• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[25.08.1972] Joseph Rookwood | Sauriel & Victoria

[25.08.1972] Joseph Rookwood | Sauriel & Victoria
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#51
01.02.2025, 11:58  ✶  

Pokaż! Żądanie damy się znalazło. Wywrócił oczami - ale to akurat całkowicie na żarty. Rozweselony, rozbawiony. Ładnie było przykrywać nerwy istnienia Josepha Rookwooda ciesząc się z chwilą razem z osobą, na której ci zależy. Spojrzał na te kartony, zadając sobie teraz jedno, ważne pytanie: gdzie to było. Gdzieś tu... tam... gdzieś to zapakował. Może przesunąć to w czasie, kiedy to wszystko odgrzebie?

- To teraz gdzie to gówno jest. - Przeszedł koło paru pudeł, szukając tego, gdzie były książki. To gdzieś tam musiało zostać schowane. Swoją drogą miał małą nauczkę - nie pakować wszystkich książek do jednego pudła tak, żeby całe pudło było zapełnione. Nawet dla niego to był ciężar zdecydowanie za duży. Zaczął przeglądać te te rzeczy, przekopując się przez ich wspaniałą zawartość. Akurat jedno było pozytywne - mógł się pozbyć rupieci. Takich jak stare podręczniki z Hogwartu, które gdzieś mu zawalały przestrzeń. Zupełnie niepotrzebnie, bo niekoniecznie tak dobrze wspominał aż szkołę, żeby do niej wracać. Chociaż miała w sobie ona bardzo dużo znamion beztroski i... w sumie to by wrócił. Gdyby tylko wyciąć konieczność powrotu do domu - wróciłby. - Nie mam drugiego albumu, to wszystko trzymam w jednym. Te fotki, co mi się podobają, wrzucam na koniec. - A te, które mu się nie podobały, albo były zjebane (ewentualnie też śmieszne) trafiały na początek. Żeby każdy mógł je podziwiać, a on się chwalił nimi jak paw. To była trochę taka kurtyna. Zlepka ochrony, bo przecież łatwiej pokazać światu rzeczy zjebane, że samemu jest się zjebanym, niż przyznać, że poruszają cię rzeczy piękne. To też było całkowicie niemęskie.

- Do kredek zaraz też się dokopię to siądziemy i będziemy rysować. - I wcale nie żartował! No, może trochę. Bo nie miał kredek. - Co nakarm? - Aż przestał przeszukiwać te kartony i spojrzał na Victorię. - Miotły? - Jasne, no czarodzieje mieli zaczarowane miotły, które dla nich sprzątały, ale żeby je od razu karmić? Może skrzaty to robiły, a on do tej pory tego naiwnie nie zauważył..? - Opieka nad młodszą siostrą siada ci na mózg, panienko Lestrange. - Uśmiechnął się pod nosem, unosząc nieco brwi z lekkim politowaniem. Wizja samego siebie siedzącego nad takimi rzeczami była abstrakcyjna. Nie potrafił sobie tego wyobrazić... a prawda była taka, że gdyby mu taką zabawkę dał - to zniknąłby facet. Duże dziecko miałoby zajęcie i się nim zajmowało z pełnym zaangażowaniem. Trochę kolorów w tym smutnym jak pizda świecie jeszcze nikomu nie zaszkodziła. - Nie no, błagam, kurwa... chyba umarłbym z zażenowania, jakby moja morda gdzieś stała. Albo wisiała. - Prychnął, bo pomyślał w sumie o wiszeniu na szafocie... ale go to rozbawiło. Wolałby tam wisieć, być rozdziobywany przez kruki i wrony, niż trafić do Azkabanu.

- To teraz rozwiążę też twój problem ciekawości. - Triumfalnie wyciągnął album, unosząc go tak samo dumnie, jak Statua Wolności unosiła pochodnię. Klapnął na kanapie i poklepał miejsce obok siebie zapraszająco. Dał album Victorii i zachęcająco skinął, żeby sobie otworzyła i przeglądała. - A jakiego problemu nie rozwiązałaś? - W sumie to go zaciekawiło. Bycia Śmierciożercą? Bycia martwym?



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#52
02.02.2025, 02:37  ✶  

Widziała jego rozbawienie i chwilę później zastanowienie – gdzie on to wcisnął… A ona zastanawiała się, czy tak rzadko korzystał z magii na co dzień, że najprostsze rzeczy nie przychodziły mu do głowy? Czy Sauriel wstydził się tego kim był? Czarodziejem? Czy wolałby być mugolem? Nie myślała tak o tym wcześniej, ale teraz – ta myśl ją uderzyła, bo tych małych rzeczy było… więcej.

– A może Accio? – zaproponowała usłużnie zza jego pleców, gdy podeszła i co prawda nie kucnęła, ale zerkała sobie z góry na pudła i rzeczy, które w nich przeglądał. Nie miał tego bardzo dużo, a gdy teraz zastanawiała się nad tym, czy posiadał ich sporo w swojej piwnicy u Rookwoodów, to złapała się na tym, że nie potrafiła powiedzieć. Chyba nie aż tak dużo, ale też nigdy nie powiedziałaby, że był biedny, albo, że nie ma nic swojego. Zresztą te pudła też o tym świadczyły. Ale łatwo było zauważyć, że Sauriel chyba podświadomie próbował zerwać ze swoim starym życiem, jakby chciał oddzielić jakąś kreską życie od nieżycia. A przecież nadal mógł jeszcze żyć, Victoria była o tym przekonana. Widziała, że nie był szczęśliwy jako wampir, ta próba samobójcza była tego wyraźnym podkreśleniem, niezależnie od tego, jak dobrą minę próbował robić do tej gry. – A czemu nie zrobisz drugiego albumu na te, które ci się podobają? – nie widziała w tym nic niemęskiego, to przecież było hobby – robienie zdjęć (i Victoria czuła ogromną dumę i takie ciepełko w sercu, że udało się to w nim zaszczepić po prostu wręczając mu aparat w tym jednym z najgorszych momentów w jego życiu). Tak jak botanika i zajmowanie się roślinami było totalnie męskim  zajęciem (bo ileż to siły czasami potrzeba było do co większych magicznych okazów… ale niemagicznych również), tak wrażliwość na piękno również nie była zarezerwowana tylko dla kobiet. Ileż to mężczyzn było oddanych sztuce? Malarstwu, rzeźbiarstwu, muzyce – a Sauriel zdecydowanie miał duszę artysty oraz romantyka, tak jak to kiedyś powiedziała Anna. Mógł udawać, że nie, ale tak właśnie było.

– Haa, odważne założenie, że potrafię rysować – nie potrafiła, już Rodolphus podziwiał jej rysuneczki, gdy opowiadała mu o Beltane, i zresztą nie powstrzymał się wtedy od komentarza na ten temat – i nic dziwnego. Pani idealna nie była taka idealna, ale Sauriel mógł o tym nie wiedzieć. Ale jeśli chciał rysować, to mógł się zaraz o tym przekonać. – Co? A co powiedziałam? – nawijała sobie właśnie na palec kosmyk włosów, gdy Sauriel na nią spojrzał skonsternowany, gdy stała sobie tuż za nim. Spod półprzejrzystego materiału, z tej pozycji, w której się znajdował, mógł dość dobrze widzieć jej kształtne nogi. – Chodziło mi o koty – odparła i lekko się zaróżowiła na policzkach, kiedy się zorientowała, że powiedziała coś niewyraźnie. – Nie siada, Olivia nie jest zbyt zainteresowana kolorowankami. Ale ty mi wyglądasz na osobę, której by pasowały. A tak się składa, że, może zapomniałeś, ale z tego stoiska kowenu kupiliśmy chyba dwie książeczki kolorowanek – już wtedy zrobiła to z myślą o nim – żeby miał zajęcie. Akurat co jak co, ale Victoria była bardzo dobra w organizowaniu go ludziom, na których w ogóle chciała przeznaczyć ten wysiłek.

– Ach, czyli jesteś taki mocny tylko w gębie – uśmiechnęła się tryumfalnie, bo już wiedziała, że wygrała tę przepychankę, dla podkreślenia tego, założyła drłonie na biodra, tym bardziej eksponując swoją talię. – Ale co niby jest złego w zdjęciu w ramce? – może niekoniecznie na kominku ku uciesze wszystkich gości, zwłaszcza tak wyzywające, jak to, o którym przed chwilą rozmawiali, ale w jakimś prywatnym gabinecie, albo sypialni? Victoria miała zdjęcia swoich sióstr i przyjaciół, więcej niż jedno, chociaż Sauriel mógł nie zwrócić na to uwagi, bo właśnie – nie w salonie.

Usiadła obok Sauriela na tej znanej jej kanapie i przysunęła się nawet bliżej niego, po czym dłońmi wyrównała materiał swojej sukienki na udach i kolanach. Była ciekawa tego dzieła wstydu, więc przyjęła album, kiedy jej go podał i otworzyła. Zupełnie nie wiedziała, czego powinna się po tym spodziewać, ani jakie zdjęcia i przede wszystkim czyje, się tutaj w ogóle znajdowały. Uniosła jednak za chwilę głowę, gdy zapytał.

– Problem, którego nie rozwiązałam, siedzi właśnie obok ciebie i przegląda twoje zdjęcia – nie, nie trafił. Bycie Śmierciożercą i bycie martwym to oczywiście również były problemy, ale zupełnie inne. Na pierwsze nie bardzo nawet wiedziała co poradzić, na drugie – chciałaby, ale nie bez jego zgody i chęci. Czy ich życie wyglądałoby wtedy inaczej? I ta ich relacja…? Czymkolwiek była. Nieśmiałe gesty i słowa, ten jeden pocałunek, po którym Sauriel nie chciał, by pytała o cokolwiek. Oczywiście, że chciała i potrzebowała więcej, ale na razie zadowalała się tym, co było.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#53
04.02.2025, 00:21  ✶  

Powooli zwolnił w swoich ruchach. Pooowooli obrócił się w kierunku Victorii. Przymrużył oooczy. I nie powiedział nic. To spojrzenie musiało starczyć za wszystko. Wrócił do przetrząsania pudeł. Nie pokona go jakiś pierdolony album. Nie pokonają go jakieś pudełka! Nie pokona go... nikt, a tym bardziej nic go nie pokona! Chyba że drugi wampir na rauszu krwi, ale pyrrusowe zwycięstwo było żadną przegrana... czy coś. Na razie jesteśmy w lepszych czasach, gdzie takie okropności się nie dzieją, więc - album. Najgorszy przeciwnik, jakiego znał świat czarodziei.

- Bo ty myślisz, że to takie proste! - Brakowało jeszcze tylko wyrzucenia rąk do góry. Albo tupnięcia nogą. Nie było. Bo częściowo był to żart - no tak, to było proste. Zakup albmu wcale nie był skomplikowany. W tej mniejszej części kończył się żart, a była już jakaś irytacja. A czemu nie zrobiłeś tego tak, a czemu nie to, a bo tak byłoby prościej! Nie, nie miało to żadnego sensu! Tak jak snucie jakichś teorii spiskowych. Jak dopowiadanie sobie, że czarodzieje WSZYSTKO kradną od mugoli! No nie wszystko! Oczywiście, że czarodzieje też mieli swoje osiągnięcia, niektóre o wiele większe od mugoli. Tam nie są w stanie komuś przyszyć z powrotem oddzielonej nogi. Ani w ułamku sekundy zniknąć, by pojawić się gdzieś indziej. Lecz oto jesteśmy tu - przy irracjonalnym Saurielu. Czasem nazbyt bezkompromisowym... zgoda, nawet bardziej niż czasem! Irytacje łatwo było przekuć w żart. O ile tylko trafiała na odpowiednie podłoże. Uśmiechnął się za to, kiedy powiedziała o tych kolorowankach. - Ay, pamiętam. - Ale przecież nawet przed sobą nie przyzna (albo to tylko taki dzień?), że chciałby pokolorować. Przyglądał się przez dłuższy moment twarzy Victorii. Twarzy - bo była zdecydowanie bardziej interesująca od jej kształtnych nóg. Mógłby je jej wylizać - tak po kociemu - ale ciężko powiedzieć, czy byłaby zadowolona z pogryzień, które pojawiłyby się przy okazji. Ciężko powiedzieć. Lecz - twarz. Z tymi rumieńcami. Wyglądała tak niewinnie - dokładnie jak ten promyk słońca, który skradło się z nieba i zostawiło w kieszeni na później. Na najczarniejszą chwilę, by pokonało czeluść zaglądającą prosto w ciebie. Pochłaniającą całą ciebie. Zmieniło się nawet napięcie jego mięśni, kiedy wpatrywał się w nią z łagodnym wyrazem twarzy, z takim... rozluźnieniem. Jakby wszystkie chmury na moment naprawdę były rozgonione.

- Są wieśniackie. - Wzruszył ramionami, wyrywając się nieco z tego wrażenia czaru, jaki został na niego rzucony. I to bez użycia najmniejszej drobiny magii. A potem wyrwany jeszcze dalej - i wrzucony w zupełnie inny kocioł. Jakiś taki - w chuj skomplikowany. Bo... co? Problem... siedzi obok... Że Victoria? I ona była problemem? I musiała się sama rozwiązać? Uniósł wysoko brwi, ale miał wrażenie, że to nie jest rozkmina na teraz. Nad wieśniackim albumem - bardziej wieśniackim, niż ramki na zdjęcia, ale dzięki temu też bardziej śmiesznym. Takie fotografie rozwieszone po domu nie kojarzyły mu się z niczym dobrym. I były za dużym obnażeniem prywatności.

- Dobra, mój Problemie... pa na to...

Albuum zawierał przeróżne ggłupkowate i żenujące zdjęcia. To jakiś dzieciak, który się wywalał i urąbywał lodem całe spodnie, gołego Stanleya z zębami czarnymi, koty Victorii w najbardziej żenujących i dziwnych pozycjach, a także i nie jej koty. Różne osoby znajom bardziej Saurielowi niż Victorii, dlatego mniej śmieszne, ale niektóre znane i jej. Niektóre z nich były względnie normalnymi zdjęciami - ale wypadały kompletnie niekorzystnie przez to, jak akurat mina była ujęta. Prawdziwie godny swojej nazwy "album wstydu". I do niektórych fotografii nie brakowało opowiastek czy prychnięć samego Sauriela. Złość mu już przeszła. Teraz po prostu dobrze się bawił.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#54
04.02.2025, 15:17  ✶  

Rozpoznała to spojrzenie: mówiło jej wszem i wobec, że o tym nie pomyślał, ale teraz było już za późno, bo zabrał się za szukanie, a użycie zaklęcia byłoby jak przyznanie się do porażki. Cholerny uparciuch! I kto to mówi, prawda? Więc gdy tak na nią spojrzał bez słowa, to tylko się uśmiechnęła, korzystając z okazji, że ma ociupinkę jego atencji.

Ale widać było, że się zirytował, pokazywały to jego ruchy, a w następstwie również ton głosu, gdy temat zszedł na album.

– Nie wiem czy łatwe czy trudne. Pytam o powody, bo jestem ciekawa, czemu z jednego tematycznego zrobiłeś dwa różne – była autentycznie ciekawa, to nie było pytanie z grzeczności, bo choć było to spotkanie jak najbardziej towarzyskie, to w żadnej mierze oficjalne, a pomiędzy tą dwójką ton rozmowy już od dawna był zupełnie inny. Nie byli sobie obcy, albo po prostu jakoś tam znajomi. W zasadzie to akurat o to nie pytała dlatego, żeby mu udowodnić, że to proste podzielić go na dwa, nawet nie sądziła że może to tak odczytać, a w konsekwencji, czuć było jego irytację, chociaż Victoria nie wiedziała, co znowu zrobiła źle.

Za to odpowiedziała mu spojrzeniem na spojrzenie, w to była akurat dobra – w milczenie i patrzenie, a teraz leciuteńko przekrzywiła głowę, okazując zainteresowanie. Bo czemu się tak w nią wpatrywał? Nie przeszkadzało jej to rzecz jasna, nie peszył jej, ale przywykła do tego, że nie robił tego wcale… albo robił, tylko nie zdawała sobie z tego sprawy? Tym bardziej gdy robił to i sam się odprężał, nie było w tym tego normalnego dla niego napięcia.

Nie śmiała tego spokoju zmącić głupim pytaniem czy ma coś na twarzy – przecież wiedziała, że nie ma. Zbyt rzadko widziała go takiego… łagodnego. Najbardziej pamiętała to po tym, jak spędził noc w areszcie i następnego wieczoru przyszła mu oddać kurtkę. Nie mówił tego na głos, ale ojciec go sprał za przynoszenie wstydu tak mocno, że wtedy chyba… wtedy chyba był taki, jaki byłby, gdyby nie wciągnęli go do Śmierciożerców i nie zmusili do zabijania, gdyby nie zmienili go w wampira. Miała ten obraz w głowie tak wyraźny, dlatego była przekonana, że Sauriel nie jest jeszcze stracony dla świata, a jego dusza miała jeszcze szansę.

– Nie ma nic wieśniackiego w trzymaniu w domu w ramkach zdjęć bliskich osób – odparła bez cienia urazu, odwróciwszy pierwszą stronę albumu. – W tych najgorszych chwilach potrafią być prawdziwą kotwicą, która trzyma o zdrowych zmysłach – to ta świadomość, że nie jest się samemu. Że można spojrzeć w zdjęcie kochanych ludzi, którzy się do ciebie uśmiechną nawet, jeśli nie ma ich obok. Czasami nie mogli być. W domu Victoria bardzo obnażała swoją prywatność, bo mało kogo w ogóle do siebie zapraszała a właśnie tam chciała się czuć swobodnie by być… sobą. Bez tych wszystkich masek, bez chłodu.

I tak, była problemem na wielu płaszczyznach, tak się przynajmniej czuła. Martwiła swoich bliskich, wcale nie była pewna, czy jej życie się nie kończy, nawet jeśli ta Egipcjanka z czymś tam w swojej teorii trafiła, to sama jej powiedziała, że nie wie, bo są pierwszym takim przypadkiem w historii. Co jeśli obie teorie nekromantów były prawdziwe w pewnej części, a w pewnej błędne? Co jeśli za kilka miesięcy miała umrzeć? Była też problemem, bo miała do Sauriela uczucia, których ten nie chciał… albo chciał, nie wiedziała, bo czego na pewno nie chciał, to o tym rozmawiać. Sama już nie wiedziała, o co tu chodzi – bo pozwalał się przytulać, brał ją za dłoń, nie odtrącał jej, ale nic tutaj nie było… nic tutaj nie było oczywiste i pewne, a ona nie chciała nadinterpretować, bo może był dla niej po prostu miły i tak dalej.

Uśmiechnęła się za to, kiedy zwrócił się do niej per “mój problemie” i posłusznie zerknęłam w końcu ma pierwsze zdjęcia. Nie bardzo się spodziewała tego co zobaczy, raczej nie nazwałaby tego albumem wstydu, a albumem wyjątkowo źle dobranych chwil na zdjęcie. Zwłaszcza uniosła brwi na widok zdjęcia Stanleya, bo te, które ona dostała tamtego pamiętnego razu, były przycięte.

– Serio to trzymasz? – parsknęła i pokręciła głową, chcąc wymazać sobie widok gołego Stanleya z pamięci, skupiła się więc na kotach. Jej kotach, ale nie tylko. Było tu trochę tych kotów w najdziwniejszych pozycjach, kręcące się w nieskończoność, podskakujące i spadające, ewidentnie wydające z siebie dźwięki, których ruchome zdjęcia nie mogły jednak odtworzyć. – Powinieneś je opatrzyć jakimś celnym komentarzem i wysłać do tej twojej gazetki, którą czytasz – to chyba była Czarownica, aż dziw że mu się podobały tematy, które tam poruszali. Takie typowo babskie.

Słuchała tych jego opowiastek i zresztą podpytywał, co to za ludzie i kim są, próbując jakoś sobie to wszystko dopasować; czy były to totalnie losowe osoby, czy może jacyś jego znajomi bliżsi, z którymi utrzymywał kontakt nawet teraz, czy może raczej dalsi, ale spotkani niedawno z jakiegoś powodu. Chciała go poznać bardziej, chciała go znać lepiej, czy to było takie dziwne?

– Jedyne wstydliwe zdjęcie tutaj to to od Stanleya – zawyrokowała na dam koniec.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#55
05.02.2025, 01:29  ✶  

O nie! Oto ona! Kaganek oświaty i oświecenia! Rozsądek w czystej postaci! Albo brudnej, ale raczej czystej - Victoria dbała o higienę. I ładnie pachniała, a nie śmierdziała. Ile można było mieć tej logiki w dobie! Tego rozsądnego podejścia! Doprawdy, nie było drugiego takiego człowieka na tym świecie jak Victoria. I to ez potrafiło być nieziemsko irytujące. Pani "niszczyciel dobrej zabawy" i "ja zawsze mam rację". W dodatku nawet nie mógł się na nią obrażać, bo w tym wszystkim była przecież... Po prostu rozsądną. Czasem z premedytacją, ale często nawet nieświadomie. No i co? Foch? No nie! Czas to schować do kieszeni Chociaż na moment. Te frustracje i niezadowolenia.

- W sumie nie wiem. - Odparł opieszale, a to było kupienie sobie czasu. Nie dlatego, że wymyślał, jaki lut wcisnąć, tylko faktycznie - nie wiedział. Więc się właśnie nad tym zastanawiał, spoglądając na te zdjęcia, co się przesuwały pod jej palcami. Głupie, głupsze i zabawne. Takie, które można wyrzucić i te, które się jeszcze do czegoś nadawały. - Nie sądziłem, że zacznie się tego zbierać? Tak sądzę. No i już tak wkładałem w jego miejsce. I tak zostało. - Lubił się uśmiechnąć, kiedy zaglądał do tego albumu. I drugi raz - kiedy zaglądał na jego koniec. I tam były wszystkie te zdjęcia, w które... W których... Taaak. Wszystkie te zdjęcia... I Victoria znowu miała rację. Robił to samo - może nie trzymał tych zdjęć w ramkach, tylko w albumie, ale nadal je trzymał. Te zdjęcia bliskich, które były naprawdę miłe i które chciał mieć. Które chciał trzymać blisko siebie. Osoby, które nie były obce, a nawet jeśli wszystkich nie nazwałby bliskimi przyjaciółmi, to dzielił z nimi chwilę lepsze i gorsze.

- Stanley to jedyne DUMNE zdjęcie w tym albumie, kobieto! - Chciał, żeby wyszło to o wiele bardziej energicznie, niż zabrzmiało. A zabrzmiało tak... Tak, że tylko wydechu brakowało w tym wszystkim. I to nie było złe m to było dobre. Łagodzące wszystko. Spływające po nim błogosławieństwem, że można żyć inaczej. W tym łagodnym rytmie tej "przemądrzałej" Victorii, której mądrości chciał i nie chciał słuchać. Którą chciał poznawać coraz bardziej i bardziej odpychać. Być z nią. Być... Z nią... Zawsze. Jak teraz. Siedząc i pierdoląc głupoty, bo przecież nikt ich tutaj z nich nie rozliczał. Miał kontynuować tą swoją wypowiedzią, żartobliwą, ale jakoś nie czuł w sobie energii. - Ay, powinienem, co? Byłbym sławny. - Z tymi zdjęciami kotków, się znaczy. No kto kotków nie lubił? Każdy je lubił. Zasługiwały na to, żeby dostać swoją własną rubryczkę na kartkach papieru. Jak Victoria zasługiwała na szczęście. - Większość ludzi jest randomowa. Nie robię fotek znajomym bliższym. Raczej.[ - Bo przecież był tu Stanley. - Jakby ktoś to znalazł to nie może być z tego problemów dużych. - Jak ktoś znajdzie tnę pokój, jak ktoś się włamie ,jak kogoś zainteresuje album. Paranoja? Jeszcze jak! Na szczęście Sauriel by to nazwał trzeźwym myśleniem. - Na Nokturnie niektórzy wyglądają jak klauny same w sobie. A uważają się za baaardzo mrocznych. - Prychnął, a szyderstwo wylało się z tego dźwięku.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#56
05.02.2025, 12:12  ✶  

Czasami nawet nie dostrzegała, jaka musi być dla ludzi wokół siebie irytująca: z tym swoim spokojnym, książkowym podejściem do wszystkiego. Z rozsądkiem na dłoni, grającym pierwsze skrzypce w rozmowie. Oczywiście, czasami dawała się podejść emocjom i też ją przytłaczały, ale znacznie rzadziej… a może tym mocniej, bo nie były widoczne na co dzień w każdej rozmowie. W emocjach, tak jak w ruchach, była oszczędna. Ale nie w rozsądku i logice.

Uniosła brew, niemalże jakby wypowiadała nieme “o?”, ale to musiała być tylko wyobraźnia, bo nawet nie poruszyła ustami.

– W takim razie podwójnie się cieszę, że tak trafiłam z tym aparatem i że zajmuje ci tyle czasu – bo to było cholernie miłe: wiedzieć, że prezent mu się tak spodobał, że używał go… często. Tak często, że przerosło to również jego oczekiwania. – Widać w tym artystyczny dryg – dodała, wskazując na jedno z ujęć któregoś kota. Kadr był niezły, to po prostu model zawiódł (albo wręcz przeciwnie, bo patrząc na to co działo się na zdjęciu, to było to bardzo zabawne).

– Pfff, ahahaha – nie wytrzymała już w utrzymaniu tej maski i się po prostu roześmiała na oburzenie, któremu brakowało… złości. To było chyba najbardziej łagodne oburzenie, jakie w nim widziała, stonowane, że aż miała ochotę unieść dłoń i przeczesać mu te roztrzepane, kruczoczarne włosy. Nie, nic jej nie przekona, że to było dumne zdjęcie i sama nie chciałaby zostać złapana na zdjęciu na golasa i jeszcze do tego z czarnymi zębami. Spaliłaby się że wstydu i to pomimo tego, że nie potrafiła płonąć. Była zupełnie nieświadoma czaru, jaki musiała właśnie rzucić na Sauriela, że jej obecność tak bardzo go uspokoiła i wygładziła te wszystkie ostre krawędzie jego życia, jak i całej kawalkady innych myśli, które przebiegały mu właśnie przez głowę. Jej też było tak dobrze, beztrosko nawet, gdy myśli były odciągane od tego, co miało nadejść jutro – i to wcale nie jutrzejszym eksperymentem z eliksirem dla Astarotha się martwiła, a tym, co miało nadejść rano. Jej niedokończona, niewyjaśniona i nieprzepracowana sprawa. – Powinieneś – powtórzyła z zagadkowym uśmiechem, gdy oderwała wzrok od albumu i przeniosła go na Sauriela. – Pewnie zacząłbyś wyznaczać nowe trendy i mógł trochę zarobić, a do r go pracować pod pseudonimem – bo wiedziała, że anonimowość była dla niego na pewien sposób ważna. Chyba że tutaj akurat imię Sauriela byłoby mu na rękę? W każdym razie jakiś tam rozgłos mógłby tym uzyskać.

– Kto mógłby to znaleźć? Czego się obawiasz? – zapytała spokojnie, bo było to ewidentnie coś, co mu spędzało sen z powiek… metaforycznie. Wiedziała, że jego ciało nie potrzebowało snu, ale umysł – już tak. – Przecież każdy z nas ma jakąś historię, znajomych ze szkoły, z którymi nadal trzyma kontakt… – akurat ze wszystkich ludzi, to zdjęcie Stanleya było największym problemem. Wiedział o tym? – Stanley jest poszukiwany listem gończym, wiesz o tym, prawda? Skoro jego zdjęcie nie stanowi problemu, to czemu reszta by miała? – jej zdjęcia na ten przykład byłyby raczej… umiarkowanym zdziwieniem, skoro na pewnym etapie było zaręczeni, ale już nie – za to mieli jakąś wspólną historię, do której zarysu nietrudno było się dokopać. – Nie tylko na Nokturnie – dodała i puściła do niego oko.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#57
06.02.2025, 01:18  ✶  

Zaprzeczał wielu rzeczom - swojemu artyzmowi, a tym bardziej wspomnianemu romantyzmowi - również. Jasne, nawet teraz przytaknął - ba, że widać! Podobały mu się niektóre te zdjęcia. I to nie chodziło nawet o ich jakąkolwiek wartość zabawną, śmieszkową. Po prostu... nieźle się udały. Natomiast czemu mógł przytaknąć...

- Technika czyni mistrza. - W to mógł uwierzyć w swoim przypadku. Nie odmawiał sobie tylko w przypadku muzyki. Był pewien, że ją czuł, że miał do niej słuch. I do tańca. Czuł taniec, był prosty do poprowadzenia, uczył się tego towarzyskiego. Wszystko polegało na tym, by dobrze wsłuchać się w pięciolinię plecioną przez instrumenty jak sieci pająka. Temat fotografii był tematem całkowicie nowym i ujmującym. Cieszącym. Tak i cieszył się nim - po tym albumie było to jawne. Więc tak - Victoria mogła sobie sama uścisnąć dłoń za niezwykły pomysł, jaki miała. Niby prosty - ale Sauriel wiedział, że tylko on wpadłaby na podarowanie mu czegoś takiego. Nie bez powodu. Mało osób widywało jego drugą stronę. - Moooże... podobają mi się. - Te, które mu się naprawdę nie podobały - wypieprzał. Można się było jednak zdziwić, jak niektórym poświęcał więcej niż jedno "meeh!", by pizgnąć to potem do kosza i już nie przejmować się wcale losem jednej karteluszki z ruchomym obrazkiem. Ta porażka, która mu się nie podobała, była w końcu informacją o tym, co zrobił nie tak. I co mógł poprawić - oraz gdzie.

Tym razem nie wpatrywał się w nią tak jawnie, kiedy zaczęła się tak śmiać. Zerkał na nią. Uśmiech pogłębił mu się na chwilę, kiedy tak zmierzwiła jego włosy. Nic ponadto za tym nie stało. Za tym gestem. Sam fakt podzielenia się radością, tak? Tylko tyle? Nie. Aż tyle. Dla niego budowało coś, czego chciał chłonąć więcej. Było niespełnionym snem chłopca, który na to czekał, ale jednocześnie wstydził się tego czekania. W końcu chłopcem przestał być dawno temu, a wszystko, co w niego wchodziło, było przepracowane przez dorosłego mężczyznę. W męskim życiu trzeba było zachować przestrzeń dla dziecka, ale jak szeroką? Ile miejsca dla tej dziecięcości mamy?

- Zarobić... otwierasz kasę w mojej głowie. - Język korzyści, jakby to niektórzy ładnie nazwali. Do ludzi trzeba umieć przemawiać tak, żeby umieć ich przekonać do swoich racji. Jego rubryczka w Czarownicy przekonała w momencie, kiedy mówili o pieniądzach. A potem już spuścił z tonu. Spuścił z pary. - Stanowi problem. Wszystko to stanowi problem. - Odparł tak bez energii, bez jakiegoś smutku, złości, ale i bez jakiejkolwiek motywacji, żeby cokolwiek z tym robić. - To jest niebezpieczne. Ale nieistnienie jeszcze nie jest takie kuszące, żeby to wszystko porzucić. Na razie się udaje bronić tego, czego bronić chce. Przy następnej tragedii może zweryfikuje swoje możliwości. - Przesunął palcem po albumie, zamykając go.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#58
06.02.2025, 10:40  ✶  

Na całe szczęście zaprzeczanie swoim umiejętnościom nie sprawiało, że stawało się to faktem, a ledwie oszustwem sprzedawanym temu, przed kim się zaprzeczało. Wystarczyło tylko dobrze obserwować i nagle wszystko stawało się jasne i podane niemal jak na dłoni, ale te obserwacje też przecież nie były takie proste, jak brzmiały. Dla Victorii były to miesiące rozmów i zauważania pewnych rzeczy, które należało zapamiętać, a potem jeszcze wybrać odpowiedni prezent – a cieszyła się na niego tak, jakby sama go miała dostać. Na całe szczęście Saurielowi się spodobało.

– Tak, a ćwiczysz regularnie – o tym też była przekonana, patrząc po ilości zdjęć w albumie, a z pewnością były jeszcze takie, których po prostu się podniósł.

Czasami to robiła, tak dotykała jego włosy w tym czułym geście i nie udało jej uwadze, że Sauriel wtedy zamierał – ale nic poza tym nie robił, nie warczał na nią, ani nie syczał i przede wszystkim nigdy nie dostała za to po łapie. To był z jej strony jakiś taki odruch, owszem, podzielenia się radością, ale też przekazania, że jest tu obok i zauważa jego obecność, i jest dla niej ważny, i żeby się rozchmurzył, bo nie jest sam. Przez lata nauczony samotności, tego jak się bronić przed jej wpływem z braku rodzicielskiej czułości, której każde dziecko potrzebowało do prawidłowego rozwijania się. Nie wiedziała, czy mu tego brakuje teraz, czy w ogóle potrzebuje takich gestów, albo bliskości w ogóle – bo potrzeby ciała potrzebami ciała, ale pamiętała doskonale, że ma bardziej wyczulony dotyk, zaś potrzeby umysłu mogły iść innymi drogami i może akurat… może potrzebował tego wszystkiego. Potwierdzenia i przypomnienia, że nadal jest człowiekiem, osobą, i że ma bliskich, którzy się o niego troszczą. Nieważne, że był już od dawna dorosłym mężczyzną.

– Ano, robisz co lubisz i jeszcze niech ci za to płacą. Jak dla mnie to fantastyczny pomysł – tak jak płaciła mu za opiekę nad kotami – to była miła część dnia, prawda? Pełna mruczenia, atencji i puchatości. I bezwarunkowej miłości, gdy czuło się potrzebnym. Czy nie czuł podobnego szczęścia, gdy grał za pieniądze?

– Dobrze, stop, bo coraz mniej rozumiem. W jaki sposób to wszystko jest problemem? Nie wpadasz teraz w spiralę pesymizmu, bo widzisz tylko jedną stronę galeona, a drugą ignorujesz, bo nie pasuje do narracji? – w jaki sposób chociażby te zdjęcia kotów były problemem? Albo jej własne zdjęcia – przecież ich relacja nie była tajemnicą. Gdyby coś na niego mieli, to i tak do niej przyjdą pro forma, bo przynajmniej kiedyś miała z nim kontakt, nie widziała więc w tym żadnego problemu, bo czy te zdjęcia były, czy nie… niewiele to zmieniało. A reszta zdjęć? Inni jego znajomi? Nie wiedziała, ale chciała wiedzieć. – Co jest niebezpieczne? – Sauriel zamknął album, wziął go z jej kolan, ale Victoria była teraz obrócona do niego i wpatrywała się w Rookwooda, walcząc z chęcią położenia swoich zimnych dłoni na jego policzkach i zmuszenia go, by na nią spojrzał.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#59
08.02.2025, 12:49  ✶  

Przesunął kciukiem po grzbiecie książki, w której treści było niewiele. Jej treścią były obrazki. Albumu ze zdjęciami były czymś niesamowitym. Świat mugoli potrafił tym żyć, ale proszę bardzo - to czarodzieje przodowali w filmach nagrywanych na kliszę, które mugole niedawno opanowali. Nie potrafili jednak pstryknięciem zatrzymać chwili w ruchu. Magia. Magia pozwalała na więcej, nie czyniła człowieka ułomnym, a jednak gdzieś na krańcu jego języka znajdowało się właśnie takie porównanie - że tkwiła w nim ułomność. Był ułomny, ponieważ na rzecz magicznych sztuczek ludzie potrafili odbierać sobie przyjemność doświadczania rzeczywistości. Magia krzywdziła. Czyniła tak wiele krzywdy... Twoje dłonie też ją czyniły. Kiedy dusiło się drugą osobę własnymi rękoma to wrażenie, że jesteś rozgrzeszony, bo tylko się broniłeś, całkowicie znikała. Powolność tego aktu wyprzedzała wszystkie myśli o jednym zaklęciu, które potrafiło powalić. Potrafiło też zabić, jeśli wystarczająco się postarałeś. Chyba Eryk bardzo mocno wcisnął w jego głowę niechęć do magii.

Niemoc samospełnienia była przekleństwem w życiu człowieka. Nic go nie krępowało w tym kierunku, nie męczyło, nie niszczyło. Miał coraz więcej możliwości wyszarpywanych sobie z zębów czasu. Ociupinkę tutaj, trochę tam - wszędzie coś zdoła skapnąć z pańskiego stołu, by to sobie przysposobić. Gitara. Zdjęcia. Jeszcze trochę i naprawdę zostanie jakąś pizdą z artystycznym zacięciem. Mógłby to wysyłać do gazety. Jak by się podpisywał? Czy czasem nie zaszkodziłoby to jego reputacji? Pewnie tak. Ciężko traktować poważnie kogoś, kto zajmuje się takimi głupotami. Świat Victorii wydawał mu się z tych perspektyw taki... prosty.

Dopytywała, a on coraz bardziej się zniechęcał. Nie chciał o tym mówić. Nie chciał o tym rozmawiać, więc czemu ona tak uparcie chciała wiedzieć. Jasne, rozumiał, bo chciała go znać. Chciała pojąć, chciała... mieć szerszą wizję jego osoby, bo ta ograniczona nie tworzyła w jej głowie odpowiedniej przestrzeni na wszystko. Miała za dużo chaosu. Rozchylił wargi i nieco się skrzywił, widać było, że z niechęcią. Prawie tak, jakby ten temat zaczął sprawiać ból. Może nie był on fizyczny, ale jednak sięgał gdzieś głęboko do mózgu i wykwitał brzydotą na zewnątrz. Jeśli coś odbiega od normy - jest nienormalne. On odbiegał od norm. Pesymizm - może i tak. Może i nawet paranoja - niech będzie, przytaknąłby temu. Nie dało się nie brać jednak takich rzeczy pod uwagę, tak? Nie dało się... po prostu zignorować możliwości tragedii.

- No kurwa, Vika, pracujesz jako auror to chyba sama wiesz. - Jak nie jego "koledzy" to zaraz psiarnia ma szansę siąść mu na ogon. Pewnego dnia może się potknąć, popełnić błąd, a wtedy wszystko, co będzie personalne w jego dobytku, do czego wróg się dokopie, będzie przeciwko niemu. Domino tak duże, że nawet sobie nie wyobrażał. - Serio to trzeba tłumaczyć?



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#60
08.02.2025, 20:38  ✶  

Sauriel był… trudny – jak sam to zresztą określił. Był trudny i wymagał ogromnych pokładów cierpliwości, o które wcześniej Victoria by siebie nawet nie posądziła, ale przy nim odkryła, że kiedy chce i jej zależy, to potrafi czekać i być bardzo, bardzo wyrozumiała. To wszystko wymagało zmian w niej samej, godzin przemyśleń. Czy na niego ta relacja też tak wpływała? Ta ich znajomość? Czy znajdywał w sobie zmiany, rzeczy, o których wcześniej nawet nie miał pojęcia? Czy go to przerażało? Ją z początku tak, było jak kro w nieznane, ale wtedy podjęła decyzję, że nie ma się czego bać, ale Sauriel… Jego życiowe doświadczenia były zupełnie inne. Czy to dlatego tak ją odpychał, odsuwał się i trzymał z daleka? Ze strachu co to z nim robi?

O ileż prościej by było, gdyby chciał do niej mówić. Gdyby usiedli nad tym razem i pomyśleli, rozwiali swoje wątpliwości i strachy, zamiast milczeć i kisić to w sobie, zwłaszcza gdy jedno z nich miało takie fatalistyczne podejście do życia… Czy mogła go jednak winić? Jej rodzice jedyne co chcieli zrobić, to oddać ją jakiejś rodzinie, jak kartę w przetargu, najpierw Rosierom, później Rookwoodom. A jego rodzina dosłownie pozwoliła go zabić. Tak po prostu, jakby to życie do niego nie należało. Jakby nie miał prawa do własnych marzeń. Wieczny strażnik rodu, po co przekazywać geny dalej, skoro będzie żył wiecznie, tak?

Naciskała, choć nie był to wcale jakiś mocny nacisk, żeby Sauriel wyrzucił z siebie te myśli, które cisnął w swojej głowie. To co mówił, niekoniecznie było zbiorem zrozumiałym, było w tym duże pole do domysłów i do błędnych wniosków. Chciała, żeby to wyartykułował i nazwał, chciała się z tym skonfrontować na głos, bo miała wrażenie, że Sauriel tak mocno zapadał się w spiralę czarnych myśli, że nie dostrzegał wcale drugiej strony. Nie chodziło o ignorowanie możliwości tragicznych, a o nie poddawanie się im.

– Pracuję, ale to nie daje mi prawa do czytania w myślach. Nie umiem tego robić, już ci to mówiłam, mogę się wydawać, jakbym to robiła, ale to jest tylko… To tylko intelekt, zdrowy rozsądek i obserwacje, nic więcej – żadne czary-mary pozwalające jej wiedzieć co na pewno dzieje się w jego głowie. Tylko jej domysły, godziny przewalania w głowie tematu z różnych stron, by złapać podejście wydające się najbardziej sensowne. – Tak, proszę – uśmiechnęła się do niego, chcąc chociaż odrobinę ściągnąć z jego barków ciężar, który sam na nie nakładał.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Sauriel Rookwood (17222), Victoria Lestrange (19233)


Strony (7): « Wstecz 1 … 3 4 5 6 7 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa