29.03.2025, 22:38 ✶
Tego wieczoru nie było specjalnie dużego ruchu w barze Convivium. Ot kilku stałych klientów, grupka młodych przyjaciół, czyli właściwie osoby, które raczej przesiadywały na miejscu, a nie męczyły barmanów... i menedżera. Tym samym, Icarus mógł zajmować się swoją najważniejszą klientką: taką, która drinki miała na koszt firmy. Siedziała przy barze jako jedyna, a Prewett stał z drugiej strony oparty o płytę barową i wpatrzony w nią jak w obrazek.
Raz opowiadała mu o smoczoognikach, innym razem to on mówił o cesarzu Hadrianie i jego spuściźnie w rzymskim cesarstwie. Potem zaś przeszło do plotek. Icarus nie lubił się do tego przyznawać, ale uwielbiał je. Cóż, był Ślizgonem. A nawet jeśli ojciec mówił mu zawsze, że dla prawdziwego intelektualisty ważne były fakty, a nie "babskie gadanie", to on zawsze sądził, że to właśnie zapisy plotek były najprzyjemniejszym do czytania historycznym źródłem.
– Wiesz, wydaje mi się, że nawet bez wieczorka singli udało się osiągnąć jakiś przełom związany z Basilem. Owszem, wrócił nieco zmarnowany, ale mam wrażenie, że umysłem jest gdzie indziej. Może poznał jakąś piękność w Egipcie? – wyszczerzył zęby w uśmiechu. – Chociaż, wiesz, ja też ostatnio jestem obgadywany przez rodzeństwo. I to na potęgę. Ellie ostatnio zachichotała, gdy zobaczyła, że piszę list! Wyobrażasz sobie? A pisałem tylko do gościa, którego miałem zatrudnić. Wiesz, że nie raczył nawet zjawić się na dniu próbnym? Żebyś go tylko zobaczyła! Typ miał długie czarne włosy i szpony. Nie wiem, czy robił sobie manicure, ale pazury miał lepsze niż większość kobiet, które tu przychodzą. Nie, żeby było to coś złego, oczywiście.
To nie była randka, a przynajmniej tak udawali. Podobnie zresztą jak wtedy, w księgarni. Tyle, że teraz Icarus czuł do siebie mniejszy żal niż wcześniej. Częściej za to zjeżdżał wzrokiem na usta Mony, dekoncentrował się. Myślał o niej niemal przez cały czas, a z przyzwoitości pilnował, by te rozmyślania nie zjeżdżały na nieeleganckie tory. Choć było trudno. Szczególnie, że dywagacje o tym, co by się stało, gdyby zaprosił ją na wizytę na zapleczu, nasuwały się jak natrętny pomysł. Czemu nie? Może dlatego, że by się zbłaźnił, gdyby odmówiła. Może dlatego, że to jeszcze nie był na to czas, chociaż minęło dziesięć lat.
Raz opowiadała mu o smoczoognikach, innym razem to on mówił o cesarzu Hadrianie i jego spuściźnie w rzymskim cesarstwie. Potem zaś przeszło do plotek. Icarus nie lubił się do tego przyznawać, ale uwielbiał je. Cóż, był Ślizgonem. A nawet jeśli ojciec mówił mu zawsze, że dla prawdziwego intelektualisty ważne były fakty, a nie "babskie gadanie", to on zawsze sądził, że to właśnie zapisy plotek były najprzyjemniejszym do czytania historycznym źródłem.
– Wiesz, wydaje mi się, że nawet bez wieczorka singli udało się osiągnąć jakiś przełom związany z Basilem. Owszem, wrócił nieco zmarnowany, ale mam wrażenie, że umysłem jest gdzie indziej. Może poznał jakąś piękność w Egipcie? – wyszczerzył zęby w uśmiechu. – Chociaż, wiesz, ja też ostatnio jestem obgadywany przez rodzeństwo. I to na potęgę. Ellie ostatnio zachichotała, gdy zobaczyła, że piszę list! Wyobrażasz sobie? A pisałem tylko do gościa, którego miałem zatrudnić. Wiesz, że nie raczył nawet zjawić się na dniu próbnym? Żebyś go tylko zobaczyła! Typ miał długie czarne włosy i szpony. Nie wiem, czy robił sobie manicure, ale pazury miał lepsze niż większość kobiet, które tu przychodzą. Nie, żeby było to coś złego, oczywiście.
To nie była randka, a przynajmniej tak udawali. Podobnie zresztą jak wtedy, w księgarni. Tyle, że teraz Icarus czuł do siebie mniejszy żal niż wcześniej. Częściej za to zjeżdżał wzrokiem na usta Mony, dekoncentrował się. Myślał o niej niemal przez cały czas, a z przyzwoitości pilnował, by te rozmyślania nie zjeżdżały na nieeleganckie tory. Choć było trudno. Szczególnie, że dywagacje o tym, co by się stało, gdyby zaprosił ją na wizytę na zapleczu, nasuwały się jak natrętny pomysł. Czemu nie? Może dlatego, że by się zbłaźnił, gdyby odmówiła. Może dlatego, że to jeszcze nie był na to czas, chociaż minęło dziesięć lat.