• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 9 Dalej »
[26/27.08.1972, noc] Blood in the wine | Astaroth, Sauriel & Victoria

[26/27.08.1972, noc] Blood in the wine | Astaroth, Sauriel & Victoria
Panicz Z Kłami
Hot blood these veins
My pleasure is their pain
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Bardzo wysoki - mierzy 192 cm wzrostu. Z reguły ubiera się w czarne bądź stonowane kolory, ale można go spotkać w wielobarwnym ubiorze. Włosy ciemnobrązowe, oczy zielone. Jest bardzo blady, ma sine wokół oczu, które nieco jaśnieje, kiedy jest nasycony, ale to nieczęsto się zdarza.

Astaroth Yaxley
#11
01.02.2025, 18:21  ✶  
Pożar w moich ustach płonął w najlepsze. Nie liczyło się nic, tylko krew. Mrowiło mnie nieznośnie, nawoływało do ugaszenia tej potrzeby nim... wybuchnę? Nie wiem, czy mógłbym być jeszcze bardziej oszalały na punkcie krwi. Pragnąłem tego, pragnąłem jej. Chciałem ssać i czuć jak rozchodzi się po całym ciele, czyniąc mnie żywym. Imitacją, słabą podróbką żywego, ale chociaż na chwilę mogłem się łudzić.
A potrzebowałem chociaż kropli. Drobnego kęsa. Łyka. Oni tego nie rozumieli.
Byłem tu po coś innego, ale to przestało mieć dla mnie znaczenie. Mogli się bawić, w co tam chcieli. Ja zamierzałem zadowolić się tylko tym jednym. Wezmę i niech później robią sobie ze mną, co chcą. Tylko bym dostał chociaż jeden łyk. Jeden. Drobny. Łyk.
Ale zamiast beztroskiego spotkania i drobnego upojenia, miałem szok. Nie wiedziałem, gdzie Sauriel Rookwood mógł się nauczyć takich chwytów. Spodziewać się po nim mogłem wiele, ale zdecydowanie nie tego, że będzie bardziej zręczny i umiejętny w walce. Chyba że wcale nie był. Może po prostu przeceniałem własne możliwości.
Z mojego gardła wydobyło się niezadowolone warknięcie. Niczym u zwierzęcia. To zawsze na chwilę mnie dezorientowało. Jakby było czymś obok, a nie mną... Może bardziej nie ze mnie? Ale jednak. To ja. Niezadowolony ja. Wściekły ja. Nie przepadałem za Saurielem Rookwoodem, a teraz wręcz go nienawidziłem. Wiedział, jak nie zjednywać sobie wampiry, ludzi, kogokolwiek. Ale... ALE! Był wampirem. Powinien mnie zrozumieć chociaż trochę, czyż nie? Mogliśmy się podzielić Victorią. Może nie miałbym nic przeciwko temu... przynajmniej na początku.
- Pozwól. Mi. Chociaż. Trochę - wysyczałem do niego... prośbę? Nie brzmiało jak prośba. Jak ostrzeżenie?! Cóż, wyznałem, co chcę, a teraz mocno kopnąłem go w kolano, bo wiedziałem, że w głębokiej dupie miał moje preferencje. A ja z kolei, nie dbałem o to, czy mu przypadkiem nie uszkodzę stawów. Szczerze? Byłoby mi to nawet miodem na serce. Moje śliczne, martwe serce.
Zamierzałem powtórzyć jeszcze raz, jeśli nie trafiłem, a potem wstać i odebrać to, co miało wkrótce być moje. Krrrew.

Rzuty na AF; kopię Sauriela po nogach
Rzut PO 1d100 - 25
Akcja nieudana

Rzut PO 1d100 - 42
Sukces!
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#12
03.02.2025, 22:42  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.02.2025, 22:52 przez Sauriel Rookwood.)  

Gdyby nie brak trzasku własnych kości to przysiągłby, że jednak coś mu złamano. A jednak nie. Był tylko ból od zderzenia z Astarothem, który wcale nie ważył tak mało, jak na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać. Siłowo? Chyba byli na tym samym poziomie. Albo to rausz polowań dodawał mu skrzydeł, Sauriel nie potrafił tego określić. Nie miał nawet czasu na określanie tego, bo wir magii zalśnił w powietrzu i zamienił się w ścianę. A była ona... gdzie? Gdyby Victoria była przeciwnikiem - zwróciłby na to większą uwagę. Nie była. Była przynętą na dzikie zwierzę, które wierzgało i chciało się dostać do celu.

- CO KURWA? - Miał mu wlać do ryja eliksir? A ten eliksir to w ogóle gdzie był? Chuj z tym - teraz musiał złapać nogę Astarotha, żeby ten mu nie sprzedał szkoły, jak chodzić mając kolana obrócone w drugą stronę.

na zatrzymanie kopnięcia ręką
Rzut PO 1d100 - 80
Sukces!

Odtrącił nogę, która to kolano miała mu naprostować inaczej i chciał ją złapać.

na przytrzymanie Astarotha
Rzut PO 1d100 - 29
Akcja nieudana

Noga, która miała zostać wykręcona została mu bardzo zręcznie zabrana, a sam Sauriel bardzo szybko zorientował się, że został zmuszony do odsunięcia przed kolejnym wierzgnięciem. Tak rodził się impas. Sytuacji skrajnie groźnej, gdyby nie ściana odgradzająca ich od Victorii.

- Co za kurwa parodia. - Sapnął z niezadowoleniem. Nie, to wcale nie była parodia - to była tragedia rozgrywająca się na ich oczach. Nie mógł mu wlać eliksiru do gardła, skoro nie był w stanie go utrzymać w miejscu. Victoria też mogła mieć z tym problem - delikatnie mówiąc. Nawet gdyby użyła magii w najbardziej optymalnym scenariuszu. Trudniej kogoś zatrzymać, kto nie chciał wcale się z tobą wdawać w jakikolwiek pojedynek. Astaroth chciał się od niego odsunąć - chciał krwi. Pachnącej słodyczą krwi. - GDZIE TA FIOLKA? - Jak w ogóle ten zjeb, który teraz tutaj hasał, nie wziął tego eliksiru! Czy go wziął, ale nic nie dał? Czarnowłosy przechodził ponad punktem skonfundowania do konieczności działania - a w czasie obecnym mało było możliwości na filozoficzne rozważania.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#13
04.02.2025, 20:51  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.02.2025, 20:54 przez Victoria Lestrange.)  

Dreszcz przeszedł ją po karku, gdy usłyszała gardłowe warknięcie Astarotha, jakby  wcale nie był człowiekiem, a jakimś dzikim zwierzęciem w trakcie polowania. A przecież to był wampir, a nie jakiś tam wilkołak. Powinna się bać, prawda? I chociaż serce zabiło jej mocniej, to nie po to, by dać jej znać, że powinna wziąć nogi za pas. To było podekscytowanie, adrenalina przed akcją. Coś było z nią mocno nie tak, że teraz ona wpatrywała się w nich z pełnym skupieniem otwartych oczu, nie chcąc mrugać, by nie uronić ani ułamka sekundy tego, co się przed nią działo. A krew ściekała po jej przedramieniu i kapała na podłogę.

Odetchnęła przez nos, otworzyła usta w tym skupieniu, jak to robiły kobiety, które właśnie malowały swoje oczy, różdżkę ściskała mocno, aż poczuła jak końcówki jej paznokci lekko wbijają się w miękką skórę wnętrza dłoni.

Wiedziała, że Sauriel jest sprawny i że potrafi się bić; poza tym, że widziała go już w akcji na Nokturnie, miała też okazję być światkiem jego pojedynku z Brenną z powodu nieporozumienia. Teraz go nie było – cała trójka wiedziała, na co się pisała i co może się wydarzyć, a Victoria mogła sobie przeanalizować ruchy jednego, jak i drugiego. I Astaroth też był dobry. Nie była pewna, czy to ten głód wzmagał w nim siłę, czy zawsze taki był, ale z drugiej strony – to przecież łowca. Coś, do zapytania ich na później – póki co odłożyła tę kwestię na bok, bo pojedynek Sauriela i Astarotha trwał w najlepsze i nie wyglądało na to, by któryś tu górował. Rookwood miał ewidentny problem żeby zapanować nad Askiem, i w drugą stronę również to nie szło najlepiej.

A mieli tu jej wyczarowaną ścianę, którą mogli użyć – tak jeden, jak i drugi.

Zignorowała więc zdziwienie Sauriela.

Nie, Astaroth nie zażył eliksiru zgodnie z prośbą, bo Victoria chciała wiedzieć, czy jest jakaś szansa, że gdy poczuje krew, to da radę nad sobą zapanować choć przez chwilę i zdąży wypić eliksir, i miała swoją odpowiedź: nie był. Musiał go zażywać przed, zwłaszcza jeśli wiedział, że będzie ją pił, ale to też była cenna informacja. Dwie fiolki nadal stały na stoliku, gdzie je odłożył Astaroth, jedną… jedną powinien mieć przy sobie, tak?

– Powinien mieć jedną w ręce! – odkrzyknęła. – Przywołam pozostałe.

Miała na szczęście wgląd w to wszystko, wycelowała więc różdżkę, chcąc zadziałać na te fiolki, które były póki co ciągle przy stole, by poderwać je w powietrze i wylewitowac je w kierunku wampirów, gdzie Sauriel mógłby sięgnąć po jeden z nich i go po prostu wlać do gęby Yaxleya.


Translokacja – na fiolki na stoliku
Rzut N 1d100 - 1
Krytyczna porazka

Rzut N 1d100 - 2
Akcja nieudana

– Nosz kurwa jego mać – zaklęła szpetnie, bo zaklęcie tak koncertowo jej nie wyszło, ze zbiła je obie. Zostawała więc fiolka u Astarotha i pełny kociołek po jej stronie, ale to oznaczało, ze musiała napełnić kolejne i je przekazać…

Panicz Z Kłami
Hot blood these veins
My pleasure is their pain
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Bardzo wysoki - mierzy 192 cm wzrostu. Z reguły ubiera się w czarne bądź stonowane kolory, ale można go spotkać w wielobarwnym ubiorze. Włosy ciemnobrązowe, oczy zielone. Jest bardzo blady, ma sine wokół oczu, które nieco jaśnieje, kiedy jest nasycony, ale to nieczęsto się zdarza.

Astaroth Yaxley
#14
08.02.2025, 17:39  ✶  
Może powinienem napomknąć Victorii słowo lub dwa na temat własnego uwielbienia krwi w momentach, kiedy już dawałem się ponieść pragnieniu. Nie była to drobnostka. Słowo czy dwa... Nie dałoby się tego tak opisać, tak krótko i bezlitośnie zamknąć w stwierdzeniach, gdzie tak na dobrą sprawę słowa tego nie były w stanie ująć.
Ba!, mówić przy tym, że to była dla mnie tylko krew to za mało, bo traktowałem ją wręcz niczym bóstwo, którego chociażby odrobiną mogłem zwilżyć swoje wargi, dodać sobie energii, wewnętrznej siły, życia, a przede wszystkim zyskać rumieńców na twarzy, zniwelować te sińce pod oczami, które tak bardzo czyniły mnie trupem. Ale te wszystkie dary od mojego bóstwa były tylko na chwilę, na marne godziny, bo potem znowu złe myśli biegały po mojej głowie, ciche podszepty pragnienia, które kusiły poczuciem kolejnego, drobnego zwycięstwa. Poczucia się panem i władcą własnego życia...
Takie ułudne. Ale takie prawdziwe.
O zgrozo! Byłem gotów walczyć o krew nawet bardziej...
...niż walczyć z własnym pragnieniem. Inaczej bym wygrywał te bitwy, czyż nie?
Nie opowiedziałem jednakże nic z tych własnych wewnętrznych rozterek czy romansów - zależało od momentu - bo najnormalniej w świecie, kiedy pozostawałem sobą, się ich wstydziłem. Bestia? Sauriel nazwał to bodajże wewnętrzną bestia. Ona zawsze z nami była, więc gdybym był w tej chwili w pełni sobą, to bym się dziwił, czemu on nie próbował rzucić się na Victorię, skoro zawsze ta druga nasza natura była z nami, ale... nie byłem w pełni sobą. Nawet częściowo nim nie byłem. Stałem się kimś innym. Skupionym na jednym, chcącym uzyskać najwyższe zbawienie, chociażby na tę drobną chwilę.
Już miałem poderwać się i złapać za swoją różdżkę, ale nie potrzebowałem tak bardzo różdzki, tylko bardziej chwili dla siebie. A oni chcieli fiolkę. Fiolkę. Zapomniałem, że w ogóle coś trzymałem w dłoni. Mogłem to wykorzystać. Wymiana nie wchodziła w grę, bo im nie ufałem, ale... mogłem zagrać nieczysto i wykorzystać fiolkę by odwrócić na drobną chwilę uwagę Sauriela. To by mi wystarczyło. Chociażby sekunda czy dwie, a ręka Victorii była już napoczęta. Nie musiałem się przebijać przez jej skórę, tylko ją chwycić. Aby nie byłem pewny, czy nie chwyciła za różdżkę, tylko że wtedy to już raczej byłbym związany, a nie ponownie szykował się do ataku.
Zamierzałem zaryzykować. Duża pula na szali, ale miałem tę paskudną słabość do hazardu. I to mnie gubiło. To mnie zawsze gubiło, ale głos w głowie nawoływał usilnie o kroplę krwi, a ten ból w zębach był nie do zniesienia. Nawet nie potrafiłem się skupić na tym, że to ja sam tu przyszedłem by robić eksperymenty. Krew była teraz wszystkim.
- Tego szukacie?! - zapytałem kpiąco, wstając z podłogi i pokazując fiolkę. Pomachałem nią przed swoim nosem, po czym rzuciłem w kierunku Sauriela tak, by nie było mu łatwo ją złapać. Byłem typem sportowca, więc to był odruch.

AF na rzut fiolki do Sauriela
Rzut PO 1d100 - 49
Sukces!


W pośpiechu, nie patrząc, obróciłem się i wpadłem na niewidzialną ścianę, której wcześniej nie mogło tak być. Vicotria - gdybym się odezwał, to wręcz wysyczałbym jej imię z nienawiścią. Miała różdżkę w dłoni. Ale nie to było najgorsze. Nadal krwawiła. Krople mojej bogini rozbijały się bez szacunku o podłogę.
Zasyczałem mimowolnie i walnąłem wściekle w ścianę. Nie byłem pewien, po co to robiłem. Raczej ze wściekłości, bo czy magię mogłem rozbić siłą fizyczną...?

AF na rozbicie przeźroczystej ściany
Rzut PO 1d100 - 15
Akcja nieudana
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#15
10.02.2025, 20:52  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.02.2025, 21:14 przez Sauriel Rookwood.)  

Co tu się w ogóle działo? Co tu się odpierdalało? Rozjebałoby mu to mózg, gdyby tylko miał czas się nad tym zastanowić. Trzask szkła tylko sprawił, że drgnął. A gotów był faktycznie łapać te fiolki, nawet przesunął się jeszcze na bok, by mieć teraz w polu widzenia tak Astarotha jak i Victorię. Pozwolił sobie na to z prostej przyczyny - ściana nadal lśniła między nimi. I owszem, mógł się przez nią przebić. Tylko ile potrzeba było na to siły?

Taka była rola tych fiolek w przedstawieniu, że uznały swój ostatni, wielki lot. Pierdolnęły o podłogę, mikstura wylała się. Czy ona pachniała krwią? Nie wiedział. Wszystko teraz pachniało tutaj krwią, chociaż Victoria pewnie nie zdawała sobie z tego sprawy. Jak intensywna była to woń, jak elektryzująca. Jak rozpraszająca. Sauriel wpatrywał się wielkimi jak spodki oczami w Astarotha. On się ruszył - Sauriel też. Jak zwierzę, nieco ugiął nogi. Pochylił głowę w dół, instynktownie broniąc gardła. Fiolka poleciała w powietrze. I pewnie byłby to wielki problem, gdyby nie to, że czarnowłosy zadziałał instynktownie - wolą. On wcale nie chciał, żeby ta fiolka się rozbiła. Czy to w ogóle była ostatnia? Nad tym też nie dumał. Była mu potrzebna - chyba że jako rozwiązanie uznaliby nokaut tego wściekłego zwierzęcia. Czas na jakąś empatię i współczucie będzie potem. Tak, na pewno będzie. W końcu czarnowłosy był takim czułym zwierzęciem...

czy złapie fiolke - telekineza
Rzut O 1d100 - 95
Sukces!

Fiolka zatrzymała się w powietrzu i tam na razie zawisnęła. A sam Sauriel skoczył na plecy Astarotha, kiedy ten rzucił się na ścianę. Wpadł na niego z niemal całą siłą. Wygiął jego rękę i złapał drugą dłonią za włosy - żeby pierdolnąć jego twarzą o tę ścianę. Tak żeby chociaż na chwilę odebrało mu chęci i sił do skakania wesolutko po tym placu zabaw.

czy w końcu nakurwie temu złamasowi? tak ręcznie, jak Pan Bóg przykazał
Rzut PO 1d100 - 91
Sukces!

Oderwał go od ściany i puścił jego rękę, żeby wyciągnąć dłoń po fiolkę, która przyleciała grzecznie do jego dłoni. Za włosy trzymał go ciągle. Podtrzymywał go i jednocześnie ściągał w dół, do tyłu, zmuszając go do wygięcia się i pokazania swojej buźki. Może właśnie nieco uszkodzonej i zakrwawionej - ale to mało Sauriela ruszało. Wlał mu na siłę tę fiolkę do gardła.

- Oby to, kurwa, zadziałało! - Ten poziom braku kontroli to było naprawdę coś. Odwoływał jednak to, co myślał - chyba aż tak mocno to nigdy mu nie odjebało. Albo może po prostu nie miało okazji odjebać.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#16
10.02.2025, 22:43  ✶  

Nie było czasu. Nie miała czasu. Rzeczy działy się tak szybko – jej zbite fiolki, eliksir rozlany na stoliku, warczenie Astarotha, jakby był dzikim zwierzęciem, a nie myślącą osobą ludzką. Yaxley kompletnie, dokumentnie nad sobą nie panował i Victoria wiedziała już przynajmniej o jakiej skali w ogóle mówili – eliksir ochrony przed słońcem nie mógł więc póki co wpaść w jego ręce, a to był ten, który już opracowała i wydawało jej się, że udało jej się też poprawić jego formułę, będą to musieli sprawdzić z Saurielem, ale… to nie był moment na te rozważania. Bo Astaroth, przypomniawszy sobie o trzymanej w łapie fiolce postanowił wyrzucić ją w powietrze, a Victoria aż wstrzymała oddech, bardzo mimowolnie, zatrzymana w półkroku do kociołka, który stał pod ścianą, gdy przesunęła go, robiąc dla nich miejsce na środku pracowni.

Nie było czasu, ale ten jakby nagle zwolnił, nawet przestała mrugać, obserwując lot fiolki po łuku – najpierw w górę, a później… Zatrzymała się. Zawisła w powietrzu, gdy Sauriel wykonał ruch dłonią. Nie rozbiła się, chociaż oczyma wyobraźni już widziała jak trzecia z mikstur dołącza do swoich rozbitych przez nią sióstr.

Nie zdążyła nabrać oddechu, gdy ciało Astarotha uderzyło o ścianę, którą sama stworzyła. Syk, jaki wydobył się z ust wampira zjeżył jej włoski na karku, lewą nogę przesunęła w tył, zupełnie jakby to był krok w tańcu i… wtedy nastąpiło drugie uderzenie – znacznie mocniejsze, gdy Sauriel skoczył na Yaxleya, a ona mogła z drugiej strony dokładnie obserwować to, co się dzieje, wszystkie wystudiowane ruchy czarnowłosego, złapanie Aska za włosy, kolejne uderzenie… Ściana wytrzymała.

To już kiedyś widziała. A teraz już tylko mrugnęła. A wtedy fiolka już była w dłoni Sauriela, już odkorkowana, gdy próbował płyn wlać do gardła młodego wampira. Niepanującego nad swym głodem pisklaka wyrzuconego z gniazda, nie mającego absolutnie żadnego wzorca, żadnego nauczyciela na tej drodze.

Tak naprawdę, Astaroth miał tylko ich dwójkę – tylko oni cokolwiek wiedzieli o wampiryzmie. Sauriel z pierwszej ręki, a Victoria… z drugiej. Uczyła się empirycznie. I tez miała nadzieję, że ten eliksir zadziała, a jeśli nie… Mieli jeszcze cały kociołek – lecz nim sięgnie po niego, chciała się upewnić, że ten nie sprawi, że Astaroth będzie jeszcze bardziej pobudzony. Spojrzenie Victorii było teraz niczym tej sroki, która wypatrzyła w trawie świecidełko – niepomna na krew na twarzy wyższego z mężczyzn, interesował ją tylko efekt.

…i ten taniec, który tu wykonywali – było w tym coś pierwotnie fascynującego, nad czym nie miała teraz czasu się zastanowić.

Panicz Z Kłami
Hot blood these veins
My pleasure is their pain
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Bardzo wysoki - mierzy 192 cm wzrostu. Z reguły ubiera się w czarne bądź stonowane kolory, ale można go spotkać w wielobarwnym ubiorze. Włosy ciemnobrązowe, oczy zielone. Jest bardzo blady, ma sine wokół oczu, które nieco jaśnieje, kiedy jest nasycony, ale to nieczęsto się zdarza.

Astaroth Yaxley
#17
11.02.2025, 22:13  ✶  
Szał. Wściekłość. Wielkie nieporozumienie. Czy ja myślałem jeszcze chwilę temu o tym, że może mógłbym się z Saurielem podzielić krwią Victorii...? PO MOIM TRUPIE! DRUGIM, JEBANYM TRUPIE! Jasno wybił mi podobne pomysły z głowy, uderzając moją twarzą o niewidzialną ścianę. Teraz to co najwyżej mogłem odebrać mu jego nieśmiertelność. Raz i porządnie, bym później nie musiał oglądać jego wstrętnej, zblazowanej mordy.
Warczałem i syczałem, próbując się wyrwać, ale wziął mnie z zaskoczenia. A ja się dałem. Nawet nie sądziłem, że odpuści sobie łapanie fiolki i do mnie dopadnie, że w ogóle wpadnę na jakąś ścianę... Ścianę... VICTORIA! Mogła ujrzeć wściekły zawód w moim spojrzeniu, kiedy docierało do mnie, że nie będę mógł zanurzyć warg w jej krwi. Nie będę mógł zanurzyć warg w jej krwi - brzmiało bezdusznie, tak bezdusznie, że odebrałoby mi oddech, gdyby był mi w ogóle potrzebny. Pozbawienie mnie łatwego łupu brzmiało cholernie bezdusznie i takim było.
Zamierzałem przelać złość na Sauriela. Był najbliżej, poza tym istniała niewielka szansa, że jeśli go zneutralizuję, to Victoria będzie moja. Byłem wręcz pewny, że nie odda mi się łatwo, ale zamierzałem stoczyć te trudne bitwy by osiągnąć upragnione. Na szali była krew, a ja jej chciałem. Bardzo chciałem.
Próbowałem chwycić Sauriela za twarz, ale ten działał zbyt szybko. Wykręcał mną jak chciał, więc na nic mi się to zdało, że miałem pragnienie i wolę walki. Nie wiem kiedy to się stało, ale wlał we mnie eliksir i... wtedy kompletnie wszystko się zmieniło.
Przypominało mi to inne uczucie, którego doznałem, kiedy Laurent zaczął mi śpiewać magiczną opowieść nad brzegiem Tamizy. Przypominało, ale nie było tym samym. Dezorientacja, zagubienie, strach. Nie byłem pewien, co się stało. Czułem. Tak intensywnie odczuwałem pragnienie, że teraz, kiedy ono zniknęło, zostało... nic. Czułem więc pustkę? Czy nie czułem nic? Zero pragnienia, zero bólu, zero potrzeby poczucia ukojenia, a jednak wiedziałem, że będzie mi lepiej, kiedy skosztuję krwi... Miało być mi lepiej, prawda...?
No nie byłem już tego taki pewny. Wbiłem spojrzenie w krew na podłodze. Powinienem szaleć. Powinienem to robić. Powinienem czuć. Chcieć ulgi. Cokolwiek. Walczyć, błagać albo manipulować... ale nie czułem nic i to było, co było absurdalne, niepokojące. Przeraźliwe niepokojące.
Dezorientacja. Przestałem, rzecz oczywista, wyrywać się Saurielowi. Dotknąłem własnej twarzy, czując tę całą, zgniłą krew i właściwie widząc ją na swoich palcach... Nabroiłem. Znowu to zrobiłem - docierało to do mnie powoli, a przerażenie wpływało na moją twarz z każdą kolejną nutą myśli, z każdym skrawkiem otoczenia, które ogarniałem swoim spojrzeniem, w tym obrazu przerażonej Victorii. Nie mogłem tego wyrazu pomylić z czymkolwiek innym. Zbyt często widywałem przerażenie w oczach otaczających mnie osób, które wiedziały czym się stałem. Pamiętałem je wszystkie. Byłem pewien, że wyrazu twarzy Victorii również już nigdy nie wyrzucę ze swojej głowy
- PUŚĆ MNIE! - warknąłem do Sauriela, nie ręcząc za siebie, jeśli nie zamierzał tego zrobić od razu, polubownie. Miałem ochotę zniknąć. Wiedziałem, że to był zły pomysł by wzbudzić we mnie pragnienie zanim zażyję eliksiru. To od samego początku był zły pomysł, ale zgodziłem się. Wierzyłem w happy end? Żałosne.
Cały drżałem. Nie z wściekłości już i pragnienia, tylko ze strachu. Nie mogłem tak żyć. Nie potrafiłem Geraldine patrzeć w oczy, kiedy widziała mnie TAKIM, a co miałem powiedzieć o tych wszystkich osobach z zewnątrz?! Laurent, Ambroise, Victoria... Sauriel. Gorycz przelewała się ze mnie. Kim byłem?! Co tu robiłem?!
Pragnienie krwi zniknęło, więc szósty zmysł Yaxleyów teraz przebijał się jaskrawo przez moje myśli. Wyczuwałem Sauriela zbyt blisko siebie. Jego obecność nie pomagała ze względu na głęboką nienawiść do wampiryzmu. Wszystko we mnie krzyczało, że dotyka mnie wampir, więc jeśli sam nie odpuścił, to zamierzałem wyrwać mu się w półobrocie i go popchnąć z całej siły, nie bacząc na konsekwencje. I tak był dupkiem.
Ale uratował Victorię.

AF na ewentualne przepychanki z Saurielem
Rzut PO 1d100 - 29
Akcja nieudana
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#18
12.02.2025, 18:46  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.02.2025, 19:07 przez Sauriel Rookwood.)  

Był już zwyczajnie wściekły. Kiedy szarpał go za te włosy, ustawiając ich w bardzo niekomfortowej pozycji i wlewał mu ten eliksir do gęby, był wkurwiony. Czy to była złość na Astarotha? Na Victorię? Na gniew boski, co ich tutaj spotkał i bawił się ich kosztem? W jego oczach to stało się jakąś parodią, a sytuacja przecież była skrajnie niebezpieczna. Miał ochotę zgnieść w swoich palcach tę fiolkę i wcisnąć ją Astarotthowi do gardła. Nie miało znaczenia, kto był tutaj winny. Liczyło się to, że ktoś musiał za to zapłacić. Wielkie jak spodki oczy Sauriela nie miały w sobie współczucia czy litości. Drżała aż jego ręka, kiedy ostatkami powstrzymywał się przed zrobieniem dokładnie tego, o czym myślał.

Aby utrzymać się w tej pozycji, w której jedną ręką go szarpał, a potem drugą otwierał mu usta, żeby zaklęcie już wlało ten eliksir, musieli w zasadzie ciągle robić małe kroki w tył. Inaczej obaj straciliby równowagę. Więc kiedy mógł go puścić, bo zobaczył, że brak kontroli znika z oczu wampira, zrobił to z chęcią. Tak częściowo - bo wcale nie ufał, że teraz wszystko będzie cacy.Pizgnął gdzieś tą fiolką na bok - chyba miała farta i się nie rozbiła, bo tylko brzdęk szkła zabrzmiał jakby się obiła o jedno z krzeseł i opadła na ziemię, zsuwając się z niego. Wcale nie zamierzał się za to od Astarotha odsuwać, to fakt. Wcale nie uznał go za mniej niebezpiecznego. Drapieżnik, który był świadomy, był w zasadzie jeszcze bardziej niebezpieczny od tego wierzgającego się w szale głodu. Jasne, ten drugi był nieprzewidywalny, ale ten pierwszy zaczynał myśleć taktycznie i zastanawiać się nad ruchami drugiej strony. Jak się okazało - dobrze zrobił, że nie opuścił gardy.

buła na pożegnanie
Rzut PO 1d100 - 94
Sukces!

Astaroth wyrwał się i obrócił nagle, wyciągając swoje ręce. Czarnowłosy pochylił się, złapał jego rękę i przewalił go przez swoje plecy na ziemię. A potem przygniótł jego dłoń swoją ręką do gleby.

- Leż, skurwielu, bo postawię tego buta na twoim gardle. - Warknął, obnażając kły. I to nie była obietnica bez pokrycia - było to widać w jego oczach. Jeśli jednak miał pewność, że Astaroth leżał już grzecznie to powoli i ostrożnie się cofnął. Pół kroku, krok, dwa. Nie chciał spuszczać oczu z Astarotha i to było widać. Nawet nie zerknął na Victorię. Nic jej wielkiego nie było, wiedział to - ściana wytrzymała i doskonale się sprawdziła. Dobra robota, co? Taa... zajebista wręcz. Darował sobie jakiekolwiek komentarze, nikomu by nie pomogły, co wcale nie znaczyło, że ich nie miał. Czasami jednak naprawdę lepiej się zamknąć i zachować niektóre rzeczy dla siebie.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#19
12.02.2025, 21:15  ✶  

To, co było w jej oczach i twarzy, to nie był strach. Powinien tam być, ale go nie było – ciekawość i fascynacja zdecydowanie wygrywały, jej instynkt samozachowawczy jak zwykle pozostał uśpiony i to nawet w tak skrajnie niebezpiecznej sytuacji. Jedynym sygnałem, że się denerwowała, była mocno ściśnięta różdżka, aż knykcie jej pobielały i to, że wstrzymała oddech tak bardzo, ze aż rozbolały ją płuca. Teraz dość łapczywie nabrała oddech, jakby właśnie przebiegła maraton – a przecież stała w miejscu, przyrośnięta do tego skrawka podłogi jak słup soli. Ale nie ze strachu, to nie był paraliż przerażenia. To był ktoś, kto bał się mrugnąć, by nie ominąć żadnej ważnej milisekundy tego, co się przed nią rozgrywało.

Astaroth i Sauriel walczyli jak zawodowcy, oboje doskonale wiedzieli, co robią i dlaczego. Nawet nie miała wątpliwości, że nie dałaby sobie z nimi radę w starciu fizycznym bez swojej magii – tym bardziej nie poradziłaby sobie z Saurielem, który mógł pizgnąć zaklęciem nie trzymając różdżki w dłoni. Sama mogła sobie być dość wysportowana, w ostatnich miesiącach znacznie poprawiła się jej kondycja, zarysowały mięśnie, teraz niewidoczne pod ubraniem, ale z nimi – nie, z nimi nie mogła się mierzyć.

Jakież szczęście, że wcale nie musiała.

Sauriel zdołał wlać Astarothowi do gardła eliksir, nastąpiło jeszcze kilka wierzgnięć i warknięć, Sauriel przerzucił sobie nawet młodszego wampira przez ramię, aż się zatrząsnęło pomieszczenie, gdy oboje wylądowali na zimnej, kamiennej podłodze, a Victoria… nawet nie była pewna, kiedy dokładnie zrobiła krok do przodu, a może nawet dwa, że niemalże stykała się nosem z przezroczystą ścianą jej własnego autorstwa, wgapiona w obraz dwójki Adonisów o tak różnej urodzie.

Dotarło do niej po kilku długich sekundach, aż się wzdrygnęła otrząsnęła – i nabrała bardzo głębokiego oddechu.

– Czy wszystko w porządku? – zapytała, a jej głos w tej głuchej ciszy, która nastała po skończonej szamotaninie, musiał brzmieć jak krzyk. Łatwo było zapomnieć o jej obecności – tak to sobie wyobrażała, nie wiedząc, czy raczej nie myśląc o tym, że jej krew musi być dla obu nadal wyczuwalna. – Nic wam nie jest? – tak, to ją interesowało. To oraz… – Astaroth? Jak się czujesz? Działa? – te dwa, najważniejsze pytania. Reszta mogła poczekać, a miała wrażenie, że zaraz dostanie opierdol i to z obu stron. Nieważne. W tej chwili najważniejszy był efekt tego eksperymentu.

Panicz Z Kłami
Hot blood these veins
My pleasure is their pain
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Bardzo wysoki - mierzy 192 cm wzrostu. Z reguły ubiera się w czarne bądź stonowane kolory, ale można go spotkać w wielobarwnym ubiorze. Włosy ciemnobrązowe, oczy zielone. Jest bardzo blady, ma sine wokół oczu, które nieco jaśnieje, kiedy jest nasycony, ale to nieczęsto się zdarza.

Astaroth Yaxley
#20
13.02.2025, 20:54  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.02.2025, 20:58 przez Astaroth Yaxley.)  
Z dwojga złego nie byłem pewien, czy już wolałbym ujrzeć w oczach Victorii strach w odpowiedzi na moje wampiryczne wyczyny, czy tę chorą fascynację, którą mnie w tej chwili obdarzała. Byłem jej niczym szczur laboratoryjny i to wcale mi się nie podobało, choć właśnie na to się pisałem już przy pierwszym naszym spotkaniu. Miałem robić za zwierzątko do badań nad eliksirami dla wampirów, więc oto byłem. Już nie bogaty chłoptaś trwoniący rodzinną fortunę, tylko obiekt do eksperymentów. A wszystko przez to, że umarłem, że mnie przemienił, że zdziczałem.
Tylko że teraz już nie było głodu. Była nicość w moim ciele, ale to tylko na chwilę, bo zalewał mnie żal i ta przeogromna wściekłość na niesprawiedliwość świata, a już szczególna na Sauriela, że śmiał mnie dotykać dłużej niż to było potrzebne. Był mi kością już od samego początku, tolerowałem go przez wzgląd na Victorię, ale przeginał z agresywnością. Teraz nie było to już potrzebne, a mimo to brnął w to głębiej, więc zamierzałem mu się odpłacić za nadobne. Musiałem też jakoś odreagować wściekłość.
- Nic nie jest w porządku - odezwałem się na pytanie Victorii. Nie zamierzałem zostawiać im złudzeń. O moją czaszkę obijały się myśli. Zbyt dużo czarnych myśli i czerwonych wspomnień. Podsycało to tylko moją wściekłość, bo przecież nie mogłem w tej chwili w obecności Sauriela pozwolić sobie na mazanie się. Męska duma mi nie pozwalała, więc...
Przyciągnąłem go bardziej do siebie by go zaskoczyć, a następnie obrócić nas o sto osiemdziesiąt stopni. Już dawno powinienem dać mu nauczkę za bycie bezwzględnym krwiopijcą, a teraz jeszcze mogłem dorzucić do tego własne krzywdy. Podwójna motywacja.

Rzucam AF na te obmacywanki na kontrę
Rzut PO 1d100 - 48
Sukces!


Kiedy już Sauriel wylądował pode mną, chciałem go zdzielić solidnie po mordzie, ale - ku mojemu niezadowoleniu - nie był pierwszym lepszym leszczem i osłonił się przed moim ciosem.

Bo to rzut AF na prawy sierpowy
Rzut PO 1d100 - 26
Akcja nieudana


- Działa - wyrzuciłem w ramach odpowiedzi na pytanie Victorii, ale nie zawracałem sobie głowy patrzeniem w jej kierunku. Wiedziałem, że Rookwood nie podda się lekko, więc szykowałem się na atak. Był domorosłym skurwielem. Przewidywałem nieprzewidywalne.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Astaroth Yaxley (6090), Sauriel Rookwood (4977), Victoria Lestrange (7887)


Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa