adnotacja moderatora
Electra Prewett / Pierwsze koty za płoty
Icarus cieszył się, że wcześniej zabrał Cerbera z domu, bo zdecydowanie w kamienicy rodzeństwa Prewett zadziało się coś dziwacznego. Czyż cała ta sytuacja zresztą była normalna? Palące się budynki, ciągłe niebezpieczeństwo, tyle śmierci i cierpienia... A poprzednia noc była przecież tak zwyczajna... Icarus siedział wtedy w Convivium, polewał ludziom drinki i nie sądził, że następnego dnia wszystko się aż tak posypie. Przynajmniej jego dom się nie zawalił... choć, jak wiadomo, dobrze też być nie mogło. Prewett nie mógł poznać tego miejsca, a mieszkał tu przecież od dziecka. Kamienica zawsze była jakąś stałą w jego życiu: przeżył w niej tyle dobrych chwil, ale i wiele nieprzyjemnych. A teraz... ściany pokrywała czerń. Nie tylko zresztą one zmieniły kolor: każdy przedmiot był doszczętnie oblepiony sadzą. Ile to było sprzątania?
Mężczyzna starał się nie siadać, ale jako, że z Electrą czekali na Basila, długotrwałe stanie w miejscu też nie wchodziło w rachubę. Na szczęście Prewetci mieli w salonie wysokie krzesła, które przynajmniej nie brudziły aż tak jak kanapa. A przed Icarusem, na blacie domowego barku stał kociołek ze składnikami niezbędnymi do stworzenia zmywacza do farb. Nie był to bynajmniej trudny przepis, więc mężczyzna uważał, że uda mu się to przygotować już w bardziej dogodnym miejscu. Wcześniej ze zgrozą obejrzał brudne grzbiety zbiorów książkowych ojca, ciesząc się, że większość starszych manuskryptów trafiła jednak do Towarzystwa Magihistorycznego. Ubrania, dzięki bogom, były w przez cały czas w szafie i wymagały tylko zwykłego prania.
Jednak to nie popiół był w tym wszystkim najgorszy, a to, że Icarus czuł duży opór przed chodzeniem po domu samemu. Tak jakby znowu był dzieciakiem, który boi się przejść w nocy do toalety, bo po drodze na pewno czekały jakieś potwory. Nie chciał zostawiać też Electry razem, więc ich inspekcja domu polegała na chodzeniu z Lumosem po ciemnych korytarzach i ciągłym oglądaniu się za siebie. Zupełnie jakby dom coś nawiedziło... Czy śmierciożercy mogli obłożyć to miejsce klątwą? A może po prostu rzucali czarną magią na prawo i lewo? Czy mogła być to właściwość popiołu? Chyba właśnie tylko umysł naukowca pomagał Icarusowi jakkolwiek zdystansować się od strachu.
— Jak Basil przyjdzie, na pewno będziemy w stanie ustalić, co dokładnie się stało, tak? Więc nie musisz się bać, Iskierko — powiedział, siląc się na odwagę, mimo zaciśniętego w supeł żołądka. A jednak odwrócił się gwałtownie, kiedy coś skrzypnęło po drugiej stronie pokoju. On sam bał się chyba jeszcze bardziej od siostry. Od godziny przecież opowiadał jej teorie o pochodzeniu sadzy i logiczną argumentację za każdą z nich. Sam starał się w ten sposób choć odrobinę uspokoić. Kiedy umysł pracował, emocje były stosunkowo zagłuszane.