Scenariusz "Natrętny duch"
24 marca 1972
Mieli rację myśląc, że teraz te ich spotkania staną się znacznie częstsze. Rodzice chyba wyłazili z siebie by zapełnić im te tygodnie, jakby ich dzieci przypadkiem miały zapomnieć o tym, co za jakiś czas ma się wydarzyć. Tak jakby nie umieli się sami zorganizować i spotkać, mieli po dziesięć lat i trzeba było ich prowadzić za rączkę. A oboje byli już przecież dorośli. Victoria podejrzewała, że na przykład Isabella obawiała się jakiegoś buntu i jeśli oni ich nie umówią z góry, to młodzi podpiszą jakiś milczący pakt i sami będą się unikać.
To było oczywiście przewrażliwienie – o ile tak w ogóle było.
Kolejna rzecz, która była pewną stałą tych spotkań: widywali się wieczorami. Gdyby Lestrange nie wiedziała czemu, to może szukałaby w głowie na to jakichś wymówek, zwłaszcza, że dni robiły się coraz dłuższe, więc i spotkania były coraz późniejsze – ale znała powód. Raz dla podpuchy zapytała matkę, czy muszą się spotykać tak późno, to usłyszała, że z tego co jej wiadomo, to Sauriel jest po prostu wcześniej zajęty pracą i nie może – że tak mówiła Anna. Ale Victoria wiedziała, że to ściema. Bo w dzień Sauriel może i był zajęty, ale siedzeniem w swojej piwnicy i brzdąkaniem na gitarze. Ale przyjęła tę odpowiedź z mruknięciem. No. To była taka scenka rodzajowa, żeby matka nie pokapowała się, że Victoria chyba coś tam wie, a młoda tylko utwierdziła się w przekonaniu, że bardzo nie chcą, żeby przedwcześnie wyszło, za kogo ją właściwie wydają.
Bo wtedy przecież zaczęłyby się kolejne pytania: co takiego dostali w zamian, że tak ją sprzedali. Albo, czy aż tak jej nienawidzą, albo czy aż tak ich czymś zawiodła. Tak przynajmniej podejrzewała Isabelle.
Victoria czekała na Sauriela w salonie swojego domu. To też było w miarę stałe – że raz ona czekała na niego tu, a raz spotykali się u niego i gdzieś się wybierali stamtąd. To pewnie też była jakaś przemyślana akcja… Żeby zapoznać się z przedpokojem ich domów i przyzwyczaić do twarzy, jakie mogą się przezeń przewijać. Więc Victoria siedziała w fotelu małego saloniku, czytała dzisiejszą gazetę, której wcześniej nie ruszyła i czekała na przyjście Sauriela. Znowu mieli iść do jakiejś restauracji – to była kolejna norma, której Victoria miała powoli dość, bo ileż razy można było grać to samo. Że przyjdą, siądą, ona zamówi więcej, on tylko alkohol, chwile porozmawiają i naura.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)