Dzisiaj Daphne miała szczęście, że mogła wziąć wolne w pracy i nikt nie miał nic przeciwko. Ba, nawet Matula była całkiem zadowolona z tego powodu i powiedziała, żeby się córka nie martwiła, że wszystko weźmie na siebie i załatwi w Ministerstwie. Bardzo możliwe, że liczyła na najlepsze informacje z pierwszej ręki, a nikt nie był tak dobry w zbieraniu drobnych strzępków danych od Daphne. Przy młodej Lestrange raczej nikt się nie puszył, nie widział zagrożenia w nieco niezdarnej kujonce, która chyba tylko przez swoje pochodzenie należała do domu węża w Hogwarcie.
Cały dom Lestrange obudziła informacja o dziwnym zdarzeniu w Maida Vale. Z pewnością, nowinka dotarła także do pozostałych gałęzi, skoro oni dostali list, to spodziewała się go u wszystkich. Przy śniadaniu zastanawiała się z Matulą kto podejmie się wyjaśnień, a trzeba je mieć zanim zacznie się interesować tematem Ministerstwo. To była sprawa dla najbliższych, na pewno nie dla wścibskich, mugolskich oczu. Dlatego od razu po lekkim śniadaniu, zajęła się szykowaniem. Przygotowała torbę z ulubioną herbatą, wypolerowała różdżkę i z pomocą Matuli wybrała najwygodniejszy strój. Lekka szata wierzchnia w ciemnozielonym kolorze zakrywała długie, czarne spodnie i skórzane oficerki. Poza tym miała też beżowy sweter, który mógł wydawać się nieco za duży, ale przynajmniej był najwygodniejszy do jakichkolwiek prac w ogrodzie.
Przed wyjściem skontaktowała się jeszcze ze swoją dobrą znajomą, która mogła poszczycić się o wiele lepszą wiedzą jeśli chodzi o ogrodnictwo, mianowicie Roselyn. Owszem, Daphne była gotowa zrobić dużo, żeby uniknąć zainteresowania ze strony Ministerstwa, ale wyciągnięcie ręki po pomoc do innego, zaprzyjaźnionego rodu o tej samej czystości krwi uważała za jak najbardziej rozsądne i dopuszczalne posunięcie. W końcu skomplikowany system przysług i relacji między rodami nie brał się znikąd. Owszem, może teraz zaciągnie dług, ale pewnie kiedyś go spłaci (znając życie dosłownie spłaci w ramach swojej pracy w Departamencie Skarbu).
Daphne stanęła na samym początku ogrodu, podziwiając to co się stało. Rzeczywiście, te przedziwne róże miały w sobie coś głęboko intrygującego, ale gdy panienka próbowała określić co dokładnie, to nie była w stanie. Nie szła dalej, czekając aż przyjdzie też Roselyn, na której to pomoc bardzo liczyła. Miała nadzieję, że razem coś zaradzą w tym temacie, bo wolałaby nie wyjść po raz kolejny na beztalencie, które nic nie potrafi zrobić sama (lub prawie sama).
!Maida Vale