumaczenie na to, co tu się działo i skąd właściwie ten wybuch i te wszystkie zarzuty względem niej.

Nie, nie byli w szkole, to była prawda, ale Victoria nadal była Victorią i chciała wytłumaczyć swój punkt widzenia. Poza tym broniła się przed oskarżeniem o bycie płatkiem śniegu i za całą resztę innych słów… Spuściła trochę wzrok, kiedy Sauriel się cofnął, potem odwrócił do niej tyłem. Na Matkę, jak niekomfortowo… nie czuła się tu dobrze, osaczona w salonie, gdzie jedyne wyjście było naprzeciwko niej, musiałaby wyminąć Sauriela, a poza tym… Przecież teraz stąd nie wyjdzie jak obrażona panienka, była na to dużo mądrzejsza, tylko nadal: to nie był jej dom, to nie był nawet znany jej dom, był całkiem obcy i była w nim pierwszy raz i… czuła, że dłonie zaczynają jej drżeń, nawet nie dała rady tego jakoś szybko ukryć, nim zacisnęła dłonie ponownie, a potem przycisnęła do siebie, do swojego brzucha, jakby miały być jej tarczą.

– Możemy się nie kłócić? Zwłaszcza o to… Przyszłam do ciebie i to się nie zmieniło – chyba, ze chciał, żeby sobie poszła, no to wystarczyło to zakomunikować.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Sauriel Rookwood (17222), Victoria Lestrange (19233)


Strony (7): « Wstecz 1 2 3 4 5 … 7 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa